Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Spotkanie z potomkami łowców głów KONKURS > MALEZJA


taxi taxi Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MALEZJA / Borneo /   / Potomek łowców głów z plemienia IbanBędąc w malezyjskiej części Borneo w prowincji Sarawak, zależało nam na spotkaniu z etniczną ludnością tego regionu z plemienia Iban . . . i udało się :-)

Jak dowiedzieliśmy się na miejscu – czyli już na Borneo, dotarcie i spotkanie się z mieszkańcami lasu deszczowego to nie jest zachcianka do spełnienia natychmiast. Tubylcy w swych wioskach schowanych głęboko w dżungli prowadzą unormowane rytmem pracy i obowiązków życie. Starając się tam dotrzeć na własną rękę, może zdarzyć się, że mężczyzn nie będzie w wiosce ponieważ od kilku dni są na polowaniu, lub że akurat w tym momencie obce nie będą mile widziani z powodu wewnętrznych konfliktów lub wydarzeń. Można zdecydować się na taką samodzielną wyprawę gdy bilet lotniczy w powrotną stronę do Europy nie przypomina wciąż o ograniczonym czasie, a tak właśnie było z nami – ten ograniczający nas w czasie bilet lotniczy
Po zebraniu informacji, dotarliśmy do biura podróży w Kuching (stolica prowincji Sarawak) w ktrórym poinformowano nas, że po malajskiej części Borneo podróżuje właśnie 5-osobowa niemiecka zorganizowana grupa, która w swym programie ma również pobyt w wiosce plemienia Iban i mają jeszcze 3 wolne miejsca w busiku. Świetnie :-)
Parę dni później spotykamy się w umówionym miejscu z naszymi nowymi towarzyszami podróży i ruszamy w drogę.
Po wielogodzinnej podróży podczas której mogliśmy podziwiać dziko rosnące na łące orchidee, plantację kakao i pieprzu docieramy nad rzekę, na której brzegu czekają przygotowane na nas łodzie. Wyruszamy w nieznane.
Płyniemy wijącą się przez dżunglę rzeką podziwiając niezwykła roślinność i nasłuchując odgłosów mieszkańców dżungli. Miejscami powstaje nad nami dach splątanych drzew i roślin tworaąc naturalny tunel wiodący nas do zupełnie innego świata.
W tym miejscu nadmienię, że ludzie do których płyniemy to potomkowie łowców głów, dla których przodków walki z wrogami kończyły się zdobywaniem ich głów jako wojenne trofea, którymi przyozdabiali swoje domy czerpiąc w ten sposób moc z nieprzyjaciela. Posiadanie ludzkich czaszek miało również znaczenie w rytuałach religijnych. Polowanie na ludzkie głowy stłumiono i całkowicie zabroniono po gwałtownych walkach między tubylcami, a europejskimi kolonizatorami pod koniec XIXw. Pojedyncze przypadki zdarzały się jeszcze w czsie II wojny światowej w walkach z japońskimi żołnierzami, czy też w 1970r. , a najnowszy incydent miał miejsce w 2003r. gdy inne plemię – Dayakowie w obronie własnych ziem pozbawili głów ponad 250 islamskich imigrantów z Jawy.
Powietrze jest parne, cali oblepieni jesteśmy cienką warstwą wilgotnego powietrza. Wreszcie wyłania nam się położona przy wysokim brzegu rzeki wioska. Naszym oczom ukazują się długie, drewniane domy na wysokich, dochodzących do jednego piętra palach, do których trzeba się wspiąć po drewnianych schodkach dostosowanych do małych stóp tubylców. Domy Ibanów to tzw. długie domy. W najdłuższym domu pod jednym dachem mieszka ok. 30 rodzin – cała wioska.
Schody wprowadzają nas na dłu……gą, zamkniętą werandę, na której toczy się życie mieszkańców wioski podczas deszczu, by skryć się przed słońcem lub gdy jest już na dworze ciemno. Podłoga pokryta jest plecionymi własnoręcznie matami na których mieszkańcy leżą, siedzą, rozmawiają, jedzą i usypiają dzieci. Po jednej stronie werandy wiodą liczne drzwi poszczególnych rodzin do ich prywatnych pomieszczeń, po drugiej stronie tej zamkniętej werandy jest kilka wyjść na otwartą dłu….gą werandę na której suszy się pranie, przebywa się na niej podczas ładnej pogody, a z której rozpościera się widok na wszystkie drewniane budynki wioski i płynącą w dole rzekę.
Ibanowie pokazują nam swoje prywatne pomieszczenia. Nad naszymi głowami kołyszą się wysuszone czaszki ludzkie (prawdziwe czy nie?) z włosami ze sznurków i słomy, o ściany opierają się długie oszczepy i bambusowe dmuchawy służące do polowań – dmuchając w nie, wylatują odpowiednio spreparowane strzałki, zabijając np. siedzące na drzewach ptaki, czy własnoręcznie robione maty kauczukowe. Po prostu inny świat, ale i tu dotarły współczesne dobrodziejstwa tego świata. W wiosce jest prąd generowany przez agregat prądotwórczy, mieszkańcy mają wieczorami światło z wiszących z sufitowych belek żarówek, wiekowe lodówki, czy też małe telewizorki łączące ich odosobnione życie ze światem zewnętrznym. Na drewnianych ścianach wiszą wycinki z gazet ze zdjęciami malezyjskich i lokalnych polityków.
Wszystko możemy fotografować i filmować oprócz niemowląt – robienie tym bezbronnym istotom zdjęć , kradnie ich dusze. Dzieci w wieku szkolnym w tej chwili nie ma – wszystkie są w miasteczkach w szkolnych internatach i przyjeżdżają do wioski raz na 2 tygodnie.
Pozostałe domy na palach to nieco krótszy niż ten główny jest przygotowany dla naszej grupy, a inne, mniejsze przeznaczone są do przechowywania zapasów zebranych na uprawnych poletkach i w dżungli, narzędzi pracy i kur. Wokół wioski rosną drzewa kauczukowe, są poletka ryżowe, uprawy ananasów, w rzece łowione są ryby, a dżungla dostarcza Ibanom zwierzynę i tylko im znane rośliny wykorzystywane w leczeniu chorób.
Wódz i szaman wioski zapraszają nas na wieczorne spotkanie ze wszystkimi mieszkańcami do długiego domu. My wykorzystujemy wolny czas na kąpiel w czystej, orzeźwiającej rzece, która przywraca nam siły witalne w tym niezwykle gorącym i parnym powietrzu, dzielimy się między sobą własnymi spostrzeżeniami (grupa Niemców z którymi jesteśmy to interesujący i sympatyczni ludzie) i rozchodzimy się po okolicy. Wieczorem przekraczamy progi długiego domu witani przez wodza i szamana wioski sypanym na nasze głowy ryżem i poznajemy całą wioskową społeczność. Opowiadają nam (tłumaczone przez jednego Ibana na angielski) o swoim życiu, tradycjach i wierzeniach, grają na bębnach i bambusowych tykach, tańczą, śpiewają i częstują nas własnoręcznie robionym winem ryżowym i ryżowym sznapsen, który jest tak mocny, że dech nam po jego wypiciu zapiera. Nie przeszkadza płynący strużkami po naszym ciele pot, ani powietrze ciężkie od wilgoci. Transowe, rytmiczne dźwięki, śpiewy, alkohol, tubylcy i dżungla z jej odgłosami sprawiają, że odrywamy się od rzeczywistości. Nasz świat XXI wieku odpłynął w nicość, a my przenieśliśmy się do innego wymiaru. Nie ma żadnych podziałów i różnic – jest jedność. Późną nocą wracamy do „naszego” długiego domu i siadamy na odkrytej werandzie. W dole szumi rzeka, z dżungli dochodzą odgłosy jej mieszkańców, a my dzielimy się przeżytymi wrażeniami i uzmysławiamy sobie, że nic nam się tu nie przyśniło. Po jakimś czasie przychodzą do nas młodzi Ibanowie z gitarami. Grają melodyjne utwory, a potem proszą abyśmy my dla nich coś zagrali i zaśpiewali. Okazało się, że z naszej grupy tylko mój brat i ja potrafimy grać na gitarach i tak w nocy w środku dżungli, wśród Niemców i potomków łowców głów na Borneo rozbrzmiewają POLSKIE nastrojowe utwory grane i śpiewane przez mojego syna, brata i przeze mnie. Niesamowite. To wszystko jest takie nierzeczywiste i niezapomniane :-) Kładąc się do snu na materacach pod moskitierami, kołysankę śpiewa nam dżungla… Następnego dnia, mieszkańcy wioski pokazują nam swoje wytresowane do walk koguciki – choć to w Malezji zabronione, do głębokiej dżungli nie docierają żadni urzędnicy, a plemiona nie rezygnują ze swoich tradycji. Próbujemy również nasze możliwości w wydmuchiwaniu strzał przez bambusową dmuchawę służącą do polowań. W porównaniu z Ibanami wychodzi nam to z miernym skutkiem. Szaman – wytatuowany od stóp aż po szyję – zbiera i pokazuje nam w dżungli rośliny, które używa jako lekarstwa na różne ludzkie dolegliwości. Potem wódz wioski prowadzi nas w głąb dżungli do miejsca gdzie chowają swoich zmarłych, a następnie odkrywa przed nami dżunglę jak swój własny dom. Mam wrażenie, że zna tu każde drzewo i każdą roślinę. Jest dla nas świetnym przewodnikiem. W końcu docieramy nad rzekę, gdie czekają na nas łodzie, które zabierają nas z powrotem do naszego świata, do naszej rzeczywistości.


Czy to była jawa, czy sen? Tak, to była jawa i w chwili gdy teraz, po raz pierwszy piszę relację ze spotkania z potomkami łowców głów, słyszę odgłosy dżungli, szum rzeki, zapach powietrza, śpiewy, rytmy i przyjazne twarze Ibanów

Zdjęcia

MALEZJA / Borneo /   / Potomek łowców głów z plemienia IbanMALEZJA / Borneo / Sarawak / W drodze do plemienia IbanMALEZJA / Borneo / Sarawak / DżunglaMALEZJA / Borneo / Sarawak / Długie domy potomków łowców główMALEZJA / Borneo / Sarawak / Wódz i szaman wioski plemienia IbanMALEZJA / Borneo / Sarawak / Polowanie z dmuchawą nie jest takie prosteMALEZJA / Borneo /   / Wytresowane do walkiMALEZJA / Borneo  / Sarawak / Jedyny środek transportu w tym rejonie

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl