Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

CYRUS NA URZĘDNICZYM TRONIE > IRAN


Leoncjo Leoncjo Dodaj do: wykop.pl
porady praktyczne

Zdjęcie IRAN / Kashan / Wieś Abyaneh / Zalotna muzułmanka? Przeglądając wpisy i posty osób wybierających się lub planujących wyjazd do Iranu, stwierdzam, iż mimo wielu miesięcy, jakie upłynęły od wprowadzenia nowych, złagodzonych przepisów wizowych, nadal dominują błędne stereotypy.

Nie czuję się kompetentny, żeby w sposób jednoznaczny, oparty na konkretnych regulacjach prawnych, informować o metodach uzyskiwania wizy. Wiem jednak jak to wyglądało w moim przypadku. Jeśli komukolwiek pomoże to w podjęciu decyzji, złagodzi stres lub zaoszczędzi kilka złotych, to będę usatysfakcjonowany.

Decydując się na wyjazd do Iranu, nie zastanawiałem się nad czekającymi mnie formalnościami związanymi z uzyskaniem wizy. Założyłem, iż skoro bez trudu zdobywałem potrzebne pieczątki do bardziej egzotycznych i odległych miejsc, to nie ma powodów, żeby w tym przypadku było inaczej. W styczniu tego roku, mając bilet na koniec maja, przeczytałem informacje na oficjalnej stronie ambasady Iranu. Moje wątpliwości wzbudził "numer referencyjny", będący jednym z warunków do złożenia dokumentów. Poprosiłem o wyjaśnienia i dowiedziałem się, że są dwa zasadnicze sposoby uzyskania go: MSZ, lub biuro turystyczne. Pracownik ministerstwa, z którym rozmawiałem stwierdził, że dla indywidualnego turysty numer ten nie jest konieczny i oni nie mogą mi pomóc. Biura turystyczne żądały horrendalnych kwot za pośrednictwo w "kompleksowym załatwieniu wizy". Korespondencja ze skądinąd sympatyczną pracownicą ambasady mogłaby posłużyć jako instrukcja dla początkujących dyplomatów. Niezwykle wyważona, empatyczna i kompletnie nieprzydatna. Niczemu nie przeczyła ani też niczego nie potwierdzała. Zdecydowanie bardziej konkretne informacje uzyskałem z polskiego konsulatu w Teheranie, lecz z przyczyn, dla mnie ważnych, ale nie związanych z opisywaną sprawą, musiałem porzucić plany wyjazdowe. Równie niespodziewanie jak je odłożyłem, tak do nich wróciłem na początku kwietnia. Było już zdecydowanie za późno, na podjęcie przerwanych procedur w kraju, więc zawierzyłem enigmatycznym informacjom o możliwości uzyskania wizy na lotnisku w Teheranie i pełen obaw, wraz z przyjacielem wsiadłem na pokład samolotu. Zabraliśmy ze sobą wypełnione wnioski wizowe, pozyskane ze strony ambasady Iranu. Podobno niezbędne zdjęcia paszportowe i na szybko zdobytą rezerwację jednego noclegu w stołecznym hostelu. Zabrakło nam dwóch rzeczy: owego mitycznego numeru i zaproszenia od Irańczyka, który mógłby oficjalnie zadeklarować gotowość "zaopiekowania" się nami. Niemal do samego wyjazdu usiłowałem uzyskać takowe poprzez Couchsurfing, lecz albo byłem ignorowany zupełnie albo zbywany stwierdzeniami: "To nie jest konieczne", „Teraz nie ma takiego wymogu" itp. Jak w praktyce wyglądało uzyskanie prawa wjazdu i pobytu na terenie Islamskiej Republiki Iranu opisałem w dzienniku podróży, którego właściwy fragment pozwalam sobie przytoczyć poniżej.

Zdjęcia: Wieś Abyaneh, Kashan, Zalotna muzułmanka? , IRAN
Wieś Abyaneh, Kashan, Zalotna muzułmanka? , IRAN



„24 maja 2016 (Międzynarodowy Port Lotniczy Imam Chomeini - Teheran)
Nerwowo żartując i przywołując sceny z filmu „Terminal” podeszliśmy z towarzyszem podróży do kontroli paszportowej. Na dźwięk słowa „wiza”, brodacz wskazał ręką kierunek i powiedział: „visa office”. We wskazanym miejscu zastaliśmy dosyć dziwny obrazek: przed typowymi okienkami, za którymi siedzieli równie typowi urzędnicy, z krzeseł została uformowana niewielka zagroda. Tym mikroskopijnym królestwem niepodzielnie rządził pięćdziesięcio, może sześćdziesięcioletni energiczny mężczyzna. Przed stolikiem stojącym u „wrót twierdzy” kłębił się tłumek podróżnych. Byli wśród nich turyści, tacy jak my ale i biznesmeni w garniturach, szacowni duchowni i „szejkowie” w turbanach. Panował gwar oraz wyczuwalna atmosfera napięcia i nerwowości. Przez chwilę obserwowaliśmy to kłębowisko, usiłując zrozumieć mechanizm jego działania a kiedy jedynym nasuwającym się wnioskiem było to, że nie ma żadnych reguł, ruszyliśmy do natarcia. Popychani we wszystkich kierunkach, posiłkując się łokciami dotarliśmy przed oblicze padyszacha stołkowego imperium. Ten, jak to szach, nawet nie zaszczycił nas spojrzeniem. Wypowiedział magiczne słowo „insurance” i wskazał palcem okienko na przeciwległym końcu korytarza. Audiencja była skończona. Wyciągnęliśmy nasze polskie ubezpieczenia z „koszulek” i pełni wiary w słowo drukowane podeszliśmy do urzędnika. Ten zaledwie musnął wzrokiem podsunięty papier i kategorycznie stwierdził: „nieważne”. Usiłowałem przekonać go, że jest wręcz przeciwnie ale wówczas dowiedziałem się, że musimy mieć specjalne ubezpieczenie na Iran, a na dodatek, wystawione przez autoryzowane towarzystwo ubezpieczeniowe. Wywiesiłem białą flagę i zapytałem „how much?”. Piętnaście euro, odparł urzędnik. W związku z tym, że mieliśmy dolary, kwota wzrosła do osiemnastu. „Uzbrojeni” w odpowiedni papier przegrupowaliśmy siły i ponowiliśmy szturm. Tym razem wskazano nam okienko po lewej stronie i usłyszeliśmy słowo „bank”. Mieliśmy nadzieję, że chodzi o obowiązkową wymianę waluty, ale szybko okazało się, że mamy uiścić opłatę za wydanie wizy, której udzielenie nadal było jedynie hipotetyczne. Siedemdziesiąt pięć dolarów na osobę zostało wymienione na mały kwitek kasowy. Tym razem „szach” wcisnął nam do ręki druk A5 i głosem nie znoszącym sprzeciwu rozkazał „ ...writte phone number in Iran”. Znowu staliśmy na środku korytarza zastanawiając się co robić. Jedyny irański numer telefonu, jakim dysponowaliśmy należał do hostelu, jednak w instrukcji, którą dostałem od menedżera było wyraźnie napisane, żeby nigdy, przenigdy nie podawać go przy aplikowaniu o wizę. Zatem ...wpisaliśmy go. Co więcej, pozwoliliśmy dwóm Polakom mającym ten sam problem wpisać go na ich drukach. Przepchnęliśmy się na czoło tłumu i oddaliśmy nasze paszporty i ową nieszczęsną kartkę „Wszechpotężnemu”. Ten nadal nie zaszczyciwszy nas spojrzeniem zabrał dokumenty, ignorując tak słono opłacone kwity i wrzucił je na kupkę innych kolorowych książeczek z godłami na okładkach. Pozostało nam jedynie czekać. Panowie, którzy skorzystali z naszego koła ratunkowego w postaci numeru telefonu usiedli obok nas. Trudno było określić ich status.

Zdjęcia: Wieś Abyaneh, Kashan, Pamiętacie kołatki?, IRAN
Wieś Abyaneh, Kashan, Pamiętacie kołatki?, IRAN



Czterdziestokilkulatkowie nie wyglądali na turystów. Ubrani byli w spodnie wyjściowe i ...T-shirty. Rozmawialiśmy z wyczuwalną nieufnością. Po czterdziestu kilku minutach usłyszałem, jak ktoś kaleczy moje nazwisko. Popędziłem do zagrody i przepychając się przez tłum pomachałem ręką, żeby zostać zauważonym. Kiedy dotarłem przed urzędnicze oblicze, Pan i Władca z pogardą rzucił mi paszport i oświadczył: „This number is wrong!!! Writte another one!” W podgrupach zaczęliśmy dyskutować, co w tej sytuacji możemy zrobić. Po chwili zauważyliśmy, że nasi nowi znajomi znowu stoją w kolejce. Zapytaliśmy co wpisali i dowiedzieliśmy się, że numer ...ambasady Turkmenistanu. Wówczas okazało się, że obaj przyjechali na zaproszenie jakiejś firmy z tego kraju, żeby podpisać czy negocjować jakiś kontrakt. Zapytaliśmy czy teraz my możemy skorzystać z ich kontaktu a Ci, acz niechętnie wyrazili zgodę. Szybko przekreśliłem poprzedni numer i wpisałem nowy. Kiedy we czterech stanęliśmy przed urzędnikiem, ten jakby wiedziony mocą jasnowidzenia, zapytał czy jesteśmy razem. Jak w klasycznej komedii padły równocześnie dwie sprzeczne odpowiedzi i było po sprawie. Negocjatorzy oddali swoje paszporty a my wróciliśmy na pozycje startowe. Wówczas stwierdziłem, że mamy dwie możliwości: dzwonić do konsula lub walczyć. Była czwarta nad ranem, więc każdy, nawet najbardziej sympatyczny dyplomata, nie byłby zachwycony wyrywaniem go z łóżka. Zatem pozostała walka. Wykorzystałem moment, kiedy na przedpolu pokazał się młodszy urzędnik i z wydrukiem potwierdzenia rezerwacji oraz ową pokreśloną kartką podszedłem do niego. Napastliwie zapytałem co jest złego w numerze teherańskiego hostelu, w którym mamy zarezerwowane noclegi (tak naprawdę tylko jeden) i dlaczego wbrew polityce rządu jesteśmy tak traktowani. Nie wiem, czy byłem przekonywujący, ale ponownie nasze paszporty trafiły na biurko. Po godzinie przestaliśmy wpatrywać się w okienko. Nasi nowi znajomi gdzieś zniknęli, zapewne wsparcie ambasady Turkmenistanu okazało się dla nich skuteczne. Właśnie omawialiśmy strategię rozmowy z polskim konsulatem, kiedy ponownie padło moje nazwisko. Potomek Cyrusa wręczył nam paszporty mówiąc „Wellcome to Iran”. Nikt nawet przelotnie nie zainteresował się naszymi fotografiami czy stertą skrupulatnie zgromadzonych papierów. Bramy Persji, choć ze zgrzytem, jednak otwarły się przed nami na całą szerokość.”

Zdjęcia: Meczet Imama, Esfahan, Patrząc z cienia, IRAN
Meczet Imama, Esfahan, Patrząc z cienia, IRAN



Podsumowując, chciałbym podkreślić, iż każda niedogodność, każdy wysiłek włożony w ten wyjazd, został zrekompensowany niezwykłością widoków, zabytków, przyrody, z jakimi mogłem się zetknąć podczas osiemnastu dni podróży. Wszystko to razem wzięte blednie jednak wobec absolutnie wyjątkowego stosunku Irańczyków do odwiedzających ich kraj ludzi. Nigdy wcześniej, choć każdą wcześniejszą podróż wspominam z ogromną sympatią, nie spotkałem się z taką życzliwością, sympatią, zaufaniem i otwartością, jak tam. Jeśli my, Polacy, uważamy się za gościnnych, to nie znajduję odpowiedniego określenia dla gościnności i bezinteresowności Persów.

Zdjęcia

IRAN / Kashan / Wieś Abyaneh / Zalotna muzułmanka? IRAN / Kashan / Wieś Abyaneh / Pamiętacie kołatki?IRAN / Esfahan / Meczet Imama / Patrząc z cienia

Dodane komentarze

Wiesław dołączył
14.02.2009

Wiesław 2016-08-05 07:02:31

niemal dokładnie to samo miałem dwa lata temu
Do Teheranu przyleciałem ok czwartej rano. Przy okienku "visa" stało kilkanaście osób. Obsługa była dość sprawna, w zasadzie od ubiegających się o wizę wymagano tylko rezerwacji hotelu. Niestety takiej nie miałem. Tłumaczenie że bez problemu znajdę hotel nie trafiało do urzędnika. Zabrał mój paszport i gdzieś przepadł. Podobnie było z paszportem młodego Włocha, który również nie miał rezerwacji. Po upływie ok 40 min urzędnik wrócił i spytał czy mam przyjaciół lub znajomych w Teheranie. Powiedziałem że nikogo tu nie znam. Urzędnik (z moim paszportem) znowu przepadł. Po upływie kolejnych trzech kwadransach przyszedł inny urzędnik i bez żadnych pytań wkleił mi wizę. W międzyczasie (chociaż teoretycznie miałem trzy godziny czasu) "uciekł" mi samolot do Bandar Abbas na który miałem bilet.

gastropoda dołączył
19.05.2011

gastropoda 2016-08-04 01:04:52

Rok wcześniej na tym samym lotnisku wizę (VOA) otrzymałem w kwadrans, ale było tylko 6 osób po wizę, poza tym nie było obligatoryjnego ubezpieczenia ani numeru telefonu - może urzędnicy wskutek liczniejszych gości popadają w rutynę i bardziej pilnują rozporządzeń?

Leoncjo dołączył
06.01.2012

Leoncjo 2016-07-30 07:58:13

Dzięki! Z perspektywy czasu wydaje mi się, że tak czy inaczej dostalibyśmy wówczas wizy. Podróżując po Iranie dało się dostrzec wiele podobieństw w relacjach społeczeństwo-władza do schyłkowego PRL`u. Urzędnik, nie ważne jakiego szczebla, musi budzić respekt a jego akceptacja lub odmowa jest uznaniowa jednak aktualna "linia polityczna" nakazuje tolerowanie zagranicznych turystów.

[konto usuniete] dołączył
03.07.2010

[konto usuniete] 2016-07-30 00:21:57

Dzięki za opis uzyskiwania wizy. Niewiarygodne, że czasem (a nawet często, jak mówi mi moje doświadczenie) trzeba się po prostu trochę wykłócić.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl