Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Holandia w pigułce. Trzydniowy wyjazd na Święto Kwiatów. > HOLANDIA


strong strong Dodaj do: wykop.pl
porady praktyczne

Zdjęcie HOLANDIA / - / Zaanse Schans / Holandia w pigułce. Trzydniowy wyjazd na Święto Kwiatów.Jeśli lubicie kwiaty,rowery i uporządkowane miasto, to polecamy relację z Holandii ;-) Znajdziecie przydatne informacje i inspiracje na krótką wycieczkę.

Kiedyś „wpadło mi w oko” zdjęcie z parady kwiatowej w Holandii. Po dalszym zgłębieniu tematu stwierdziłem, że warto samemu „dotknąć tego” tzn. zobaczyć te wszystkie wspaniałości kwiatowe na własne oczy. Jest to coroczna parada kwiatowa, w oryginale nazywająca się BLOEMENCORSO .

Oczywiście przy okazji obejrzenia porady kwiatowej należało zaliczyć więcej Holandii. Jak to zrobić w trzy dni?

Dzień pierwszy: przejazd do Holandii i pierwsze spojrzenie na kraj, drugi dzień; Amsterdam z najważniejszymi obiektami, dzień trzeci; Holandia w pigułce, dzień czwarty obejrzenie parady kwiatowej i powrót do domu. Wynika z tego, że potrzebne są trzy noclegi. Najpierw pod uwagę wziąłem hostele. Ale tam po pierwsze, z reguły nie ma gdzie zaparkować samochodu, po drugie niewielkie możliwości przygotowania ciepłego posiłku dla 4 osób . Wybór padł na camping Zeeburg (Zuider IJdijk 20, 1095 Amsterdam). Należy z odpowiednio dużym wyprzedzeniem dokonać rezerwacji. Trzy noclegi dla czterech osób (dosyć przestronna kabina ale spartańsko wyposażona) kosztowała 250 euro, co po przeliczeniu wyniosło 261 PLN na osobę za trzy noclegi . Obowiązkowe zobaczenie najważniejszych dzieł Rembrandta i innych flamandzkich malarzy wymagało wykonania przedpłaty na bilety do Rijksmuseum po 15 euro od osoby.

Dzień pierwszy 17.04.2013r.
Wyjazd z Teresina o godz.4,40. Samochód renault megane 1,6 16V kombi (benzyna i gas lpg) z boksem bagażowym na dachu, plus 4 osoby, prowiant i ekwipunek turystyczny. Przejazd przez Polskę autostradą A2 z prędkością 140 km na godz. Opłaty na bramkach 72,90 PLN. Przejazd przez Niemcy i Holandię autostradami 12, 2, 30 i A1. W okolicach Bad Oeynhausen brak autostrady, przejazd przez miasto i znaczne spowolnienie podróży. Najlepiej ten odcinek pokonać nocą a my jechaliśmy pomiędzy godz 15, a 16-tą. W Niemczech i Holandii średnia prędkość jazdy 110-120 km/h ze względu na oszczędzanie na paliwie. Niestety w obydwu kierunkach do, i z Holandii wiał przeciwny wiatr a dodatkowo box na dachu zwiększał zapotrzebowanie na paliwo. Pierwsze zwiedzanie - miasteczko Muiden z zamkiem Muiderslot (ok. 2 km. na północ od A 1). Ponieważ dotarliśmy po godz. 19-tej zamek był nieczynny i nie zwiedziliśmy jego wnętrza i ogrodu. Krótkie zwiedzanie miasteczka z portem jachtowym i jazda do celu. Na camping Zeeburg dotarliśmy o godz. 19,40, po przejechaniu 1177 km. Ciepły posiłek, na własnej kuchence gazowej i toast za szczęśliwe dojechanie, oczywiście piwem strong, które jest moim ulubionym i od którego pochodzi mój Nick.

Dzień drugi 18.04.2013 r.
Pobudka przed godz. 7-dmą. Poranna toaleta, śniadanie i przygotowanie prowiantu na resztę dnia. Samochód pozostaje na parkingu obok domku – bezpłatnie. Dojście do przystanku tramwajowego ok 12 min. Przejazd tramwajem linii 7 ok. 27 min. Do centrum Amsterdamu, przystanek Spiegelgracht obok charakterystycznego sklepu Zazare Diamonds. (Bilety kupuje się u motorniczego lub konduktora cena 2,80 euro, ważny na wszystkie linie przez godzinę od pierwszego skasowania). Po drodze przejazd przez pierwsze kanały Amsterdamu i pierwszy widok ruchu rowerowego w tym mieście. Nam, nieprzyzwyczajonym do takiego natłoku rowerów, przyprawiło to o zawrót głowy. Jak oni szybko jeżdżą j przy tym się nie pozderzają? Dojście do gmachu Rijkmuseum zajmuje kilka minut razem z wykonaniem obowiązkowych fotek z tej strony budynku i jego okolicy. Muzeum otwierają o 9.00-tej więc mamy dwadzieścia kilka minut na zwiedzenie południowego placu przed muzeum. Pięknie utrzymane ogrody przy budynku głównym, ogromna wolna przestrzeń placu Museumplein, płytki basen z wodą i wszędzie królujące donice ze wspaniałymi tulipanami. Wracamy do kolejki, do Rijksmuseum. Tuż przed otwarciem drzwi, za nami jest już tłum ludzi. Należy wspomnieć, że nasze szczęście polegało na tym, że sześć dni przed naszym przyjazdem otwarto muzeum po 10-cio letniej konserwacji i przebudowie. Trudno mi w krótkich słowach, zdać relację z „obejrzanych” wspaniałości tego muzeum. Dzieła Rembrandta ( z głównym obrazem Wymarsz Straży Nocnej), Van Gogha, Avercampa, Berchema, Vermeera, Halsa i wielu innych, ceramika, meble, broń i biżuteria. Wszystko warte obejrzenia. Nas trochę czas gonił, więc ok. godz. 13 wyjście w miasto. Kolejne punkty naszego zwiedzania: plac Muntplein z wieżą Munttoren (Wieża Mennicza), targ kwiatowy nad kanałem Singel (zakupiliśmy dużo cebulek kwiatowych), plac Spui z jedną z najstarszych kawiarni „Hoppe” oraz rzeźbą Słodkiego Urwisa. Jest słonecznie, ale wieje silny wiatr, miejscami przewracając ustawione obok siebie rowery. Krótki odpoczynek z konsumpcją prowiantu i ulicą Singel nad najstarszym w Amsterdamie kanałem o tej samej nazwie, ul. Peleisstraat (obok ratusza) na plac Dam. Tutaj mamy Pałac Królewski, Nationaal Monument-pomnik upamiętniający wyzwolenie po II wojnie światowej oraz muzeum Madame Tussauds. Dalej przed Grand Hotelem Krasnopolsky w ulicę Warmoesstraat na której są sklepy z różnymi akcesoriami erotycznymi do ulicy Oudebrugsteeg, skąd rozciąga się panorama na port taksówek wodnych i centralny dworzec kolejowy, projektu architekta Petrusa Cuypersa, tego samego, który stworzył bryłę Rijksmuseum. Wróciliśmy główną ulicą Damrak do Baursplein gdzie mieści się Beurs van Barlage –dawna giełda. Na ulicy Damrak znajduje się wiele ciekawych kamienic, ale ta słynna z pawianami była w remoncie, pod osłoną rusztowań. Znowu wkraczamy w dzielnicę De Vallen czyli Czerwonych Latarń do Oude Kerk najstarszego kościoła katolickiego (XIII W.) w Amsterdamie. Znajduje się tutaj 2500 grobów w których spoczywa ok.10 000 ludzi, w tym wiele osobistości ówczesnej Holandii, min. Saskia, żona Rembrandta. Przy ul. Oudezijds Voorburgval 40 ( 60 m od Oudekerk) znajduje się pochodzące z XVII w. Amstelkring Museum. Zarówno przy tej ulicy jak i przy Oudezijs Achterburgwal znajdują się „lokale” które nocą, oświetlone czerwonym światłem, ożywają, wabiąc klientów skąpo odzianymi lokatorkami. Źle tu widziane jest filmowanie, czy robienie zdjęć, trzeba to robić ukradkiem. Ulicą Molensteg wchodzimy w Chińską Dzielnicę z jej główną arterią ul. Zeedijk. Oglądając dalekowschodnie klimaty idziemy do Nieuwmarkt gdzie znajduje się pochodzący z XV w budynek wagi –De Waag , który jest pozostałością miejskich fortyfikacji. Wokół placu dużo kafejek oraz stragany owocowo-kwiatowe. Ulicą Waterkeringpad i Sintantoniesbreestraat doszliśmy do szerokiego mostu nad kanałem Zwanenburgwal. Można tu odpocząć na jednej z licznych ławeczek, obserwując przepływające przez śluzę tramwaje wodne. Jeden z naszych uczestników postanowił zobaczyć na własne oczy słynną replikę okrętu de Amsterdam zacumowanego przy nabrzeżu Oosterdok, niedaleko Muzeum Morskiego. Młodemu i sprawnemu Piotrowi dojście tam i z powrotem zajęło ok. pół godziny. Ponieważ było już wietrzne kwietniowe popołudnie, skryliśmy się w kawiarni mieszczącej się w Amsterdam Schools of the Art, na herbatce i kufelku Heinekena. Dokładnie naprzeciw kawiarni jest Dom Rembrandta –Rembrandthuis. O tej porze był już nieczynny. Godz. Otwarcia 10 do 17-tej. Potem nabrzeżem kanału Amstel mijając budynki teatru muzycznego Stopera doszliśmy do Blauwburg – Niebieskiego Mostu. Dalej Hermitage Amsterdam Museum, niestety także nieczynne, przez Megereburg czyli Wąski Most i ulicą po drugiej stronie kanału Amstel przeszliśmy na Rembrandtplein. Bardzo ładny plac, przytłoczony trochę hałaśliwym otoczeniem (może dlatego, że drzewa wokół nie miały jeszcze liści powstało to wrażenie). Znajduje się tu pomnik Rembrandta, przed którym ustawiono figury postaci z obrazu „Wymarsz Straży Nocnej”. Posągi są naturalnej wielkości, więc można zrobić fotkę z historycznymi postaciami. Na ulicy Reguliersbeestraat odchodzącej w kierunku Muntplein znajduje się Kinoteatr Pathe Tuschinski. Ciekawa jest historia tytułowego właściciela i duże znaczenie kina w kulturze Amsterdamu. Z przystanku Muntplein na ulicy Rokin, tramwajem nr 7, do przystanku na pętli Flovopark, wróciliśmy na kemping, już sporo po dwudziestej. Ciepła kolacja, dzielenie się pierwszymi wrażeniami przy piwku i do spania.

Dzień trzeci 19.04.2013r.
Wczesne przebudzenie i czynności jak poprzedniego dnia. Wyjazd po godz. 7-mej. Jest dosyć chłodno i pochmurno ale wieje trochę mniej jak wczoraj. Pierwszy obiekt – wioska Zaanse Schans 27 km na północ od Amsterdamu. Urocza wioska z typowymi dla Holenderskiego krajobrazu wiatrakami. Niektórych śmigła się kręcą. Mieszczą się tu: olejarnia, wyrób serów, wyrób drewnianych sabotów, domki mieszkalne, sklepy z antykami i pamiątkami, restauracje oraz muzeum. Małe domki mieszkalne pośród kanałów, połączone mostkami i groblami, z wypielęgnowanymi ogródkami, pełnymi żonkili i tulipanów oraz równo przystrzyżonymi trawnikami i żywopłotami. Wszystkie budynki oryginalne, niektóre ponad dwustuletnie. Mały zgrzyt. Mnóstwo Japończyków i innych skośnookich nacji, hałaśliwych i wszędzie wpychających się ze swoimi aparatami i tabletami, przed innych. Parking płatny 7 euro (ponad pół godz). Przy wjeździe należy pobrać bilet, a przed wyjściem opłacić w „parkometrze” i przy wyjeździe wsunąć opłacony kwitek do automatu podnoszącego szlaban.
Następny punkt programu odległy o kolejne 24 km - Alkmaar. Główna atrakcja odbywa się w piątki od godz. 10-tej, dlatego trzeba odpowiednio dopasować terminy przyjazdu. Na centralnym placu Waagplein odbywa się spektakl ważenia, roznoszenia, oceny i dobicia targu. Przedmiotem spektaklu są duże kręgi serowe, roznoszone na specjalnych nosidłach przez dwuosobowe drużyny, wyróżniające się różnymi kolorami nosideł i wstążek na kapeluszach. Przebieg spektaklu jest objaśniany w czterech językach (niestety nie po Polsku) i obserwowany przez kilkudziesięciotysięczne zgromadzenie widzów. Nad wszystkim góruje smukły i misternie zdobiony budynek ratusza i wagi miejskiej jednocześnie. Przekupka z wózkiem- platformą wypełnionym serami objeżdża plac, podając do skosztowania plasterki serów, po czym sprzedaje wybrane gatunki. Podobnie na straganach obok można popróbować różne, czasami o dziwnych smakach sery a potem kupić malutkie repliki dużych kręgów za 4 euro szt. O godz. 11,00 kuranty z wierzy ratusza pięknie odegrały Fugę Bacha. Krótkie zwiedzanie pobliskich uliczek i powrót do samochodu. Parking kosztował 2,30 euro za godzinę.
Keukenhof kolejne miejsce zwiedzania odległe od Alkmaar o 54 km. Bilet wstępu 15 euro od osoby plus 6 euro parking. Czynny pomiędzy 20-21 marca a 18-22 maja. Folder reklamujący park Keukenhof zaczyna się tak - Czy kiedykolwiek widziałeś ponad 7 milionów rozkwitających tulipanów, żonkili i hiacyntów? No i chyba nie przesadzają. To po prostu trzeba zobaczyć. Ponieważ zima tego roku trwała wyjątkowo długo w Polsce jak i w Holandii, nie wszystkie tulipany rosnące na wolnym powietrzu zdążyły zakwitnąć(mi. gatunek poświęcony Marii Kaczyńskiej). Za to te w pawilonach były w pełnym rozkwicie. Brakuje pamięci w aparatach i kamerach aby uchwycić feerię barw i gatunków kwiatów. Trzeba podziwiać kunszt i maestrię ogrodników w komponowaniu klombów, rabat i gazonów. Stawy, oczka wodne wodospady, kanały i mostki nad nimi. Wszystko wykonane z rozmysłem. Trawniki okalające klomby są dwukolorowe. Ciemniejszy gatunek trawy stanowi otoczkę, krawędź obrysu całości. Ponieważ olbrzymie drzewa nie pokryły się jeszcze listowiem, mniej było światłocieni i lepszy były widok na dalsze partie parku. Żal było opuszczać to miejsce.
Trzynaście kilometrów dalej leży Noordwijk. Nadmorski kurort z którego rokrocznie „startuje” Flower Parade. Należy zauważyć, że podróżowaliśmy akurat przez zagłębie kwiatowe Holandii. Więc spotykaliśmy „łany”, hektary i połacie pól pokryte sadzonkami i kwitnącymi roślinami cebulkowymi. Przy „łanach” hiacyntów dochodził kolejny efekt; intensywny zapach. Tak, to właśnie chciałem zobaczyć i poczuć! W Noordwijk zwiedziliśmy plażę (bardzo szeroką), centrum miasteczka oraz w informacji turystycznej „zasięgnęliśmy języka”, skąd wyrusza parada, którymi ulicami przebiega. A także skąd będzie dobry widok i oświetlenie na kawalkadę, gdzie zaparkować samochód i ustalić drogę ewakuacji, po pochodzie, w kierunku na dom. Tak aby drugiego dnia, nie tracić niepotrzebnie na to czasu. Parking 1 euro za 35 minut.
Kolejny punkt leży w odległości 35 km. Delfty . Warto zobaczyć tu duży rynek z gotycką wieżą Nieuwe Kerk z jednej strony i pięknym ratuszem z drugiej. Pośrodku stoi pomnik Hugo Grocjusza , „ojca” prawa międzynarodowego. Wokół placu wiele kafejek i restauracji oraz sklepów ze słynną błękitną porcelaną z Delft. Wypadało zaopatrzyć się w pamiątkowe drobiazgi z tej porcelany, co też uczyniliśmy. Nad kanałem Oude Delft znajduje się Oude Kerk z mocno już pochyloną wieżą w kierunku kanału. Nieopodal nad kanałem mijamy Gemeenlandshuis van Delfland z bogato zdobioną fasadą tarczami herbowymi. Nad kanałami dużo pięknych kamieniczek. Niestety zabrakło czasu na zwiedzenie Muzeum Miejskiego z obrazami Vermeera oraz Muzeum Porcelany. Parking 2,20 euro/godz.
Następny cel Rotterdam. 18 kilometrów od Delft. Największy port Holandii i bodajże Europy. Ponieważ w czasie II wojny został zniszczony nalotami dywanowymi, nie ma tu zbyt wiele zabytków tylko nowoczesne bloki i wieżowce. Zatrzymaliśmy się na jednym z nabrzeży, kilka fotek i dalsza podróż.
Już w drodze powrotnej 26 kilometrów dalej była Gouda. Bardzo stare miasto słynące z sera o tej samej nazwie. Z powodu późnej pory pozostał nam krótki spacerek, kilka fotografii i przejazd w kierunku Amsterdam (ok. 70 km). Łącznie cała trasa wyniosła ponad 260 km.
Na kemping dotarliśmy 17 minut po godzinie 22. Spóźniliśmy się 17 minut. W folderze kampingu jest zapis, że po 22 nie wolno wjechać samochodem na jego teren. Nas też portier nie chciał wpuścić. Na pytanie jaki jest powód takiego rygoru, padła odpowiedź: pasażerowie przy wysiadaniu trzaskają drzwiami samochodu i mieszkańcy nie mogą spać. Szczerze się uśmiałem, gdyż zarówno dzień wcześniej jak i tego wieczoru, muzyka w kempingowej restauracji „grała” bardzo głośno do pierwszej w nocy, a sąsiedzi za ścianą skończyli imprezę przed trzecią. W końcu posłusznie zaparkowałem samochód 5 metrów za bramą.
Dzień czwarty 20.04.2013r.
Powtórka z poprzednich dni. Wczesny wyjazd ponieważ do Noordwijk jest 49 km. Na miejscu jesteśmy o 8,45. Jest chłodno ale słonecznie. Samochód parkuję w bocznej ulicy przylegającej do tej, którą ma iść defilada i wrzucam do parkometru 1 euro. Kto przy takim zamieszaniu będzie kontrolował czas parkowania? Parada planowo rusza o 9,30 więc idziemy jeszcze na ulicę gdzie stoją już platformy dekorowane pąkami kwiatów. Z autobusów nieopodal wylewają się tłumy turystów, zwłaszcza skośnookich. No i rozpoczyna się przepychanie przy tych platformach, bo każdy chce mieć najlepsze zdjęcie. A faktycznie jest co fotografować. Świnki i kraby giganty, małpy i krowa, torty i filiżanki, rodzina Simpsonów i Beatlesi itd… Wszystko z dziesiątek tysięcy pąków i płatków kwiatowych. Niebywała precyzja i kunszt. Feeria naturalnych barw. Parada ruszyła z ponad półgodzinnym opóźnieniem. Każdą udekorowaną platformę, poprzedzał także strojny w kwiecie samochód osobowy sponsora. W kawalkadzie szły też cztery orkiestry ubrane w stroje paradne. Wszystko zachwycające. Każdy widz chce mieć najlepsze ujęcia. Ja rozdwajam się pomiędzy aparatem trzymanym w jednym ręku a kamerą trzymaną w drugim. Normalnie oczopląs. Usta rozdziawione. Parada przeszła.. emocje opadły, czas wracać. Do domu jest ponad 1200km. Jeszcze komentarze na gorąco , drugie śniadanie, wpisanie celu końcowego do nawigacji i w drogę. Po drodze jeszcze wstępujemy do zamku de Haar w pobliżu Utrechtu. I tu niespodzianka. Tego dnia na terenie zamku odbywał się zlot elfów i przebierańców. Setki ludzi przebranych za hrabiów, rycerzy, księżniczki, wróżki, diabły, maszkarony, kosmonautów, ludzi z różnych epok i czort wie jeszcze jakie indywidua, zmierzały do ogrodów zamkowych na festyn i zabawę. Niestety przy tej okazji cena za bilet, dla nieucharakteryzowanej publiczności, wzrosła do 25 euro od osoby (dla przebierańców 8 euro). I to można by ścierpieć ale trzeba by uczestniczyć w tej zabawie przynajmniej pół dnia. A nas czas gonił, więc musieliśmy odpuścić. Po zrobieniu fotek zamkowi zza płotu, z żalem podążyliśmy dalej. W domu byliśmy o godz. 3,05.
Podsumowanie. Łącznie przejechaliśmy 2750 km. Koszt paliwa- przede wszystkim lpg- 794,10 zł. Opłaty na polskich autostradach 145,80 zł. Razem 940 zł, podzielone na czworo uczestników daje 235 zł za sam transport na osobę. Średnie zużycie gazu 10,64 l/100km. Średnia cena gazu 2,717.Koszt przejazdu stu kilometrów to prawie 29 zł. Koszt przejazdu i noclegów na jednego uczestnika wyniósł 496,20 zł. Koszty biletów wstępu i parkingów powyżej. Wycieczka niezbyt kosztowna a obfitująca w wiele wrażeń. Były też dwa przypadki „o mały włos” od zderzenia z rowerzystami. Oni są wszędzie i naokoło. I do tego mają olbrzymie przywileje w ruchu drogowym. Nas to czasami zaskakuje. Pozostaje jeszcze jeden zgrzyt. Po przyjeździe na kemping poproszono o mój paszport do celów rejestracji itp. Niestety każdego kolejnego dnia wyjeżdżaliśmy przed, a powracaliśmy po zamknięciu recepcji. Skutkiem tego mój paszport tam pozostał tam. Chcieli mi go wysłać zwykłym listem, ale ja wolałem pewniejszy sposób – kurierem. Tak więc gapowe kosztowało mnie dodatkowe 128 zł. Od tej pory dokumenty przedstawiam „do wglądu” i chowam z powrotem do kieszeni.
( W zdjęciach z ostatniego dnia jest błąd w datowniku. Powinno być 20.04.2013.)



W krótkich słowach - Holandia jest uporządkowana , bogata, czysta, pełna zieleni i kwiatów. Póki co dla nas droga. Ma też swoje klimaty. Podziwiać należy upór w walce z ujarzmianiem wody. Przytłaczający w miastach ruch rowerowy. I mają bardzo dobre, bezpłatne drogi. Chociaż miejsca do parkowania nie ma wiele.

Zdjęcia

HOLANDIA / - / Zaanse Schans / Holandia w pigułce. Trzydniowy wyjazd na Święto Kwiatów.HOLANDIA / - / Muiden / Zamek MuiderslotHOLANDIA / - / Amsterdam / RijksmuseumHOLANDIA / - / Amsterdam - Mountplein / Pomnik RembrabdtaHOLANDIA / - / Alkmaar / Kram z miniaturami dużych kręgów serowychHOLANDIA / - / Keukenhof / ParkHOLANDIA / - / Pawilon Willem Alexander Keukenhof / Tulipany w rozkwicieHOLANDIA / - / Delfty / Sklep z porcelanąHOLANDIA / - / Noordwijk / The Beatles - Parada kwiatowa HOLANDIA / - / Noordwijk / Parada kwiatowa

Dodane komentarze

kinia-to dołączył
16.09.2015

kinia-to 2015-10-20 15:53:15

Byłem na takim święcie w Zundert koło Bredy, tam gdzie urodził się van Gogh
Atrakcja niesamowita, szczególnie jak z bliska widzi się te kolosy jadące na platformach, miałem przyjemność obserwować przygotowania do tego święta i widziałem jak metalowe konstrukcje zamieniają się a dzieła sztuki

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl