Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Birma dla średnio zamożnych > MYANMAR


jedrzej jedrzej Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MYANMAR / okolice Mandalay / Amarapura / posiłek mnichówJeśli marzycie o Birmie, ale obawiacie się wysokich kosztów, to koniecznie przeczytajcie cenne porady praktyczne z podróży na przełomie grudnia/stycznia. Przekonacie się, że można spełnić marzenia nawet z małym budżetem :-)

W ostatnim okresie znacznie wzrosło zainteresowanie podróżami po Birmie. Poniższy artykuł powstał z myślą o osobach planujących wyjazd do tego kraju. Podaję w nim szczegółowy wykaz kosztów naszego pobytu w Myanmarze na przełomie grudnia i stycznia br.

Zdjęcia: Amarapura, okolice Mandalay, posiłek mnichów, MYANMAR
Amarapura, okolice Mandalay, posiłek mnichów, MYANMAR



Birma jest bez wątpienia krajem, który można zwiedzić niskobudżetowo. W czasie naszej podróży spotkaliśmy młodych ludzi, którzy przez tydzień wydali mniej niż 200 USD. Nasz pesel oraz przyzwyczajenia wymuszają na nas jednak mniej wyczerpujący sposób zwiedzania. Dlatego też ten artykuł nie jest adresowany do „plecakowiczów”, ale raczej do osób wybierających standard pobytu i zwiedzania, który można określić jako „mid-range”.

Chcemy podkreślić, że przebywaliśmy w Birmie w okresie świąteczno-noworocznym obejmującym również birmański Dzień Niepodległości, a więc w szczycie sezonu, kiedy ceny są najwyższe. Wysoki sezon w Birmie trwa od końca października do marca.

My spędziliśmy w Birmie 20 dni (19 noclegów). Podczas naszego pobytu odwiedziliśmy: Mandalay (3 noclegi), jezioro Inle (5 noclegów), Bagan (4 noclegi), Bago (3 noclegi) i Yangon (3 noclegi) i jedną noc spędziliśmy w pociągu relacji Thazi – Bago.
Całkowity koszt pobytu jednej osoby wyniósł 1120 USD oraz dodatkowo 303 PLN, które zapłaciłem przelewem za hotel w Mandalay (całkowity koszt pokoju to 606 PLN). Powyższa suma nie uwzględnia ceny biletów lotniczych z Bangkoku do Mandalay i z Yangonu do Bangkoku. Kontynuując statystyki dzienny koszt pobytu jednej osoby to około 60 USD. Należy tutaj dodać, że 14 noclegów spędziliśmy w pokojach o standardzie 4* i 4 noclegi w pokoju o standardzie 3*. Śniadania jadaliśmy w hotelach, obiady w restauracjach, kolacje – różnie. W podanej powyżej kwocie zawarte są bilety wstępu, koszty transportu, noclegów oraz drobne pamiątki. Korzystaliśmy z różnych środków transportu: prywatnych taksówek, dzielonych taksówek (shared taxi), autobusów turystycznych (rozkładane siedzenia, klimatyzacja), autobusów lokalnych (bardzo niski standard), pociągu (wagon sypialny), ciężarówek przystosowanych do przewozu pasażerów, łodzi, tuk-tuków i dorożek konnych. Poniżej podaję naszą trasę i szczegółowe zestawienie kosztów.

Zwiedzanie Birmy rozpoczęliśmy od Mandalay dokąd przylecieliśmy samolotem linii Air Asia z Bangkoku. Koszt przelotu to 380 PLN od osoby. Na lotnisku wymieniliśmy po 400 USD, po kursie 980 kyatów za dolara (ta suma wystarczyła nam do końca pobytu). Z lotniska do hotelu wynajęliśmy shared taxi za 4000 kyatów. Hotel Yadanarbon zarezerwowaliśmy przez Internet za pośrednictwem bookera Agoda. Koszt pokoju to 65 USD za noc. Za tą cenę dostaliśmy duży pokój wyposażony w klimatyzację oraz lodówkę. W cenę było również wliczone śniadanie typu bufet serwowane w restauracji położonej na dachu hotelu.

Już w hotelu zapłaciliśmy po 35 000 kyatów za kolację wigilijną. W programie wieczoru było przewidziane przedstawienie kukiełek, charakterystyczne dla tego regionu Birmy. Pierwszego popołudnia, za 15 000 kyatów wynajęliśmy taksówkę, która zawiozła nas na wzgórze Mandalay Hill gdzie są podobne najładniejsze zachody słońca. Obiad zjedliśmy w hotelu za 7 USD od osoby natomiast kolację w ulicznej jadłodajni za 1000 kyatów.

Chcieliśmy koniecznie zwiedzić trzy starożytne stolice Birmy: Amarapurę, Inwę oraz Sagaing a mieliśmy na to tylko jeden dzień. Jedynym praktycznym sposobem zrealizowania tego celu było złamanie naszej zasady korzystania z publicznych środków transportu i wynajęcie na cały dzień hotelowego vana z anglojęzycznym kierowcą. Koszt to 55 USD.

Dodatkowe koszty: W Sagaing chcieliśmy odwiedzić Kaunghmudaw Paya, położoną ponad 10 km od miasta, koszt to 10 000 kyatów. Do Inwy dopłynęliśmy promem ( bilet powrotny 800 kyatów). Na miejscu wynajęliśmy konną dorożkę (6000 kyatów), która obwiozła nas po całym rozległym terenie. Ponadto w Inwie musieliśmy kupić tzw. Combo Ticket za 10 000 kyatów, ważny we wszystkich atrakcjach turystycznych regionu Mandalay.

Na kolejny dzień również wynajęliśmy hotelową taksówkę. Rano zawiozła nas na przystań promów do Mingun (bilet na prom w obie strony kosztował 5000 kyatów, prom odpływał o 9.00 rano powrót z Mingun o 13.00). Po popołudniu kierowca obwiózł nas po zabytkach Mandalay. Łączny koszt wynajęcia to 45 USD. Ceny obiadów w lokalnych stylowych restauracjach wahały się w granicach 2500 do 4500 kyatów od osoby.

Kolejnym celem naszej wędrówki było jezioro Inle. Za pośrednictwem hotelu wynajęliśmy shared taxi. Przejazd na trasie Mandalay – Nyaungshwe kosztował nas po 25 000 kyatów od osoby. Samochód dzieliliśmy z birmańskim małżeństwem a czas przejazdu to 9 godzin, uwzględniając postój na obiad. Przy wjeździe do Nyaungshwe musieliśmy zapłacić po 10 USD za prawo pobytu na tym obszarze. Wygodne było to, że zostaliśmy zabrani spod hotelu w Mandalay i dowiezieni pod hotel w Nyaungshwe.

Hotel Mingalar Inn zarezerwowaliśmy drogą mailową. Koszt pokoju to 70 USD za dobę wliczając śniadanie serwowane do stolika. Bardzo duży pokój w pełni wyposażony, z tarasem, na którym mieliśmy dwa leżaki i parasol. W tym pokoju spędziliśmy 4 noce.

Zdecydowaliśmy się przedłużyć nasz pobyt nad Inle o jeden dzień. Niestety, nasz pokój był już zarezerwowany i piątą noc musieliśmy spędzić w tańszym pokoju za 40 USD. Różnica w wyposażeniu pokoju była odczuwalna. Z powodu braku klimatyzacji w nocy trochę zmarzliśmy.

Dzień pierwszy spędziliśmy na jeziorze, odwiedzając wioski i klasztory według ustalonego planu. Koszt całodziennego wynajęcia motorowej łódki to 18 000 kyatów.

Drugiego dnia odwiedziliśmy Kakku. Za pośrednictwem hotelu wynajęliśmy shared taxi, którą dzieliliśmy z podróżniczką z Francji. Czas przejazdu w jedną stronę to 2 godziny a koszt wynajęcia taksówki to 50 000 kyatów. My oczywiście płaciliśmy 2/3 tej ceny.

Przedpołudnie trzeciego dnia spędziliśmy na zwiedzaniu Nyaungshwe a po południu wynajęliśmy za pośrednictwem hotelu canoe. Koszt wynajęcia łódki to 9000 kyatów. Przejażdżka trwa trzy godziny i odbywa się po kanałach łączących poszczególne wioski ludu Indein. Odwiedza się również wiejski klasztor zamieszkały przez jednego mnicha. Polecam, nawet bardziej niż rejs łodzią motorową po jeziorze.

Czwarty dzień spędziliśmy na trekkingu po okolicznych górskich wioskach zamieszkałych przez lud Pa-O. Trekking był wspaniałą okazją, żeby zapoznać się z warunkami życia tubylców. W porze obiadu nasz przewodnik po prostu wynajął w mijanej wiosce garnki i palenisko, żeby przygotować nam posiłek. Mieliśmy więc okazję naocznie przekonać się jak wygląda wnętrze wiejskiej chaty ludu Pa-O. Koszt trekking to 18 000 kyatów. Powrót łodzią do Nyaungshwe to 7000 kyatów. Nie wspominam tu o napiwkach jakie dawaliśmy. Średnio kształtowały się w granicach 10% ustalonej sumy za usługę. Gdy byliśmy bardzo zadowoleni z usługi napiwek mógł być znacznie wyższy.

W hotelu kupiliśmy bilet autobusowy do Baganu a dokładniej do Nyaung OO, turystycznej miejscowości położonej tuż obok starego Baganu. Koszt biletu to 10 000 kyatów w tej cenie mieliśmy transport spod hotelu na przystanek autobusu w Nyaungshwe. Podróż zajęła nam 9 godzin. Warunki jazdy delikatnie mówiąc mało komfortowe. Siedzenia ustawione tak blisko jedno za drugim, że ja mając prawie 180 cm wzrostu, miałem kłopot ze zmieszczeniem nóg. Ponadto kierowca już na trasie zabierał wszystkich chętnych do jazdy, usadawiając ich na plastykowych taboretach w przejściu. Uniemożliwiało to mi wysuniecie nóg w kierunku przejścia. Klimatyzacja działała też bardzo wybiórczo, tak że raz wewnątrz autobusu było bardzo gorąco a za chwilę za zimno. Niemniej podróż ta dała nam obraz jak wygląda jazda dalekobieżnym, komfortowym autobusem w Birmie. Przy wjeździe do Baganu wszyscy zagraniczni turyści musieli zapłacić po 15 USD za prawo pobytu w strefie archeologicznej. My pokazaliśmy nasze legitymacje ITIC i zostaliśmy z tej opłaty zwolnieni.

Na przystanku autobusowym w Nyaung OO wynajęliśmy taksówkę do hotelu Thante, który wybraliśmy na czas pobytu w Baganie. Koszt to 4000 kyatów.

Hotel Thante stanowią bungalowy umieszczone w pięknym ogrodzie wokół dużego basenu. Koszt pokoju to 65 USD wliczając w tę cenę śniadanie typu bufet serwowane w hotelowej restauracji. W tym hotelu spędzaliśmy Sylwestra musieliśmy więc zapłacić po 40 000 kyatów (lub 45 USD), od osoby, za kolację sylwestrową. Kolacja była serwowana w ogrodzie, menu zawierało potrawy kuchni chińskiej, birmańskiej oraz tajskiej. W programie przewidziano występy lokalnego zespołu muzycznego, ognisko oraz oczywiście pokaz ogni sztucznych. Był to bardzo przyjemny wieczór. W hotelu Thante spędziliśmy 4 noce.

Pierwszego dnia wybraliśmy się na Mt. Popa oddalonej o dwie godziny jazdy samochodem od Baganu. Wycieczkę tę odbyliśmy shared taxi w towarzystwie dwóch turystek z Wietnamu oraz pary „plecakowiczów” z Anglii i Francji. Koszt wynajęcia to 10 000 kyatów od osoby. Co ciekawe taksówkę tę namierzyliśmy w menu chińskiej restauracji, w której jedliśmy kolację.

Drugi dzień spędziliśmy w całości na zwiedzaniu pagód starego Baganu porozrzucanych na dość dużym obszarze. Za pośrednictwem hotelu wynajęliśmy konną bryczkę, która obwiozła nas według planu przygotowanego jeszcze w Polsce. Koszt wynajęcia to 18 000 kyatów. Pagody Baganu można zwiedzić taniej wypożyczając rower (1000 kyatów za dzień) lub elektryczny skuter (5000 kyatów za dzień). Jednak w tym przypadku trzeba sobie poradzić ze znalezieniem interesujących pagód a wskazówki są tylko po birmańsku. Na obiad nasz woźnica zawiózł nas do typowej birmańskiej restauracji, odwiedzanej głównie przez Birmańczyków. Serwowano tutaj tylko zestaw obiadowy w cenie 3500 kyatów od osoby. W skład takiego zestawu wchodziła: zupa, cztery gatunki mięsa, ryba, dwa rodzaje gotowanych warzyw oraz warzywa surowe, a ponadto zielona herbata i deser. Obiad był bardzo smaczny. Objazd pagód Baganu zakończyliśmy obejrzeniem zachodu słońca.

Trzeciego dnia przed południem odpoczywaliśmy w hotelu przy basenie a po południu w lokalnej agencji turystycznej wynajęliśmy łódź motorową na przejażdżkę po Irawadi. Odwiedziliśmy stupy położone nad rzeką, w północnej części Baganu, z pięknymi freskami pochodzącymi z XV wieku oraz małą wioskę leżącą na piaszczystym brzegu Irawadi. Nędza jaką tam zobaczyliśmy ścisnęła nam serca a jednak ci ludzie wyglądali na zadowolonych. Przyjęli nas bardzo serdecznie i choć z porozumieniem były kłopoty pokazali nam swoje szałasy, w których mieszkali. Dowiedzieliśmy się też, że utrzymują się z połowów ryb oraz uprawiają miniaturowe poletka, podlewając je wodą noszoną w konewkach wprost z rzeki. Na koniec wycieczki podziwialiśmy zachód słońca. Koszt to 30 000 kyatów plus 2000 kyatów za transport na przystań i odwiezienie do hotelu.

Następny etap naszej podróży to Bago. Postanowiliśmy dostać się tam pociągiem relacji Mandalay – Yangon. Problem był w tym, że najbliższa stacja znajdowała się w Thazi, miejscowości oddalonej o 4 godziny jazdy samochodem od Baganu. Poza tym pociąg odjeżdżał z Thazi o 18-tej a jedyny autobus z Baganu do Thazi wyruszał o 7.00 rano. Gdybyśmy się zdecydowali na jazdę tym autobusem, bylibyśmy na miejscu około 11-tej i musielibyśmy spędzić 7 godzin na dworcu a potem jeszcze 9 godzin w pociągu. W tej sytuacji postanowiliśmy wynająć taksówkę. Wtedy wyjedziemy z Baganu o 12-tej a ponadto kierowca pomoże nam ewentualnie kupić bilet sypialny w Thazi (w Nyaung OO było to niemożliwe, pomimo istnienia biura sprzedaży biletów kolejowych). Koszt wynajęcia prywatnej taksówki to 100 USD.

Ostatniego dnia przed wyjazdem odwiedziliśmy dwa hostele położone blisko naszego hotelu, pytając o ceny pokoi. Oba oferowały pokoje po 25 i 40 USD. Pokoje były małe z własnymi łazienkami te po 40 USD były wyposażone w klimatyzacje i lodówkę. Nie wiem jak wyglądała sprawa z ciepłą wodą, ale z relacji młodego Anglika, z którym jechaliśmy na Mt. Popa, dowiedzieliśmy się, że w jego hostelu nie było ciepłej wody.

W Thazi okazało się, że bilet sypialny do Bago kosztuje cudzoziemca 23 USD, bilet klasy pierwszej 20 USD a najtańszy bilet 7 USD. W ostatnim przypadku podróż odbywa się na drewnianych siedzeniach. Dobrze, że mieliśmy naszego kierowcę, który wytłumaczył kasjerowi jakie bilety chcemy kupić. Reszta zajął się naczelnik stacji, który osobiście wypisał nam bilety i zaprowadził do odpowiedniego wagonu i przedziału.

Jazda pociągiem dostarczyła nam dużo wrażeń i wymagała silnych nerwów. Tory są w takim stanie, że leżąc na koi podskakiwałem co chwila tak, jakbym jechał rozklekotaną ciężarówką po wyboistej szutrowej drodze. Przez 9 godzin podróży nie zmrużyłem oka, czekając kiedy pociąg wyskoczy z torów. Poza tym hałas był ogłuszający. Jedynym pozytywnym elementem tej podróży był smaczny posiłek w wagonie restauracyjnym, chociaż wygląd samego wagonu nie zachęcał do jedzenia.

Do Bago przyjechalismy punktualnie o trzeciej godzinie rano. Z dworca do hotelu Bagostar, który zarezerwowaliśmy w Nyaung OO, wzięliśmy tuk-tuka. Koszt to 4000 kyatów.

Pokoje hotelowe mieszczą się w drewnianych bungalowach. Standard 3*. Do dyspozycji gości jest basen, hall recepcyjny i restauracja. Koszt to 40 USD za pokój, wliczając w tę cenę śniadanie serwowane do stolika. Pozytywne było to, że zostaliśmy przyjęci o 4 rano bez żadnej dodatkowej opłaty. W hotelu Bagostar mieszkaliśmy przez trzy dni.

Pierwszy dzień spędziliśmy na samodzielnym zwiedzaniu miasta. Za 500 kyatów od osoby dojechaliśmy tuk-tukiem do centrum, gdzie przez kilka godzin spacerowaliśmy bez żadnego wyraźnego celu. Przy pomocy przewodnika Lonely Planet, namierzyliśmy elegancką restaurację Hanthawaddy. Za 5000 kyatów można tu zjeść bardzo dobry posiłek. Świeżo wyciskany sok z owoców kosztował 2000 kyatów. Po południu wypoczywaliśmy w hotelu i na basenie.

Drugiego dnia za pośrednictwem hotelu wynajęliśmy tuk-tuka, który obwiózł nas po zabytkach Bago, starożytnej stolicy Monów. Całodzienna wycieczka zakończona zachodem słońca kosztowała nas 12 000 kyatów. Ponieważ byliśmy wyjątkowo zadowoleni daliśmy duży napiwek. Za łączony bilet wstępu do najważniejszych atrakcji turystycznych Bago trzeba zapłacić 10 000 kyatów.

Trzeciego dnia wybraliśmy się do Kyaikto (Golden Rock) jednego z trzech najświętszych miejsc Birmy. Ponieważ dojazd autobusem zajmuje ponad dwie godziny (autobusy odjeżdżają co pół godziny) a ja miałem dość birmańskich autobusów, wynajęliśmy prywatną taksówkę. Koszt to 60 USD. Taksówka dowiozła nas do terminalu autobusowego w Kinpun, skąd odchodzą ciężarówki na sam szczyt. Każda ciężarówka zabiera 42 osoby usadowione na ławkach zamontowanych na pace. Koszt przejazdu to 2500 kyatów od osoby w jedną stronę. Tylko te ciężarówki mają prawo wjazdu na szczyt. Podróż trwa 45 minut i dostarcza mnóstwa wrażeń (trzeba to koniecznie przeżyć). Na szczycie każdy cudzoziemiec jest zobowiązany do zapłaty 6000 kyatów za prawo wstępu na teren sanktuarium. Po trzygodzinnym pobycie przy Golden Rock wróciliśmy do Kinpun a następnie do Bago.

Poprzednie dwie kolacje jedliśmy w hotelowej restauracji. Za 1500 kyatów dostawaliśmy tosty z omletem lub sadzonym jajkiem dżem i trochę masła. Naszą ostatnią kolację w Bago postanowiliśmy zjeść w ulicznej jadłodajni na plastykowych krzesełkach, która znajdowała się przy Kyaik Pun Paya niedaleko naszego hotelu. Zamówiliśmy krokiety z warzywami (spring rolls) w cenie 100 kyatów od sztuki (nic innego nie było). Jedzenie bardzo nam smakowało i nie spowodowało żadnych komplikacji żołądkowych.

Ostatnim etapem naszej podróży po Myanmarze był Yangon. Postanowiliśmy wynająć prywatną taksówkę. Zaletą tej opcji jest to, że jedziemy bezpośrednio od jednego do drugiego hotelu i nie ma problemu z bagażem. Czas przejazdu wyniósł niecałe dwie godziny. Koszt to 45 USD.

Hotel Central jest położony w samym centrum miasta niedaleko Sule Paya. Jest to hotel o dobrym standardzie. Pokój kosztuje 80 USD za dobę w tej cenie jest śniadanie typu bufet serwowane w hotelowej restauracji. Duży, w pełni wyposażony pokój odpowiada europejskiemu standardowi pokoju 4 gwiazdkowego.

Pierwszego dnia przeszliśmy się wzdłuż trasy turystycznej w centrum Yangonu, proponowanej przez Lonely Planet. Kolację zjedliśmy w restauracji Danuphyu Daw Saw Yee Myanma, również polecanej przez Lonely Planet, specjalizującej się w kuchni birmańskiej. Koszt zestawu to 10 000 kyatów na dwie osoby.

Drugiego dnia rano wybraliśmy się na zalecaną przez nasz przewodnik wycieczkę pociągiem dookoła Yangonu. Czas trwania przejażdżki wynosi 3 godziny. Bilety kupuje się na peronie 7 dworca centralnego a koszt to 1 USD od osoby. Po obiedzie wsiedliśmy w autobus miejski i pojechaliśmy na północ miasta do Shwegadon Paya, jednego z trzech najświętszych miejsc Birmy. Bilet autobusowy kosztuje 200 kyatów a podróż autobusem miejskim daje niezapomniane wrażenia.

Bilet wstępu do sanktuarium dla cudzoziemca kosztuje 8 USD lub 7900 kyatów. Zdecydowaliśmy się na wynajęcie lokalnego przewodnika, żeby nas oprowadził po tym „lesie” pagód, pawilonów modlitw czy medytacji i zwrócił naszą uwagę na najciekawsze miejsca. Koszt to 10 USD. W Shwedagon spędziliśmy kilka godzin obserwując modlących się Birmańczyków. Obejrzeliśmy również bardzo impresyjny zachód słońca. Do hotelu wróciliśmy taksówką, koszt to 3000 kyatów.

Ostatniego dnia naszego pobytu w Birmie wybraliśmy się na tereny delty Irawadi, które najbardziej ucierpiały podczas cyklonu Nargis w maju 2008 roku. Jeszcze do niedawna trzeba było mieć specjalne pozwolenie na odwiedzenie tych terenów. Rzekę Yangon przepłynęliśmy promem. Cena biletu powrotnego dla cudzoziemca to 4 USD. W Dalah miasteczku po drugiej stronie rzeki, wsiedliśmy do lokalnego autobusu jadącego do Twante, celu naszej wycieczki. Jazda trwała 45 minut i dała nam obraz jak podróżują Birmańczycy na krótkich dystansach. Co bym nie napisał wcześniej o jeździe autobusem, to w porównaniu do warunków jazdy tym „zabytkiem motoryzacji” było podróżowaniem komfortowym. Koszt biletu to 500 kyatów.

Na miejscu wynajęliśmy rikszę rowerową. Rikszarz zawiózł nas do niedużej, prywatnej wytwórni ceramiki, z produkcji której słynie Twante a następnie do Shwesandaw Paya, jedynej atrakcji miasteczka. Koszt to 1000 kyatów, za godzinną przejażdżkę podczas której często musiałem wysiadać z rikszy i pomagać w jej pchaniu pod górkę. Wstęp do pagody kosztuje 2 USD. Na przystanek autobusowy wróciliśmy pieszo.

Po powrocie do Yangonu odwiedziliśmy słynny Aung San Market a wieczorem Sule Paya. Koszt biletu do pagody to 3 USD od osoby, ale my dostaliśmy „zniżkę” i zapłaciliśmy po 1,5 USD. I to był praktycznie koniec naszego pobytu w Myanmarze. Następnego dnia wynajętą za pośrednictwem hotelu taksówką pojechaliśmy na lotnisko. Koszt to 8000 kyatów.

Na lotnisku Ania wymieniła pozostałe jej kyaty na dolary. Mnie zostało dokładnie 3000 kyatów. O 12.50 samolotem Air Asia odlecieliśmy do Bangkoku. Koszt biletu lotniczego na osobę to 227,41 PLN.







W podsumowaniu: W Birmie nie ma roamingu. W niektórych miastach widzieliśmy telefony Internetowe. Koszt połączenia to 50 kyatów za minutę. W hotelach, w których mieszkaliśmy było bezpłatne Wi-Fi, działające z reguły dobrze (mogłem korzystać ze Skypa). Połączenie z telefonu hotelowego do Polski kosztowało nas (w Mandalay) 2000 kyatów za minutę.

Przykładowe ceny:
Litrowa butelka wody pitnej 250 – 500 kyatów. W hotelach butelka wody dziennie na osobę jest dostarczana bezpłatnie, jak również wrzątek i herbata.
Pieczywo białe (kilka zapakowanych bułek) kosztuje 700 – 1000 kyatów.
Półlitrowa butelka soku kosztuje około 1500 kyatów.
Papierosy lokalne 600 – 800 kyatów, Marlboro 2000 kyatów.

W lokalnych restauracjach:
Gotowany ryż 500 – 1000 kyatów.
Ryż z dodatkami 2000 – 5000 w zależności od kategorii restauracji i dodatków. Najtańszy jest ryż z warzywami, najdroższy ryż z owocami morza. Podobne ceny są na makarony z dodatkami. W droższych restauracjach do rachunku doliczane jest 7% VAT oraz 10% za obsługę.

Zdjęcia

MYANMAR / okolice Mandalay / Amarapura / posiłek mnichów

Dodane komentarze

zplecakiem.pl dołączył
05.03.2015

zplecakiem.pl 2016-07-25 00:23:29

"Aktualne ceny w Birmie
http://zplecakiem.pl/myanmar-ceny/"

alepie dołączył
25.02.2014

alepie 2016-03-03 23:15:26

"Adresuję to do autora relacji. Wpisuję się ponownie po... dwóch latach.W tym czasie, rok w rok objechaliśmy kawałek Azji, ale do Birmy nie było nam dane dotrzeć. W tym roku, w końcu stycznia chcieliśmy i to się udało uczestniczyć w Kuala Lumpur w niesamowitym, hinduistycznym święcie Thaipusam i to się udało. Ale jeszcze raz trafiłem na Pana relację z Birmy i nie ma przeproś. Mój pesel to 561213.... więc ostatnie chwile by jeszcze troszkę poużywać takich wypraw. Później jeżeli finans pozwoli to np. coś w rodzaju malezyjskiej Langkawi, Bali i plaż Kambodży. Tak więc nie ma przeproś, jak mawiają i trzymając się Pana wskazówek w 2017 to Birma!!! Dzięki wielkie za pomoc, z uszanowaniem i pozdrowieniami, Aleksander Piekarski (piekarski@echodnia.eu) "

alepie dołączył
25.02.2014

alepie 2014-03-26 22:38:30

"Znakomita relacja, takich poszukujemy wyjeżdżając pierwszy raz do jakiegoś kraju, bo ułatwia własną konfigurację trasy i planowanie pobytu. Objechaliśmy względnie Tajlandię i Kambodżę według własnych planów i się udało. Do Birmy czujemy jeszcze respekt, ale może ta relacja pomoże nam go przełamać. Dziękujemy! Kasia i Alek"

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2014-02-02 12:41:02

Bardzo fajna relacja, oby więcej takich na Globie, zresztą dyskusja również pod nią się ciekawa wywiązała. Generalna uwaga - niestety wraz z rozwojem turystyki postęp jest nieunikniony, stąd warto zwiedzać kraje jeszcze nie turystyczne (jesteśmy wtedy nieco odkrywcami). Z tego co piszecie za chwilę Birma będzie typowym krajem jakich wiele w regionie. Pozdrawiam

nitkaska dołączył
21.05.2011

nitkaska 2014-02-02 00:03:02

Cóż, wiele tu już zostało powiedziane, nie chcę się powtarzać, ale 1wowo1- przecież wraz z rozwojem turystyki Birmańczykom będzie żyło się lepiej. I przecież o to chodzi a nie o to, żeby nadal żyli jak dotychczas, nie o to, byśmy jeździli do Birmy jak do skansenu Azji. To może być dla nas, turystów atrakcja, lecz dla nich z pewnością atrakcyjne nie jest...

Nie zapominajmy też o tym, że często turysta mieszkający w droższym hotelu bądź podróżujący lepszym środkiem transportu dokonał takiego wybory z konieczności i z różnych względów. Nie każdy może dźwigać plecak, czy podróżować na dachu autobusu, choć często wolałby taką wersję podróży.

[konto usuniete] dołączył
02.10.2012

[konto usuniete] 2014-01-29 16:13:02

"jeden podrozuje mercedesem inny pks-em !
najwazniejsze podrozowac !
macie oczywiscie racje. . .ale, mnie natomiast niepokoj kierunek zmian w birmie /kilka lat temu ,to samo bylo w kambodzy, ktora sie 'otworzyla' ..i teraz jest siem reap /eldorado/ dziwnie odbudowywane pod turystow i phnom penh polaczone razem tranzytem wietnam-tajlandia i cala reszta kraju zapomniana/, a w bagan zaczyna sie to samo... i wszystko dla dobra turystow ,aby mieli tak jak w 'domu' !! pozdrawiam peace
ps. a rezim , nawet z najlepszych pobudek ,demokratyczny nie bedzie nigdy !! do zobaczenia na szlsku.."

rubaszek dołączył
17.11.2006

rubaszek 2014-01-29 14:53:58

5)transport. (a) rada, aby kupowac bilet kolejowy za posrednictwem Birmanczyka jest dosc ryzykowna: bilety kolejowe (podobnie jak w Chinach, na Ukrainie, czy internetowy w Polsce) sa imienne. (b) srodki transportu dalekodystansowego sa przewaznie prywatne. Mozna zaoszczedzic 5USD wybierajac jazde na pace zamiast autobusem, ale leczenie zatok moze sie okazac znacznie kosztowniejsze (wizyta u lekarza to conajmniej 5000MMK, krople do nosa- taniocha: 300MMK). (c) jezeli chcemy cos zobaczyc, to, niestety, m8simy sie jakos przemieszczac. a odleglosc Mandalay-Rangun to 650km, Inle-Bafan lub Mandalay to ponad 250km po fatalnych drogach. Rzeki tez nie da sie przeplynac wplaw.
Pozdrawiam

rubaszek dołączył
17.11.2006

rubaszek 2014-01-29 14:30:37

(3)”koszty utrzymaniua”.
(a)w ostatnim okresie rzad ustabilizowal rynek walutowy i całkowicie zaniknęła czarnorynkowa wymiana waluty. Za naszego pobytu kurs wymiany kształtował się na poziomie 980MMK/USD. Birmańczycy zaczeli bardziej szanowac swoja walute niż portrety amerykańskich prezydentow i oplaty prawie wszedzie można uiszczac w Kyatach. Tutaj jednak jest pewna dowolność. Prawie wszedzie przelicznik za usługę wynosi 1000MMK/USD (bardziej oplaca się płatność w USD). Wyjątkiem jest Bagan, gdzie chyba jest nadwyzka dewiz, bo przelicznik za usługę wynosi 900MMK/USD (placimy w Kyatach).
(b)zanik czarnego rynku walutowego przyniosl podobny efekt jak w Polsce początku lat 90-tych: Niemiec, który za 10 marek wymienionych u cinkciarza w latach 80-tych mogl sobie calkiem dobrze „zaszalec”, po urynkowieniu kursu PLN miał już z tym wyrazne trudności. Podobnie, obecnie 10USD w Birmie ma zupełnie inna wartość, niż mialo po wymianie na czarnym rynku
(c)Wraz z liberalizacja polityki wizowej oraz otwarciem większego obszaru dla turystow, zwiększyła się ilość zwiedzających kraj. Zwiekszony popyt jest rzeczywiście źródłem wzrostu cen.
(d)nie bardzo wiem, co chce Pan przeczekac: wzrost ekonomiczny Birmy, minimalny wzrost swobod obywatelskich, stabilizacje waluty, ułatwienia wizowe, rozwoj turystyki czy cos innego?
(4)uwagi dodatkowe.
(a)w Birmie najbiedniejsza i najbardziej zacofana jest wies. Tam szanse awansu społecznego sa najmniejsze.
(b)bezpłatne obowiązkowe nauczanie trwa 4 lata. Siec prymitywnych szkol podstawowych na wsiach jest dosc gesta, tak, ze (poza pora deszczowa) maluchy mogą dotrzec dosc latwo. Gimnazja sa, niestety, już tylko w dużych miejscowościach, na dodatek platne. Dla dziecka wiejskiego dochodzi wiec jeszcze oplata za noclegownie. Dlatego większość dzieci wiejskich konczy edukacje w wieku 10 lat. Nie wiem, jak wyglada sprawa dalszego kształcenia jako mnich w klasztorze.
(b)Birmańczycy maja ogromne zdolności do nauki jezykow obcych. Ucza się glownie od turystow lub z filmow amerykańskich, wyświetlanych ok. 20:00 w telewizji. Nauka angielskiego daje im szanse znalezienia pracy i awansu społecznego.
(c)Nasz przewoznik lodzia w Baganie był analfabeta (nie umial pisac nawet po birmansku), a po angielsku mowil co-nieco. Dzieki temu mogl dostac prace i utrzymac swoja rodzine w slumsie na przystani. Rodzice naszego woznicy po starym Baganie zostali przesiedlani sila ze stanowiska archeologicznego do nikad. Obaj byli pracownikami najemnymi i obaj zostali wsparci napiwkami, chociaz ten ostatni uczciwie przyznal się do awersji do turystow.

rubaszek dołączył
17.11.2006

rubaszek 2014-01-29 14:29:15

2)”turyści”
(a)plecakowi to tez turysta, tylko niskobudzetowy (zostawia mniej pieniędzy do podzialu pomiedzy armie, rzad i społeczność lokalna).
(b)turystyka zawsze była, jest i najprawdopodobniej będzie doskonalym źródłem dochodu, zarówno dla wladz jak i dla społeczności lokalnej (nowe miejsca pracy) oraz motorem rozwoju gospodarki. Towarem sa nie tylko dobra materialne (zaleca Pan zakupy) ale również usługi: wynajecie lodzi, tuk-tuka, dorozki
(d)nasz dorożkarz, przewodnik, kierowca itp. jest zazwyczaj pracownikiem najemnym właściciela srodka transportu i otrzymuje za swoja usługę bardzo mala czesc oplaty za usługę. Dlatego napiwek (przyjmowany zazwyczaj z zażenowaniem i bez podziękowania –trzeba mieć wyczucie) jest dla niego i jego rodziny dosc waznym źródłem dochodu. Możemy, oczywyscie bojkotowac pracodawce-wyzyskiwacza. Tylko wtedy wyzyskiwany zostanie zupełnie bez pracy i srodkow do zycia.

rubaszek dołączył
17.11.2006

rubaszek 2014-01-29 14:27:16

Mily plecakowiczu, Odpowiem w punktach na Pana zarzuty.
1)„dylematy moralne”. Kazda wojujaca ideologia jest bronia obosieczna, zwłaszcza, gdy latwo jest wykazac brak konsekwencji pomiedzy retoryka a postepowaniem bojownika.
(a)każdy Polak, który wyjezdza do Birmy już na starcie musi wesprzec wladze tego kraju kwota 25EUR lub 30USD oplaty wizowej. Można tutaj upierac się, ze pieniadze te sa przeznaczone na utrzymanie ambasady/konsulatu. Jednak ambasada/konsulat jest legalnym i oficjalnym przedstawicielem wladz kraju i ich polityki.
(b)Na formularzu wizowym podpisujemy oświadczenie, ze będziemy nocowac tylko w obiektach, mających zezwolenie wladz na przyjmowanie obcokrajowcow (na trekkingu przewodnik tez tylko tam nas zaprowadzi). Taki obiekt musi zapłacić rzadowi za koncesje i odprowadzic podatek za usługę (ok. 10%).
(c)próbowałam znaleźć współczynnik korelacji pomiedzy ciepla woda pod prysznicem w dobrym hotelu a junta. Wynik był taki sam, jak w przypadku zimnej wody we wspolnej lazience bez prysznica (patrz punktt s(b)).
(d)Czy nocujemy w hotelu Stand w Rangunie (1000USD/noc), czy w prymitywnej noclegowni (8USD/noc), to procentowo tyle samo oddajemy władzom.
(e)nie mamy zadnej gwarancji, ze prowadzacy tani hostel jest jego właścicielem, a nie pracownikiem najemnym lub dzierzawca. A może właściciel zainwestowal w siec tanich noclegowni zamiast w jeden, droższy hotel?
(f)Nie wiem, jak dystrybuowane sa dochody z turystyki pomiedzy armie, rzad i społeczność lokalna. Bez watpienia, armia wezmie tyle, ile potrzebuje, a nadwyzka dopiero może przynosic korzyści społeczeństwu (wyremontowana droga Mandalay-Rangun i Bagan-Mandalay, elektryfikacja niektórych większych wiosek, szkoly podstawowe). Im wiec wyzsza „nadwyzka”, tym lepiej dla mieszkańców.
(g)my byliśmy w Birmie, kiedy polityka nieco się zliberalizowala (deputowani z opozycji maja glos w parlamencie), a Pan –czy nie w czasach ścisłego rezimu?

tomako dołączył
04.09.2012

tomako 2014-01-29 13:36:13

Ale się wywiązała dyskusja :-) Znaczy notatka się podoba! Cieszę się, że z autorem "rubaszek" byliśmy w tej samej Birmie.
To jest fajny kraj tyle, że stał się on teraz hitem turystyki masowej.
Żałuję, że nie odwiedziłem go 2-3 lata wczesniej. Pewnie wrócę jeszcze raz jak będzie można swobodnie podróżować po Birmie.
Pozdrawiam autorów i gratuluję solidnych notatek / poradnika.

jedrzej dołączył
07.03.2006

jedrzej 2014-01-29 08:15:31

"Zazwyczaj nie wdaję się w niekończące się dyskusję, ale tym razem chciałbym uściślić. Stawiasz tezę, że wydając 10 USD dziennie bardziej pomagasz biednym Birmańczykom niż ja, wydając 60 USD dziennie. Dobrze, masz rację, że 30-35 USD za hotel trafia do \\\"bogaczy\\\", Należy jednak pamiętać, że część tej sumy idzie na pensję dla sprzątaczek, tragaarzy, obsługi kuchni itd. I ja nie zaliczyłbym ich do \\\"bogatych. Pozostaje 30-25 USD, które przeznaczałem np: na całodniowe wynajęcie łodzi motorowej, przewodnika na trekking, tuk-tuka, łodzi wiosłowej czy też bryczki konnej. I tutaj cała ta suma około 20 USD wspomagała już nie tak bogatych Birmańczyków, ale też według ciebie ( niestety nie podałeś definicji biednego Birmańczyka) nie biednych. Stołowałem się też głównie w lokalnych, prywatnych restauracjach. Co wynika z samej filozofii naszych podróży, Myślę, że każdego dnia zostawiałem więcej niż 10 USD w rękach przeciętnych Birmańczyków. Ja rozumiem, że dla \\\"plecakowiczów\\\" im biedniejszy jest kraj tym lepiej, ale to głównie średniozamożni turyści wspomagają rozwój kraju co doskonale widać na przykładzie Birmy. Pisanie, że ktoś kto zostawia 10 USD lepiej wspomaga tubylców niż ten kto wydaje 60 jest hipokryzją. Drugi twój zarzut jest taki, że wspomagam juntę bo junta jest zła. Jeździsz to Birmy, więc powinieneś znać jej historię. Zamach stanu wprowadzony przez Ne Wina w 1962 roku był wynikiem wcześniejszej polityki bohatera narodowego generała Aung Sana, który wykorzystał i w pewnym sensie wykorzystał ugrupowania komunistyczne w procesie uzyskiwania przez Birmę niepodległości w latach 40-tych. Spowodowało to powstanie komunistycznej partyzantki wspomaganej przez Chiny. Również polityka Aung Sana w stosunku do mniejszości narodowych Karenów i Shanów, którym obiecał pełną niepodległość doprowadziła kraj do wojny domowej w latach 50-tych. Zamach stanu był koniecznością. Tyle rys historyczny. Poza tym reżim junty nie różni się zbytnio od reżimu chińskiego czy wietnamskiego. Łamanie praw człowieka w Azji południowo-wschodniej jest nagminne. Różnica polega jedynie na tym, że Zachód handluje z Chinami a Birma jest przysłowiowym chłopcem do bicia. Oczywiście nie znaczy to, że jestem zwolennikiem junty wręcz przeciwnie. Uważam jednak, że przed wydawaniem krytycznej opinii należy zapoznać się z sytuacją a nie powtarzać utarte poglądy. Życzę następnych udanych wyjazdów do Birmy. "

[konto usuniete] dołączył
02.10.2012

[konto usuniete] 2014-01-28 14:47:37

ok !
masz racje twoje pieniadze trafiaja do "bogatych" , a moje do biednych !! a jak mysl kto bardziej ich potrzebuje i sie tez cieszy bardziej...
w birmie bylem ostatnio 4 miesiace temu !
pozdrawiam, peace

[konto usuniete] dołączył
02.10.2012

[konto usuniete] 2014-01-28 14:45:51

"ok !
masz racje twoje pieniadze trafiaja do "bogatych" , a moje do biednych !! a jak mysl kto bardziej ich potrzebuje i sie tez cieszy bardziej...
w birmie bylem ostatnio 4 miesiace temu !
pozdrawiam, peace"

jedrzej dołączył
07.03.2006

jedrzej 2014-01-28 08:49:26

1wowo1 chyba dawno byłeś w Birmie, albo niezbyt dokładnie przeczytałeś powyższą relację. Wszystkie hotele w których nocowaliśmy, może z wyjątkiem hotelu Central w Yangonie, były hotelami prywatnymi. Właścicielem hotelu w Mandalay jest bogaty Birmańczyk, handlujący wiórkami kokosowymi w całej Azji południowo-wschodniej. Pozostałe hotele są hotelami rodzinnymi. Z wyjątkiem pociągu środki komunikacji. którymi się przemieszczaliśmy były też własnością prywatną. Łódki. bryczki, tuk-tuki, które wynajmowaliśmy były też prywatne. Myślę, że wydając po 60 USD dziennie bardziej wspieraliśmy Birmańczyków niż wydając 10 USD.

[konto usuniete] dołączył
02.10.2012

[konto usuniete] 2014-01-27 22:06:17

"myanmar, ale mysle ze ze wkrotce znowu birma !
najmodniejszy kraj obecnie !! plecakowicze byli tam zawsze , teraz \"pojawiaja\" sie turysci i klopoty !!
turysta placi za wszystko \"jak za zboze\" , nie targuje sie i jeszcze daje napiwki !! a ceny rosna, rosna ..a wojskowi sie ciesza/myanmar to dalej dyktatura / i wszystkie dolary trafiaja do nich !! plecakowicz nie popiera rezimu i zostawia pieniazki \"lokalsom\" , je na ulicy, mieszka w hostelach/prywatnych/, bilet na pociag kupuje mu tubylec.itd i dzienny fundusz to 10$ ,a
dla miejscowych srednia placa to 60$ miesiecznie , a turysta narzeka ze klima na balkonie nie dziala a on zaplacil 60 $ za noc !!
turysto zanim wyjedziesz w swiat , przeczytaj \"cus\" o kraju gdzie zmierzasz /bieszczady i mazury sa w polsce ,nie szukaj ich gdzie indziej/ i nie dziw sie ,ze woda zimna ,brodziku czy wanny brak , a ludzie jedza \"palcami\" a ty zaplaciles aby zobaczyc cos co inni nie widzieli , a tu sami \"turysci tacy jak ty\"!!
lubie birme , bylem tu kilka razy , ale teraz trzeba przeczekac przeczekac ... jedziesz tu ,prosze nie doplacaj do rezimu , bo nigdy sie nie skonczy !!
nie spij w rzadowych hotelach /wszystkie od 3*../ nie korzystaj z rzadowych taxi i bus-ow/to te nowe / przewodnika bierz \"miejscowego\" im mniej angielski tym wiecej ci pokaze i nie wykupuj zadnych wycieczek zorganizowanych. a przede wszystkim wspieraj miejscowych , ale nie jalmuzna/nie plac za zdjecia ..kup cos od nich ..peace !
oby rezim upadl , . "

rubaszek dołączył
17.11.2006

rubaszek 2014-01-23 13:27:30

Jestem druga polowa" wycieczki i autora relacji. Musze zgodzic sie w 99% z tomako.
Birma, a zwlaszcza Inle sa adecydowanie przereklamowane.
Ceny nad Inle sa znacznie wyzsze niz gdziekolwiek indziej a samo jezioro to czysta komercja. Nawet rybacy, zamiast lowic ryby, pozuja do zdjec z "dyzurnym" okazem. Na jeziorze ryk silnikow lodzi motorowych, rozwozacych turystow po roznorodnych sklepach w (rzeczywiscie stylowych) domach na palach. Trasa- scisle ustalona i trzeba pojsc "w zaparte", zeby ja troche zmodyfikowac. Milym urozmaiceniem jest wyprawa lodzia wioslowa po kanale (mniej popularna, za to zdecydowanie ciekawsza). Popularne sa wycieczki rowerowe po "countryside" - krajobrazy takie sobie, do wiosek gorskich sie nie dojedzie, bo droga nie pozwala. Trekking po okolicznych wzgorzach pozwala zobaczyc, jak zyja mieszkancy (najczesciej bez biezacej wody i pradu w kurnych chatach, prymitywna toaleta na zewnatrz, ale zazwyczaj czysta). Kilkudniowy trekking pozwala doswiadczyc tego na wlasnej skorze (rzecz gustu- my wybralismy jednodniowy).
Wiele osob zwiedza Bagan ( i inne miejscowosci, np. Bago) na rowerze. Jest to kwestia kondycji (upal i kurz) i umiejetnosci poslugiwania sie mapa terenu. Wygodniejszy jest skuter elektryczny (kurz ten sam, ale nie trzeba pedalowac). My wybralismy w Baganie dorozke a w Bago tuk-tuka (3 razy drozej niz 2 skutery). Za to mielismy przewodnika, ktory wiedzial, dokad jechac i mowil troche po angielsku. Warto w Baganie wybrac sie na popoludniowa przejazdzke lodzia po Irawadi ( ze zwiedzaniem swiatyn i zachodem slonca).
Teraz troche o hotelach. Takie urzadzenie jak brodzik jest prawie nieznane. Jezeli w lazience nie ma wanny (wanna to standard 4/5*, cena powyzej 65USD/pokoj), woda z prysznica leci wprost na podloge. Czesto na wypozazeniu pokoju sa klapki, ale jezeli podrozujemy niskobudzetowo, warto zabrac wlasne. Poza hotelami 4/5*, w umywalce jast tylko zimna woda. Tutaj jest jednak sposob, jak umyc twarz ciepla woda nie moczac rownoczesnie nog: wystarczy raczke prysznica umiescic nad umywalka. Szczelne okna i drzwi (nie hula noca zimno i wiatr) oraz recznie sterowana klimatyzacje (nie tylko on/off, mozliwosc grzania w nocy) zapewnia rowniez jedynie standard 4/5*. Nalezy tutaj zaznaczyc, ze o ile ze znalezieniem taniego noclegu nie ma zbytnio klopotu, to pokoje o standardzie 4/5* trzeba rezerwowac z duzym wyprzedzeniem, bo sa zazwyczaj zajete. Wystarczy tutaj potwierdzony e-mail lub telefon. Nie jest wymagany zadatek i mozna odwolac rezerwacje bez zadnych skutkow finansowych.
I tutaj bardzo pozytywna uwaga: Birmanczycy sa niezwykle slowni i uczciwi. Podczas calego pobytu nie zdarzylo sie nam, zeby jakas usluga zostala zle wykonana lub odwolana. Raz tylko dzielona taksowka na Mont Popa spoznila sie o 30 minut. Wrocilismy za to pozniej z wycieczki.
Kuchnia birmanska bazuje glownie na miesie (pyszna kozlecina), rybach i owocach morza (drogie), warzywach smazonych sautee lub w glebokim tluszczu, zupach o dosc dyskusyjnym smaku oraz ryzu/makaronach. Mleko na sniadanie tylko w drogich hotelach (w Thante byl nawet jogurt), bardzo rzadko w duzych sklepach. O serze nalezy zapomniec. Lassi mozna wypic w dzielnicy indyjskiej w Rangunie oraz nad Inle (Nyuang Shwe), gdzie sa restauracje serwujace kuchnie europejska, tajska, indyjaska i glownie chinska.. Natomiast pozytywna jest ogromna ilosc swiezych owocow (targowiska) oraz popularne swiezo wyciskane soki owocowe (ok. 2000 MMK).
Wizyta w obiekcie sakralnym wiaze sie nie tylko ze zdjeciem butow - trzeba rowniez zdjac skarprtki. Pomijajac wzgledy higieniczne, skakanie boso po lodowat7ych lub rozgrzanych sloncem plytkach nie jest zbyt przyjemne. I tutaj praktyczna rada dla pan: dobrze jest zaopatrzyc sie w kilka par przezroczystych stopek: mniej rzucaja sie w oczy od zwyklych skarpetek i mozna je dyskretnie wlozyc po przejsciu bramek. Lepiej rowniez wziac zdjete obuwie do jakiejs duzej torby, zamiwst zostwiac je przy wejsciu: nie wiadomo, ktora droga bedziemy wracac, czy nie zechcemy skorzystac z toalety (boso jakos nijak), czasem trzeba przejsc od jednego do drugiego obiektu zwykla, blotnista droga....
I ten klimat: gorace dnie, zimne noce....Polska jest jednak piekna ....

tomako dołączył
04.09.2012

tomako 2014-01-23 00:49:05

Bardzo dobra notatka. Byłem w listopadzie / grudniu. Ceny zgodne z tym co i ja odnotowałem.
W moim odczuciu ceny jak na Azję bardzo wysokie a jakość usług / noclegów (do 50$) mierna.
Mi się nie podobało. Atrakcje wątpliwej jakości może poza Bagan, który jest wart zobaczenia. Niestety poza świątyniami nie ma nic godnego uwagi. Doceniłem wręcz Polskę - Bieszczady piękniejsze od Kalaw a nasze mazurskie jeziora biją na głowę turystyczne Inle. Największym mankamentem jest niesmaczne jedzenie i to niezależnie od miejsca. próbowałem w tanich jadłodajniach dla tubylców jak i w restauracjach dla turystów. Kulinarna pustka.
Wielu osobom Birma może się jednak podobać więc życzę ciekawych wrażeń.

tomako dołączył
04.09.2012

tomako 2014-01-23 00:22:58

Bardzo dobra notatka. Byłem w listopadzie / grudniu. Ceny zgodne z tym co i ja odnotowałem.
W moim odczuciu ceny jak na Azję bardzo wysokie a jakość usług / noclegów (do 50$) mierna.
Mi się nie podobało. Atrakcje wątpliwej jakości może poza Bagan, który jest wart zobaczenia. Niestety poza świątyniami nie ma nic godnego uwagi. Doceniłem wręcz Polskę - Bieszczady piękniejsze od Kalaw a nasze mazurskie jeziora biją na głowę turystyczne Inle. Największym mankamentem jest niesmaczne jedzenie i to niezależnie od miejsca. próbowałem w tanich jadłodajniach dla tubylców jak i w restauracjach dla turystów. Kulinarna pustka.
Wielu osobom Birma może się jednak podobać więc życzę ciekawych wrażeń.

jedrzej dołączył
07.03.2006

jedrzej 2014-01-19 20:49:43

Życzę udanego pobytu. Myanmar, to naprawdę kraj, który warto odwiedzić. Zazdroszczę Wam, że to wszystko jeszcze przed Wami.

[konto usuniete] dołączył
03.07.2010

[konto usuniete] 2014-01-19 19:05:11

Tak, my lecimy za 3 tygodnie i już się doczekać nie możemy :) Dziękuję za te informacje - cenne :)

senia dołączył
20.06.2008

senia 2014-01-19 15:23:45

Bardzo cenne informacje. W samą porę, za tydzień lecimy.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl