Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Konyak-ostatni łowcy głów. > INDIE


Ed Bochnak Ed Bochnak Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie INDIE / Nagaland / Mon / Wojownik  Yao Zapraszam do przeczytania relacji z wyprawy do wiosek wojownicków z Naga, ostatnich łowców głów, żyjących w pn-wsch. Indiach.

Zdjęcia: Mon, Nagaland, Wojownik  Yao , INDIE
Mon, Nagaland, Wojownik Yao , INDIE



Zakazane terytorium tatuowanych twarzy, połowa lat 70, XX wieku.

Zdjęcia: Nagaland, Naga, Nagaland, INDIE
Nagaland, Naga, Nagaland, INDIE

Ukryty w cieniu olbrzymiego drzewa, stał średniego wzrostu wojownik o muskularnej budowie ciała. Na wytatuowanej twarzy kryło się zniecierpliwienie. Przeżuwając betel czarnymi dziąsłami, spoglądał na wąski bambusowy most, przez który prowadziła jedyna droga do wioski wroga. Zapuścił się w tę okolicę, by zdobyć kolejną głowę.
Przed wyjściem z chaty Hiba, zaciągnął się dymem z kani i jeszcze czuł cierpki smak w płucach, a w żyłach pulsowała zwinność i siła tygrysa. Czekał.
Tuż przed zmrokiem usłyszał cichy szelest pękających liści pod stopami.
Ktoś zmierzał prosto w jego kierunku.
Hiba dobrze mi doradził, przemknęło mu przez głowę,
Rzucone przez czarownika dwa zaostrzone bambusowe pędy i rozsypany pomiędzy nimi czerwony ryż, wskazały wąski bambusowym mostem jako pewne miejsce.
Jego oczy nadeszły czerwienią, trzymany ponad głową dao zaiskrzył się, odbitym promieniami zachodzącego słońca.
Zwarta ściana bambusów zagroziła ofierze drogę, sparaliżowana paniczny strachem zesztywniała.
Schowany w szuwarach wojownik wpadł trans, wytatuowane piersi pokrył pot.
Zwinny ruch dłoni i jego dao poleciał w dół. Lśniąca krawędź ostrza przecięła suche powietrze.
Jedno pewne cięcie i urywany jęk ofiary przerwał otaczającą ciszę.

tekst październik, 2015

Zdjęcia: Mon, Nagaland, poranne mgły , INDIE
Mon, Nagaland, poranne mgły , INDIE

Serfując po internecie natrafiłem na zdjęcie bardzo starego bambusowego mostu, przerzuconego przez spienione wody rzeki Milak. Most był bardzo wąski, umożliwiający przejście tylko jednej osobie.
Nie byłoby w tym nic interesującego, bo podobnych mostów w Azji jest dużo, ale opis pod nim informował, że wybudowali go, nie kto inny, ale sami wojownicy z Naga, ostatni łowcy głów, żyjący w pn-wsch. Indiach.
Wiadomość ta wywołała u mnie, ciepłe wypieki na twarzy i znane ukłucie adrenaliny. Niemal natychmiast postanowiłem o wyjeździe i po 4 tygodniach znalazłem się w Nagaland w pn-wsch rubieżach Indii.

Za okien samochodu, żywa zieleń dzikich bananowców krzykliwie wdzierała się do oczu. Po 4 godzina żmudnej jazdy, Bengia, nasz przewodnik zatrzymał samochód przy strumieniu Milak, przepływającym przez wioskę Tuli.
Korzystając z tej możliwości wytoczyłem się z samochodu by zdrętwiałe mięśnie nóg nabrały wigoru.
Przewodnik ściskając w dłoni zdjęcie bambusowego mostu w lokalnym narzeczu wypytywał przypadkowego tubylca o lokalizację.
Wyorana zmarszczkami twarz skierowała się na zachód.
Krótkie tłumaczenie -gdzieś tam- rzucone przez Bengia do mnie,
wróżyło, że moje marzenie spełni się wkrótce.
Przejechaliśmy wzdłuż zabudowań bambusowych domów i znów szutrową drogą przez gęsty las, wypatrując bocznego duktu, który miał zaprowadzić nas wprost do rzeki i mostu.

Nasz kierowca wypatrzył przybity na pniu biały karton z napisem „most” i zatrzymał pojazd.
Wyskoczyłem pierwszy z samochodu,
Ścieżka wiła się w bujnej roślinności, strumień był coraz bliżej, migał pomiędzy drzewami.
Rozczarowanie.
Zobaczyłem betonowe podpory, a pomiędzy nimi przerzucone węzła podtrzymywały grube belki. Nie to nie jest „mój most” ze zdjęcia- oświadczyłem Bengiamu.
Nawet nie masz co porównywać, tamta konstrukcja jest lekka, długie tyczki z bambusa tworzą charakterystyczne „v” opierając się o siebie.
Wracamy do wioski i szukamy dalej- zawyrokowałem.

Zdjęcia: Mon, Nagaland, Bambusowy most, INDIE
Mon, Nagaland, Bambusowy most, INDIE

Zatrzymaliśmy się jeszcze trzy razy, nim ostatni pytany wskazał na najbliższy zakręt i powiedział, że za żwirowy placem będzie bambusowy most ze zdjęcia.
Znów jako pierwszy wyskoczyłem z samochodu, przebiegłem wyrównany pługami teren i wpadłem na małą ścieżkę pomiędzy jakieś uprawy. Był. Ujrzałem go, stał na zmurszałych drewnianych podporach. Robił niesamowite wrażenie.
Stary pień z wyciętymi stopniami oparty o lekka bambusową konstrukcję prowadził na wąskie zrobione tylko z dwóch bambusowych tyczek przejście, wciśnięte pomiędzy sterczące drągi, związane pod spodem, a rozchylone na boki
Cała konstrukcja trzeszczała. Był wysłużony.
Złapałem dłonią mocno za wystający wysuszony bambus i niepewnie postawiłem pierwszy krok.
Przeszedłem tylko kilka metrów po spękanych belkach. Szybki prąd kawowego koloru rzeki napierał. Brązowe płaty kory tańczyły podrywane wiatrem.
Nie odważyłem się kontynuowanie przeprawy i zawróciłem.
Z drugiej stronie brzeg wołała, dzika, zapomniana ścieżka, która
kiedyś prowadziła do wioski wojowników Naga.

tekstPlemię Konyak jest najliczniejszym z 16 oficjalnie uznanych rdzennych plemion zamieszkujących Nagaland, a ich terytorium wychodzi poza granice Indii i rozciąga się po stronie Birmy na Tirap i Changlang Arunachal.

Byłem w sercu Nagaland, w pn. wsch. prowincji Indii, tuż przy granicy z Myanmar, czyli dawnej Birmy.
Teren ten od wieków zamieszkiwało waleczne plemię Konyak, plemię łowców głów, fanatycznych kolekcjonerów czaszek.
Na zalesionych wzgórzach stawiali swoje wioski, w których do dziś żyją nieliczni już wojownicy o wytatuowanych twarzach.

Zdjęcia: Mon, Naga, Chata konyak, INDIE
Mon, Naga, Chata konyak, INDIE

Skierowaliśmy się na wschód do wioski Londwa, jednej z większych i tradycyjnych wiosek Konyak. Przejechaliśmy mgliste góry, porozdzierane głębokimi dolinami, wypełnionymi chmurami.
Jeszcze dziś, niektóre z wiosek, są dostępne tylko w porze suchej, gdy zacznie padać monsunowy deszcz, błotniste drogi zamienią się w wartkie strumienie, oddzielając ten obszar od reszty świata.

Konyak budowali wsie w strategicznych miejscach, przeważnie na szczytach wzgórz, skąd łatwo mogli monitorować okolice i bronić się przed atakiem sąsiednich plemion.
A otaczającą dżunglę naszpikowali przemyślnymi śmiertelnymi pułapkami. Każda wieś stanowiła niezależne terytorium,
używające własny dialekt. Rządy w wioskach były dziedziczne. Rządził król-Angh, a po jego śmierci władze dziedziczył najstarszy syn.

tekstKonyak mówią językiem tibeto-burma, przy czym każda wioska ma swój dialekt, tzw. nagamese.

Dawniej duże znaczenie prócz króla we wspólnotach Konyak, odgrywało Morung.
Była to demokratyczna instytucja społeczna, tzw. rada starszych.
Wyrazem tym określano też „długi dom”.

Zdjęcia: Mon, Nagaland, W chacie wodza-Angh, INDIE
Mon, Nagaland, W chacie wodza-Angh, INDIE

Było to miejsce służące do wychowania moralnego, intelektualnego i fizycznego chłopców przechodzących w wiek męski, gdzie przez kilka lat uczono ich obyczajów plemienia, umiejętności polowania, rolnictwa i walki. W przedniej części „długiego domu” stał ogromny wydrążony bęben zwany suum.
Był on wizytówką każdej wioski.
Wielkość ozdób i rzeźb na bębnie, symbolizowały zamożność i prestiż jej mieszkańców. Bęben służył do zwoływania mieszkańców i przesyłania wiadomości pomiędzy wioskami m.in. o wojnie, epidemiach lub śmierci.
Z instalacją nowego bębna wiązała się cała celebracja, nad którą czuwał czarownik.
Rozpoczynała się od wyznaczenia dnia, szukania odpowiedniego drzewa, poprzez wybranie wojowników do ścięcia, obróbki pnia i ustawienia go w morung.
Po czym następowało dostrojenie i akceptacja przez wodza, w końcu złożenie ofiary, czyli zdobycie kilku głów wroga.

Zdjęcia: Mon, Nagaland, płaskorzeźba w drewnie, INDIE
Mon, Nagaland, płaskorzeźba w drewnie, INDIE

Konyak byli mistrzami rzemieślniczymi regionu i snycerzami. I jako jedyni z plemion z Nagaland ozdabiali morung, rzeźbami, rycinami i płaskorzeźbami. Były to przeważnie motywy z życia codziennego polowań i wojen.
Ważną postacią wioski był hiba, czyli czarownik.
Bez jego wiedzy nie podejmowano żadnych decyzji w sprawie wioski, klanu czy wojny.
Swoje decyzje opierał przeważnie na wróżeniu z kijków babusa, z ryżu i liści banana.
Konyak wierzyli w jednego boga panującego nad światem i dającego życie, nazywając go Kay wang.
Małżeństwa były monogamiczne z wyjątkiem Anghs -króla wioski, który mógł mieć kilka żon i konkubin.

Zdjęcia: Mon, Naga, wojownik Konyak, INDIE
Mon, Naga, wojownik Konyak, INDIE

Bambus był nieodzownym elementem w codziennym życiu Konyak.
Z bambusa stawiano konstrukcję, ściany i podłogi chat.
Na bambusowych matach siedziano wokół domowego ognia.
Piło się z babusowych tykw i kubków, z liści bambusa jedzono ryż z dodatkiem młodych pędów bambusa. Z ziaren bambusa wypiekano chleb i warzono napój.
Bambusowe narzędzia, naczynia, przedmioty codziennego użytku trzymano w bambusowych skrzyniach i koszach.

Stare powiedzenie krążące w tradycji Konayk brzmiało
-rodzę się na bambusie i wydaję ostatnie tchnienie na nim-.

W wiosce Lungha zwiedziliśmy typową chatę. Przy wejściu powitały nas dwie starsze kobiety i zaprosiły do środka.
Posadzono nas przy palenisku na plecionych z bambusa taboretach. Po czym poczęstowano nas aromatyczną herbatą zwaną khulap, bez dodatku cukru.
Chata to skromna wybudowana na planie owalu konstrukcja, wykonana z toku pata, czyli miejscowego bambusa. Przestronne wnętrze składa się z kilku przegród, tworząc pokoje dla różnych celów, w tym do gotowania, spania i jako spiżarnia do przechowywania produktów; warzyw, kukurydzy, mięsa i ryżu.
W centralnym miejscu zawsze znajduje się palenisko a nad nim bambusowa konstrukcja do suszenia mięsa, drzewa i warzyw.
Tył domu prowadzi na dziedziniec z małą chlewnią, gdzie trzyma się trzodę, przeważnie świnie.

Zdjęcia: Mon, Naga, Królowa Wangnea,żona wodza Khaopa z wioski Sheanghah., INDIE
Mon, Naga, Królowa Wangnea,żona wodza Khaopa z wioski Sheanghah., INDIE

Poruszając się po wiosce zauważamy na ścianach niektórych chat, wywieszone szkielety upolowanych zwierząt i ptaków, przeważnie czaszki mithun. Wielkość czaszek i ich ilość świadczyły o zamożności i statusie społecznym właściciela.

tekstMithun, gatunek bydła występuje tylko w niektórych częściach północno-wschodniej Indii.

Dopiero odwiedzając chatę wodza mogłem zobaczyć namiastkę z okresu świetności dumnych myśliwych i kultu wojownika.
Prócz wielu szkieletów pomniejszych zwierząt i ptaków przybitych do sufitu, zaszczytne miejsce zajmowały kły słoni, olbrzymie gongi wykonane z brązu, włócznie, tarcze i maczety dao.
Z poprzecznych belek zwisały pióra i szkielety dzioborożców
i wyblakłe skóry tygrysów. Dawniej było tu też miejsce na ludzkie czaszki.

Na obszarze gdzie w bambusowym zagajniku czaił się tygrys, gdzie leśne stoki przemierzał niedźwiedź, a delty rzek przekraczał dumnie słoń. Symbolem najbardziej wojowniczego plemienia regionu jak by się wydawało, powinno być jedno z tych zwierząt.
Konyak jednak wybrali ptaka, żółtodziobego dzioborożca w lokalnym języku zwanego dhanesh.
Ptaka, któremu oddawano cześć jako posłańca bogów. Był symbolem męskości, lojalności i opiekuńczości nad rodziną.
W przeszłości zaszczyt noszenia piór dzioborożca przysługiwał tylko najlepszym i nadawany by przez króla lub radę starszych,
a wojownik musiał wykazać się na polu walki nieprzeciętną odwagą. Honor pochowku ze spreparowanym dzioborożcem przysługiwał jedynie królowi i wybitnym wojownikom.

Zdjęcia: Mon, Nagaland, w chacie przy palenisku, INDIE
Mon, Nagaland, w chacie przy palenisku, INDIE

Wędrując pomiędzy chatami spotykamy pojedynczych starych wojowników z tatuażem na twarzy. W rozciągniętych małżowinach sterczą duże kolczyki wykonane z kłów dzika, na starczych szyjach wiszą naszyjniki z twarzami wykonanymi z brązu, (ilość masek symbolizuje ilość ścięty przez nich głów), a ze skórzanych pasów wystają maczety dao.

Zdjęcia: Mon, Nagaland, Setadeupu, INDIE
Mon, Nagaland, Setadeupu, INDIE

Setadeupu, czyli tatuowanie twarzy i ciała wśród Konyak było obrzędem rytualnym. Do wykonania tatuażu uprawniało dopiero zabicie wroga i zdobycie jego głowy.
Pigment do tatuażu uzyskiwano z węgla drzewnego wymieszanego z ciemnym ryżowym piwem uzyskiwanym w tym przypadku z czarnych ziaren. Nakłucia wykonywano cierniem umocowanym na łodydze z trzciny, czasami dodawano drugi kolec w zależności od wzoru tatuażu.
W trakcie tatuowania nakłucia skóry musiały być na tyle głębokie by krew mieszała się z barwnikiem pozostawiając czarne punkty.
Tatuaże różniły się odcieniem i wzorem
i wyróżniały najlepszych i najdzielniejszych wojowników w klanie. Były symbolem męstwa.
Mężczyźni tatuowali nie tylko twarz, ale szuję, piersi i plecy,
kobiety tylko kolana, uda i zewnętrzną część dłoni.

Antropolog Haimendorf w swojej książce „The Naked Nagas” pisze „Nadrzędną korzyścią zdobycia głowy był cel zyskania magicznych sił tkwiących w czaszce".
Głowy nie były zdobywane tylko podczas wypraw wojennych czy potyczek, ale często z premedytacja przygotowywano zasadzki, szukając ofiar wśród mieszkańców sąsiednich wiosek.
Ofiarą padały dzieci beztrosko bawiące się na plaży, kobiety krzątające się po domostwie lub zbierające ryż lub starcy odpoczywający w cieniu nad rzeką.
Niejednokrotnie zdobycie głowy wymuszała okoliczność,
budowa chaty, murongu, śmierć króla czy narodziny dziecka.
Głowy wieszano na rytualnych drzewach ustawionych przy wejściu do każdej wsi. Później głowy zabierano do wiosek i w rytualnym koszu umieszczano w kamiennych kręgach ustawionych w pobliżu chat wojowników. W centrum kamiennego kręgu stał jeden olbrzymi monolit, pod którym zakopywano język i uszy ofiar, a każdy mniejszy kamień był odpowiednikiem ściętej głowy.

Zdjęcia: Mon, Nagaland, Wojenne trofeum wojowników konyak, INDIE
Mon, Nagaland, Wojenne trofeum wojowników konyak, INDIE

Oficjalnie proceder obcinania głów została zakazany przez rząd w 1960,
zaś nieoficjalnie trwał do końca lat 70, jak wspomniał nam o tym, syn legendarnego wojownika Khaopa, wodza z wioski Sheanghah, zdobywcy 36 głów.

Większość starców z tatuażem na twarzy niechętnie chciała rozmawiać lub pozować do zdjęć.
Jeden ostentacyjnie załadował karabin i mierzył do nas.
Jeszcze dziś widać po starczych sylwetkach, że tężyzna, krzepkość, wigor były walorami wojowników Konyak. Przetrwali tylko najlepsi.
A pytani przeze mnie, o cel obcinania głów,
wstrzymali się z odpowiedzią, jedyną opowiedź, jaką otrzymywałem to liczba ściętych głów, i zawsze wypowiadana z rzewnym uśmiechem.

Wojownik, który nie zdobył głowy, tracił autorytet i uznanie wśród pobratymców, tudzież mógł zostać nawet okrzyknięty tchórzem, który chroni własną głowę. Ten, który posiadał największą liczbę zyskiwał respekt i uważany był przez wszystkich za wielkiego wojownika i bohatera. Konayk uważali, że zabicie człowieka, by zdobyć głowę, było przeznaczeniem naznaczonym przez boga, oni byli tylko jego wykonawcami.
Odbierając komuś życie wykonywali odważny heroiczny czyn.
Wierząc przy tym, że przejmują moc i dusze zabitego. Sami też byli przygotowani na śmierć, dla nich była to tylko kwestia czasu.
Konyak żyli cały czas w zagrożeniu i obawie nie tylko o siebie, ale o swoje rodziny.

Zdjęcia: Mon, Nagaland, Kamienny Krąg, INDIE
Mon, Nagaland, Kamienny Krąg, INDIE

Weszliśmy do kolejnej chaty, skupione wokół ogniska sylwetki mężczyzn zajęte były przygotowywaniem porannej dawki opium.
Opium palą wszyscy mężczyźni, używając do tego rytualnych fajek z kości lub bambusa, zwanych kani seng.
Opium przygotowuje się nad ogniem. Brązowy proszek umieszcza się na wielkiej metalowej łyżce, mieszając zawartość szpikulcem, aż do momentu bulgotania, wówczas dodaje się włóknowaty tytoń.
Po czym całą miksturę wciska się do fajki przykrywając żarzącym węglem.

Siedzący najbliżej ogniska Konyak o opuchniętych czerwonych oczach zaciągnął się, wstrzymał oddech i popił ciemny napój. Po chwili wypuścił kłęby dymu, które powoli uniosły się nad nami i osiadły na czarnej smole pokrywającej sufit.
Tradycja palenia opium stała się ważną częścią kultury Konyak. W świecie, gdzie myśliwy w każdej chwili mógł stać się sam ofiarą. Opium choć przez chwile dawał im złudę bezpieczeństwa i szczęścia

tekstBetel – rodzaj znanej od starożytności używki, ma działanie orzeźwiające, lekko podniecające i lecznicze Ubocznym skutkiem jest barwienie zębów na czarno, a śliny na czerwono.


Zdjęcia: Mon, Nagaland, przy ognisku, INDIE
Mon, Nagaland, przy ognisku, INDIE

Obecnie młode pokolenie Konyak rezygnuje z tradycyjnego sposobu życia, przejmując nowoczesny zachodni styl i zwyczaje.
Zaś nieliczni już starzy, kiedyś bezwzględni wojownicy, uciekają się do żucia betel i palenia opium, rozkoszując chwałą dawnych dni.
Są ostatnim pokoleniem łowców głów, gdy umrą wezmą do grobu lokalną tradycję, historie i słynne tatuaże. Będzie to koniec pewnej epoki, ery-dzielnych wojowników, bogatej kultury i brutalnych czasów




kwiecień, 2016
Tekst i zdjęcia;
Ed Bochnak
www.edbochnak.pl


Obecnie młode pokolenie Konyak rezygnuje z tradycyjnego sposobu życia, przejmując nowoczesny zachodni styl i zwyczaje.
Zaś nieliczni już starzy, kiedyś bezwzględni wojownicy, uciekają się do żucia betel i palenia opium, rozkoszując chwałą dawnych dni.
Są ostatnim pokoleniem łowców głów, gdy umrą wezmą do grobu lokalną tradycję, historie i słynne tatuaże. Będzie to koniec pewnej epoki, ery-dzielnych wojowników, bogatej kultury i brutalnych czasów.

Zdjęcia

INDIE / Nagaland / Mon / Wojownik  Yao INDIE / Naga / Nagaland / NagalandINDIE / Nagaland / Mon / poranne mgły INDIE / Nagaland / Mon / Bambusowy mostINDIE / Naga / Mon / Chata konyakINDIE / Nagaland / Mon / W chacie wodza-AnghINDIE / Nagaland / Mon / płaskorzeźba w drewnieINDIE / Naga / Mon / wojownik KonyakINDIE / Naga / Mon / Królowa Wangnea,żona wodza Khaopa z wioski Sheanghah.INDIE / Nagaland / Mon / w chacie przy paleniskuINDIE / Nagaland / Mon / SetadeupuINDIE / Nagaland / Mon / Wojenne trofeum wojowników konyakINDIE / Nagaland / Mon / Kamienny KrągINDIE / Nagaland / Mon / przy ognisku

Dodane komentarze

Wiesław dołączył
14.02.2009

Wiesław 2016-04-15 18:27:30

byłem tam i rzeczywiście to fascynujący region, zupełnie "nieindyjski". To co mnie zaskoczyło to zachowanie tamtejszych dzieci (w Longwa). Może autor napisze coś na ten temat
pozdrawiam

chris666 dołączył
12.11.2015

chris666 2016-04-10 18:32:42

Oglądałem wcześniej fotografie Twojego autorstwa. Artykuł wspaniale je uzupełnia. Przeczytałem z prawdziwą przyjemnością :-)

[konto usuniete] dołączył
03.07.2010

[konto usuniete] 2016-04-08 18:39:32

Bardzo fajny artykuł i bardzo inspirujące wyobraźnię zdjęcia :-). Dzięki wielkie! W najbliższej chwili wolnej odwiedzę Twoją stronę.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl