Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

FRA LI MONTI czyli Droga Przez Góry dzień 7 > FRANCJA


yansza yansza Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie FRANCJA / Korsyka / Manganu-l'Onda / Na szlaku_7_1Manganu-l'Onda

Etap VI Manganu - Petra Pianu – L’Onda
Zgodnie z wcześniejszym postanowieniem pozwalamy sobie na wylegiwanie się do godziny 5.45. Automatyka działa bez zarzutu. Mycie, składanie dobytku, śniadanie, wymarsz. Na trasę wyruszamy około 7.00.Większość już wyszła, my jednak nie czujemy presji czasu. Wczorajszy etap nastroił nas bardzo optymistycznie. Chyba jednak zbyt optymistycznie, ponieważ twórcy szlaku, to okrutnicy, którzy jednego dnia dają złudzenie poczucia siły i panowania nad wędrówką, aby w następnym odebrać wszelką nadzieję. Tak było właśnie dzisiaj. Na początek wspinaczka na bagatela, 2225 m, to najwyższy punkt szlaku GR20. 2.5 godziny morderczego dla mnie podejścia. Marek jest w lepszej formie i tradycyjnie gna do góry nie zatrzymując się nawet na robienie zdjęć. Staram się dotrzymywać mu kroku, ale w pewnym momencie, myślę sobie dosyć. Ja muszę odpocząć, wspieram się na kijkach 2 minuty i ciężko dyszę. Nagle z góry słyszę „Jak będziesz chciał odpocząć to daj znać”. Ażeby Cię pogięło, myślę i ruszam dalej. Piję wodę obficie, ponieważ wiem, że na końcu podejścia ma być źródło. Dochodzimy wreszcie na szczyt, a ja dopiero wtedy się orientuję, że przegapiłem to źródło i mam mało wody. Nie zastanawiam się ani chwili, bez wody nie pójdę dalej. Wracam szukać źródła klnąc pod nosem. Marek w tym czasie robi zdjęcie miłemu ptaszkowi, który zamiast strachu okazuje zaciekawienie. Dochodzę wreszcie z wodą na przełęcz Breche de Capitello 2225 m. Widoki jakie tu zastajemy pozwalają natychmiast zapomnieć o zmęczeniu. Wspaniale położone dwa jeziora na dnie cyrku, wydają się być na wyciągnięcie ręki. Można zejść do nich z przełęczy, ale kto chce tracić wysokość tak ciężko zdobytą, ja w każdym razie wolę je podziwiać z daleka. Otwieram wreszcie przewodnik i dowiaduję się, że jezioro Lac de Melo, to dalsze patrząc z przełęczy, takie okrągłe, położone jest o 200m niżej niż Lac de Capitello. Z góry wyglądają natomiast jakby były na jednej wysokości. Na przełęczy doganiamy Stephana i Jean-Michela, którzy wyszli dużo wcześniej od nas. Zauważam też pewną prawidłowość. Im dłużej i bardziej stromo szlak prowadzi pod górę, tym więcej doganiamy ekip, które wyszły przed nami. Marek wtedy rzadko, a najczęściej wcale, nie wyciąga aparatu, a o odpoczynku można tylko pomarzyć. Natomiast, gdy tylko szlak schodzi lub idzie po równym, to robimy zdjęcia co 100m, nie przejmując się wcale upływającym czasem.
Zejście z przełęczy jest miejscami bardzo strome, ale są zabezpieczenia, z których trzeba korzystać zwłaszcza jeśli pada deszcz i jest ślisko.Mijamy chłopaka z dziewczyną, którzy szykują się do zejścia ze skały przy pomocy poręczy linowej. Bedą mieli kłopoty na tej trasie, chociaż teraz nic na to nie wskazuje. Pisałem w poprzednim odcinku, że góry się zmieniły, że dużo zieleni i ogólnie sielanka. Dzisiaj to znowu kamień, skała i kamień. Bardzo szybko dało mi do zrozumienia, że ocenić trasę mogę tylko tą którą przeszedłem, a moje wyobrażenia tego co będzie mają się nijak do rzeczywistości. Szlak schodzi do wysokości 1960 m, żeby potem gwałtownie się wspiąć na przełęcz Bocca Rinosa 2170 m. Skoro stromo pod górę to znowu doganiamy Stephana i robimy sobie kolejne pamiątkowe zdjęcie, bo przecież oni dublują dzisiaj etapy. Nie wiem ile to już razy się z nimi żegnaliśmy, ale jakoś nie możemy się rozstać. Z przełęczy Bocca Rinosa jeszcze tylko musimy się wyspinać na przełęcz Bocca Muzzella 2206 m, a potem już tylko stromym zejściem do schroniska Petra Pianu. Dochodzimy do schroniska Petra Pianu. Gardien bardzo miły, teren też wygląda zachęcająco, tylko Stephane kusi tym swoim „to tylko 4 godziny do następnego schroniska, warto zaoszczędzić jeden dzień na zwiedzanie Korsyki.” Póki co, odpoczywamy, ściągnęliśmy buty i bierzemy się za jedzenie. Nagle do gardiena przychodzi chłopak, który zszedł właśnie z przełęczy i mówi, że jakaś dziewczyna ma problemy i nie może iść. Tego chłopaka pamiętam już z poprzedniego schroniska, ale nie wiem jak ma imię. Warto go zapamiętać, bo jeszcze wystąpi w tym „serialu”. Pamiętacie, nieco wcześniej, pisałem o parze, która będzie miała kłopoty? No to właśnie ma. Dziewczynie coś się stało w kolano, prawdopodobnie skręciła je i ma trudności z poruszaniem. Chłopak niesie dwa plecaki, a ona kuśtyka pomału za nim. Mówię o tym Markowi. Natychmiast się zrywamy i już mamy buty na nogach, żeby im pomóc, ale gardien nam mówi, że to jego sprawa. Nie rozumiemy dlaczego, ale jest taki stanowczy, że siadamy z powrotem na tyłku. Gardien wychodzi do nich i pomaga im zejść. Gdy dochodzą Marek wyciąga z naszej apteczki altacet w tubce i pytamy dziewczyny czy chce posmarować nogę, tłumacząc, że to na stłuczenia i opuchliznę. Ona odmawia mówiąc, że Jean-Michel już jej coś podobnego dał. Stephane i Jean-Michel już się zbierają. Ruszają dalej zachęcając nas do tego samego. My już jesteśmy zdecydowani, ale nie lubimy chodzić z kimś, najlepiej się czujemy idąc we dwójkę, wyzywając się od najgorszych, wyśmiewając i wypominając sobie wzajemnie nasze wady. Ruszamy kilkanaście minut za nimi. Szlak teraz prowadzi w dół. Jest też wersja alternatywna, która prowadzi górnymi partiami gór, my się jednak trzymamy biało-czerwonych znaków, którymi znaczony jest główny szlak GR20. Jak już pisałem szlak zrzuca nas wyraźnie w dół, góry znowu zmieniają swój charakter, znów widać więcej zieleni i zaczął się nawet las. Trasa wyjątkowo urokliwa, nie wysuwam już z tego bzdurnych wniosków dotyczących dalszych etapów, tylko cieszę się tym co mam tu i teraz. Ta sielanka trwa dosyć długo, jednak też się kończy. Zaczynamy się wspinać z poziomu poniżej 1000 m na wysokość 1430 m. Po przejściu prawie dwóch etapów, daje o sobie znać zmęczenie, tym bardziej, że początek dzisiaj był bardzo forsowny. Oczywiście zdjęć ze wspinaczki brak. Docieramy do Bergeries de l’Onda i jesteśmy zadowoleni, bo po tych kamienistych polach namiotowych wreszcie trawka. Samo schronisko znajduje się powyżej pola i nawet do niego nie docieramy. Znajdujemy gardiena (osoba prowadząca schronisko) w barze obok pola namiotowego, robimy opłaty i rozbijamy namiot na zielonej trawce. Stephane już z daleka do nas macha, wyraźnie zadowolony, że nas namówił na „dubel”. My też jesteśmy zadowoleni, bo zaoszczędziliśmy kolejny dzień na „byczenie się” na plaży. A tak nawiasem mówiąc, to nie mam pojęcia, ani jaki dzień miesiąca mamy dzisiaj, ani tym bardziej jaki dzień tygodnia. Pamiętam tylko, że wyszliśmy z Calenzany we wtorek 19 czerwca. Zaczynam liczyć na palcach i wychodzi mi że dzisiaj jest 24 czerwca, niedziela. Z tego wynika, że możemy zakończyć GR20 1 lipca. Samolot mamy 6 lipca w piątek. Uświadamiam sobie, że to nawet tydzień nie upłynął od wymarszu, a to tak odległe wspomnienie. Jedyna korzyść z tego, że dopiero jestem tydzień na urlopie, a mi się wydaje że miesiąc. Woda pod prysznicem zimna, ale przyzwyczailiśmy się. Wiata z kuchenkami też funkcjonuje całkiem nieźle. Zjadamy nasze niezawodne zupki i rozglądamy się po campingu. Jest Stephane, Jean-Michel i nikogo więcej z naszej starej ekipy. No tak, nikt więcej się nie zdecydował na podwójny etap. Jest też para Francuzów (Ona i On), których mijaliśmy po drodze, poznamy się bliżej z nimi, ale jeszcze nie dziś. Komunikuję Markowi, że jutro mamy dojść do Vizzavony. Miejscowości, bardzo znaczącej na szlaku GR 20. Po pierwsze jest to umowna granica pomiędzy częścią północną, trudną, a częścią południową szlaku GR 20, uważaną za łatwiejszą. Łatwiejsza to nie znaczy łatwa. Jak coś jest łatwiejsze od bardzo, bardzo trudnego to dalej pozostaje trudne, a nawet bardzo trudne. Tym wywodem z semantyki leksykalnej staram się u Marka i u samego siebie nie wzbudzać nadziei na łatwe etapy. To szkodzi na psychikę, jak się przekonałem.
Po drugie do Vizzavony dochodzi kolej. Można, dojechać stąd do Ajaccio, do Bastii, lub do Corte. Sporo ludzi tutaj rozpoczyna, lub kończy wędrówkę pokonując tylko połowę szlaku. Nawiasem mówiąc zastanawiam się jak ten pociąg tu jedzie przez te góry. Będę miał okazję się przekonać, ponieważ w planach mamy podróż tą trasą podczas zwiedzania Korsyki. Jeszcze zerkam do przewodnika, żeby się dowiedzieć co nas czeka jutro. Na początek długa wspinaczka, dlaczego mnie to nie dziwi, a potem długie, długie zejście na którym wysiadają kolana. Przyjmuję do wiadomości bez jakiś większych emocji. Cała uroda Fra Li Monti. Dopompowuję materac, chociaż za 2 godziny i tak nie będzie w nim powietrza i bezmyślnie zasypiam jak nieżywy. Cdn.

Zdjęcia

FRANCJA / Korsyka / Manganu-l'Onda / Na szlaku_7_1FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_2FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_3FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_4FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_5FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_6FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_7FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_8FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_9FRANCJA / Korsyka / Manganu-Onda / Na szlaku_7_10

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl