Artykuły i relacje z podróży Globtroterów
Kolumbia cz. IV > KOLUMBIA
paco
relacje z podróży
W Puerto Narino i Leticii spędzili¶my jaki¶ tydzień, choć można by się tam zaczepić na miesi±c i na pewno by się człowiek tu nie nudził. Kilka lokalnych biur organizuje tzw. canopy tour, polegaj±ce na wspinaniu się na platformy zawieszone w koronach drzew i obserwowanie stamt±d głównie ptaków. Między platformami można się przemieszczać po rozwieszonych pomostach. Można tam spędzić kilka godzin albo i trzy dni bior±c ze sob± zapasy. Nie pchali¶my się na to bo czę¶ć naszej grupki – taka Kasia na przykład – robiła się blada od samego słuchania o tych platformach. Ja natomiast miałem okazję tego spróbować w Kostaryce kilka lat temu. Fajna sprawa. Były jeszcze takie atrakcje, jak nocne polowanie na kajmany, z aparatem oczywi¶cie. Płynie się solidnie po zmroku w miejsca znane lokalesom i przy pomocy latarki wypatruje się małe kajmany. Przewodnik wyci±ga takiego delikwenta na pokład łodzi i każdy chętny może sobie gada pogłaskać i potrzymać po czym wraca nieuszkodzony do wody. Takie wycieczki s± coraz poularniejsze, coraz lepiej zorganizowane ale niestety maj± jedn± wadę – s± drogie. Je¶li znajdzie się np. 3 dniow± wyprawę z programem: ogl±danie różowych delfinów, wizyta w osadzie indian, ławienie pirani, treking po dżungli i kajmany poniżej 250 USD to dobrze. Warto sprawdzić, czy nie trzeba będzie targać swojej wody i żarcia na 3 dni. My większo¶ć tych atrakcji zaliczyli¶my przy pomocy naszego Antonia – chłopaka, który na co dzień uprawia swoje poletko w Puerto Narino a jako przewodnik dorabia dorywczo. Je¶li z czasem podszlifuje angielski to będzie nieĽle. Od nas brał za cały dzień 40 USD i to za trójkę. Takie rozwi±zanie to niezła alternatywa bo w końcu chodzi się po tej samej dżungli, łowi takie same piranie i ogl±da te same delfiny. Fakt, że z miejscowe firmy zapewniaj± dwujęzycznych przewodników, prowiant i często jeszcze film video na koniec ale słono też sobie za to licz±.
Następnym naszym przystankiem była Santa Marta na wybrzeżu karaibskim. Trudno byłoby narysować dłuższ± linię w obrębie konturów Kolumbii, co¶ koło 3 tys. km. Udali¶my się więc na lotnisko, tym razem już jak biali ludzie – taksóweczk±. Od razu zorientowali¶my się, że co¶ jest nie halo. Okazało się, że z powodu awarii systemu panuje kosmiczny bałagan a karty pokładowe wypisuj± ręcznie. I to mnie wła¶nie zaniepokoiło bo po drodze mieli¶my międzyl±dowanie w Bogocie i z godzinę na przesiadkę a personel naziemny na przepakowanie naszego bagażu. Specjalnie dwa razy chodziłem i sprawdzałem, czy bagaż jest na pewno odprawiony do Santa Marty, no jakżeż inaczej senor, oczywi¶cie że do Santa Marty. Samolot z powodu tego bajzlu miał solidne opóĽnienie i w Bogocie mieli¶my na przesiadkę dosłownie kilka minut i czekali tylko na nas. Mimo to zd±żyłem jeszcze w biegu spytać kogo¶ z obsługi o bagaże – no problem senor. Na miejscu byli¶my już po zmroku i okazało się, że oprócz naszych nie doleciało jeszcze kilka innych siatek. Cały korowód na lotnisku z wypisywaniem kwitów, obiecywaniem, że może jeszcze dzisiaj a już jutro z samego rana to na pewno bagaże będ±, itp., itd, chociaż po kilku minutach widać było, że nic już dzisiaj nie wskuramy i jedyne na czym obsłudze zależy, to żeby się nas pozbyć. W końcu zabrali¶my się stamt±d przed lotnisko i szukamy taksóweczki na stare miasto i tu kolejna niespodzianka – okazuje się, że żaden taksiarz nie chce jechać w kierunku Starego Miasta. W końcu znalazł się jaki¶ chętny ale ze strasznie nieszczę¶liw± min±. Już po paru minutach jazdy okazało się, że dopiero co przez miasto przeszła nawałnica i Starówka była dosłownie pod wod±. W pewnym momencie go¶ć oznajmił nam, że jeste¶my na miejscu i mamy wysiadać. Wygl±dało to tak, jakby dalej po prostu nie mógł już jechać z powodu zbyt wysokiej wody na ulicy. Tak też było faktycznie ale stało się to jakie¶ 30 metrów od bramy naszego hotelu. Najpierw w ogóle nie chcieli nas przyj±ć, w recepcji było jeszcze po kostki wody ale gdy kilka razy powtórzyli¶my, że nigdzie nie będziemy włóczyć się po nocy i szukać innego hotelu w końcu im ryrka zmiękła i jak±¶ norkę nam wyrychtowali. Było już koło 22 i niespecjalnie chciało nam się jeszcze gdzie¶ chodzić, ograniczyłem się więc do pilnej wizyty w spożywczaku na rogu po pyszny karasibski rum, na który od tej pory postanowiłem się przestawić.
Następnego ranka po powodzi w mie¶cie prawie nie było już ¶ladu, Nic dziwnego, bo koło 10 było już ze 25 stopni a przez cał± noc wła¶ciciele domów, knajp i hoteli uwijali się żeby wszystko posprz±tać. Po ¶niadaniu udali¶my się do biura Copa Airlines, gdzie żadna z miłych pań nie mówiła po angielsku ale wiedziały o co nam chodzi. Po paru telefonach i wzięciu numeru do naszego hotelu zapewniły, że na pewno bagaż dotrze jeszcze dzisiaj. Byli¶my w tym biurze jeszcze ze trzy razy w ci±gu dnia i ostatni raz na chwilę przed zamknięciem, babki miały nas już serdecznie dosyć ale my też mieli¶my dosyć tej sytuacji. Zwłaszcza, że od naszego przylotu poprzedniego wieczora były już ze dwa loty tych lini z Bogoty a te nygusy nie miały absolutnie nic do powiedzenia poza typowymi bzdetami. Sprawa zaczynała się komplikować, bo następnego dnia była niedziela a my bez bagażu, w jednych gaciach i koszuli. Trzeba było pomy¶leć o jaki¶ zakupach.
Santa Marta to całkiem spore miasto, ma ok. 400 tys. mieszkańców ale wszystko co ma do zaoferowania turystom ogranicza się do Starówki ograniczonej kwadratem kilkunasu ulic. To głównie baza wypadowa dla wybieraj±cych się do Ciudad Perdida, Parku Tyrona czy choćby do Tagangi. Następnego ranka, już bez wizyty w biurze Copa, bo to niedziela, wybrali¶my się na całodniowy wypad do Tagangi. To mała wioska oddzielona od S. Marty jednym sporym wzgórzem. Ma kilka bardzo ładnych plaż i mnóstwo knajpek i hotelików. Je¶li kto¶ nurkuje, to w Kolumbi nie ma lepszego miejsca i Taganga jest nurkow± mekk±. My mieli¶my małego pecha, bo po ostatniej burzy morze było jeszcze solidnie wzburzone i przy okazji zm±cone, więc chwilowo nurki były wstrzymane.
Jakież było nasz zaskoczenie i rado¶ć, gdy po powrocie okazało się, że jest szansa ujrzeć nasze bagarze jeszcze tego wieczora. Co prawda nie odbyło się to samo z siebie lecz po małej awanturze telefonicznej z infolini± Copa. Grunt, że nasze siatki przyjechały nie naruszone.
Następnym naszym przystankiem była Santa Marta na wybrzeżu karaibskim. Trudno byłoby narysować dłuższ± linię w obrębie konturów Kolumbii, co¶ koło 3 tys. km. Udali¶my się więc na lotnisko, tym razem już jak biali ludzie – taksóweczk±. Od razu zorientowali¶my się, że co¶ jest nie halo. Okazało się, że z powodu awarii systemu panuje kosmiczny bałagan a karty pokładowe wypisuj± ręcznie. I to mnie wła¶nie zaniepokoiło bo po drodze mieli¶my międzyl±dowanie w Bogocie i z godzinę na przesiadkę a personel naziemny na przepakowanie naszego bagażu. Specjalnie dwa razy chodziłem i sprawdzałem, czy bagaż jest na pewno odprawiony do Santa Marty, no jakżeż inaczej senor, oczywi¶cie że do Santa Marty. Samolot z powodu tego bajzlu miał solidne opóĽnienie i w Bogocie mieli¶my na przesiadkę dosłownie kilka minut i czekali tylko na nas. Mimo to zd±żyłem jeszcze w biegu spytać kogo¶ z obsługi o bagaże – no problem senor. Na miejscu byli¶my już po zmroku i okazało się, że oprócz naszych nie doleciało jeszcze kilka innych siatek. Cały korowód na lotnisku z wypisywaniem kwitów, obiecywaniem, że może jeszcze dzisiaj a już jutro z samego rana to na pewno bagaże będ±, itp., itd, chociaż po kilku minutach widać było, że nic już dzisiaj nie wskuramy i jedyne na czym obsłudze zależy, to żeby się nas pozbyć. W końcu zabrali¶my się stamt±d przed lotnisko i szukamy taksóweczki na stare miasto i tu kolejna niespodzianka – okazuje się, że żaden taksiarz nie chce jechać w kierunku Starego Miasta. W końcu znalazł się jaki¶ chętny ale ze strasznie nieszczę¶liw± min±. Już po paru minutach jazdy okazało się, że dopiero co przez miasto przeszła nawałnica i Starówka była dosłownie pod wod±. W pewnym momencie go¶ć oznajmił nam, że jeste¶my na miejscu i mamy wysiadać. Wygl±dało to tak, jakby dalej po prostu nie mógł już jechać z powodu zbyt wysokiej wody na ulicy. Tak też było faktycznie ale stało się to jakie¶ 30 metrów od bramy naszego hotelu. Najpierw w ogóle nie chcieli nas przyj±ć, w recepcji było jeszcze po kostki wody ale gdy kilka razy powtórzyli¶my, że nigdzie nie będziemy włóczyć się po nocy i szukać innego hotelu w końcu im ryrka zmiękła i jak±¶ norkę nam wyrychtowali. Było już koło 22 i niespecjalnie chciało nam się jeszcze gdzie¶ chodzić, ograniczyłem się więc do pilnej wizyty w spożywczaku na rogu po pyszny karasibski rum, na który od tej pory postanowiłem się przestawić.
Następnego ranka po powodzi w mie¶cie prawie nie było już ¶ladu, Nic dziwnego, bo koło 10 było już ze 25 stopni a przez cał± noc wła¶ciciele domów, knajp i hoteli uwijali się żeby wszystko posprz±tać. Po ¶niadaniu udali¶my się do biura Copa Airlines, gdzie żadna z miłych pań nie mówiła po angielsku ale wiedziały o co nam chodzi. Po paru telefonach i wzięciu numeru do naszego hotelu zapewniły, że na pewno bagaż dotrze jeszcze dzisiaj. Byli¶my w tym biurze jeszcze ze trzy razy w ci±gu dnia i ostatni raz na chwilę przed zamknięciem, babki miały nas już serdecznie dosyć ale my też mieli¶my dosyć tej sytuacji. Zwłaszcza, że od naszego przylotu poprzedniego wieczora były już ze dwa loty tych lini z Bogoty a te nygusy nie miały absolutnie nic do powiedzenia poza typowymi bzdetami. Sprawa zaczynała się komplikować, bo następnego dnia była niedziela a my bez bagażu, w jednych gaciach i koszuli. Trzeba było pomy¶leć o jaki¶ zakupach.
Santa Marta to całkiem spore miasto, ma ok. 400 tys. mieszkańców ale wszystko co ma do zaoferowania turystom ogranicza się do Starówki ograniczonej kwadratem kilkunasu ulic. To głównie baza wypadowa dla wybieraj±cych się do Ciudad Perdida, Parku Tyrona czy choćby do Tagangi. Następnego ranka, już bez wizyty w biurze Copa, bo to niedziela, wybrali¶my się na całodniowy wypad do Tagangi. To mała wioska oddzielona od S. Marty jednym sporym wzgórzem. Ma kilka bardzo ładnych plaż i mnóstwo knajpek i hotelików. Je¶li kto¶ nurkuje, to w Kolumbi nie ma lepszego miejsca i Taganga jest nurkow± mekk±. My mieli¶my małego pecha, bo po ostatniej burzy morze było jeszcze solidnie wzburzone i przy okazji zm±cone, więc chwilowo nurki były wstrzymane.
Jakież było nasz zaskoczenie i rado¶ć, gdy po powrocie okazało się, że jest szansa ujrzeć nasze bagarze jeszcze tego wieczora. Co prawda nie odbyło się to samo z siebie lecz po małej awanturze telefonicznej z infolini± Copa. Grunt, że nasze siatki przyjechały nie naruszone.
Polecam strony:
http://www.paisatours.com/leticia.htm
http://poorbuthappy.com/colombia/travel/place/leticia/
http://www.amazonheliconia.com/
http://www.paisatours.com/leticia.htm
http://poorbuthappy.com/colombia/travel/place/leticia/
http://www.amazonheliconia.com/
Dodane komentarze
Przydatne adresy
Brak adres w do wy wietlenia.
Inne materia y
Dział Artykuły
Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.
Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.





















