Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Dwa tygodnie w Laosie > LAOS


jedrzej jedrzej Dodaj do: wykop.pl
porady praktyczne

Zdjęcie LAOS / Laos północny / Luan Prabang / pintabad poranne zbieranie jałmużny Czego można spodziewać się po Laosie? Na pewno pięknych krajobrazów i atrakcji typu adventure. Poczytajcie co poleca Jedrzej!

Laos zaczyna być coraz bardziej popularny wśród turystów i podróżników. Nie ma tam zbyt wielu słynnych zabytków kultury materialnej, porównywalnych z Angkor w Kambodży czy Wielkim Pałacem w Bangkoku. Obfituje za to w piękne krajobrazy i oferuje mnóstwo atrakcji typu „adventure”, takich jak trekkingi, wspinaczka, spływy na dętkach czy kajakiem po górskich rzekach, loty balonem, piękne jaskinie, wodospady i.t.p. Uznałem więc za celowe umieścić relację dotyczącą kosztów pobytu i warunków podróżowania po Laosie. Podobny artykuł „Birma dla średnio zamożnych”, zamieszczony na Globtroterze w styczniu 2014 r, cieszył się dużym zainteresowaniem. Pragnę nadmienić, że podobnie jak w przypadku Birmy, nie był to wyjazd niskobudżetowy. Korzystaliśmy z hoteli średniej klasy (klimatyzacja, lodówka, telewizor, komplet wypoczynkowy, przestronny pokój i łazienka, zestaw do parzenia kawy i herbaty), jak również z prywatnych środków transportu.

Do stolicy Laosu Vientiane dotarliśmy pociągiem z Bangkoku. Dwa bilety sypialne I-szej klasy kosztowały około 2400 bathów, bilet na dolne łóżko 1300 a na górne 1100 (1USD = 32 bathy). Koszt nie jest dużo wyższy niż dwa miejsca sypialne w wagonie II-giej klasy (po 900 bathów) a ma się do swojej dyspozycji cały przedział z umywalką a ponadto w wagonie znajduje się prysznic. W klasie drugiej nie ma przedziałów, a łóżka są oddzielone od przejścia zasłonami.

Zdjęcia: Luan Prabang, Laos północny, pintabad poranne zbieranie jałmużny , LAOS
Luan Prabang, Laos północny, pintabad poranne zbieranie jałmużny , LAOS



Pociąg kończy bieg na stacji granicznej Nong Khai w Tajlandii (linia północno - wschodnia). Trzeba przejść kontrolę graniczną i przesiąść się do następnego pociągu, który za 20 bathów, przewozi podróżnych przez Most Przyjaźni na Mekongu do Laosu. Cena wizy on arrival wynosi 30 USD (potrzebne jest jedno zdjęcie paszportowe). Ostatni, 20 kilometrowy odcinek drogi do Vientiane przebyliśmy vanem, który podwiózł nas pod sam hotel. Koszt to 200 bathów od osoby.

Hotel Inter City, który zarezerwowaliśmy za pośrednictwem bookera jeszcze w Polsce, jest zlokalizowany w centrum Vientiane nad samym Mekongiem. Jest to hotel butikowy o standardzie 3*. Za duży pokój z widokiem na Mekong płacimy 53 USD za noc. W tej cenie jest wliczone śniadanie typu bufet. Mniejszy pokój bez widoku na Mekong to wydatek rzędu 35 USD za noc.

W banku wymieniamy po 200 USD, (1 USD to około 8100 kipów). Ta kwota wystarczyła nam prawie do końca pobytu, gdyż za wiele usług płaciliśmy w dolarach. Nasz pierwszy posiłek jemy we francuskiej restauracji położonej nad Mekongiem. Za zestaw obiadowy płacimy 70 000 kipów/osoba. W skład zestawu wchodzi przystawka – placek z grzybami, danie główne – ryba, frytki warzywa oraz deser - galaretka waniliowo- kawowa. Należy tu nadmienić, że w kuchni laotańskiej widać duże wpływy francuskie. Nawet nazwy potraw w menu były podane po francusku.

Po południu zwiedzamy dwa Waty (klasztory). Wat Si Saket wstęp 5000 kipów, Wat Si Muang wstęp bezpłatny oraz świątynię Hor Phra Keo wstęp 5000 kipów. Wracamy na główną ulicę Vientiane – Lane Xang, przy której znajduje się Patuxay – Brama Zwycięstwa. Wejście na górę, skąd roztacza się widok na miasto, kosztuje 3000 kipów. W drodze powrotnej kupujemy w agencji turystycznej „Green Discovery” bilety autobusowe do Vang Vieng, kolejnego celu naszej podróży, oddalonego od Vientiane około 160 km. Wybieramy autobus typu V.I.P., kursujący na tej trasie bez przystanków. Cena biletu dla jednej osoby wynosi 70 000 kipów a planowy czas przejazdu trzy i pół godziny. Bilet na autobus kursowy bez klimatyzacji kosztowałby 30 000 do 40 000 kipów.

Zdjęcia: Vientiane, Vientiane, Królewska stupa, LAOS
Vientiane, Vientiane, Królewska stupa, LAOS



Pierwszy spacer po stolicy Laosu kończymy w hotelu Senglao, gdzie rezerwujemy stolik na wieczorny występ folklorystyczny, prezentujący ludowe tańce i pieśni Laosu. Specjalnie dla nas obsługa dostawia stolik tuż obok sceny. Koszt kolacji i przedstawienia to 120 000 kipów lub 15 USD od osoby. Na kolację dostaliśmy zestaw składający się z typowych dań kuchni laotańskiej. Niestety większość dań była tak doprawiona, że nie byliśmy w stanie ich zjeść. Zadowoliliśmy się głównie owocami, które były bardzo różnorodne i smaczne. Co wieczór na bulwarze tuż obok naszego hotelu rozkładał się nocny jarmark. Po powrocie z przedstawienia spacerujemy wzdłuż straganów. Kupujemy pierwszą pamiątkę z Laosu. Jest to kolorowy rysunek wykonany na papierze czerpanym, przedstawiający idących mnichów. Cena to 20 000 kipów.

Rano, po śniadaniu staramy się wynająć auto rikszę do odległej od centrum Stupy Królewskiej. Rikszarz parkujący pod naszym hotelem żąda 100 000 kipów za przejazd tam i z powrotem. Rezygnujemy z jego oferty. Parę przecznic dalej umawiamy się na kwotę 60 000 kipów za kurs, oczekiwanie zgodne z naszym życzeniem i powrót na dworzec autobusowy w centrum Vientiane. Bilet wstępu na teren stupy kosztuje 5000 kipów.


Z dworca autobusowego jedziemy do Parku Buddy, położonego pod Vientiane. Można tam dojechać klimatyzowanym autobusem nr 14, który kursuje co 30 minut. Koszt biletu w jedną stronę wynosi 6000 kipów a podróż trwa około godziny. Jest to bardziej opłacalne od wykupienia pół dniowej wycieczki np. w „Green Discovery”, która w zależności od opcji kosztuje od 160 000 do 200 000 kipów. Za bilety wstępu do parku płacimy po 6000 kipów, ja muszę dopłacić 3000 za prawo do fotografowania. W restauracji położonej na terenie obiektu jemy obiad. Za ryż z warzywami płacimy po 18 000 kipów, kawa 5000. Wieczór spędzamy na bulwarze nad Mekongiem. Na kolację kupujemy na straganie grillowane ośmiorniczki po 5000 porcja, ryż 2000 porcja oraz makaron z kurczakiem po 5000 porcja. Kolację popijamy koktajlem bananowym po 18 000 kipów za pucharek.

Po śniadaniu schodzimy z bagażem do holu recepcyjnego, gdzie wkrótce przyjeżdża auto riksza, aby zawieźć nas do autobusu. Transfer na przystanek jest wliczony w cenę biletu autobusowego. Opuszczamy Vientiane z 45 minutowym opóźnieniem (niestety jest to laotański standard, żaden autobus nie odjechał punktualnie a 45 minutowe spóźnienie nie było wcale największe). Mniej więcej po czterech godzinach dojeżdżamy do Vang Vieng. Przystanek autobusów V.I.P. jest położony poza miastem, do centrum dowozi pasażerów bezpłatny autobusik. Aby dostać się do hotelu Silver Naga, gdzie mamy zarezerwowany pokój, wynajmujemy auto rikszę. Rikszarz, wykorzystując fakt, że mamy bagaż żąda 40 000 kipów za kilkusetmetrowy odcinek jazdy. Zmęczeni podróżą zgadzamy się odmawiamy jednak zapłaty z góry, której domaga się kierowca, wiedząc że znacznie zawyżył cenę usługi.



Silver Naga to hotel położony w centrum Vang Vieng, nad brzegiem rzeki Song, oferujący swoim gościom taras z pięknym widokiem na rzekę i otaczające ją góry. Koszt pokoju to 50 USD za dobę. W tą cenę wliczone jest śniadanie typu bufet oraz korzystanie z basenu ulokowanego na tarasie drugiego piętra. Pokoje z widokiem na rzeką są znacznie droższe i kosztują 78 USD/noc. W naszym hotelu nie ma restauracji, więc idziemy na obiad do położonej tuż obok restauracji Ban Sabai. Stoliki są ustawione w cieniu drzew nad brzegiem rzeki. Za ryż z kurczakiem płacę 28 000, Ania za kurczaka pieczonego w liściu bananowca 38 000 kipów.

Po obiedzie idziemy do miasta. W agencji turystycznej Wonderful Tours kupujemy wycieczkę, która obejmuje spływ na dętkach po jaskini wodnej Tham Nam, zwiedzanie Jaskini Słonia oraz spływ kajakami po rzece Song. W cenę pakietu wliczone są transfer z i do hotelu, opieka anglojęzycznego przewodnika, woda butelkowana, obiad, bilety wstępu i nieprzemakalne torby na rzeczy osobiste. Cena to 20 USD/osoba. Kolację jemy w restauracji typu backery. Za bagietkę z szynką i dodatkami płacę 27 000, bagietka z szynką i serem to koszt 30 000 kipów. Dwa koktajle z mango to dodatkowe 36 000 kipów.

Rano czekamy przed hotelem na tuk – tuka, który przyjeżdża tylko 15 minut po umówionym czasie. Jak na zwyczaje laotańskie, nie jest to żadne spóźnienie. Jedziemy w grupie ośmioosobowej; dwóch Niemców, cztery osoby z Korei oraz my. Spływ po jaskini wodnej jest godny polecenia. Płynęliśmy na dętkach w zupełnej ciemności, trzymając się liny przymocowanej do ścian. Wnętrze groty oświetlaliśmy latarkami umieszczonymi na głowach. Po zakończeniu spływu grupa została poczęstowana palgu tj. ryżem z warzywami zawiniętym w liściu bananowca oraz szaszłykami i owocami. Po obiedzie zwiedziliśmy Grotę Słonia, mieszczono małą świątynię buddyjską. Następnie przewieziono nas nad rzeką skąd rozpoczęliśmy spływ kajakami. Wszystkie rzeczy osobiste zostały przez obsługę umieszczone w nieprzemakalnych torbach i przymocowane do kajaków. Z początku wydawało mi się to lekką przesadą, gdyż uniemożliwiało robienie zdjęć podczas spływu. Zrozumiałem jednak, że rzeka jest naprawdę niebezpieczna, gdy płynący bezpośrednio przed nami kajak Niemców został gwałtownie przez nurt rzucony na stromy brzeg i wywrócił się a załoga wpadła do wody. W ostatniej chwili udało mi się bezpiecznie ominąć pułapkę. Myślę, że nie bez znaczenia miało tu moje doświadczenie w prowadzeniu kajaka. Na szczęście Niemcom nic się nie stało, tylko jeden miał silne otarcia na plecach i rękach.

Po powrocie do hotelu zamawiamy bilety autobusowe do Luang Prabang na pojutrze. Decydujemy się na autobus typu V.I.P. Koszt biletu dla jednej osoby to 110 000 kipów bez posiłku (z posiłkiem cena wynosi 125 000 kipów). Oczywiście w tej cenie jest transfer na przystanek autobusu.

Wczesnym wieczorem idziemy do miasta. W agencji hostelu Backpacker wynajmujemy za 65000 kipów tuk – tuka do Błękitnej Laguny na jutrzejsze przedpołudnie. W tej cenie mamy przejazd oraz trzy godzinny pobyt na miejscu. Z okazji zbliżających się moich urodzin Ania wykupuje dla nas lot balonem. Polecimy jutro o siedemnastej, w porze zachodu słońca. Lot trwa 45 minut natomiast koszt to 77 USD od osoby. Kolację jemy w tej samej restauracji co wczoraj.

Zdjęcia: Vang Vieng, Laos północny, przed startem, LAOS
Vang Vieng, Laos północny, przed startem, LAOS



Rikszarz jest punktualny. Po dotarciu do mostu przez rzekę Song jesteśmy w pewnym sensie zmuszeni przez naszego kierowcę do opłaty za przejazd w wysokości 15 000 kipów (gdy po powrocie poskarżyliśmy się w agencji pieniądze te zostały nam zwrócone). Na miejscu opłacamy wstęp na teren Błękitnej Laguny w wysokości 10 000/osoba. Naszym celem była jaskinia Tham Phu Kham, święte miejsce dla Laotańczyków. Niestety podejście było bardzo strome a my nie mieliśmy odpowiedniego obuwia i byliśmy zmuszeni zawrócić ze szlaku. Na kąpiel w lagunie też nie mieliśmy ochoty więc pobyt nasz ograniczyliśmy do spaceru po sąsiedniej wiosce i odwiedzenia siedziby proekologicznej fundacji zajmującej się propagowaniem kultury rolnej i nauczaniem języka angielskiego w wiejskich szkołach w Laosie.

Na obiad idziemy do restauracji hotelu Elephant Crossing położonej nad samą rzeką. Moje menu to kurczak w sosie słodko – kwaśnym, ryż i kawa za 42 000 kipów, natomiast Ania zamawia warzywa Vang Vieng, papaja salad i ryż za 47 000 kipów. Okazało się, że papaja salad jest za ostra dla mojej żony.

Lot balonem dostarczył mi dużo wrażeń i pięknych widoków na góry, miasto, rzekę i okoliczne wioski. Po powrocie do hotelu chwilę odpoczywamy i idziemy na pożegnalny spacer po Vang Vieng. Kolację postanawiamy zjeść dzisiaj na ulicznych straganach. Zaczynamy od grillowanych bananów po 1000 kipów za sztukę i słodkich ziemniaków po 2000 kipów. Następnie zjadamy po bagietce z szynką i serem po 10 000 kipów każda i popijamy to wszystko sokiem ze świeżych owoców po 7000 kipów.

Opuszczamy Vang Vieng po dwunastej z ponad godzinnym opóźnieniem. Przed nami około 180 kilometrów drogi do Luang Prabang. Stan dróg jest taki, że zgodnie z rozkładem przejazd zajmuje siedem godzin (w rzeczywistości trwał 8). Autobus kończy bieg na Dworcu Południowym. Aby się dostać do odległego o kilka kilometrów centrum, należy wynająć tuk – tuka. Rikszarze wykorzystują tą sytuację, żądając za przejazd 30 000 kipów od osoby. Ostatecznie udaje się nam zbić cenę do 25 000. Jedziemy w grupie kilku osób rozwożonych do hoteli. Naszego hotelu kierowca nie może znaleźć pomimo, że dostał adres wypisany na kartce (może nie umiał czytać). W końcu docieramy do celu.

Villa Chitdara, w której zamierzamy spędzić 5 nocy w układzie 2+3 jest położona na półwyspie oddzielającym Mekong od rzeki Nam Khan w samym sercu turystycznej części miasta. Wszystkie znaczące zabytki mamy w zasięgu spaceru. Ponadto ulicą, przy której stoi pensjonat przechodzą rano mnisi zbierający jałmużnę (pintabad). Ze względu na mnichów na pierwszy pobyt wybieramy pokój położony od strony ulicy, a na drugi, pokój z widokiem na ogród. Cena pokoju ze śniadaniem typu bufet wynosi 52 USD za noc.

Wieczorem idziemy na spacer po ulicy Sisavangvong, przy której znajduje się między innymi wiele agencji turystycznych. W jednej z nich kupujemy bilety autobusowe do Nong Khiaw, naszego ostatniego celu w Laosie. Tym razem wybieramy minibus. Cena biletu wynosi 80 000 kipów/osoba.

Zostało nam w Laosie jeszcze siedem nocy. Dwie spędzimy teraz w Luang Prabang, dwie kolejne w Nong Khiaw a trzy ostatnie ponownie w Luang Prabang. Decydujemy, że dzień jutrzejszy poświęcimy na zwiedzanie Luang Prabang natomiast po powrocie z Nong Khiaw wykupimy wycieczkę do grot Pak Ou i wodospadu Kuang Si na jeden dzień a ostatni dzień spędzimy w Luang Prabang. Przed powrotem do hotelu zjadamy na straganie po naleśniku za 10 000 kipów i wypijamy po pucharku soku z owoców smoka i ananasa, każdy po 7000.

Zdjęcia: Vang Vieng, Laos północny, widok na rzekę, LAOS
Vang Vieng, Laos północny, widok na rzekę, LAOS



Cały dzień przeznaczamy na zwiedzanie Luang Prabang, dawnej stolicy Królestwa Laosu, wpisanej na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Zaczynamy od zdobycie wzgórza Phu Si, skąd roztacza się piękna panorama miasta. Bilet wstępu kosztuje 20 000 kipów od osoby ale my płacimy połowę ceny. To był jedyny raz w czasie tej podróży, kiedy zadziałały nasze legitymację i.t.i.c. Wzdłuż Mekongu docieramy do Wat Xieng Thong, największego i najważniejszego zespołu klasztornego w Luang Prabang. Tym razem za bilet wstępu musimy zapłacić po 20 000 kipów. Obiad jemy w laotańskiej restauracji nad brzegiem rzeki Nam Khan. Ja zamawiam makaron z kurczakiem za 20 000 kipów, Ania makaron z wołowiną w tej samej cenie. Do picia zamawiamy: ja butelkę wody za 5000, Ania koktajl owocowy za 7000 kipów. Po południu zwiedzamy Muzeum Pałacu Królewskiego, wstęp 30 000 od osoby oraz położony w pobliżu muzeum Wat Mai, koszt biletu to 10 000 kipów. Wieczór spędzamy, spacerując po ulicy Sisavangvong i nocnym targu, który rozkłada się co wieczór obok Muzeum Pałacu Królewskiego. Na kolację zjadamy po bagietce ze straganu, każda za 10 000 kipów i naleśniku z owocami w tej samej cenie.

Tuk – tuk, który miał nas zawieźć na przystanek minibusów przyjechał za wcześnie, zanim zeszliśmy na dół. W związku z tym musieliśmy chwilę poczekać na jego powrót. Tym niemniej, nasz bus odjechał z Luang Prabang z godzinnym opóźnieniem. Przejazd do Nong Khiaw zajął trzy i pół godziny. Na miejscu za podwiezienie do hotelu Nong Kiau River Side, który mieliśmy zarezerwowany płacimy po 5000 kipów.

Hotel Nong Kiau River Side to zespół bungalowów na palach położonych w pięknym ogrodzie na wysokiej skarpie wzdłuż brzegu rzeki Nam Ou. Każdy z bungalowów wyposażony jest w olbrzymie dwuosobowe łoże z moskitierą, wiatrak na suficie, lodówkę, telewizor, łazienkę a przede wszystkim w duży balkon z leżakami, z którego roztacza się niepowtarzalny widok na rzekę i góry. Cena bungalowu ze śniadaniem typu bufet, serwowanym w hotelowej restauracji, to 52 USD za noc. Oczywiście w cenie zawarty jest zestaw do parzenia kawy i herbaty oraz butelkowana woda pitna. W Laosie jest to standard w hotelach średniej klasy.

Po rozpakowaniu rzeczy i krótkim odpoczynku jemy obiad w hotelowej restauracji mieszczącej się na dużej otwartej werandzie z widokiem na rzekę i góry. Zamawiamy wieprzowinę z pędami bambusa po 29,500 oraz do picia Ania sok ze świeżych owoców za 14,500, ja herbatę imbirową za 8,500 kipów.

Idziemy do miasta, aby zorientować się w propozycjach wycieczek lokalnych agencji turystycznych. Ostatecznie decydujemy się na wynajęcie prywatnej łódki na cały jutrzejszy dzień za pośrednictwem hotelu. Cena wynajmu łodzi z przewodnikiem wynosi 100 USD i jest tylko o 40 USD wyższa od wycieczki grupowej „100 Wodospadów” zalecanej przez Lonely Planet. Również proponowany program wydaje się nam bardziej atrakcyjny. Na kolację kupujemy w sklepie za 45 000 kipów dwie bagietki i opakowanie topionego sera w plastrach. Wieczór spędzamy na tarasie naszego bungalowu.

Rano punktualnie o dziewiątej pojawia się nasz przewodnik i zabiera nas na przystań łodzi. Pierwszym celem jest wodospad Tad Mook. Płyniemy około godziny w górę rzeki do wioski Ban Hat Sao, mijając liczne bystrza i podziwiając las tropikalny porastający strome zbocza. W wiosce płacimy 10 000 kipów za prawo wstępu na szlak prowadzący do wodospadu. Z początku idziemy przez okoliczne pola ryżowe i pastwiska. Następnie zagłębiamy się w gęsty las. Szlak prowadzi wzdłuż strumienia, który często musimy przekraczać po śliskich kamieniach. W końcu zdejmujemy buty i brodzimy w wodzie. Trasa prowadzi lekko pod górę wzdłuż licznych kaskad. Przed samym wodospadem trzeba wspiąć się po prawie pionowej skale. Dobrze, że wykuto stopnie i zamontowano bambusowe poręcze. Sam wodospad nie jest zbyt wysoki, ale bardzo malowniczy. Do wioski wracamy tą samą drogą. Wycieczka trwała dwie godziny i kosztowała mnie utratę okularów słonecznych, które musiały mi wypaść gdy przedzierałem się przez gęste zarośla.

Kolejnym celem naszej wycieczki jest wioska Muang Ngoi Neua położona 18 kilometrów od Nong Khiaw w górę rzeki. Docieramy tam w pół godziny po opuszczeniu Ban Hat Sao. Muang Ngoi jest najlepszym przykładem zmian zachodzących w Laosie. W przewodniku Lonely Planet z 2012 roku jest opisana jako miejscowość pozbawiona prądu, oferująca turystom prawdziwie spartańskie warunki, do której można dotrzeć tylko rzeką. Obecnie wioska jest zelektryfikowana i jest nawet bardziej turystyczna, zatłoczona i hałaśliwa niż Nong Khiaw, chociaż nadal można do niej dotrzeć tylko łodzią. Zwiedzamy miejscowy Wat i jemy obiad w lokalnej restauracji. Ceny wyższe niż w Nong Khiaw. Ania za makaron z kurczakiem i lassi płaci 35 000, ja za kaczkę w sosie słodko – kwaśnym, ryż i cappuccino 45 000 kipów. Niemniej jesteśmy bardzo zadowoleni z tej wizyty. Jeszcze w Polsce, planując nasz wyjazd zakładaliśmy, że Muang Ngoi będzie najdalej wysuniętym punktem naszej podróży po Laosie. Planowaliśmy spędzenie tu jednej nocy w romantycznej scenerii (brak prądu). Potem plany uległy drobnej korekcie. Obecnie widzimy, że nasz hotel oferuje znacznie lepsze warunki niż tutejsze pensjonaty a o romantycznym pobycie należy zapomnieć. Godzinny spacer między straganami jest w zupełności wystarczający.

O drugiej po południu wracamy na przystań i odpływamy. Naszym ostatnim celem jest wioska tkaczy Muang Khua położona około pół godziny drogi w górę rzeki. Rozpoczyna się najpiękniejsza widokowo część wycieczki. Płyniemy przez przełom Nam Ou. Po obydwu stronach rozciągają się strome skaliste góry porośnięte gęstym lasem deszczowym. Nurt staje się bardzo silny. Wkrótce góry się kończą i dobijamy do dużej łachy piasku. Na ląd dostajemy się po trapie (desce) przerzuconej między łodzią a brzegiem. Sama wioska charakteryzuje się dużą ilością straganów z haftowanymi szalami i inną odzieżą. Robię parę zdjęć i wracamy do łodzi. Powrót z prądem do Nong Khiaw zajmuje nam półtorej godziny. O pół do piątej jesteśmy na miejscu.

W hotelu odbieramy bilety na minibus do Luang Prabang na jutro. Cena biletu wynosi 55 000 kipów plus 10 000 za transfer tuk – tukiem na dworzec minibusów w Nong Khiaw.

Na zakończenie naszego pobytu w Nong Khiaw zamierzamy odwiedzić groty Tham Pha Thok znajdujące się w wapiennych klifach 2 km na wschód od miasta. Groty są znane z tego, że podczas Drugiej Wojny Indochińskiej służyły za schronienie miejscowej ludności oraz oficjelom z Luang Prabang. Niestety robi się ciemno i musimy zawrócić. Dzisiaj jest dobry dzień na gubienie różnych przedmiotów. Po drodze gubię futerał na aparat fotograficzny.

Kolację jemy w restauracji typu backery, którą odkryliśmy wracając do hotelu. Serwują tam bagietki z szynką, serem lub wegetariańskie z przybraniem w cenie 30 000 kipów. Generalnie staramy się nie odzwyczajać od pieczywa. Śniadania w hotelach są typu azjatyckiego. W skład menu zawsze wchodzi omlet lub sadzone jajka z dodatkami, ryż gotowany na wodzie lub rosole, makaron i/lub ryż z mięsem, gotowane warzywa, tosty, masło i dżem, różnego typu soki, kawa, herbata i mleko, czasem jogurt oraz owoce w dużym wyborze. Rzadko jest szynka czy żółty ser, z których można zrobić kanapki. Ja przestawiłem się dość szybko na tego typu jedzenie i muszę przyznać, że mi to nawet smakowało. Ania sprawę rozwiązała inaczej. Na śniadanie je głównie omlet z owocami, owoce z jogurtem a w przypadku gdy nie ma jogurtu, owoce z „ryżanką” i mlekiem.

Minibus odjeżdża dopiero o pierwszej trzydzieści po południu. Mamy zatem całe przedpołudnie dla siebie. Spędzamy je na tarasie naszego bungalowu, delektując się pięknym widokiem i obserwując pływające po rzece łodzie. Po dwunastej opuszczamy hotel i za dwadzieścia minut jesteśmy na dworcu. Wpół do drugiej wszyscy pasażerowie siedzą w pojeździe, ale kierowca zwleka z odjazdem. Po dwudziestu minutach Ania nie wytrzymuje i idzie do dyżurnego poinformować się o przyczynę spóźnienia. Okazuje się, że jakiś David wykupił bilet, ale nie zgłosił się i czekamy na niego. Żądamy, aby minibus odjechał. Dyżurny zgadza się, pod warunkiem, że zapłacimy za bilet Davida. Zbieram od każdego pasażera po 5500 kipów i przekazuję dyżurnemu. Po chwili odjeżdżamy. Co kraj to obyczaj.

W Luang Prabang jesteśmy przed szóstą, za 20 000 kipów od osoby jedziemy tuk – tukiem do naszego pensjonatu Villa Chitdara. Kolację jemy w restauracji przy ulicy Sisavangvong. Ania wieprzowinę w pędach bambusa z ryżem i koktajl za 45 000, ja kurczaka w pędach bambusa i herbatę imbirową za 33 500 kipów.

W agencji turystycznej płacimy za jutrzejszą wycieczkę do grot Pak Ou i wodospadu Kuang Si. Koszt, to 20 USD od osoby. W tej cenie jest przejazd łodzią do grot i minibusem do wodospadu oraz lunch. Bilety wstępu do powyższych obiektów musimy kupić we własnym zakresie. Późnym wieczorem raczymy się jeszcze kanapkami ze straganu, ja z szynką za 10 000, Ania z szynką i serem za 15 000 kipów.

Rano o dziewiątej meldujemy się pod siedzibą agencji, skąd minibusem zostajemy zawiezieni na przystań łodzi turystycznych. Groty Pak Ou znajdują się w klifowym brzegu Mekongu 25 kilometrów od Luang Prabang. Na miejscu jesteśmy przed jedenastą. Dostajemy 45 minut na zwiedzenie dwóch grot, górnej i dolnej. Obie są wypełnione posągami Buddów różnej wielkości. Bilet wstępu do obydwu grot kosztuje 20 000 kipów/osoba. W drodze powrotnej zatrzymujemy się w wiosce słynącej z produkcji whisky.


W Luang Prabang jesteśmy po pierwszej. Z przystani nasza sześcioosobowa grupa zostaje zawieziona tuk – tukiem na typowy laotański posiłek. W jego skład wchodzi rosół z warzywami, ryż, surówka z papai (dość ostra) i pasta mięsna, tak silnie doprawiona że nie można było jej przełknąć. Byłem jedyną osobą przy naszym stoliku, która była w stanie spróbować tego przysmaku. Po obiedzie wracamy minibusem na przystań, gdzie dosiadają pozostali uczestnicy wycieczki. Następnie jedziemy 30 kilometrów na południowy zachód do wodospadu Kuang Si. Przy wejściu na teren parku płacimy po 20 000 kipów od osoby. Mamy dwie godziny na spacer wśród wielu kaskad do głównego wodospadu i na ewentualną kąpiel w jednym z licznych jeziorek pod kaskadami (pod głównym wodospadem kąpiel jest zabroniona).

Kolację jemy w restauracji nad Mekongiem. Za dwie kanapki, koktajl oraz lao tea płacimy łącznie 68 000 kipów (2x25 000 + 10 000 + 8 000).


Nasz ostatni dzień w Laosie spędzamy w Luang Prabang. Rano zwiedzamy kompleks Wat Wisunalat (bilet wstępu 20 000 kipów/osoba) oraz Centrum Tradycyjnej Sztuki i Etnologii, gdzie próbujemy wywaru z jujuby, 10 000 za szklankę (smak zbliżony do kompotu z suszonych śliwek). Obiad jemy w restauracji Tom Kham położonej nad rzeką Nam Khan. Ania zamawia kaczkę i makaron z imbirem, ja ryż z imbirem i kurczaka po 25 000 kipów. Po południu odwiedzamy liczne klasztory leżące na półwyspie i spacerujemy wzdłuż Mekongu i Nam Khan. Wieczór spędzamy na ulicy Sisavangvong, gdzie kupujemy za 50 USD dwa komplety rzeźbionych szachów wykonanych z kości bawołu. Będą to prezenty dla naszych wnuków. Na kolację zjadamy naleśniki z papają i mango na ulicznym straganie (po 10 000 kipów) i wypijamy po koktajlu owocowym w tej samej cenie. Po powrocie do pensjonatu opłacamy jutrzejszy transfer na lotnisko hotelowym vanem. Cena wynosi 10 USD.

Rano na lotnisku za ostatnie kipy kupujemy jeden batonik. O 12-tej odlatujemy do Siem Reap w Kambodży z międzylądowaniem w Pakse. Cena biletu kupionego przez Internet w laotańskich liniach lotniczych to 210 USD.

Zdjęcia

LAOS / Laos północny / Luan Prabang / pintabad poranne zbieranie jałmużny LAOS / Vientiane / Vientiane / Królewska stupaLAOS / Laos północny / Vang Vieng / przed startemLAOS / Laos północny / Vang Vieng / widok na rzekę

Dodane komentarze

jedrzej dołączył
07.03.2006

jedrzej 2016-12-21 21:51:25

Dziękuję za pozytywną ocenę mojej relacji. Co do Twojej opinii o Laosie całkowicie się z nią zgadzam.

baobab-ka dołączył
02.10.2015

baobab-ka 2016-12-21 16:44:50

Bardzo ciekawie napisane. Praktyczne porady - bezcenne.
Dla mnie Laos to najprzyjaźniejszy kraj tamtego regionu. Mam nadzieję, że Chińczycy dróg jeszcze nie wybudowali... Wiem, brzmi egoistycznie... Jednak ów brak możliwości dotarcia innym sposobem niż łódka do wielu zakątków tego kraju sprawia, że Laos oparł się masowej turystyce. Owszem, w Luang Prabang jest tłoczno, lecz na szczęście większość przylatujących tam grup (głównie francuskich), dalej się nie rusza :)))

jedrzej dołączył
07.03.2006

[konto usuniete] dołączył
17.06.2006

[konto usuniete] 2015-03-05 13:17:04

"Bardzo interesująca relacja, mnóstwo przydatnych informacji..."

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl