Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

FRA LI MONTI czyli Droga Przez Góry dzień 8 > FRANCJA


yansza yansza Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_1Etap Onda-Vizzavona

Etap VII L’Onda - Vizzavona
Znowu budzimy się jak już wszyscy wyruszają na trasę. Jest po godzinie 6, a my dopiero zaczynamy przygotowywać się do wymarszu. Widzimy jak ekipy ostro wspinają się po zboczu, obok pola namiotowego. Cieszymy się, że dzisiaj mamy zakończyć północną część wędrówki. Podobnie jak inni i my ruszamy ostro pod górę, wspinając się na grzbiet Crete de Muratello. W przewodniku wyczytałem, że chociaż podejście jest bezlitośnie strome i kamieniste to należy do przyjemnych, ponieważ dostarcza wspaniałych widoków. Po co ja dźwigam ten durny przewodnik (470 gram)?, pot mi oczy zalewa i ani mi w głowie widoki. Tego dnia rzeczywiście musieliśmy wyjść długo po Stephanie, ponieważ pomimo bardzo długiego podejścia nie doganiamy go. Mijamy za to sporo ludzi, których rozpoznaję z campingu. Ta francuzka para, (o której pisałem, że się poznamy), odpoczywa i uśmiecha się do nas, zachęcając do wymiany zdań. Pozdrawiamy ich, ale nie zatrzymujemy się, zdążyłem tylko rzucić „gorąco dzisiaj”, a już Marek odszedł mi kawałek, więc go gonię. Cały czas mu siedzę na plecach. Nie znosi tego i ma rację, bo musi uważać , żeby nie uderzyć mnie kijkami jak nimi wymachuje. Przez pierwsze dni, bez przerwy mnie strofował, ale poddał się gdy stwierdził, że ja chyba inaczej nie potrafię. Rzeczywiście, najlepiej mi się idzie krok za nim. Wspinaczka jest czasami tak stroma, że trzeba sobie pomagać rękami lub przeciskać się między skałami. Po drodze na przełęcz, a właściwie to już na przełęczy, napotykamy tablicę, na której jest napisane, że tutaj zginął (dosłownie zaginął) Jean Pierre Etienne, kiedy w kwietniu 2003 roku przechodził na nartach szlak GR20 ze swoim psem Lola. Wypadało by teraz napisać, że dumamy przy tablicy nad marnością życia ludzkiego, nad niebezpieczeństwami GR20 i w ogóle jak to się narażamy, pokonując ten szlak. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Przyjmujemy do wiadomości jej treść i idziemy dalej pamiętając, że teraz czeka nas 5 godzin zejścia do Vizzavony. Dochodzimy do rozwidlenia szlaku. Etap ten podobnie jak poprzedni i kilka innych można pokonać na dwa sposoby; trasą zasadniczą i wariantem oznaczonym żółtymi znakami. My, jako patrioci, oczywiście wybieramy oznaczenie biało-czerwone. Dzisiaj pomimo upału założyłem koszulkę z długim rękawem, ponieważ zeszła mi skóra z przedramion, a ta różowa która się pokazała, też już jest poparzona. Rzeczywiście zejście jest nużące, przy każdym kroku bolą kolana, dobrze że mamy kijki. Pozwalają trochę je odciążyć. Dochodzimy wreszcie do lasku, który przynosi ulgę i miejsca też stają się coraz bardziej urokliwe. Zatrzymujemy się często, bo rzeka Agnone wzdłuż której idziemy, tworzy wspaniałe niecki, które wymagają sfotografowania. Wpadam na pomysł, żeby w jednej z takich zatoczek sprawdzić swój materac. Znaleźć miejsce gdzie uchodzi powietrze, zakleić je i spać jak król. Przyszło mi to głowy po tygodniu spania na kamieniach, „bystrzacha” ze mnie, nie ma co. Pompuję materac, zanurzam w wodzie i zaraz widzę gdzie jest niewielka dziurka. Zaznaczam, składam i chowam materac. Czas trwania operacji 12 min. Razem z klejeniem, to będzie ze 20 min, a ja tyle czasu się morduję. Dochodzimy do Vizzavony. Sama Vizzavona, nieco rozczarowuje. To w zasadzie jest dworzec i … tyle. Jest jeszcze schronisko, wokół którego można się rozbić na malutkim placyku. Powoduje to, że namioty tak są zagęszczone, że nie sposób przejść między nimi. Znajdujemy jeszcze kawałek wolnego miejsca na nasz namiot. Jesteśmy rozbici niedaleko Stephana i Jean-Michela. Zresztą tutaj wszystkie namioty są niedaleko. Wieczorem, gdy przybyło jeszcze kilka osób, wcisnęło się następne kilka namiotów. Nie wiem jakim cudem, bo jak my się rozbijaliśmy, to byliśmy przekonani, że tu ledwo jest miejsce na nasz mały namiocik. Są też prysznice do dyspozycji, i tutaj niespodzianka - z ciepłą wodą. Przyda się, bo prania się uzbierało i ogolić też się trzeba. Ja biorę się za klejenie materaca. Mam tu łatki i klej z zestawu naprawczego. Klej wyschnięty na „amen”, no to pokleiłem, myślę sobie. Całe szczęście, że Marek ma taki sam materac z takim samym zestawem. Jego klej jest dobry, przyklejam łatkę i sznurkiem przywiązuję materac w miejscu klejenia do ogrodzenia dworca. W ten sposób, spełniam wymóg z instrukcji klejenia „ścisnąć i zostawić na kilka godzin”. Idę do sklepiku, który jest w budynku dworca. Budynek dworca oprócz swojej podstawowej funkcji, spełnia też rolę sklepu i restauracji. Sklep zaopatrzony średnio. Chleba już nie ma. Dobrze, że Marek się przytomnie zachował i poszedł wcześniej do tego sklepu. Kupił ostatni chleb. Ja kupuję kiełbaski z soczewicą i korsykańską kiełbasę Figatelli. To cienka kiełbaska, podobna do kabanosów. Zaglądam też do baru przy schronisku i tam udaje mi się kupić chleb, też ostatni. Pocieszam się przysłowiem „Kto zjada ostatki ten jest….” Wiadomo jaki. Taki jak ja. Pewnie teraz wiele osób, nawet tych mniej przesądnych, odmówi zjedzenia ostatniej kromki chleba ze strachu aby nie być taki jak ja. Marek jeszcze raz wybiera się do sklepiku, bo przypomniał sobie o czekoladzie.
Po prysznicu, rozbiciu namiotu, praniu i zakupach przychodzi czas na posiłek. Na tym pseudo polu namiotowym nie ma kuchenki, więc mamy biedę z przygotowaniem posiłku. Pamiętacie jak pisałem, że Stephane nie wyrzucił kuchenki? Dobrze zrobił, teraz się przydała. Camping jest darmowy, nie wybrzydzamy więc na brak kuchenki, tym bardziej, że jest ciepła woda. Ja przygrzewam dopiero co zakupione kiełbaski z soczewicą, a Marek szykuje sobie coś innego, już nie pamiętam co. Ja swój posiłek pamiętam, ponieważ … ale to było potem. Teraz przyszedł do nas Stephane i pyta o klej, ale nie ten od materaca tylko taki do butów. Tak się składa, że mam „S.O.S Super klej” firmy Pattex. Klej się nadaje i nazwa też odpowiednia, bo Stephana buty potrzebują pomocy. Podeszwa odchodzi w kilku miejscach. Te skały wszystkiemu dadzą radę. Przy okazji oglądamy nasze buty. Moje jako tako, natomiast Marek ma problem. Jego buty wydają się pękać na podeszwie. Zaskakuje nas to, ponieważ przed wyjazdem kupił porządne buty „Salomon”-a. Zastanawia się czy zachował paragon, bo buty ewidentnie nadają się do reklamacji. To dopiero początek kłopotów Marka z butami, na razie jednak jeszcze nie jest tak źle. Do Jean-Michela przyjeżdża rodzina. Córka z synkiem, czyli jego wnuczkiem, którym od razu się pochwalił. Przyjechała też żona którą chwalił się jakby mniej. Zresztą zupełnie niesłusznie, bo kobieta okazała się bardzo sympatyczna. Córka z synem odjechali następnym pociągiem. Żona została i ma przejść razem z Jean-Michelem południową część GR20. Pytam czy często chodzą razem po górach? Nie, wcale nie chodzimy - odpowiadają. Do Pirenejów mają 300 km, a do Alp tak daleko, że nawet nie wiedzą ile. No tak, pomyślałem sobie, wpadło im do głowy, żeby sobie troszkę pochodzić po górkach i wybrali GR20, najtrudniejszy szlak w Europie. Zachowuję kamienną twarz i myślę no to zobaczymy, co z tego będzie. Jean-Michel nie można powiedzieć, wysportowany, zresztą przeszedł już „północ” i to dobrze przeszedł, ale ona może mieć kłopot. Nie pomyliłem się wiele, ale to żaden powód do satysfakcji. Wyładowała mi się komórka i nie bardzo jest gdzie ją podładować. Idę więc do schroniskowego baru, kupuję wodę mineralną po 3.5 euro (złodziejskie ceny), siadam w kącie sali i wypinam jakiś ekspres, czy czajnik który służy mieszkającym w schronisku. I tak nikt nie korzysta teraz z tego. Wpinam się z ładowarką i siedzę popijając wodę. Siedziałem tak ponad godzinę, aż komórka się naładowała. Może nie do końca, ale wystarczająco aby zadzwonić. Dzwonię do domu zawsze, gdy tylko jest zasięg. (Właśnie przyszedł rachunek za te moje rozmowy 336 zł + abonament razem prawie 400zł . Dopiszę do kosztów eskapady.) Idę wreszcie po swój materac. Dzisiaj w nocy próba generalna. Pompuję go i wrzucam do namiotu sprawdzając najpierw podłogę czy nie wystają przez nią jakieś kolce. Z ludzi, którzy wieczorem doszli jeszcze na camping, poznaję Kanadyjczyka w słomkowym kapeluszu. Dobry znajomy z poprzednich etapów. Jest też sporo ludzi, którzy dopiero zaczynają, między innymi chłopak, którego będziemy już spotykać do końca wędrówki, a nawet dłużej. Później poznamy jego imię. Na razie Marek mówi na niego „gruby”. Razi mnie to bardzo. Nie, to nie z powodów etycznych nie chcę go nazywać „grubym’. Po prostu facet nie jest grubszy ode mnie i jeśli jego mamy nazywać „gruby” to jaką ja mam „ksywkę” wśród GR-owców? Na szczęście nie dowiem się tego nigdy. Łapię się na tym, że ledwie dolazłem do połowy, a na tych co dopiero zaczynają patrzę z wyższością. To jest okropne, ale jakby niezależne ode mnie. Już taka natura człowieka, pocieszam się. Pamiętacie tych Francuzów w Asco Stagnu, którzy trochę protekcjonalnie nas traktowali, bo przeszli już wtedy Le Cirque de la Solitude, który my mieliśmy jeszcze przed sobą. Napisałem, że ich rozumiem. Mam nadzieję, że Ci, którzy rozpoczynają wędrówkę też mi wybaczą. Kładziemy się wreszcie spać. I w tym miejscu powinienem tradycyjnie napisać cdn., ale dla mnie to jeszcze nie koniec dnia, chociaż jest północ. Dostałem strasznych boleści brzucha, kręcę się po materacu i żeby nie budzić Marka wychodzę na zewnątrz. Oszczędzę Wam opisu wszystkich sensacji jakie przeżywam. Teraz już wiadomo dlaczego tak dokładnie pamiętam co jadłem. Mogłem się temu przyglądnąć po raz wtóry. Wreszcie wyciągam z plecaka apteczkę, z apteczki nospę i po 2 godzinach już mi lepiej. Kładę się już definitywnie i zauważam że materac „trzyma” powietrze. Teraz mogę z czystym sumieniem napisać – Cdn.

Zdjęcia

FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_1FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_2FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_3FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_4FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_5FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_6FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_7FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_8FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_9FRANCJA / Korsyka / Onda-Vizzavona / Na szlaku_8_10

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl