Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Karakol - bigos z radziecko-rosyjskiej, chińskiej i kirgiskiej kultury. > KIRGIZJA


Leoncjo Leoncjo Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie KIRGIZJA / Północny wschód / Karakol / RustykalnaTrzy tygodnie z namiotem w Kazachstanie i Kirgizji. Łącznie 14000 km, z tego połowa lokalnymi środkami transportu, autostopem i na piechotę. Upalne stepy, malownicze kaniony, szafirowe jeziora i jurty pośród ośnieżonych szczytów. Nie sposób zawrzeć to w jednej relacji, więc zainteresowanym proponuję lekturę w odcinkach. Tym razem o pierwszych krokach w Kirgizji

Przejście graniczne pomiędzy Kazachstanem i Kirgizją „Karkara” tkwi w stepie niczym samotna wyspa pośród oceanu. Ostatnia większa miejscowość po stronie kazachskiej to miasto Kegen. Po nim już tylko mała miejscowość, od której nazwano punkt graniczny, oddalona o około czternaście kilometrów. Już z Kegen droga jest kiepska lecz na ostatnim jej odcinku lepiej ją porzucić na rzecz stepu, co też uczynił kierowca, z którym dojechaliśmy do granicy. Czytając o tym, że „Karkara” funkcjonuje tylko w miesiącach letnich a i to tylko od dziewiątej do siedemnastej, wyobrażałem sobie drewniany, skrzypiący szlaban, budkę pomalowaną w biało-czerwone pasy i osamotnionego pogranicznika z utęsknieniem wyglądającego kogokolwiek, kto rozproszyłby nudę pilnowania stepu. Nic bardziej mylnego. Kompleks budynków z pełną infrastrukturą graniczną i wieloosobowa załoga po stronie Kazachstanu. Kirgizi są mniej drobiazgowi w kontrolowaniu przyjezdnych a ich zaplecze proporcjonalnie do wielkości kraju, znacznie skromniejsze od sąsiadów. Z niedowierzaniem przyjęli nasze zapewnienie, że nie potrzebujemy taksówki a drogę do najbliższej osady zamierzamy przejść na piechotę. Wkraczając na teren Kirgizji nie wiedzieliśmy jak daleko będziemy musieli maszerować zanim znajdziemy jakiś transport ale taksówka, jaką nam usłużnie zaoferowano, kosztowałaby zbyt wiele jak na naszą skromną kieszeń. Dzień był piękny, wokół zielone łąki. Po przejściu sześciu kilometrów, napotykając jedynie porzuconego w stepie Kamaza, dotarliśmy do ...Karkary. Nie to nie pomyłka. Najbliższa osada po stronie kirgiskiej nazywa się tak samo jak ostatnia po stronie kazachskiej. Czyż nie jest to logiczne i piękne? Myjąc się w przepływającym strumieniu zauważyliśmy nadjeżdżający samochód. Niekompletnie ubrany, boso wypadłem na drogę. Trud się opłacił, bo kierowca zgodził się nas zawieźć do Karakol.
Cytując Wikipedię: „Karakoł (kirg. Каракол, [\"Czarne Ramię\"], ros. Карако́л; od 1889 do 1921 i od 1939 do 1991 Przewalsk, Пржева́льск) – miasto w Kirgistanie na wschodnim brzegu jeziora Issyk-kul, ok. 150 km od granicy chińsko-kirgiskiej. Ośrodek administracyjny obwodu issykkulskiego. Zajmuje powierzchnię 48 km², a zamieszkuje je 65 443 mieszkańców (według spisu z 1999). Jest to czwarte pod względem wielkości miasto kraju.
Od 1860 Karakoł stanowiło ważny rosyjski posterunek wojskowy w Azji Środkowej. Podczas ostatniej swojej podróży w 1888 zatrzymał się tu, zachorował i zmarł na dur brzuszny rosyjski badacz Nikołaj Przewalski. Na jego cześć rok później miasto przemianowano na Przewalsk. Jednak pod wpływem protestów mieszkańców w 1921 przywrócono pierwotną nazwę. W 1939 jednak ponownie przemianowano miasto na Przewalsk, ale po upadku ZSRR jeszcze raz powrócono do nazwy kirgiskiej.
Pobliskie jezioro Issyk-kul wykorzystywane było przez Marynarkę Wojenną ZSRR do badań radzieckich rozwiązań napędu torpedowego. Miasto zamieszkane było w dużej części przez wojskowych i pracowników naukowych i ich rodziny.” Ta sama Wikipedia podaje, że „Karakol” w językach tureckich, a przecież z tej właśnie rodziny wywodzi się język kirgiski, oznacza to „czarne jezioro”. Nie mnie rozstrzygać który z autorów obu tłumaczeń jest bliższy prawdy. Wiem z autopsji, jednak, że Issyk-Kul, leżące tuż obok miasta ma ciemną, mętną od glinki, wodę. Łatwiej mi zatem uwierzyć, że tym, którzy nadali taką nazwę osadzie nad brzegiem olbrzymiego jeziora chodziło o nie właśnie a nie o ramię. Być może jest to trzecie co do wielkości miasto w Kirgizji. Zapewne dzisiaj mieszka tam więcej, aniżeli podane w powyższej notatce, sześćdziesiąt pięć i pół tysiąca mieszkańców lecz trudno oprzeć się wrażeniu, iż ma ono bardzo prowincjonalny klimat. To, co w Europie, w szczątkowej formie, pozostało już chyba tylko na Bałkanach – tętniący życiem bazar, jest sercem miasta. Tam zbiega się i krzyżuje wszystko to, co napędza „lokalną maszynerię” w ruch. Im dalej od bazaru, tym temperatura życia spada, ruchy powolnieją.
Uwielbiam - tak to właściwe określenie – UWIELBIAM wschodnie bazary! Jest to o tyle dziwne, że nie znoszę ich krajowych odpowiedników – targowisk. Nie ważne czy jest to bazar w Stambule, Isfahanie, Kairze czy Kolombo. Wszędzie panuje ten sam niezwykły, trudny do zdefiniowania klimat. Składa się na niego tak wiele czynników, że trudno by je wymieniać choć ilekroć wracam myślami do odwiedzonych miejsc niemal czuję mieszaninę zapachów przypraw, owoców, tkanin, perfum, pieczywa i przygotowywanych na miejscu potraw. Słyszę gwar rozmów, nawoływań, kłótni, targowania się, stukotów manufaktur. Napieranie, przepychanie, ocieranie się rozgorączkowanego tłumu. Przed oczami wirują mi setki twarzy o orientalnych rysach, stare, młode, piękne i zdeformowane chorobami, traumą, zmęczeniem. Tak też jest w Karakol. Przewodniki namawiają na odwiedzenie bazaru „końskiego”, odbywającego się w niedzielę. Pewnie jest to jeszcze ciekawsze doświadczenie. Niestety, nasz pobyt w tym mieście wypadł w tygodniu, więc nie mogliśmy go zobaczyć ale i ten, tradycyjny, powszechny, codzienny jest wart poświęcenia mu godziny czy dwóch.
Kirgizja, podobnie jak sąsiedni Kazachstan, nie jest zbyt zasobna w zabytki architektury. Sąsiedzi z północy nadrabiają to budując z rozmachem obiekty, które nie tyle historią co rozmachem i bogactwem przyciągają turystów. Mniej zasobna Kirgizja nie ma takich możliwości i trzeba tam poprzestać na tym, co pozostało. Niemal całą Azję Centralną zamieszkiwali koczownicy. Ich dobytek, bogactwo musiało dać się załadować na juczne zwierzęta i przetransportować na odległe pastwiska, zatem trudno tam wypatrywać pałaców, zdobnych meczetów czy warowni. W Karakol są właściwie dwa obiekty godne uwagi: piękna, drewniana cerkiew (nazywana też katedrą) „Świętej Trójcy” oraz zaskakujący formą meczet.
Sobór Swiato-Troicki został wybudowany w XIX wieku przez rosyjskich przesiedleńców. Niezwykle urokliwa budowla o pięciu kopułach. Rustykalną w wyrazie, z koronkowymi zdobieniami cerkiew otaczają drzewa i krzewy. Podczas naszego tam pobytu, na zewnątrz, jaśmin oszałamiał zapachem, konkurując z wonią drewna i kadzidła chłodnego wnętrza. Jestem pewien, że każdy odwiedzający da się uwieść klimatowi soboru, nawet wówczas, kiedy zostanie zlustrowany krytycznym spojrzeniem mającej nad nim pieczę starszej pani.
Meczet Dungański został wybudowany w latach 1907-1910 dla niewielkiej grupy chińskich muzułman – Dungan. Jak podają angielskojęzyczne źródła został zaprojektowany przez pekińskiego architekta i ozdobiony przez dwudziestu chińskich artystów. Podobnie, jak opisany wyżej, prawosławny sobór został zbudowany z drewna jednak całkowicie bez użycia jakichkolwiek elementów metalowych. Dla nas, przyzwyczajonych do typowej formy świąt muzułmańskich, budowla bardziej przypominająca pagodę wydaje się być zupełnie „nie na miejscu”. Oczywiście, działa tu stereotyp myślenia. Właśnie taka forma jest jak najbardziej „na miejscu” ponieważ została zbudowana przez chińczyka dla społeczności chińskiego pochodzenia. Wystrój wnętrza odpowiada jego bryle. Wypełniają je jaskrawe barwy - czerwony, zielony, żółty i opatrzony reliefami przedstawiającymi różnego rodzaju roślin i mityczne zwierzęta, takie jak smoki i feniks, nadając mu oryginalny charakter także i dlatego, że Islam zakazuje przedstawiania ludzi i zwierząt.
Paradoksalnie, w mieście jest inny, dużo starszy od opisywanego, meczet. Mieści się on w pobliżu bazaru, mniej więcej pomiędzy cerkwią a dungańską budowlą. Nazywany obecnie Meczetem Drugim, powstał w 1883 roku. Po jego świetności i minarecie nie pozostało praktycznie nic. Tandetne, amatorsko wykonane z płyty pilśniowej, imitacje marmuru pokrywają odpadające tynki. Gdyby nie angielskojęzyczna informacja i stara rycina, trudno by się było domyślić, że budowla kiedyś (jak na lokalne warunki) była tak ciekawa. Szkoda, tym bardziej, że jej opiekunowie nie sprzeciwiają się obecności „niewiernych”. W Dungańskim Meczecie kategorycznie odmówiono nam możliwości przekroczenia czerwonej tasiemki rozwieszonej między kolumnami budowli, mimo iż wcześniej ubraliśmy się stosownie do wymogów Islamu. Być może miało na to wpływ to, że trwał Ramadan a kilka godzin wcześniej odbywała się tam burzliwa celebra.
Kilkanaście kilometrów na północ od miasta, jest muzeum – mauzoleum Przewalskiego, rosyskiego generała, który zasłynął wyprawami badawczymi po Azji Centralnej. Od jego nazwiska pochodzi nazwa opisanego przez niego gatunku koni. Przewalski zmarł w 1888 roku w Karakol i tam też został pochowany. Muzeum, sądząc po starych fotografiach, niegdyś miało ciekawszą ekspozycję. To co po niej zostało raczej nie zachwyca. Trochę fotokopii dokumentów, kilka sprzętów obozowych i podróżniczych z epoki i budzące odrazę wypchane zwierzęta, z których przez wyleniałą i dziurawą skórę wyłazi to, czym zostały wypełnione. Na ogromnym terenie, mającym charakter parku muzeum wydaje się być nieproporcjonalnie małe. Grób, pomnik w stylu imperialnym. Kompleks podzielony jest na pół. Druga część poświęcona jest jakiemuś lokalnemu działaczowi partyjnemu z pierwszej połowy dwudziestego wieku. Tylko dla miłośników gabinetów radzieckiego socrealizmu.
Miasteczko opuszczaliśmy bez żalu, choć pod wrażeniem widzianych miejsc. Przed nami piętrzył się masyw „Niebiańskich Gór”. Chcieliśmy choćby go dotknąć, bo o zdobywaniu nie mogło być nawet mowy.


Być na Issyk-Kul i nie zwiedzić Karakol, to tak jak być w Rzymie i nie zobaczyć ...Koloseum. No może nie ta skala ale jaki kraj, taka skala, czyż nie?

Zdjęcia

KIRGIZJA / Północny wschód / Karakol / RustykalnaKIRGIZJA / Północny wschód / Karakol / Kadzidło i stare drewnoKIRGIZJA / Północny wschód / Karakol / PodziałyKIRGIZJA / Północny wschód / Karakol / Urok zstarej zabudowyKIRGIZJA / Północny wschód / Karakol / DunganKIRGIZJA / Północny wschód / Karakol / Bez jednego gwoździaKIRGIZJA / Północny wschód / Karakol / Mihrab

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl