Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Autobusem na Ukrainę > UKRAINA


AB1 AB1 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie UKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / Jar o zachodzie W 2012 roku na Ukrainie spędziliśmy prawie 3 tygodnie. Z Warszawy do Kamieńca Podolskiego pojechaliśmy poczciwym PKS-em. W Kamieńcu zamieszkaliśmy w wynajętej kawalerce. Przez tydzień zwiedzaliśmy Kamieniec. Potem lokalnym autobusem przemieściliśmy się na ukraińską Bukowinę do Czerniowców. Tam zatrzymaliśmy się we wcześniej zarezerwowanym hotelu Koral. Po tygodniu udaliśmy się także lokalnym autobusem do Iwano-Frankiwska (Stanisławowa) leżącego w Galicji. Zamieszkaliśmy tam w hotelu Dnister, miejscu samym w sobie dość oryginalnym. Stamtąd po kilku dniach wróciliśmy ukraińskim autobusem do Warszawy.

Wyjechaliśmy rejsowym PKS-em o 17.30 z Dworca Warszawa Zachodnia. Granicę przekroczyliśmy w Hrebennym. W autobusie chyba byliśmy jedynymi Polakami. Z zainteresowaniem słuchaliśmy Ukraińców, rozmawiających miedzy sobą o pracy w Polsce i swoich rodzinach do których teraz wracali, często tylko na kilka dni. W autobusie panowała miła atmosfera, wzajemnej życzliwości, co nie było wystawione na pewne próby cierpliwości ze względu na nieprzebrane ilości bagażu. Z ciekawością patrzyliśmy na wystającego z jednej z toreb storczyka, który jednak dojechał w stanie nienaruszonym do miejsca przeznaczenia gdzieś pod Brzeżanami. Już po rozwidnieniu przejeżdżaliśmy przez owe Brzeżany i Buczacz spoglądając z ciekawością przez okno na zachowane fragmenty historycznych budowli, przypominając sobie książkowe wiadomości nt. burzliwej historii tych okolic. Obiecaliśmy sobie któregoś roku znaleźć lokum w Tarnopolu i objechać ten rejon, w którym w każdej miejscowości jest co zwiedzać. Tak dojechaliśmy do Czartkowa, gdzie na naszą prośbę kierowcy ogłosili trochę dłuższą przerwę na poranną toaletę.

Do Kamieńca Podolskiego przyjechaliśmy ok 9 rano, jednak dość zmęczeni. Umówiona z nami pracownica biura wynajmującego mieszkania (Komfort-biuro, Kamieniec ul. Ogienka 22. tel. +380978795095; albo +380979545469 KomfortBuro@gmail.com) przyszła z kilkudziesięciu minutowym opóźnieniem. Byliśmy już nieco zaniepokojeni czy w ogóle przyjdzie, ale przyszła i okazała się młoda sympatyczną, uśmiechniętą osobą. Inna spraw, że sami wprowadziliśmy lekkie zamieszanie, bo przyjechaliśmy o dzień wcześniej niż pierwotna rezerwacja. Za kawalerkę na 7 piętrze przy Prospekcie Gruszewskiego (budynek z lat dziewięćdziesiątych) zapłaciliśmy po trochę ponad 200 hr za dobę. Dla mnie nasze lokum było super w 100 procentach, m.in. ze względu na lokalizację: z jednej strony blisko do Dworca Autobusowego i bazaru z doskonałą wiejską żywnością o smaku całkiem nie supermarketowym, z drugiej strony tuż za blokiem rozpoczynała się Nowy Plan, dzielnica z przełomu XIX/XX w. Do tego widok z okna na wschody słońca i funkcjonalny aneks kuchenny oraz spory metraż pokoju. Łazience też raczej nie można było nic zarzucić. Żona natomiast trochę kręciła nosem na niewystarczającą liczbę ręczników i lekkie niedosprzątanie oraz brak krzeseł. Do siedzenia była tylko wersalka i barowe hokery.
W Kamieńcu spędziliśmy tydzień. Zapamiętamy na wiele lat oświetlony promieniami zachodzącego słońca głęboki (38 metrów) jar Smotryczy w okolicach Nowego Mostu, no i oglądane znad Smotryczy wysokie skaliste brzegi jaru. Wycieczki dnem jaru wzdłuż Smotryczy i podziwianie z tej perspektywy zachowanych fragmentów fortyfikacji okazały się czymś chyba w ogóle tam najciekawszym, do tego jeszcze rozmowy ze spotkanymi ludźmi, najczęściej refleksyjnie usposobionymi emerytami. Można było tak spędzić cały dzień i ze zdziwieniem stwierdzić, że już jest wieczór. Romantyczne okazały się klimaty uliczek nieopodal naszego mieszkania na Nowym Planie. Chwilami czuliśmy się tam jak przeniesieni w pierwsze lata XX wieku gdy powstawała ta dzielnica. Nierówne chodniki nam nie przeszkadzały nie tęskniliśmy za kostką Bauma. Dzięki uprzejmości pracownika Domu kultury (prywatnie poety i aktora amatora) obejrzeliśmy wnętrza dwóch willi z początku XX wieku. Willi Mikołaja Dębickiego przy ul. Łesi Ukrainki 60. Kiedyś był to Dom Pioniera, teraz zachował podobny charakter. Wewnątrz zaskoczył nas dobry stan wystroju wnętrza: sztukateria, piece z oryginalnymi kaflami. Podobnie dobrze prezentowało się wnętrze wybudowanej w 1900 r. Willi Domańskiego, ul. Ł Ukrainki 38. Od 1921 r. mieściła się tam Polska Szkoła Pracy im. F Dzierżyńskiego, zlikwidowana pod koniec lat dwudziestych wraz ze zmianą polityki wobec mniejszości narodowych (tyż ciekawa historia). Obecnie funkcjonuje tam ukraińska biblioteka dla dzieci. Kafle w piecach sprawiały wrażenie oryginalnych.
Trochę rozczarowała nas starówka. Mimo pięknego otoczenia, prowadzone roboty restauracyjne (i na wielką skale rekonstrukcyjne !) odbierały jej klimat. Znacznie sympatyczniej było na niższych uliczkach, czyli bliżej Smotryczy. U góry do pozytywnych wyjątków można zaliczyć katedrę katolicką św. Piotra i Pawła wraz z jej starannie zaaranżowanym otoczeniem. Przy czym część zgromadzonych eksponatów pochodzi z okolicznych cmentarzy i kościołów, m.in. będąca piękną ozdobą wnętrza katedry rzeźba nagrobkowa Laury. Piękna (z charakterem) jest widoczna z daleka wieża kościoła ormiańskiego, nie rażąca zbytnią nowością poremontową. Ciekawostką mogą być piękne kraty w arkadach muru okalającego kościół. Na zdjęciu z początku XX wieku żadnej kraty w tych arkadach niebyło. Zdjęcie znalazłem w doskonałej książce Kamieniec Podolski miast-legenda Z Bania i M Wiraszka (Neriton 2001). W tym kompleksie poormiańskim mieści się warte odwiedzenia muzeum archeologiczne z ciekawymi eksponatami już na dziedzińcu, które doskonale nadają się do sfotografowania ale najpierw wypada uiścić specjalną opłatę (wcale nie taką małą).
Jeśli chodzi o świątynie prawosławne. Naszą uwagę przyciągnęła kryjąca się wśród wysokich drzew biała sylwetka cerkwi usytuowanej na niewielkim wzgórzu nieopodal Nowego Mostu. Była to zrekonstruowana dziewiętnastowieczna świątynia w stylu neobizantyjskim p.w. Aleksandra Newskiego. Wzniesiono ją poza starym miastem na Nowym Planie - dzielnicy powstałej po wybudowaniu mostu nad jarem. W latach trzydziestych cerkiew wysadzono w powietrze a teren zniwelowano. Resztki fundamentów schowano pod warstwą asfaltu. W 1990 r. był tam jedynie placyk, na którym grupa wiernych zbierała się w miejscu gdzie niegdyś na usypanym wzgórzu stała sobór. Teraz świątynia lśni nowością. Piękny wystrój wnętrza, na pewno nie należący do skromnych, nie epatuje jednak bogactwem. Na co dzień gdy prawosławni przychodzą pomodlić się przed ikonami, jak i w trakcie liturgii (z niezłą frekwencją) panuje tam nastrój skupienia religijnego.
Zwiedziliśmy oczywiście także Zamek. Idąc od strony starówki przez Most Turecki trzeba przyznać że prezentuje się bardzo fotogenicznie. Wewnątrz największą atrakcją okazało się pokonywanie korytarzy znajdujących się w murach. Korytarze łączyły baszty z okien których roztaczały się piękne widoki (nie można ich przegapić !) na starówkę i jar. Ale chyba większe wrażenie wywarł na nas zejście po schodkach z Tureckiego Mostu i powrót przez jar skąd roztaczał się widok na zamek i Turecki Most. Do naszego lokum wróciliśmy przez Ruskie Folwarki, mające posmak sielankowo wiejskich przedmieść. Dochodziliśmy do nich kilkakrotnie w trakcie spacerów ulubionymi uliczkami „naszej” okolicy, czyli Nowego Planu. Słowo spacer nie jest właściwe, to właściwe było ciągłe chłonięcie tego co się tam odczuwało, tej subtelnej atmosfery. Kilka osób pytało nas nawet czy może nie chcemy kupić domu lub mieszkania.
W leżących po drugiej strony starego miasta Polskich Folwarkach byliśmy tylko raz, bo były od nas dość daleko. Przywiodła nas tam z oddali widoczna piękna sylwetka Cerkwi św. Jerzego z niebieskimi kopułami ale z bliska nie okazała się aż tak zachwycająca ze względu na trwające prace remontowe. Polskie Folwarki pozostały więc dla nas jeszcze nieodkryte.
Nie można też nie wspomnieć o miejskim bazarze mieszczącym się obok dworca autobusowego będącym dla nas samą w sobie atrakcją. Chyba najlepszy biały ser jaki jadłem w życiu pochodził właśnie od tamtejszej handlarki.
Wybraliśmy się również na kamieniecki cmentarz przy Gruszewskiego. Spacerując wśród grobów tonących wśród zieleni co jakiś czas natrafialiśmy na groby z popiersiami osób pochowanych, co w zestawieniu z tą bujną zielenią wyglądało bardzo malarsko. Majaczące postacie wśród zarośli. Jedyną spotkaną osobą okazała się mieszkająca w Kamieńcu Polka. Opowiedziała nam, że opiekuje się tu grobem na prośbę dalekiej kuzynki mieszkającej gdzieś w Rosji. Ona wróciła do Kamieńca dopiero kilka lat temu i nie znalazła już grobów swojej rodziny. Wskazała nam także jeden z murów cmentarnych na którym ludzie dość spontanicznie umieszczają tabliczki upamiętniające osoby które zostały pochowane na tym cmentarzu w bezimiennych grobach w trakcie represji. Miejsce na którym odbywały się te pochówki już nie należy do cmentarza . Teren cmentarza zmniejszono w latach siedemdziesiątych.
Niedaleko za cmentarzem jest wybudowany w latach siedemdziesiątych XX w. największy i najwyższy w Kamieńcu most nad jarem (jedzie się tamtędy do Chocimia). Chyba nie trzeba przekonywać, że spacer ponad Smotryczą na wysokości 54 metrów robi duże wrażenie i jest co fotografować.

Zrobiliśmy sobie też całodzienną wycieczkę do Chocimia. Z marszrutki wysiedliśmy po przejechaniu mostu na Dniestrze. Kierowca uprzejmie pokazał nam wiejską drogę, którą mieliśmy dojść do twierdzy. Dojście zajęło nam ponad pół godziny i nawet nieco nas zmęczyło. Obejrzeliśmy twierdzę od strony południowej i zachodniej oraz oczywiście od wewnątrz. Doszliśmy do wniosku, że jednak twierdza lepiej prezentuje się z zewnątrz, szczególnie z okolicznych wzgórz, skąd roztaczał się także wspaniały widok na Dniestr. W drodze powrotnej poszliśmy w kierunku śródmieścia Chocimia (miasto powiatowe). Po drodze obejrzeliśmy ciekawy pomnik ukraińskich bojowników walk o Chocim z 1918 r. Do marszrutki wsiedliśmy w centrum miasta na nie oznakowanym przystanku. Znaleźliśmy go dzięki życzliwości ludzi, którzy wskazali nam to miejsce gdzie należy czekać na przejeżdżającą marszrutkę.
Po tygodniowym pobycie nie chciało się nam wyjeżdżać z Kamieńca, przez następny tydzień mielibyśmy gdzie chodzić i co oglądać. W ogóle zabrakło nam czasu na poznawanie okolicznych klimatów poza samym Kamieńcem, w szczególności jaru, który według przewodnika stawał się coraz głębszy w miarę zbliżania się do ujścia Smotryczy do Dniestru.

Do Czerniowców (niektórzy piszą Czerniowiec) dojechaliśmy autobusem w ciągu 3 godzin. W Czerniowcach taksówka dowiozła nas do zarezerwowanego przez booking Hotelu Koral, 3 piętrowego bez windy. Nasz pokój (niewielki ale z klimatyzacją) mieścił się na najwyższej kondygnacji. Wniesienie walizek było wiec pewnym wyzwaniem ale jakoś tam poszło. W Czerniowcach usłyszeliśmy powiedzenie Bukowina to nie Ukraina. Według nas potwierdziła się też opinia przeczytana w którymś z przewodników, że niejeden kraj chciałby mieć taką stolicę. Dziewiętnasto wieczne centrum jest bardzo piękne. Zaprojektowana prze Czecha J. Hlavkę w 1880 roku siedziba Prawosławnego Biskupa Bukowiny i Dalmacji (obecnie Uniwersytet) jest perełką w każdym detalu. Także według projektu Hlavki Kościół Ormiański (obecnie sala koncertowa) także robi wrażenie. Z największym podziwem oglądaliśmy Cerkiew Prawosławną ze spiralnie skręconymi wieżami (tzw. Pijaną) którą wzniesiono w 1939 roku (!). Niedaleko usytuowana także przy ul. Ruskiej Cerkiew Unicka Wniebowzięcia, a dokładnie stołówka znajdująca się na jej terenie okazała się dobrym miejscem gdzie można niedrogo coś zjeść. Żeby było oryginalniej, to w tej samej stołówce dostawali bezpłatne posiłki starsi wiekiem parafianie. Były to starsze schludnie się prezentujące osoby. Ich twarze były dla nas trochę jak lekcja historii Ukrainy. Nie wiem czy ich menu było takie same jak nasze ale nasze posiłki były bardzo smaczne.
Zdarzyły nam się także gratki nieprzewodnikowe. Idąc z naszego hotelu piechotą nad Prut trafiliśmy do starego prawosławnego Monastyru w Horeczy (obecnie dzielnica Czerniowiec - na przedłużeniu ul. Symferopolskiej). XVIII-wieczna Cerkiew Narodzenia Bogurodzicy o charakterze obronnym zbudowana została na miejscu drewnianej budowli. Barokowy dach zwieńczono siedmioma różnej wielkości kopułami (styl rosyjski). Największe wrażenie wewnątrz wywarły na nas piękne freski z XVIII w. i modlitewna atmosfera stworzona przez zakonników uczestniczących w wieczornej służbie (odpowiednik katolickiego nabożeństwa).
Oczywiście na Prut też należało popatrzeć. Rzeka nieuregulowana, dość szeroka, choć niby płytka, ale miejscami zdradliwie głęboka.
Przeżyciem okazało się zwiedzenie zjawiskowo pięknego, starego cmentarza (!), z grobami polskimi, niemieckimi, rumuńskimi i oczywiście ukraińskimi. Niestety zabrakło nam już czasu na pochodzeniu po osobnej części żydowskiej, chyba jeszcze czekającej na rewitalizację.
Jedno przedpołudnie spędziliśmy na czerniowieckim bazarze o nazwie „Kołyniwski Rynok”, który uchodzi za największy ukraiński bazar. Ponoć przychodzi tam dziennie 50 tys. ludzi.

Po tygodniu spędzonym w Czerniowcach przemieściliśmy się marszrutką do Iwano Frankowska, po ukraińsku Iwano-Frankiwska. Autobus wyruszył po dwunastej. Do Kołomyi było bardzo tłoczno, potem się rozluźniło. O czternastej z minutami dotarliśmy do Iwano Frankowska, po ukraińsku Iwano-Frankiwska, do 1962 r. Stanisławowa. Zamieszkaliśmy w Hotelu Dnister, czyli Dniestr mieszczącego się w stu letnim budynku usytuowanym na obrzeżach starówki, nie wszystko w nim może całkiem działało ale miał niepowtarzalny klimat. Zaproponowano nam niedrogo na 4 piętrze dwu pokojowy apartament z gabinetem pięknie umeblowanym i wyposażonym nawet w stylową porcelanę ale bez czajnika i kilkoma olbrzymimi oknami, które należałoby jak najszybciej wymienić. W związku z brakiem czajnika, czyli brakiem możliwości wykorzystania porcelany z gabinetu wybraliśmy jednak tańszy wariant (220 hr.): także położny na 4 piętrze duży i ładnie umeblowany pokój. Okna niestety były w takim samym nienajlepszym stanie. Co do czajnika potem okazało się, że była możliwość pożyczania czajnika z recepcji. Wielkim atutem był widok z okien na starą zabudowę no i historia tego gmachu. Budynek powstał 1913 r. W styczniu 1919 zapadła w nim decyzja o połączeniu Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej z Ukraińska Republiką Ludową (tej Petlury).
Iwano Frankowsk (Stanisławów) zwiedzaliśmy od sobotniego popołudnia do środowego popołudnia. Jeśli chodzi stronę ekumeniczno-religijną. Uczestniczyliśmy w 1,5 godzinnej liturgii (służbie) w pięknym prawosławnym soborze Święto-Pokrowskim (Ochrony Bogarodzicy), dawnym kościele ormiańskim, XVIII w, włoski barok. Byliśmy zachwyceni wspaniałym śpiewem duchownych - poziom naszego Ładysza. Konkurująca z nią cerkiew unicka, Zmartwychwstania (XVIII-wieczny kościół pojezuicki w stylu barokowym), wyróżnia się pięknym wielopiętrowym ikonostasem ale nie ma w wykończeniu wnętrza takiego (parmeńskiego) bogactwa, może zabrakło mi tej prawosławnej metafizycznej poetyckości, na którą w ostatnich latach uwrażliwiliśmy się jakoś szczególnie. Klimaty obrządku bizantyjsko-ukraińskiego to jest jednak coś innego, co też być może czeka na bliższe poznanie.
Z zabytków dwudziestowiecznych na zapamiętanie zasługuje ratusz w stylu konstruktywistycznym z początku lat trzydziestych. Ciekawym przeżyciem było poznanie rowerzystki ubranej w strój huculski Rusany Ostapowicz (Русана Остапович), która zaprosiła nas do swego domu, żeby pokazać pełną szafę oryginalnych łemkowskich ubrań zebranych przez nią w karpackich wsiach. Niektóre z nich miały ponoć ponad sto lat. Na pożegnanie podarowała nam tomik swojej poezji.
Podsumowując wrażenia z Frankowska, przede wszystkim trzeba zaznaczyć odczuwalną odmienność Frankowska, od innych części Ukrainy, nazywanego czasem najbardziej ukraińskim miastem. To nie jest już postsowieckie miasto z rosyjskim sentymentem. Dla Polaków specyficznym smaczkiem natury politycznej są portrety patronów ukraińskich nacjonalistów wiszące na murze kamienicy przy jednym z głównych placów miasta, a także ulica Stefana Bandery i to w śródmieściu przy teatrze. W okolicy teatru jest jeszcze jedno miejsce powodujące głębsze refleksje. Tuż za teatrem jest teren na którym kiedyś był stary cmentarz. W latach siedemdziesiątych gdy powstawał hotel Nadia ponoć mocno zdewastowany już cmentarz zamieniono na park, w którym pozostawiono 3 okazalsze groby. Tak się złożyło, że są to polskie groby. Obecnie obok grobów małe dzieci przychodzące tam na spacer z matkami bawią się lub grają w piłkę. (Przypomniał mi się w tym miejscu Kołobrzeg gdy próbowałem znaleźć niemieckie groby sprzed 1945 r.) Koloryt ukraiński jednak jest specyficzny. Niby park a nie cmentarz, ale jednak pamięć pochowanych uczczono. W środku parku jest kaplica cerkiewna w której duchowni odprawiają nabożeństwa. Ponadto w bramie od strony teatru umieszczono niewielkie dzwony nawiązujące do architektury sakralnej.
Jeśli chodzi o kulinarne odmienności od innych części Ukrainy. Okazało się, że w Frankiwsku nie ma tradycyjnych ukraińskich dużych pierogów z ziemniakami lub grochem, które jadałem z wielką przyjemnością w innych ukraińskich miastach. A w jednej z restauracji gdy zamówiliśmy po obiedzie herbatę usłyszeliśmy, że zwyczaj picia herbaty jest rosyjską naleciałością i teraz już u nich nie ma herbaty. Jest kawa, soki. Z alkoholi zauważyłem, że wzięciem cieszyły się jakieś likiery.
Pobyt na Ukrainie zbiegł się z gorącym okresem kampanii wyborczej do tamtejszego parlamentu. Byliśmy zadziwieni wielką liczbą bilbordów komitetów wyborczych startujących w wyborach. Podobnie było z płatną reklamą w TV. W telewizji było także dużo debat przedwyborczych ale dla odmiany liczne na Ukrainie audycje satyryczne skrzętnie omijały tematykę wyborczą.

Do Warszawy wróciliśmy autobusem ukraińskich linii międzynawowych, tym razem także jako jedyni Polacy. Wyjechaliśmy o 17.50. Przed zmierzchem zdążyliśmy jeszcze popatrzeć na Halicz, Rohatyń (Рогатин) i kilka mniejszych ładnie prezentujących się niewielkich miejscowości z kościołami na wzgórzach. Droga do okolic Lwowa prowadziła przez uroczy teren z niewysokimi łagodnymi wzgórzami, najczęściej wykorzystanymi na uprawy rolne. Specyficznego romantycznego charakteru dodawały snujące się dymy z ognisk. W porównaniu z trasą przez Brzeżany i Buczacz drogi tu były znacznie lepszej jakości. Autobus jechał szybko niczym pojazd uprzywilejowany, w razie potrzeby trąbiąc na stare pyrkoczące łady, żeby zjeżdżały z drogi. Do Lwowa nie wjeżdżaliśmy. Granicę przekroczyliśmy znowu w Hrebennym. Formalności graniczne tym razem trwały aż 4 i pół godziny. W trakcie kontroli celnej po polskiej stronie wytypowano do sprawdzenia jedną z dwóch naszych walizek. Po jej zeskanowaniu celnik zapytał się jakie wieziemy świeczniki. Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że lichtarzyk kupiony za parę hrywien - taki do cienkich świeczek przy ikonach. W sumie z całego autokaru celnik wybrał do kontroli 3 walizki. Znaleźliśmy się więc w bardzo „uprzywilejowanej” grupie. Przypomnieliśmy sobie wówczas Antykwariat w Czerniowcach w którym długo zastanawialiśmy się nad kupnem pięknego szklanego świecznika z początku XX wieku (huta z okolic Moskwy). W Warszawie byliśmy przed piątą rano


Ukraina ma w sobie coś nieokreślonego, ale to coś wydaje się być sympatyczne, całkiem inne niż stereotypy na ten temat rodem znad Wisły. A z drugiej strony, dla Polaków to trochę jest jak świat równoległy, inny niż ten polski. I wcale nie jednoznacznie gorszy od naszego tego „europejskiego”. Ukrainę należy oczywiście także zwiedzać dla zabytków, których tam nie brakuje, dzięki skomplikowanej, burzliwej historii tych ziem. To był już mój 5 wyjazd na Ukrainę i mam nadzieję, że w przyszłym roku na miarę możliwości turysty po sześćdziesiątce zagłębie się gdzieś w ukraińskim mateczniku na Zaporożu.

Zdjęcia

UKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / Jar o zachodzie UKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / Nowy MostUKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / Polska BramaUKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / Baszta Batorego (1585 r.) UKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / Katolicka katedra z minaretemUKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / ZamekUKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / Most TureckiUKRAINA / Podole / Kamieniec Podolski / Klimaty KamieńcaUKRAINA / Bukowina / Chocim / TwierdzaUKRAINA / Bukowina / Czerniowce / Piękno CzerniowcówUKRAINA / Bukowina / Czerniowce / Najpiękniejszy róż w mieścieUKRAINA / Bukowina / Czerniowce / Ulica RuskaUKRAINA / Bukowina / Czerniowce / Fascynująca cerkiewUKRAINA / Bukowina / Czerniowce / Kościół ormiańskiUKRAINA / Bukowina / Czerniowce / Czerniowiecki cmentarz UKRAINA / Galicja / Iwano Frankowsk / Kościół ormiańskiUKRAINA / Galicja / Iwano Frankowsk / Ratusz Polski z okresu międzywojennegoUKRAINA / Galicja / Iwano Frankowsk / Poetyckie klimaty UKRAINA / Galicja / Iwano Frankowsk / Hotel DnisterUKRAINA / Galicja / Iwano-Frankiwsk / Park-cmentarz

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl