Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Ding-Ding! Podróż do Hongkongu > HONG KONG


d.no d.no Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie HONG KONG / Hongkong / Wzgórze Wiktorii / Wzgórze WiktoriiW połowie dziewiętnastego wieku Anglicy stoczyli z Chinami zwycięską wojnę opiumową, aby móc dostarczać do Kraju Środka olbrzymie ilości indyjskich narkotyków – w zamian za ryż i herbatę. Częścią ich wojennych łupów została górzysta wyspa z kilkoma rybackimi osadami. Tak zaczęła się historia Hongkongu, jednej z największych i najbogatszych metropolii świata.

Hongkong należy do najgęściej zaludnionych miejsc na Ziemi. Ok, może nie cały. Gdy odliczymy jednak prawie bezludne wysepki oraz stoki stromych wzgórz, to Hongkong będzie mógł już grać w tej samej lidze co metropolie Indii.

Nie mam w tej kwestii żadnych wątpliwości, gdy piętrowym autobusem jadę z lotniska na półwysep Koulun i patrzę na otaczające mnie wieżowce. Tu nie jest tak jak w innych dużych miastach, że istnieją tylko dzielnice drapaczy chmur, a większy obszar zajmują domy jednorodzinne czy kamienice. Nie, prawie cały Hongkong najeżony jest wieżami, a w nazywaniu ich drapaczami chmur nie ma cienia przesady.

Spójrzmy chociażby na tutejsze blokowiska, niektóre nawet trochę podobne do polskich… Gdyby nie to, że bloki mają nie po dziesięć piętr, a po czterdzieści.

Zdjęcia: Hongkong, Koulun, Wieżowce Hongkongu, HONG KONG
Hongkong, Koulun, Wieżowce Hongkongu, HONG KONG



To i tak wciąż mało. Wiele rodzin gnieździ się w mieszkaniach, które u nas uchodziłyby za ciasne kawalerki. Najbiedniejsi zaś, w tym rzesze imigrantów, mieszkają w komórkach wielkości łóżka albo w szopach pobudowanych na dachach wieżowców.

Wynajęcie pokoju z wciśniętym w kąt aneksem kuchennym i łazienką o rozmiarach szafy kosztować może nawet dziesięć tysięcy złotych miesięcznie. Jak wspominałem, Hongkong to nie miasto dla cyfrowego nomady.

Gdybyście zaś chcieli nabyć nieruchomość, bądźcie gotowi na liczenie w milionach. No i ceny wciąż rosną, w dużej mierze za sprawą bogaczy z Chin kontynentalnych, którzy chętnie kupują lokale w Hongkongu. To świetna inwestycja, a poza tym posiadanie mieszkania w tej metropolii stanowi oznakę wysokiego statusu. Tymczasem ludzi nieustannie przybywa…

Mimo tego, jak wielkie i zatłoczone jest to miasto, bardzo sprawnie poruszać się można po nim środkami publicznej komunikacji. Hongkong to lider światowych rankingów w tej dziedzinie. Tutejszy system jest bezpieczny, punktualny i niezawodny, a także tani i dostępny dla wszystkich.

Na dodatek, rzecz najważniejsza z punktu widzenia turysty, można nim z łatwością dotrzeć pod każdą atrakcję.

Atrakcją może być także samo korzystanie z publicznego transportu. Wspomniałem już na przykład o piętrowym autobusie, którym jechałem z lotniska. Niby zwykły miejski autobus, a z okien wyższego pokładu podziwiać można miasto jak podczas drogiej wycieczki.

Piętrowe są także tramwaje, które tubylcy nazywają pieszczotliwie Ding-Ding. Określenie wzięło się od dzwonków, których tramwajarze używali kiedyś nieustannie, aby… przeganiać handlarzy, sprzedających towary na torowiskach.

Zdjęcia: Centrum Hongkongu, Hongkong, Tramwaj w Hongkongu, HONG KONG
Centrum Hongkongu, Hongkong, Tramwaj w Hongkongu, HONG KONG



Tramwaj są często zabytkowe, wciąż wożą pasażerów modele z lat pięćdziesiątych. Zresztą nawet najnowsze pojazdy buduje się na tradycyjną modłę i ciężko je odróżnić od starszych braci. Hongkończycy nie chcą zgodzić się na inne.

No dobrze, tutejsze tramwaje nie są najszybsze ani najwygodniejsze, bywają również zatłoczone. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas zwiedzania wyspy Hongkong (jeżdżą tylko tam, wzdłuż północnego wybrzeża), w planie wycieczki po prostu trzeba mieć choć kilka przystanków przejechanych Ding-Dingiem.

Inny punkt obowiązkowy to prom pływający między wyspą Hongkong a półwyspem Koulun. Bilet nie kosztuje nawet dwóch złotych, a to jedna z fajniejszych atrakcji w mieście.

Panorama z drapaczami chmur, mijające nas statki i promy, a w tle wzgórza okryte tropikalną zielenią. Widoki jak z pocztówek.

Zdjęcia: Zatoka Wiktorii, Koulun, Prom w Hongkongu, HONG KONG
Zatoka Wiktorii, Koulun, Prom w Hongkongu, HONG KONG



– Marihuana, przyjacielu? – konspiracyjnie zwraca się do mnie afrykański imigrant, stojący przy wejściu do Chungking Mansions. – A może coś mocniejszego?

Chungking Mansions to budynek wzniesiony w 1961 roku przy Nathan Road, głównej ulicy Koulunu. Właściwie to nie jeden budynek, ale pięć osobnych bloków, wyrastających na piętnaście pięter ponad dwoma poziomami handlowo-gastronomicznymi.

Początkowo był to kompleks mieszkalny dla chińskiej ludności, ale Chińczycy szybko się stąd wynieśli. Molochem zawładnęli nielegalni imigranci z różnych zakątków świata – od Senegalu, przez Pakistan, po Filipiny. Rozkwitł tutaj czarny rynek, zaroiło się od prostytutek, narkotyki otwarcie sprzedawano na każdym rogu.

Kilkanaście lat temu policja wzięła się za porządki, w Chungking Mansions zamontowano też prawie pół tysiąca kamer monitoringu. Sytuacja się zmieniła.

Chociaż nie do końca, jak wnioskuję z powitania przy wejściu. Wciąż można kupić narkotyki czy towary z przemytu, wciąż każdego roku przewijają się przez kompleks ludzie z ponad stu krajów, a wśród tysięcy stałych mieszkańców Chungking Mansions duży odsetek stanowią nielegalni imigranci.

Jedną albo kilka nocy spędzają tutaj także tysiące turystów. Urządzone w mieszkaniach hostele i hoteliki trudno zliczyć, a i tak zawsze są pełne.

Nic dziwnego. Raz, że trudno o tańszy nocleg w tym mieście. Dwa – to najlepsza lokalizacja na półwyspie! Tuż obok przystani promowej i pięknego nadbrzeża, kouluńskiego parku, świątyń i muzeów.

Mijam sklepiki z elektroniką, kantory z najlepszymi kursami w Hongkongu, bliskowschodnie i indyjskie bary, żeby dotrzeć w końcu pod windę jeżdżącą na najwyższe piętra bloku, gdzie znajduje się mój hotel. W kolejce do windy stoi przede mną dwadzieścia osób. Kilku roześmianych Nigeryjczyków, ubranych jak na plażę, dwie malutkie Japonki z wielkimi walizkami na kółkach, grupa hindusek w tradycyjnych strojach, brodaty sikh w turbanie. Żadnego Chińczyka.

– Gdy czekasz tu na windę mniej niż kwadrans, masz szczęście – mówi przystająca za mną Indonezyjka.

Najwyraźniej mam, bo po kwadransie załatwiam już formalności w hotelowej recepcji, urządzonej w przedpokoju mieszkania. Potem idę do swojego pokoiku, w którym ledwie mieści się łóżko i nocna szafka. Nic więcej. Łazienka ma wielkość kabiny prysznicowej i cała za taką służy. Cóż, jak Hongkong to Hongkong.

Zdjęcia: Victoria Park, Hongkong, Niedziela w Hongkongu, HONG KONG
Victoria Park, Hongkong, Niedziela w Hongkongu, HONG KONG



Niedziela to ostatni dzień mojej podróży do Hongkongu. Dzień, w którym z Koulunu znów płynę na wyspę Hongkong, bo w każdą niedzielę dzieje się tam rzecz niezwykła: parki i ulice zagarnięte zostają przez tysiące kobiet z Filipin i Indonezji.

Konkretnie, jest tych pań nieco ponad trzysta tysięcy, mniej więcej pół na pół, jeśli idzie o narodowość. Prawie wszystkie pracują jako pomoc domowa, a wolny czas mają tylko w niedzielę i na tej obcej ziemi spędzają go w gronie rodaczek.

Indonezyjki biorą we władanie Victoria Park i okolicę, Filipinki natomiast zajmują place i chodniki dzielnicy finansowej, rozkładając maty i kartony u stóp drapaczy chmur, luksusowych hoteli i największych banków. Próbowano je kiedyś przegonić, lecz filipińskie kobiety łatwo się nie poddają.

Indonezyjki są za to lepiej zorganizowane. Pokazują się w strojach z różnych regionów ojczyzny, prezentują tradycyjne tańce, razem się gimnastykują, uprawiają sport.

Filipinki zaś… Filipinki to chaos i żywioł, krzyk i śmiech. Słychać je z daleka, a że są prawie wszędzie, słychać je nieustannie. Nie zagłuszają ich nawet Ding-Dingi.

Zaczęło się na początku lat osiemdziesiątych. Hongkong rozwijał się szybko, wszyscy mieli pracę, tymczasem na Filipinach było dokładnie odwrotnie. Dlatego to właśnie filipińskie kobiety zaspokoiły tutejszy popyt na pomoc domową. Zaczęły gotować, sprzątać i opiekować się dziećmi w tysiącach mieszkań zapracowanych Chińczyków.

Rozstawały się z przyjaciółmi i rodzinami, często z mężami i dziećmi, z ojczystą kulturą. Od początku lgnęły więc tu do siebie w jedyny wolny dzień. Pieniędzy, jakie udawało im się odłożyć, nie chciały marnować na restauracje i kino, jadły więc i bawiły się na ulicach. Tak już zostało. Zastanawiam się tylko, czemu nie zajęły sobie parków, chociaż o parę lat wyprzedziły przybywające z tych samych powodów Indonezyjki.

Zdjęcia

HONG KONG / Hongkong / Wzgórze Wiktorii / Wzgórze WiktoriiHONG KONG / Koulun / Hongkong / Wieżowce HongkonguHONG KONG / Hongkong / Centrum Hongkongu / Tramwaj w HongkonguHONG KONG / Koulun / Zatoka Wiktorii / Prom w HongkonguHONG KONG / Hongkong / Victoria Park / Niedziela w Hongkongu

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl