Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Kokurs - z przyjaźnią do Czarnogóry > CZARNOGÓRA


Asiek312 Asiek312 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie CZARNOGÓRA / gmina Budva / wyspa św. Stefana / Kokurs - z przyjaźnią do CzarnogóryJednym z pomysłów na naszą wyprawę był wyjazd do Czarnogóry, kraju może nie tak rozsławionego jak inne kraje leżące nad Adriatykiem, lecz bardzo interesującego.
Nasza praca opisuje tygodniowy wyjazd, w czasie którego zwiedziłyśmy takiej miasta jak Budva, Cetinje, Kotor, Zabliak, udało nam się również podziwiać Park Narodowy Lovćen. Zapraszamy do lektury!

Aśka- uffff…. skończyłam sesje! Nie, nie zdjęciową… trzeci rok studiowania za mną, a czwarty zacznie się za niespełna miesiąc … trzeba wypocząć
Agata - wreszcie ukończony staż …tak się cieszę! dwa lata ciężkiej pracy, teraz przyszedł czas na … wakacje
To gdzie jedziemy??
Mało czasu, chciałoby się zaplanować wyjazd z wyprzedzeniem, jednak jak zwykle żeby nie tracić wolnych dni trzeba się szybko zdecydować i pakować!
To gdzie jedziemy???
…….Włochy?
………….Grecja?
………………Hiszpania?
…………………….Portugalia?

Ma być ciepło, warunki mają sprzyjać wypoczynkowi, odprężeniu, mamy naładować swoje akumulatory i wydać nie więcej niż wartość wypłaty miesięcznej studenta  1500 zł?
– marzenia, chyba z księżyca spadłyście- podsumowała nasze plany racjonalistka – kochana siostra.
Jedźmy już… już to znaczy natychmiast.
I pojechałyśmy- my przyjaciółki do …Czarnogóry .
Czemu tam?? Hmm, nie wiemy, coś nam podpowiadało (kobieca intuicja?), że właśnie tam spędzimy niezapomniane chwile.
Jest wrześniowy ranek 2011 roku. Jedziemy na Regionalny Dworzec Autobusowy w Krakowie, gdzie czeka na nas autokar. Wyjeżdżamy z Polski i po pokonaniu bez mała 1500km, jadąc przez Czechy, Austrię i Chorwację, trafiamy do Czarnogóry.


Jesteśmy na miejscu, w Velji Vinogradi Budva. Zabukowałyśmy wcześniej hostel, pokój całkiem, całkiem, mamy balkonik, lodówkę i łazienkę. W łazience, co prawda kran przykręcony jest na ‘słowo honoru’, na szafkę nad umywalką też trzeba będzie uważać, jeden nieopatrzny ruch a wszystko leży. Śrubek mocno się tu nie przykręca… trzeba być czujnym, to już wiemy. Chcemy zobaczyć okolicę więc wkładamy nasze letnie ciuchy (innych nie mamy), klapki i idziemy na plażę. Jesteśmy spragnione słońca, ciepełka i leżenia plackiem na gorących kamykach. Idziemy! Yyy plaża piękna, kamienista a morze bajka… szybka decyzja – wchodzimy do wody. Od razu po przybyciu! Słychać głos racjonalistki – wariatki! (to siostra myśli tak o nas)! W jednej chwili niebo robi się czarne, zaczyna padać deszcz, fale przybierają na sile i wysokości . Niestety pierwsza nasza kąpiel w morzu kończy się ucieczką pod najbliższą altankę. Zanosi się na coś poważniejszego, zaczyna mocno wiać, wszystko co do tej pory stało – lata. Kosze na śmieci, wydawało by się, że trochę sobie ważące- zostają porwane przez wicher. Zanosi się na burze w Budvie. My na całe szczęście schowałyśmy się pod, jak na razie trzymającą się mocno altanką, ile jeszcze wytrzyma – tego nie wiemy. Czy się boimy- nie, ale nie podoba nam się to i jest zimno. Opatulamy się w ręczniki i przeczekujemy nawałnicę. Nie jest źle – z natury optymistki nie tracimy nadziei na słońce (wszakże najpiękniejsze przyjaźnie mogą i często zaczynają się burzliwie).
Ale tak jak po każdej nocy nastaje dzień, tak i po tej ulewie nastało słońce. Wieczorkiem postanowiłyśmy zwiedzić miasto. Idziemy najpierw do informacji turystycznej, gdzie bezpłatnie otrzymujemy mapy. Mapa nie ma nazw ulic, są za to trójwymiarowe rysunki zabytków i przypisane im numery. Jak z taką mapą dojść do celu? o tym musimy się przekonać. Idziemy.
Budva to jedno z najstarszych miast adriatyckich, liczy ponad 2500 lat. Legenda opowiadana przez miejscowych głosi, że Budva została założona przez Kadmosa. Ten fenicki heros, zmierzał do Delf, w poszukiwaniu siostry porwanej przez Zeusa. Wyrocznia delficka kazała mu iść za napotkaną w polu jałówką i założyć nowy gród tam, gdzie ona się zatrzyma. Jednym z jego postojów była właśnie dzisiejsza Budva. Dwie starożytne cywilizacje zostawiły tu wiele śladów: Grecja i Rzym. Później Budva była we władaniu Wenecjan, którzy rządzili tu prawie 400 lat. Pozostałością po ich dokonaniach są między innymi mury obronne okalające stare miasto … od razu nasuwa nam się myśl - a może by tak wspiąć się na nie i z tej perspektywy zobaczyć tętniące życiem centrum miasta? Tym razem rozsądek wziął górę (siostra będzie zadowolona), zostajemy w poziomie morza, bo mocny wiatr mógłby zdmuchnąć, trochę wymęczone już podróżą nasze wątłe ciała).



Znajdujemy się w labiryncie wąskich uliczek i z ogromną przyjemnością zastanawiamy się nad tym, jak wyglądało życie Czarnogórców w przeszłości. Przystajemy pod jedną z kamienic … a tu podchodzi do nas trębacz i oto efekt:


Zrobiło się już ciemno trzeba znaleźć drogę powrotną? Jak to zrobić? Odpowiedź prosta- spotkać ‘człowieka stąd’. Za ‘wszystko mającymi’ straganami spotykamy starszego pana, który jak się okazuje już po chwili, nie tylko wskazuje nam drogę ale także zna historię Polski. Mieszkał przez pewien czas swojego życia w Nowej Hucie, lubi Polaków. A my zaczynamy lubić Czarnogórców. Zadziwia nas, ile ten człowiek wie- rozmawiamy dobre 30 min. – bezcenne.
Wnioski z pierwszego dnia, rady:
- jeśli jedziesz w ciepłe klimaty pakuj również ciepły sweter włącznie z kurtką przeciwdeszczową
- śrubokręt- też może się przydać
- mapa to nie wszystko- liczy się orientacja w terenie i umiejętność nawiązywania kontaktów
- przyda się również szczęście do ludzi


W naszym apartamencie przyjmuje nas bardzo sympatyczny człowiek, który już po drugim dniu pobytu mówi do nas ‘moje córy’ i po obiadokolacji, raczy rakiją. Rakija- otrzymywana przez destylację przefermentowanych owoców, jest uważana za narodowy napój południowosłowiańskich krajów. Jest to mocny trunek ma około 45-50% i jak mówił nasz gospodarz dobrze wpływa na trawienie- o tym przekonałyśmy się podczas kolacji. Rakija może być wytwarzana ze śliwek lub z innych owoców: fig, moreli, pigw, brzoskwiń, winogron. A jak przystało na kraj, w którym panuje ciepły klimat, owoców jest tu dostatek. Człowiek w tym mieście z głodu nie zginie, same się o tym przekonałyśmy, chodząc na ‘polowania’. Nasze ‘polowania’ dostarczały nam nie tyle jedzenia, co radości i dobrego humoru (chcemy tu wyraźnie zaznaczy, że były one pozbawione jakiegokolwiek uszczerbku na wyglądzie miasta).
Tak więc było: ‘polowanie na granaty’:

Było ‘polowanie na winogrona’:

Polowanie na winogrona- to gruba sprawa, otóż przed wejściem do naszego budynku, gdzie mieszkałyśmy była altanka, a na niej pełno białych winogron. Stwierdziłyśmy, że jeżeli ich nie zerwiemy to się zmarnują (były już mocno dojrzałe). Na nasze szczęście altanka była nad murkiem, przyciągnęłyśmy więc stół pod murek, na stół krzesło na krzesło Agata i winogrona- nasze. Co to była za uczta! Tak słodkich i soczystych winogron nie miałyśmy wcześniej w ustach.
Wnioski:
Patrz, bo to co widzisz może stać się Twoim pożywieniem
Patrz, bo to co zapamiętasz to Twoje
Patrz i czytaj, bo jeśli braknie Ci pieniędzy to może zarobisz w pobliskim butiku?:

Trzeciego dnia przechadzając się wzdłuż plaży Slovenskej mijamy wiele restauracyjek na świeżym powietrzu. Można tu posłuchać muzyki, zjeść, napić się, potańczyć. Zatrzymujemy się przy Restauran Vila Manjlović, coś nam mówi (znowu zadziałała intuicja kobieca), że mamy tu usiąść i posłuchać jak śpiewają… słuchamy. Na scenie, jak później się dowiemy, śpiewa Bosco O. Jego gra na keyboardzie na pierwszy rzut oka nie wydaje się niczym zachwycającym, połączona jednak z magicznym śpiewem jest urzekająca. Co jeszcze zachwyca. Już wiemy! To oczy wykonawcy, potrafią zaczarować- nas zaczarowały. Śpiewak ma niesamowity kontakt z publicznością, dzięki temu czujemy się tu tak dobrze. Postanawiamy- zostajemy. Później się okazuje, że będziemy tu przychodziły co wieczór, przez cały nasz pobyt w Budvie.

Jest trzeci dzień: Restauracja Vila Manjović siedzimy, słuchamy piosenek, dwa stoliki dalej grupa turystów z Rosji – świętują urodziny jednego z uczestników, śpiewają, proszą nas do tańca, my odwdzięczamy się zaśpiewaniem „Happy birthday”. Na zakończenie wieczoru, nieoczekiwana niespodzianka - dostajemy po róży od szarmanckiego Rosjanina. Hmm, żyć nie umierać… tańczyć i śpiewać.
Z językami czarnogórskim lub serbskim nie miałyśmy wiele wspólnego przed wyjazdem. Na szczęście wzięłyśmy ze sobą przewodniki z podstawowymi zwrotami. Naszą prośbą „I’d like one beer in two čaša (z serbskiego - szklanka) ” rozbawiłyśmy kelnera do łez.

Zaprzyjaźniamy się z piosenkarzem – Bobim. Jest bardzo miły i dedykuje nam piosenki. Jesteśmy zaczarowane. Okazuje się, że oprócz pięknego głosu ma on też dar do ‘naprawiania’ wad postawy. Jest chiropraktykiem (narodni kiroprakticar), czyli zajmuje się terapią manualną i uwalnia od bólów kręgosłupa. Nas też uwolnił. (Czytelnik w tym miejscu mógłby pomyśleć, że ma do czynienia z niespełna rozumu, lekkomyślnymi istotami. Pozwolić leczyć w sposób niekonwencjonalny wadę postawy, w obcym kraju – to brzmi naiwnie. Jednak przemyślałyśmy wcześniej za i przeciw i ryzyko opłaciło się – o tym racjonalistka nie wie, dbamy o jej zdrowie).
Miastem, które na pewno trzeba zwiedzić będąc w Czarnogórze jest Kotor. W przewodnikach opisywane jest jako jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w południowo-wschodniej Europie. Stare miasto otoczone jest średniowiecznymi murami miejskimi, które łączą się z twierdzą św. Jana (Tvrdjava Sv. Ivan) na Samotnym Wzgórzu o wysokości 260 m n.p.m.

Z przyjemnością spędzamy 2 godziny przechadzając się wąskimi, krętymi uliczkami, mijając nieregularne place, świątynie i budynki w stylach romańskim, gotyckim, renesansowym i barokowym.
Cerkiew Matki Boskiej od Zdrowia (Gospe od zdravlja), cerkiew św. Łukasza (Sv. Luke) z XII wieku, gotycki Pałac Drago to tylko przykłady zabytków starego Kotoru.
Warto zwiedzić Katedrę Św. Trytona, świątynię powstałą w XII w. Patrząc od razu rzucają się w oczy dwie renesansowe wieże z XVII wieku. Wchodząc do środka możemy podziwiać bogaty skarbiec, ze znajdującymi się w nim m.in. krzyż, którym legat papieski ojciec Marco d'Aviano błogosławił wojska Jana III Sobieskiego pod Wiedniem.




Osobliwością miasta są również wałęsające się za turystami wychudzone… koty. Stworzonka te stanowią jakby żywy element miejsca.

Znowu wracamy serpentynami. Jedna z nich, znajdująca się nad Kotorem (jadąc w stronę wsi Njeguši) – przybiera kształt litery M.

Jest to hołd budowniczego Josipa Slade dla czarnogórskiej księżniczki Mileny Serpentyny.
Widok na Bokę Kotorską zapiera dech w piersiach. Miałyśmy okazję się o tym przekonać jadąc z Cetyni, dawnej stolicy Czarnogóry. Droga wije się krętymi serpentynami, zboczem masywu Lovcen, aż do przełęczy Krstac (926 m n.p.m.). Osobom cierpiącym na lęk wysokości –nie polecamy. Poboczy praktycznie tu nie ma, różnica wysokości spora, a drogę upodobały sobie wałęsające się samopas krowy.


W Czarnogórze przeważającą część powierzchni zajmują tereny górzyste m.in.: Durmitor, Lovćen i Góry Północnoalbańskie, dlatego postanawiamy zobaczyć tzw. Kaniony Czarnogóry, a właściwie uszczknąć choć fragment górskiego klimatu. Te doliny erozyjne są wyżłobione w północnej i wschodniej części Czarnogóry przecinają Góry Dynarskie. Jedziemy tam autokarem, pokonując liczne serpentyny i docieramy do miejscowości Žabljak, będącej turystycznym centrum Dormitoru. Dla osób rządnych wrażeń okolica to oferuje atrakcje takie rafting, wspinaczkę górską czy stoki narciarskie, dość długo otwarte w ciągu roku.
Najdłuższą, znajdująca się w Parku Narodowym Durmitor rzeką Czarnogóry (149 km.) jest Tara. Tara tworzy przełom, płynąc wąską i głęboką doliną. Malowniczy krajobraz i fakt, że jest to najgłębszy w Europie i jeden z najgłębszych na świecie kanion (m.in. po kanionach Cotahuasi i Colca w Peru oraz Wielkim Kanionie Kolorado w USA) robią na nas wielkie wrażenie. Mamy możliwiwość napawać się widokiem z mostu Đurđevicia – robimy zdjęcia, by upamiętnić te chwile.

Będąc w Parku Narodowym Durmitor widzimy endemiczne porosty, świadczące o czystym powietrzu. Tak oto wyglądają:



Wniosek z tego dnia:
Przyjedź w góry Czarnogóry, co najmniej na tygodniowy trekking!

Wyspa Świętego Stefana
Od schronienia dla piratów, poprzez fortece zamieszkiwaną przez rybaków przemieniła się w ekskluzywny hotel… zwykłe śmiertelniczki, do których należymy nie mają szans przedostać się przez most łączący ląd z wyspą. Musiałybyśmy być Sofią Loren czy Claudią Schiffer… nie, nie będziemy jednak płakać z tego powodu, wystarczy nam plaża z widokiem na wyspę. Widzimy skupisko kamiennych domków z czerwonymi dachami a co jeszcze kryje wyspa w środku? Mamy wyobraźnie i właśnie po to zamykamy oczy, żeby się tam znaleźć. Samo zwiedzanie wyspy możliwe jest za po zapłaceniu eleganckiemu panu w garniturze 7 Euro, my jednak wybieramy tego dnia leżakowanie na plaży, zostawiając ostatnie pieniądze na powrót.

Ceny nie dla zwykłych zjadaczy chleba

I tak oto, po całym dniu spędzonym przy wyspie, opalone i zadowolone wracamy do Budvy, by po raz ostatni wieczorem przejść się uliczkami starego miasta. Naładowane pozytywną energią, z uboższym o prowiant, a bogatszym o wrażenia bagażem będziemy jutro opuszczać Czarnogórę. Już nie tylko w oparciu o informację zawarte w przewodnikach czy opowiadania znajomych, możemy z pełną odpowiedzialnością polecić Czarnogórę jako pomysł na urlop.

Autorki pracy:
Joanna Florek
Agata Kużdżał


Zdjęcia

CZARNOGÓRA / gmina Budva / wyspa św. Stefana / Kokurs - z przyjaźnią do CzarnogóryCZARNOGÓRA / gmina Kotor / Boka Kotorska / Kokurs - z przyjaźnią do Czarnogóry

Dodane komentarze

Goska Bloggerka dołączył
19.01.2013

Goska Bloggerka 2013-06-02 01:11:17

Czarnogóra jest cudowna. Też spisałam swoje wrażenia z podróży po tym przeuroczym kraju na http://swiatoczamigoski.blog.pl/

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl