Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Kirgistan część 4 > ABCHAZJA, KIRGIZJA


benbm benbm Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie WĘGRY / Węgry / Węgry / WiśnieJeśli wciągneła Was relacja z ostatniej podróży Hajera, to zapraszamy do lektury 4 już cześci!

JADYMY

No dusza mała bo emerycka, śmieję się w głos czym wprowadziłem milicjantów w dobry nastrój. A w policji to gdzie słyszę pytanie, drogówka – a to ty bogaty pieniądze same do ręki wpadają, odpowiadam że u nas nie biorą pieniędzy do ręki, nic z tego nie rozumieją – policjant i nie bierze kasy to chore słyszę w odpowiedzi.

Nie szwendać się po nocy bo w nocy tylko ku.wy i złodzieje po mieście się snują, tak na marginesie o legitymację milicyjną nie pytają.

Szybkie dobranoc z mojej strony do spotkanego Polaka – on wyciąga maszynerię i stuka w klawiaturę. Rano kawa i pytam go czy nie ma ochoty wybrać się ze mną do parku narodowego Ała Arcza. Wiesz poczytałem o tobie i lepiej będzie dla mnie jak pojadę zaraz z rana dalej, w pierwszy dzień o mały włos a został bym zamknięty -zgwałcony. Jak na jeden dzień z Hajerem starczy przygód, a z drugiej strony ciekaw jestem co jeszcze by nas razem spotkało. Uścisk dłoni i zostaję sam na sam z Matyldą. Nie tak do końca sam bo w norce Namads jest kilka osób czekających jak ja na wizy. Jakiś helmut który rano rozpoczyna ćwiczenia bokserskie w monecie kiedy młode pensjonariuszki wychodzą z namiotów udając się do toalety lub kuchni. Wciąga wielki brzuch i kątem oka patrzy czy go podziwiają za tatuaże i pokaz siły, helmut jest z byłej DDR. Australijczycy, RPA i mieszanka obieżyświatów. To magiczne miejsca gdzie wszyscy dla siebie są uprzejmi i w takiej norce dowiesz się gdzie co i za ile. Pierwsze dwa dni śpię w salce, ale upały pogoniły mnie do namiotu.

Na jednej z prycz dziwny koleś kłóci się z wszystkimi o wszystko, a gdy czuć było zapach „marysi” dostawał szału i straszył policją. To obywatel USA – kiedyś mieszkaniec Warszawy wyemigrował w ’68 z rodziną, mówił ze mną po Polsku ale gdy usłyszał niemiecki dostawał szału. W stanach jest taksówkarzem a tu na wakacjach na trzy miesiące przyjechał bo tanio i wesoło.

Zakupy butli gazowej nie jest problemem bo dostaję namiar na jedyny sklep w całej stolicy. Łatwo trafić bo dokoła rozlokowali się sprzedawcy akcesoriów ze sprzętem rybackim nie daleko pałacu prezydenckiego.

Matylda uzbrojona w bagażniki waży 23kg do tego 27 kg bagażu namiot butle i klamory potrzebne dla przeżycia na kempingu ale mam z sobą buty do wspinaczki. Zapakowany jak tabor cygański ruszam Ala Arha


Pod górę cały czas aż do granic miasta. To pierwsze kilometry, pot zalewa mi oczy i zapach szpitalnej chemii, jest z 40 stopni. Rano pobliskie szczyty zachęcały by je odwiedzić za rogatkami miasta. Chmury zasłoniły góry i tylko pomruk z oddali zbliżającej się burzy każe mi naciskać na pedały.

Kapie więc szukam miejsca na rozbicie namiotu, wszędzie stromo i rwąca rzeka Ala Archa. Mam na liczniku dopiero 22 km ale nie ma wyjścia stawiam namiot obok ludzi skupionych przy ognisku.

Asmow Isman Alier – jestem właścicielem przędzalni a to moi pracownicy, kilka razy w roku jedziemy na piknik, ja za wszystko płacę, jest wino wódka i muzyka na instrumencie o trzech strunach, a utwory wyciskają łzy u kobiet. Większość produkcji sprzedaje w Moskwie, mam długoletnie umowy więc dbam o moich pracowników jesteśmy jak jedna rodzina.
Koce zastawione mięsem chlebem, ale wszyscy czekają na danie główne czyli baranina z rusztu. Deszcz rozpoczyna taniec po moim namiocie,a zasłonka przeciwsłoneczna przecieka więc wszyscy uciekają do samochodów ja do namiotu a ze mą Isman. Urodziło mi się dziecko a raczej Allach m i je podarował, cieszy się jak dziecko, ma 57 lat i biznes mu dobrze idzie. Delikatnie pytam o żonę. Uśmiechną ł się mówiąc, że ma osiemnaście lat miałem kilka pytań,ale ugryzłem się w język. Pożegnał się, zostawiają butelkę jaśka wędrowniczka. Ulewa szalała z dwie godziny i jak szybko przyszła tak i słoneczko wróciło na nieboskłon. Zostaję na noc postanowiłem, ale od razu zjawia się kolejna ekipa. To od nich dowiaduje się,że największą atrakcją tego miejsca jest niesamowity kanion. Pomagają mi opróżnić jasia i o szóstej rano stanąłem u wrót zapowiednika. Cisza nikogo nie mam tylko cennik wystawiony że od osoby 80 sumów, omijam szlaban i dalej radośnie pedałuję. Kolejny szlaban i hotelik z czerwonym dachem. Pytam o miejsce na namiot w odpowiedzi gdzie chcesz tam stawiaj, jeszcze z trzy kilometry asfaltowej ścieżki kilka miejsc z ławkami i piękny widok na rwącą rzekę

Park Narodowy ustanowiono w 1976 r obszar obejmuje 120 tyś hektarów. Nazwa parku to wielobarwny jałowiec. Jałowiec jest niezwykle ważnym drzewem. Dymu z tego drzewa używa się do odstraszania złych mocy, nie buduje się domu w pobliżu jałowca bo wyssie cała energię ludzką przebywających w pobliżu. Ja znalazłem cały zagajnik jałowca i to miejsce dla mnie w sam raz niech wysysa ale tą złą energię której czasami mam nadmiar.

Miejsce cudowne miedzy dwoma rzeczkami Adygene i Ak – Sai. Obok mnie na zboczach rosną sosny, brzozy i cudowne łąki zielone z wyspami pokrytymi kwiatami alpejskimi. Ot raj dla Hajera.

Zostawiam namiot i Matyldę, z tym że Matyldę zapinam do drzewa a „lacie ” stawiam tab by było złudzenie iż ktoś w namiocie jest. Mijam kilka białych jurt i tu zapraszają mnie na kumys. Piję pierwszy raz ten zacny trunek i od tego momentu żadnego piwa kumys o smaku kwaśnego mleka. Cały dzień zeszło mi wędrować przez zieloną dolinę, podziwiam bielące się szczyty okolicznych gór, kilku mija mnie z nartami. Ci szaleńcy wspinają się kilka dni by zjechać na nartach w kilkanaście minut, ale bez takich ludzi świat byłby ubogi. Miejsce czerpania mineralnej wody – to zwykła rura podłączona wysoko w górach do źródełka. Podjeżdża ciężarówka napełnia i kolejna w kolejce. Wodę wożą do stolicy tam dodaje się bąbelków i do sanatorów sklepów. Mieć takie źródełko u nas na własność pieniądze same płyną tym bardziej że woda rewelacja. Czasami mijam drzewa obwiązanymi tysiącami chusteczek – to symbol miłości tak jak w Europie kłódki na mostach to tu chusteczki na drzewach. Ile z tych miłości wytrwało a ile wytarło nosy i dawaj szukają dalej. Szum rzek strumyków, co róż dywany kwiatów w różnych kolorach, rzucam się czasami w ten pachnący raj i wdycham cudowny zapach alpejskich kwiatów i tylko pasące się konie parskają ze śmiechu co to za „ptok ” nam tu przeszkadza w uczcie. Żelazne mostki przerzucone na drugą stronę rzeki nie zachęcają do przejścia na drugą stronę pomimo, że wydaje się że jest bezpiecznie lecz mostek chwieje się. Stalowa cienka zardzewiała konstrukcja pomrukuje a w dole rwąca lodowata toń. Często z norki wychodzą świstaki i przyglądają się ciekawie ale nie uciekają tylko na tylnik łapkach wydają sygnały „uwaga Hajer depto jak co to pitać”. Ekip z nartami kilka z całym wyposażeniem na biwak na lodowcach z sobą, mozolnie zaczynają wspinaczkę zazdroszczę. W drodze powrotnej poznaję małżeństwo francuzów z dwójką dzieci, dzieciarnia w kaloszach dzielnie maszeruje, dzieci są adoptowane z Rumunii to rodzeństwo prawdopodobnie nie wiedzą skąd są bo adaptowano ich gdy byli w pieluchach. Z rodzicami śpiewają coś w rodzaju naszego „na zielonej łące pasą się zające raz dwa trzy, a to była pierwsza zwrotka teraz będzie druga zwrotka i tak można bez końca”. Docieram do mojego obozowiska a obok mnie impreza na całego to młodzi zakończyli studia i na piknik się wybrali. Koce zastawione jadłem dobrymi trunkami, kumysu nie było ale dobre wina i jaśki wędrowniczki, kilka dziewczyn w tradycyjnych chustach reszta z europejska ubrana.

Podchodzę do namiotu a tu mi mówią że ktoś w namiocie śpi bo cichutko od rana, uśmiechnąłem się i mówię że to moje gospodarstwo. Pytają czy mogą wykorzystać moją Matyldę i pojeździć po okolicznych łąkach, no pewnie czym sprawiłem im radość a ja mam okazje porozmawiać i pytać o przyszłość ludzi którzy co dopiero ukończyli wydział matematyczny.Większość udaje się do Moskwy by dalej się uczyć i pracować bo tu perspektywy marne acz uczelnia superowa słyszę. Matylda to dobra reklama dla firmy rowerowej bo mnóstwo pytań na temat roweru i tu dowiedziałem się że jest sklep z Matyldami w centrum miasta. Wieczorem zostaję sam gdy tylko słoneczko zaszło od razu jak w lodówce a jest czwarty czerwiec. U nas na pewno wieczory ciepłe a tu lodowce z każdej strony w dodatku deszcz i śnieg na zmianę. Studenci zostawili mi butelkę dobrego wina i zaproszenie na wręczanie dyplomów ale to za dwa dni.

Pomyliłem drogę i maszeruję przez rumowisko, głazy ogromne kilku metrowe. W końcu odnajduję szlak i maszeruje do wodospadu zajmuje mi to cały dzień z lodowcem włącznie. Po drodze spotykam Niemców. Ogromne plecaki z nich zwisają liny kaski raki i wszystkie klamory potrzebne do wspinaczki, zazdroszczę im bo sam zdobyłem kilka razy szczyt i wiem co to za uczucie.

Wiesz że przed tobą na tym szczycie było tysiące, ale ta sekunda jest twoja wiesz że tyle potu wysiłku nie poszło na marne, i takie chwile mają mnie czekać. Napotkani Rosjanie maja dowieść sprzęt i razem mamy wejść na Pik Lenina ale to za dwa miesiące.
CDN

Zdjęcia

WĘGRY / Węgry / Węgry / Wiśnie

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl