Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem > NORWEGIA, SZWECJA


tom1971 tom1971 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie NORWEGIA / okolice Alty / fiord koło Alteidet / Północne latoMoja samotna podróż rozpoczęła się we wczesne deszczowe popołudnie ,gdy prom dobił do brzegu w Nynashamn. Przepedałowałem ponad 4900 km. Dojechałem przez Szwecję na Nordkapp. Wracałem zachodnim wybrzeżem północnej Norwegii przez Lofoty i dalej.
Każdy szuka w podróży czegoś innego. Ja uwielbiam beztrosko popijać kawę w „pięknych okolicznościach przyrody”. Niekoniecznie niebo musi być błękitne ale góry, rzeki, wodospady, fiordy, krystalicznie czyste powietrze … no i wieloryb też nie przeszkadza 

Nordkapp - ciągną tam samochody , wśród nich campery, autokary, sporo też motocyklistów ale i wymęczonych rowerzystów nie brakuje. Zimno, mokro i wieje nielekko . Miałem wiele wątpliwości ale poczytałem jeden, drugi, trzeci opis wyprawy i stwierdziłem ,że ten kierunek jest dla mnie właściwy. Dla każdego kto naprawdę lubi jeździć na rowerze nie ma chyba łatwiejszej, ciekawszej i przyjemniejszej drogi tak blisko Polski i nie trzeba być „superbikerem” żeby się też przejechać . Ja ruszyłem z Nynashamn ale opcji jest sporo...



19.06.2015 - dzień 1 - 94,84 km , śr. 16,7 km/h

Wyjechałem z promu parę minut po 13. Zauważyłem ,że nie mam jednej z nakrętek od śrub przytrzymujących przedni bagażnik. Zawsze mam kilka zapasowych i nie był to problem chociaż nie mam pojęcia jak mogłaby się sama odkręcić. Przytrzymując prawą ręką przednią sakwę a lewą kierownicę dokulałem się jakoś do parkingu pod marketem gdzie usunąłem usterkę. Niezły start – pomyślałem. Na początku miałem nawet nadzieję na jazdę bez peleryny, bo popadywało sobie lekko. Po chwili jednak je zobaczyłem .Grube ,tłuste ślimaki pełzające po asfalcie. Byłem wcześniej w Norwegii i ten widok oznaczał jedno – deszcz i to nie od 5 minut. Ściemniło się od ciężkich chmur . Założyłem pelerynę, a że dawno w niej nie jechałem kaptur co chwilę spadał mi na oczy i slalom między ślimakami był jeszcze trudniejszy. Przejechałem z 30 km., a ślimaków ciągle pełno. Przystanek autobusowy czyli kawałek dachu. Odpoczywam. Obserwuje jak ślimak pędzi wzdłuż wiaty. Poszedł sobie i dołączył do stada . Jadę dalej. Minąłem Sodertalje. Faktycznie dość dużo tu ludzi o śniadych twarzach. To jedno z miast, w którym osiedliło się wielu uchodźców z Syrii. Wieczorem ślimaki gdzieś poznikały. Znalazłem ładną miejscówkę na grubym mchu. W nocy słyszałem jak ślimaki grasują jeszcze po okolicy ale rano zniknęły zupełnie.

20.06.2015 – dzień 2 – 128,96 km, śr. 17,86 km/h

Minąłem Strangnas. Wjechałem na drogę 55 jedyną w kierunku Enkoping i dokładnie przy wjeździe na most, z ładnym widokiem na dużą wodę zaczęło lać nagle i niespodziewanie. Most był długi. Najpierw pod górę, potem w dół i prosto na parking. Toaleta z ciepłą wodą bardzo się przydała, a po wyjściu z niej okazało się ,że przy „moim” stole biesiadują starsi państwo. Nie za bardzo mogliśmy się dogadać ale i tak zostałem nakarmiony kanapkami i smacznymi kakaowymi ciasteczkami. Oszczędzałem siły, a może bardziej obawiałem się o stawy kolanowe, które wcześniej nieco pobolewały dlatego robiłem przystanki pod byle pretekstem ale droga była na tyle płaska ,że mniej km. nie dało się przejechać.
Dojechałem za Heby. Nocleg w lesie niby zwykłym ,gdyby nie te wielkie głazy porośnięte mchem

21.06.2015 – dzień 3 – 114,28 km ,śr. 17,77km/h

Minąłem Sandvikens (ładna grobla między jeziorami). Trasa dość płaska. Dobra na kolejny dzień rozkręcania się. Po drodze parkingi – czyli kawki, herbatki i takie lekkie obijanie – stan umysłu zaczyna się zmieniać .To uczucie beztroski jest jak ustępujący skurcz mózgu.(ślimaków brak, przelotne, skandynawskie pokropywanie). Lasów na nocleg sporo.



22.06.2015- dzień 4 - 135,97 km, śr.17,96 km/h

Kierunek Bollnas. Na drodze 83 niestety dość duży ruch. Po południu chmury i trochę deszczu ale i tak zobaczyłem góry na horyzoncie .

23.06.2015 – dzień 5 -85,32 km

Minąłem Ljusdal, kierunek Ange. Pogoda sprzyjająca .Postój na kolejnym bardzo przyjaznym dla turystów parkingu. Ruszyłem w leniwym nastroju i natknąłem się na remont drogi. Zamiast równiutkiego asfaltu, do którego się już przyzwyczaiłem – ponad 10 km. po kamyszkach i większych kamykach. Wytrzęsło mnie przez ponad godzinę ale słońce nastrajało pozytywnie. Wreszcie asfalt. Znalazłem się jakby w górskim otoczeniu. Dobre miejsce na sjestę .Dziś też nie mam zamiaru się zbytnio eksploatować. Kawka i opalanie – tu wystarczy oddychać żeby było naprawdę miło. Pojechałem i za godzinę słoneczna sielanka się skończyła . Teren lekko górzysty, częste zakręty , jeziora. Ok. 20:00 dojechałem do parkingu z grill-chatą z trzema ścianami ,wygodnymi ławami i szumiącą górską rzeką obok. Nadal padało. Herbatka, kolacja- deszcz. Herbatka ze spirytusem, mata, śpiwór. ..wstałem po 3:00, godzinę później ruszyłem.



24.06.2015 – dzień 6 – 165,39 – śr. 16,74 km/h

Dalej drogą 83. Głucha, jasna, nocna cisza przez pierwsze 40 km. Ange za mną, później E14 w kierunku Ostersund. Teren górzysty, szosa szeroka bezpieczna. Skręciłem w boczne drogi w kierunku Hammerdal. Tam ruch znikomy. Teren pagórkowaty – prędkość 8-9 km/h , a za chwilę 45-50 km/h. i tak wielokrotnie przez kilka godzin wśród jezior, rzek i gęstych lasów poprzez małe wioski w tak miękkiej ciszy ,że zatraca się potrzebę myślenia o czymkolwiek . Zdarzały się kilkukilometrowe odcinki drogi szutrowej. Słońce mnie dopieszczało. Po obiedzie nad rzeką poleżałbym nawet dłużej gdyby nie komary.



25.06.2015 – dzień 7 – 125,20 – śr.19,08 km/h

Droga do Hammerdal wzdłuż rzeki, wśród lasów. Parking i drewniana chatka dla wędkarzy na samym brzegu. Bardzo się przydała, bo trochę wiało i można było przyrządzić i wypić kawę w bardziej sprzyjających warunkach. Rzeka płynęła wcale nie tak leniwie jak moje myśli. Coraz częściej nachodził mnie ten niezwykle miły stan umysłu harmonijny z ciszą i spokojem wokół. Za chwilę ruszę dalej . Pewnie siedzę tu pierwszy i ostatni raz w życiu. Tak miło ,że żal odjeżdżać .Nic się już nie powtórzy. Jutro wypiję kolejną kawę ale już w inny miejscu. Jutro będzie na pewno bardzo inne niż dziś i to jest chyba najpiękniejsze w podróży ! Wjechałem na drogę E45 .Dobre tempo ,bo wiatr raczej korzystny ale co z tego jak od ok. godziny 13 mżawka przechodząca w lekki deszcz przez kilka godzin. Zrobienie obiadu nawet tak łatwego jak makaron z sosem w założonej pelerynie nie jest proste ale możliwe.



26.06.2015 – dzień 8 – 140,02 km. – śr. 18,33 km/h

Vilhelmina, Storuman i lasy , rzeki, jeziora, wygodne parkingi, kawka, herbatki. Północne lato jest specyficzne Oddalam się coraz bardziej ale do czegoś się przybliżam i to coś mi się podoba Nie wiadomo kiedy przemyka pod kołami te 140 km. i chciałoby się jeszcze i tylko ciemna chmura rozkazuje : stop, pora spać ! No właściwie racja .Jest już po 21:30 .Przy wbijaniu ostatnich szpilek chmura postanowiła zejść na ziemię.


27.06.2015 – dzień 9 – 121,35 km. – śr.20,00 km/h

Chmury nadal rozkazują - spać i leżeć do 09:00! Od tego momentu zaczął się kolejny jeszcze bardziej odlotowy dzień. Łagodne, średnio długie i średnio strome podjazdy, a za nimi oczywiście zjazdy. Kilometr ,czasem więcej .Prędkość ok. 40 – 45 km/h przed oczyma widok pofałdowanego zalesionego horyzontu. Lecę sobie, lecę… chwilo trwaj! Wieczorem zaczęły się pojawiać. Pierwsze sztuki jakby zwyczajne średnio-duże bydło trochę zdziczałe, z niezbyt bujnym porożem. Kilkanaście kilometrów dalej stały na środku drogi. Okazałe, rogate renifery grzecznie pozowały do zdjęć. Po czym spokojnie odeszły i pozwoliły przejechać. To już jest obszar gdzie można wybierać nocleg z ładnym lub jeszcze ładniejszym widokiem.

Zdjęcia: północna Szwecja, okolice Arvidsjaur, Renifery, SZWECJA
północna Szwecja, okolice Arvidsjaur, Renifery, SZWECJA




28.06.2015 – dzień 10 - 153,02 km., śr. 20,85 km/h

Arvidsjaur mijam w dobrym tempie (raczej z górki). Pogoda jak w bajce, bo nawet wiatr pomaga. Główna droga omija miasto. Tuż za obwodnicą rzeka ,ławeczki. Zimna, orzeźwiająca woda na nagim rozgrzanym jazdą ciele, kryształowe powietrze .Znajoma muzyka szumiącego nurtu i słoneczne pieszczoty. Ta kawa taż miała niezwykły smak. Kilkadziesiąt kilometrów dalej nad potężną rzeką Pitealven napotykam bardzo luksusowy parking . Ruszyłem najedzony i wypełniony energią gór i wody. Podjazdy trochę bardziej strome i „loty” chwilami ryzykowne. Bliżej Jokkmokk niestety zwiększa się ruch. Na nocleg postanowiłem wepchnąć rower na wzniesienie ,jakieś 300 m od drogi. Opłaciło się. Przed namiotem miałem po horyzont górzystą przestrzeń z dużym jeziorem, którego z drogi w ogóle nie było widać.


29.06.2015 – dzień 11 – 119,06 km., śr. 17,80 km/h

Powoli do Gallivare. Zakupy w Jokkmokk. Za miastem pierwsza tama, za nią zalew, duży parking, opalający się turyści. Znowu można było zapomnieć, że jest się za kołem podbiegunowym. Kawa z nogami w wodzie, wcale nie lodowatej znowu wyjątkowa. Jest pięknie i nie ruszyłbym dalej gdyby nie pewność ,że tam też mi się spodoba. Minąłem kolejną tamę z zalewem. Droga wiła się spokojnie wśród dzikich, górzystych lasów. Zatrzymałem się przy skalistym wąwozie, gdzie drewnianymi chodnikami można było dojść na skraj kilkudziesięciometrowych przepaści. Pospacerowałem też po dzikszych rejonach tego specyficznego miejsca.

Zdjęcia: Muddus Nationalpark, za Jokkmok, Północna Szwecja, SZWECJA
Muddus Nationalpark, za Jokkmok, Północna Szwecja, SZWECJA



30.06.2015 – dzień 12 – 166,17 km. , śr. 20,13km/h

Gallivare to ostatnie „duże” miasto (ponad 8000 mieszkańców) przez najbliższe kilkaset kilometrów wiec robię zapasy . Trochę bardziej obciążony wjechałem na pierwsze wzniesienie. Spotykam pierwszych sakwiarzey (Niemców), z którymi chwilę rozmawiam. Wcześniej widziałem innego. To już rejon gdzie jest sporo „naszych”. Po skręcie na Vitangi nowiutki, luksusowy parking . Nie mogłem przestać jechać ,mimo że nie jest to teren gdzie co chwilę wyciąga się aparat fotograficzny. Trochę pokropiło ,a później wyszła podwójna tęcza i to podsumowało mój nastrój.



01.07.02015 – dzień 13 – 120,31 km. ,śr. 18,74 km/h

Gdybym wiedział ,że za 5 km. jest parking z otwartą drewnianą chatką, a w niej wiele miejsca na rozłożenie maty to miałbym o jedno rozbijanie namiotu mniej ale przede wszystkim nie musiałbym stoczyć porannej bitwy z mrówczym oblężeniem. To już był moment ,kiedy zaczynałem mieć niechęć do zamkniętych pomieszczeń ale w tym momencie chatka bardzo się przydała jako ochrona przed zmasowanym atakiem komarów ,bo teren wokół był bardzo wilgotny, miejscami bagnisty. Kalorie uzupełnione, kofeina w organizmie, pogoda sprzyjająca i znowu piękna przestrzeń przede mną. Komary zostały w tyle. Wjechałem do Finlandii. Przystanek na dużym leśnym parkingu. Piaszczysta skarpa nad sporą wodą. Słońce przygrzewa najedzone i orzeźwione wodą ciało. Lasy, rzeki, jeziora. Nad jednym z nich napotykam drewniane konstrukcje z amboną obserwacyjną i opisem występujących na tym terenie ptaków. Jest tu ich sporo ale bez lornetek raczej żadnego nie rozpoznam. Rozpalam małe ognisko głównie ze względu na komary w ładnie zabudowanym kamiennym kręgu. Jest też zadaszona część drewnianych konstrukcji gdzie zmieściłby się mój namiot i miałabym rano wygodną jadalnię ale takie argumenty już mnie nie przekonują. Tu każdy rowerowy amator może poczuć niezakłóconą potęgę natury. Tutaj bez problemu można znaleźć miejsca, że po wyjściu z namiotu nie widać ludzkiej ingerencji. W takich właśnie miejscach śpi się najlepiej.



02.07.2015 – dzień 14 – 141,92 km. , śr.18,75 km/h

Wjechałem do Norwegii. Niby tak samo ale jednak inaczej. Tak samo wygodny, równiutki asfalt ale po paru kilometrach już się zaczyna huśtawka. Na razie krótkie podjazdy i zjazdy, bo teren pofałdowany, tundrowo-skalisty ale jeszcze nie górzysty. Kautokeino to prawdziwa dziura. Wjeżdża się 50 parę na godzinę, a wyjeżdża 7 km/h. Poza tym pełna cywilizacja – sklepy, stacje benzynowe co komu potrzeba. Za skrętem na Karasjok prawdziwa północna, niesamowicie ekscytująca pustka. Luźno porozrzucane skromne domki sprawiające wrażenie niezamieszkałych (prawdopodobnie większość sezonowo). Raz na jakiś czas mija mnie samochód. Nad rzeką zaparkowany jeden Camper. Przejeżdżam przez most , zakręt za zakrętem między wzniesieniami. Jakby ktoś specjalnie dla mnie położył ten gładziutki asfalt żebym mógł wygodnie płynąć po tych jakby zastygłych zielonych falach oceanu. Nocleg na parkingu, nad jeziorem .Rozpaliłem ognisko antykomarowe , użyłem sprayu z DEET i jakoś zachowałem krew, całkiem zresztą rozgrzaną herbatką ze spirytusem.

03.07.2015 – dzień 15 -107,19 km. , śr. 16,50 km/h

Górzysto-tundrowe mokradła. Okazało się, że jestem dość wysoko, bo zaliczyłem kilkukilometrowy zjazd. Minąłem nawet jakąś osadę . Kawałek dalej górskie jeziorko z wielkimi głazami na brzegach. Tak, to jest mój ekskluzywny lokal. Kilka metrów poniżej drogi, dobrze osłonięty od wiatru. Zamówione słońce wyszło zza chmur. Kawa i słodycze, nogi w wodzie, promienie słońca na skórze, a to powietrze smakuje chyba najbardziej. Zakupy w Karasjok i uciekam z tego „zgiełku”. Droga pnie się w górę. Zaczynam je widzieć – wielkie ośnieżone kolosy. Pierwsza noc z widokiem na zlodowaciałe śniegi.



04.07.2015 – dzień 16 – 139,05 km. , śr. 16,28 km/h

Zimno, chmurno, zjazd na starcie. Szukam cieplejszych rękawiczek, a pod górę pnie się para sakwiarzy z Niemiec na dobrze wyposażonych pojazdach. Zaczynało popadywać. Skorzystałem z ich dokładnej, zafoliowanej mapy. Moja się skończyła i nie wiedziałem ile dokładnie km. zostało mi do tego „końca świata”. Oni byli już w tych rejonach po raz kolejny. Ten sam uśmiech jak u wcześniej spotkanego Duńczyka ,gdy wymawiam słowo „Nordkapp”. Oni byli tam 3 lata temu teraz objeżdżali okolice. Ubrałem się w co miałem ciepłego – spodnie, buty trekkingowe, znalazłem ocieplane rękawiczki, czapkę na to peleryna i jazda. Deszcz się nasilił. W Lakselv wszedłem do sklepu na banany. Trochę cieplej ale nie będę stał jak kołek. Zaczęło się. Skały wchodzące do morza, droga miejscami wyrżnięta w litej skale ,w górę i w dół .Po prawej stronie słona woda, z góry leci słodka, czasami zalewa mi twarz. Po dwóch godzinach przestało padać. Oczywiście ,że piję kawę. Rozkładam się niedaleko drogi , a wesołe campery trąbią ,kierowcy kiwają w moim kierunku , motocyklistów też nie brakuje ale to inna sekta Dojeżdżam do Olderfjord .To już ostatnia „prosta”. Coś strzeliło w kole. Moja świadomość nie przyjmuje żadnej ewentualnej awarii. Jadę albo frunę, zmysły nastrajają się inną wibracją. Może jest i zimno, może nie odżywiam się odpowiednio ale moje ciało rozgrzewa ta północna, letnia jasność i niesamowitość otoczenia. Wiatr o mało nie zdmuchnął mi tropiku. Poleciałby prosto do morskiej zatoki z mojej noclegowej górki

Zdjęcia: Nordkapp, Nordkapp, 1 km. przed, NORWEGIA
Nordkapp, Nordkapp, 1 km. przed, NORWEGIA




05.07.2015 – dzień 17 – 92,23 km. , śr. 13,34 km/h

Tej drogi nie da się opisać. To jest już zupełnie inna rzeczywistość. Subiektywizm jej odbioru jest zapewne trochę uzależniony od sposobu poruszania się. Niby tak po prostu z lewej skała , z prawej morze. Tunele i półkoliste pasma górskie, w które wrzynają się zatoki, które trzeba okrążać. Wiatr nie przewraca, no bo w końcu pełnia lata ale czasami pod górę jedzie mi się łatwiej niż w dół. Teraz już wiem dlaczego to tak ważna trasa dla wszystkich rowerzystów. Dojechałem do słynnego, prawie siedmiokilometrowego tunelu. Zjazd pewnie 3,5 minuty ale na wyjeździe zabrakło mi energii. Miałem uzupełnić kalorie ale nie przypuszczałem, że będzie aż tak ciężko. Musiałem zrobić kilka przystanków w awaryjnych zatoczkach. Wypełzłem z tej jaskini znów na poziom morza. Minąłem Honningsvåg i znów przeciskając się między górą, a wodą dotarłem do pierwszego podjazdu. Niesamowite ale nie dość, że przestało padać to jeszcze wiatr ucichł !Jeszcze bardziej poczułem, że jestem gdzieś gdzie nigdy nie byłem. Łyse skaliste góry zatopione w morzu, porozcinane nitkami ostro spadających rzek, z gdzieniegdzie uwięzionymi małymi jeziorkami. To już zdążyłem poznać ale tutaj jest naprawdę coś jeszcze. Drugi długi podjazd jest chyba najtrudniejszy. Zatrzymuje się tylko na zrobienie zdjęć o ile przelotne pokropywanie pozwala. Widzę ostatni podjazd, kamienista pustynia po bokach. Ależ pięknie słońce oświetla ten klif. O jest i komitet powitalny .Jakieś 500 m. przed „metą” macha do mnie jakiś młody facet i krzyczy : - „ for you, for you, you need energy „ i podaje mi jakiegoś słodkiego batonika. Przyjechał z kolegą samochodem z Francji i żeby nie płacić za parking porzucili wóz i poszli dalej pieszo. Jakiś Niemiec był tak uprzejmy i zrobił mi obowiązkowe zdjęcie z globusikiem. Tłum i pełna komercja, jak w morsko-górskim kurorcie. Wszedłem tylko do toalety. Wewnątrz budynku, który ma kilka poziomów w głąb skały oczywiście wszystko stylowo i perfekcyjnie wykonane. Jak to w Norwegii. O ceny czegokolwiek nawet nie pytam. Rozbijam namiot trochę poniżej parkingu pełnego camperów i idę nad urwisko nasycić się tym wyjątkowym klimatem. Ostatni drink herbaciano-spirytusowy. No to doleciałem

Zdjęcia: Nordkapp, Nordkapp, Nordkapp, NORWEGIA
Nordkapp, Nordkapp, Nordkapp, NORWEGIA



06.07.2015 – dzień 18 – 91,85 km. – śr. 17,89 km/h

Rano ok. 10:00 poszedłem zwiedzić budynek. Niestety kino nieczynne i w większej części sprzątanie ale za to mało turystów. Bardziej podoba mi się nad przepaścią. Robię kolejne zdjęcia. Po kilku kilometrach robię długi postój na jednym parkingu, mały trekking z następnego. Jakoś nie spieszy mi się na południe. Okazało się ,że wyjazd z tunelu w drugą stronę jest łatwiejszy. Na zjeździe miałem ponad 65 km/h więc nic dziwnego ,że wczoraj było tak ciężko podjechać. Za tunelem spotykam parę rodaków z rowerami , przygotowujących się do wjazdu. Wspólna herbatka, pogadaliśmy z godzinę. Dowiedziałem się, że przy gruncie jest 0 stopni. Około 20:00 się rozstajemy nie ma wiatru ani deszczu . Szybuję poprzez ten bajkowy krajobraz przez kolejne ponad 2 godziny.

Zdjęcia: Nordkapp, Nordkapp, Wśród pięknej szarości, NORWEGIA
Nordkapp, Nordkapp, Wśród pięknej szarości, NORWEGIA


07.07.2015 – dzień 19 – 127,17 km. śr. 17,25 km/h

Pod górkę, kierunek Alta. Na postoju sprawdziłem dokładnie tylne koło. Jednak szprycha pękła ale przecież nie było sensu wcześniej przyjmować tego do świadomości. Teraz pociesza mnie myśl, że skoro można jechać bez szprychy ponad 200 km. no to kolejne 100 parę też nie powinno stanowić problemu. Dość długi zjazd i znów pod górę. Niezapomniany odcinek wzdłuż rzeki Goahtemuorjohka. Później ponad 20 km. po tundrowym płaskowyżu. Minąłem chudziutkiego Tajwańczyka, który truchtał ciągnąc wózek w kierunku Nordkappu. Za chwilę dogoniłem rudobrodego Francuza, który był już w drodze na swoim podrapanym rowerze od 3 miesięcy. Styl jego wyposażenia był bardzo „nieniemiecki”. Wiele dziwnych tobołków powiązanych sznurkami i gumami, a na przednim bagażniku mała plastikowa skrzynka. Jechał gdzieś z południa Francji i wracał z Nordkappu (mijałem go 2 dni wcześniej 15 km. przed N.). Wydawało mi się, że moje tempo raczej nie jest ekspresowe ale Francuz gdzieś został w tyle i mimo długiego postoju nie doczekałem się na niego . Pewnie za 3 miesiące dojedzie do domu. Na zjeździe trochę deszczu. Rozbiłem namiot nad jeziorem 15 km. przed Altą.



08.07.2015 – dzień 20 – 100,18 km. , śr. 16,04 km/h

Zjechałem do Alty. Jest to miejscowość bardzo rozciągnięta wzdłuż linii brzegowej ,wtopiona w górskie zbocze . Na postoju spotkałem 2 chłopaków z Polski, którzy objeżdżali prawie całą Skandynawię w ok. 2 tygodnie na swoich szybkich motorach. Nie wiem kiedy minąłem centrum, wjechałem gdzieś wysoko i nie znalazłem serwisu rowerowego ale mam przecież jeszcze w tylnym kole 35 szprych całych Tu zaczęła się inna bajka czyli widoki klasy zerowej. Nie da się ich porównywać. Tym bardziej jeśli ma się szczęście jechać tu w słonecznej pogodzie. Potężne ośnieżone giganty wyłaniające się prosto z morza. Droga kręci się się u ich stóp. Tu bogowie wykazali się fantazją. Zapomniałem o szprysze na kolejne kilkaset km.

Zdjęcia: Norwegia, Norwegia , Śnieżne Kolosy w błękicie, NORWEGIA
Norwegia, Norwegia , Śnieżne Kolosy w błękicie, NORWEGIA


09.07.2015 – dzień 21 – 96,21 km. , śr. 16,10 km/h

Kierunek Burfjord przez przełęcz i w dół nad kolejny bajkowy fiord. Dość długi podjazd. Na poboczu leży śnieg. Nie da się zrobić właściwych zdjęć. Muszę się położyć na godzinę i przy herbacie kontemplować ten widok. Przy okazji trochę opalę brzuch. Trochę płaskiego terenu przy ujściu jednej z rzeczek. Tam parking pełen imprezujących głównie niemieckich camperowców. Też się tu rozbijam tuż przy rzece, miejsca jest dużo. Nadal bardzo ciepło, tak że kapiel w szybkim przejrzystym nurcie nie była wcale bolesna, a nawet przyjemna. Po godzinie 22 cień wielkiej góry po drugiej stronie zatoki dosięgnął mojego namiotu.

Zdjęcia: Norwegia północna, Norwegia północna, Północne lato, NORWEGIA
Norwegia północna, Norwegia północna, Północne lato, NORWEGIA



10.07.2015 – dzień 22 – 117,34 km., śr. 17,86 km/h

Wstałem nie tak wcześnie, bo po co ? Gdy zwijałem swój obóz usłyszałem ten niepowtarzalny charkot , którego nie pomyli żaden Polak dorastający w PRL-u. Z krzaczorów wyłonił się Fiat 126p (!) i śmignął nim zdążyłem pomachać . Tylko jeden trochę dłuższy podjazd. Później objeżdżam fiord. Kolejne śnieżne kolosy, w niższych partiach lśniły w słońcu jakby spocone. Dobrze się jeżdzi w sandałach, koszulce i kapeluszu. Mijam dziesiątki strumyków i kilkanaście większych wodospadów. Za zakrętem oczywiście kolejna spora zatoka i nowe potężne skaliste kształty. W ogóle nie nudzą mi się te widoki. Przed 22 szukam noclegu. Na tej skarpie będzie po prostu doskonale. Przez „okno” namiotu widzę morską wodę, a za nią jakby kwietniowe Tatry.

11.07.2015 – dzień 23 – 96,89 km., śr. 18,32 km/h

Pojawiły się chmury, które pochłonęły śnieżne wierzchołki po drugiej stronie fiordu. Wywlokłem się z namiotu na poranną herbatę . Bezwietrzna cisza nie rozbudzała przesadnie zmysłów. Najpierw coś wstrząsnęło uszami – Co za hałas ? … lokomotywa wynurza się z wody, łódź podwodna? Oczy też ciężko zdziwione -Kilkadziesiąt metrów przede mną wystrzeliła wielka fontanna, a za chwilę przekotłowało się potężne ciemne cielsko, na dobitkę chlasnęła wielka płetwa ogonowa. Szare komórki się obudziły - no po prostu wieloryb ! Powtórzył ceremonię kilka razy. To naprawdę wielki potwór. Jeśli człowiek zobaczy coś pierwszy raz w życiu to okazuje się ,że jest jak dziecko niezależnie od wieku. Nie wiem czy miałem rozdziawione usta i nie wiem ile przewrotów wykonał zanim znalazłem aparat i zacząłem foto-polowanie. Trochę to trwało i efekt nie jest imponujący ale jako dowód wystarczy. Wieloryb gdzieś zniknął. Ruszyłem i minąłem Skibotn. Jeszcze kilkanaście km. wzdłuż fiordu i mogłem znów lepiej poczuć pozostałe zmysły oprócz dominującego, intensywnie zachwyconego wzroku. Po prostu norweskie pagórki i śniegowce widoczne z oddali.



12.07.2015 – dzień 24 - 136,58 km ,śr. 17,25 km/h

Jak na Norway droga dość płaska. Minąłem Setermoen. Rzeka Salangselva w pewnym momencie płynie bardzo blisko drogi i można znaleźć dogodne miejsce na piknik i opalanie. Pobawiłem się w naturystę zanim nadeszli …no oczywiście Niemcy ze swoimi wędkami. Miejsca było dość, a grzmocący o kamienie nurt nie dopuszczał innych dźwięków z odległości dalszej niż 5 metrów. Przed oczyma miałem ,a jakże ośnieżone szczyty ! To było kompleksowe nabieranie energii. Nie wiedziałem ,że czeka mnie długi podjazd (a może wiedziałem tylko w świadomości nie zaistniało?) Później oczywiście zjazd i skręt na drogę 825. Cały czas w dół ,aż do poziomu morza. Znacznie mniejszy ruch. Krajobraz nieco odmienny. Nie ma już tej potęgi skalnych olbrzymów ale zaczyna się jeszcze większa rozmaitość formy. Bardzo spokojna, można by powiedzieć wiejska droga o niewielkim ruchu z typowym znanym już ukształtowaniem terenu czyli z lewej góry, z prawej morze oczywiście Za Grovfjord, otoczonym stromymi, wysokimi szczytami średnio długi podjazd na przełęcz i więcej szans na znalezienie trochę płaskiego miejsca na nocleg.

Zdjęcia: przed Lofotami, droga 825, Wjazd do Grovfjord, NORWEGIA
przed Lofotami, droga 825, Wjazd do Grovfjord, NORWEGIA



13.07.2015 – dzień 25 – 141,22 km. , śr. 17,66 km/h

Jeszcze kilkanaście km. drogą 825 w tej wiejskiej, górsko-morskiej ciszy i dołączam do turystycznego korowodu wjeżdżając na most prowadzący na wyspę Hinnoya. Campery, obładowane samochody, stada motocykli, trochę dalej znowu rowerzyści – niekoniecznie tylko sakwiarze, bo zdarzają się harpagany na kolarzówkach co szybko znikają mi sprzed oczu. Ok. 40 km. jedzie się spokojnie wzdłuż linii brzegowej, a później skręt wgłąb wyspy mocno pod górkę. Jest słonecznie więc zatrzymuję się nad górskimi jeziorkami i zmywam pot. Pogoda dopisuję więc jadę długo. Okazuje się, że od wielu km. nie ma żadnego sklepu oprócz stacji benzynowej i na najbliższe zakupy będę musiał dojechać do Svolvaer.

Zdjęcia: Lofoty , niedaleko Svolvaer, Lofoty, Lofockie dróżki, NORWEGIA
Lofoty , niedaleko Svolvaer, Lofoty, Lofockie dróżki, NORWEGIA



14.07.2015 – dzień 26 – 60,71 km.

Na śniadanie ostatnie rodzynki, kawa i kilka ciastek. Tutaj smakują lepiej niż popisowy zestaw szefa kuchni. Muszę na takim „paliwku” przekulać ok. 40 km. Słońce przygrzało na niezwykłym, przytulonym do skał parkingu. Jacyś camperowcy łowili ryby. Hipisowski busik zatrzymał się i wybiegły z niego 2 małe kudłacze. Ruszyłem przez tunelową dziurę i dalej do Svolvaer. Najpierw zakupy ale przyszedł też czas na szprychę. W tourist-info wysłali mnie do serwisu na drugi koniec miasteczka, dzięki czemu obejrzałem je od strony małych uliczek, skąd nie widać dość dużego portu ,który trochę zakłóca krajobraz. W miejscu gdzie miał być serwis była wypożyczalnia rowerów i hostel. Młoda blond piękność napisała mi na kartce nazwę sklepu z serwisem, który był 200m. od tourist-info. Rozbiłem namiot na nieformalnym campingu przed Henningswear. Na ścianach wisieli (jak zawsze) wspinacze, a zwykły turysta też musi się obowiązkowo wdrapać na górę z widokiem na to rozsiane po maleńkich wysepkach miasteczko.

Zdjęcia: Lofoty, Norwegia północna, Droga do Henningsvær, NORWEGIA
Lofoty, Norwegia północna, Droga do Henningsvær, NORWEGIA




15.07.2015 –dzień 27 - 87,82 km.

Henningswear to wyjątkowo urocze miasteczko. Objechałem je 2 razy dookoła ale z góry wygląda znacznie efektowniej, nawet jeśli jest lekko zamglone, bo na Lofotach to co wzbudza niepohamowany zachwyt to górsko-morskie otoczenie w niedoopisania wszelkich konfiguracjach .Byłem tu kilka lat temu przez kilka tygodni inaczej na pewno poświęciłbym więcej czasu, żeby je dokładnie objechać. Hipermarkety wszędzie są brzydkie ale tutaj wyjątkowo szokująco kontrastują z otoczeniem. Dobrze jednak, że nie brakuje ich w Leknes ,gdzie uzupełniłem zapasy i skierowałem się do obowiązkowego miejsca postoju w tej krainie czyli na plaże w miejscu zwanym Uttakleiv. Tu też znajduje się nieformalne, darmowe pole namiotowe na sporym trawniku tuż pod stromą wysoką górą. Teren otoczono nawet ogrodzeniem z czego niezadowolone są zapewne miejscowe owieczki, bo nie mogą swobodnie plażować jak było tu kilka lat wcześniej. Tunelem można dojechać do małej osady ,a tylko na rowerze (lub pieszo) można też z drugiej strony objechać górę tuż przy linii brzegowej. Jest chłodno ,a jednak bardzo miło ,przytulnie. Po przejażdżce wspiąłem się lekko na zbocze góry z małym termosem herbaty. Płyn dawno wypity. Mgła wisi pod wierzchołkami gór nieruchoma jak czas. Ten stan umysłu może uzależnić .

Zdjęcia: Uttakleiv, Lofoty, Wtedy mogły jeszcze swobodnie plażować, NORWEGIA
Uttakleiv, Lofoty, Wtedy mogły jeszcze swobodnie plażować, NORWEGIA


Zdjęcia: Uttakleiv, Lofoty, Uttakleiv - pole namiotowe, NORWEGIA
Uttakleiv, Lofoty, Uttakleiv - pole namiotowe, NORWEGIA



16.07.2015 – dzień 28 – 69,29 km

No to do Reine. Niestety chmury pozakrywały góry od połowy. Mój limit szczęścia na słoneczną pogodę w Norwegii chwilowo się wyczerpał. Lekki deszcz tutaj jednak nie jest w stanie zepsuć nastroju. Reine - tą nazwę wystarczy wbić w internetową wyszukiwarkę i już można zachorować na „konieczność odwiedzenia tego miejsca”. Będąc tu nie można tak po prostu sobie pojechać dalej. Dojechałem do A i pomiędzy deszczami rozbiłem namiot na końcu wyspy ,obowiązkowym punkcie każdej lofockiej pielgrzymki.

17.07.2015 – dzień 29 – 33 km.

Tropikiem szarpie wiatr i siecze skośnym, urywanym deszczem. Kawę udało mi się wypić na zewnątrz siedząc na plandece ale obiad przyrządzam już pod tropikiem. Pogoda nie zmienia się do ok. 14. Wreszcie przestaje padać i jadę na zakupy do Reine. Chmury lekko się uniosły. Korzystam z okazji i wdrapuję się na punkt widokowy ok. 400 m. nad miasteczkiem (wejście przy drodze rowerowej okrążającej tunel zaznaczone strzałkami). Trochę się ślizgam po mokrych kamieniach. Mokro i zimno ale jednak udało się .Chmury łaskawie odkryły ten widok nad widoki ! Jeśli kiedyś będę tu jeszcze raz to na pewno znowu tu wejdę.

Zdjęcia: Lofoty, Lofoty, Reine w deszczu, NORWEGIA
Lofoty, Lofoty, Reine w deszczu, NORWEGIA



18.07.2015 – dzień 30 – 47,83 km

Zdjęcia: Å, Lofoty, Czasem jest słonecznie :), NORWEGIA
Å, Lofoty, Czasem jest słonecznie :), NORWEGIA



Promem do Bodo. Pierwszy raz od kilku dni zaświeciło słońce i to nie ułatwiło rozstania z tym miejscem. Przez 2 godziny siedziałem na zewnętrznym pokładzie i wpatrywałem się w bardzo wolno znikające lofockie góry.
Za Bodo skręciłem do Salstraumen żeby popatrzeć na słynne wiry. Woda wiecznie przelewa się z morza do zatoki i z powrotem przez wąski przesmyk, nad którym zbudowano wysoki most. W kulminacyjnych momentach tworzą się potężne wiry. Z mostu wyglądają jak tornado na zdjęciach satelitarnych .
Skręciłem na drogę 812. Deszcz zmusił do wcześniejszego rozbicia namiotu. Znowu góry wokół. Tym razem wielkie kopulaste śliskie skały.

19.07.2015 – dzień 31 – 113,78 km – śr. 14,29 km/h

Droga 812 bardzo cicha. Typowa norwesko-górska atmosfera. Po wjeździe na przełęcz duże stado kóz zablokowało drogę na tak długo ,że zatrzymało kilka samochodów. Popijałem herbatę a kozy dalej zarządzały ruchem. Jedno małe rogate przyszło i najpierw obwąchało moje sakwy. Ciekawie obserwowało każdy mój ruch. Niemal polizało obiektyw aparatu kiedy robiłem zdjęcia. Rozpędzam białe fale kóz i zjazd do E6. Przy głównej drodze ruch oczywiście większy ale jest ekskluzywny parking. Spotykam parę Szwajcarów co zaliczają podobne etapy jak ja tyle, że samochodem. Po posiłku drogą wzdłuż rzeki pod górę .Kąt nachylenia stopniowo się zwiększa .Tempo spada do minimum. Zatrzymuję się nad grzmiącą rzeką . Uwielbiam ten „heavy metal ciszy”. Znowu surowy górski, śnieżny krajobraz. Jest już po 22 ,gdy napotykam mały domek. Chyba należący do kolei(?) ,bo niedaleko zatrzymuje się pociąg . Wygodna łazienka, gniazdka z prądem, ławy, stoliki.Czyściutko i schludnie. Mroźno ale nie pada. Rozbijam namiot 200 m. od głównej drogi.

20.07.2015 – dzień 32 – 146,86 km – śr. 17,78 km/h

Śniegi migoczą w słońcu. Nie chce się zjeżdżać z tych gór. Po kilku przystankach w końcu spadam do Mo i Ramy. Kolejny fiord, wodospady i lekko lukrowane góry w oddali. Niby tyle łosi w Skandynawii ,a ja widzę pierwszego, który galopuje po polu i chowa się w lesie zanim wyciągnąłem aparat. Muszę objechać tunele. Droga rowerowa znów ostro pod górę. Szemrzący strumyczek na skrzyżowaniu pieszych szlaków to moja dzisiejsza łazienka. Cisza.

21.07.2015 – dzień 33 – 120,20km – śr. 17,82km/h

Krajobraz jak co dzień : góry, rzeki, jeziora... Wracam na E6 .

22.07.2015-dzień 34 – 129,21 km – śr.17,43 km/h

Od rana słoneczny piknik nad górską rzek. Później deszcz ,do którego już się przyzwyczaiłem. Góry nieco mniejsze. Wieczorem dojechałem jakby w Pieniny.

23.07.2015-dzień 35 – 121,51 km-śr.16,29 km/h

Zjechałem z E6 na 72 w kierunku Szwecji.

24.07.2015-dzień 36-130,91 km- śr. 18,39 km/h

Nieco pod górę. Ten wiszący mostek i ostatni piknik w Norwegii też nie sposób zapomnieć. Chociaż dalej znów deszcz przez szwedzki tundrowy płaskowyż aż do kurortu narciarskiego Are.
25.07.2015 –dzień 37-128,84 km – śr.21,37 km/h

Skręt na drogę 321 .Jeziora ,pagórki, łagodniejsze podjazdy (jak to w Szwecji). Wjechałem na E45. Zatrzymałem się na National Camping .Darmowe pole namiotowe nad jeziorem.

26.07.2015 –dzień 38 – 133,89 km – śr.19,09 km/h

Udało mi się złożyć namiot w bezdeszczowy moment. Znalazłem jakąś zadaszoną drewnianą budę ,gdzie zdołałem przygotować śniadanie. Szaro od ciężkich chmur ale ruszam na tą zalaną szosę. Po kilkunastu kilometrach zaczęło lać. Chwila przerwy zaczęło lać jeszcze mocniej. Przejechałem już ponad 30 km. i zaczęła się prawdziwa ulewa ,a później ściana deszczu spowodowała ,że nie widziałem dalej niż na kilkanaście metrów. Pod kołami miałem rzekę. Po około 3 godzinach zatrzymałem się pod sklepem. Poodginałem sztywne palce z kierownicy. Ogrzałem się i posiliłem. Gdy pod wieczór piłem kawę pod jakimiś głazami znów smakowała niezwykle.
27.07.2015-dzień 39- 138,50 – śr. 18,99 km/h

Do Edsbyn . Za Enviken ładna droga pomiędzy jeziorami.

28.07.2015 – dzień 40 – 127,36 km-śr. 18,51 km/h

Wjechałem w boczne szutrowe dróżki (ponad 40 km). Cicho, spokojnie. Zatrzymałem się nad jeziorem. Drewniana wiata dla wędkarzy. Musiałem użyć Lifestrow do przefiltrowania wody z jeziora. Kawa była znakomita. Przed Avestą znów wjechałem w boczne drożki. Jak dobrze jest jechać i nie słyszeć samochodów 

29.07.2015-dzień 41 – 128,39 km – śr.18,59 km/h

30.07.2015 – dzień 42-93,74 km – śr.16,57 km/h

Dojechałem do Nynashamn . Nawet tutaj pod miastem można znaleźć przyjemne miejsce noclegowe, na wzgórzu wśród skał.

31.07.2015 – dzień 43- 21 km.

Czekam na prom. Pogoda się poprawiła więc zwiedzam linię brzegową. Za portem zatoczki. Siadam na małym pomoście i moczę nogi w Bałtyku. Dalej skały wchodzące do morza. Dróżka spacerowa wije się w górę i w dół, prawie cały czas z widokiem na wodę. No to spływam.



Przejechałem ponad 4900 km. i czułem się świetnie. Kolana ,plecy – wszystko w o wiele lepszej formie niż na starcie. Wniosek jest prosty - „Żeby być zdrowym rób to co lubisz”.

Zdjęcia

NORWEGIA / okolice Alty / fiord koło Alteidet / Północne latoSZWECJA / za Jokkmok / Muddus Nationalpark / Północna SzwecjaSZWECJA / okolice Arvidsjaur / północna Szwecja / ReniferyNORWEGIA / Nordkapp / Nordkapp / 1 km. przedNORWEGIA / Norwegia północna / między Altą , a Lofotami / Pólnocny fiordNORWEGIA / Alta / Norwegia północna / Północne lato NORWEGIA / Norwegia północna / Norwegia północna / Północne latoNORWEGIA / Nordkapp / przed Honningsvåg / przedmieścia HonningsvågNORWEGIA / Norwegia  / Norwegia / Śnieżne Kolosy w błękicieNORWEGIA / Nordkapp / Nordkapp / Wśród pięknej szarościNORWEGIA / Lofoty / Uttakleiv / Wtedy mogły jeszcze swobodnie plażowaćNORWEGIA / Norwegia północna / Norwegia północna / Czasem coś spadnieNORWEGIA / Lofoty / Å / Czasem jest słonecznie :)NORWEGIA / Lofoty / Moskenes / OdpływamNORWEGIA / Norwegia północna / Lofoty / Droga do HenningsværNORWEGIA / Lofoty / Uttakleiv / Uttakleiv - pole namiotoweNORWEGIA / Nordkapp / Nordkapp / NordkappNORWEGIA / Lofoty / Reine / ReineNORWEGIA / Lofoty / Lofoty / Reine w deszczuNORWEGIA / Pólnocna Norwegia / między Nordkappem , a Altą / Jak dobrze poplażowaćNORWEGIA / Norwegia północna / między Altą , a Lofotami / Duża góra wystająca z morzaNORWEGIA / Lofoty / Lofoty , niedaleko Svolvaer / Lofockie dróżkiNORWEGIA / droga 825 / przed Lofotami / Wjazd do Grovfjord

Dodane komentarze

janusz44 dołączył
13.02.2013

janusz44 2016-11-08 14:03:21

"Tak, dobrze się czyta tego rodzaju relacje - i nabywa się sporo przydatnej wiedzy, jeśli chcemy pójść w ślady dzielnego podróżnika-rowerzysty. Dzięki za interesującą relację - tom 1971."

Agah dołączył
23.11.2011

Agah 2016-11-01 13:23:21

Piękna relacja, piękne zdjęcia, zazdroszczę wytrzymałości i gratuluję! :)

gastropoda dołączył
19.05.2011

gastropoda 2016-10-30 22:40:41

Dobrze się czyta, szczególnie znając te tereny, jak i warunki

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl