Artyku y i relacje z podr y Globtroter w
Morze Jońskie- relacja > GRECJA
GLOBTOURIST
relacje z podróży
Poniżej opisany jest rejs, który odbył się w 2017 roku, kolejny zaplanowany jest na 15-22.09.2018. Ze względu na rozbieżności w pisowni nazw odwiedzanych miejsc podaję w tekście również współrzędne geograficzne.
Nasz dziewięciodniowy rejs po Morzu Jońskim, zorganizowany przez Globtourist, odbył się w ostatniej dekadzie września. Pogoda była iście wakacyjna, ponieważ deszcz nawiedził nas jedynie dwukrotnie, a wiatry były słabe i umiarkowane. Natomiast przyjemna temperatura wody pozwalała na beztroskie korzystanie z morskich kąpieli. I oczywiście nie można nie wspomnieć o greckiej kuchni, która była wspaniała! Efekt naszych częstych wizyt w lokalnych restauracjach i barach ocenimy po powrocie :).
Nasza grecka przygoda miała swój początek na Korfu, a dokładnie w Marinie Gouvia (39°39.03\\\'N 19°51.09\\\'E). Jednak przed startem rejsu, udaliśmy się na zwiedzanie starego miasta Korfu, do którego dostaliśmy się lokalną komunikacją autobusową (pół godziny, koszt 2,30 euro płatne u kierowcy). Podczas spaceru stykamy się z przyjemną dla oka architekturą, mieszanką stylów z Wenecji, Francji, Anglii oraz Grecji. Duże wrażenie zrobił na nas Stary Fort, z którego murów obronnych rozpościera się piękny widok na stare miasto oraz przystań żeglarską. Zwiedzanie fortu kosztowało nas 6 euro. Zadowoleni ze zwiedzania, dopiero pod wieczór wracamy na jacht.
Następnego dnia rano wypływamy w kierunku oddalonej o 30 mil Wyspy Paksos (39°12.64\\\'N 20°09.48\\\'E). Po drodze zatrzymujemy się na szybką kąpiel na kotwicowisku, w pobliżu spokojnej i kameralnej miejscowości Petriti. Do Gaios ((39°11.83\\\'N 20°11.23\\\'E) na wyspie Paksos dopływamy późnym wieczorem. Ponieważ temperatura powietrza jest bardzo przyjemna, a miasteczko tętniło życiem, udajemy się do pobliskiej tawerny aby skosztować przysmaków greckiej kuchni, a przy okazji delektować się wyborną Metaxą :).
W porcie, miejsca do cumowania wyposażone są w przyłącza elektryczne oraz ujęcia wody, dzięki czemu możemy naładować akumulatory oraz uzupełnić zbiorniki wody. Miłym akcentem jest fakt, że za nasz postój nie pobrano żadnych opłat. W kolejnym etapie zatrzymujemy się w bajecznej zatoce Vrika (39°09.59\\\'N 20°13.69\\\'E), w północno-wschodnim krańcu Antipaxos. Przemieszczając się w kierunku Lefkas, odwiedzamy jeszcze miejscowość Parga oraz większą Prevezę (38°57.32\\\'N 20°45.50\\\'E). Aby wpłynąć na kanał, czekamy na aż zostanie opuszczony most obrotowy, a w trakcie około godzinnej przeprawy po lewej burcie mijamy wysepki Sparti (38°42.83\\\'N 20°44.43\\\'E), Skorpidhi (38°42.02\\\'N 20°44.65\\\'E) i Skorpios (38°41.52\\\'N 20°44.59\\\'E), natomiast po prawej wznoszą się majestatyczne i masywnie wypiętrzone brzegi Lefkas. Aby skorzystać z kąpieli, rzucamy kotwicę w zatoce Desimi (38°40.32\\\'N 20°42.81\\\'E), cumujemy i zostajemy na noc w Sivota (38°37.38\\\'N 20°41.03\\\'E). Rano tankowanie zbiorników wody (2 euro=100 l wody), szybki spacer po Vasiliki, a następnie kurs w kierunku legendarnej Itaki, do której docieramy wieczorem. Zatrzymujemy się w malowniczym Kioni (38°26.93\\\'N 20°41.46\\\'E). Na kolację wybieramy się do restauracji Avra, słynącej z jagnięciny z różna. Wybór miejsca okazuje się niezwykle trafiony. Zadowoleni i najedzeni wracamy na jacht.
Pora opuścić zatokę Polis, miejsce bezpieczne i dobrze osłonięte nawet przy silnych północnych i wschodnich wiatrach. Mijamy północny cypel Itaki, by udać się na północny wschód, w kierunku wyspy Kastos (38°34.13\\\'N 20°54.72\\\'E). Po pewnym czasie na widnokręgu przed naszym dziobem pojawiają się ciemnogranatowe chmury. Taki widok nie zapowiada nic dobrego. Dotychczas cieszyliśmy się właściwą dla tej pory roku i dla Morza Jońskiego wspaniałą pogodą. Towarzyszyły nam promienie słońca i wiatry pozwalające na przyjemną i bezpieczną żeglugę. Teraz powoli zaczynamy odczuwać coraz silniejsze podmuchy z północnego wschodu, czyli dokładnie z tego kierunku, w którym zmierzamy.
Po prawej burcie w niewielkiej odległości mamy wyspę Atokos (38°28.61\\\'N 20°48.16\\\'E), postanawiamy więc przeczekać załamanie pogody przy jej południowych brzegach. Są tutaj trzy zatoki, zatrzymujemy się w pierwszej od zachodu.
W końcu pogoda się poprawia. Opuszczamy dobrze osłonięte miejsce i kierujemy się w stronę wcześniej wyznaczonego celu, czyli na Kastos. Z powodu nieprzewidzianego postoju trafiamy tam krótko przed zachodem słońca. W niewielkim porcie o takiej samej nazwie jak wyspa przy falochronie znajdujemy kilka miejsc dla jachtów. Wszystkie są zajęte, więc nie pozostaje nam nic innego jak ponownie skorzystać z kotwicowiska. Niedługo po zakotwiczeniu zapada zmrok, a my docieramy na ląd i udajemy się na wieczorny spacer. Witają nas cisza, spokój i bardzo kameralna atmosfera. Spacer kończymy przy wiatraku, który znajduje się na szczycie wzniesienia przylegającego do portu. Obecnie wiatrak pełni funkcję restauracji. Nie jesteśmy głodni, ale z wielką radością degustujemy chłodne greckie wino – retsinę. Degustacja nie trwa zbyt długo, ponieważ za kilka godzin chcemy ruszać dalej.
O trzeciej w nocy, w całkowitych ciemnościach, podnosimy kotwicę. Przybywając w ten rejon przypłynęliśmy kanałem oddzielającym stały ląd od Lefkas, tym razem teraz chcemy opłynąć tę wyspę od strony zachodniej. Krótko po wschodzie słońca mijamy cypel Dhoukato (38°33.68\\\'N 20°32.48\\\'E), najdalej na południe wysunięty kraniec Lefkas. Po raz kolejny mamy okazję podziwiać fantastyczne klifowe brzegi. Takie widoki są charakterystyczne dla większości wysp Morza Jońskiego. Powoli oddalamy się od wyspy, przed nami 40 mil żeglugi po otwartym morzu. Pogoda znów nam sprzyja. Na bezchmurnym, błękitnym niebie słońce jest coraz wyżej, temperatura wzrasta do przyjemnych 25 stopni Celsjusza, umiarkowanie silny wiatr północno-wschodni pozwala nam płynąć półwiatrem z zadowalającą prędkością, dochodzącą do 8 węzłów.
Po 4 godzinach jesteśmy w pobliżu wyspy Antipaksos. Odwiedziliśmy ją na początku rejsu od strony wschodniej, dziś wpływamy do zatoki Radovani (39°09.11\\\'N 20°12.95\\\'E) w północno-zachodniej części wyspy. To doskonałe schronienie przy wiatrach ze wszystkich kierunków z wyjątkiem zachodnich. Dno jest piaszczyste, o niewielkim nachyleniu, gdzieniegdzie porośnięte roślinnością, więc kotwica trzyma doskonale. Otacza nas ciekawa skalista linia brzegowa, widzimy też niewielką piaszczysto-żwirową plażę. Zazwyczaj stoi tu kilka jachtów, ale dzisiaj mamy tylko jednego sąsiada – jest nim elegancki motorowy jacht z rosyjskojęzyczną załogą. Czas spędzony w zatoce poświęcamy na kąpiel oraz wycieczkę pontonem w celu zrobienia zdjęć i filmów. Po 10 godzinach żeglugi potrzebowaliśmy krótkiej przerwy, zregenerowani ruszamy dalej.
Nasz nowy cel znajduje się na południowym krańcu Paksos, a jest nim zatoka Mongonissi (39°10.96\\\'N 20°12.22\\\'E). Do przepłynięcia mamy 3 mile, co oznacza, że po półgodzinie docieramy na miejsce. Odnalezienie wejścia do zatoki wymaga koncentracji, ponieważ kryje się w nieregularnej skalistej linii brzegowej. W północno-zachodniej części zatoki jest betonowe nabrzeże, do którego przycumowały jachty. Są wolne miejsca, jednak ze względu na niewielką ilość czasu postanawiamy użyć kotwicy. Po raz kolejny ponton służy nam jako środek transportu. Na lądzie nigdzie nie widzimy sklepu, ale bez problemu trafiamy na bar i tawernę. Lekki lunch i lampka schłodzonego wina są tym, na czym obecnie najbardziej nam zależy. Mongonissi to niezbyt duża zatoka, ale można tu znaleźć schronienie w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Bez wątpienia jest to miejsce godne polecenia miłośnikom ciszy, spokoju i kameralnego nastroju.
Już popołudnie, a ponieważ dzisiejszą noc chcemy spędzić w porcie Lakka (39°14.24\\\'N 20°07.97\\\'E) w północnej części Paksos, opuszczamy Mongonissi. Przesuwamy się wzdłuż wschodnich brzegów wyspy i po godzinie jesteśmy u celu. Miejsca do cumowania znajdują się w południowo-wschodniej części zatoki i właśnie tam się zbliżamy. Głębokość stopniowo maleje. Według locji i mapy w GPS-ie minimalna głębokość powinna wynosić 1,9 metra. Nasz jacht ma 1,7 metra zanurzenia, więc teoretycznie nie powinniśmy mieć problemu z zacumowaniem. Gdy podpływamy rufą do nabrzeża, widzimy jednak, że jest znacznie płycej niż 1,9 metra, a dno okazuje się kamieniste. Wprawdzie kilem nie dotknęliśmy dna, ale i tak rezygnujemy z cumowania – gdyby pojawiła się fala, moglibyśmy uderzać w dno kilem lub płetwą sterową i doprowadzić do uszkodzenia. Niektóre jachty przy nabrzeżu są większe od naszego i najprawdopodobniej mają też większe zanurzenie, co oznacza, że stoją w obszarze o większej głębokości. Odpływamy na obszerne kotwicowisko. Kotwicę rzucamy na głębokości 5 metrów, wydajemy dużo łańcucha. Zatoka jest osłonięta niemal z każdej strony, więc czujemy sie bezpiecznie.
Kolejny raz bierzemy ponton i udajemy się na zasłużoną kolację. Nawet najbardziej wymagający smakosz znajdzie w porcie Lakka restaurację spełniającą jego oczekiwania. Po analizie oferty kilkunastu lokali decydujemy się na tawernę Nionios. Do takiego wyboru skłaniają nas duża liczba klientów i niesłychanie sympatyczny kelner, który zaprasza do kuchni i pokazuje, jak powstają posiłki. Wybór okazuje się doskonały. Zjadamy dużo i smacznie, a kwota na rachunku nie jest zbyt wygórowana.
Zgodnie z założeniem noc na kotwicowisku przebiega bardzo spokojnie. Lakka zrobiła na nas tak duże wrażenie, że rano ponownie płyniemy na ląd, aby się przekonać, jak wygląda tutaj życie o poranku. Zmiana jest zauważalna: wieczorem było gwarnie, lokale wypełnione klientami, a teraz cisza i spokój. W lokalach siedzą nieliczni klienci popijający kawę, część z nich oddaje się lekturze książek i prasy. Mamy okazję poznać dwa oblicza tej samej miejscowości.
Po południu musimy być na Korfu, w marinie Gouvia, do pokonania pozostał nam ostatni etap. Po raz kolejny pogoda mocno nam sprzyja. Słoneczny dzień i umiarkowanie silny wiatr z korzystnego kierunku to wymarzone warunki do żeglugi. Przemieszczamy się dosyć szybko i dlatego możemy się jeszcze zatrzymać w Benitses (39°32.90\\\'N 19°54.81\\\'E). Wpływamy do basenu portowego, są tu pirsy przeznaczone dla jachtów, niestety wszystkie miejsca zajęte. Robimy to, w czym mamy duże doświadczenie: wypływamy z portu, rzucamy kotwicę i wsiadamy do pontonu.
Już po kilu minutach spaceru wiemy, jakiego typu miejscowością jest Benitses – typowo turystyczną, z licznymi hotelami i hałaśliwą ulicą; pozbawioną uroku, z jakim stykaliśmy się wcześniej. Jedno, czego tu nie brakuje, to bez wątpienia restauracje i bary. Chcąc uprzyjemnić sobie chwile spędzone w tej miejscowości i uwzględniając fakt, że nadeszła pora obiadu, przysiadamy w jednym z lokali. Nieskomplikowane danie, jakim jest pita, oraz zimne piwo znacząco poprawiają nam humory. Wracamy na jacht i rozpoczynamy ostatni etap rejsu. Płyniemy do Gouvii, gdzie zakończymy swoją grecką przygodę.

Marina Gouvia, Morze Jońskie, Corfu, GRECJA
Nasza grecka przygoda miała swój początek na Korfu, a dokładnie w Marinie Gouvia (39°39.03\\\'N 19°51.09\\\'E). Jednak przed startem rejsu, udaliśmy się na zwiedzanie starego miasta Korfu, do którego dostaliśmy się lokalną komunikacją autobusową (pół godziny, koszt 2,30 euro płatne u kierowcy). Podczas spaceru stykamy się z przyjemną dla oka architekturą, mieszanką stylów z Wenecji, Francji, Anglii oraz Grecji. Duże wrażenie zrobił na nas Stary Fort, z którego murów obronnych rozpościera się piękny widok na stare miasto oraz przystań żeglarską. Zwiedzanie fortu kosztowało nas 6 euro. Zadowoleni ze zwiedzania, dopiero pod wieczór wracamy na jacht.
Następnego dnia rano wypływamy w kierunku oddalonej o 30 mil Wyspy Paksos (39°12.64\\\'N 20°09.48\\\'E). Po drodze zatrzymujemy się na szybką kąpiel na kotwicowisku, w pobliżu spokojnej i kameralnej miejscowości Petriti. Do Gaios ((39°11.83\\\'N 20°11.23\\\'E) na wyspie Paksos dopływamy późnym wieczorem. Ponieważ temperatura powietrza jest bardzo przyjemna, a miasteczko tętniło życiem, udajemy się do pobliskiej tawerny aby skosztować przysmaków greckiej kuchni, a przy okazji delektować się wyborną Metaxą :).
W porcie, miejsca do cumowania wyposażone są w przyłącza elektryczne oraz ujęcia wody, dzięki czemu możemy naładować akumulatory oraz uzupełnić zbiorniki wody. Miłym akcentem jest fakt, że za nasz postój nie pobrano żadnych opłat. W kolejnym etapie zatrzymujemy się w bajecznej zatoce Vrika (39°09.59\\\'N 20°13.69\\\'E), w północno-wschodnim krańcu Antipaxos. Przemieszczając się w kierunku Lefkas, odwiedzamy jeszcze miejscowość Parga oraz większą Prevezę (38°57.32\\\'N 20°45.50\\\'E). Aby wpłynąć na kanał, czekamy na aż zostanie opuszczony most obrotowy, a w trakcie około godzinnej przeprawy po lewej burcie mijamy wysepki Sparti (38°42.83\\\'N 20°44.43\\\'E), Skorpidhi (38°42.02\\\'N 20°44.65\\\'E) i Skorpios (38°41.52\\\'N 20°44.59\\\'E), natomiast po prawej wznoszą się majestatyczne i masywnie wypiętrzone brzegi Lefkas. Aby skorzystać z kąpieli, rzucamy kotwicę w zatoce Desimi (38°40.32\\\'N 20°42.81\\\'E), cumujemy i zostajemy na noc w Sivota (38°37.38\\\'N 20°41.03\\\'E). Rano tankowanie zbiorników wody (2 euro=100 l wody), szybki spacer po Vasiliki, a następnie kurs w kierunku legendarnej Itaki, do której docieramy wieczorem. Zatrzymujemy się w malowniczym Kioni (38°26.93\\\'N 20°41.46\\\'E). Na kolację wybieramy się do restauracji Avra, słynącej z jagnięciny z różna. Wybór miejsca okazuje się niezwykle trafiony. Zadowoleni i najedzeni wracamy na jacht.

Kioni, Morze Jońskie, Wschód Kioni, GRECJA

Marina Gouvia, Morze Jońskie, Korfu, GRECJA
Pora opuścić zatokę Polis, miejsce bezpieczne i dobrze osłonięte nawet przy silnych północnych i wschodnich wiatrach. Mijamy północny cypel Itaki, by udać się na północny wschód, w kierunku wyspy Kastos (38°34.13\\\'N 20°54.72\\\'E). Po pewnym czasie na widnokręgu przed naszym dziobem pojawiają się ciemnogranatowe chmury. Taki widok nie zapowiada nic dobrego. Dotychczas cieszyliśmy się właściwą dla tej pory roku i dla Morza Jońskiego wspaniałą pogodą. Towarzyszyły nam promienie słońca i wiatry pozwalające na przyjemną i bezpieczną żeglugę. Teraz powoli zaczynamy odczuwać coraz silniejsze podmuchy z północnego wschodu, czyli dokładnie z tego kierunku, w którym zmierzamy.
Po prawej burcie w niewielkiej odległości mamy wyspę Atokos (38°28.61\\\'N 20°48.16\\\'E), postanawiamy więc przeczekać załamanie pogody przy jej południowych brzegach. Są tutaj trzy zatoki, zatrzymujemy się w pierwszej od zachodu.

Atokos, Morze Jońskie, Biała ściana, GRECJA
W końcu pogoda się poprawia. Opuszczamy dobrze osłonięte miejsce i kierujemy się w stronę wcześniej wyznaczonego celu, czyli na Kastos. Z powodu nieprzewidzianego postoju trafiamy tam krótko przed zachodem słońca. W niewielkim porcie o takiej samej nazwie jak wyspa przy falochronie znajdujemy kilka miejsc dla jachtów. Wszystkie są zajęte, więc nie pozostaje nam nic innego jak ponownie skorzystać z kotwicowiska. Niedługo po zakotwiczeniu zapada zmrok, a my docieramy na ląd i udajemy się na wieczorny spacer. Witają nas cisza, spokój i bardzo kameralna atmosfera. Spacer kończymy przy wiatraku, który znajduje się na szczycie wzniesienia przylegającego do portu. Obecnie wiatrak pełni funkcję restauracji. Nie jesteśmy głodni, ale z wielką radością degustujemy chłodne greckie wino – retsinę. Degustacja nie trwa zbyt długo, ponieważ za kilka godzin chcemy ruszać dalej.
O trzeciej w nocy, w całkowitych ciemnościach, podnosimy kotwicę. Przybywając w ten rejon przypłynęliśmy kanałem oddzielającym stały ląd od Lefkas, tym razem teraz chcemy opłynąć tę wyspę od strony zachodniej. Krótko po wschodzie słońca mijamy cypel Dhoukato (38°33.68\\\'N 20°32.48\\\'E), najdalej na południe wysunięty kraniec Lefkas. Po raz kolejny mamy okazję podziwiać fantastyczne klifowe brzegi. Takie widoki są charakterystyczne dla większości wysp Morza Jońskiego. Powoli oddalamy się od wyspy, przed nami 40 mil żeglugi po otwartym morzu. Pogoda znów nam sprzyja. Na bezchmurnym, błękitnym niebie słońce jest coraz wyżej, temperatura wzrasta do przyjemnych 25 stopni Celsjusza, umiarkowanie silny wiatr północno-wschodni pozwala nam płynąć półwiatrem z zadowalającą prędkością, dochodzącą do 8 węzłów.
Po 4 godzinach jesteśmy w pobliżu wyspy Antipaksos. Odwiedziliśmy ją na początku rejsu od strony wschodniej, dziś wpływamy do zatoki Radovani (39°09.11\\\'N 20°12.95\\\'E) w północno-zachodniej części wyspy. To doskonałe schronienie przy wiatrach ze wszystkich kierunków z wyjątkiem zachodnich. Dno jest piaszczyste, o niewielkim nachyleniu, gdzieniegdzie porośnięte roślinnością, więc kotwica trzyma doskonale. Otacza nas ciekawa skalista linia brzegowa, widzimy też niewielką piaszczysto-żwirową plażę. Zazwyczaj stoi tu kilka jachtów, ale dzisiaj mamy tylko jednego sąsiada – jest nim elegancki motorowy jacht z rosyjskojęzyczną załogą. Czas spędzony w zatoce poświęcamy na kąpiel oraz wycieczkę pontonem w celu zrobienia zdjęć i filmów. Po 10 godzinach żeglugi potrzebowaliśmy krótkiej przerwy, zregenerowani ruszamy dalej.
Nasz nowy cel znajduje się na południowym krańcu Paksos, a jest nim zatoka Mongonissi (39°10.96\\\'N 20°12.22\\\'E). Do przepłynięcia mamy 3 mile, co oznacza, że po półgodzinie docieramy na miejsce. Odnalezienie wejścia do zatoki wymaga koncentracji, ponieważ kryje się w nieregularnej skalistej linii brzegowej. W północno-zachodniej części zatoki jest betonowe nabrzeże, do którego przycumowały jachty. Są wolne miejsca, jednak ze względu na niewielką ilość czasu postanawiamy użyć kotwicy. Po raz kolejny ponton służy nam jako środek transportu. Na lądzie nigdzie nie widzimy sklepu, ale bez problemu trafiamy na bar i tawernę. Lekki lunch i lampka schłodzonego wina są tym, na czym obecnie najbardziej nam zależy. Mongonissi to niezbyt duża zatoka, ale można tu znaleźć schronienie w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Bez wątpienia jest to miejsce godne polecenia miłośnikom ciszy, spokoju i kameralnego nastroju.
Już popołudnie, a ponieważ dzisiejszą noc chcemy spędzić w porcie Lakka (39°14.24\\\'N 20°07.97\\\'E) w północnej części Paksos, opuszczamy Mongonissi. Przesuwamy się wzdłuż wschodnich brzegów wyspy i po godzinie jesteśmy u celu. Miejsca do cumowania znajdują się w południowo-wschodniej części zatoki i właśnie tam się zbliżamy. Głębokość stopniowo maleje. Według locji i mapy w GPS-ie minimalna głębokość powinna wynosić 1,9 metra. Nasz jacht ma 1,7 metra zanurzenia, więc teoretycznie nie powinniśmy mieć problemu z zacumowaniem. Gdy podpływamy rufą do nabrzeża, widzimy jednak, że jest znacznie płycej niż 1,9 metra, a dno okazuje się kamieniste. Wprawdzie kilem nie dotknęliśmy dna, ale i tak rezygnujemy z cumowania – gdyby pojawiła się fala, moglibyśmy uderzać w dno kilem lub płetwą sterową i doprowadzić do uszkodzenia. Niektóre jachty przy nabrzeżu są większe od naszego i najprawdopodobniej mają też większe zanurzenie, co oznacza, że stoją w obszarze o większej głębokości. Odpływamy na obszerne kotwicowisko. Kotwicę rzucamy na głębokości 5 metrów, wydajemy dużo łańcucha. Zatoka jest osłonięta niemal z każdej strony, więc czujemy sie bezpiecznie.
Kolejny raz bierzemy ponton i udajemy się na zasłużoną kolację. Nawet najbardziej wymagający smakosz znajdzie w porcie Lakka restaurację spełniającą jego oczekiwania. Po analizie oferty kilkunastu lokali decydujemy się na tawernę Nionios. Do takiego wyboru skłaniają nas duża liczba klientów i niesłychanie sympatyczny kelner, który zaprasza do kuchni i pokazuje, jak powstają posiłki. Wybór okazuje się doskonały. Zjadamy dużo i smacznie, a kwota na rachunku nie jest zbyt wygórowana.
Zgodnie z założeniem noc na kotwicowisku przebiega bardzo spokojnie. Lakka zrobiła na nas tak duże wrażenie, że rano ponownie płyniemy na ląd, aby się przekonać, jak wygląda tutaj życie o poranku. Zmiana jest zauważalna: wieczorem było gwarnie, lokale wypełnione klientami, a teraz cisza i spokój. W lokalach siedzą nieliczni klienci popijający kawę, część z nich oddaje się lekturze książek i prasy. Mamy okazję poznać dwa oblicza tej samej miejscowości.
Po południu musimy być na Korfu, w marinie Gouvia, do pokonania pozostał nam ostatni etap. Po raz kolejny pogoda mocno nam sprzyja. Słoneczny dzień i umiarkowanie silny wiatr z korzystnego kierunku to wymarzone warunki do żeglugi. Przemieszczamy się dosyć szybko i dlatego możemy się jeszcze zatrzymać w Benitses (39°32.90\\\'N 19°54.81\\\'E). Wpływamy do basenu portowego, są tu pirsy przeznaczone dla jachtów, niestety wszystkie miejsca zajęte. Robimy to, w czym mamy duże doświadczenie: wypływamy z portu, rzucamy kotwicę i wsiadamy do pontonu.
Już po kilu minutach spaceru wiemy, jakiego typu miejscowością jest Benitses – typowo turystyczną, z licznymi hotelami i hałaśliwą ulicą; pozbawioną uroku, z jakim stykaliśmy się wcześniej. Jedno, czego tu nie brakuje, to bez wątpienia restauracje i bary. Chcąc uprzyjemnić sobie chwile spędzone w tej miejscowości i uwzględniając fakt, że nadeszła pora obiadu, przysiadamy w jednym z lokali. Nieskomplikowane danie, jakim jest pita, oraz zimne piwo znacząco poprawiają nam humory. Wracamy na jacht i rozpoczynamy ostatni etap rejsu. Płyniemy do Gouvii, gdzie zakończymy swoją grecką przygodę.
Dziewięciodniowy rejs odbył się w ostatniej dekadzie września. Mieliśmy wspaniałą, wakacyjną pogodę, deszcz padał tylko dwukrotnie, wiatry były słabe i umiarkowane, jedynie raz przez około 2 godziny wiało 6 w skali Beauforta. Temperatura wody pozwalała na przyjemne kąpiele. Grecka kuchnia doskonała, a ceny – umiarkowane.
Dodane komentarze
brak komentarzy
Przydatne adresy
| tytu | licznik | ocena | uwagi |
|---|---|---|---|
| Morze Jońskie- Korfu - Itaka | 19 | Relacja z ostatniego rejsu po Morzu Jońskim. wrzesień 2017 |
Inne materia y
Dział Artykuły
Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.
Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.


















