Artykuły i relacje z podróży Globtroterów
Mungo > AUSTRALIA
gastropoda
relacje z podróży
Park Narodowy Mungo znajduje się w południowozachodniej czę¶ci Nowej Południowej Walii obejmuj±c swoim zasięgiem obszar starożytnych jezior Willandra, obecnie wyschniętych. Nad brzegami jezior znaleziono ¶lady osadnictwa Aborygenów już od 45 000 lat. Archeolodzy odkryli tu m.in. najstarsze na ¶wiecie ¶lady kremacji zwłok, paleniska, kamienie młyńskie do ucierania nasion traw na m±kę., czy skamieniałe szcz±tki gigantycznych torbaczy. Jeziora wyschły ok. 18 000 lat temu i dzi¶ jest to obszar pustynny. W 1981 teren został wpisany na listę ¶wiatowego dziedzictwa UNESCO.
Park Mungo próbowałem zwiedzić kilkakrotnie, a to dlatego, że trudno tam dotrzeć autostopem, gdyż mało jest chętnych do zwiedzania. Po raz pierwszy dotarłem do Mildura, miasta rolniczego nad rzek± Murray w trakcie drugiej podróży po Australii. Park Mungo znajduje się o 110 km od tego miasta w kierunku północnowschodnim. Zdawałem sobie sprawę, że dotarcie tam nie będzie łatwe, bo prowadzi tam tylko piaszczysta droga i to nie przelotowa, a w dodatku przez bezludzie. W skwarze 44 C ruszyłem do odległego o kilka kilometrów rozjazdu. Ruch na głównej szosie jest duży, natomiast na drodze prowadz±cej do Mungo przez ponad pół dnia nie mija mnie ani jeden samochód. Wieczorem na poboczu drogi rozbijam namiot. W pobliżu jest kilka domostw i sady; dzięki mieszkaj±cym tu farmerom najadam się owocami do syta. Następny dzień jest równie upalny. W taki skwar Australijczycy szukaj± raczej miejsca nad wod±, a nie jad± na jeszcze bardziej gor±c± i such± pustynię. Do południa mija mnie tylko jeden samochód z turystami. Pod wieczór rezygnuję z dotarcia do parku i opuszczam ten rozjazd.
W kwietniu 2012 tuż przed opuszczeniem Australii jad±c do Melbourne, zostało mi się kilka dni do wylotu, więc postanowiłem spróbować jeszcze raz. Zatrzymałem się na nocleg w Balranald, sk±d do Mungo jest 150 km. Tkwienie przy drodze przez blisko cały dzień nie dało rezultatów – przejechały tylko dwa samochody. Wieczorem przejechałem odcinek do Mildura, gdzie po zrobieniu zakupów udałem się ponownie do znanego mi już miejsca, tym razem wieczorem i w chłodnym powietrzu (tegoroczne lato było w Australii stosunkowo chłodne i wyj±tkowo deszczowe). Rankiem, tuż po wchodzie słońca zatrzymuję jad±cych do parku Aborygenów – to pracownicy parku. Nie dojeżdżaj± codziennie, tylko wioz± nowego pracownika. Piaszczyst± drog±, zostawiaj±c za sob± ogon kurzu, jad±c z szybko¶ci± 130 km na godzinę jestem po niecałej godzinie przed budynkiem informacji turystycznej Parku Narodowego Mungo. Biorę ulotkę ze zwięzł± informacj± i prost± mapk± przedstawiaj±c± trasę biegn±c± przez park – to 70 km. Na parkingu pusto. Ponoć teraz w okresie ¶wi±tecznym bywa tu dziennie do kilkunastu turystów. Wokół poro¶nięte rachityczn± ro¶linno¶ci± dna dawnych jezior, a w oddali długa na 30 km wydma zwana Wall of China. Zerkam na kilka eksponatów (m.in. na rekonstrukcję zygomatorusa), potem na zabudowania farmy owczej, która była tu od drugiej polowy XIX wieku do końca lat pięćdziesi±tych XX wieku, po czym ruszam pieszo w kierunku wydmy. Przygl±da mi się kangur, ucieka stado strusi, jaszczurka wywala na mnie niebieski język. Po niecałej pół godzinie marszu widzę jad±cy samochód – zabiera mnie – to czteroosobowa rodzina z Melbourne. Trasa jest dobrze oznakowana – przy ciekawszych miejscach s± paliki z numerami, za¶ opis do nich w broszurze. Najefektowniejsze s± wydmy z ostańcami o różnych kształtach. S± też małe stawy, ruiny innej farmy, Ľródło słodkiej wody, rzadki busz (zwany mallee) po drugiej stronie wydm, a przede wszystkim rozległe przestrzenie. Przejechanie całej pętli wraz z postojami celem przespacerowania się do interesuj±cych miejsc zajmuje prawie cały dzień. Moi znajomi zostaj± na jednym z dwóch pól namiotowych na nocleg, ja postanawiam wrócić do Mildura. Na czerwonej drodze pojawia się okazja. W takim miejscu, nawet, gdy w samochodzie s± cztery osoby trudno (chyba) nie zabrać. O zachodzie słońca jestem w punkcie wyj¶ciowym, bardzo zadowolony z odwiedzenia jednego z najważniejszych miejsc archeologicznych na mapie Australii. Warto było to zobaczyć.
W kwietniu 2012 tuż przed opuszczeniem Australii jad±c do Melbourne, zostało mi się kilka dni do wylotu, więc postanowiłem spróbować jeszcze raz. Zatrzymałem się na nocleg w Balranald, sk±d do Mungo jest 150 km. Tkwienie przy drodze przez blisko cały dzień nie dało rezultatów – przejechały tylko dwa samochody. Wieczorem przejechałem odcinek do Mildura, gdzie po zrobieniu zakupów udałem się ponownie do znanego mi już miejsca, tym razem wieczorem i w chłodnym powietrzu (tegoroczne lato było w Australii stosunkowo chłodne i wyj±tkowo deszczowe). Rankiem, tuż po wchodzie słońca zatrzymuję jad±cych do parku Aborygenów – to pracownicy parku. Nie dojeżdżaj± codziennie, tylko wioz± nowego pracownika. Piaszczyst± drog±, zostawiaj±c za sob± ogon kurzu, jad±c z szybko¶ci± 130 km na godzinę jestem po niecałej godzinie przed budynkiem informacji turystycznej Parku Narodowego Mungo. Biorę ulotkę ze zwięzł± informacj± i prost± mapk± przedstawiaj±c± trasę biegn±c± przez park – to 70 km. Na parkingu pusto. Ponoć teraz w okresie ¶wi±tecznym bywa tu dziennie do kilkunastu turystów. Wokół poro¶nięte rachityczn± ro¶linno¶ci± dna dawnych jezior, a w oddali długa na 30 km wydma zwana Wall of China. Zerkam na kilka eksponatów (m.in. na rekonstrukcję zygomatorusa), potem na zabudowania farmy owczej, która była tu od drugiej polowy XIX wieku do końca lat pięćdziesi±tych XX wieku, po czym ruszam pieszo w kierunku wydmy. Przygl±da mi się kangur, ucieka stado strusi, jaszczurka wywala na mnie niebieski język. Po niecałej pół godzinie marszu widzę jad±cy samochód – zabiera mnie – to czteroosobowa rodzina z Melbourne. Trasa jest dobrze oznakowana – przy ciekawszych miejscach s± paliki z numerami, za¶ opis do nich w broszurze. Najefektowniejsze s± wydmy z ostańcami o różnych kształtach. S± też małe stawy, ruiny innej farmy, Ľródło słodkiej wody, rzadki busz (zwany mallee) po drugiej stronie wydm, a przede wszystkim rozległe przestrzenie. Przejechanie całej pętli wraz z postojami celem przespacerowania się do interesuj±cych miejsc zajmuje prawie cały dzień. Moi znajomi zostaj± na jednym z dwóch pól namiotowych na nocleg, ja postanawiam wrócić do Mildura. Na czerwonej drodze pojawia się okazja. W takim miejscu, nawet, gdy w samochodzie s± cztery osoby trudno (chyba) nie zabrać. O zachodzie słońca jestem w punkcie wyj¶ciowym, bardzo zadowolony z odwiedzenia jednego z najważniejszych miejsc archeologicznych na mapie Australii. Warto było to zobaczyć.
http://www.nationalparks.nsw.gov.au/mungo-national-park
Dodane komentarze
Przydatne adresy
Brak adres w do wy wietlenia.
Inne materia y
Dział Artykuły
Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.
Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.














