Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Spacerkiem po Kijowie i Czarnobylu > UKRAINA


igebski igebski Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie UKRAINA / Kijów / Meżihiria / Willa HonkaRelacja z odwiedzonych miejsc w Kijowie, Meżihorii i Czarnobylu. Sobory, rezydencje, pomniki, stadiony, wymarłe miasta i wsie.

Zaraz po wylądowaniu w Kijowie przekonałem się, że moja internetowa wiedza o cenach na Ukrainie jest już mocno zdezaktualizowana. Wartość hrywny spada bowiem w szybkim tempie, a tym samym rośnie inflacja. I tak oto za przejazd autobusem (Skybus linia 322) z lotniska w Borispolu do dworca głównego trzeba obecnie zapłacić 80 hrywien, czyli około 15 złotych. Można nieco zaoszczędzić wysiadając na stacji metra Charkowska. Wtedy bilet kosztuje 50 hrywien, a za przejazd metrem niezależnie od ilości stacji zapłacimy tylko 4 UAH. Skoro mowa o metrze, to Kijów może poszczycić się aż trzema liniami tego środka komunikacji oraz posiadaniem najgłębszej stacji na świecie. Myślę tu o Arsenalnej, której głębokość wynosi 105 metrów. Zjazd i wyjazd dwoma parami ruchomych schodów zajmuje pasażerom około dziesięciu minut.

Zdjęcia: Meżihiria, Kijów, Willa Honka, UKRAINA
Meżihiria, Kijów, Willa Honka, UKRAINA



Hostel Happy Buddha, w którym zabukowałem noclegi, mieści się przy ulicy Saksaganskogo 69. Z dworca kolejowego idzie się tutaj około 20 minut. Hostel mieści się na drugim piętrze starej kamienicy i jest dość tani, zważywszy na lokalizację w centrum miasta (za cztery noclegi zapłaciłem równowartość 74 zł). Wyposażenie standardowe: łóżka piętrowe, biurko w pokoju, klimatyzacja, Wi-Fi, kuchnia, łazienka i toaleta. Cóż więcej chcieć, skoro przebywa się tu praktycznie tylko w nocy?
W hostelu zameldowałem się około piętnastej. W niespełna godzinę później wybrałem na pierwszy zapoznawczy spacer. Ulicą Saksaganskogo doszedłem do Stadionu Olimpijskiego. Stadion istnieje od 1923 roku. Od tego czasu wielokrotnie go przebudowywano, a podczas Mistrzostw Europy w 2012 roku rozegrano na nim finałowy mecz. W sezonie 2017/2018 odbędzie się tu także finał Ligi Mistrzów UEFA. Spod stadionu przeszedłem obok ogromnego Centrum Handlowego Guliver i Rynku Besarabskiego (Besarabka) na słynny kijowski Chreszczatyk. Stąd miałem już tylko kilkaset metrów do jeszcze bardziej obecnego w powszechnej świadomości za sprawą gorących wydarzeń politycznych (2004- 2005 pomarańczowa rewolucja, 2013-2014 Euromajdan) Placu Niepodległości. Tu zawsze jest pełno ludzi. Obok stałych elementów Majdanu, czyli kolumny z bóstwem Berehinia, pomnika Kozaka Mamaja, pomnika założycieli Kijowa i Lackiej Bramy, z okazji odbywającego się niedawno festiwalu umieszczono wśród kwiatowych kobierców żółty napis EUROVISION, w którym literkę "V" zastępuje serce w barwach narodowych Ukrainy. Po krótkiej kontemplacji Majdanu idę dalej, w stronę Dniepru. Po drodze mijam tablicę nagrobną poświęconą poległemu uczestnikowi Euromajdanu. Po jej obu stronach znajdują się metalowe krzyżaki, a na nich zawieszone są po trzy opony. Napis na tablicy: Siergiej Nigojan, Synu mój! Modlę się i płaczę za Tobą. W pobliskim Parku Maryjskim znajduje się doskonały punkt widokowy, z którego widać Dniepr i położone po jego lewej stronie sypialne dzielnice Kijowa. Przede wszystkim jednak stoi tutaj ogromna betonowa tęcza, a pod nią rzeźby różnych postaci. Na jednej z nich znajduje się dwóch ludzi trzymających w wyciągniętych rękach odznakę z napisem Drużba Narodow (Przyjaźń Narodów). Na jej cokole ktoś namalował ukraińską flagę i umieścił dopisek (w tłumaczeniu) Chwała Ukrainie. Jest to Arka Przyjaźni Narodów, którą jeszcze niedawno władze planowały zdemontować w ramach dekomunizacji. Ostatecznie jednak zdecydowano, że usunięto zostaną tylko rzeźby, zaś tęcza pozostanie.

Zdjęcia: Kijów, Kijów, Sobór Sofijski, UKRAINA
Kijów, Kijów, Sobór Sofijski, UKRAINA



Pod wieczór niebo się zachmurzyło i zaczął kropić deszcz. Zdecydowałem się więc wracać do hostelu. Tym razem nieco inną drogą. Zaraz za Rynkiem Besarabskim zszedłem do przejścia podziemnego, które okazało się wielką, ciągnącą się przez kilkaset metrów galerią handlową. Wyszedłem na ulicę Lwa Tołstoja. Z pobliskiego parku docierały dźwięki muzyki. Poszedłem więc popatrzeć i posłuchać. Czteroosobowy Charlie Band wykonywał wiązankę popularnych melodii, niemiłosiernie przy tym fałszując, co wychwytywało nawet moje drewniane ucho. Mimo to ludzie zatrzymywali się i dość często wrzucali pieniądze do futerału. Park nazwano imieniem Tarasa Szewczenki. Również pobliski uniwersytet nosi miano ukraińskiego poety.

Zaglądam jeszcze do sklepu spożywczego i uzupełniam zapasy. A oto przykładowe ceny: 5 bułek - 8 UAH, woda 0,75 - 10,5 UAH, Piwo Arsenał 1,25 l, zawartość alk. 8% - 31,90 UAH. Dodam jeszcze, że hrywny nabywałem w Polsce po kursie 0,188. Po przyjeździe zorientowałem się, że w ukraińskich kantorach przelicznik byłby korzystniejszy. No, ale mądry Polak po szkodzie...
Kolejny dzień w Kijowie rozpoczynam od spaceru na Dworzec Główny. Przede wszystkim odnajduję tu miejsce, z którego za dwa dni mam jechać do Czarnobyla. Potem przedzieram się przez tłumy babuszek oferujących kwatery i sprzedających kwiaty oraz namolnych taksówkarzy, by dotrzeć do stacji metra Wokzalna. Wrzucam żeton do otworu przy bramkach i zjeżdżam schodami w dół. Składy metra kursują z dużą częstotliwością, ale i tak są przepełnione, przynajmniej do Chreszczatyku. Potem trochę się przeluźnia. Wysiadam na stacji Arsenalna, ale nie wyjeżdżam na powierzchnię. Robię zdjęcie marmurowym ścianom tej najgłębiej na świecie położonej stacji, po czym wsiadam do kolejnego pociągu. Wysiadam na stacji Dnipro, która mieści się na moście łączącym oba brzegi Dniepru. Schodzę po schodach na dół i idę wzdłuż rzeki bez wyraźnie sprecyzowanego planu. Po lewej stronie mam wodę, zaś po prawej zalesione wzgórza. Po jakimś czasie, gdzieś na wysokości Ławry Pieczerskiej, skręcam z Nadbrzeżnej szosy (mam nadzieję, że dobrze tłumaczę miejscowe nazwy) i zawracam nieco wyżej położonym Dnieprowskim urwiskiem. Wkrótce moim oczom ukazuje się Pomnik Ofiar Wielkiego Głodu. Jest to potężny monument w kształcie świecy, wysoki na 30 metrów. Upamiętnia on ofiary trzech klęsk głodu z lat 1921 - 1947, kiedy to życie straciło około dziesięciu milionów mieszkańców Ukrainy. Od strony Dniepru do pomnika prowadzą wysokie schody. Po drugiej stronie na sporym placu stoi rzeźba przedstawiająca wychudzoną dziewczynkę z kłosami zboża w rękach. Tu trzeba dodać, że w latach trzydziestych zerwanie kłosa zboża traktowane było jako przestępstwo przeciw ZSRR. W 1932 roku wydano nawet specjalny dekret, na mocy którego za kradzież pięciu kłosów groziła śmierć lub 10 lat łagru.

Zdjęcia: Meżihiria, Kijów, Rezydencja Janukowycza, UKRAINA
Meżihiria, Kijów, Rezydencja Janukowycza, UKRAINA



Idąc w stronę Parkowej drogi mijam pomnik Leonida Bykowa, znanego aktora i reżysera, który zginął w wypadku drogowym pod Kijowem. Dużo dalej natrafiam na stadion Dynama Kijów im. Walerego Łobanowskiego. Po chwili zaś dochodzę do Majdanu, tym razem z innej strony niż poprzedniego dnia. Zaczepia mnie kobieta, która przedstawia się jako Natasza. Proponuje mi nabycie czegoś w rodzaju bransoletki uplecionej ze wstążeczek w kolorach narodowych. Tłumaczy, że dochód z datków przeznaczany jest na pomoc poszkodowanym podczas Euromajdanu. Nie wyznacza ceny, więc daję jej 20 hrywien. Przy placu rzucają się w oczy olbrzymie niebieskie banery z zerwanymi łańcuchami i napisem po angielsku i po ukraińsku: Wolność to nasza religia!
Kierowca białego opla vivaro zachęca do skorzystania z wycieczki do Międzygórza (Meżyhiria). Zwiedzanie posiadłości byłego prezydenta Wiktora Janukowycza miałem w planie, więc podszedłem i zapytałem o cenę.

- Dwieście hrywien za transport w tę i z powrotem oraz 100 za wejście - usłyszałem.
Wcześniej czytałem, że takie wycieczki są tańsze. Zapytałem więc, dlaczego tak drogo.
- Bo hrywna leci w dupę i dlatego wszystko drożeje! - dosadnie wytłumaczył mi Pajo, bo tak miał na imię sympatyczny skądinąd kierowca. Później dowiedziałem się, że rozumie po polsku, bo pracował w naszym kraju przez kilka lat. Póki co nie miał jeszcze kompletu pasażerów, więc poszedłem obejrzeć Złotą Bramę (Zołoti Worota). To tutaj według podań miał wyszczerbić swój miecz Bolesław Chrobry. Oczywiście obecny wygląd tego obiektu, po wielu rekonstrukcjach, niewiele ma zapewne wspólnego z tym co zbudowano tutaj w XI wieku.

Zdjęcia: Kijów, Kijów, Monaster św. Michała Archanioła, UKRAINA
Kijów, Kijów, Monaster św. Michała Archanioła, UKRAINA



Po upływie pół godziny zebrał się komplet chętnych do obejrzenia Narodowego Parku Ukrainy, czyli "parku korupcji" jak potocznie nazywa się dawną posiadłość Wiktora Janukowycza: dwoje Rosjan z Petersburga, trójka Ukraińców i ja. Na miejsce jedziemy niespełna pół godziny. Przy bramie wisi cennik zwiedzania, z którego wynika, że wstęp we wtorek kosztuje 40 hrywien, w poniedziałek, środę, czwartek i piątek 100, zaś w sobotę i niedzielę 120. Jakby tego było mało wprowadzono jeszcze cennik poranny i wieczorny, kiedy to na teren rezydencji można wejść jedynie za 50 hrywien. Ceny te nie obejmują oczywiście wejścia do wnętrza Honki (główna willa) i FOK (gmach z oranżerią, kriokomorą i tp.). Za to trzeba wyłożyć kolejne 200 hrywien, a zwiedzanie odbywa się w grupach co dwie godziny.

Meżyhiria nie była w całości własnością Janukowycza. Ta ponad 135-hektarowa rezydencja była niegdyś państwowa, on sam zaś wprowadził się tam, gdy po raz pierwszy był premierem w 2002 roku. Wykupił bodajże 2 hektary, zaś resztę dzierżawił za symboliczną opłatę. Nie przeszkadzało mu to oczywiście w urządzeniu rezydencji z iście królewskim przepychem. I nie chodzi tu wyłącznie o meble, zastawę stołową czy fontanny na sztucznym jeziorku. Janukowycz miał do dyspozycji własne ZOO, sad owocowy, pole golfowe, korty tenisowe, oraz potężny park starych i nowych aut. Do tego szczycił się posiadaniem dwukilogramowej sztabki złota w kształcie bochenka chleba. Oryginalną sztabkę skradziono, ale jej replika jest widoczna w oknie FOK, tuż obok figury przedstawiającej samego Janukowycza w granatowej czapce uszance. Miniaturki owej sztabki można nabyć na stoiskach z pamiątkami za jedynie 25 hrywien. Sprzedawane są też miniaturki złotych sedesów. Tak naprawdę jednak Janukowycz nie był aż tak próżny, żeby sprawić sobie przyjemność defekacji na złotej muszli. Tak więc opowieści o takowej są owocem fantazji turystów.
Mam pecha, bo garaże z autami retro są tego dnia zamknięte. Nie mogę więc popatrzeć na stare czajki, wołgi, ziły, gazy, zaporożce, fordy, chevrolety czy bentleye. Niewiele też jest obecnie do oglądania w prywatnym ZOO. Kiedyś były tu m.in. sarny, antylopy, łosie i kangury. Teraz zobaczyłem tylko kilka krów, kóz, owiec i strusi.

Po terenie rezydencji chodziłem przez ponad dwie godziny, ale wszystkiego oczywiście nie obejrzałem. Zapewne szybciej i więcej można byłoby zobaczyć korzystając z meleksów lub rowerów, które można wynająć tuż przy bramie wejściowej.
Po powrocie do Kijowa wysiadam przy dworcu rzecznym. Wykupuję godzinny rejs po Dnieprze pod nazwą "Panorama Kijowa" za 100 hrywien (trochę się przy tym dziwię, gdyż w cenniku jest napisane 150). Wycieczkowy stateczek ma dwa poziomy: dolny zabudowany i górny odkryty. Zajmuję miejsce na tym ostatnim. Płyniemy najpierw w dół rzeki, mijając po prawej stronie Pomnik Przyjaźni Narodów i stację metra Dnipro. Dalej spoza zalesionego wysokiego brzegu wyłaniają się złote kopuły Peczerskiej Ławry oraz potężny monument Matki Ojczyzny. Na wysokości tej ostatniej statek zawraca i płynie bliżej drugiego brzegu Dniepru, a właściwie jednej z wysp. Widać tu piaszczyste plaże, pływający hotel, jakieś domki letniskowe i sporo zieleni.

Zdjęcia: Meżihiria, Kijów, Honka, UKRAINA
Meżihiria, Kijów, Honka, UKRAINA



Po wyjściu z dworca rzecznego przechodzę obok stacji metra Poshtowa Ploshcha i wjeżdżam kolejką Funicular na wzgórze zwane Volodymirską górką. Funicular to kolejka linowo-terenowa składająca się tylko z jednego wagonu. Przejazd kosztuje 3 hrywny. Kieruję się następnie w stronę Starego Kijowa. Już po paru minutach rzucają mi się w oczy niebieskie ściany Monasteru św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach. W jego skład obok budynków monasteru wchodzi sobór św. Michała Archanioła, dzwonnica z 1719 roku, Refektarz św. Jana Ewangelisty z 1713 oraz Brama Ekonomiczna z 1760 r. Wszystkie te obiekty wyglądają bardzo okazale i są po prostu piękne. Niestety, z dawnych czasów oryginalny jest tylko refektarz. Reszta została zburzona w latach trzydziestych przez władze radzieckie. Planowano tu postawić nowe budynki rządowe, ale ostatecznie powstał tylko gmach, w którym obecnie mieści się MSZ Ukrainy. Sam monaster pieczołowicie odbudowano dopiero w latach dziewięćdziesiątych ub. wieku.
Wchodzę do środka, przez chwilę obserwuję modlące się gorliwie kobiety, słucham mocnego barytonu prawosławnego duchownego, który żegnając się i skłaniając głowę przed ołtarzem, donośnie śpiewa pieśni cerkiewne. Robię trochę zdjęć i próbuję nagrywać, ale jakiś młody pop uświadamia mi, że jest to zabronione. Rzeczywiście na tabliczce przed soborem wśród wielu innych zakazów widnieje też przekreślony aparat.

Idę dalej. Mijam plac Chmielnickiego z pomnikiem wielkiego hetmana na koniu (bohatera Ukrainy i wroga Polski), który umieszczono na ogromnym kamiennym cokole. Dochodzę do bramy Soboru Sofijskiego (Sobór Mądrości Bożej). Ta cerkiew ma białe ściany i złoto-zielone kopuły. Sowieci również tę świątynię planowali zniszczyć. Najpierw zakazali odprawiania nabożeństw, a w 1941 roku chcieli wysadzić sobór w powietrze, ale nie zdążyli przed wejściem Niemców. Obiekt wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO i obecnie mieści się tu muzeum oraz siedziba metropolity kijowskiego. Pewnie dlatego wejście jest płatne. Samo zwiedzanie terenu, bez wejścia na wieżę i do muzeum, kosztuje 20 hrywien. Z innych opcji nie mogę skorzystać, gdyż w środy są dostępne tylko do godz. siedemnastej. A jest już kwadrans po.

Dochodzę do Chreszczatyku i postanawiam nieco odpocząć po całodziennym zwiedzaniu. Siadam przy stoliku wystawionym przed jeden z pubów i zamawiam piwo. Półlitrowy kufel kosztuje 45 hrywien. Dla porównania herbata na tym reprezentacyjnym deptaku kosztuje 8 hrywien, zaś półlitrowa coca-cola 18 hrywien.

Trzeci dzień pobytu w Kijowie rozpoczynam od spaceru do stacji metra Uniwersytet. Po drodze mijam ogromną kolejkę przed biurem paszportowym przy al. Tarasa Szewczenki. Ukraińcy coraz częściej podróżują, co zresztą widziałem także podczas lotu samolotem z i do Gdańska, gdzie byłem jednym z nielicznych Polaków. Przechodzę następnie przez Ogród Botaniczny im. Fomina. Jest to najstarszy tego typu ogród na Ukrainie. Zajmuje powierzchnię ponad 22 hektarów. Część naukowa jest oddzielona metalowym płotem, reszta zaś stanowi ogólnodostępny park miejski, nawiasem mówiąc, jeden z wielu w Kijowie. Metrem jadę do stacji Arsenalna. Po wyjściu kieruję się w stronę Ławry Kijowsko-Peczerskiej. Zanim tam jednak dotrę, przechodzę przez Park Sławy. Mijam obelisk upamiętniający bohaterów II wojny światowej, popiersia zasłużonych żołnierzy i ponownie Pomnik Wielkiego Głodu.
Przy kasie przed wejściem do Ławry Kijowsko-Peczerskiej miłe zaskoczenie. Tego dnia (18 maja) przypada Międzynarodowy Dzień Muzeów, więc wstęp do peczerskiego kompleksu jest bezpłatny. Później okaże się, że nie do końca, bo np. za zwiedzenie Muzeum Miniatur trzeba zapłacić 50 hrywien. A propos miniatur i mikrominiatur, to podobne widziałem w katalońskim Besalu. Od tej pory nieustannie podziwiam zręczność artystów, którzy potrafią tworzyć arcydzieła niewidoczne gołym okiem. Szkoda tylko, że w kijowskim muzeum nie wolno robić zdjęć.

Z Muzeum Miniatur podążyłem do dzwonnicy z pierwszej połowy XVIII wieku. Na jej parterze obejrzeć można kilka odnalezionych niedawno mumii egipskich w pokrytych szkłem trumnach. Dzwonnica mierzy 96 metrów, ale wejść można tylko do wysokości dzwonów. Drewnianymi schodami wspinam się więc na dwa kolejne punkty widokowe. Z wieży widać doskonale nie tylko wszystkie obiekty Ławry, ale też Dniepr, sypialniane osiedla po jego drugiej stronie oraz prawobrzeżną część Kijowa.

Po zejściu z dzwonnicy udaję się do katedry Zaśnięcia Bogurodzicy (Sobór Uspieński). Sobór był częściowo zniszczony podczas ostatniej wojny. Nie wiadomo dokładnie, czy sprawcami wybuchu byli partyzanci radzieccy czy też Niemcy. Tak czy owak, świątynię odbudowano w ostatniej dekadzie XX wieku z funduszy rządów ukraińskiego i niemieckiego. Jest też wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Na terenie Ławry Górnej znajduje się kilka muzeów. Osobiście odwiedzam Muzeum Historii Ukrainy i Muzeum Drukarstwa. Dodać warto, że obecnie Ławra Górna znajduje się pod zarządem państwowym, natomiast Dolna podlega Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego. Tam też zresztą mieści się siedziba metropolity.

Pieczary w Ławrze Dolnej można zwiedzać bezpłatnie i samodzielnie. Ja jednak dołączyłem do grupy z przewodnikiem (koszt 43 hrywny). Otrzymaliśmy cienkie świeczki i podążyliśmy wąskimi korytarzami podziemnymi. Przy ścianach stało mnóstwo przeszklonych trumien z mumiami mnichów. Wielu turystów (szczególnie kobiet) żegnało się przy każdej trumnie i całowało jej brzeg. Po raz kolejny miałem dowód na niezwykłą gorliwość religijną wyznawców prawosławia. Zaraz po wyjściu z pieczar byłem też świadkiem, jak kilka kobiet otoczyło przechodzącego duchownego i całowało go po rękach. Nie wiem, czy był to zwykły pop czy jakiś hierarcha, ale taka czołobitność wydaje mi się być trochę przesadzona.

Po trudach zwiedzania postanowiłem posilić się w jadłodajni dla pielgrzymów. Za talerz pierogów ruskich i szklankę soku zapłaciłem zaledwie 25,60 hrywien, czyli około pięciu złotych.

Z Ławry Peczerskiej ruszyłem w stronę pomnika Matki Ojczyzny. Po drodze obejrzałem mnóstwo sprzętu wojskowego w postaci armat, pojazdów opancerzonych, czołgów, samolotów, a nawet wyrzutni rakiet "Grad". Niektóre z eksponatów pochodziły z dawniejszych czasów, inne zaś z całkiem współczesnych, bo z aktualnego konfliktu na wschodzie Ukrainy. Ta plenerowa wystawa jest częścią Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Podobnie zresztą jak sam monument Matki Ojczyzny. Dalsze kroki skierowałem na Majdan. Dzisiaj na cokole kolumny Berehini zobaczyłem transparent upamiętniający 73 rocznicę eksterminacji Tatarów krymskich. To właśnie 18 maja 1944 roku rozpoczęła się akcja wysiedlania blisko dwustu tysięcy Tatarów. Przed dwoma laty Rada Najwyższa Ukrainy uznała tę deportację za ludobójstwo. Aby uczcić tę tragiczną rocznicę wiele osób chodzi dzisiaj odświętnie ubranych w białe wyszywane koszule.

Do hostelu wróciłem przez park im. Szewczenki. Tym razem obok pomnika poety prezentował swoje zdolności muzyczno-wokalne jakiś gość z gitarą. Nieopodal znajduje się sporo ławek i stolików, przy których emeryci grają w szachy.
Tego dnia pokonałem na nogach grubo ponad 20 kilometrów (Endomondo pokazało co prawda tylko 18, ale włączyłem je dopiero w okolicy Ławry Peczerskiej).

Drugim popularnym obiektem turystycznym w rejonie Kijowa, obok rezydencji Wiktora Janukowycza, jest od paru lat Czarnobyl. Nie mogłem odmówić sobie obejrzenia tej atrakcji, mimo iż koszt jest stosunkowo duży, bo w granicach stu dolarów. Jeszcze w Polsce wpłaciłem zaliczkę do biura Chornobyl Tour. Teraz pozostało tylko stawić się na miejsce zbiórki i dopłacić resztę. Termin spotkania wyznaczono na godzinę 7.30. Jeszcze przed tą godziną pojawiłem się przed dworcem głównym i zacząłem rozglądać się za busem z napisem "Chornobyl". Były dwa: duży autokar i siedmioosobowy mercedes. Do tego pierwszego weszła duża grupa turystów, którzy wybrali opcję z przewodnikiem mówiącym po angielsku. Ja i troje młodych Francuzów zdecydowaliśmy się wysłuchać historii czarnobylskiej elektrowni atomowej po rosyjsku. To był dobry wybór, bo taka mała grupa była bardziej mobilna i mogliśmy wejść w wiele miejsc formalnie zakazanych, o czym jeszcze będzie mowa.

Z Kijowa do Czarnobyla jest ponad 130 kilometrów. Do punktu kontrolnego "Dytiatky" jedziemy około półtorej godziny. Tu, na granicy trzydziestokilometrowej strefy ochronnej, pokazujemy nasze paszporty funkcjonariuszowi policji. Ten sprawdza nasze dane z listą i pozwala jechać dalej. Na pierwszy postój i krótkie zwiedzanie zatrzymujemy się w pobliżu wsi Zalesie (Zalissya), a właściwie tego co z niej zostało. Po awarii reaktora elektrowni sprzed 31 lat mieszkańcy sioła zostali ewakuowani, a ich domy z biegiem lat popadały w ruinę i zarastały krzewami i drzewami. Teraz widać tylko wszechobecną zieleń i słychać śpiew ptaków. Wchodzimy do wnętrza niektórych domów. Tu i ówdzie zostały jeszcze jakieś sprzęty, np. metalowa rama fotela ginekologicznego czy rejestr pacjentów w byłej przychodni. Do niedawna w jednym z domów mieszkali ludzie, którzy wrócili po ewakuacji. Jakiś czas temu jednak dom spłonął. Nasz przewodnik, który oprowadza turystów po zonie już od sześciu lat, ostrzega przed jedzeniem i piciem na zewnątrz busa. Radzi też uważać na żmije i kleszcze, których jest tu ponoć zatrzęsienie. Jeżeli chodzi o promieniowanie, to jest ono tutaj śladowe. Dozymetr pokazuje zaledwie 0,18 mini siwerta na godzinę. Dla porównania kilka godzin później w Prypeci pokaże już 8,20, zaś w ciągu całego dnia przyjąłem dawkę promieniowania w wysokości 0,004 mSv (na co mam stosowny certyfikat). Można to porównać z ilością napromieniowania podczas dwugodzinnego lotu samolotem.
Potocznie mówi się o elektrowni w Czarnobylu. W rzeczywistości zlokalizowana ona jest w odległości 18 kilometrów od tego miasta. Sam Czarnobyl sprawia wrażenie nieco zaniedbanego, ale jednak zamieszkanego miasta. Mieszkają tu naukowcy, pracownicy obsługujący ruch turystyczny, policjanci i tp. Zasadą jest jednak pobyt rotacyjny. Poszczególne grupy ludzi przebywają w zonie 15 dni, a potem następuje wymiana. W Czarnobylu oglądamy ładnie utrzymaną cerkiew, pomnik strażaków usuwających skutki awarii i wystawę sprzętu używanego w tamtych dramatycznych dniach.

W pobliżu Czarnobyla znajduje się relikt zimnej wojny w postaci radaru poza horyzontalnego o nazwie Duga-1. Oficjalnie można go oglądać tylko z bezpiecznej odległości. My jednak ignorujemy zakazy i nie tylko podchodzimy pod ogromną stalową konstrukcję, ale też wspinamy się na pordzewiałe już podesty. Teraz jest to już tylko kupa złomu, ale w czasach sowieckich był to obiekt szczególnie strzeżony przez specnaz. Nikt postronny nie mógł zbliżyć się do radaru bliżej niż na 5 kilometrów.
Spod radaru jedziemy na punkt widokowy, z którego widoczne są poszczególne reaktory (obecnie żaden nie pracuje) elektrowni nuklearnej. Dozymetry zaczynają tu głośniej pikać, ale na wyświetlaczu widać jedynie 1,16 mini siwerta. Po chwili jedziemy na dużą stołówkę. Przechodzimy przez bramki dozymetryczne, myjemy ręce i stajemy w kolejce po obiad. Za około 30 zł można tu zjeść zupę, drugie danie z kotletem wieprzowym lub piersią z kurczaka, bliny na deser i wypić kompot. Przed stołówką kręci się spore stadko psów. Są łagodne. Turyści je dokarmiają.

W roku 1970 dla pracowników elektrowni atomowej zbudowano miasto Prypeć. Położone ono jest około czterech kilometrów od elektrowni. W chwili katastrofy 26 kwietnia 1986 r. mieszkało tu prawie 50 tysięcy osób. Dzień po awarii wszyscy zostali ewakuowani. Zostawili prawie cały dobytek, który przez kolejne lata był systematycznie rozkradany. Obecnie jest to miasto widmo. Betonowe bloki straszą otworami po oknach i drzwiach. W środku pełno szkła i gruzu. Wchodzimy kolejno do byłego centrum sportowego z pozostałościami po dużym basenie o wymiarach olimpijskich i sali gimnastycznej, szkoły, przedszkola z pozostawionymi zabawkami i bucikami. Zwiedzamy pozostałości stadionu. Gdyby nie resztki trybun, to nikt nie domyśliłby się, że był tu obiekt sportowy. Płyta dawnego boiska porosła bowiem gęstym lasem. Za stadionem spośród krzaków wyłania się wielkie koło - pozostałość po placu zabaw. Widać też resztki karuzeli i gokartów. Nieco dalej pozostałości Pałacu Kultury "Energetyka" i hotelu "Polesie". Oglądamy jeszcze tzw. mogilnik, czyli składowisko różnego rodzaju zdezolowanych pojazdów typu ził czy kraz. Wszystko to robi przygnębiające wrażenie. Jedynie bujnie krzewiąca się zieleń i wesołe głosy ptaków przypominają, że życie trwa nadal.
Ireneusz Gębski

Zdjęcia

UKRAINA / Kijów / Meżihiria / Willa HonkaUKRAINA / Kijów / Kijów / Sobór SofijskiUKRAINA / Kijów / Meżihiria / Rezydencja JanukowyczaUKRAINA / Kijów / Kijów / Monaster św. Michała ArchaniołaUKRAINA / Kijów / Meżihiria / Honka

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl