Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Irańskie ABC > IRAN


krzychum krzychum Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie IRAN / Pustynia / Kaluts / Mina, my i jej przyjaciele w oczekiwaniu na zachód słońca na pustyniLuźne zapiski z dwutygodniowej podróży po Iranie, jaką odbyła czwórka lekko już dojrzałych (mam nadzieję, że nie tylko wiekiem) podróżników w listopadzie 2016 roku.
Za wyrażane tu opinie biorę jednak odpowiedzialność osobiście.

A jak Alkohol
No cóż. Po prostu nie ma. Trzeba się z tym pogodzić. Nałogowcy z rozpaczy mogą spróbować miejscowych piw bezalkoholowych. Raz spróbowałem. Siostra Alego, niezwykle uczynnego 30-latka z Qazwinu, pani psycholog mówi, że leczy wielu Irańczyków z choroby alkoholowej. Sam Ali z kolei wyznaje, że u niego w lodówce pomimo zakazu alkohol jest cały czas. Ale .... Ale spędziliśmy noc na pustyni z czwórką młodych, dwudziestoparoletnich Irańczyków. Hidżab z głowy Miny, Królowej Irańskiego Autostopu spadł natychmiast jak tylko szosa zniknęła za piaskowym wzgórzem. Była zabawa, dzikie śmiechy, tańce, piosenki przy ognisku, narzekanie na rzeczywistość, na pracę, tęsknota za Europą, Ameryką, światem. Było wszystko – ale nie było jednego, alkoholu. A wokół przecież były tylko piaski, ostańce, gwiezdne niebo i my, Europejczycy . Gdyby tylko mieli ochotę, mogliby wyjąć buteleczkę z plecaka. Dokładnie tak samo jak Mina mogła i zdjęła chustkę z głowy. Ale widać nie chcieli.

Zdjęcia: Kaluts, Pustynia, Mina, my i jej przyjaciele w oczekiwaniu na zachód słońca na pustyni, IRAN
Kaluts, Pustynia, Mina, my i jej przyjaciele w oczekiwaniu na zachód słońca na pustyni, IRAN


Mina, jej przyjaciele oraz my w oczekiwaniu na zachód słońca na pustyni Kaluts

B jak Bezpieczeństwo
Może 14 dni to za mało żeby się na ten temat wypowiadać. Ale to zawsze więcej niż zero, więc mam chyba prawo. I z niego skorzystam. Nigdzie nie czułem się bezpieczniej niż w Iranie. No może w Izraelu i Libanie (nad Polską muszę się zastanowić), ale tam wynikało to z ilości karabinów na km2. W Iranie natomiast z ilości życzliwych i przyjaznych osób na ten sam km2. Ilości notabene wielokrotnie większej niż ilość izraelskich czy libańskich automatów. Trudno nie czuć się bezpiecznie, gdy każdy chce ci pomóc zamówić taksówkę, właściciel kafejki zaprasza na herbatę, konduktor kilkukrotnie pyta czy na pewno jest OK a w restauracjach klienci sami objaśniają ci menu. Wszyscy piszą że do Iranu jedzie się dla kultury, przyrody i ludzi. Jest inaczej, jedzie się tam dla ludzi, kultury i przyrody.

Zdjęcia: Kazwin, Kazwin, Najlepsza herbata w Iranie, IRAN
Kazwin, Kazwin, Najlepsza herbata w Iranie, IRAN


Najlepsza herbaciarnia w naszej podróży

C jak Czador
Varzaneh, na pustyni, 100 km od Isfahanu jest miejscowością wyjątkową. Tylko tutaj kobiety zamiast czarnych czadorów noszą białe. Zakrywają się nimi niezwykle szczelnie tak, że na pustych, spalonych słońcem ulicach przemykają niczym duchy z powieści Zbigniewa Nienackiego Pan Samochodzik i Templariusze. Nasz przewodnik Reza w drodze na pustynię powiedział, że w okolicznych miejscowościach też kiedyś noszono białe czadory, ale młode kobiety teraz się ich wstydzą, noszą więc czarne i zwyczaj tam zanikł. W Varzaneh też niedługo tak będzie, dodał. Chciałem już powiedzieć, że bardzo się dziwię, bo w białych według mnie wyglądają dużo ładniej i bardziej intersująco. Ale na szczęście (po raz pierwszy i jedyny) ugryzłem się w język.

Zdjęcia: Varzaneh, Varzaneh, Kobieta w białym czadorze, IRAN
Varzaneh, Varzaneh, Kobieta w białym czadorze, IRAN


Biały czador w Varzaneh

D jak Drzwi
Tradycyjne domy w miastach i miasteczkach otwarte są do wewnątrz, na mniejszy bądź większy dziedziniec, który stanowi centrum życia rodzinnego. Z zewnątrz wyglądają na fortece do których prowadzą jedynie drewniane lub metalowe kryte drzwi. Każde pukanie musiało wywoływać w domu niemałe poruszenie. Kobiety musiały szybko stosownie się ubrać i okryć włosy lub całe sylwetki czadorami. Czasem tylko po to, aby przekonać się, że gościem jest siostra, kuzynka albo mąż czy brat. Można więc było otwierać drzwi bez całego tego zamieszania. Zapewne było to na tyle kłopotliwe, że problem kiedyś się sam rozwiązał. Jak - widać na zdjęciu drzwi do domu w którym nocowaliśmy. Próbowaliśmy i zapewniam, że ich dźwięki tych dwóch kołatek są rozróżnialne. Odgadnięcie, która jest męska, a która żeńska nie będzie też zapewne dla nikogo problemem.

Zdjęcia: Varzaneh, Varzaneh, Drzwi do naszego domu, IRAN
Varzaneh, Varzaneh, Drzwi do naszego domu, IRAN


Drzwi do naszego domu

Eeee, ..... gdzie ta Polska ?
W Teheranie aby wejść na peron, a później może nawet i do pociągu turyście nie wystarczy bilet. Bez wizyty na kolejowym posterunku i odpowiedniej adnotacji na bilecie nigdzie nie pojedziesz. Wepchaliśmy się więc całą ósemką (cztery osoby + cztery plecaki) do malej policyjnej kanciapy, gdzie trzech policjantów zajadło się kolacją. Angielskiego nie znali, Poland pomylili z Holland. Cisza, podpisu nie ma. Dopiero Lachestan jakby rozchmurzyło nieco ich oblicza. Ciągniemy dalej aby podtrzymać wątłą nić porozumienia. Warszawa, Wałęsa, Europa. Cisza. Z naszym papieżem już nie próbowaliśmy. I wtedy padło to słowo - Lewandowski ! Na twarzach pojawił się uśmiech. Jest hasło, jest odpowiedź - Kubiak ! Volleytball ! Jesteśmy w domu. To znaczy w pociągu.
Ps. Teraz, po słynnym w Iranie wystąpieniu naszego czołowego europosła możemy dodać jeszcze jedno nazwisko Janusz Korwin-Mikke

Zdjęcia: Alamut castle, Dolina Alamut, Panorama z Zamku Alamut (Zamki Asasynów), IRAN
Alamut castle, Dolina Alamut, Panorama z Zamku Alamut (Zamki Asasynów), IRAN


Jesienny widok ze szczytu Zamku Alamut (Zamek Asasynów)

F jak Food czyli jedzenie
Generalnie podróżując w obcym kraju masz trzy możliwości wyżywienia. Na ulicy, w domach i w restauracjach. Pierwsze dwie możliwości nigdy nas nie zawiodły i dostarczały za każdym razem wielorakich kulinarno-estetyczno-towarzyskich wrażeń. Trzecia czyli restauracje niejednokrotnie pozostawiały nas mocno rozczarowanymi, ale zawsze zdecydowanie uboższymi. Wydaje mi się, że idea restauracji rozumiana europejsko jest po prostu Irańczykom po prostu obca. Za to street food, wszelkie bary, barki i kanciapy jak najbardziej oddają ich ducha i nigdy się nie zawiedliśmy

Zdjęcia: Sziraz, Sziraz, Street food, IRAN
Sziraz, Sziraz, Street food, IRAN


Street food

G jak Grób Hafeza
Poezja jak 98 % Polaków kojarzy mi się z Rejem, Mickiewiczem i Brzechwą. Wiem jakim zdaniem zaczyna się Pan Tadeusz, ale już nie wiem jakim kończy. Znam nawet jeden, krótki cytat z Szymborskiej i fragment wiersza Staffa o deszczu, czym zapewne awansuję nawet do elity społecznej w tym zakresie. W Iranie natomiast byłbym niedouczonym pseudointeligentem, wymagającym natychmiastowej resocjalizacji aby dorównać otaczającemu go środowisku. Przy grobie Hafeza, XIV wiecznego poety perskiego stanowiącego centrum urokliwego małego parku w Szirazie przekonałem się o tym dobitnie. Nie chodzi o tłumy, głównie młodych ludzi przechadzających się wokół, ani o pary obsypujące jego grób czerwonymi kwiatkami, ani nawet o poezję melorecytowaną z głośników nastrojowo podświetlonego parku. Chodzi tylko o te kilka, kilkanaście osób stojących czy siedzących obok i z rozmodlonym wzrokiem czytających, recytujących jego poezję. I o tego pana który opowiada o nim (o jego poezji ?) i dyskutuje ze wszystkimi chętnymi których tu nie brakuje.
p.s. Czy ktoś z was wie, gdzie jest grób Jana Kochanowskiego?

Zdjęcia: Sziraz, Sziraz, Grób Hafeza, IRAN
Sziraz, Sziraz, Grób Hafeza, IRAN


Grób Hafeza w Szirazie

H jak Hidżab
Oznacza właściwie zapisaną w Koranie zasadę zachowania skromności, ale praktycznie utożsamia się go z obowiązkiem zasłaniania przez kobiety co najmniej włosów i skromny (teoretycznie) strój. I właśnie słowo teoretycznie ma tu kapitalne znaczenie. Danusia z Madzią bez końca komentowały wielość sposobów na jakie młode (i nie tylko) Iranki zasłaniają (tzn. odsłaniają) włosy. Czasami, rzeczywiście chusta stanowiła już tylko kwiatek do kożucha przykrywając tylko fragment wysoko upiętego koka. Mnie z Janem ewidentnie ta sytuacja podobała się. Oczekiwaliśmy braku jakichkolwiek estetycznych wrażeń w tym zakresie. A tu taka niespodzianka.
Z kronikarskiej rzetelności należy dodać, że na prowincji praktyka była już dużo bardziej zgodna z teorią i nasze zainteresowania w tym zakresie skierowane były dokładnie tam gdzie powinny. I oto zapewne chodzi.

Zdjęcia: Isfahan, Isfahan, Być kobietą ...., IRAN
Isfahan, Isfahan, Być kobietą ...., IRAN


Być kobietą, być kobietą .....

I jak Isfahan
Pół Iranu. Absolutne must see wszystkich grup wycieczkowych, backpakersów i independent travellers (to chyba my). Zawsze jestem do takich miejsc nastawiony z lekką rezerwą i niedowierzaniem, obawiając się, że rzeczywistość nie sprosta oczekiwaniom. W tym przypadku niesłusznie. Zostawiliśmy Isfahan na sam koniec naszej podróży. I słusznie. To była wielka kumulacja. Najładniejsze meczety (nie liczyłem ile), zjawiskowe pałace (dwa), plac Imama tak duży, że nie od rzeczy byłoby zorganizować wokół niego maraton, bazar przerastający moją (niezbyt dużą co prawda w tym temacie) wyobraźnię i ormiański kościół z apokaliptycznymi freskami odwiedzany przez irańskich turystów równie masowo co meczety.

Zdjęcia: Isfahan, Isfahan, Wnętrze Meczetu Lutf Allaha, IRAN
Isfahan, Isfahan, Wnętrze Meczetu Lutf Allaha, IRAN


Wnętrze meczetu Lutf Allaha

J jak Jałmużna
Jeden z pięciu filarów islamu. Ponoć szczególnie ważna właśnie dla szyitów których ojczyzną jest właśnie Iran. Hamid, irański gimnastyk będący naszym przewodnikiem w dolinie Alamut opowiada, że każdy płaci obowiązkowo 2,5 % swoich dochodów właśnie na ten cel. Ale co to za dobroczynność, gdy jest obowiązkowa niczym podatek? Jednak wyjeżdżając ze wsi wrzuca banknoty do jednej z niezwykle licznych żółtych skrzynek, rozsianych po wsiach i miastach całego Iranu. A więc nie tylko obowiązek. Później kilkukrotnie zostaliśmy poczęstowani ciepłą herbatą, a raz nawet pojemnikami zawierającymi lunch. To były prywatne, doraźne i dobrowolne akcje dobroczynne – pojedyncze osoby fundowały posiłki czy napoje i osobiście rozdawały je na ulicach.

Zdjęcia: varzaneh, Varzaneh, Skrzynka dobroczynności, IRAN
varzaneh, Varzaneh, Skrzynka dobroczynności, IRAN


Skrzynka dobroczynności

K jak Klapki
To w Iranie rzecz najbardziej niepotrzebna. Jeśli brak Wam miejsca w plecaku spokojnie możecie je odstrzelić. W domach wszyscy, a więc także i goście chodzą bez obuwia. W hotelowych pokojach podobnie. Pozostaje do rozwiązania tylko jeden problem. Co zrobić z bosymi stopami przy wejściu do łazienki? Podłoga jest często wilgotna, w wielu miejscach WC (kucane !) jest często obok prysznica służąc jednocześnie za odpływ. Idealnym rozwiązaniem są dyżurne klapki stojące przy wejściu do łazienki (w hotelach nawet 2, 3 pary). Wchodzisz zakładasz, wychodzisz zdejmujesz. Proste? Praktyczne? Wygodne? Dla wszystkich tylko nie dla autora który notorycznie zapominał je zdejmować i rozsiadał się przy stole (dywanie) w łazienkowych klapkach wzbudzając zażenowanie u gospodarzy i wesołość u towarzyszy podróży.

Zdjęcia: Kerman, Kerman, Na dywaniku bez klapek, IRAN
Kerman, Kerman, Na dywaniku bez klapek, IRAN


Na dywanie bez klapek

L jak leżakowanie na tachcie
Mój entuzjazm do spożywania posiłków na dywanie rozściełanym na podłodze lub na specjalnych podestach w restauracjach (tacht) słabł zawsze w miarę jedzenia. Oczywiście, odwrotnie do apetytu. Nijak nie mogłem się ułożyć. W pozycji jogina wytrzymywałem kilka minut, na lewym biodrze nie dłużej, na prawym jeszcze gorzej, a w pozycji klęcząco-siedzącej kilka sekund. Na dodatek ściśnięty w nieznany mu dotąd sposób żołądek buntował się kłując to z jednej, to z drugiej strony. Najchętniej położyłbym się w pozycji ucztującego Rzymianina, ale na ogół tyle miejsca nie było. Zresztą to i tak na długo nie pomagało. Biesiadujący z nami Irańczycy coś wyczuwali, bo za każdym razem jak tylko spojrzeli w moją stronę, ni z tego ni z owego zaczynali, tak ogólnie, że pewnie nam nie wygodnie, że nie jesteśmy przyzwyczajeni. Nieprawda, wszyscy byli przyzwyczajeni. Oprócz mnie. Ale i tak było warto. A już herbata na leżąco smakowała wybornie.

Zdjęcia: Jazd, Jazd, Poranna herbatka w hotelu, IRAN
Jazd, Jazd, Poranna herbatka w hotelu, IRAN


Poranna herbatka w starym domu przerobionym na hotel

M jak Muzeum Kaligrafii
Ponoć kameralne, pozbawione spektakularnych eksponatów ale za to pełne pasji muzea mają swój urok. Pisał o tym Orhan Pamuk, czyniąc takie właśnie muzeum lejtmotywem swojej książki. Nie jestem miłośnikiem oglądania eksponatów za szybą, ale Madzia uczyła się kiedyś kaligrafii i mieliśmy trochę wolnego czasu w Qazwinie. Słyszałem od niej, że kaligrafia jest sztuką. Co innego wiedzieć, co innego zrozumieć. I dopiero po tej wizycie dotarło do mnie, że nie tylko w treści ale i w samym stylu pisma może być coś niezwykłego. Dziś wybieramy czcionkę w Wordzie, rzadko wiążąc jej krój z tekstem który piszemy. W Persji to jak pisaliśmy i o czym pisaliśmy było tak samo sztuką. Szczególnie, że artyści z racji ograniczeń narzucanych przez islam właśnie w kaligrafii mogli dać upust swojej artystycznej duszy. Widać to także w odwiedzanych przez nas meczetach, wcześniej nie miałem nawet pojęcia, że te esy-floresy na ścianach są także pismem. Notabene, nazwiskiem jednego z najwybitniejszych kaligrafów perskich Mir Emad nazwany był nasz hotel.

Zdjęcia: Isfahan, Isfahan, Kaligrafia jest sztuką !, IRAN
Isfahan, Isfahan, Kaligrafia jest sztuką !, IRAN


Kaligrafia jest sztuką!

N czyli Noc w autokarze
Dla tych, którzy tak jak ja, jeszcze nigdy nie lecieli samolotową pierwszą klasą podróż autobusem w Iranie jest najlepszą okazją by poznać to uczucie. Wystarczy wykupić dowolny bilet na autokar klasy VIP (mahmooly). Tylko 3 szerokie siedzenia w rzędzie, porządnie rozkładane, z wysuwanym podnóżkiem i gigantyczną przestrzenią na nogi. Stewardes co prawda nie ma, ale zdarzają się nawet posiłki w cenie i miłe towarzystwo, jak zwykle chętnych do rozmowy i pomocy Irańczyków. Jeśli na dodatek wykupimy nocny kurs to mamy 3 w jedynym: przejazd, nocleg i VIP klasę. Wszystko to za ok. 30 PLN. Janek mówi, że w Boliwii pierwsza klasa (autobusowa) jest jeszcze lepsza i jeszcze tańsza. Czyli, gdzie następna wycieczka ?

Zdjęcia: Sziraz, Sziraz, Jesteśmy VIPami !, IRAN
Sziraz, Sziraz, Jesteśmy VIPami !, IRAN


Jesteśmy VIPami !

O jak One million star hotel
Nocleg na pustyni jest obowiązkowym punktem doświadczania Wielkiej Piaskownicy. Połączyliśmy to z obejrzeniem słynnych Kaluts czyli piaskowych ostańców wznoszących się niczym zamczyska nawet kilkadziesiąt metrów ponad powierzchnię pustyni. Ponieważ TURYSTOM JEST WIECZNIE MAŁO dodaliśmy jeszcze zachód słońca (ledwo zdążyliśmy), wschód słońca (ledwo wstaliśmy, niektórzy wcale), krótki gwiezdny wykład Janka, ognisko na pustyni i irańskie pieśni a capella. Polskie też były, ale brzmiały cienko jakoś. Doszła jeszcze nieplanowana atrakcja w postaci przenikliwego zimna pod cienkimi kocami. Ale widok jarzącej się Drogi Mlecznej w kompletnej ciemności niezapomniany i niepowtarzalny. Chyba że znowu na pustyni.

Zdjęcia: Kaluts, Pustynia, One milion star hotel, IRAN
Kaluts, Pustynia, One milion star hotel, IRAN



P jak Persepolis
Wielbiciele ruinek (znam taką jedną osobę, naprawdę!) będą w raju. Sceptycy i umiarkowani fani, do których zdecydowanie się zaliczam, nie posiadający dość wyobraźni aby zobaczyć i poczuć to czego już nie ma zaliczają kolejne, kilkuhektarowe Must See. Przewidując kłopoty w interpretacji zmurszałych nieco faktów bierzemy przewodnika. Okazuje się nim były nauczyciel angielskiego który mówi jednak z akcentem panującym zapewne w czasach Cyrusa Wielkiego i nawet Janek nie wszystko rozumie. Ale wszyscy zrozumieliśmy jedno - dumę jaka rozpiera Persów gdy pokazują Persepolis, mówią o swoim narodzie i jego wielotysiącletniej historii.
Spotykany przez nas później, w Isfahanie mężczyzna pokazywał nam zdjęcia z polskimi politykami. Na moją na pół-żartobliwą, na pół złośliwą a w zasadzie głupią uwagę że jest Great Man odpowiedział: I am not a great man, but my Nation is Great ! Bez Persepolis tego zdania nie zrozumiecie.

Zdjęcia: Pesepolis, Sziraz, Persepolis w tle, IRAN
Pesepolis, Sziraz, Persepolis w tle, IRAN



R jak Religia
No cóż, jest obecna wszędzie. Na ulicy, w hotelu, w sklepach, w meczetach i pałacach, parkach i samochodach. Jak by nie było Iran to jedyne oprócz Watykanu państwo w którym najwyższą władzę sprawują duchowni i oni decydują zarówno w sprawach państwowych i religijnych. Rządzą zarówno tą, zapewne większością która mówi o sobie muslim, jak i marginalnymi zoroastrianami, chrześcijanami a także setkami tysięcy, a może i milionami tych, którzy marzą o rozpuszczonych na wietrze włosach, restauracjach z wodnymi fajkami, dyskotekach, facebooku i prawie do bycia ateistą. Zderzenie tych dwóch światów dla turysty widoczne jest od razu. Kontrast pomiędzy z jednej strony wizerunkami ajatollahów, kobietami ukrytymi za czadorami i tłumami młodych ludzi w świętych miejscach szyitów, a z drugiej zsuwającymi się chustami kobiet, marzeniami o Europie, Ameryce i otwarcie (w rozmowach z nami) wyrażaną beznadzieją i niechęcią do rządzących jest nie do nie zauważenia. I może tylko Polacy, a może to tylko ja mam wrażenie, że znam dobrze to społeczeństwo dwóch plemion żyjących w jednym państwie.

Zdjęcia: Yazd, Yazd, Różowy Meczet, IRAN
Yazd, Yazd, Różowy Meczet, IRAN


Wnętrze Różowego Meczetu

S jak Sandżan
Przenikliwy, listopadowy ziąb pustynny szybko wygnał nas z barbeque urządzonego przez Rezę na pustyni. Nawet gwieździste niebo, szybko stygnące szaszłyki z kurczaka i gorąca herbata nie sprawiły abyśmy chcieli zostać tu dłużej niż jest to konieczne. Nasz kierowca, właściciel rzęcha, kultowego tu już automobilu zwanego Peykanem znał może 10 angielskich słów. Mimo to dowiedzieliśmy się, że jest farmerem którego susza pozbawiła podstawowego dotąd źródła utrzymania. Teraz wozi turystów w firmie jego przyjaciela Rezy. Obok naszej trasy ma farmę i jest tam animal którego chce nam pokazać. Powtórzył to trzy razy, w Iranie wtedy się nie odmawia. Zajechaliśmy na otoczone cmentarnym murem, ciemne i zapyziałe, pełne gruzu i innych resztek podwórko. Gospodarz krzyczy Sandżan i biega po gruzowisku oświetlając je nikłym światłem komórki. Sandżan, czymkolwiek by był nie ujawnia się. Nie są nim na pewno kozy czy owce majaczące w półmroku, bo gospodarz nie zwraca na nie uwagi. Wreszcie po kilku minutach poszukiwań nie widomo czego, w które zaangażowała się i nasza czwórka wybrzmiewa radosny okrzyk. Podbiegamy i widzimy gospodarza głaszczącego ....... prawdziwego jeżozwierza. Tak, tak, nie dziwcie się - tuż za głową, przed kolcami jeżozwierz ma prawdziwe, miękkie futerko ! Sandżan ma dwa lata i jest ponoć jedyny w całej prowincji Isfahan.

Zdjęcia: Różowy Meczet, Sziraz, Nasza czwórka na słono, IRAN
Różowy Meczet, Sziraz, Nasza czwórka na słono, IRAN


Czwórka na słono

T jak Taksówkarz
To było w Qazwinie, czwartego dnia pobytu. Nie znał angielskiego, jak większość jego kolegów po fachu. Podaliśmy adres w farsi czyli Czechel Sotum (Pałac 40 kolumn) i pojechaliśmy. Po drodze obejrzeliśmy zdjęcia (nieżyjącego ?) brata który, albo był dziennikarzem, albo mudżahedinem w Daesz (to raczej mało prawdopodobne), albo dziennikarzem i zginął z rąk mudżahedinów albo wszystko na raz. Tak gaworząc w dwóch albo nawet trzech językach, każdy w swoim dojechaliśmy na miejsce. Wręczamy należne 50 tomanów (5 zeta) i słyszymy nagłe No. Ponawiamy, wręcz wciskamy jeszcze trzykrotnie, dokładnie tak jak każe irański taarof. Nic. Na twarzy cały czas szeroki uśmiech i Welcome to Iran !

Zdjęcia: Varzaneh, Varzaneh, Babcia Alego (86 lat) i jej warsztat tkacki, IRAN
Varzaneh, Varzaneh, Babcia Alego (86 lat) i jej warsztat tkacki, IRAN


Babcia Alego (86 lat) i jej domowy warsztat tkacki

U jak USA
Tak jakbym to skądś pamiętał. Z jednej strony niezbyt wymyślne plakaty propagandowe, rodem z głębokiego PRL-u i urzędową (ale nie tylko) nienawiść do amerykańskiego szatana. Z drugiej strony salony Apple, Coca-Cola na każdym rogu, omijany pomimo sankcji Facebook i Instagram. Do tego przyjeżdżający w sentymentalną podróż prosto z Nowego Jorku wyklęci irańscy uchodźcy z i młodzież, która każdym gestem i słowem wyraża to, gdzie i jak chce żyć. Ech, zackniło mi się.
I gdy patrzyłem na pochylonych nad szklanką Coli lub Pepsi młodych ludzi to przypomniały się mi wtedy (lekko zmienione) słowa młodego Witii Pawlaka z Samych Swoich: Oj tatko, jak ja się już tak tej Coli napiję, to tak tej Ameryki nienawidzę!

Zdjęcia: Amir Complex, Jazd, Widok znad szklanki Coli, IRAN
Amir Complex, Jazd, Widok znad szklanki Coli, IRAN


Widok znad szklanki Coli

W jak Wesele
Widzieliśmy film z irańskiego wesela. Piękna panna młoda w białej sukni z dekoltem, wieczór, tłum gości w strojach wieczorowych, panie w sukniach, panowie w garniturach, wysoko w niebo strzelają fajerwerki. Niby nic niezwykłego, gdyby nie to, że to wszystko jest w Islamskiej Republice Iranu zakazane. Zarówno dekolt panny młodej jak i jej suknia, kreacje pań jak i wspólna zabawa. To się da ukryć – powiedział Ali, nasz dobry duch z Qazwinu. Ale jak na Boga ukryć fajerwerki?

Zdjęcia: Isfahan, Isfahan, Przyjaciółki, IRAN
Isfahan, Isfahan, Przyjaciółki, IRAN


Przyjaciółki

X jak Toalety (na X nic nie wymyśliłem)
Dla podróżujących przedstawicieli europejskiej cywilizacji to temat rzeka. Wszystko już zostało powiedziane i nie będę rozwodził się nad wyższością (lub niższością) europejskiego sposobu pozbywania się pokarmowych resztek. Chciałabym napisać o czystości. Pierwszym co uderza po wejściu np. do dworcowej męskiej toalety (o damskiej nie będę się wypowiadał) to ilość umywalek. Prawie równa, o ile nie większa niż ilość pozostałych stanowisk. Drugim - ilość użytkowników starannie myjących dłonie, przedramiona, ramiona, głowę i nogi. Tak nogi, bo wszędzie są specjalne stanowiska do mycia nóg. Trzecim jest już wniosek, jaki mnie, jako stałemu bywalców męskich WC-etów w Polsce i Europie nasuwa się samoczynnie. Nie będę go już wypowiadał. Dodam tylko, że w trakcie kilku długich podróży autobusowych i samochodowych, kilku tysięcy przejechanych kilometrów nie zauważyłem (a ze względów jak najbardziej oczywistych byłem przytomny cały czas) żadnego kierowcy w charakterystycznej dla polskich dróg pozie. Przy żadnym drzewku, ścianie, zakamarku czy na tyłach budynków. Może dlatego że drzew było nie za dużo. Ale z drugiej strony - kuweta też nie była mała!


Y jak Kobiece Kształty, bo Yeti ponoć jest kobietą
Wreszcie coś dla fizycznych. Takie Góry Świętokrzyskie złożone z samych piasków. Po 15 minutowym moczeniu nóg w słonej wodzie Słonej Pustyni (brzmi lekko absurdalnie, ale to prawda !), pozbawieni złych uczuć, które ta woda z nas wygnała szturmujemy piaszczyste wzniesienia aby zobaczyć spadające szybko słońce. Zadanie mamy ułatwione. Wczoraj spadł mały deszcz, czyli 25% rocznych opadów i piasek zamienił się w twardą niczym zmrożony śnieg skorupę. Piaskowe góry uformowane przez wiejące wiatry tworzą malowniczo wijące się niczym ogon węża grzbiety. Reza, nasz przewodnik-geolog wyjaśnia nam reguły tego zjawiska. Ale ja widzę tu głównie co innego. Wiatr-artystę. Łagodne linie piaskowych wydm nasuwają mi oczywiste, jakże miłe skojarzenie. Dzielę się nim z Rezą, licząc na krótką, męską wymianę zdań ze specjalistą od piasków. Odpowiedzią jest jednak milczenie. No cóż, to się chyba nazywa faux pas. A może to po prostu mój angielski?

Zdjęcia: Varzaneh, Varzaneh, Wydmy na pustyni, IRAN
Varzaneh, Varzaneh, Wydmy na pustyni, IRAN



Z jak Zoroastrianie
Właściwie po najstarszej monoteistycznej religii zostały już tylko resztki - nieliczne świątynie, zrujnowane wieże milczenia i niecałe 200 tysięcy wyznawców w Indiach i Iranie. W skali świata tyle co nic. Była to jednak ponad 2 tysiące lat temu religia państwowa. Nawet nie państwa a imperium Cyrusa i Dariusza (obaj Wielcy). Z powierzchnią ziemi zmietli ją Arabowie krzewiący nowa wiarę islam. Niemniej dziś na ulicach Jazdu (10 tysięcy Zoroastian w prawie milionowym mieście) symbole zoroastryjskie są na każdym kroku - breloczki w taksówkach, pierścienie na dłoniach wyznawców islamu, na meblach sprzedawanych w salonie meblowym, na niezliczonych pamiątkach i gadżetach sprzedawanych irański turystom. Oj, mam wrażenie, że jakby było im trochę tej religii żal. A może to tylko snobizm ?

Zdjęcia: Światynia Czak Czak, Sziraz, Fravashi - symbol Zoroastrian, IRAN
Światynia Czak Czak, Sziraz, Fravashi - symbol Zoroastrian, IRAN


Fravashi - symbol Zoroastrian

Nie wiem czy zauważyliście, że im gorsze dzieło tym więcej podziękowań. Na ogół zamieszczanych na początku. Ale ja, aby się choć trochę wyróżnić napiszę je dla odmiany na końcu.
Dla Bogu ducha winnych współtowarzyszy podróży których uwagi i wrażenia bez ich wiedzy i zgody też się zapewne tu znalazły. Będąc razem przez 14 dni można się pogubić w tym co jest wytworem własnego umysłu a co wspólne lub wręcz cudze.
Dla Dyrekcji - bez Niej nie byłoby nic, chaos i pustka, a już na pewno nie byłoby podróży po Iranie.
Dla Danusi - że nauczyła nas, że słów: tylko, zawsze, nigdy, zazwyczaj można używać tylko w odniesieniu do samych siebie. Zauważyliście że powyższym tekście nie padło żadne z nich !
Dla Iana - że jak na prawdziwego lewicowca przystało nie zlekceważył absolutnie nikogo kto do nas się uśmiechnął i za jego wiedzę, która jest dla mnie równie wielka i niepojęta jak imperium Cyrusa Wielkiego dla pierwszych Piastów.

Zdjęcia

IRAN / Pustynia / Kaluts / Mina, my i jej przyjaciele w oczekiwaniu na zachód słońca na pustyniIRAN / Varzaneh / Varzaneh / Drzwi do naszego domuIRAN / Varzaneh / Varzaneh / Kobieta w białym czadorzeIRAN / Kazwin / Kazwin / Najlepsza herbata w IranieIRAN / Dolina Alamut / Alamut castle / Panorama z Zamku Alamut (Zamki Asasynów)IRAN / Sziraz / Sziraz / Street foodIRAN / Sziraz / Sziraz / Grób HafezaIRAN / Isfahan / Isfahan / Być kobietą ....IRAN / Isfahan / Isfahan / Wnętrze Meczetu Lutf AllahaIRAN / Varzaneh / varzaneh / Skrzynka dobroczynnościIRAN / Kerman / Kerman / Na dywaniku bez klapekIRAN / Jazd / Jazd / Poranna herbatka w hoteluIRAN / Isfahan / Isfahan / Kaligrafia jest sztuką !IRAN / Sziraz / Sziraz / Jesteśmy VIPami !IRAN / Pustynia / Kaluts / One milion star hotelIRAN / Sziraz / Pesepolis / Persepolis w tleIRAN / Sziraz / Różowy Meczet / Nasza czwórka na słonoIRAN / Jazd / Amir Complex / Widok znad szklanki ColiIRAN / Varzaneh / Varzaneh / Babcia Alego (86 lat) i jej warsztat tkackiIRAN / Isfahan / Isfahan / PrzyjaciółkiIRAN / Varzaneh / Varzaneh / Wydmy na pustyniIRAN / Sziraz / Światynia Czak Czak / Fravashi - symbol ZoroastrianIRAN / Yazd / Yazd / Różowy Meczet

Dodane komentarze

paweł.p dołączył
01.05.2014

paweł.p 2017-09-25 20:28:38

Bardzo ciekawy artykuł, przeczytałem z wielką przyjemnością. Co nie często mi się tu zdarza.

baobab-ka dołączył
02.10.2015

baobab-ka 2016-12-17 17:40:46

Fajny, dziękuję :)

pan wladek z magazynu dołączył
29.02.2012

pan wladek z magazynu 2016-12-04 21:49:25

"Dobry artykuł. Też byłem w tym roku w Iranie i potwierdzam, że to baaardzo bezpieczny kraj!"

el_gato dołączył
20.03.2012

el_gato 2016-12-01 21:04:15

"Dzięki za super artykuł! :-)"

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl