Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Suwaki na stepie > MONGOLIA


ArturG ArturG Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MONGOLIA / wschodnia Mongolia / nad rzeką Kerulen / Spotkanie na stepieJeżeli chcesz się przenieść kilkaset lat wstecz i zobaczyć życie nomadów, jeżeli choć trochę interesujesz się przyrodą, to Mongolia jest krajem stworzonym dla Ciebie. Ale jeżeli interesuje Ciebie oglądanie dziedzictwa kulturowego tylko w postaci zabytkowych budowli, to w Azji znajdziesz wiele ciekawszych państw.

Pomimo, że od wyjazdu minęło już kilka lat, to w końcu zdecydowałem się napisać kilka słów o tym fascynującym kraju. Oczywiście fascynującego z mego punktu widzenia – przyrodnika. Mongolia jest niemal pięć razy większa niż Polska , ale zamieszkuje ją niespełna 3 mln ludzi, a w samej stolicy mieszka ponad milion osób. To trudne do wyobrażenia, ale zagęszczenie ludności na statystyczny kilometr powierzchni jest 70 razy mniejsze niż w Polsce. Spore połacie kraju w ogóle nie są zamieszkałe, bo Mongolia to nie tylko step, ale i pustynie i góry.

Zdjęcia: nad rzeką Kerulen, wschodnia Mongolia, Spotkanie na stepie, MONGOLIA
nad rzeką Kerulen, wschodnia Mongolia, Spotkanie na stepie, MONGOLIA



W sierpniu 2009r wraz z trzema kolegami spędziłem tam dwa tygodnie; 9 dni poświęcając na spływ kajakami rzeką Kerulen, a kilka dni na pobyt w górach Chentej. Mongołowie to bardzo życzliwi ludzie o czym można było przekonać się już w samolocie. Nawiązaliśmy znajomości, co przyczyniło się do szybkiego załatwienia transportu nad rzekę Kerulen opodal miejscowości Ondorchaan. Wynajętym busem ruszyliśmy najpierw na zakupy do supermarketu, gdzie można było natknąć się na polskie produkty. Dalej drogą asfaltową, później gruntową przez wschodnią część kraju. Mongołowie w zasadzie nie używają map drogowych, gdy nie znają drogi to podjeżdżają do kogoś i pytają. A na stepie droga ma niemal nieograniczoną szerokość, ślady po wcześniejszych pojazdach przeplatają się, łączą, aby za chwilę mieć alternatywę 5 ścieżek biegnących w pewnej odległości od siebie. Po takich drogach nasz bus pędził z prędkością nawet 80 km/h. Wieczorem dotarliśmy na miejsce.

Zdjęcia: nad rzeką Kerulen, dziewicza wschodnia Mongolia, Co za przestrzeń, MONGOLIA
nad rzeką Kerulen, dziewicza wschodnia Mongolia, Co za przestrzeń, MONGOLIA



Rzeka wiła się pomiędzy niewielkimi wzniesieniami i miała 50 m szerokości. Co ciekawe, o tej porze roku oczekiwaliśmy pożółkłego stepu, a ten był całkiem zielony. Roślinność różnorodna, ale stosunkowo rzadka. Zioła wymieszane z zapachem zwierząt hodowlanych dopełniały efekt wzrokowy - piękne miejsce. Zaczęliśmy rozbijać namioty, a już pojawił się pierwszy jeździec. Przejechał przez nasz miniobóz, jakby zupełnie nie zwracając na nas uwagi, jak się później okazało to było typowe zachowanie.

Zdjęcia: Kerulen, Ajmak Chentejski, Doskonali jeźdzcy, MONGOLIA
Kerulen, Ajmak Chentejski, Doskonali jeźdzcy, MONGOLIA



Spływ był dla nas totalnym wypoczynkiem od normalnych zajęć w Polsce. Ponieważ mieliśmy prowiant na kilka dni, to głównym zmartwieniem było uzgodnienie godzin pobudki i miejsca na nocleg, bo dwóch kolegów zabrało wędki, więc odpowiednia miejscówka była ważna. Mongolia słynie z rzek bogatych w ryby, ale akurat w tej rzece nie było ich szczególnie dużo. Kerulen na tym odcinku płynął przez płaski step, a w ryby podobno obfitują rzeki o bardziej górskim charakterze. Nie znaczy to jednak, że nic się nie łapało, szczególnie, że koledzy nie mieli konkurencji ze strony autochtonów, którzy ryb w ogóle nie łapali.

Zdjęcia: Kerulen, Ajmak Chentejski, Jeździec, MONGOLIA
Kerulen, Ajmak Chentejski, Jeździec, MONGOLIA



Dolina Kerulenu była dosyć silnie zamieszkała, gdyż dostęp do wody ma niebagatelne znaczenie dla pasterzy. Czasami mieliśmy wrażenie, że w tej mało turystycznej części kraju ludzie po raz pierwszy widzą podróżujących kajakami. Mongołowie niejednokrotnie odwiedzali nas w obozie. Zabraliśmy ze sobą drobne prezenty: długopisy, smycze do telefonu itp., ale ich największą ciekawość budziły 5 l plastikowe butelki na wodę. Niestety tych nie mogliśmy im podarować. Chcieliśmy zobaczyć jak wygląda wnętrze użytkowanej jurty (nie takiej przygotowanej dla turystów), nota bene nazwy jurta Mongołowie nie znają, bo w tym rejonie świata nazywa się to ger. W którymś z ostatnich dni spływu, pod wieczór, zbliżała się burza. W pośpiechu przybiliśmy do brzegu aby rozbić namioty i schronić się przed deszczem. Miejsce znajdowało się za górką, nie było widać żadnych ludzi, więc nadzieja na odwiedziny w jurcie szybko stopniała. Ale, to że my nikogo nie widzimy nie znaczy, że nas nie widzieli. Nie zdążyliśmy rozbić namiotów, a już mieliśmy dwóch gości. Próbowaliśmy z nimi rozmawiać wykorzystując słowa podane w przewodniku o Mongolii. Szło zupełnie dobrze, mieliśmy też okazję pojeździć konno, a na koniec dostaliśmy zaproszenie do ich domu.

Zdjęcia: Kerulen, Ajmak Chentejski, Mieszkańcy zaciekawieni płynącymi kajakmi, MONGOLIA
Kerulen, Ajmak Chentejski, Mieszkańcy zaciekawieni płynącymi kajakmi, MONGOLIA



Jurta była zamieszkała przez 3 braci i ich mamę. Tego dowiedzieliśmy się „rozmawiając” na migi. Poczęstowano nas serem w różnych postaciach od miękkich krążków do tak twardych, że nie sposób było ich ugryźć. Widząc wcześniej jak wygląda proces suszenia tych serów zaaplikowaliśmy szczególnie duże porcje 40% „płynu odkażającego”. Najciekawsze było jednak przyrządzenie herbaty. Mama chłopaków zmieszawszy wysuszone krowie i końskie odchody rozpaliła w piecyku ogień. Podpaliła to pierwszą zapałką – beż żadnych problemów. Muszę tu dodać, że taki opał był w zasadzie bezwonny. Następnie, na piecyku pojawiło się naczynie do gotowania herbaty, które najbardziej przypominało niedużą miskę. Do wody powędrowała zielona (chyba) herbata, a później dodany został tłuszcz z mleka i sól. Herbata gotowała się z 10 minut i przybrała kolor słabego kakao. Smakowała tak sobie, na wszelki wypadek znowu odkaziliśmy się wódką. Woda na herbatę pochodziła z rzeki, a w niej urzędowało tysiące krów, kóz, owiec i grube setki koni i baktrianów.

Zdjęcia: Kerulen, Ajmak Chentejski, Wszyscy potrafią jeździć konno, MONGOLIA
Kerulen, Ajmak Chentejski, Wszyscy potrafią jeździć konno, MONGOLIA



Zwierzęta piły tę wodę, chłodziły się w niej i robiły jeszcze inne rzeczy, których nie będę już wymieniał. W każdym bądź razie żadne dolegliwości żołądkowe nas nie spotkały, może ze względu na długie gotowanie herbaty, a może dzięki solidnemu odkażaniu się.
Jednak pewnego razu owe dolegliwości nas nie ominęły. Mianowicie rano, jeszcze przed śniadaniem, do naszego obozu przyszedł starszy pan. W prezencie przyniósł mleko w słoiku, ale jak zobaczył napoczętą flaszkę to aż mu się oczy zaświeciły. Cóż było robić. Rozpiliśmy wódkę, a na zapitkę było to mleko – takiej mieszanki nikt z nas dobrze nie wspomina.

Zdjęcia: Kerulen, Ajmak Chentejski, nasze obozowisko, MONGOLIA
Kerulen, Ajmak Chentejski, nasze obozowisko, MONGOLIA



Poza spotkaniami z okoliczną ludnością urzekła nas przyroda. Rozległa, otwarta przestrzeń stepu, z wijąca się jak nitka rzeką. Porozrzucane jurty, niczym pieczarki na łące. Ogromne stada zwierząt hodowlanych oraz całe mrowie ptaków. Szczególnie dużo było ptaków drapieżnych: orły stepowe, orły przednie, sępy kasztanowate, myszołowy mongolskie, kanie czarne, sokoły rarogi; nawet kilka puchaczy się trafiło. Poza tym stadka żurawi stepowych, łabędzi krzykliwych itd., itd. Ptaki drapieżne żyją tu dzięki ogromnym ilościom gryzoni, m. in. suwaków mongolski (myszoskoczek). W niektórych miejscach step wyglądał jak szwajcarski ser – podziurawiony norami, tak, że podłoga namiotu przykrywała kilka z nich, inaczej nie dało się go rozstawić.

Zdjęcia: Kerulen, Ajmak Chentejski, Mongołowie są bardzo przyjaźnie nastawieni, MONGOLIA
Kerulen, Ajmak Chentejski, Mongołowie są bardzo przyjaźnie nastawieni, MONGOLIA



Spływ skończyliśmy przed Czojbalsan - sporym miastem niedaleko chińskiej granicy. W końcu nocleg w hotelu, gdzie można było się umyć. Pokój niby de luxe, ale w standardach europejskich raczej nie da się tego opisać. Podróż powrotna odbyła się już rejsowym busem, a 700 km do stolicy zabrało cały dzień. Kupiliśmy bilety, a ja miałem za zadanie powiedzieć nasze nazwiska sprzedawcy. Jeden z kolegów ma długie nazwisko z głoską „sz”, trudne do wymówienia dla cudzoziemca. Jak wymieniłem, celowo na końcu, jego nazwisko to pan tylko skrzywił się i zapisał „ski”. Z nieznanych nam przyczyn bus nie ruszał. Ludzie patrzyli się na nas jakoś dziwnie, a my przecież grzecznie zajęliśmy nasze miejsca. Kierowca też był jakiś poirytowany; podał swój telefon koledze Czarkowi, ale dzwoniący bardzo słabo mówił po rosyjsku więc nijak nie można było się nim porozumieć. Później telefon otrzymałem ja – z takim samym skutkiem, a następnie Tomek, który na początku rozmowy zdołał zrozumieć „no gawari” – tylko o czym miał mówić, tego już się niedowidział. W końcu wśród nadchodzących pasażerów znalazł się ktoś kto znał rosyjski i sprawa się wyjaśniła. Chodziło o to, że zajęliśmy 3 miejsca we trzech (czyli tak jak powinno być), ale w tym busie na tych miejscach miało podróżować 4 osoby. Jakoś upchaliśmy się w czwórkę z tyłu, a samochód który był przystosowany do przewozu 12 osób zabrał ich 17, a myślę, że zmieściłoby się i więcej. Po paru godzinach jazdy po wertepach był postój w restauracji. Kierowca wpadł tam jako pierwszy i zapewne jako bonus za przywiezienie pasażerów dostał miskę z żebrami owcy. Mięsa to nie było tam dużo, ale i tak był bardzo zajęty obgryzaniem owych kości. Część pasażerów zjadła sowity posiłek. Ruszyliśmy dalej i nie trzeba było długo czekać, aż zjedzony posiłek wylądował na szybie w odruchu wymiotnym. Okna po obu stronach pojazdu wyglądały tak samo…, dobrze, że nie jedliśmy zbyt dużo i ominęły nas nudności.

Zdjęcia:  , wschodnia Mongolia, Ovoo, MONGOLIA
, wschodnia Mongolia, Ovoo, MONGOLIA



W Ułan Bator hotel znacznie lepszy niż na prowincji, no i droższy. Ba, nawet śniadanie było w cenie – coś na podobieństwo polskich zacierek na mleku tylko że jeszcze z mielonym bardzo tłustym mięsem baranim. W ogóle kuchnia mongolska nie jest jakoś specjalnie zróżnicowana, niemal zawsze baranina, albo inne mięso. Znaną potrawą jest np. cujwan, czyli zasmażany makaron z mięsem (czasem są też warzywa), raz dostaliśmy go wraz z gratisowymi martwymi mącznikami – larwy chrząszczy żerują na mące, najwyraźniej zdążyły się przepoczwarzyć, ale nie zdążyły uciec przed patelnią.

Zdjęcia: Kerulen, Ajmak Chentejski, kozy, jedna elegantka w krawacie..., MONGOLIA
Kerulen, Ajmak Chentejski, kozy, jedna elegantka w krawacie..., MONGOLIA



Kilka dni w górach niedaleko Ułan Bator pozwoliły na zaczerpnięcie rześkiego górskiego powietrza. Nasi wędkarze robili sobie nadzieję na obfite połowy, ale nic z tego nie wyszło. Ja ze Zbyszkiem nałapaliśmy im nawet sporych szarańczaków na przynętę, ale chęć na wędkowanie już minęła. Na głębokim oleju usmażyliśmy owe szarańczaki. Z solą były całkiem znośne, choć te większe nieco gorzkawe.

Zdjęcia: Kerulen, Ajmak Chentejski, Ciekawskie konie, MONGOLIA
Kerulen, Ajmak Chentejski, Ciekawskie konie, MONGOLIA



Mongolia to raj dla osób, które lubią się powłóczyć nie zakładając jakiś mocno sprecyzowanych celów. Ludzie żyją tam jak setki lat temu. Takiemu obrazowi nie przeszkadza, że powszechnie używają telefonów, a do przemieszczenia się z miejsca na miejsce używają coraz częściej samochodów. Jednak cały czas powszechnym środkiem lokomocji jest koń, a stada zwierząt hodowlanych na wolnym wybiegu doskonale uzupełniają obraz stepu.
Więcej zdjęć na stronie: http://golawskiartur.weebly.com/

Zdjęcia

MONGOLIA / wschodnia Mongolia / nad rzeką Kerulen / Spotkanie na stepieMONGOLIA / dziewicza wschodnia Mongolia / nad rzeką Kerulen / Co za przestrzeńMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / Doskonali jeźdzcyMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / JeździecMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / Mieszkańcy zaciekawieni płynącymi kajakmiMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / Wszyscy potrafią jeździć konnoMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / nasze obozowiskoMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / Mongołowie są bardzo przyjaźnie nastawieniMONGOLIA / wschodnia Mongolia /   / OvooMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / kozy, jedna elegantka w krawacie...MONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / Ciekawskie konieMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / Łabędź krzykliwyMONGOLIA / Ajmak Chentejski / Kerulen / żurawie stepoweMONGOLIA / wschodnia Mongolia /   / orzeł stepowy z ofiarąMONGOLIA / wschodnia Mongolia /   / Suwak mongolski (myszoskoczek)MONGOLIA / N Mongolia /    / Góry ChentejMONGOLIA / N Mongolia /    / Góry ChentejMONGOLIA / N Mongolia /    / Góry ChentejMONGOLIA / Ułan Bator /    / Stolica nie jest zbyt pięknaMONGOLIA / wschodnia Mongolia /   / Nadmiar alkoholu szkodzi...MONGOLIA / Ułan Bator /   / Mnich opodal klasztoru Gandan

Dodane komentarze

[konto usuniete] dołączył
00.00.0000

[konto usuniete] 2016-08-27 16:36:52

"Świetna relacja. Mongolia ciągle w moich planach, choć nie kajakiem a raczej konno mi się marzy... Opis przygotowywania herbaty zupełnie przypomina herbatę tybetańską, tyle, ze tamta z tłuszczem jaka... Hm, moje kubki smakowe padły! ;)"

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl