Artykuły i relacje z podróży Globtroterów
Maroko na Słodko > MAROKO
akam12
relacje z podróży
Maroko, wciąż przyciąga. Polecamy relację z krótkiego, ale ciekawego wyjazdu do Maroko. Pierwszy przystanek- Fez.
Po wyjściu z samolotu zostaje uderzony falą gorąca. Moja skóra piecze - odczuwam skutki opalania we Włoszech. Na lotnisku wypełniam kartę wlotu do kraju. Celnik podbija mi paszport i już po formalnościach. Z terminalu odbiera mnie wcześniej zamówiony kierowca. Cena 15 euro, czas dojazdu ok 40 min.
W mieście proszę taksówkarza o bezpośrednie zaprowadzenie do hostelu. Nie zdarzyło mi się , ale słyszałem o sytuacjach gdzie turyści byli zostawiani w innych miejscach, dość daleko od celu. Trafiam do Hostelu Funky Fes. Cena za łóżko 95 dirhamów, pokój 20 osobowy. Pierwszy raz jestem w takim miejscu, orientalnie - wystrój i zdobienia bardzo mi się podobają.
Na parterze znajduje się recepcja, jadalnia i miejsca do odpoczynku ( kilka kanap, stoliki ). Pierwsze i drugie piętro to dormy wieloosobowe z łazienkami. Na trzecim jest kuchnia dla gości, kilka mniejszych pokoi i taras z licznymi siedzeniami - dobre miejsce na wieczorny odpoczynek.
Wyjście na miasto zaowocowało szybką utratą dobrego nastroju. Przyczepił się do mnie młody chłopak oferujący oprowadzanie, marihuanę, haszysz i co tylko sobie bym zażyczył. Odmówiłem mu mówiąc, że nie potrzebuje pomocy, nie palę i nie mam pieniędzy żeby zapłacić mu za oprowadzanie. W odpowiedzi zostałem zwyzywany :D ( z perspektywy czasu wydaje się to teraz śmieszne ). Później jeszcze kilka razy mijaliśmy się, wymieniając uprzejme pozdrowienia, jak gdyby nigdy nic się nie stało :).
Fez ma jedną z największych i najstarszych Medyn. Składa się ona z setek uliczek, zakamarków, sklepików i straganów. Jest to zdecydowanie miejsce, w którym łatwo się zgubić. Przy tym Thamel w Nepalu wydaje się być nieskomplikowany :D. Oczywiście po kilku zakrętach gubię drogę. Jest gorąco ale dobrze, że uliczki w większości są zacienione. Budynki są wysokie i wybudowane dość blisko siebie. Do tego między nimi zrobione są konstrukcje, a to z drewna, a to z materiału rzucające cień. Przy tutejszym klimacie jest to bardzo dobre rozwiązanie.
Pierwsze wrażenie było dość negatywne ( nie wliczam do tego nawet wcześniejszej przygody ). Zewsząd byłem nagabywany na kupno jakiegoś towaru, po pewnym czasie odnalazłem się w tym wszystkim - ale wcześniej zostałem delikatnie oszukany.
Jeden ze sklepikarzy zaproponował mi zrobienie zdjęć z dachu. Początkowo odmawiałem. Myślałem, że mówiąc iż nie jestem zainteresowany da mi spokój. Myliłem się. Omamił mnie bezpłatną propozycją zwiedzania - skoro jest za darmo, to idę. Pomyślałem, że pewnie będą chcieli mi coś wcisnąć. Przechodzę przez sklep z dywanami, później jakieś podwórko, wchodzę na wąskie schody (nie mam pojęcia gdzie jestem -ciemno). Nie ukrywam,że trochę się bałem. Gdy zobaczyłem światło czarne myśli odeszły. Jestem na dachu, jest dobrze :). Całkiem ładny widok. Zrobiłem kilka zdjęć - wszystko trwało ok 15 min. W drodze na dół mój "Przewodnik" zaczął mówić o zapłacie. Nie byłem zbytnio oburzony, choć na początku myślałem, że zaprowadzi mnie do sklepu ( zrobił to później :D ). Dostałem propozycję zwiedzania za darmo, a tu nagle oczekuje się ode mnie pieniędzy. Nie jestem sknerą, ale gdy kilkakrotnie zapewnia się, że coś jest bezpłatne, albo kosztuje tyle a tyle, to tak powinno być. W Maroku nie ma nic za darmo. Jesteś turystą czyli masz pieniądze ( choć faktycznie możesz ich nie mieć ), w ich rozumieniu stać cię na wszystko. Zostałem lżejszy o 20 dirham, niby nie dużo, ale liczy się fakt.
Po kilku godzinach chodzenia, zmęczony, ale w lepszym nastroju postanawiam wrócić do Hostelu. Tylko którędy :). Spotykam dwie turystki, pytam je o drogę. Niestety, one też jej nie znają. Na szczęście mają przewodnika, który kieruje mnie w odpowiednią stronę. Idąc we wskazanym kierunku, nie zważając już na nagabywania docieram do jednej z bram, a stamtąd już prosta droga do hostelu.
Wieczór to odpoczynek na tarasie. Nie pozwoliłem sobie na alkohol, bo po pierwsze ciężko go dostać ( choć niespecjalnie go szukałem ), po drugie jest drogi. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, miałem idealny substytut na upalny wieczór. Dojrzałe, ciepłe i słodkie owoce. Smaczne, zdrowe i tanie :). Czasami do tej pory przypomina mi się potężny arbuz, którego 10 osób nie było w stanie zjeść :).
W mieście proszę taksówkarza o bezpośrednie zaprowadzenie do hostelu. Nie zdarzyło mi się , ale słyszałem o sytuacjach gdzie turyści byli zostawiani w innych miejscach, dość daleko od celu. Trafiam do Hostelu Funky Fes. Cena za łóżko 95 dirhamów, pokój 20 osobowy. Pierwszy raz jestem w takim miejscu, orientalnie - wystrój i zdobienia bardzo mi się podobają.
Na parterze znajduje się recepcja, jadalnia i miejsca do odpoczynku ( kilka kanap, stoliki ). Pierwsze i drugie piętro to dormy wieloosobowe z łazienkami. Na trzecim jest kuchnia dla gości, kilka mniejszych pokoi i taras z licznymi siedzeniami - dobre miejsce na wieczorny odpoczynek.
Wyjście na miasto zaowocowało szybką utratą dobrego nastroju. Przyczepił się do mnie młody chłopak oferujący oprowadzanie, marihuanę, haszysz i co tylko sobie bym zażyczył. Odmówiłem mu mówiąc, że nie potrzebuje pomocy, nie palę i nie mam pieniędzy żeby zapłacić mu za oprowadzanie. W odpowiedzi zostałem zwyzywany :D ( z perspektywy czasu wydaje się to teraz śmieszne ). Później jeszcze kilka razy mijaliśmy się, wymieniając uprzejme pozdrowienia, jak gdyby nigdy nic się nie stało :).
Fez ma jedną z największych i najstarszych Medyn. Składa się ona z setek uliczek, zakamarków, sklepików i straganów. Jest to zdecydowanie miejsce, w którym łatwo się zgubić. Przy tym Thamel w Nepalu wydaje się być nieskomplikowany :D. Oczywiście po kilku zakrętach gubię drogę. Jest gorąco ale dobrze, że uliczki w większości są zacienione. Budynki są wysokie i wybudowane dość blisko siebie. Do tego między nimi zrobione są konstrukcje, a to z drewna, a to z materiału rzucające cień. Przy tutejszym klimacie jest to bardzo dobre rozwiązanie.
Pierwsze wrażenie było dość negatywne ( nie wliczam do tego nawet wcześniejszej przygody ). Zewsząd byłem nagabywany na kupno jakiegoś towaru, po pewnym czasie odnalazłem się w tym wszystkim - ale wcześniej zostałem delikatnie oszukany.
Jeden ze sklepikarzy zaproponował mi zrobienie zdjęć z dachu. Początkowo odmawiałem. Myślałem, że mówiąc iż nie jestem zainteresowany da mi spokój. Myliłem się. Omamił mnie bezpłatną propozycją zwiedzania - skoro jest za darmo, to idę. Pomyślałem, że pewnie będą chcieli mi coś wcisnąć. Przechodzę przez sklep z dywanami, później jakieś podwórko, wchodzę na wąskie schody (nie mam pojęcia gdzie jestem -ciemno). Nie ukrywam,że trochę się bałem. Gdy zobaczyłem światło czarne myśli odeszły. Jestem na dachu, jest dobrze :). Całkiem ładny widok. Zrobiłem kilka zdjęć - wszystko trwało ok 15 min. W drodze na dół mój "Przewodnik" zaczął mówić o zapłacie. Nie byłem zbytnio oburzony, choć na początku myślałem, że zaprowadzi mnie do sklepu ( zrobił to później :D ). Dostałem propozycję zwiedzania za darmo, a tu nagle oczekuje się ode mnie pieniędzy. Nie jestem sknerą, ale gdy kilkakrotnie zapewnia się, że coś jest bezpłatne, albo kosztuje tyle a tyle, to tak powinno być. W Maroku nie ma nic za darmo. Jesteś turystą czyli masz pieniądze ( choć faktycznie możesz ich nie mieć ), w ich rozumieniu stać cię na wszystko. Zostałem lżejszy o 20 dirham, niby nie dużo, ale liczy się fakt.
Po kilku godzinach chodzenia, zmęczony, ale w lepszym nastroju postanawiam wrócić do Hostelu. Tylko którędy :). Spotykam dwie turystki, pytam je o drogę. Niestety, one też jej nie znają. Na szczęście mają przewodnika, który kieruje mnie w odpowiednią stronę. Idąc we wskazanym kierunku, nie zważając już na nagabywania docieram do jednej z bram, a stamtąd już prosta droga do hostelu.
Wieczór to odpoczynek na tarasie. Nie pozwoliłem sobie na alkohol, bo po pierwsze ciężko go dostać ( choć niespecjalnie go szukałem ), po drugie jest drogi. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, miałem idealny substytut na upalny wieczór. Dojrzałe, ciepłe i słodkie owoce. Smaczne, zdrowe i tanie :). Czasami do tej pory przypomina mi się potężny arbuz, którego 10 osób nie było w stanie zjeść :).
Po więcej zdjęć i relacji zapraszam na http://smacznepodroze.com .
Dodane komentarze
brak komentarzy
Przydatne adresy
Brak adres w do wy wietlenia.
Inne materia y
Dział Artykuły
Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.
Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.




















