Artykuły i relacje z podróży Globtroterów
Kierunek Soczi cz 3 > ROSJA
benbm
relacje z podróży
Pada, pada a ja ci±gnę przez zielone pola. Zabudowań mało, bo ¶migam ¶cieżkami rowerowymi, które ci±gn± się bez końca. Super oznakowane, ale widać rowerzystów deszcz wystraszył. Gigantyczne obory więc pytam wła¶ciciela stada krów a ma ich tysi±c, czy mogę rozbić namiot nie ma problemu. W polu stoi sauna tam się możesz rozbić. Podchodzę pod budynek sauny a tu naga dama wychyla się i pyta słucham. Co prawda naga kobieta robi wrażenie na tle zielonej trawy, tyłek blady, piersi jeszcze kr±głe duże, panna jak się okazało ma po czterdziestce. Mówię że twój ojciec pozwolił mi się rozbić pod saun±, dawaj ¶ci±gaj gacie i wskakuj jest napalone i odpowiednia temperatura. No to na waleta siadam na nagrzanych deskach i pocimy się we dwoje. W pierwszym minucie trochę nieswojo bo niezła laska z figury z twarz± ciut gorzej. Przez ¶rodek ł±ki płynie strumień więc kilkakrotnie wskakujemy do lodowatej wody aż orzeszki się kurcz±. Ten błogi stan przerwał gospodarz bo i on nabrał ochoty, zrobiło się ciasno i sztywno. Dama ubrała się i tyle j± widziałem. Starszy opowiada, że przed wojna jego rodzice należeli do bogatych gospodarzy, komuni¶ci zabrali im wszystko a teraz pomału odzyskuj± swoj± ziemię. W dzieciństwie miałem gosposię Polkę, pięknie ¶piewała, ale przyszła wojna i zabrali ja i ¶lad zagin±ł, reszta rozmowy to krowy i gospodarstwo, kredyty i kłopoty.
Ruszam nad ranem nikogo w zabudowaniach nie spotkałem. Kilka kilometrów w deszczu a widzę że kto¶ za mn± na rowerku się kula, czekam i okazuje się że Peterek. No to decydujemy się jechać razem. Ucieszyłem się bo w deszczu w dwóch lepiej się jedzie. Koło Talina wskakujemy pod dach supermarketu bo urwanie chmury, nie da się jechać. Rozbijamy namioty pod dachem, przyszedł kierownik marketu bo nie w smak mu że robimy zadymę. Ludzie z ciekawo¶ci spogl±daj± jak rozbijamy namioty bierzemy k±piel pod rynna i idziemy spać. Rano ochrona zagl±dała do ¶rodka mojego namiotu pokazuj±c że spokojnie możemy spać dalej.
Talin przywitał nas słoneczkiem. Pod informacj± turystyczn± zostawiamy rowery, jest specjalny ochroniarz do pilnowania rowerów więc myk na miasto. Piękna starówka, aż miło patrzeć widać, że wojenne zawieruchy ominęły te miasto. Kilka dobrych godzin na zwiedzanie i do portu po bilety. Kupuję za dwadzie¶cia pięć euro za rower wołaj± drugie tyle ale pal licho, pcham rower na prom i nikt o bilet na rower nie pyta więc kasa w kieszeni zostaje. Prom ogromny więc ¶migamy windami na jedenaste piętro, widoki zapieraj± dech przy brzegach Finlandii wysepki jak p±czki, jedne zielone inne to tylko skały. Nikt się nie pyta o paszport, nie widać nikogo z ochrony granic. Helsinki to piękne miasto kanały wyspy kolorowo czy¶ciutko ¶pimy w krzakach w samym centrum nikt do nas się nie czepia więc spokojna noc. W punkcie informacji dostajemy mapy i wszelkie informacje. Jazda na północ, wyjazd z miasta nastarcza nam kłopotów, ale pomaga nam miejscowy odprowadzaj±c na rogatki miasta.
Keri — po kilku dniach poznajemy pod sklepem starszego pana. To on zapytał czy byli¶my już w Fińskiej saunie takiej drewnianej, Peter jeszcze nie był więc namalował nam mapę i tak nad bajkowym jeziorem wskakujemy do napalonej sauny. Fin prócz sauny miał spory zapas wódki – zreszt± nie tylko on, ale kilkakrotnie spotykali¶my ludzi z butelkami w ręku. Jak się dowiedziałem pij± bo nudno pij± bo daleko, pij± bo pij±. Po k±pieli wycieczka na ryby i po okolicznych jeziora. Przyleciał przyjaciel Kerego samolotem, mieszka kilkaset kilometrów dalej więc mamy kolejn± atrakcję wieczorny lot samolotem. Rozmowy do białego rana, a zapasy naszego gospodarza radykalnie spadły.
Kolejnego dnia mamy jechać na pobliskie kanały. Keri szuka klucza od samochodu w końcu gdy znalazl Peter mówi pokaże ci jak mój tata chowa klucze bo widzę że masz kłopoty jak mój ojciec. Klucze wsadził pod czapkę i zapomniał bo nie ma tam czucia. Po kilku godzinach mamy wyjechać, a tu kluczy nie mam. Przekopali cale gospodarstwo i nic. Trudno wycieczki nie będzie bo zapasowe klucze w Helsinkach.
¦migamy mijaj±c jezioro za jeziorem i tak z czterdzie¶ci kilometrów, gdy Peter podrapał się po głowie i wyci±ga klucze. Czeski film, komedia na trasie, trudno zawracamy oddać klucze. Keriemu zapasy alkoholu tego wieczora spadły do zera.
Wizyta u ¦w Mikołaja – byli¶my pierwsi pod biurem ¶w. więc korytarzami w bajkowej scenerii z jednej strony lodowce, a to skrzaty i muzyka przenosi nas w ¶wiat dziecinnych marzeń. Proszę chwilę zaczekać słyszę słowa miłej pani kolejka do Mikołaja, zdjęcie z ¦w to pięćdziesi±t euro słyszę ………… co? chyba Cię boli zapytałem po Polsku pięćdziesi±t euro to kupa kasy, na co Pani w moim ojczystym języku niestety taka cena a ja tu tylko pracuję. Szukamy ¶więtego w wersji dla ubogich i takowego znalazłem za darmo do plastikowego mikołaja się przytulam, robimy zdjęcia z dużego worka wybieramy po jednym prezencie, mnie dostała się skarpetka Peter wyłowił czapkę. Pusto smutno kilka osób z Włoch kln± na cenę zdjęcia więc podpowiadam im że jest ¶w w wersji dla ubogich za co serdecznie mi podziękowali.
Jeszcze drogowskaz ile do Tokio ile do Paryża, do Warszawy nie ma. Czym dalej na północ tym mniej ludzi, jedna z dróg szeroka na kilkadziesi±t metrów i tak przez kilka kilometrów miejscowy mówi że to zapasowe lotnisko w razie konfliktu z sowietami. Nockę spędzamy w namiocie ustawiony przy drodze, w ¶rodku garnki zapałki i herbata, ciastka w metalowym pudełku. Robimy sobie gor±c± k±piel, a w nocy spadł ¶nieg. Peterek rano mówi do mnie wiesz ja dalej nie jadę, nie mam ciepłych ubrań jak ty więc nie będę ryzykował. Pożegnałem go jak brata, to dobra dusza z takim podróżować na kraj ¶wiata pomy¶lałem. Deszcz ze ¶niegiem na przemian, wyci±gam ubranie przeciw deszczowe i mknę przez ¶niegi deszcze, po dwóch godzinach zajechał mi drogę samochód, wychodzi facet i pyta co zgubiłe¶? pobieżnie spogl±dam na bagaż nic odpowiadam, a on wyci±ga mój puchowy ¶piwór, aż zamarłem bez tego ¶piwora na północy nie mam szans. Gdy wyci±gałem deszczowe ubrania to ¶piwór wypadł a on widział to z okna swojego domu. Kolejny napotkany fin to tuż przy granicy z Norwegi±, zapytałem o możliwo¶ć rozbicia namiotu, ale fin tylko pokazał na domek z drewna, mówi±c do mnie wpadnij na herbatę pogadamy. Ciastka i herbata, a mój gospodarz układa pasjanse i tak z trzy godziny gdy słyszę, no pogadali¶my więc idziemy spać, ja słowa nie powiedziałem, on tylko raz b±ka pu¶cił i tyle się nagadali¶my. Wieczorem do drewnianego domku na bal zaprosiło się miliony komarów tn± bez lito¶ci, nie pomagaj± żadne spraje, ma¶ci tn± do białej ko¶ci. Biegiem rozbijam namiot ten ma moskitierę, więc po wybiciu kilku intruzów można zasn±ć. Stada reniferów towarzysz± mi na drodze czasami wyskoczył taki przed rower i mknie. Od czasu do czasu ogl±da się czy się z nim ¶cigam, czasem nad ranem słyszę sapanie pod namiotem, a to renifery buszuj±.
CDN
Ruszam nad ranem nikogo w zabudowaniach nie spotkałem. Kilka kilometrów w deszczu a widzę że kto¶ za mn± na rowerku się kula, czekam i okazuje się że Peterek. No to decydujemy się jechać razem. Ucieszyłem się bo w deszczu w dwóch lepiej się jedzie. Koło Talina wskakujemy pod dach supermarketu bo urwanie chmury, nie da się jechać. Rozbijamy namioty pod dachem, przyszedł kierownik marketu bo nie w smak mu że robimy zadymę. Ludzie z ciekawo¶ci spogl±daj± jak rozbijamy namioty bierzemy k±piel pod rynna i idziemy spać. Rano ochrona zagl±dała do ¶rodka mojego namiotu pokazuj±c że spokojnie możemy spać dalej.
Talin przywitał nas słoneczkiem. Pod informacj± turystyczn± zostawiamy rowery, jest specjalny ochroniarz do pilnowania rowerów więc myk na miasto. Piękna starówka, aż miło patrzeć widać, że wojenne zawieruchy ominęły te miasto. Kilka dobrych godzin na zwiedzanie i do portu po bilety. Kupuję za dwadzie¶cia pięć euro za rower wołaj± drugie tyle ale pal licho, pcham rower na prom i nikt o bilet na rower nie pyta więc kasa w kieszeni zostaje. Prom ogromny więc ¶migamy windami na jedenaste piętro, widoki zapieraj± dech przy brzegach Finlandii wysepki jak p±czki, jedne zielone inne to tylko skały. Nikt się nie pyta o paszport, nie widać nikogo z ochrony granic. Helsinki to piękne miasto kanały wyspy kolorowo czy¶ciutko ¶pimy w krzakach w samym centrum nikt do nas się nie czepia więc spokojna noc. W punkcie informacji dostajemy mapy i wszelkie informacje. Jazda na północ, wyjazd z miasta nastarcza nam kłopotów, ale pomaga nam miejscowy odprowadzaj±c na rogatki miasta.
Keri — po kilku dniach poznajemy pod sklepem starszego pana. To on zapytał czy byli¶my już w Fińskiej saunie takiej drewnianej, Peter jeszcze nie był więc namalował nam mapę i tak nad bajkowym jeziorem wskakujemy do napalonej sauny. Fin prócz sauny miał spory zapas wódki – zreszt± nie tylko on, ale kilkakrotnie spotykali¶my ludzi z butelkami w ręku. Jak się dowiedziałem pij± bo nudno pij± bo daleko, pij± bo pij±. Po k±pieli wycieczka na ryby i po okolicznych jeziora. Przyleciał przyjaciel Kerego samolotem, mieszka kilkaset kilometrów dalej więc mamy kolejn± atrakcję wieczorny lot samolotem. Rozmowy do białego rana, a zapasy naszego gospodarza radykalnie spadły.
Kolejnego dnia mamy jechać na pobliskie kanały. Keri szuka klucza od samochodu w końcu gdy znalazl Peter mówi pokaże ci jak mój tata chowa klucze bo widzę że masz kłopoty jak mój ojciec. Klucze wsadził pod czapkę i zapomniał bo nie ma tam czucia. Po kilku godzinach mamy wyjechać, a tu kluczy nie mam. Przekopali cale gospodarstwo i nic. Trudno wycieczki nie będzie bo zapasowe klucze w Helsinkach.
¦migamy mijaj±c jezioro za jeziorem i tak z czterdzie¶ci kilometrów, gdy Peter podrapał się po głowie i wyci±ga klucze. Czeski film, komedia na trasie, trudno zawracamy oddać klucze. Keriemu zapasy alkoholu tego wieczora spadły do zera.
Wizyta u ¦w Mikołaja – byli¶my pierwsi pod biurem ¶w. więc korytarzami w bajkowej scenerii z jednej strony lodowce, a to skrzaty i muzyka przenosi nas w ¶wiat dziecinnych marzeń. Proszę chwilę zaczekać słyszę słowa miłej pani kolejka do Mikołaja, zdjęcie z ¦w to pięćdziesi±t euro słyszę ………… co? chyba Cię boli zapytałem po Polsku pięćdziesi±t euro to kupa kasy, na co Pani w moim ojczystym języku niestety taka cena a ja tu tylko pracuję. Szukamy ¶więtego w wersji dla ubogich i takowego znalazłem za darmo do plastikowego mikołaja się przytulam, robimy zdjęcia z dużego worka wybieramy po jednym prezencie, mnie dostała się skarpetka Peter wyłowił czapkę. Pusto smutno kilka osób z Włoch kln± na cenę zdjęcia więc podpowiadam im że jest ¶w w wersji dla ubogich za co serdecznie mi podziękowali.
Jeszcze drogowskaz ile do Tokio ile do Paryża, do Warszawy nie ma. Czym dalej na północ tym mniej ludzi, jedna z dróg szeroka na kilkadziesi±t metrów i tak przez kilka kilometrów miejscowy mówi że to zapasowe lotnisko w razie konfliktu z sowietami. Nockę spędzamy w namiocie ustawiony przy drodze, w ¶rodku garnki zapałki i herbata, ciastka w metalowym pudełku. Robimy sobie gor±c± k±piel, a w nocy spadł ¶nieg. Peterek rano mówi do mnie wiesz ja dalej nie jadę, nie mam ciepłych ubrań jak ty więc nie będę ryzykował. Pożegnałem go jak brata, to dobra dusza z takim podróżować na kraj ¶wiata pomy¶lałem. Deszcz ze ¶niegiem na przemian, wyci±gam ubranie przeciw deszczowe i mknę przez ¶niegi deszcze, po dwóch godzinach zajechał mi drogę samochód, wychodzi facet i pyta co zgubiłe¶? pobieżnie spogl±dam na bagaż nic odpowiadam, a on wyci±ga mój puchowy ¶piwór, aż zamarłem bez tego ¶piwora na północy nie mam szans. Gdy wyci±gałem deszczowe ubrania to ¶piwór wypadł a on widział to z okna swojego domu. Kolejny napotkany fin to tuż przy granicy z Norwegi±, zapytałem o możliwo¶ć rozbicia namiotu, ale fin tylko pokazał na domek z drewna, mówi±c do mnie wpadnij na herbatę pogadamy. Ciastka i herbata, a mój gospodarz układa pasjanse i tak z trzy godziny gdy słyszę, no pogadali¶my więc idziemy spać, ja słowa nie powiedziałem, on tylko raz b±ka pu¶cił i tyle się nagadali¶my. Wieczorem do drewnianego domku na bal zaprosiło się miliony komarów tn± bez lito¶ci, nie pomagaj± żadne spraje, ma¶ci tn± do białej ko¶ci. Biegiem rozbijam namiot ten ma moskitierę, więc po wybiciu kilku intruzów można zasn±ć. Stada reniferów towarzysz± mi na drodze czasami wyskoczył taki przed rower i mknie. Od czasu do czasu ogl±da się czy się z nim ¶cigam, czasem nad ranem słyszę sapanie pod namiotem, a to renifery buszuj±.
CDN
cdn
Dodane komentarze
brak komentarzy
Przydatne adresy
Brak adres w do wy wietlenia.
Inne materia y
Dział Artykuły
Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.
Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.










