Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Norwegia-motocyklem > NORWEGIA


El-Moto El-Moto Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie NORWEGIA / Atlantic Road / Norwegia / Norwegia-motocyklemNorwegia - motocyklem 23.06.2013 - 02.07.2013r. "Na prom wjechaliśmy 1 lipca wieczorem a rano byliśmy już w Gdyni. To że mamy ok. 50km z portu do domu budzi radość i chęć skorzystania z bliskości Skandynawii ponownie. Cała wyprawa to nieco ponad 3tys km, koszt noclegów 0,00zł, koszt posiłków = zakupy w polskim Lidlu, trochę kiełbasy, czekolady, kawa itd. Wspomnienia zostają na całe życie".

No i zaczęło się. 23 czerwca 2013r. 7.30 port Gdynia załadowani na maxa, gotowi na wyjazd. Moja słodka Madzia oczywiście pożegnała nas gorąco. Pomysł wyjazdu to już nasza kolejna wyprawa, a we dwóch prujemy już trzeci rok, jeden na XJ 600 1992 a drugi na XV 750 1992. W zasadzie sprzęty znamy od podszewki i to najważniejsze.
Podróż promem do Karlskrony - nic specjalnego, właściwie to nudne oczekiwanie na port w Szwecji. Dopłynęliśmy po 19-tej, ciekawe miejsce ale nic tam w drogę. Kilka kilometrów za Vaxjo postój na noc i pierwsze pozytywne wrażenia z jakości przyrody. Dla tradycji wychyliliśmy po browarku z polskich zapasów, ognisko, plany na jutro i spać. Tu od razu ustaliliśmy że nie zjeżdżamy Szwecji i jutro motórzymy prosto do Norwegii na Kongsvinger jakieś 550 km.
Następnego dnia z rańca grzejemy puchę na palniku, czy to flaki czy fasolka, spijamy kawę i rura. Takie śniadanicho to standard w jaki zaopatrzyliśmy się w Polandzie a do tego cieszy fakt pomału zmniejszającego się bagażu. Przyznać należy że spakowaliśmy żarcia na całe 8 dni, czekolady, kawę, kiełbasę, chińskie zupki i do tego po 4 litry bezołowiowej na głowę, w razie "Niemca".
Trasa po Szwecji miła i przyjemna, okolice prezentują patriotyzm mieszkańców, czyli flaga Szwecji przy każdym prawie domostwie i na parkingu Volvo. Miło że ludzie szanują swoje i dbają o integrację. A do tego jak powszechnie wiadomo szwedzkie upodobania do Ameryki - sporo bryk amerykańskich odrestaurowanych do perfekcji. Do granicy dojeżdżamy z lekkim deszczem, ogólnie ciepło. I tu sympatyczny kontakt z Norwegami w postaci kontroli granicznej. Po krótkiej wymianie informacji w języku angielskim-oczywiście uznali nas za pozytywnie nastawionych jeźdźców - wjechaliśmy na ziemie docelowe. Korzystając z możliwości pierwszy obóz w Norwegii rozkładamy na leśnym parkingu i cieszy fakt tzw. "białych nocy" co ułatwia campingowanie i stanowi ciekawy efekt sam w sobie (foto 2). Dodam że cała wyprawa to wyłącznie dziki camping - po taniości.
Trzeciego dnia trasę ustaliliśmy w kierunku Kristiansund przez Elverum, Tynset, Oppdal i to celowo z pominięciem głównych szlaków komunikacyjnych co by zerknąć na norweski świat. I znowu ok. 550km co stanowi komfortowy jak na te okolice dystans z oczywistymi brejkami na relax i foty. Po drodze szaleństwo. Niesamowita stacja benzynowa - sławna HANESTAD zapełniona szpanerskimi trackami. Górska droga z nową nawierzchnią, miodzio i grzejemy michy, że nie musieli aż tak nam tu dogadzać. Niesamowite okolice, nietknięte górskie lasy, wokół szczyty owce i znaki uwaga łosie-wiadomo, sama przyjemność wkręcać 120.
Ale nic tam po ok. 400 km. wjeżdżamy na zlane już deszczem rejony i po chwili siąpi. W sekundę temperatura spada i robi się niemiło i co z tego, my jeździmy bo lubimy. Kiedy rozglądamy się za noclegiem jest już po prostu mokro. Nasze wymagania co do miejsca są już w zasadzie żadne i w pierwszym, jako tako niebagiennym lesie parkujemy na zarośniętej drodze za hałdą drewna i nocujemy. Lekko tu niebyło. Pada od kilku godzin, gleba mokra, ale my znamy się na rzeczy i fire rozpalamy za pomocą petrolu z zapasu i jest w porzo. Do tego po szklanie whisky dla otuchy i gites jest. Wkoło pustka a od czasu do czasu ktoś przeleci na motórze co w nas powoduje oczywiście szał jedności. Na kolejny dzień ustalamy Atlantic Road, a dalej się zobaczy. A tak to się prezentowało - my trochę już zjechani jazdą w deszczu, a ostatnie 50 km pokonaliśmy, bez jaj w 1,5 h. Dodam dla szpanu, że na kolacje w ten przemoczony wieczór był boczek upieczony jeszcze w Gdańsku, zawinięty w folie aluminiową i pięknie już tu podgrzany do gorąca w ognisku - turbo żarcie.
W ostateczności okazało się, że ta druga nasza noc w Norwegii, była jedyną deszczową i aż tak zimną, także medal dla nas za zamówienie pogody! Sprzęty spisują się jak należy, a niska temperatura wspiera nasze chłodzone airem mechaniczne serca.
Zaczynamy zwijać camping po 10-tej, jest pochmurnie ale nie pada. Bez zbędnej zwłoki, pucha na śniadanie i jedziemy. Przyznam, że z dumą wyjeżdżamy z lasu, na sucho i oczywiście upieprzeni jak należy od tego typu podróży. Szybko trasa robi się już norweska, wjeżdżamy w góry, a ośnieżone szczyty to świetny widok jak na 26 czerwca. Po około 200 km witają nas fiordy, a efekt górskich tras z tym połączony wzbudza zachwyt.
Oglądamy co się tylko da, już jest bosko, a dobrze wiemy że wrażenia to dopiero na Nas czekają. Niesamowite są rozmieszczone tuż pod ścianą skalną stacje benzynowe, tunele różnej długości i mosty różnych konstrukcji, a co istotne dla motocykli bezpłatne. Około 20-tej jesteśmy u celu dzisiejszego planu dnia i docelowa Trasa Atlantycka to od północnej strony tunel pod rozlewem o długości 5,7 km z czego układ geometryczny drogi to litera, a zatem pierwsze trzy kilometry śmigamy w dół ( i tu lekko na luzie do 90 ) no a dalej pod górę wprost na bramki, płacimy kartą po 11 euro. Trasa wita Nas prawie bezchmurnym niebem, słońce ok. 21-szej wciąż świeci, a fakt braku kogokolwiek utwierdza dzikość miejsca. Kto był to wie, most do nikąd, wysepki połączone ze sobą, zapach oceanu, góry i woda no cud i nic dodać nic ująć.
Ruszamy dalej i tu kolejna miła niespodzianka kiedy to tuż przed Molde płatny tunel okazuje się bezpłatny, a miła Pani kiwa nam z ticket pointu unosząc bramkę sugestywnie dając do wiadomości - jazda chłopaki. Molde w zasadzie omijamy i nocleg ustalamy na leśnym parkingu co okazuje się super decyzją. Okoliczny most, który chwilkę wcześniej zjechaliśmy, widoczny z miejsca gdzie koczujemy nabiera przez całą noc różnorodnych barw. Dla Nas nadal jest to pewnego rodzaju aferą, że słońce tu jest przychylne dla motorzystów. Tu spiliśmy po norweskim browarze "Ringnes" za notabene 19zł za puszkę ( w przeliczeniu ) a także pospiningowaliśmy nieco - bez sukcesu.
Z rańca około 10-tej pakujemy graty i dalej w kierunku Trollstigen. Po drodze pierwszy z dwóch promów który zaliczamy podczas tej wprawy, co pozwala na chwilę przerwy. Za bilet ok. 10 euro. Po łyknięciu kolejnych kilometrów dojeżdżamy do następnego celu naszej wyprawy. Po drodze zaliczamy kąpiel w turbo zimnej zatoczce a widok wypływającego promu z portu skraca naszą kąpiel na waleta. Niesamowite w takich wyjazdach jest to, że każdy jeden dzień i każdy jeden kilometr, każdy fotografowany znak, przełęcz, zatoka czy obraz skalny już nigdy nie będzie taki sam.
Tu przyznam, że cała Trasa Trola wyszła na medal. Od początku słońce w pełni, jakieś 26 stopni, przejrzystość powietrza idealna, widoki nie do opisania. Jak pamiętam wjechaliśmy nań ok. 13-tej, a obozowisko już za Geiranger rozkładaliśmy przed 23. To co zobaczyłem na tej wyprawie przerosło moje oczekiwania, do tego w chwili kiedy maszyna kumpla na górskich podjazdach spalała po 9-10 litrów i postanowiliśmy choć przeczyścić świece wyszło na nas stado Reniferów co w okolicy czystych skał wbiło nas w ziemię. Ten etap podróży to sedno naszej wyprawy. Nie można opisać jakie wrażenia pojawiają się w człowieku kiedy znajduje się w zasadzie można by powiedzieć w swoich marzeniach. Spotkała mnie tu norweska atrakcja kiedy już jako jedyni objeżdżamy trasę, jadąc z tyłu, z mojej prawej strony jakieś 60m przy lesie przywitał mnie łoś. Wielki stwór z porożem jak drzewo, stał po prostu zaintrygowany dźwiękiem motocykli. I tu mój mały
błąd bo chcąc pstryknąć fotkę nie wyłączyłem silnika i nim wygrzebałem aparat - Pan Łoś pokręcił się dostojnie i zwinął
się do lasu. Co prawda mam fotę tego lasu ale tylko dla mnie ona coś znaczy.
W tej scenerii wyjątkowych gór rozbijamy się na polanie których po drodze jest dość sporo. Oceniamy, że nawet jak zacznie lać co było mało prawdopodobne albo temperatura obniży się do zera to i tak wspomnienia z noclegu w górach pozostaną. Rozpalając małe ognisko nad okolicznym potokiem wlewamy sobie po szklance whisky i wychylając za pomyślność doceniamy naturę norweską i obecność jedynie nas dwóch wokół. Szóstego dnia naszej podróży wstajemy, zbieramy graty i w drogę. Nim ruszymy mały przegląd, dokręcam szybę, taśmuję gumę dźwigni zmiany biegów i dolewam setkę Castrola do silnika co w całości określa serwis jaki podczas całej podróży wykonałem w Yamaszingu. Ruszamy w kierunku Otta droga na medal, dalej mijamy Lillehammer i z lewej strony machamy skoczni. Nockę zaliczamy na leśnym parkingu, w którego okolicy płynie bajkowy strumyk, a skojarzenia z krasnalami są tu jednoznaczne, jakby oglądały nas zza krzaka. Budzimy się przy lekkim deszczu, także herbatka w namiociku, nie tracimy czasu i kierujemy się już w stronę Szwecji drogą 25 na Trysil. Tu przyznam, że na tej wysokości geograficznej zarówno Szwecja jak i Norwegi są tak samo piękne, a argumentem na to by jechać do Szwecji była cena za benzin.
Po drodze spotyka nas super turbo akcja w miasteczku Edsbyn gdzie właśnie trwa Amerykański Tydzień i całe miasto opanowane jest przez tysiące krążowników szos aż zapiera dech. Mamy wrażenie że Blues Brothers wysiądą zaraz ze słynnego Dodga Monaco. Atrakcja tym bardziej w nas trafiła, że korek w mieście nie pozwolił jechać inaczej niż 10km/h super.
Kilkanaście kilometrów za miastem szukamy miejsca na rozbicie obozowiska i okazuje się że przednia oponka w sprzęcie Seweryna puszcza powietrze także stajemy w miejscu i kombinujemy. Tu gdzie stanęliśmy rozbijamy namioty ( kolejny leśny parking - tu z bieżącą wodą i całkiem kulturalną toaletą ) i ustalamy, że jutro to priorytet zająć się oponką. Dla pewności miejsce domniemanego przecieku zalane zostało klejem, a tylko mały szczegół nie był po naszej stronie bo była to Sobota 29 czerwca a do Karlskrony zostało ok. 700km. Jak tylko nastał świt ruszyliśmy do najbliższej stacji benzynowej ok. 20 km i tam kompresor załatwił sprawę - trzyma czyli motórzymy dalej, choć uważnie. Na zakończenie wyprawy postanawiamy ponownie przenocować w okolicach Vaxjo i zakończyć wizytę w Skandynawii tam gdzie ją rozpoczęliśmy.
Na prom wjechaliśmy 1 lipca wieczorem a rano byliśmy już w Gdyni. To że mamy ok. 50km z portu do domu budzi radość i chęć skorzystania z bliskości Skandynawii ponownie.
Cała wyprawa to nieco ponad 3tys km, koszt noclegów 0,00zł, koszt posiłków = zakupy w polskim Lidlu, trochę kiełbasy, czekolady, kawa itd. Wspomnienia zostają na całe życie.


Za rok robimy to jeszcze raz !

Zdjęcia

NORWEGIA / Atlantic Road / Norwegia / Norwegia-motocyklemNORWEGIA / Norwegia / Trasa Troli / Norwegia-motocyklemNORWEGIA / Atlantic Road / Norwegia / Norwegia-motocyklemNORWEGIA / Geiranger / Geiranger / Norwegia-MotocyklemNORWEGIA / Geiranger / Geiranger / Norwegia-motocyklemNORWEGIA / Geiranger / Geiranger / NORWEGIA-motocyklemNORWEGIA / Atlantic Road / Norwegia / Norwegia-motocyklemNORWEGIA / Geiranger / Djupvasshytta 1030mnpm / Norwegia-motocyklemNORWEGIA / Geiranger / Djupvasshytta 1030mnpm / Norwegia-motocyklem

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl