Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

KRYM-SUBIEKTYWNIE > UKRAINA


Leoncjo Leoncjo Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie UKRAINA / Krym / Sudak / BiforiumRelacja z kilkunastodniowej podróży po Krymie: wybrzeżem od Kerczu po Sewastopol, góry w okolicach Auszty (Demerdżi, Czatyr-Dach) oraz Bakczysaraj i otaczające go skalne miasta.

Moja wyprawa na Krym rozpoczęła się na wiele miesięcy przed tym, zanim wsiadłem do autobusu. Mentalnie przygotowywałem się do tego wyjazdu od kilku lat. Zwiedzając Ukrainę zachodnią przekonałem się, że potoczna opinia o tym kraju, jako miejscu niebezpiecznym, brudnym i nieprzyjaznym obcokrajowcom, mija się z prawdą. Jeszcze w zimie wypożyczyłem trzy dostępne w bibliotece przewodniki. Najnowszy, wydany w 2007 roku wydał mi się najbardziej przydatny. Poszukiwania odpowiednich map w specjalistycznych sklepach okazały się bezowocne. Z pomocą pośpieszyła mi jedna z bielskich księgarni, sprowadzając dwuczęściową mapę "Po gornomu Krymu". W przeciwieństwie do wcześniejszych wyjazdów, tym razem postanowiłem „iść na żywioł”, minimalizując planowanie i wyznaczanie celów. Założyłem jedynie, że wyjadę w drugiej połowie września i spędzę tam, w zależności od sytuacji, około trzech tygodni. Ignorując negatywne opinie rozpowszechniane na forach internetowych, zdecydowałem się na podróż pociągiem, w najtańszej opcji - tzw. „plac karta”. Pozostała jeszcze kwestia dotarcia do Lwowa i noclegów. Nie wiedząc czego mogę się spodziewać, postanowiłem (na pierwszych kilka nocy) znaleźć coś w Internecie. Ofert nie było zbyt wiele ale na kilkanaście wysłanych w tej sprawie maili otrzymałem trzy, dobrze rokujące odpowiedzi. Zdecydowałem się na pensjonat w Teodozji. W związku z tym, że mój pociąg wyruszał z Lwowa o 9.30, jedynym sposobem dotarcia tam okazał się autobus relacji Kraków-Lwów.
Późnym popołudniem 22 września wyruszyłem do Krakowa. Tam przesiadłem się do autokaru dalekobieżnego, którym o 6 rano dojechałem do Lwowa. Marszrutką (1) przejechałem na dworzec kolejowy we Lwowie, gdzie bez problemów wymieniłem komputerowy wydruk na bilet. Czekając na przyjazd pociągu obserwowałem wielojęzyczny, barwny tłum przewijający się przez imponującą halę dworca. Po dziewiątej odnalazłem swoje miejsce w wyznaczonym wagonie. Punktualnie pociąg ruszył na wschód. Po kilkunastu minutach konduktor sprawdzając uprzednio bilety rozdał pasażerom zafoliowane pakunki, w których była pościel i ręcznik. Na najwyższej półce leżały zrolowane materace. Naśladując sąsiadów przygotowywałem sobie posłanie. Obsługa pociągu co jakiś czas oferowała kawę i herbatę podawaną w szklankach umieszczonych w metalowych, wzorzystych koszyczkach ale większość z podróżnych korzystała z samowaru znajdującego się na początku każdego wagonu. Toaleta, żywcem wyjęta z czasów ZSRR wyglądem i zapachem przypominała niegdysiejsze czasy PKP. Siłą rzeczy, na tak małej przestrzeni integracja wśród pasażerów następowała bardzo szybko i mimo różnic językowych, po kilku godzinach jazdy wiedzieliśmy kto jak ma na imię i dokąd jedzie. Wagon na zmianę wypełniały zapachy przygotowywanych posiłków i wypijanych trunków. Na nielicznych stacjach wsiadali handlarze, którzy przepychając się wąskim przejściem oferowali niemal wszystko. Z nadejściem zmierzchu, gwar powoli ustępował cichym pochrapywaniom. Większość pasażerów, zdejmując jedynie buty, wyciągnęła się na swoich leżankach. Nieliczni grali w karty lub dyskutowali. W nocy obudził mnie chłód ale zanim zdążyłem cokolwiek zrobić zjawił się konduktor i jakby czytając w myślach podał mi koc otulając mnie nim jak troskliwy rodzic swoje dziecko. Obudziłem się około siódmej. Nieśpiesznie poskładałem pościel i zrolowałem materac. Umyłem się na tyle, na ile pozwalały warunki i korzystając z samowaru przygotowałem sobie śniadanie. Po 10-tej pociąg wtoczył się na dworzec w Simferopolu. Wysiadając oślepiło mnie jaskrawe światło i poczułem wszechobecne ciepło. Byłem na Krymie! Przepychając się przez tłum podróżnych i taksówkarzy oferujących swoje usługi dotarłem do dworca autobusowego. Kupiłem bilet do Teodozji (2) i wsiadłem do leciwego autobusu, który kilkanaście minut później zgrzytając i warkocząc ruszył w drogę. W miarę pokonywanych kilometrów rosła temperatura a za oknami zmieniał się krajobraz. Rozległy step, gdzieniegdzie zamieniony na pola uprawne, przechodził w pagórki a te we wzgórza. Po pewnym czasie pojawiły się góry, za którymi pobłyskiwało morze. Melancholia towarzysząca mojemu wyjazdowi z zimnej, mrocznej i deszczowej Polski ustąpiła miejsca euforii. Tak! Jestem tu, gdzie jest ciepło, słonecznie i pięknie! Wysiadłem na dworcu autobusowym sąsiadującym z urokliwą cerkwią. Pensjonat w którym zamówiłem noclegi mieści się w maleńkim zaułku i z zewnątrz niczym nie różni się od otaczających go zaniedbanych domków. Drzwi w masywnej bramie otworzyła Mila Tkaczenko - wyjątkowej urody właścicielka pensjonatu. Wskazany na pięterku pokój był obszerny i o dobrym standardzie. Przebrałem się i korzystając z planu miasta oraz przewodnika ruszyłem poznać okolice. Deptak prowadzący na plażę był identyczny jak we wszystkich nadmorskich kurortach-gwarny i tłoczny. Mijając bank wymieniłem część pieniędzy i przecinając tory znalazłem się na żwirowej plaży. Krótka kąpiel w ciepłych falach Morza Czarnego w pełni zaspokoiła moją potrzebę przebywania wśród plażowiczów. Idąc parkiem ciągnącym się wzdłuż brzegu dotarłem do bardzo rozległego zespołu cerkwi, wież i zabudowań składających się na „Twierdzę Genueńską” powstałą w XIVw. O zmierzchu wróciłem do pensjonatu. Następnego dnia wstałem wcześnie i po szybkim śniadaniu wyjechałem autobusem do Koktebel (3) gdzie „zaokrętowałem” się na stateczek, który płynął do „Złotych Wrót” (4). Łódź pokonując niewielkie fale płynęła wzdłuż poszarpanych skał masywu Kara-Dag. Cel rejsu nieco rozczarowywał. „Wrota” były mniejsze aniżeli można było się spodziewać ale widoki roztaczające się wokół w pełni to rekompensowały. Po powrocie na ląd postanowiłem odszukać szlak pieszy na Czarną Górę ale musiałem zrezygnować, ponieważ park otaczały zasieki i tablice z ostrzeżeniami. Po powrocie do Teodozji i „objedzie z torebki” wybrałem się na cmentarz miejski ulokowany na stromych wzgórzach. Mijając urokliwą kaplicę wchodzi się w chaszcze w których ulokowane są groby. Każdy otoczony metalowym wysokim płotem. Pozornie zaniedbany, dzięki położeniu i różnorodności owych ogrodzeń ma w sobie sporo uroku. Wracając na nocleg mijałem domki, które wybudowano w miejscach i z materiałów trudnych do zaakceptowania myśląc standardami środkowoeuropejskimi. Kolejny dzień przeznaczyłem na zwiedzenie Sudaku(5) i znajdującej się tam kolejnej twierdzy. W przeciwieństwie do tej w Teodozji, wejście jest biletowane. Twierdza powstała także w XIV w. Obiekty są lepiej zachowane ale to, co różni te dosyć podobne miejsca, to położenie. Od strony morza dostępu bronią tu nie tyle mury, co urwista skała, na szczycie której znajdują się ruiny „Wieży Panieńskiej”. Wysiłek i pewne ryzyko wspinania się tam nagradzane jest zapierającymi dech w piersiach widokami. Po wyjściu za mury twierdzy nie mogłem się powstrzymać od wejścia na pobliskie pasmo skał licząc na równie zaskakujące widoki. Półgodzinna wspinaczka potwierdziła pokładane w niej nadzieje. Wracając do Teodozji po raz kolejny zachwycałem się niezwykłą mozaiką białych skał i barwnych wzgórz pośród których wije się droga do Koktebel. Strome wzniesienia i serpentyny, którymi jedzie piszcząc hamulcami stary autokar mogą przyprawić o chorobę morską. Jeżdżąc tamtędy, za każdym razem, ulegałem urokowi otoczenia. Czwartek, 27 września postanowiłem poświęcić na zwiedzenie wszystkich niewidzianych dotychczas miejsc w Teodozji. Jest tego całkiem sporo ale wszystkie w niewielkiej odległości od siebie. Zacząłem od miejscowego placu targowego. Wśród pryzm nieziemsko pachnących przypraw i owoców krzątają się sprzedawcy i kupujący. Sądząc po wyglądzie i zainteresowaniach byłem tam chyba jedynym turystą. Kupiłem trochę owoców a przy okazji posmakowałem miejscowych przetworów, które sprzedawca nakłada końcówką noża na krawędź dłoni. Mają zaskakująco różne smaki od palących żywym ogniem do aksamitnie łagodnych. Z targu poszedłem w kierunku meczetu (6). Drzwi były zamknięte pozostało mi więc obejrzenie go z zewnątrz. Mimo, że został zbudowany w XVII w. nie jest szczególnie interesujący. Kilkaset metrów dalej jest pięknie położony ormiański sobór św. Sergiusza. Świątynia powstała w 1363 r., a jej architektem był włoski rzeźbiarz Biogiolli. We wnętrzu jest przyjemny chłód, półmrok i pachnie kadzidłem. Zapaliłem świeczkę, zostawiłem datek i ruszyłem dalej. Po chwili znalazłem „Basztę Fomy”. Idąc urokliwymi uliczkami, minąłem „Basztę J. Di Skaffa i doszedłem do murów Twierdzy Genueńskiej. Tym razem nieśpiesznie przechodziłem od obiektu do obiektu, oglądając poszczególne zabytki. W wyschniętych trawach słychać było świerszcze a w tle morze i odległe syreny statków. Wszystko to powodowało, że miałem ochotę zakrzyknąć „...chwilo trwaj!”. Na plaży stoi dobrze zachowana „Baszta Dokowa”. Idąc wzdłuż murów obronnych, ze zdziwieniem dostrzegłem, że miejscami, po dzikich przeróbkach służą one jako ...garaże i komórki a wybudowane współcześnie budynki skutecznie burzą zamysł XIV wiecznych Genueńczyków, rażąc socjalistycznym brakiem poczucia estetyki. W parku miejskim stoją kolejne baszty: Klemensa i Krisko, niegdyś wyznaczając granice twierdzy. Zataczając koło doszedłem do cerkwi Archaniołów Michała i Gabryela. Budynek z ciekawą wieżyczką stoi za wysokim, kamiennym murem. Przy zabytkowej furtce jest współczesny dzwonek ale nikt na niego nie zareagował. W ostatnich promieniach słońca nieśpiesznie wróciłem do pensjonatu. W następny dzień postanowiłem dotrzeć do Kerczu (7). Wybrałem pociąg, choć z przesiadką, jedzie się nim tam ponad trzy godziny. Marszrutką dotarłem na peryferia miasta, gdzie mieści się Cesarski Kurhan (8). Podobnych, choć nie tak obszernych grobowców jest w okolicy znacznie więcej. Jeden z nich znajduje się na środku...dworca autobusowego. Po powrocie do miasta odnalazłem ścieżkę i ruszyłem na Górę Mitrydat gdzie archeolodzy odkopali pozostałości Pantikpajon (9)
Schodząc imponującymi schodami w kierunku nabrzeża trafiłem na uroczystości oddania gazoportu. Przemówienia, wieńce, nawet salwa honorowa – wszystko jak za czasów Związku Radzieckiego. Jedynie odwrócony plecami Lenin świadczy o zmianach ustrojowych. Tuż obok znajduje się wyjątkowej urody cerkiew datowana na VIII-IX w ne. Do Teodozji wróciłem jednym z ostatnich w tym dniu autobusem. W sobotę pojechałem do Nowego Światu. Maleńkie miasteczko o unikalnym mikroklimacie i parku krajobrazowym. Tak zaskakującego połączenia wymyślnie powykręcanych drzew, strzelistych skał i malowniczych zatok nie widziałem nigdy wcześniej. Patrząc na to wszystko trudno nie docenić geniuszu Natury. Nazajutrz pojechałem z moimi gospodarzami do miasteczka Ordżonikidze. Miasteczko, którego głównym atutem są liczne zatoczki z malowniczymi klifami i dzikimi plażami. Idealne miejsce na wypoczynek przed wyjazdem z tej części Krymu. Rankiem pierwszego października wyjechałem do Simferopola skąd dotarłem do Bakczysaraju - niegdysiejszej siedziby chanów Krymskich. Pięknie położony pałac zadziwia lekkością formy i wspaniałymi zdobieniami. Z rozległego dziedzińca można wejść do poszczególnych części kompleksu: Wielkiego Meczetu, cmentarza, łaźni, Baszty Sokolej, pomieszczeń mieszkalnych. Mimo skwaru wszędzie panuje przyjemny chłód. Równie interesujące jest najbliższe otoczenie pałacu. Wąskie uliczki wijące się wokół meczetów i małych domków pamiętających odległe czasy stanowią idealne tło dla zabytków z okresu Chanatu Krymskiego. Kierując się przewodnikiem, po krótkim marszu między wzgórzami, dotarłem do Monastyru Uspieńskiego (10). Liczne maszyny budowlane i idealnie świeże mury sprawiają wrażenie, iż jest to współczesna budowla ale to tylko pozory. Monastyr należy do najstarszych obiektów tego typu. Mijając go wchodzi się na ścieżkę, która wijąc i pnąc się między drzewami prowadzi do jednego z najlepiej zachowanych skalnych miast. Po kilkunastu minutach marszu mija się cmentarz karaimski gdzie wśród drzew, w dziwnym nieładzie, leżą typowe dla tej nacji nagrobki skalne z wyrytymi na nich inskrypcjami. Za cmentarzem stromą ścieżką po wyczerpującym marszu dochodzi się do bramy Czufut Kale (11). Na skalnym płaskowyżu, z którego rozciąga się wspaniały widok na zielone doliny poprzecinane ścieżkami i malownicze formy skalne wykuto setki komór. Wiele z nich ma kilka poziomów połączonych kamiennymi schodkami. Skalne trakty mają głębokie wyżłobienia od kół wozów a powstałe w późniejszych wiekach budowle z kamienia i cegły sprawiają wrażenie, iż miejsce jest nadal zamieszkałe. Teren jest na tyle rozległy, że można po nim chodzić godzinami. Zejście jest znacznie łatwiejsze ale nie sposób oprzeć się spoglądaniu za siebie. Po nocy spędzonej w taniej noclegowni wsiadłem do bardzo nowoczesnego trolejbusu, którym jadąc najdłuższą w Europie tego typu trasą (80km), dotarłem do Auszty. W przeciwieństwie do Simferopola, tu nie ma najmniejszego problemu ze znalezieniem noclegu. Wysiadając z pojazdu kilka osób na raz oferuje wynajęcie pokoju. Korzystając z wczesnej pory przepakowałem plecak i trolejbusem pojechałem do Jałty. Sztandarowy kurort półwyspu, dzięki specyficznemu położeniu, sprawia wrażenie mniejszego, aniżeli jest w istocie. Idąc w kierunku morza zwiedziłem imponującą, choć stosunkowo „młodą” cerkiew cara A. Newskiego. Zdziwienie budzi widok „miejskiej” kolejki linowej. Wzdłuż nadmorskiej promenady rozlokowane są najbardziej ekskluzywne hotele i sklepy, które jednak skrzętnie ominąłem. W porcie przykuwał uwagę wysoki na kilka pięter, luksusowy statek wycieczkowy. Bez żalu opuściłem Jałtę i marszrutką dotarłem do Ałupki, gdzie znajduje się unikatowy zespół pałacowo parkowy hrabiego Woroncowa. Budowla powstała w XIXw. ale reprezentuje trzy epoki architektury ...angielskiej. Rozległy park z wieloma unikatowymi drzewami zachował resztki swej pierwotnej urody. Całość malowniczo położona jest pomiędzy morzem a górami. Wracając nie sposób było ominąć najbardziej obfotografowywaną budowlę Krymu – „Jaskółcze Gniazdo”. Neogotycka willa z początku XXw. przyciąga turystów swym położeniem i formą. Kolejne dni przeznaczyłem na eksplorację pobliskich szczytów, w tym Czatyrdah`u uwiecznionego przez Mickiewicza w Sonetach Krymskich. Rozpocząłem jednak od Demerdżi, na który można dojść przez „Dolinę Przywidzeń”. Początkowo łagodnie pnąca się w górę ścieżka prowadzi pomiędzy obscenicznie ukształtowanymi skałami. W miarę marszu szlak staje się bardzo stromy. Na szczycie zaskakuje widok... samochodów. Wątpliwa to forma turystyki górskiej ale dosyć popularna. Pomijając aspekt motoryzacyjny, widok ze szczytu wart jest każdej kropli potu utoczonej podczas wspinaczki. Następnego dnia dojechałem trolejbusem (!) na Przełęcz Angarską (12), skąd prowadzi czerwony szlak na Czatyrdah. Początkowo kamienista droga wiedzie przez las bukowy. Z czasem drzewa ustępują miejsca skarlałym krzewom by w końcu zniknąć zupełnie. Stroma ścieżka wije się pośród skał osnutych całunem mgieł. Po pokonaniu ostatnich kilkuset metrów przed oczami roztacza się szeroki skalisty płaskowyż z zaskakująco zieloną trawą. Z załomów skalnych, jak duchy, wyskakują białe obłoki i równie szybko znikają. W ciągu kilku minut błękitne niebo zasnuwa gęsty woal chmur by po chwili umknąć w podmuchach silnego wiatru. Stojąc na krawędzi urwiska trudno nie ulec majestatowi „...padyszacha gór”. Pokonanie całego płaskowyżu i zejście północną granią jest czasochłonne ale dostarcza mnóstwa wrażeń. W dolnej części szlak prowadzi skalnymi wąwozami, których mroczne ściany przywodzą na myśl średniowieczne warownie. Z żalem myślałem o wyjeździe z Auszty ale czas płynął nieubłaganie ja chciałem jeszcze wrócić do Bakczysaraju, żeby zobaczyć to, czego nie zdążyłem poprzednio. Jadąc wzdłuż wybrzeża dotarłem w okolice Sewastopola a stamtąd, przez góry, do celu podróży. W najstarszej części miasteczka zapytałem grupę kobiet o kwaterę i już po chwili miałem do dyspozycji pokój z widokiem na minaret. Nie tracąc czasu przepakowałem plecak i ruszyłem w góry. W najbliższej okolicy jest tak wiele tras i miejsc, których zobaczenie wydaje się być absolutnie konieczne, że wybór jest niezwykle trudny. W ciągu kilku dni które pozostały mi do powrotu, przeszedłem dziesiątki kilometrów podziwiając urok tutejszych lasów przybierających jesienne szaty, z których „wyrastały”bielące się w słońcu skały, a wszystko to na tle bezchmurnego błękitu nieba. Wspinając się na kolejne płaskowyże zwiedziłem kolejne skalne miasta: Mangup-Kale (13), Kaczy-Kalun. Mimo wielu podobieństw, w każdym z nich jest coś, co je odróżnia od pozostałych. Wędrując pośród tych skalnych domostw nie sposób nie myśleć o kunszcie i fantazji dawnych budowniczych. Z Bakczysaraju wyjechałem pociągiem, który dowiózł nie na dworzec w Simferopolu. Przemieszczając się jedynie między peronami odnalazłem pociąg do Lwowa. Tym razem wszystko wydało mi się znajome. Sprawnie przygotowałem się do podróży. Do wieczora uzupełniałem dziennik podróży, czytałem książkę i słuchałem muzyki. Ranek przywitał nas chłodem i deszczem. Drżąc z zimna wysiadłem z pociągu we Lwowie i poszedłem szukać transportu do granicy. Pół godziny później, rozklekotaną marszrutką, jechałem w stronę Medyki. Odprawa po stronie ukraińskiej zajęła zaledwie kilka minut ale po polskiej stronie, mimo późnego popołudnia, przejście graniczne było zatłoczone. Stanąłem na końcu długiej kolejki budząc zdziwienie. Po chwili zachęcany przez kolejkowiczów podszedłem do bramki i wytłumaczeniu stojącemu tam żołnierzowi skąd i dokąd jadę znalazłem się w kilkuosobowej grupie „uprzywilejowanych”. Ostatni pociąg w interesującym mnie kierunku wyjeżdżał z Przemyśla kilka minut po siedemnastej więc, żeby na niego zdążyć, wraz z trzema innymi osobami, opłaciliśmy kierowcę autobusu, który tak zachęcony, ruszył w drogę. W ostatnim momencie dotarliśmy na dworzec. Kupiłem bilet do Katowic ale po drodze przypomniałem sobie, że po północy nie znajdę połączenia do Bielska. Po konsultacjach telefonicznych wysiadłem w Krakowie i „rzutem na taśmę” dopadłem drzwi międzynarodowego pociągu do Budapesztu, którym dojechałem do Czechowic, skąd zostałem dowieziony samochodem do Bielska.
Od mojego powrotu z Krymu minęło kilka już miesięcy a ja nadal jestem pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. Urokliwe, zapadające w pamięć widoki, wspaniała przyroda, doskonały klimat i przyjaźni, pogodni ludzie składają się na obraz jaki od tego czasu będzie towarzyszył moim wspomnieniom. Wprawdzie zobaczyłem znacznie więcej aniżeli pierwotnie zakładałem, ale i tak zaledwie „liznąłem”tego, co kryje się pod określeniem "Krym" i muszę tam wrócić. Wyjeżdżając, myślałem, że będzie to tylko przygotowanie do zrealizowania marzenia o zwiedzeniu Gruzji. Teraz wiem, że gdziekolwiek ruszę na wschód, to zatrzymam się na Krymie - miejscu w którym step, góry, morze i niebo stanowią jedność a ludzie są ujmująco życzliwi, mimo, iż życie ich nie rozpieszcza.
PRZYPISY
1.Marszrutka – minibus kursujący na określonej trasie, opłacany „z ręki do ręki” u kierowcy
2.Teodozja (Fieodozja) – średniej wielkości miasto na wybrzeżu Morza Czarnego założone przez Greków w VI w pne
3.Koktebel – „Kraj Błękitnych Szczytów /tur./-małe miasteczko u stóp Kara-Dag (Czarnej Góry)
4.„Złote Wrota” - specyficznie ukształtowana skała wystająca z morza w okolicach parku
5.Sudak – miasto na wschodniej części południowego wybrzeża Krymu, założone w 212 roku przez Allanów
6. Meczet Mufti Dżami datowany na pierwszą połowę XVIIw
7.Kercz – nastarsze miasto Krymu położone między Morzem Azowskim i Czarnym
8.Cesarski Kurhan – grobowiec cesarza Mitrydatesa, dzieło architektury sepulkralnej.
9.Pantikapajon – antyczna osada grecka z VI w pne. Znana z oryginalnej ceramiki tworzonej w tzw. stylu kerczeńskim
10. Klasztor Zaśnięcia NMP. Jego wykuwanie rozpoczęli greccy mnisi w VIIw., którzy uciekli przed prześladowaniami
ikonoduli.
11.Czufut Kale (Kirk-or) skalne miasto prawdopodobnie założone przez chrześcijan z Persji w VI lub IX w.
12. Przełęcz o wysokości 752 m n.p.m. w Górach Krymskich pomiędzy Symferopolem i Ausztą
13. Mangup-Kale płaskowyż i skalne miasto VI-VIIw. Średniowieczna stolica księstwa Teodoro. Z tego okresu pochodzą resztki fundamentów Wielkiej Bazyliki, a także skalny bastion Teszkli-Burun

ZESTAWIENIE WYDATKÓW
Zakupy spożywcze (Auchan) - ok. 50 zł
Dwuczęściowa mapa "Po gornomu Krymu" - 24 zł
Bilet kolejowy typu "plac-karta" Lwów-Simferopol, Simferopol-Lwów - 300 zł (z marżą
biura)
Ubezpieczenie turystyczne na 18 dni - 61 zł
Bilet autobusowy z Bielska do Krakowa - 18,5 zł
Bilet autobusowy z Krakowa do Lwowa - 110 zł
Wymiana walut:
150 Euro X 4,18 = 627 zł
50 USD X 3,1 = 155 zł
Opłata za przejazd z Medyki do Przemyśla minimum 45 zł (dla 3 osób)
Bilet kolejowy z Przemyśla do Katowic - 47 zł

PRZYKŁADOWE CENY NA KRYMIE (wrzesień/październik 2012)
Marszrutka w mieście 2-2,6 UHR
Marszrutka między pobliskimi miejscowościami 4-6 UHR
Autobus z Simferopola do Teodozji - 40 UHR (1HUR=0,4 zł)
Nocleg w pensjonacie w Teodozji - 15 USD za pokój
Marszrutka w Teodozji - 2 UHR
Autobus z Teodozji do Sudaku - 21,35 UHR
Rejs do Złotych Wrót - 45 UHR
Bilet do twierdzy w Sudaku - 35 UHR
Bilet do parku krajobrazowego w Nowym Świecie 30 UHR
Autobus z Simferopola do Bakczysaraju 12 UHR
Autobus z Kerczu do Teodozji - 28,49 UHR
Pociąg z Teodozji do Kerczu - 14,75 UHR
Woda 1,5l - 3,2 UHR
Wino na straganie - od 15 UHR/l
Winogrona na straganie - 10-16 UHR/kg
Czebureki (krymski fast food) - od 6 UHR za porcję
Nocleg w Bakczysaraju - 70 UHR za pokój na jedną noc.
Kawa w pociągu - 4UHR

Zainteresowanym proponuję obejrzenie dynamicznej i udźwiękowionej relacji fotograficznej.Dostępnej pod adresem: http://youtu.be/z0_L4wGjxkE

Zdjęcia

UKRAINA / Krym / Sudak / BiforiumUKRAINA / Krym / Teodozja / CerkiewUKRAINA / Krym / Dolina Przywidzeń / DemerdżiUKRAINA / Krym / Tepe Kermen / Duży metrażUKRAINA / Krym / Nowy Świat / Niezwykły konglomeratUKRAINA / Krym / Ordzonkidze / Samotna na szczycieUKRAINA / Krym / Nowy Świat / Zawiłość natury

Dodane komentarze

paragon dołączył
28.06.2013

paragon 2013-07-05 09:24:42

Gratuluję "lekkiego" pióra! Przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. a jako że wybieram się na Krym za dwa tygodnie, informacje były bardzo przydatne.

W444 dołączył
25.11.2005

W444 2013-04-06 13:56:51

Bardzo fajnie i w sposób bardzo interesujący napisana relacja z podróży - gorąco polecam !

haman dołączył
16.03.2013

haman 2013-03-17 13:07:28

dzięki za tyle informacji

AB1 dołączył
03.06.2011

AB1 2013-02-21 12:17:30

Dobrze napisane. Przeczytałem z zainteresowaniem.

tearose dołączył
27.03.2012

tearose 2013-02-09 08:04:05

"Relacja przepięknie napisana, bardzo inspirująca, bogata zarówno w odniesione wrażenia, jak i przydatne informacje. Przeczytałam z ogromną przyjemnością - jednym tchem! Bardzo dziękuję i bardzo polecam!:)"

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2021 Globtroter.pl