Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Bagan - ziemia tysięcy stup > MYANMAR


jedrzej jedrzej Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MYANMAR / środkowa Birma / Irawadi / Shwezigon Paya Pagan (Bagan) jest jedynym miejscem na ziemi, gdzie na niewielkim obszarze w okresie trzystu lat wybudowano kilkanaście tysięcy stup i świątyń. Do naszych czasów zachowało się około dwóch tysięcy. Porozrzucane między zaroślami przyciągają tysiące turystów z całego świata. Wrażenie jest niesamowite szczególnie o wschodzie i zachodzie słońca.

Rano, przed siódmą jesteśmy gotowi. Na pace małej ciężarówki zostajemy podwiezieni na przystanek autobusów dalekobieżnych (taki oryginalny transfer był w cenie biletu). Skąd z półgodzinnym opóźnieniem opuszczamy Nyaungshwe.
Autobus, którym będziemy podróżowali przez następne dziewięć godzin, swoim standardem nie odbiegał od autobusów dalekobieżnych kursujących po Polsce. Jedyna różnica to brak toalety i plastykowe taborety, ustawiane w przejściu przez pomocnika kierowcy w miarę jak dobywało pasażerów zabieranych na trasie. Siedzący na nich Birmańczycy, czasem z dużym bagażem, stwarzali pewien dyskomfort. Ale z drugiej strony stanowili swoisty folklor i nie pozwalali zapomnieć, że jest to podróż po Birmie. Stan drogi nie pozwalał na rozwinięcie większej prędkości, tak że poruszaliśmy się powoli, często zatrzymując się na krótkie postoje w mijanych wioskach. Osobiście byłem z tego zadowolony, gdyż postoje umożliwiały rozprostowanie nóg. Mogłem też obserwować sprzedawców gromadzących się wokół autobusu z dużymi tacami z towarem, umieszczonymi na głowach. Koło południa zatrzymaliśmy się na obiad.
Przed wjazdem do Nyaung OO autobus został zatrzymany przed niedużym pawilonem, w którym wszyscy obcokrajowcy musieli kupić bilety umożliwiające pobyt w strefie archeologicznej Baganu.
Kupiłem bilet i zadowolony, że udało mi się zapłacić trochę zniszczonym banknotem, który poprzednio został odrzucony w hotelu Mingabalar Inn, wróciłem do autobusu. Ania, przed zapłaceniem wylegitymowała się swoją legitymację Teacher Card i została z opłaty zwolniona. Wróciłem więc szybko do kasy, gdzie pokazałem swoją legitymację i kupiony przed chwilą bilet. Kasjerka uważnie obejrzała bilet i zwróciła mi pieniądze. Dostałem zupełnie nowe banknoty. Ostatecznie odniosłem potrójną korzyść: zaoszczędziłem pieniądze, nie wsparłem reżimu i wymieniłem podniszczony banknot.
Sprawa jakości banknotów jest w Birmie bardzo istotna. Wszędzie, gdzie płaci się dolarami, banknoty muszą być w idealnym stanie. Wiedząc o tym, jeszcze w polskim banku sprawdzaliśmy bardzo dokładnie wypłacane nam banknoty. Ale to nie zawsze wystarcza. Już po przyjeździe do Birmy zakwestionowano nam kilka studolarowych banknotów, pokazując usterki, których ja nie mogłem dostrzec. W Birmie nigdy nie wiadomo czy ma się pieniądze czy kolorowe papierki.
Do hotelu Thante w Nyaung OO dotarliśmy przed piątą. Obiekt składał się budynków recepcji i restauracji, w której serwowano śniadania oraz z bungalowów położonych w wokół basenu w pięknym ogrodzie. Za restauracją znajdowała się należąca do hotelu cukiernia. Nasz bungalow stał blisko recepcji. Obok jego werandy rósł krzak różanecznika obsypany kwiatami a na froncie bungalowu znajdował się trawnik, na którym rosły egzotyczne drzewa.
Po załatwieniu formalności w tym opłaceniu obowiązkowej kolacji sylwestrowej i rozpakowaniu bagażu, idziemy na spacer. Chcemy zorientować się w połączeniach kolejowych z Baganu, zrobić zakupy i załatwić na jutro wycieczkę na Górę Popa.
W recepcji dostaliśmy namiary na punkt sprzedaży biletów kolejowych. Już po dotarciu na miejsce okazuje się, że nie ma bezpośredniego połączenia do Bago, które jest naszym kolejnym celem. Ponadto nie można kupić biletu na pociąg z przesiadką. Praktycznie możemy tutaj kupić bilety tylko do Yangoonu. W tej sytuacji postanawiamy zmienić plan podróży. Dzisiaj wieczorem postaramy się zarezerwować dodatkową noc w hotelu Central w Yangoonie, gdzie mamy już rezerwację na trzy ostatnie noclegi w Birmie. Jeżeli to się nam uda, jutro kupimy bilety. Wtedy przenocujemy w Yangoonie i następnego dnia rano pojedziemy autobusem do Bago.
Na kolację wybraliśmy chińską restaurację. Przeglądając menu znajdujemy ofertę transportu dzieloną taksówką do Góry Popa. Kupujemy bilety i umawiamy się na pół do dziewiątej przed naszym hotelem.
Po powrocie do hotelu prosimy recepcjonistkę, żeby zadzwoniła do hotelu Central. Niestety w tym terminie, który nam odpowiada wszystkie pokoje są zajęte. Musimy zmienić opcję podróży do Bago. Ostatecznie decydujemy, że z Baganu dostaniemy się do Thazi a stamtąd nocnym pociągiem bezpośrednio do Bago. Problem w jaki sposób dostać się do Thazi odkładamy na później.
Taksówka przyjeżdża z półgodzinnym opóźnieniem. Wycieczkę do Góry Popa odbędziemy w towarzystwie Anglika i Francuski, podróżujących wspólnie po Indochinach oraz dwóch Wietnamek. Teoretycznie przejazd zajmuje godzinę, ale my przed opuszczeniem Nyaung OO zatrzymujemy się przed agencją turystyczną, gdzie nasz kierowca podwozi Wietnamki, chcące załatwić jakąś sprawę. Nie liczy się przy tym zupełnie z pozostałymi członkami grupy. Jest to typowe zachowanie dla Azji Wschodniej.
Góra Popa (Góra Kwiatów) to starożytne miejsce kultu duchów opiekuńczych; Natów. Od niepamiętnych czasów odbywały się w tym miejscu uroczystości ku czci Natów połączone z tańcami, zabawą a także rytualnym pijaństwem, mający na celu zbliżenie do duchów. Kiedy w XI wieku twórca I-szego Imperium Birmańskiego, Anawratha, zniósł kult Natów, całe sanktuarium zostało zburzone. Król osobiście niszczył posagi bóstw udowadniając w ten sposób ich słabość a swoją siłę. Jednak prosty lud był zbyt mocno związany ze swoimi wierzeniami i po pewnym czasie król musiał ustąpić. Wprowadził wówczas kult 37 Natów, którzy najpierw oddali hołd Buddzie. Sanktuarium zostało wskrzeszone i służy wiernym do dzisiaj.
Geologicznie Góra Popa jest skałą pochodzenia wulkanicznego o prawie pionowych zboczach. Na wierzchołek prowadzą metalowe, zadaszone schody. Wspinając się, mijamy wiele kaplic poświęconych Natom. Wszędzie pełno małp dokarmianych przez pielgrzymów. Nie są głodne, więc na szczęście nie są nachalne, ale lepiej nie mieć na wierzchu żadnych produktów żywnościowych. Mamy doświadczenie z małpami z Indii, Nepalu czy Gibraltaru, dlatego też staramy się przemykać niepostrzeżenie dla nich.
Na wierzchołku zwiedzamy kilka kaplic oraz pomieszczenia mieszkalne dawnych mnichów, opiekunów sanktuarium. Spotykamy dwóch Polaków podróżujących po Birmie. Z rozmowy dowiadujemy się, że wykupili tygodniowy objazd w tajskim biurze w Bangkoku. Jest to nasze drugie spotkanie z rodakami. W Ywamie, nad jeziorem Inle, spotkaliśmy globtrotera z Polski.
Po przejściu całego obiektu okazuje się, że do odjazdu pozostało nam jeszcze półtorej godziny. Miał rację nasz kierowca, gdy mówił, że na zwiedzenie Góry Popa w zupełności wystarczą dwie godziny, kiedy my upieraliśmy się przy trzech. Za to mamy dużo czasu, żeby zjeść obiad.
W restauracji do naszego stołu dosiadają się europejscy współtowarzysze wycieczki. Polecają klasztor położony niedaleko, który właśnie zwiedzili. Mamy jeszcze czas do umówionej godziny odjazdu, więc korzystamy z ich sugestii. Klasztor składa się z kilku budynków o dość ciekawej architekturze. Niestety wszystkie są pozamykane a dziedziniec, przy którym stoją pusty. W tej sytuacji ograniczamy się do obejrzenia detali architektonicznych.
Po powrocie do Nyaung OO prosimy kierowcę, aby podwiózł nas pod sklep, w którym znajduje się punkt sprzedaży biletów kolejowych. Dowiadujemy się, że bilet z Thazi do Bago możemy kupić tylko na stacji kolejowej w Thazi. W drodze do hotelu staramy się uzyskać informację o połączeniach autobusowych do Thazi. Jest tylko jeden dzienny autobus na dobę, opuszczający Nyaung OO wczesnym rankiem.
W recepcji zamawiamy na jutro konną dwukołówkę na całodzienny objazd po starym Baganie. Prosimy również recepcjonistkę o telefoniczne zarezerwowanie na trzy noce hotelu Star w Bago, który wybraliśmy z Lonely Planet. Z rozkładu jazdy pociągów, który otrzymaliśmy w punkcie sprzedaży biletów kolejowych wynika, że z Thazi do Bago kursują trzy nocne pociągi. Dwa późnym popołudniem a trzeci o północy. Dla nas najlepszym połączeniem jest pociąg odjeżdżający z Thazi o 18-tej. Wtedy w Bago jesteśmy o 3 rano. Sumując zebrane informacje oraz fakt, że przejazd z Nyaung OO do Thazi samochodem zajmuje 4 godziny decydujemy ostatecznie, że wynajmiemy prywatną taksówkę. Hotel opuścimy w południe, po drodze zjemy obiad i na dworcu kolejowym w Thazi będziemy około pół do piątej.
Rankiem następnego dnia dwukółka czekała na nas przed hotelem. Ania usiadła z przodu, obok woźnicy a ja miałem dla siebie cały tył pojazdu. Nasz przewodnik – woźnica mówił w miarę dobrze po angielsku. Nauczył się języka od obwożonych turystów. W ciągu całego dnia miał nam pokazać najbardziej znane stupy i świątynie Starego Baganu według z góry określonego programu.
Bagan został stolicą I-szego Imperium Birmańskiego w 1044 roku i był nią przez trzysta lat. Za sprawą króla Anawrathy z małego miasta – pastwa szybko przekształcił się, w metropolię. W okresie największego rozwoju miasto zajmowało 42 kilometry kwadratowe powierzchni i znajdowało się w nim kilkanaście tysięcy stup, pałac królewski, wiele klasztorów i pałaców arystokracji. Koniec świetności Baganu nastąpił w 1299 roku. Miasto zostało zrównane z ziemią przez armię błaznów i kuglarzy, wysłaną przez Cesarza Chin Kubilaja. Do naszych czasów zachowało się około 2 tysięcy stup, które są obecnie restaurowane pod egidą UNESCO. Jeszcze pod koniec XX wieku między stupami były uprawne pola i domy rolników. Przed renowacją władze UNESCO zażądały, aby cały teren przekształcić w strefę archeologiczną. Junta zareagowała błyskawicznie, wydając decyzję o „oczyszczeniu” terenu. W ciągu tygodnia wszyscy mieszkańcy zostali przymusowo przesiedleni ze swoich domów. Jednym z tak potraktowanych wieśniaków był ojciec naszego woźnicy.
Zwiedzanie zaczynamy od pagody Shwezigon największej i najstarszej stupy zbudowanej przez założyciela I-szego Imperium, króla Anawrathę. Król umieścił w niej 37 Natów podniesionych do godności bóstw. Kolejno oglądamy Htilominlo Patho, świątynię wybudowaną w XIII wieku, w miejscu gdzie Nantaungmya został wybrany na króla spośród 5 braci oraz Ananda Patho. W świątyni Ananda znajdują się cztery 10 metrowe posagi Buddy, wykonane z drzewa tekowego. Najciekawszy jest posąg ustawiony na południowej stronie. W zależności od miejsca, w którym stoi obserwator, twarz Buddy wydaje się smutna lub widać na niej uśmiech. Bardzo ciekawy jest budynek świątyni. Wybudowany w stylu hinduskim i pokryty mnóstwem płaskorzeźb.
Thatbyinnyu Patho charakteryzuje się złoconą sikharą wysoką na 60 metrów. W następnej zwiedzanej przez nas świątyni, Shwegugyi, można wspiąć się na górny taras. Rozciąga się z niego panorama Baganu. Widać dziesiątki o ile nie setki przeważnie małych, czerwonych stup położonych pomiędzy bujną roślinnością, porastającą cały teren. Widok jest wspaniały. Przed obiadem zwiedzamy jeszcze dwa obiekty: Mahabodhi Paya z XIII wieku i Gawdawpalin Paya. Obie wybudowane w stylu hinduskim z bogato zdobionymi sikharami i posagami Buddy w środku.
Na obiad jedziemy do typowej birmańskiej restauracji. Rzeczywiście wśród gości dominują Birmańczycy. Zagraniczni turyści z reguły są wożeni do drogich lokali, serwujących dania przyprawione w sposób zbliżony do kuchni europejskiej. Tutaj można zamówić jedynie zestaw, składający się z czterech rodzajów mięs, ryby, warzyw gotowanych i surówek, zupy i deseru. W skład zestawu wchodzi także zielona herbata. Jedzenie jest smaczne, chociaż dość pikantne.
W drugiej części naszego objazdu odwiedzamy Dhammayazika Patho, przypominającą piramidę meksykańską oraz Sulamani Patho z freskami przedstawiającymi sceny z życia Buddy.
Na obserwację zachodu słońca wybieramy Buledi Patho, skąd roztacza się panorama stup Baganu, a jest znacznie mniej turystów niż na bardziej znanej z zachodów słońca Shwesandaw Paya.
Po przybyciu na miejsce wdrapujemy się po stromych schodach na górny taras. Jest bardzo wąski a ponadto nie posiada barier ochronnych. Czujemy się niepewnie więc schodzimy a raczej wycofujemy się tyłem na niższy poziom. Widok jest podobny a nie czuję leku wysokości. Ania schodzi jeszcze niżej. Powoli górny taras zapełnia się turystami pragnącymi osobiście przeżyć reklamowany we wszystkich przewodnikach zachód słońca w Baganie. Samo widowisko nie wywarło na mnie wielkiego wrażenia, chociaż stupy oświetlone pomarańczowo promieniami zachodzącego słońca, wyglądały imponująco. Jest zupełnie ciemno, gdy docieramy do hotelu.
Kolacja Sylwestrowa odbywała się w specjalnie udekorowanym ogrodzie. Na trawnikach, koło basenu, zostały ustawione stoliki. Wzdłuż jednej z alejek znajdował się bufet a naprzeciw niego grill. Pod drzewem różanecznika grał zespół muzyczny a pracownicy hotelu podczas trwania kolacji śpiewali pieśni birmańskie i nie tylko. Przewidziane było również ognisko a po północy ognie sztuczne. Bufet był bogato zaopatrzony. Wśród wielu potraw lokalnych znajdowała się nawet sałatka z tysiącletnich jaj. Oczywiście wszystkie potrawy oraz napoje były w cenie biletu, jedynie alkohol był odpłatnie. Bawiliśmy się dobrze a ponadto mieliśmy okazję spróbować nieznanych nam wcześniej potraw. Zabawa trwała do drugiej z tym, że po północy bawiła się tylko obsługa hotelu.
Noworoczne przedpołudnie spędziliśmy częściowo przy basenie a częściowo, załatwiając łódkę na planowaną na popołudnie wycieczkę po Irawadi oraz taksówkę na jutrzejszy przejazd do Thazi. Ostatecznie motorówkę wynajęliśmy przez agencję turystyczną a taksówkę za pośrednictwem hotelu. Po prostu recepcjonista zadzwonił do swojego znajomego, który zjawił się w hotelu w ciągu kilku minut. Zapłaciliśmy mu połowę umówionej ceny i umówiliśmy się na jutro o godzinie dwunastej w południe.
Obiad jemy w hotelowej restauracji. O drugiej po południu meldujemy się w biurze agencji, gdzie czeka bagażówka, mająca zawieźć nas na przystań w Nyaung OO. Na miejscu przesiadamy się do przygotowanej specjalnie dla nas motorówki i ruszamy w górę Irawadi. Płyniemy wzdłuż klifowego brzegu na północ. Nasz przewoźnik niestety nie mówi po angielsku, więc nie wiemy gdzie nas wiezie.
Mniej więcej po dwudziestu minutach przybijamy do brzegu i w towarzystwie przewoźnika wspinamy się ścieżką pod górę. Wkrótce dochodzimy do klasztoru, na którego terenie znajdują się dwie świątynie: Thetkyamuni Patho i Kondawgyi Patho obie z XIII wieku. W przeciwieństwie do większości świątyń z Baganu nigdy nie były zniszczone i możemy obejrzeć oryginalne stiuki i freski. Ponadto ze wzgórza rozciąga się wspaniały widok na Irawadi. Wracamy do łodzi.
Następny przystanek za kilka minut. Tym razem wspinamy się znacznie dłużej. Naszym celem jest położona się w kamiennej grocie pagoda Kyauk Gu Ohnmin z XI wieku. W przedniej części jaskini znajduje się olbrzymi posąg siedzącego Buddy. Za posągiem zauważam wejścia do wykutych w skale korytarzy. Niestety panuje w nich ciemność a my nie mamy latarki.
Po powrocie do łódki zawracamy i płyniemy na południe w kierunku Baganu. Na prawym brzegu rzeki na szerokiej plaży stoją wiejskie chaty. Jest to wioska Monów, ludu zamieszkującego te okolice. Przewoźnik, na naszą prośbę przybija do brzegu.
Gdy opuściliśmy łódką zobaczyliśmy grządki na piasku. Rosły na nich małe rośliny, pieczołowicie podlewane przez parę Birmańczyków. Na niesionych na barkach drągach mieli przymocowane konewki. Wodę czerpali z rzeki znajdującej się kilkanaście metrów od pola. Była to naprawdę ciężka i żmudna praca.
Podchodzimy do jednej z kilku chatek, tworzących wioskę. Jest ona zamieszkała przez młode małżeństwo z kilkuletnim synkiem. Warunki, w jakich żyją ci ludzie są więcej niż prymitywne. Dom o ścianach wyplatanych z ratanu stoi wprost na piasku, nie ma żadnej podłogi. Jedynymi meblami są proste zbite z desek łóżka bez materacy. Na poprzecznie ułożonych bambusowych kijach leżą maty, na których śpią mieszkańcy, przykrywając się kocami. Na hakach wbitych w ścianki wisi odzież. Przed chatą stoi duży stół o blacie zbudowanym z bambusowych kijów. Stoi na nim kila naczyń i gliniany dzban na wodę. Przy brzegu są przycumowane drewniane łodzie. Mieszkańcy wioski wożą nimi swoje plony na targ w Nyaung OO. I to cały dobytek tych ludzi. Oczywiście nie ma doprowadzonej energii elektrycznej. Nie zauważyłem nigdzie toalety. Zostajemy przyjęci bardzo serdecznie. Właściciel pozwala mi sfotografować swoje obejście, sami też chętnie pozują do fotografii. Odniosłem wrażenie, że byliśmy dla nich taką samą atrakcją, jak oni dla nas. Szkoda tylko, że nie mogliśmy z nimi porozmawiać i dowiedzieć się więcej o ich życiu. Dobrze, że Ania miała czekoladkę dla malucha i w ten symboliczny sposób mogliśmy im podziękować za przyjęcie.
Ostatnim punktem wycieczki jest zachód słońca obserwowany z rzeki. W promieniach zachodzącego słońca ładnie prezentowała się złota kopuła pagody Shwezigon. Do hotelu wracamy na pace małej ciężarówki. Gdy podjechaliśmy pod budkę wartownika, w pierwszej chwili nie chciał wpuścić samochodu na teren hotelu. Zdziwił się, gdy zobaczył nas siedzących z tyłu, ale pozwolił podjechać pod same schody prowadzące do recepcji. Dzisiejszą kolację jemy w hotelowej cukierni. Zamawiamy warzywne spring rollsy (krokiety).
Ostatni poranek w Nyaung OO spędzamy na spacerze po miejscowości. Między innymi odwiedzamy pobliską Sapada Paya. Nie ma turystów, tutaj przychodzą pomodlić się mieszkańcy. Punktualnie o 12-tej opuszczamy Nyaung OO.








Wszystkie ceny obowiązujące w grudniu - styczniu zostały podane w osobnym artykule pt. "Birma dla średnio zamożnych".

Zdjęcia

MYANMAR / środkowa Birma / Irawadi / Shwezigon Paya

Dodane komentarze

jedrzej dołączył
07.03.2006

jedrzej 2014-06-06 15:26:55

Dziękuję. Pozdrowienia

irena2005n dołączył
22.01.2014

irena2005n 2014-06-06 13:51:31

z zainteresowaniem przeczytałam....pozdrawiam serdecznie....

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl