Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Ośla wędrówka > PERU


Expedition-madidi Expedition-madidi Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie PERU / Arequipa / Cotahuasi / Zapoznanie z PaksemPolecamy I część "dziennika z podróży" - peruwiańska wędrówka przez Andy z osłem :-) Pełna humoru historia, która na pewno Was wciągnie!

Część pierwsza "dziennika z podróży". Peruwiańska wędrówka przez Andy z osłem, którego kupiliśmy w miasteczku Cothauasi. Poszukiwania osła, negocjacje z hodowcami, nauka opiekowania się osiołkiem, oszustwa jakimi nas karmiono, sprawa na policji, świnka morska na obiad to tylko niektóre przygody opisane w tej części opowieści. Zapraszamy do przeczytania :)

KUPILIŚMY OSŁA!!!
Jeszcze sami w to do końca nie wierzymy, chociaż z tym planem nosiliśmy się od dawna. Dzisiaj wpłaciliśmy zaliczkę, jutro facet ma przyprowadzić osła i ruszamy przez Andy do Machu Picchu!

Zdjęcia: Cotahuasi, Arequipa, Zapoznanie z Paksem, PERU
Cotahuasi, Arequipa, Zapoznanie z Paksem, PERU



DZIEŃ PIERWSZY
Osiołek oficjalnie jest nasz. Nasz zwierzak jest przepiękny. Trochę na razie nieufny. Gdy podnosimy rękę, żeby go pogłaskać, ma odruchy jakbyśmy go bić mieli. W sumie się nie dziwię, tutaj nikt osłów nie rozpieszcza. Nie możemy się na niego napatrzeć. Dzisiaj przechodzimy tylko jakieś 12 kilometrów, bo nie mamy serca go poganiać i czekamy za każdym razem gdy zatrzyma się, żeby poskubać sobie krzaczek. Nakupowaliśmy marchewek, żeby trochę go przekupić i zajada się nimi z ogromną radością. Cały czas go obserwujemy i zastanawiamy się czy ciężar który nosi nie jest mu za ciężki. Wszyscy mówili, że nie ma problemu, że może nieść dużo więcej, ale nam go żal. Już Krzysiek kombinuje co by tu przełożyć do siebie, że przecież da radę nieść więcej. W końcu skończy się tak, że osiołek będzie szedł bez niczego, a my z całym bagażem. Jesteśmy atrakcją dla miejscowych. Nie często widuje się gringos z osiołkiem. Wszyscy nas pytają dokąd idziemy, ale gdy odpowiadamy zgodnie z prawdą, że do Machu Picchu, to nikt nam nie wierzy. Generalnie to sami do końca w to nie wierzymy, w końcu przed nami jakieś 500 km! Droga jest ciężka, bo przez Andy, często na wysokościach sięgających 5 tyś. m n.p.m. Mamy byle jakie śpiwory, ale kupiliśmy sobie jeszcze dwa dodatkowe koce z alpaki, bo inaczej ciężko by było w namiocie przespać noc. Ciągniemy osiołka do wody, zastanawiając się dlaczego on do cholery nic pić nie chce, wolimy żeby się napił bo przecież nie wiemy jak będzie później z wodą. Dopiero gdy zobaczył to jakiś facet w wiosce powiedział nam, że o tej godzinie osiołki nie piją, tylko w południe, jak jest słońce i że dużo wody nie potrzebują. Widoków po drodze nie było. Tzn były, nieziemskie, ale tylko na nie spoglądaliśmy ukradkiem, bo nasze oczy wpatrzone były w to cudo natury, jakim jest nasz cudowny osiołek. Krzysiek tak się ze mnie śmiał, że pewnie będę cały czas z osiołkiem rozmawiać, a sam idzie i prowadzi z nim poważne dyskusje. Dochodzimy do wioski. Jest już ciemno, jesteśmy zmęczeni, więc rozbijamy się zaraz przy drodze. Zresztą teraz z osiołkiem będzie nam ciężej się ukryć. Nasz cudny zwierzak dostaje imię (Paks) oraz kilogram marchewek na kolację, a przed nami pierwsza noc i testowanie koców!

Zdjęcia: Cotahuasi, Arequipa, Nocleg w namiocie w drodze do Alca, PERU
Cotahuasi, Arequipa, Nocleg w namiocie w drodze do Alca, PERU



DZIEŃ DRUGI
Noc o dziwo była całkiem przyjemna i ciepła, pewnie dzięki tym dodatkowym kocom. Miejsce noclegowe mamy beznadziejne, bo niewiele tu zielska dla Paksa. Wcześniej ludzie mówili nam że generalnie osły mogą jeść wszystko, ale najlepsze jedzenie dla nich to alfalfa (lucerna), lub suche pędy kukurydzy (chala). Krzyśkowi udaje się kupić tylko to drugie, ale osiołek i tak jest szczęśliwy. Grzebiemy się rano strasznie. Dużo czasu zajmuje nam wyszykowanie Paksa, robimy to po raz pierwszy i wcale to nie jest takie proste jak nam się wydawało. Jemu zdaje się być wszystko jedno, bo spokojnie tylko żuje sobie trawkę.

Zdjęcia: Cotahuasi, Arequipa, Kolacja (chala) dla Paksa, PERU
Cotahuasi, Arequipa, Kolacja (chala) dla Paksa, PERU


Zdjęcia: Cotahuasi, Arequipa, Paks zajada się chalą, PERU
Cotahuasi, Arequipa, Paks zajada się chalą, PERU


Zdjęcia: Cotahuasi, Arequipa, Nocleg w namiocie w drodze do Alca, PERU
Cotahuasi, Arequipa, Nocleg w namiocie w drodze do Alca, PERU



Powoli wiara w to że dojdziemy z nim do Machu Picchu nas opuszcza. Osiołek idzie bardzo wolno, a my nie mamy serca poganiać go kijkiem, tak jak nam radzono. Próbujemy przekonywać go słownie, że musi iść szybciej, ale tak jak się domyślacie nie przynosi to oczekiwanych efektów. Co chwila zatrzymuje się, to żeby poskubać trawkę, a to żeby powąchać kupę innego osła. Sporo czasu męczymy się żeby wszystko rano na nim zamontować. Idziemy tylko kilka kilometrów, bo po drodze są łaźnie termalne. Paksio do woli zajada sobie trawkę i pije wodę, a my odprężamy się w gorących termach. Właścicielka, od której kupujemy wodę i ciastka, dorzuca nam jeszcze dwa jabłka i dwa banany na drogę. Tym razem zamontowanie worków idzie nam jeszcze gorzej. Przechodzimy kawałek i worki spadają. Nie wiemy co robimy źle. Co chwile musimy się zatrzymywać i montować worki na nowo.

Zdjęcia: Cotahuasi, Arequipa, Krzysiek zakłada "siodło" Paksowi, PERU
Cotahuasi, Arequipa, Krzysiek zakłada "siodło" Paksowi, PERU



W końcu przechodzi obok nas jakiś dziadek i oferuje pomoc. Montuje to jakoś i mówi że za lekko związujemy liny. Nie mamy wyczucia jak mocno możemy je związywać, żeby nie bolało Paksa. Bierze nasze ośle „maleństwo” za sznurek i idzie z nami do oddalonej o kilka kilometrów wioski Alca. Dziadzio po drodze opowiada nam o różnych ziołach. Zrywa je, daje nam powąchać i mówi do czego służą. Jedne z nich to ośli przysmak, inne są dobre dla ludzi przy przeziębieniach. Gdy dochodzimy do wioski okazuje się że nasz odważny osiołek jednak czegoś się przeraźliwie boi, a są tym kratki kanalizacyjne które ciągną się w poprzek ulicy. Za cholerę nie chciał przez nie przejść, dziadek ciągnął go z całej siły, aż w końcu przeskoczył kratkę, chyba myślał że to dziura. Żegnamy się z dziadziem i udajemy się w poszukiwaniu miejsca na rozbicie namiotu. Jednak po drodze... dowiadujemy się że zrobiono nas w konia...
Wróćmy jednak do początków. Do momentu kiedy pewnego dnia zaczęliśmy poszukiwania osiołka...

Zdjęcia: Alca, Arequipa, Ja z Paksem, PERU
Alca, Arequipa, Ja z Paksem, PERU



W Cotahuasi (małe peruwiańskie miasteczko w kanionie o tej samej nazwie) zatrzymaliśmy się w hotelu. Właściciele, wydawali się być super pomocni i przyjaźni. Właściciel, a to biegł za nami, żeby pokazać nam drogę nad jezioro, a to dawał rady co możemy tutaj zobaczyć ciekawego, a gdy rano czekaliśmy na autobus do Pampamarca, przybiegł na terminal, żeby się upewnić że w dobry autobus wsiądziemy. Stwierdziliśmy więc, że nasze poszukiwania osiołka najlepiej zacząć pytając jego. Od razu obiecał, że popyta swoich kolegów i coś nam znajdzie. I faktycznie, już na drugi dzień załatwił nam jednego gościa. Facet w dużym białym kapeluszu okazał się być pośrednikiem. Pojechaliśmy z nim taksówką do innej wioski, gdzie miał być osiołek. Tam poznaliśmy Antonio (właściciela osła na sprzedaż), który opowiadał nam, że czarne osły są najsilniejsze, że ten jego ma 5 lat, jest nowy, młody, silny. Pokazywali nam jego zęby, ale to wszystko nic nam nie mówiło. Antonio zażyczył sobie 350 soli, plus 100 soli za „siodło”. Lecz gdy wróciliśmy do hotelu i opowiedzieliśmy to wszystko właścicielom obydwoje krzyknęli :„strasznie dużo!!!! 350 soli za osła i 100 za siodło?”, po czym obiecali znaleźć nam coś innego. My w tym czasie chodzimy po sklepach, aptekach, pytamy ludzi na ulicy, a jak widzimy jakiegoś samotnego przywiązanego osiołka to zostawiamy na nim kartkę: „jesteśmy zainteresowani kupnem tego osiołka, prosimy o kontakt w hotelu „Fani Luz Vela”. W końcu trafiamy do weterynarza. Daje nam wiele rad odnośnie kupowania osłów m.in. : „Kolor nie ma znaczenia. Wiek rozpoznaje się po zębach. Młody ma ładne, duże, białe zęby. Osioł powinien być wykastrowany, bo inaczej będzie wam uciekał, 350 soli to dobra cena za młodego, silnego osła. Może iść cały dzień i nieść 50 do 60 kilo stale, a dużo więcej chwilowo” tłumaczy nam wszystko, a my uznajemy się już za oślich specjalistów i wydaje nam się że teraz to już wszystko wiemy i nikt nas w konia nie zrobi.
Kolejnego dnia właściciel hotelu (ze względu na jego codzienny stan nazwijmy go „pijaczyną”), mówi że w południe ma przyjść dwóch mężczyzn ze swoimi osłami. Czekamy długo, ale nikt nie przychodzi. Pokierowani przez pijaczynę idziemy więc ich znaleźć sami. Najpierw do pierwszego wskazanego punktu, jest nim...sklep mięsny. Kobieta za ladą przyznaje, że sprzedają osły ale teraz nic nie mają i że ona nic nie wie. Szukamy tego drugiego sprzedawcę o którym wiemy tylko tyle, że się nazywa Ramon. Chodzimy wzdłuż ulicy i pytamy wszystkich o tego „Ramona co ma osły”. Dowiadujemy się, że nazywa się Ramon Flores i mieszka gdzieś niedaleko. Łazimy od domu do domu i w końcu go znajdujemy. Okazuje się być również właścicielem sklepu mięsnego. Nachodzi nas myśl, czy nie chcą nam sprzedać jakiegoś starego osiołka którego normalnie by wykorzystali na obiad. Pan Flores mówi nam, że będzie miał osły dopiero jutro o 10 rano. Żegnamy się umawiając na jutro, jednak za chwilę podbiega do nas zdyszana właścicielka naszego hotelu i krzyczy: „chodźcie szybko, przyszedł do hotelu facet z osiołkiem dla was”. No to biegniemy wszyscy i zastajemy siedzących na schodach przed hotelem: pijaczynę z jakimś kolesiem w kowbojskim kapeluszu (tutaj wszyscy w takich chodzą) i uwiązanego szarego osiołka. Zaczynają się negocjacje:

My: ile ma lat?
Właściciel Osiołka: Ma 4 latka
Pijaczyna: Młody! Silny osiołek! Całkiem nowy!
My: jaka cena?
Właściciel Osiołka: 350 soli z rewelacyjnym siodłem
My: trochę dużo, może pan obniżyć cenę?
Pijaczyna: to jest super cena! Za takiego młodego, silnego osła! Mówię wam, w dodatku będziecie mieli super siodło. On w ogóle nie chciał sprzedać tego osła taki dobry jest, musiałem go namówić i w końcu się zgodził.

Zamieniamy się wtedy w znawców osłów i prosimy, żeby pokazali nam jego zęby. Oczywiście nic nam to nie mówi. Są całkiem duże. Czy białe? Cholera wie, uwalone od jedzenia. Osły zębów nie myją, więc tak całkiem białe być nie mogą. Czemu nie przygotowaliśmy się lepiej?!?!

My: jest wykastrowany?
Właściciel Osiołka: nie, jest „cały”...
Pijaczyna: ale to nic nie szkodzi! Tak wiem, mówiłem wam że musi być wykastrowany bo ucieknie, ale to były tylko żarty. Da radę, nie ucieknie prawda? Nie ucieka?
Właściciel Osiołka: niee! Skądże! Nie ucieka! Zobaczcie puszczę go wolno i nic się nie dzieje

Potem mają niezły ubaw odpowiadając na szereg gringo/głupich pytań typu:

- czy nie będzie mu za zimno w nocy na dużych wysokościach?
- co jak będzie padało?
- jak ma na imię?

czym podkreślamy, że kompletnie nic nie wiemy na temat osłów. Prawdę powiedziawszy jesteśmy już nakręceni. Nie mamy siły szukać już dalej. I tak nie wiemy, który jest naprawdę młody i wart swojej ceny. Skoro zaufany hotelarz mówi nam, że osioł jest ok to chyba jest z nami szczery? Raz się żyje! Bierzemy!
Sprzedawca chce żeby mu dać 100 soli zaliczki, pijaczyna potwierdza że faceta zna i że możemy mu zaufać. Mówi nam też że żadnej umowy nie trzeba, bo tu się tego nie praktykuje. Że wszystko będzie ok nic się martwić nie mamy. Tego dnia kupujemy resztę potrzebnych rzeczy typu: linki na bagaż, palik, dwa koce na zimne noce, worki na bagaż i butelkę PISCO którym opijamy zakup osła (coś jak wódka, tylko dużo słabsze zrobione z winogron). Rano czekamy na nasz nowy nabytek w cholerę długo. Wściekamy się strasznie, bo chcieliśmy wyruszyć z rana, poza tym ja już mam wizję że facet spieprzył z zaliczką. Pijaczyna twierdzi że facet na pewno nas nie wykiwa, bo był o 7, ale myśmy spali (co za brednie! Od rana czekamy jak na szpilkach!). W końcu gościu zjawia się koło południa, wszystko już nieważne... MAMY OSIOŁKA :) . To super „siodło”, niby takie wyjątkowe, okazuje się być takim samym wynalazkiem jak te które używają miejscowi, czyli kupą starych szmat i skór owiec. Pijaczyna montuje bagaż i uczy nas jak to robić. Po drodze jeszcze go spotykamy, podjeżdża samochodem i daje nam kolejne rady. Wyrywa jakąś gałąź na którą osiołek mocno reaguje prawie biegnąc. Pijaczyna daje mi to do ręki i mówi żebyśmy go tym poganiali. Żegna się z nami, znikamy za rogiem, wyrzucamy gałąź. Idziemy w swoją wędrówkę...
Tak oto staliśmy się właścicielami Paksa i teraz mogę już opowiedzieć jak dowiedzieliśmy się że zrobiono nas w konia...

Więc po drodze w poszukiwaniu miejsca na nocleg spotykamy miejscową rodzinkę . Zagadują nas dokąd idziemy z tym starym osiołkiem.

My: jak to starym???? przecież on młody jest, 4 latka ma!
Ojciec: na pierwszy rzut oka widać, że to staruszek. Jesteśmy hodowcami osłów, znamy się na tym. Mogę zaglądnąć mu w zęby?... tak jak mówiłem, stary, ma z 10 lat”

Jesteśmy załamani. Wcześniej ludzie nam mówili, że to za ciężka droga dla 10-letniego osła i musimy kupić młodego. Nie wiemy co robić. Po drodze spotykamy kolejnego faceta na koniu wyglądającego jak kowboj o imieniu Vertin. Zagadujemy go czy zna się na osłach „jasne, jestem hodowcą osłów i koni” - odpowiada. Prosimy go, żeby ocenił ile nasz osioł może mieć lat. Facet również na pierwszy rzut oka stwierdza że Paks jest stary, a zaglądając mu w zęby mówi to samo co poprzedni: „ma 10 lat”. Pokazuje nam dokładnie jak można stwierdzić wiek na podstawie zębów. Faktycznie te z przodu ma duże, ale tylne...tylnych nie ma...Cholera jasna, dwóch hodowców nie może się mylić!

Zdjęcia: Alca, Arequipa, Paks, PERU
Alca, Arequipa, Paks, PERU



Okazuje się więc że Paksio:
- jest SIWY a nie SZARY
- ma 10 lat a nie 4
- powinien kosztować 100 soli a nie 350!

Później jeszcze Vertin zauważa, że nasz zwierzak nie jest wykastrowany i krzyczy „kupiliście całego?? będzie wam uciekał! Nigdy się nie kupuje całego”. O tym oczywiście wiedzieliśmy, nie sądziliśmy jednak że to będzie przeszkodą w jego późniejszej sprzedaży.
Pytamy go jak sądzi, czy udałoby się nam osła sprzedać, skoro jest stary i może nie mieć siły iść z nami.

Vertin: jasne że tak
My: uff (kamień z serca)
Vertin: na mięso na pewno ktoś kupi...

Zdjęcia: Alca, Arequipa, Paks, PERU
Alca, Arequipa, Paks, PERU



Załamuje się kompletnie!:„ jak możemy sprzedać naszego osiołka na mięso????”
Nie wiemy co dalej. Hodowcy twierdzą, że osiołek da radę z nami iść, ale że będzie szedł dużo wolniej i musi dobrze jeść. Ale my nie znamy się na osłach, nie wiemy co to znaczy dobrze jeść, ile on tego potrzebuje? Mamy wrażenie, że jadł by bez przerwy, czyli to znaczy że ciągle mu za mało? Zrobiło się już całkiem ciemno, a my szukając „alfalfy” lub „chali” dochodzimy do ostatniego domku za wioską i tam znajdujemy kobietę, która sprzedaje nam alfalfę. Pyta gdzie zamierzamy spać i zaprowadza nas na wzgórze nad swoim domem. To jej teren, pozwala nam rozbić tam namiot i zostać jak długo chcemy.

Zdjęcia: Alca, Arequipa,  Babuszka niesie "alfalfę", PERU
Alca, Arequipa, Babuszka niesie "alfalfę", PERU



DZIEŃ TRZECI

Ja zostaje cały dzień w obozie z osiołkiem, a Krzysiek idzie zasięgnąć informacji:
- czy w pobliskiej wiosce ktoś zechciałby kupić 10 letniego osiołka NIE na mięso?
- czy można kupić tutaj innego młodego osiołka? (bierzemy pod uwagę żeby kupić drugiego, silnego, który będzie nosił worki, a nasz stary osiołek pójdzie bez niczego)
- czy właściciel hotelu da nam namiary na faceta który sprzedał nam osła?
- czy zaświadczy, że sprzedawca mówił nam że Paks ma 4 lata?
- czy policja nam pomoże?
- czy facet odda nam pieniądze?

Krzysiek pojechał więc autobusem do Cotahuasi żeby dowiedzieć się czy możemy coś zdziałać. Gdy tak sobie siedzę i piszę, przychodzi do mnie ta kobita co nam pozwoliła tu „spać z krowami”. Pyta gdzie mój mąż, tłumacze jej sytuację, że myśleliśmy że osiołek jest młody „a gdzie tam, stary jest przecież to widać od razu...” mówi babcia. Próbuje znaleźć u niej powód do radości i pytam czy w ogóle da radę sprzedać takiego osiołka niekoniecznie na mięso? „nie, nie da rady, nikt takiego starego osła już nie chce, nie nadaje się do pracy, tylko na mięso” mówi babcia. „No ale przecież osły żyją 30, 40 lat, czemu 10-letni osioł się już nie nadaje?” - próbuje dalej, „ludzie wolą młodsze i silniejsze, a nikogo nie stać na utrzymywanie bezużytecznego osła”. Niestety babuszka pozbawia mnie złudzeń. Nie wiem już co myśleć. Jedyna, nikła nadzieja że uda nam się zwrócić osiołka i odzyskać kasę.
Później wywołuje radość mieszkańców idąc na spacer z osiołkiem. Ludzie tutaj maja całkiem inne podejście do takich zwierząt. Wszyscy nas tutaj już znają. I w Cotahuasi i w Alce i we wioskach po drodze. Chyba już wszyscy słyszeli że gringos idą z osłem do Cuzco.
Krzysiek wraca dość szybko i wlewa w moje serce nadzieję, że może jakoś to będzie...
Zastał pijaczynę przed hotelem i zaczął się awanturować. Temu bardzo to się nie spodobało, bo wszyscy słyszeli. Szybko Krzyśka stamtąd zabrał na poszukiwania poprzedniego właściciela. Nagle okazuje się, że pijaczyna w ogóle nie zna tego faceta, więc wyszło kolejne jego kłamstwo. Mimo to obiecuje, że nam pomoże. Wypytują ludzi, dostają jego dane i nr telefonu. Krzysiek mówi właścicielowi hotelu, że idzie ze sprawą na policję, a ten na to: „ale przecież nie macie żadnej umowy, nie uwierzą wam!”, cholera jasna nie mamy umowy właśnie przez niego, bo niby tu się nie praktykuje, nie jest potrzebna...Hotelarz chyba ma wyrzuty sumienia, bo publicznie oznajmia, że stawi się na policji jako świadek i powie im że słyszał, że osioł ma 4 lata i że zapłaciliśmy 350 soli za niego. Policja dzwoni do sprzedawcy, ale ten twierdzi, że jest w podróży i że stawi się w komisariacie dopiero jutro o 10 rano, policjanci każą więc o tej godzinie przyjść Krzyśkowi z osiołkiem. Jutro więc wielki dzień...

Zdjęcia: Alca, Arequipa, Alca, PERU
Alca, Arequipa, Alca, PERU



DZIEŃ CZWARTY

Krzysiek wyrusza o 4 w nocy z Paksiem w drogę powrotną do Cotahuasi. Udaje im się dotrzeć na czas, ale gościu się nie pojawia. Policjanci przyjmują oficjalny donos na Manuela (bo tak zwie się sprzedawca). W końcu policjantom udaje się dodzwonić do jego żony, ale ta twierdzi że nic o sprawie nie wie, ani o tym gdzie jest jej mąż. W końcu udaje się uzgodnić że Manuel z żoną stawią się na komisariacie o 14, później zmieniają godzinę na 15, w końcu pojawiają się koło 16:30. Manuel z żoną i kulawą siostrą. Cwaniaki nawet nie reagują jak funkcjonariusze drą się na nich, dlaczego nie stawili się na czas. Pierwsze co mówią to, że mogą wziąć z powrotem osła, ale chcą 200 soli za wypożyczenie go na 4 dni!!! Policja o dziwo przyznaje, że to ma sens i że powinniśmy zapłacić. Trójca utrzymuje, że Paks ma 6 lat (nie 4 i nie 10) i przedstawiają jakiś dokument urodzenia (tylko skąd wiadomo, że to dokument tego osła, a nie innego?). Według zeznań Manuela było tak, że ten osioł tak naprawdę nie był na sprzedaż, ale hotelarz złapał go za rękę i przyprowadził do nas, zmuszając go do sprzedaży... W dodatku myśmy się w osiołku zakochali i przez to musiał sprzedać, dlatego cena taka wysoka. Jakaś abstrakcja! Ponoć to pijaczyna kazał mu powiedzieć, że osiołek jest młodszy. A na końcu Manuel dodał, że najgorsze w tym wszystkim jest to, że teraz jego kulawa siostra nie ma osiołka, który nosił jej jakieś rzeczy, bo my świnie żeśmy go bezczelnie kupili!!! (jednak nie chcą go z powrotem, chyba że zapłacimy za to wypożyczenie...(?)). W końcu zjawia się szef komisariatu i rozstawia wszystkich po kątach. Reszta policjantów próbowała być tylko negocjatorami bez zdania, natomiast on bez pardonu oznajmia, że osiołek w takim wieku powinien kosztować 100 soli koniec i kropka. Negocjacjom zdaje się nie mieć końca, ale jakoś dochodzi do porozumienia:
Manuel oddaje nam 250 soli, ale zabiera „siodło”. Czyli teraz cena Paksika wynosi 100 soli bez siodła co daje jakieś 130 zł. Trzeba też napisać dodatkowy protokół, ponieważ policja już wcześniej spisała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Sprzedawca musi umotywować, dlaczego, skoro nie jest winny, oddaje nam tyle pieniędzy. Powód brzmi: ponieważ osioł nie był na sprzedaż! Peruwiańskie szaleństwo!

Czekałam cały dzień, wyrywałam sobie włosy z głowy. Okropne było to oczekiwanie! Jeszcze na domiar złego padła mi bateria w telefonie, więc do końca nie wiedziałam jak zakończyła się historia. Tak bardzo chciałam napisać sms-a do Krzyśka o treści: „Nie oddawaj Paksa! Wracaj z nim do mnie!”. Brak jakichkolwiek informacji doprowadzał mnie do szału. Milion pytań. Czy Krzysiek wróci dziś do mnie czy zostanie w Cotahuasi? Czy wróci sam czy z osiołkiem? Czy zdążył na ostatni autobus?! Itp.

Milion odcisków palców złożonych przez Krzyśka tego dnia, durnych negocjacji i wielu kilometrów, o godzinie 3 w nocy wraca Krzysiek. Gdy w końcu słyszę dźwięk rozpinanego zamka namiotu i widzę DWIE ukochane mordki radości nie ma końca!

KOLEJNE DNI

Nie wiemy kompletnie co teraz robić... Paksik został z nami z czego generalnie się cieszymy. Boimy się co będzie z nim dalej, ale na razie musimy zdecydować co będzie z nami. Nadal nie wiemy ile ma tak naprawdę lat. Nie mamy siodła, więc Paksik nie może nic nosić. Aktualnie opuściliśmy chwilowo namiot, który pilnuje nasz dzielny osioł i poszliśmy na noc do miejscowego hoteliku. Główny powód to naładowanie telefonu i baterii.
Jak przyjechaliśmy do Ameryki Łacińskiej, Krzysiek nie rozumiał nawet jak ktoś się go po hiszpańsku pytał jak ma na imię, teraz pojechał sam i zrobił awanturę hotelarzowi, Manuelowi, jego żonie, siostrze i złożył donosy na policji po hiszpańsku:)
Postanowiliśmy, że poszukamy w Alce drugiego osiołka. Tym razem dużo młodszego, większego i silniejszego. Dzięki temu ciężar się rozłoży na nas dwoje i dwa osiołki. Poszliśmy też do weterynarza i przygotowani na to, że gdy go zobaczy krzyknie tak jak reszta "jaki staruszek!", a on spokojnie podszedł, obejrzał go, dokładnie przyglądnął się zębom, liczył je i w końcu orzekł: " osioł ma 6 lat, góra 7". To by się pokrywało z dokumentem urodzenia Paksa, który Manuel pokazał na policji. Daje nam to dużą nadzieje. Mówi nam też, że jego rodzice prowadza termy na których byliśmy i mówili mu o nas. Powiedział że oni mogą nam dać „siodło”, bo kiedyś mieli. Według niego osioł da rade z nami iść i że może nieść bagaż nawet 50- kilowy. Chociaż proponujemy mu kasę za te wszystkie porady, nie chce od nas nic.
Dzisiaj rano spotkaliśmy się z gościem o imieniu Vertin, ten którego poznaliśmy kilka dni temu. Vertin mocno krytykował kolesia który sprzedał nam zwierzaka za 350 soli : „ co za cham z tego sprzedawcy! Wszyscy jesteśmy ludźmi! Jak on mógł was tak oszukać. To jest podłe!” -mówił. Okazało się, że kupił dzisiaj oślice, jak twierdzi za 250 soli, bo jest 6-letnia i chce nam ją sprzedać za 300 soli bez „siodła”. Próbowaliśmy się targować, ale Vertin bardzo obstawał za tym, że ta ośliczka jest tak dobra, że nie może opuścić cenę. Pewnie myślał że i tak do niego wrócimy, że zdobył nasze zaufanie. Na szczęście po tym spotkaniu zaczepia nas jakiś miejscowy mówiąc:
"Facet o imieniu Vertin ma osła do sprzedania, bardzo dobrego, stoi tutaj nieopodal". Tłumaczymy mu że już z nim gadaliśmy, ale chce za dużo kasy. Co się okazuje?
"Vertin kupił ją za 150 soli i chce sprzedać za 200. Oślica ma jakieś 8 lat, ale jest dobra i silna"tak oto wychodzi na jaw kłamstwo Vertina. Oczywiście cena i wiek osła dla „gringos” są już całkiem inne!

Zdjęcia: Alca, Arequipa, Alca, PERU
Alca, Arequipa, Alca, PERU



CO TO BYLA ZA IMPREZA....

Na poszukiwania drugiego osła udaliśmy się do wioski Cahuana położonej jakieś 900 metrów nad Alcą, na wysokości 3 tys m n.p.m. Słyszeliśmy że tego dnia jest jakieś święto, była więc okazja by zobaczyć coś ciekawego. Do wioski prowadzą schody, baaaardzo dużo kamiennych schodów, po drodze cudne widoki. W końcu docieramy na górę i trafiamy wprost na jakiś świąteczny przemarsz. Na przedzie dzieciak z pomalowana na czarno twarzą, chyba przebrany za owcę, za nim koleś na koniu trzymający w rekach przystrojonego koguta, dalej tradycyjnie ubrane, tańczące kobiety, mężczyźni w kapeluszach, noszący skrzynie z piwami, a na końcu orkiestra.

Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Święto w Cahuanie, PERU
Cahuana, Arequipa, Święto w Cahuanie, PERU



Ustępujemy im z drogi robiąc zdjęcia, a oni łapią nas za ręce i zabierają ze sobą. No to idziemy. Nie wiemy gdzie, ale idziemy i jest zabawnie. Dochodzimy w końcu do jakiejś przystrojonej liśćmi bramy, prowadzącej na podwórze czyjejś chaty. Każą nam wchodzić, no to wchodzimy :) .

Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Święto w Cahuanie, PERU
Cahuana, Arequipa, Święto w Cahuanie, PERU


Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, zostaliśmy włączeni do świątecznego przemarszu, PERU
Cahuana, Arequipa, zostaliśmy włączeni do świątecznego przemarszu, PERU



Siadamy przy stole na podwórzu, muzyka ciągle gra, dają nam spory garnuszek chichy (napój ze sfermentowanej kukurydzy). Ta chicha którą piliśmy do tej pory, była całkowicie inna. Łagodna, słodka, ot taki napój. A ta, którą spróbowaliśmy teraz, jest ciężka do przełknięcia, przynajmniej na początku. Mocno sfermentowana, kwaśna, powodująca lekkie zawroty głowy. Generalnie towarzystwo jest już mocno wstawione, ale jeszcze idzie zrozumieć co mówią. Oczywiście do nas, bo miedzy sobą rozmawiają w języku quechua. Dostajemy po kilka goździków, które są symbolem wioski. Za chwile zaczynają przynosić jedzenie. Na stole stoi kogut i sra pod siebie.

Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Kogut i chicha na stole. Imprezę czas zacząć, PERU
Cahuana, Arequipa, Kogut i chicha na stole. Imprezę czas zacząć, PERU



Dostajemy zupę, całkiem smaczną. Potem na stole stawiają dwie michy. W środku zupa, kurczak i świnia...a raczej świnka...morska!

Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Przypadkowa peruwiańska impreza, PERU
Cahuana, Arequipa, Przypadkowa peruwiańska impreza, PERU


Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Świnka Morka na obiad, PERU
Cahuana, Arequipa, Świnka Morka na obiad, PERU



Nie wiemy do końca o co chodzi, czemu z tych dwóch misek je tylko facet, który najwięcej nas zagaduje i jego zona. Pewnie są jakimiś głównymi organizatorami, ale jedzą z tych misek i rozdzielają mięso każdemu. Dostajemy wiec po kawałku świnki... Już dawno chcieliśmy to spróbować, ale ciągle nam było za drogo. Świnka wygląda niezbyt smakowicie. Jest upieczona cała, z nóżkami, głową i zębami. Dostaje udko. Są na nim kawałki sierści. Za wiele mięsa tam nie ma, a w smaku przypomina starą kurę. Towarzysze imprezy przekonują nas że jest dużo lepsza niż kurczak, ale my chyba jednak zostaniemy przy ptactwie. Dostajemy drugie danie, kawał wołowiny, ziemniaki i ryż. Ja oddaje talerz z nietkniętym kawałkiem mięsa, a faceci koło mnie z nietkniętym ryżem i ziemniakami. Później kolorowa kobieta zaczyna tańczyć z dzieckiem-owcą, a następnie wszyscy idziemy na główny plac przy kościele. I tam zaczyna się ogólna impreza. Mnóstwo ludzi, kobiet poubieranych w tradycyjne stroje, mężczyźni wyglądający jak kowboje. Wszędzie leja się chicha i piwo. Nie wiemy dokładnie o co chodzi, ale porywają nas do tańca. Mamy zrobić taneczny przemarsz wokół kościoła z kogutem.

Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Taniec z kogutem dookoła kościoła, PERU
Cahuana, Arequipa, Taniec z kogutem dookoła kościoła, PERU


Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Taniec "Kolorowej Kobiety" z "Dzieckiem Owcą", PERU
Cahuana, Arequipa, Taniec "Kolorowej Kobiety" z "Dzieckiem Owcą", PERU



Robimy nie wiem ile tych kółek za każdym razem podchodzimy do jakichś facetów, oni się na niby kłócą i dają nam kolejnego koguta byśmy znów zrobili kółko. O matko, było zabawnie!

Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Taniec w okół kościoła z kogutem, PERU
Cahuana, Arequipa, Taniec w okół kościoła z kogutem, PERU



Później tańczymy wszyscy przed kościołem. Yolanda, dziewczyna która podczas tańców trzymała mnie za rękę, jak skończyliśmy to nie chciała mnie puścić . Poszliśmy do jej sklepiku po piwa. Tam pokazała nam swoje zdjęcia z jakichś konkursów, jest piosenkarką.
Impreza na placu trwa. Gdy sączymy sobie z Krzyśkiem piwo podchodzi do nas policjant. Na nic zdają się nasze, a raczej moje wymigiwania się, muszę z nim zatańczyć koniec kropka. Ależ ten policjant szaleje, ciężko dorównać mu kroku . Orkiestra gra, coraz więcej pijanych ludzi, tańczymy, bawimy się, jest super. Dookoła kościoła trwają przez cały czas wyścigi konne. Pod koniec zabawy podchodzimy z Yolandą do grupki kolesi, bo chce nam przedstawić swojego brata. I kogo widzimy?... Vertin! Jaki ten świat jest mały!

Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Zawody konne podczas uroczystości, PERU
Cahuana, Arequipa, Zawody konne podczas uroczystości, PERU


Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Uroczystość w Cahuanie, PERU
Cahuana, Arequipa, Uroczystość w Cahuanie, PERU


Zdjęcia: Cahuana, Arequipa, Plac Główny. Cahuana, PERU
Cahuana, Arequipa, Plac Główny. Cahuana, PERU



Powoli kierujemy się do naszego namiotu, przed nami długa droga w dół, jest już całkiem ciemno. Widok na oświetloną Alce jest niesamowity. Nie pytamy nikogo o osła, wiadomo, wszyscy byli pijani, ciężko z takimi ubijać interesy. Chociaż jeden z policjantów próbował. Chciał nam sprzedać jakaś starożytną figurkę alpaki, którą znalazł na jakimś szczycie. Wracamy więc bez niczego.
Rano pojechaliśmy na termy do rodziców weterynarza, jednak nie mają już „siodła” o którym nam wspominał. Mieliśmy zamiar wrócić do tej wioski, w której byliśmy dnia poprzedniego, ale impreza nadal trwa, nic nie zdziałamy. Idziemy wiec do innej wioski, która jak się okazuje znajduje się jeszcze wyżej niż ta poprzednia. Sporo czasu zajmuje nam dotarcie do niej. Ponoć Vertin właśnie tam kupił osła, którego chciał nam opchnąć, u gościa o imieniu Tomas. Może ma ich więcej? Okazuje się że miał tylko dwa, które sprzedał Vertinowi. Zaprasza nas do siebie na chiche. Siedzimy przed ich domem, strasznie biednie wyglądającym, jak większość tutaj. Oglądamy suszące się wielokolorowe kolby kukurydzy. Żona Tomasa podgrzewa chiche w ognisku, jednocześnie karmiąc piersią maleństwo. Nie mają elektryczności, nie maja ogrzewana, a ciepło tam nie jest. Zarówno Tomas jak i jego dwójka dzieciaków, maja podarte i brudne ubrania. Po ogródku biega malutka świnka morska z malutkim kotkiem. Zastanawiam się czy kota tez później zjedzą. Tym razem dostajemy ciepłą chiche i powoli zaczynamy się przyzwyczajać do tego smaku. Okazuje się ze Vertin mówił prawdę... zapłacił 250 soli, tyle że za DWA osły!!! A nam JEDNEGO chciał sprzedać za 300! Dodatkowo powiedział, ze osioł ma 5, góra 6 lat, a ma 9! Jak go jutro spotkamy to nie omieszkamy mu o tym powiedzieć.

To wszystko co tutaj przeżywamy jest esencją naszej podroży. Nie byliśmy źli, ze szliśmy tyle czasu, zmachaliśmy się potwornie i nic nie zdziałaliśmy. Warto było tam pójść, żeby napić się chichy z Tomasem i jego rodzina i porozmawiać o życiu. Osiołek i wszystko co z nim związane, dostarcza nam dużo wrażeń!

Wracamy do naszego namiotu. Po drodze jeszcze pukamy do babuszki, która użycza nam swojej ziemi. Mówi, że jej mąż ma „siodło” i że możemy z nim ponegocjować. Jesteśmy zmęczeni, bo każdy chce od nas więcej kasy niż jest to wszystko warte. Jaka więc radość nas ogarnia gdy słyszymy: „mam siodło, ale wam go nie sprzedam... dostaniecie je ode mnie w prezencie”. Tak też robi, przynosi nam siodło, zdecydowanie lepsze do tego, które mieliśmy. Jesteśmy przeszczęśliwi.

Postanowiliśmy poświęcić jeszcze jeden dzień na poszukiwania drugiego osła i wybraliśmy się ponownie do wioski Cahuana. Ja sobie wypluwam płuca i przysięgam, że idę tam po raz ostatni, a dzieciaki muszą codziennie schodzić do Alca do szkoły i co najgorsze zapieprzać później do góry do domu. Łazimy po wiosce, teraz już dużo spokojniejszej, chociaż wciąż wiele pijanych na ulicach. Czujemy się trochę jak w bajce, chodząc wśród tych kolorowych kobiet, przyozdobionych kwiatami. One chodzą tak ubrane na co dzień. Pukamy od domu do domu i ciągle słyszymy tą samą odpowiedź: „mam osły, ale nie na sprzedaż, musicie pytać bo tu dużo ludzi chce sprzedać”. Chodzimy, pytamy i każdy mówi to samo. W końcu woła nas jakiś chłopak. Stoi razem ze starszym mężczyzną i krzyczy, że ten ma osła do sprzedania. Podchodzimy więc, a tam kto? Ten sam policjant, który chciał nam sprzedać na fieście figurkę alpaki, tym razem po cywilu.
MY: no więc ma pan osła na sprzedaż?
Policjant: tak, mam. Tam wysoko w górach, w ruinach, znalazłem starożytną figurkę alpaki...
MY: tak wiemy! Ale my nie chcemy figurki tylko osła. Ma pan osła?
Policjant: no tak, mam figurkę alpaki. Bardzo ciężka! Duża, duża waga!
Chłopak: ale oni nie chcą figurki! Chcą osła, żywe zwierze!
Policjant: osła? Nie, osła nie mam...

Odchodzimy zaśmiewając się do łez. Finał jest taki, że nie znajdujemy drugiego osiołka. Postanawiamy iść z jednym.
Kolejnego dnia pakowanie. Bierzemy do naszych plecaków więcej niż ostatnio, sporo jedzenia zjedliśmy siedząc tyle w Alce ,więc sumarycznie Paks ma dużo mniej do noszenia. Synek babuszki daje nam milion rad przed wyruszeniem. Pewnie wie więcej niż my o osłach, pomimo młodego wieku, ale strasznie nas denerwuje. My się pakujemy, a on stoi nad nami i coś ględzi. Jednym nas zmartwił. Pokazał na kopyto Paksa i powiedział że źle z nim, że może sobie rozwalić gdzieś na kamieniu. Na wszelki wypadek pójdziemy z tym do weterynarza w kolejnej wiosce.

PS1: C.D.N.
PS2: KOLEJNA PORCJA ZDJĘĆ JUŻ JUTRO!

Zapraszamy na stronę naszego projektu, którego patronatem jest GLOBTROTER.PL : www.expedition-madidi.org

Zdjęcia

PERU / Arequipa / Cotahuasi / Zapoznanie z PaksemPERU / Arequipa / Cotahuasi / Kolacja (chala) dla PaksaPERU / Arequipa / Cotahuasi / Paks zajada się chaląPERU / Arequipa / Cotahuasi / Nocleg w namiocie w drodze do AlcaPERU / Arequipa / Cotahuasi / Krzysiek zakłada PERU / Arequipa / Alca /  Babuszka niesie PERU / Arequipa / Alca / AlcaPERU / Arequipa / Alca / Ja z PaksemPERU / Arequipa / Alca / PaksPERU / Arequipa / Alca / PaksPERU / Arequipa / Cahuana / Święto w CahuaniePERU / Arequipa / Cahuana / Święto w CahuaniePERU / Arequipa / Cahuana / zostaliśmy włączeni do świątecznego przemarszuPERU / Arequipa / Cahuana / Kogut i chicha na stole. Imprezę czas zacząćPERU / Arequipa / Cahuana / Przypadkowa peruwiańska imprezaPERU / Arequipa / Cahuana / Świnka Morka na obiadPERU / Arequipa / Cahuana / Taniec PERU / Arequipa / Cahuana / Taniec z kogutem dookoła kościołaPERU / Arequipa / Alca / AlcaPERU / Arequipa / Cahuana / Taniec w okół kościoła z kogutemPERU / Arequipa / Cahuana / Zawody konne podczas uroczystościPERU / Arequipa / Cahuana / Uroczystość w CahuaniePERU / Arequipa / Cahuana / Plac Główny. Cahuana

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl