Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Wisłą na tratwie-dziwolągu. > POLSKA


pieczara pieczara Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie POLSKA / Mazowsze / Wisła- środkowy bieg / Wisłą na tratwie-dziwolągu.Tratwa którą płynąłem tego lata pokonała trasę od Sanoka do Dziwnowa, za sprawą dwóch dzielnych Wielkopolan. Historia którą opisuję to mój epizod na tratwie na odcinku Warszawa - Wyszogród. Wisła to wspaniała i dzika rzeka.

Załogant Pieczara przedstawia:

17.08.2014. Kraków

15.08.2014 – O godzinie 03:15(czarna noc) wyjechałem do Warszawy. Byłem tam umówiony, w Porcie Praskim, z dwoma facetami, którzy płyną na wykonanej przez siebie tratwie, aż z Sanoka (wcześniej spotkałem ich w Ulanowie kiedy to stali zacumowani w starej przystani flisackiej).

Od momentu ulanowskiego spotkania nie mogli mi wyjść z głowy, tak bardzo na wyobraźnię zadziałało ich przedsięwzięcie. Skontaktować się z nimi nie było trudno, bo w Ulanowie dostałem,od Oficera Wojtka, materiały promocyjne, wizytówki i inne gadżety. Zatem, się skontaktowałem, umówiłem a teraz jadę do nich…..
Dzień przed wyjazdem, telefonicznie, rozmawiałem z Kapitanem Stefanem. Chciał się upewnić czy przyjadę, czy zapał mi nie przeszedł i wyjaśnił gdzie ich znajdę w Warszawie. Zastrzegł też, abym przyjechał, nie później niż o 07:30, gdyż o tej porze chcą wypływać.

Zajechałem więc, pod Komisariat Policji Rzecznej w Warszawie (ul. Wybrzeże Szczecińskie 6), super punktualnie, znalazłem MYRDYRDĘ, (tak nazywa się tratwa) podchodzę do niej a na pokładzie absolutna cisza, załoga śpi jak duży, podwójny suseł.

Po jakiejś chwili zdecydowałem się na króciutki sygnał telefoniczny do Kapitana Stefana……. Odebrał, i tak zaczęła się właściwa część mojej, niestety krótkiej ale wspaniałej przygody z: Wisłą, Myrdyrdą, Kapitanem Stefanem i Oficerem Wojtkiem (kolejność dowolna)…..

Jako że tratwa była zacumowana na terenie policyjnym, oczywiście za zgodą i wiedzą Komendanta, zanim odpłynęliśmy, poszliśmy mu podziękować. Komendant zaprosił nas na szybką kawę, chwilę porozmawialiśmy, puścił nam propagandowy film o „ NIEBEZPIECZEŃSTWACH PICIA ALKOHOLU NAD WODĄ” nakręcony na zlecenie Policji białoruskiej (dowcipny, zaskakujący i warty obejrzenia –na YOUTUBE na pewno jest), dał też eskortę w postaci łodzi patrolowej. Była pomocna w wyjściu z Portu Praskiego a potem w wydostaniu się z Warszawy.

Płyniemy….. Jestem z Krakowa, zatem normą rozmiarową Wisły, dla mnie, jest widok krakowski na tę rzekę. Na wysokości Warszawy jest już, jak na moją percepcję, ogromna, i dzika. Kapitan Stefan i Oficer Wojtek, posadzili mnie za sterem (byłem z tego powodu szczęśliwy), dali kilka ważnych rad, abym nie rozwalił tratwy.

Silnik MERCURY 10 kM, troszkę za słaby na masę MYRDYRDY, zatem korekta kursu pod prąd jest niemożliwa, mówi Kapitan.
Mam pamiętać o dość długim czasie reakcji pomiędzy wykonanym manewrem a rzeczywistym ruchem tratwy, mówi Kapitan.
Mam pamiętać też o tym że jest kilka wektorów (nurt, prędkość tratwy ponad nurt, bezwład w skręcie), których wypadkowa jest zadaniem które ma przewidzieć sternik, mówi Kapitan.




Oficer Wojtek i Kapitan Stefan, w ciągu dnia, kiedy korygujemy bez przerwy kurs, pokazują mi jak „czytać” z powierzchni wody, informacje o mieliznach , kłodach , wartkim nurcie, wirach, głębiach…

Dzięki Bogu, Stefanowi i Wojtkowi, sterowanie jakoś mi idzie. Pogoda piękna, widoki wspaniałe, zapach wody i przyrody – wszystko nieskazitelne (a przecież, do cholery, w Krakowie, Wisła to brudny spieniony, beznurtowy, rów z burą i śmierdzącą wodą). Cud, Wisła po drodze, od Krakowa do ujścia, oczyszcza się i pięknieje.
Stefan i Wojtek fotografują, ja też czasem ale mniej, jestem przecież za sterem i mnie to całkowicie pochłania. Daje też poczucie że jestem przydatny…

Wyspy, wysepki, mielizny, klify z gniazdami jaskółek, czaple czarne i siwe, kormorany, mewy. Na wyspach dzikie lasy sosnowe, żółte plaże. Stare, posiwiałe od słońca, tysiąc razy wymoczone i po raz tysięczny wysuszone, ogromne pnie, na których, bez ruchu tkwią kormorany, patrząc w wodę i oczekując ryby. To że ryby są, jest pewne. Świadczą o tym dziesiątki wędkarzy, łowiących z brzegu albo wypływających wąskimi, motorówkami na którąś z wysp i tam w krzakach wybierających łowiska. Ci wędkarze to nie wymuskane lalusie ze sprzętem prosto z najdroższego sklepu i z dziesiątkami niepotrzebnych gadżetów. Lalusie bywają obwieszeni torbami, pudełkami, zanętami ,radiami, echo-sondami i innymi śmiesznymi zabawkami. Oni nie mają tylko saków.
Są im niepotrzebne …..oni bowiem bardzo rzadko cokolwiek łowią….. Nadwiślańscy wędkarze są ogorzali, znający teren i są tubylcami którzy idą na połów aby wspomóc budżet domowy. Dla nich łowienie to, to samo co rąbanie drewna na opał, koszenie trawy na paszę dla zwierząt – ot, po prostu codzienne czynności.

Wisła jest wspaniała, nieodkryta i kiedyś da wiele radości mieszkańcom brzegów. Da zarobić, trzeba tylko z niej zrobić elitarną niszę turystyczną dla ludzi z Europy i z Polski….. Duży temat, tu nie miejsce na jego rozwinięcie…


Kapitan Stefan i Oficer Wojtek, to Jing i Jang, to Ogień I Woda, to Piekło i Niebo. Inaczej być nie może, są już tyle dni razem, na pokładzie, pod jednym dachem ,na mikroskopijnej powierzchni. Z wieloma problemami do rozwiązania i z mnóstwem trudnych decyzji do podjęcia. Rejs się posuwa do przodu a oni pogodni, trwają i płyną. Pewnie beczkę soli razem zjedli…… To ciepli, mądrzy i nietuzinkowi faceci. Czasem jeden na drugiego zrzędzi ale to właśnie daje znać zjedzona beczka soli, bo…. Żaden z nich nie robi sobie z tego zrzędzenia, absolutnie nic….

Po przepłynięciu 60-ciu kilometrów (jak mówią Stefan i Wojtek to rekord w dziennym dystansie) zacumowaliśmy w krzakach, w Czerwińsku nad Wisłą. Cumując i szorując linami po wysokich trawach wzbiliśmy do lotu 15 tysięcy komarów a cały dzień nie było ani jednego.

- No, może byśmy coś zjedli ciepłego? …. – zapytał, tak niby w powietrze, Stefan.

- To zrób. – Odpowiedział Wojtek , krzątając się. On bowiem, cały czas się krząta.

- Zrobię flaki ! – z entuzjazmem powiedział Stefan, wchodząc do przyczepy.

Ja siedziałem na ławce pokładowej, przed frontowym oknem. Zmrok zapadał, światło w przyczepie się świeciło. Mam więc okazję przyjrzeć się jak chłopaki poruszają się razem w ciasnocie no i jak Stefan przyrządza flaki……
Stefan z szafki wyjął dwa słoje flaków (typu Pudliszki czy też inny Kotlin), ustawił na stole rondelek i po kolei wybił do niego zawartość słojów.

- Wojtek! Zagrzej to! – krzyknął Stefan, wychodząc z przyczepy. Ponieważ rola Stefana, w procesie gotowania, została zakończona.



Wojtek je zagrzał i zjedliśmy. Całkiem dobre … z resztą.
Wieczorkiem, usiedliśmy jeszcze na zewnątrz, na pokładzie, spróbowaliśmy paru „naparstków” bimbru, darowanego w prezencie od kogoś w Przemyślu. Bimber miał ładny kolor i właściwą moc. Miałem też przygodę podczas załatwiania prostej potrzeby fizjologicznej.
Trap był oparty o kępę traw przy wysokim brzegu, wlazłem po nim na skarpę. Odwodniwszy się z ulgą, wracam po trapie na MYRDYRDĘ. Krzywo stanąłem a jako że trzymałem linę cumowniczą dla równowagi, zatoczyłem mini łuk, jak od cyrkla i ciapnąłem tyłkiem w wodę po kostki. Mało przyjemne uczucie…. Buty mokre, spodnie mokre jak i wszystko pod spodem… Przebrałem się, mokro bagienne ubranko rozwiesiłem i wróciliśmy do nocnych rozmów….. Ta mini przygoda będzie skutkowała jutro tym że za sterem będę wyglądał jak uciekinier z Tworek lub Kobierzyna (Szpitale Psychiatryczne).


Potem jeszcze ze dwa „kusztyczki” przemyskiego bimberku i poszedłem spać. Spałem na kapitańskiej koi, dzięki wspaniałomyślności Kapitana. Wojtek spał już dawno a Stefan się jeszcze długo krzątał, pisał, łączył się ………. Potem usnąłem w cieple i w wygodzie.

***

16.08.2014. Czerwińsk Nad Wisłą

O 6 rano, zbudził mnie głos, zachrypły, męski- który dobiegał z rufy, tam gdzie przymocowane są rowery. Złodzieje pewnie, pomyślałem.

- Kurwa, ale se staneli. Tu szczupak chodzi! …. to moje łowisko! – słyszę dalej zachrypniętego.

Potem okazało się że to, wędkarz- tubylec, rzucił „blachę” na szczupaka i trafił w rowery, haczyk się zaciął i dlatego wlazł na tratwę. Przeprosił potem za inwazję.
Wstaliśmy o 7-mej. Pogoda pochmurna, zapowiada się nawet na deszcz ale od wschodu, na razie przebija słońce i w sumie jest nadzieja że przeskoczymy do Płocka. Robię śniadanie, dla Wojtka i siebie. Kapitan bowiem na śniadanie serwuje sobie kawę i papierosy.

Z tą Jego kawą to fajna historyjka wynikła:

- Wojtek, zrób mi kawę! – grzmi Kapitan.

-Michał, a ty co pijesz? Kawę, herbatę? – pyta ciepło Wojtek.

-Ja? Herbatę proszę. – odpowiedziałem równie ciepło.

Siedzimy przy stole na pokładzie, jemy. Ja i Wojtek kanapki, ser, pomidory, szproty a Stefan papierosy.

Wtem, Kapitan grzmi.

-Wojtek!....Ileś mi kawy wsypał?!.... To jakaś woda przecież, nie ma więcej jak pół łyżeczki!

-Normalnie wsypałem, jak zwykle…… A może…? Nie wiem, może z Michałem się zagadałem. – mówi Wojtek.

Ja tym czasem, kończąc śniadanie, postanowiłem popić swoją herbatą….. Popiłem i …..parsknąłem z goryczy w ustach. Popiłem czarną, gorzką ciecz, zwaną kawą.
To była właśnie KAPITAŃSKA kawa. Zaś, moja herbata była pita przez Kapitana jako słaba, beznadziejnie słaba …. kawa.



Jak napisałem wcześniej, dzisiejszego dnia, mój strój żeglarski był zdeterminowany wczorajszą przygodą, a więc patrząc od stóp: japonki, skarpety wojskowe (zatem japonki nie do założenia między palce,)kraciaste spodnie od pidżamy Marx & Spencer, dwie bluzy w tym pasiata mokra, na to kapok(nie dla bezpieczeństwa tylko dlatego że w plecy grzeje) na kapok wojskowa kurtka bundeswehr, kamuflaż Flecktarn, na głowie takaż szmata i na nosie okulary słoneczne …..bo leje i zacina w oczy. Prawda, że Kobierzyn lub Tworki ;) ? ………


Po jakimś czasie ze steru do kabiny wygonił mnie Stefan, abym do reszty nie zmókł, i sam zaczął prowadzić MYRDYRDĘ. Wojtek, tym czasem pisał zaległe dzienniki. Potem Wojtek zaczął rozmawiać ze mną a Stefan w deszczu, dalej przy sterze. Po godzinie Wojtek poderwał się, założył kurtkę przeciwdeszczową i pognał do steru, zmienić Stefana. Po chwili do kabiny wchodzi mokry, zarośnięty i owiany wiatrem Stefan z wysuniętą szczęką do przodu.


- Wojtek miał być za 20 minut! – wygrzmiał. Wyglądał jak Wilk Larsen z „Wilka Morskiego” Londona.

Dopłynęliśmy do Wyszogrodu, bowiem Płock nieosiągalny w taką pogodę. Zacumowaliśmy przy betonowym nabrzeżu, w oddali widać nowy most wyszogrodzki, stary, słynny drewniany już nie istnieje.

Moje plany niestety muszą ulec zmianie. Miałem płynąć jeszcze dzisiaj, cały dzień a potem, jutro, z Płocka powrócić do Warszawy, na parking Policji Rzecznej gdzie zostawiłem samochód. Z powodu załamania pogody muszę jednak opuścić MYRDYRDĘ dzisiaj. Szkoda mi bardzo ale w poniedziałek, 18.08. muszę być w pracy….. Cóż, trudno.

Poszedłem na poszukiwania jakiegoś dworca autobusowego w Wyszogrodzie, aby zorientować się jak wygląda transport do Warszawy. Aby znaleźć się w mieście, trzeba wspiąć się na 30 metrową skarpę na której posadowiono miasteczko. Z tej skarpy widok na Wisłę jest monumentalny i widać jak maleńka jest MYRDYRDA a także jacy Wielcy są Stefan i Wojtek!!!

Okazało się że z Wyszogrodu do Warszawy, busy i autobusy odchodzą co 30 minut. Dla wszelkiego wypadku sfotografowałem rozkłady jazdy i wróciłem na tratwę. Międzyczasie, Wojtek zrobił dwa kursy na stację benzynową, po paliwo. To dzielny i pracowity człowiek.

Po powrocie zacząłem się krzątać, pakować, upychać te sflaczałe, mokre bety i żałować że to już….że jeszcze się dobrze nie zaczęło już trzeba spadać w codzienną rzeczywistość…….
Jednak, nic straconego. Już w Ulanowie zaczął mi się snuć mglisty plan, że zrobię coś podobnego, teraz wiem że zrobię na pewno. Z wolna, nieśpiesznie, troszkę inaczej niż Myrdyrdowcy ….ale bez wątpienia oni będą zaproszeni na Ojców Chrzestnych mojego przedsięwzięcia, bo oni są twórcami myśli, która narodziła się we mnie.
Gdzieś około 14:30 pożegnałem: Wisłę, Myrdyrdę, Kapitana i Oficera (kolejność dowolna). Uściskałem chłopaków serdecznie i pojechałem na dworzec, podwieziony przez sympatycznego chłopaka, pracownika IPN.
Potem bus do Warszawy, a o 20:00 byłem już w Krakowie.

To tyle

Pieczara

Post scriptum: Stefan, Wojtek…. Dziękuję wam za te parędziesiąt godzin gościny na tratwie.
www.tratwing.eu

Zobaczcie stronę: www.tratwing.eu
Tam jest pełna relacja właściwych bohaterów przygody, no i wspaniałe zdjęcia.

Zdjęcia

POLSKA / Mazowsze / Wisła- środkowy bieg / Wisłą na tratwie-dziwolągu.POLSKA / Mazowsze / Wisła- środkowy bieg / Wisłą na tratwie-dziwolągu.POLSKA / Mazowsze / Wisła- środkowy bieg / Wisłą na tratwie-dziwolągu.

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl