Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

"Welcome To My Fucking Country" czyli wszystkie księżyce Iranu > IRAN


paramedic paramedic Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie IRAN / Yazd / Yazd / wieczórZastanawiacie się jak wygląda słynna irańska gościnność? Przekonajcie się jak wygląda ona z punktu wodzenia autora relacji.

Krótka relacja z pierwszych chwil w Teheranie. Troszkę kłopotów i sporo pytań. Dlaczego ugodzono mnie nożem, po co policji prąd i ile kosztuje wykupienie winy? Ale czy te wszystkie przerażające okoliczności mogą mieć wpływ na powszechnie znaną gościnność Irańską? Zastanówmy się więc....

Zdjęcia: Yazd, Yazd, wieczór, IRAN
Yazd, Yazd, wieczór, IRAN



"Welcome to my fucking coutry"

To jedno z pierwszych zdań, które usłyszeliśmy spacerując po Teheranie, kilka godzin po wylądowaniu. Wypowiedział je młody, smukły mężczyzna siedzący na skromnym krzesełku przed swoim sklepem z częściami do samochodów. Szczery uśmiech, oraz błyszczące oczy zdradziły go od razu. Mówił to cicho, lecz serdecznie i prawdziwie, jak by chciał się z nami podzielić czymś ważnym, czymś o czym nie wypada mówić za głośno, ale chciał żebyśmy poznali choć odrobinę jego zdania na temat Iranu. Nasz kontakt -już tylko wzrokowy- przerwał przejeżdżający samochód oraz ciekawe nowego miejsca, moje dzieci. Krok za krokiem odkrywaliśmy coraz to bardziej zaskakujące zakamarki Teheranu, jak i coraz to serdeczniejsze uśmiechy mieszkańców tego miasta. Był piątek, wiedzieliśmy, że dzisiaj jest spokojniej, że dopiero jutro miasto ruszy swoim tempem dnia codziennego. to dobrze, że nasz pierwszy dzień w Teheranie przypada na piątek, możemy się troszeczkę spokojniej zaaklimatyzować na kolejne dni - taka myśl krążyła po mojej chłonącej wszystkie bodźce głowie. Dzieci były szczęśliwe, były lody, owoce, słodycze i czas wolny. Podczas gdy ich koledzy z przedszkola ubierali kurtki wychodząc w Polsce na dwór, oni mieli swoje ulubione krótkie rękawki i spodenki. Nie było marudzenia "starych", że czas spać, że jutro rano trzeba wstać itp okropieństwa, którymi niestety musimy je karmić by w miarę się trzymać przyjętych ram codzienności. Teheran był ich. Należał do nich od pierwszego kontaktu. Stał się ich nowym miejscem do zabawy, kosztowania nowych słodyczy i oglądania tych wszystkich motorów, które tak bardzo kochają. Teheran choć głośny to wciągał ich coraz bardziej w wir przygody i niespodzianki, która czeka na odkrycie za kolejnym rogiem ulicy. Zbliżała się godzina 18sta, słońce się gdzieś schowało a ulice opustoszały. Krążąc po okolicach centrum wiedzieliśmy, że czas wracać. Spacerowaliśmy już parę godzin, więc czas na odwrót do hotelu. Na szczęście wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy i dość sprawnie wyplątaliśmy się z sieci ulic ok 10 milionowego miasta. Dzieci po tych kilku godzinach wrażeń poczuły zmęczenie i nasze tempo zwolniło.

Zdjęcia: Teheran, Teheran, Pałac Golestan, IRAN
Teheran, Teheran, Pałac Golestan, IRAN



Młodszy syn (3-latek) poprosił żeby go ponieść, a starszy (5-latek) szedł ze mną za rękę rozmawiając o tym co jutro będziemy robić i czy znajdziemy irański plac zabaw. A przede wszystkim, że nie chce już soku z granatu bo jest zbyt bleee - fakt był cierpki.
Mijając Imam Chomeini Square usłyszałem nagle przeraźliwy krzyk mojej żony! Kiedy się odwróciłem była jakieś 10-15 metrów za mną z dzieckiem na rękach i szarpała się z jakimś mężczyzną. Zupełnie zdezorientowany kazałem starszemu dziecku tu czekać i się nie martwić. Odruchowo pobiegłem w stronę żony. Zbliżając się do nich zauważyłem, że ten gość ma nóż, krzyczałem żeby się z młodszym synem odsunęła, nie wiedząc czemu skur....syn ją zaatakował. Czy chciał ją zgwałcić, czy obrabować, porwać dziecko a może to psychopatyczny czciciel fanatyzmu jakiegokolwiek i mu nie pasujemy do jego ciasnego światopoglądu? Odruchowo go złapałem i bez opamiętania zacząłem bić. Bilem pięściami, kopałem i próbowałem przewrócić szarpiąc go za kurtkę. Słyszałem płacz mojego starszego dziecka oraz krzyk mojej żony, kiedy działy się te sceny. W szale nie dawałem mu szans na uderzenie mnie, naprawdę nie wiem skąd we mnie taka determinacja. W sytuacji zagrożenia, w dodatku nie wiedząc dlaczego się pewne przerażające rzeczy dzieją, zyskujemy dodatkowe moce niczym bohaterowie z ulubionych kreskówek moich dzieci. W trakcie naszej bójki w centrum Teheranu, zaczęły dołączać się inne osoby. Kurde, naprawdę nie wiedziałem co się dzieje. Ktoś odsunął moją rodziną kilka metrów dalej, a ja wciąż walczę zerkając na nich czy są bezpieczni i czy znów im nic nie grozi. I nagle uświadomiłem sobie, że ci ludzie widząc nas -turystów z dziećmi- zaczynają nam pomagać, zaczęły zatrzymywać się skutery, motory i samochody i każdy zaczyna bić mojego oponenta. W pewnym momencie jakiś człowiek w średnim wieku odsunął mnie od niego i próbował mi coś tłumaczyć w farsi. Niestety blokada przerażenia w mojej głowie nie potrafiła w żaden sposób odczytać sygnału który do mnie wysyłał, ale był spokojny, to mną targała złość i przerażenie. W końcu wyciągnął z kieszeni marynarki chusteczki i przyłożył mi do ręki. Kiedy spojrzałem po co to robi zauważyłem dziurę w ramieniu oraz krew na koszulce i spodniach. Nawet nie wiem kiedy mnie ugodził, nic nie czułem. W pewnym momencie biło go już z 10 osób i awantura była na całą ulicę. Kiedy podszedłem do rodziny, dzieci zauważyły krew i rozpłakały się jeszcze bardziej. No to im zorganizowałem wakacje - pomyślałem. Chwilę później pojawiła się policja, a ten jegomość leżał półprzytomny pod murkiem przy Imam Chomeini Square. Co jest? Myśli goniły się okrutnie i szybko. Co do cholery?? Przecież to Iran? Tu takie rzeczy się nie dzieją. Co poszło nie tak?

Zdjęcia: Teheran, Teheran, Pałac Golestan, IRAN
Teheran, Teheran, Pałac Golestan, IRAN



Hey! Do you want to watch torture?

Żaden z policjantów przybyłych na miejsce zdarzenia nie mówił po angielsku, wsadzili nas do radiowozu i wieźli ulicami miasta przez ok 10 minut. Kiedy wysiedliśmy dali po sobie znać, że są wściekli. Nie na nas, nie na to że mają teraz robotę, ale na to co się stało. Na to, że my przybysze ze świata któremu oni chcą się pokazać z jak najlepszej strony doświadczyli czegoś, co nigdy nie powinno nas spotkać w ich gościnnym kraju. Takie sprawiali wrażenie. Byli wściekli i przemili jednocześnie, taka sytuacyjna schizofrenia. Ale w dupie miałem tym razem ich uprzejmość, stało się coś czego nie mogłem objąć zrozumieniem i żadne herbatki, soczki i gesty serdeczności nie obniżały poziomu adrenaliny, która buzowała we mnie w tym czasie.
W czasie kiedy próbowałem porozumieć się z policjantami, wprowadzono napastnika na komisariat. Ślady na jego twarzy i głowie zdradzały, że w jego planie też coś poszło nie tak. Ja i kilku Irańczyków którzy nam pomogli zostawiły tam ślady naszego spotkania. Tak samo jak zresztą on zostawił ślad w moim ramieniu. Z dziury w ręce wciąż leciała krew, ale bólu nie czułem. Tylko musiałem często zmieniać chusteczki bo szybko przeciekały krwią. Kilku policjantów, którzy z wielką ciekawością wchodzili na komisariat, zamieniało parę zdań z "dyżurnym policjantem", kierowali się do sprawcy i bez cienia skrępowania, uderzali go w twarz. On upadał, potem wstawał i znów cios. W sumie w jakiś sposób czułem ulgę, że tak go traktują.. Po dłuższej chwili na komisariat przyjechała karetka. I w końcu bariera językowa upadla. Dwóch paramedyków swobodnie operowało językiem angielskim. Jeden z nich, kiedy zobaczył naszą czwórkę wyszedł z komisariatu a kiedy wrócił, wręczył moim dzieciom słodycze i soczki. Dzieci na szczęście już spokojne, pozytywnie i z uśmiechem potraktowały ten gest. Chłopaki z karetki pomogli złożyć mi wstępne zeznania i poinformowali mnie o konieczności hospitalizacji, bo rana jest głęboka i szybko nie przestanie krwawić, bez zszycia jej (zdawałem sobie z tego sprawę bo sam pracuje w karetce w Polsce ) może nawet trzeba będzie założyć szwy głębokie. Policja odmówiła możliwości przewiezienia mnie do szpitala, bo jak stwierdzili - najpierw zeznania, reszta później. Założono mi opatrunek i kazali czekać na tłumacza, którego nam organizują. Dobrze, niech będzie i tak. Na moja prośbę ratownicy poprosili policje, żeby odwieźli moją żonę z dziećmi do hotelu, bo już raczej im wystarczy emocji z dnia pierwszego naszych "wakacji" w Iranie. Żonę i dzieci odwiózł radiowóz. Na komisariat przywieziono "tłumacza", jak się okazało to przemiły pracownik recepcji hostelu w jakim się zatrzymaliśmy. Kiedy wszedł i mnie zobaczył trząsł się ze strachu, zastanawiałem się dlaczego. Jak się później okazało jego wizyta na policji była tak silnym przeżyciem jak moja bojka na ulicy Teheranu. później zrozumiałem dlaczego tak bał się policji. Złożyłem zeznania a Majid (tłumacz ) trzymał mnie za rękę. Wiem, że to gest przyjaźni, ale jego ręka okropnie się pociła i ewidentnie nie mógł nad tym zapanować. Stres wywołany jego wizytą na policji. Po jakimś czasie przewieziono mnie na inny komisariat, tam znów zeznania, w kółko to samo. Tym razem nie było tam sprawcy. Po jakimś czasie zeznań policjant wyjął z torby nóż, i spytał czy go poznaje? Nóż był ładny, z zagiętym ostrzem, kojarzył mi się z Jemeńskimi nożami noszonymi przez mężczyzn przy pasie. ale czy to był ten nóż, który wbito mi w ramię? Nie wiem. to wszystko działo się tak szybko. Powiedzieli mi, że leżał na ziemi obok sprawcy i że jest na nim krew, więc uznają, że to tym nożem mnie trafiono. Nie protestowałem, pewnie to był ten nóż. Później atmosfera się poluźniła. Wypytywali mnie o mój zawód, o Polskę, i co dość komiczne - jak mi się podoba w Iranie? Bez zbędnej złośliwości, powiedziałem że dość ekstremalne przeżycia mi ich kraj zaoferował jak na pierwszy dzień pobytu. Wiedziałem, że moja rodzina jest bezpieczna i ze mnie emocje już powoli też uchodziły.
Wsiedliśmy do kolejnego radiowozu i Majid powiedział, ze teraz jedziemy do "kwatery głównej policji" i tam będziemy musieli jeszcze raz wszystko opowiedzieć. Tragedia - pomyślałem, niech przepiszą notatki z wcześniejszych zeznań, przecież nic się w nich nie zmienia. Majid spuścił głowę, jakby rozumiejąc moja irytację.
Weszliśmy przez wielką metalową bramę. Było ciemno i było dużo policjantów w mundurach. Przeszliśmy przez dziedziniec i weszliśmy do niewielkiego murowanego budynku. Wszyscy policjanci byli dla mnie mili i przyglądali mi się z ciekawością. W środku było kwadratowe pomieszczenie, w którym znajdowało się biurko a za nim starszy rangą policjant, na środku stał nagi facet w kajdankach na nogach i rękach, a pod ściana stały krzesła na których kazano nam z Majidem usiąść. Majid w miejscu dreptał nogami. Nagi facet na środku zerkał na mnie poobijaną twarzą, to był on. Był chudy i przerażony. Do pokoju weszło jeszcze trzech młodszych policjantów. Rozmowa zaczęła się od tego, czy wiem, ze ten człowiek to Afgańczyk? Nie, nie wiem - odparłem. No właśnie, to nie Irańczyk, to jest "Afgani". Afgańczycy to źli ludzie, zapamiętaj. To nie Irańczyk. Bardzo się policjant upierał, żebym zapamiętał pochodzenie napastnika. Ręka mnie bolała coraz bardziej i na myśl o kolejnej godzinie zeznań patrząc na jego goły tyłek miałem dość. Była już prawie pierwsza w nocy i chciałem już wracać do żony i dzieci. Policjant poprosił mnie o podpis pod zeznaniem - czyli odcisk palca. Przez wcześniejsze zeznania miałem już atramentowe palce. "Podpisując się" na dokumencie zauważyłem, że na biurku leży dokument ze zdjęciem bandyty i flagą Iranu, taki dowód osobisty. Czyli żaden z niego Afgani, robią wszystko by tym incydentem nie podważyć Irańskiej gościnności z której tak słyną. To sprawa ich dumy narodowej i szacunku do turysty. Niech im będzie i tak mam spory bałagan w głowie po tym wszystkim co tu się dzieje. Kiedy usiadłem na krześle usłyszałem z ust Majida - "do you want watch torture?", Myślałem, że się przesłyszałem, ale wszyscy czekali na moją odpowiedź. Majid spoconą dłonią chwycił mnie za rękę, jakby chciał mnie z stąd zabrać i uciec. On wiedział co za chwilę będzie się działo. Odpowiedziałem, że muszę jechać do szpitala, bo boli mnie ręka i muszę zaszyć w niej dziurę bo mam na to łącznie ok 6 godzin. Trzech policjantów spojrzało po sobie, wzięli ręczne paralizatory i nagiego, skutego bandziora zaczęli razić prądem. Wił się po podłodze i darł okrutnie. Znów miałem gonitwę myśli. Kurna co tu się dzieje? Co oni mu robią?, Prądem? Lecz z drugiej strony wracały sceny z ulicy kiedy moje dzieci płaczą, a żona krzyczy. Przecież mógł im coś zrobić...., jak mógł zaatakować kobietę z dzieckiem na rękach? Dobrze mu tak. Miałem mieszane uczucia. Naprawdę trudno to opisać, co w mojej głowie się działo. Kidy wił się po podłodze rażony prądem, musiałem podnosić nogi, bo obawiałem się, że prąd mnie razi jak mnie dotknie. Po kilku minutach tych scen policjanci podnieśli go, dwóch policjantów trzymało mu wyprostowane, wyciągnięte ręce a jeden tłukł po nich pałką, tak że mu jedną złamał. Krzyczał strasznie. Stwierdziłem, że czas wyjść. Majid powiedział, że musimy jechać do szpitala i wyszliśmy przed budynek. Nie wiedziałem co myśleć, A w d... z nim, przecież zaatakował moją rodzinę,wiedział czym ryzykuje, ale z drugiej strony ten płacz i krzyk.... . Mam to gdzieś, muszę jechać zszyć rękę.
Po drugiej w nocy, ze szwami na ręce, antybiotykiem w kieszeni wróciłem do pokoju hotelowego. Dzieci spały, a żona przerażona czekała na mnie, bo nie miała żadnej informacji co się dalej ze mną dzieje. Majid przyniósł nam herbatę i życzył dobrej nocy - jak z czarnej komedii.
-Nie przejmuj się, jeszcze tylko trzy tygodnie. Powiedziałem z lekkim uśmiechem do żony.

Zdjęcia: Teheran, Teheran, mozaiki, IRAN
Teheran, Teheran, mozaiki, IRAN



Wykup winy

Przez następne trzy dni jeździłem po dziwnych urzędach, instytucjach i komisariatach w Teheranie, wypełniając jakieś druki, robiąc obdukcję a nawet zrobiono mi zdjęcie - do celów statystycznych jak się dowiedziałem. Miałem serdecznie dość. Z Teheranu mieliśmy jechać do Kurdystanu (Sanandaj i Palangan) po drodze odwiedzając Hamadan i jaskinie Ali Sadr. Oświadczyliśmy w hotelu, że rano wyjeżdżamy, bo dosyć mamy już tej sytuacji. Zeznania złożone, sprawca zatrzymany, konsul powiadomiony (zresztą ogromne podziękowania dla Pana konsula RP za wsparcie i pomoc), wszystko ogarnięte, więc wyjeżdżamy. I tak nasz pobyt w Teheranie wydłużył się o dwa dni w porównaniu z planami. I znów problem. - nie możecie jutro jechać, jutro jest najważniejszy dzień. - Jaki najważniejszy dzień, znowu? Przecież to obłęd, chcemy zwiedzać Iran i zapomnieć o tym co się stało a nie wałkować codziennie to samo. - Nie możecie, jutro macie wszyscy pojechać na policje., Jutro ważny dzień. -Ale dlaczego taki ważny?
- Jutro będzie rodzina sprawcy i będzie wykup winy przez rodzinę! Rodzina Wam zadość uczyni krzywdę którą Wam zrobił ich członek rodziny. A wiec to nie koniec? Wyjdziecie z policji i możecie jechać dalej, ale bądźcie tam jutro, pojedziemy razem, powiedział człowiek z naszego hostelu. dobrze będziemy.
Następnego dnia rano z Majidem pojechaliśmy na policje. Wprowadzono nas do wielkiego pomieszczenia w którym 'petentów" przyjmował 'starszy stopniem" od prądu z nocy tortur. Uśmiechnął się do mnie i szczerze podał mi rękę. Przy jego biurku stała nieduża kobieta w czadorze, czarnym jak niebo tamtej nocy. Stała i płakała. Zaczęliśmy rozmowę pomiędzy policją, tłumaczem, nami i nią. Chodziło o kwotę jak nas usatysfakcjonuje i pozwoli uwolnić jego rodziną od naszego smutku i żalu. Trudna sytuacja, z której musimy jakoś wybrnąć. Z jednej strony, co ta rodzina jest winna że nas to przytrafiło (takie zachodnie myślenie), z drugiej zaś jesteśmy w Iranie i tu odpowiedzialność za członka swojej rodziny jest zgodna z ich moralnością i jest całkiem normalną sprawą. Majid podpowiedział - nawet milion dolarów nie zmniejszy bólu i lęku jaki przeżyliście tamtego wieczoru. Nawet milion nie pozwoli wam o tym wszystkim zapomnieć, ale powiem tak, policzcie trzy dni dodatkowe, za hotel, taksówki, wasz stracony czas, lęk waszych dzieci, dodajcie coś od siebie i podajcie tą kwotę w euro. Podaliśmy kwotę. Kobieta w mgnieniu oka wyszła pobrać pieniądze, wróciła, przekazała nam je i przeprosiła. Wprowadzono napastnika, który z opuchnięta twarzą i połamaną ręką ledwo trzymał się na nogach. Policjant uderzył go w brzuch a on upadł. No nie, mamy już dosyć. Mogli to sobie podarować przy dzieciach. Policjant kazał mi iść do notariusza, żeby sporządzić umowę o wykupie winy przez rodzinę - odmówiłem. Nawciskałem mu kilka odcisków palców na różnych kartkach, niech sobie piszą co chcą. Zapytałem jedynie policjanta oto, czy teraz po wykupie winy on jest już wolny? - Nie, czeka go długoletnie więzienie na pewno, a sąd zadecyduje o jego życiu !! Tego nie musieli nam już mówić. Wyszliśmy. Z dziećmi poszliśmy na lody i na Irański plac zabaw, słońce świeciło wspaniale i cieszyliśmy się że niedługo opuszczamy Teheran.

Konkluzja
Nasza dalsza podróż wyglądała już podobnie do większości opisywanych podroży po Iranie. Wspaniali ludzie, gościnność i oszałamiające widoki. Dzieci na szczęście za często nie wspominały o panu złodzieju, ale były momenty że pytały dlaczego to się stało. Naszym obowiązkiem było im to wytłumaczyć, przecież widziały to zajście. Po kilku wyjaśnieniach, zrozumiały i więcej starały się nie wracać do tematu. A Iran? No cóż? Tak naprawdę chwile potrzebowałem, żeby ułożyć sobie to wszystko w głowie. Człowiek, który próbował ukraść torebkę mojej żonie dużo zaryzykował. Nożem chciał odciąć pasek torebki i ją wyrwać, szybka reakcja mojej żony i mój instynkt obrony najcenniejszej rzeczy którą posiadam, czyli rodziny, pokrzyżował mu trochę plany. Nóż nie służył mu do zranienia nas, nie tak miało to być. Kiedy jednak znalazł się w potrzasku, wiedział, że jeśli wpadnie w ręce policji to będzie miał przechlapane. Wiedział że jeśli się nie uwolni przegra grę o duuużą stawkę i dlatego w akcie desperacji mnie ugodził. Nie spodziewał się jednak, że to nie przyniesie rezultatu i przegrał to zajście. To co się nam przydarzyło w Iranie, było na tyle incydentalne że wszystkim napotkanym Irańczykom po drodze, którym opowiedzieliśmy tą historie, ciężko było w nią uwierzyć. Łapali się za głowę nie dowierzając. Działania policji, choć może i brutalne, na pewno skutecznie odstraszają ludzi od tego typu "rozrywek". W Iranie wszyscy się pilnują i wiedzą, że jeśli np mój brat czy siostra coś zbroją to ja za to odpowiem. Czy to nie dobrze ułożone społeczeństwo. Kidy natomiast popatrzę na nasze polskie społeczeństwo, takie rozwinięte i wolne, to przerażają mnie te co weekendowe bójki pod dyskotekami w których ktoś komuś regularnie wsadza nóż pod żebra, te pijackie zwidy w których za butelkę wina katuje się współbiesiadnika. Wzdryga mną kiedy jakiś psychol odcina komuś głowę i trzeba się z nim obchodzić jak z jajkiem bo pozwie policję, nasze państwo o naruszenie jego nietykalności itp. To jest chore. Zdaje sobie sprawę, że życie w teokracji narzuca dość twarde zasady i reguły funkcjonowania społeczeństwa, i każdy młody człowiek marzy o wolności. Ale choćby w tej kwestii, przestępczości i poszanowania prawa przegrywamy z Iranem. I każdemu Irańczykowi, który może kiedyś przyjedzie do mojego kraju w podróż. powiem - WELCOME TO MY FUCKING COUNTRY.

Zdjęcia: Teheran, Teheran, Na ulicach Teheranu, IRAN
Teheran, Teheran, Na ulicach Teheranu, IRAN




Pomimo tych wszystkich okoliczności naszej wizyty w Teheranie, Iran wiciąż jest na pierwszym miejscu na naszej liście państw bezpiecznych i przyjaznych wyprawom z dziećmi. Z pelna odpowiedzialnością możemy go polecic wszystkim, którzy chca z pociechami podróżować.

Zdjęcia

IRAN / Yazd / Yazd / wieczórIRAN / Teheran / Teheran / Pałac GolestanIRAN / Teheran / Teheran / Pałac GolestanIRAN / Teheran / Teheran / mozaikiIRAN / Teheran / Teheran / Na ulicach Teheranu

Dodane komentarze

baobab-ka dołączył
02.10.2015

baobab-ka 2016-07-13 23:08:01

Wstrząsająca opowieść. A chyba najbardziej nieludzkie było traktowanie tamtego bandziora w bestialski sposób przez policję przy Waszych dzieciach, w dzień owego "wykupu winy". To jest jednak świat rządzony innymi obyczajami...

paramedic dołączył
04.12.2008

paramedic 2016-05-31 19:49:44

"Pochwała nie jest dla aparatu państwa, tylko dla świadomej konsekwencji wobec osób łamiących prawo i zagrażających życiu innym. To kolosalna różnica. Przestępczość na poziomie prawie zerowym. To nie wystarczający argument? Nie wnikam w Irańskie odczucia polityczne bo jest ich tyle co Irańczyków. Nie napisałem również o pochwale dla tortur, a o obrzydzeniu i wtręcie dla bezprawia i braku podstaw moralnych naszego społeczeństwa. Rozumiem, że Tobie odpowiada życie w takim kraju? Mnie nie, a jednak w nim żyje. Pozdrawiam."

dorotahare dołączył
23.11.2015

dorotahare 2016-05-31 18:02:42

Straszna przygoda, rozumiem twoje zachowanie -każdy ma prawo bronic siebie i swojej rodziny. Ale pochwała dla aparatu państwa, które torturuje swoich obywateli ? Nie sądzę żebyś naprawdę chciał żyć w takim kraju.

paramedic dołączył
04.12.2008

paramedic 2016-03-15 19:14:17

Uwierz, że również byliśmy zszokowani. Czułem się jakbym grał w jakimś filmie. Na szczęście dziś dzieci mnie pytają, kiedy wrócimy do Iranu? Czyli happy end. Pozdrawiam serdecznie.

fotodrab dołączył
11.02.2012

fotodrab 2016-03-15 00:36:02

Jestem absolutnie zszokowany Twoja "przygodą". Osobiscie mam niezbyt mile wspomnienia z Teheranu rowniez ( pasdaran chcial mi wyrwac aparat, bo ponoc fotografowalem obiekt rzadowy, o czym pojecia miec nie moglem, chyba, ze potrafilbym czytac w farsi). Jednak bandycki atak, to cos zupelnie nowego. O czyms takim nigdy nawet nie slyszalem.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl