Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Kolumbia 2011 cz. II > KOLUMBIA


paco paco Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie KOLUMBIA / amazonas / puerto narino / czekając na słońcedalszy ciąg przygód wesołej gromadki w Kolumbii

Pomysł z przemieszczaniem się lokalnymi liniami okazał się strzałem w dziesiątkę choć nieco kosztownym. Głównym powodem była kwestia bezpieczeństwa ale nie bez znaczenia są także odległości. Praktycznie dotarcie w czasie dwuipółtygodniowej podróży do tych miejsc byłoby niemożliwe przy korzystaniu z autobusów. Choćby dlatego, że do takiej Leticii nie dochodzi żadna droga (najbliższa kończy się kilkaset km przed miastem) a odległość z Bogoty też nie jest bez znaczenia. Ta mająca swój urok mieścina została założona w XIX w. jako peruwiańska, by w latach trzydziestych XX w. po krótkiej wojnie pomiędzy Peru i Kolumbią przejść w te ostatnie ręce. W latach 70. była praktycznie w rękach karteli narkotykowych i odwiedzenie jej nie wchodziło w grę. Obecnie, jak podaje Lonely Planet największe niebezpioeczeństwo czyhające na turystę grozi mu ze strony wszechobecnych motorowerów, co mogę potwierdzić. Już w drodze z lotniska widać koszary zajmowane przez całkiem przyzwoitą jednostkę. Ale po kolei. Prawie cała trasa lotu przebiega nad gigantyczną połacią lasów amazońskich, podróż nie należy jednak do najprzyjemniejszych bo z powodu prądów powietrznych występują dość silne turbulencje i praktycznie cała przebiega w gęstych chmurach. Dopiero na kilkanaście minut przed lądowaniem schodzimy poniżej pułapu chmur i można podziwiać plantację gigantycznych brokułów, bo tak z góry wygląda Amazonia.
Na lotnisku wrażenie robi wojsko z psami do wykrywania narkotyków sprawdzające każdy bagaż. Cholera wie, czy ktoś życzliwy nie podrzucił czegoś do bagażu, więc od razu pomyślałem że gdyby Miszczak z TVN robił kolejne odcinki programu o Polakach siedzących w perdlach Ameryki Południowej, to mógłby do mnie zajechać. Druga niespodzianka była bardziej przykra. Już, już byłem prawie za bramką a tu jakaś pani coś tam próbuje mi wciskać. W pierwszej chwili myślałem, że chodzi o jakieś lokalne wycieczki, potem że to jakaś donacja na ginące lasy i grzecznie podziękowałem i waliłem prosto do wyjścia. Okazało się jednak, że z jej propozycji sprzedaży bileciku za 18.500 COP nie można zrezygnować, bo to obowiązkowa opłata turystyczna za wjazd do Leticii.
O ile w Bogocie było wręcz chłodno, zwłaszcz wieczorem i w nocy, to tu żar wręcz lał się z nieba. Do tego widoki już koło lotniska były na tyle ciekawe, że przekonałem Kaśkę i Igora, że spacerek z lotniska do miasteczka świetnie nam zrobi. Powiem tylko tyle – to był kiepski pomysł, taksówka z lotniska naprawdę kosztuje grosze a marsz w 40 stopniowym upale z siatami nie należy do najprzyjemniejszych. Na domiar złego nocleg znaleźliśmy dopiero w trzecim hotelu bo obłożenie mieli całkiem spore. Z przewodnika wybrałem taki, który przy okazji organizował wypady do dżungli w różnych konfiguracjach. Mieli całkiem przyzwoitą stronę po angielsku i dobre opinie. Przywitał nas właściciel, zdaje się że Belg czy Holender i jak nas zobaczył, to bez pytania kazał nam podać po szklanie pysznego soku. Fakt, nie wyglądaliśmy najlepiej, chociaż szliśmy raptem godzinę. Niestety, po krótkim odsapnięciu musieliśmy ruszać dalej. W końcu znaleźliśmy całkiem przyzwoity hotelik (ok. 50 USD za 3 os.z łazienką i klimą w pokoju). Wkrótce okazało się, że jednym z zajęć tubylców było żenienie przyjezdnym wycieczek do dżungli. Propozycje padały dosłownie co chwilę ze wszystkich stron. Jak nic musieliśmy wyglądać na świeżaków. Działa to tak, że wycieczki organizuje kilka hoteli czy prywatnych firm ale naganiaczy są całe tabuny i za dostarczenie takiego gringo można zarobić parę groszy, choć wyglądało, że dla niektórych to było jedyne zajęcie. Po doświadczeniach kantorowo – bankomatowych zaopatrzyłem się w większą ilość gotówki jeszcze w Bogocie. Okazało się, że niepotrzebnie bo bankomatów jednak kilka w miasteczku było i to całkiem sprawnych a kurs jaki obowiązywał w Leticii był najlepszy w czasie całego pobytu w Kolumbii. Po ulokowaniu się w hotelu i krótkim wypoczynku przyszedł czas by ruszać w miasto. Rozpoczęliśmy od kilku Aguili (kolumbijskie piwko) i zanim się spostrzegliśmy zrobiło się ciemno. Nic dziwnego, zmrok jak wszędzie na równiku zapada równo o 18. Prawdziwe życie miasta zaczęło się dopiero wtedy. Musieliśmy obczaić jakąś łódź do Puerto Narino na rano. Leticia nie jest taka mała, ma ze trzydzieści parę tys. mieszkańców i dość płynnie łączy się z brazylijską Tabatingą, do której swobodnie można przechodzić. Kontrola nie ma sensu, bo i tak nie da się wydostać stąd inaczej niż samolotem albo drogą wodną. Z Tabatingi pływają stateczki do Manaus w jedną i do Iquitos w drugą stronę i bez kontroli dokumentów nikt nie wyjedzie. Tabatinga jest na oko większa i jest zdecydowanie tańsza ale chyba trochę niebezpieczna. Miałem już raz możliwość przekonać się o brazylijskiej gościnności podczas karnawału w Rio w 2000 r. jak tylko dzięki kumplowi uszedłem z życiem, bo rozpędził sześciu szczyli po 15-16 lat na Copacabanie. Inna sprawa, że łażenie po nocy na plażę to było proszenie się o kłopoty. No ale nie każdy miał okazję przejechać się karetką pogotowa w Rio na sygnale. W każdym razie tym razem nie było nawet cienia jakiś niebezpiecznych sytuacji i po obu stronach granicy można było się szwędać bez problemu, choć po zmroku o dziwo bezpieczniej czułem się po kolumbijskiej stronie. Najbardziej życie tętniło na bazarze koło przystani. Oprócz staraganów z dobrem wszelakim pełno małych knajpek i jadłodajni i typków oferujących co dusza zapragnie.
Udało się znaleść biuro lokalnego przewożnika oferującego transport do Puetro Narino. Wolełem nie ryzykować jednak kupowania biletów wieczorem bo kto wie, co się wydarzy do rana. Tym razem już nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło i rano zapakowaliśmy się na łódź. Po zapłaceniu za bilety (kilkanaście USD w jedną stronę) gość skierował nas do przystani i mówi że mamy wsiadać do łodzi takiej i takiej nie dając żadnego biletu ani nic. Już się zastanawiałem po co było kupować bilety, jak można iść prosto do łodzi. Nic bardziej mylnego, jak już się wszyscy usadowili, to gość z kasy doniósł listę pasażerów i dokładnie każdego sprawdzili. Do pokonania mieliśmy jakieś 70-80 km w górę rzeki. Amazonka nie ma tu jednego wyraźnego nurtu tylko tworzy całe mnóstwo odnóg, co w połączeniu z licznymi dopływami tworzy niezły wodny labirynt. Nasza lódź miała na pokładzie ze dwadzieścia osób i grzała z naprawdę niezłą prędkością, musiało to być na prostych odcinkach z 50-60 km/h. Przyznam, że zacząłem mieć stracha od momentu, kiedy zorientowałem się, że na powierzchni rzeki unosi się cała masa pni drzew podmytych i zwalonych w czasie pory deszczowej. Niektóre było widać wyraźnie i z daleka, inne ptrawie nie wystawały z wody i było je widać dopiero z bliska a i to kiepsko. Teraz zrozumiałem, dlaczego nasza łódź kręci takie esy-floresy na prostej i szerokiej rzece. Po prostu omijaliśmy unoszące się w wodzie kłody. Chyba nie muszę wspominać, co by się stało z łodzią i pasażerami w razie najechania na coś takiego. Nie dzieliłem się jednak swoimi obserwacjami z Kaśką i Igorem ale sprawdziłem czy każdy ma założoną i dobrze zapiętą kamizelkę. Co jakiś czas podpływaliśmy do brzegu żeby kogoś wysadzić albo zabrać. Czasem nie było widać nawet żadnej chałupy, ktoś wysiadał i znikał w dżungli. Trzymaliśmy się cały czas w miarę blisko kolumbijskiego brzegu. Po drugiej stronie była przez chwilę Brazylia a potem Peru. Do drugiego brzegu było na oko z kilometr – półtora, po czy okazywało się, że to co braliśmy za drugi brzeg, to tylko wyspa, za którą znowu ciągnie się kawał wody. Nie byłem nigdy przy ujściu Amazonki ale widziałem ją w Manaus, do drugiego brzegu było kilka ładnych kilometrów. Stąd do Manaus płynie się trzy dni i cztery noce i trzeba mieć swój własny hamak ale w drugą stronę – do Leticii – płynie się dwa razy dłużej.
cdn

Zdjęcia

KOLUMBIA / amazonas / puerto narino / czekając na słońceKOLUMBIA / amazonas / Leticia / domy na palachKOLUMBIA / Leticia / Amazonka / Nad Amazonką IKOLUMBIA / Puerto Narino / Amazonka / Nad Amazonką IIKOLUMBIA / Puerto Narino / Amazonka / Nad Amazonką III

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl