Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Motocyklem przez Ukrainę > UKRAINA, MOłDAWIA


Zonolux Zonolux Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie UKRAINA / Obwód czerniowiecki / Boyany / StepSprawozdanie z motocyklowej podróży przez południowo-zachodnią i centralną Ukrainę oraz Mołdawię latem 2015 r. Tekst zawiera wrażenia z kraju częsciowo ogarniętego wojną i politycznym niepokojem, a także praktyczne porady dotyczące podróży po Ukrainie.

Latem 2015 roku stanąłem przed typowym dla motocyklisty dylematem: jaki kierunek wybrać tym razem? Pierwotny plan jazdy ku norweskim fiordom legł w gruzach ze względu na rezygnację z przedsięwzięcia mojego współtowarzysza podróży. Samotna jazda przez Skandynawię nie wydawała mi się atrakcyjną perspektywą. Potrzebowałem czegoś równie wyzywającego, ale i ze względu na brak czasu na przygotowania, prostszego logistycznie. Wybrałem wschodniego sąsiada – Ukrainę. Z krótkich wizyt sprzed lat znałem tam jedynie Lwów i Kijów, dlatego wciąż była to dla mnie terra incognita. W danym momencie spędzałem dużo czasu w Petersburgu, a skojarzenia, które nasuwały się na myśl o Ukrainie to takie pojęcia jak wojna, fatalne drogi i Prawy Sektor. W Rosji szalała antyukraińska propaganda, a na moje próby dowiedzenia się czegoś o prawdziwej sytuacji w kraju znajomi z Polski odpowiadali wzruszeniem ramion i życzyli mi powodzenia w ewentualnej podróży. Ta sytuacja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, ze mój wybór jest trafny. Jak i w poprzednim sezonie dysponowałem niezawodną Hondą XRV750. Dla oszczędności czasu zrezygnowałem nawet z przeglądu i wymiany oleju i ruszyłem w nieznane. Plan zakładał jazdę przez Słowację, Zakarpacie, Kamieniec Podolski, Mołdawię, Odessę, a następnie w zależności od sytuacji jazdę w kierunku Mariupola lub powrót do Polski przez Winnicę. Spakowałem namiot i ruszyłem w drogę.

Już na autostradzie Kraków-Rzeszów pojawiły się problemy. Motocykl zgasł, a komputer zresetował się. Problem pojawił się ponownie w Jaśle i wtedy stanąłem przed wyborem albo wracać póki nie jest za późno albo dokładnie przyjrzeć się zagadnieniu. Szczęśliwie, źródłem niesprawności okazało się niedbałe dokręcenie klemy. Przenocowałem na kempingu nad słowackim jeziorem Velka Domasa, a rano następnego dnia wjechałem do zakarpackiego Użgorodu. Pamiętam doskonale, że wariant pierwszego noclegu na Słowacji wydawał mi się bezpieczniejszy, a poczucie podświadomego lęku przed nieznanym na Ukrainie spowodowało, że opóźniłem moment przejazdu przez granicę. Następnego dnia ukraiński celnik z niedowierzaniem odniósł się do informacji, iż jadę na Ukrainę turystycznie. Był to wciąż okres zaciętych walk w Donbasie i jego pytanie, czy się nie boję, nie wydawało mi się całkiem pozbawione sensu. Wjechałem w Użgorod, miasto graniczne i administracyjną stolicę Zakarpacia, która wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Chaotyczny ruch uliczny, poradziecka bieda i bałagan, nierówna kostka brukowa, ale spoza tego wszystkiego zaczęło wyłaniać się coś, co urzekało mnie podczas całej późniejszej podróży: ogromny koloryt, zróżnicowanie kulturowe i odrębność od tego, do czego przywykłem czy to w UE, czy w Rosji.

Ukraina generalnie ma cieplejszy i bardziej suchy klimat niż Polska, w związku z tym w środku lata tego dnia upał był trudny do wytrzymania. W Mukaczewie, gdzie znajduje się duży średniowieczny zamek Palanka, byłem w tak fatalnym stanie, że przez godzinę siedziałem na chodniku w cieniu kamienicy i w otępieniu, na wpół rozebrany pytałem miejscowych – „Czy u was tak zawsze?”. Odpowiedzi nie podnosiły mnie na duchu. Wreszcie zebrałem się w garść i ruszyłem dalej. Po drodze mijałem niesamowite wsie rumuńskie, gdzie lokalni bogacze stawiali sobie pałace na budowę jakich, nie porwałby się prawdopodobnie żaden przeciętny przedstawiciel europejskiej klasy średniej. Obok straszyły porzucone szyby kopalniane, zrujnowane i stojące w polach zakłady. To wszystko sprawiało wrażenie nierealności i ponurej baśniowości. Pierwszy nocleg wypadł przy granicy z Rumunią w dolinie Cisy. Kręta droga prowadziła wioskami, które słyną z przemytu granicznego. Z opowieści tubylców wynikało, że proceder ma charakter masowy i jest świetnie zorganizowany, a patrole służby granicznej nie są w stanie w żaden sposób kontrolować granicy, która biegnie skrajem wiosek, korytem rzeki lub dzikimi lasami i nie jest oznakowana w żaden wyróżniający się sposób. Wystarczy wyjść z domu i wejść głębiej w las i jest się w Unii Europejskiej. W przydrożnym hoteliku dostałem czysty pokój z łazienką i sutą kolację za ekwiwalent 45 zł.

Dalej moja trasa wiodła na północ niezwykle malowniczą doliną Cisy zwanej kiedyś „najbardziej węgierską z rzek” przez najwyżej położone w Ukrainie miasto - Rachów. Po drodze spotkać można jeden z kilku konkurujących między sobą geograficznych „Środków Europy” (wieś Diłowe). Powszechne są tu konstrukcyjnie śmiałe, przerzucone nad Cisą wiszące mosty-kładki, a także malownicze pozostałości linii kolejowej z czasów Austro-Węgier, które bardzo przypominają zachowane do dziś w Anglii konstrukcje z epoki rewolucji przemysłowej. Zakarpackie wioski urzekają spokojem, porządkiem, ale i pamiątkami z czasów komunizmu, porzuconymi przy drodze ciężarówkami z okresu powojennego, czy scenami masowego rodzinnego wypoczynku u brzegów rzek. Nierzadko spotkać można miłośników i miłośniczki adrenaliny, młodych ludzi skaczących z mostów wprost do wody w miejscach budzących naprawdę grozę! Dwa dni spędziłem w okolicach Jaremcze, nieoficjalnej stolicy Huculszczyzny. W rejonie tym pielęgnowane są do dziś stare obyczaje, w czasie świąt mieszkańcy zakładają stroje ludowe, ludzie zadziwiają przedsiębiorczością i pomimo odczuwalnego przez wszystkich kryzysu ekonomicznego i praktycznie braku miejscowego przemysłu umieją zadbać o swoje domostwa i wsie. Jeśli będąc w okolicy ktoś zechce wejść na najwyższy szczyt Ukrainy, Howerlę, a dysponuje motocyklem off-road to polecam podjechać do schroniska na Zaroślaku własnym środkiem transportu. Jest tam możliwość bezpiecznego zaparkowania na kilka godzin. Wprawdzie dziesięciokilometrowa droga pod Zaroślak jest przeraźliwie wyboista, ale „puszcza” nawet samochody osobowe, choć jest to proces bolesny dla zawieszenia auta. Alternatywą pozostaje wynajem taksówki za około 250 hrywien lub kilkugodzinny marsz. Samo wejście na szczyt nie nastręcza większych trudności nawet słabemu piechurowi.

Kolejnymi punktami na mapie podróży stały się dla mnie dwie, kiedyś polskie twierdze, Kamieniec Podolski i Chocim. Do pierwszej z nich nie zdążyłem wejść, ale gród sam w sobie jest perełką architektury. Stara część miasta wisząca nad urwiskami meandrującej rzeki Smotrycz robi potężne wrażenie, a wieczorny widok z Novoplanivskiego Mostu powoduje, że ciarki biegną po plecach. To samo dotyczy zamku, który pięknem swoich umocnień i założeń architektonicznych konkurować może śmiało z najznakomitszymi twierdzami Europy. Twierdzę Chocim, która leży zaledwie 25 km od Kamieńca Podolskiego należy koniecznie również zobaczyć. Pozbawiona wprawdzie lekkości swego sąsiada, zachowała się jednak w na tyle dobrym stanie, że budzi równie silne doznania. Znajdująca się daleko od miasta nad brzegiem rzeki zachwyca potężnymi murami i systemem fortyfikacji. W środku znajduje się muzeum historyczne z dość sporą ilością eksponatów. Stamtąd przywiozłem kawałki fajek kozackich i rozerwanych kul armatnich z czasów XVII wiecznych bitw z Turkami. Był to prezent od miejscowego przewodnika, który zapamiętał mnie widocznie, gdy przysłuchiwałem się jego opowieściom. Potem, kiedy ujrzał motocykl z Polski, podszedł do mnie i poprosił, żebym wziął na pamiątkę te archeologiczne drobiazgi. Podobno na polach otaczających twierdzę można znaleźć sporo bitewnych i obozowych śladów.

Dalej mój szlak wiódł przez Mołdawię do Odessy. Zanim jednak opuściłem na jedną noc Ukrainę, spotkał mnie jedyny nieprzyjemny incydent całej podróży. Otóż zamiast skorzystać z mapy, kierowany niezdrową ciekawością postanowiłem porozmawiać z obsadą drogowego \\\"blokpostu\\\", czyli policyjno-wojskowego posterunku drogowego. Zaparkowałem motocykl i zapytałem o drogę. Zostałem zaproszony do środka i po pochyleniu się nad mapą poinformowano mnie, że czuć ode mnie alkohol, i że należy mnie sprawdzić na obecność tegoż w wydychanym powietrzu. Zostałem poddany dziwnej procedurze i pokazano mi jakiś wydruk, który jakoby świadczył o tym, że przekroczyłem dopuszczalną normę. Zrozumiałem, co się dzieje i zażądałem zabrania mnie do szpitala na badanie krwi. Pomimo moich nalegań, a także dowodu przestępstwa w postaci „wydruku”, uzbrojeni w kałachy posterunkowi zwlekali z wyjazdem próbując wyjaśnić mi, że swoją determinacją pakuję się w kłopoty. Wszystko zakończyło się tak jak przypuszczałem. Widząc moją całkowitą niechęć do „układania się”, ale i po wymianie poglądów politycznych, zakwalifikowali mnie prawdopodobnie do grona sprzymierzeńców, których nie warto źle traktować i po godzinie wypuszczono mnie. Przygodę potraktowałem, jako spotkanie z miejscowym folklorem i nauczkę, że w rozmowy z przedstawicielami struktur siłowych wchodzić jest lepiej wtedy, kiedy ma się dużo czasu. W tamtym czasie drogi na Ukrainie usiane były różnego rodzaju posterunkami, mniej lub bardziej ufortyfikowanymi. Ryzykowne było fotografowanie takich miejsc. Raz zmuszony zostałem do usunięcia fotografii z aparatu, aczkolwiek grzecznie proszono mnie o wyrozumiałość.

Jeżeli jechać do Odessy to koniecznie przez Mołdawię. Niezłe, częściowo zbudowane za pieniądze z UE drogi są prawie puste, przez co jazda na południe jest łatwa i przyjemna. Niesamowite wrażenie robi Klasztor Tipova. Magiczne miejsce zawieszone wysoko nad Dniestrem, gdzie w przeszłości mnisi żyli i modlili się w wykutych w kremowym muszlowcu klifu pomieszczeniach. Dziś na wzgórzu obok żyje zaledwie kilku mnichów i służka. Uprawiają skrawek ziemi, wynajmują prycze tym, którzy odważą się przyjechać do tego miejsca gdzie naprawdę „diabeł mówi dobranoc”. Aby dotrzeć tam, należy odbić na wschód od głównego traktu północ-południe i pokonać 15 kilometrów drogą szutrową w stronę Dniestru. Patrząc z klasztoru w dół na przeciwną stronę rzeki widać osady politycznego wyrzutka - Naddniestrza. Rozpościera się tam zupełnie inny świat, który wydaje się być na wyciągnięcie ręki i skąd słychać śmiech i rozmowy kąpiących się w rzece naddniestrzańskich dziewcząt. Trzeba jednakże mieć świadomość, że ludzie mieszkający tam są oderwani od naszej rzeczywistości. Udało mi się spotkać taką grupę. Pod osłoną nocy przeprawiają się na drugą stronę rzeki, by przy ognisku, już na terenie kontrolowanym przez rząd Mołdawii przyjąć środki odurzające i zjeść jakiś zakrapiany posiłek. Dziewczyna i dwóch młodzieńców nie byli w stanie trzeźwo odpowiadać na moje pytania, ale zrozumiałem, że ciągnie ich tutaj i mimo wszystko po tej stronie czują się lepiej i bezpieczniej. Na mnie patrzyli jak na przybysza z Marsa, dziewczyna wróżyła mi z rąk, z oczu i z czego umiała nazywając mnie pięknym Elfem. Poszedłem dalej ku dzikim wodospadom, które są jedną z unikalnych atrakcji tego miejsca i znajdują się około godziny piechotą od klasztoru. Nocleg w klasztorze nie należał do najbardziej komfortowych, ale potraktowano mnie wyjątkowo i jako dla przedstawiciela cywilizowanego świata przywykłego przecież do czystości i porządku zaproponowano mi skorzystanie z prywatnego prysznica w domu ojców. Doprawdy nie zasługiwałem na takie wyróżnienie. Obiad i śniadanie bazujące na prostych miejscowych produktach, a spożywane wspólnie z gospodarzami były wyśmienite.

Jadąc dalej w kierunku południowym stanąłem przed nieuniknionym dylematem: zahaczyć zatem o egzotyczne Naddniestrze, czy darować sobie tę rosyjską enklawę? Droga logicznie prowadzi przez Tiraspol i jest to najkrótsze rozwiązanie. Granica pomiędzy Mołdawią właściwą i Naddniestrzem ma bardzo skomplikowany charakter i nawet nie wjeżdżając do Naddniestrza spotkać można rosyjskie posterunki wojskowe. Związane jest to z tym, że główne trakty komunikacyjne „slalomują” wzdłuż granicy i siłą rzeczy są kontrolowane przez obie strony konfliktu. Służby graniczne Mołdawii zalecją nie przejeżdzać przez nieuznawaną republikę i uprzedzają o ściąganiu nielegalnych haraczy wjazdowych przez Rosjan. Czy jest to prawdą, pozostało dla mnie bez odpowiedzi. Po rozmowie z żołnierzem rosyjskim, który zachęcał mnie wszelkimi sposobami do wjazdu na teren ich państewka postanowiłem zrobić na przekór.

Po ponownym wjechaniu na Ukrainę przez punkt graniczny w Starokozaczym rozpocząłem slalom pomiędzy defektami nawierzchni drogowej tak potężnymi, że zadawałem sobie pytanie czy nie są to jakieś przeszkody przeciwczołgowe. Dla motocyklisty nie stanowiły takiego problemu jak dla kierowców tirów, których karkołomne zawijasy przypominały spazmatyczny taniec ogromnych gąsienic. Zmęczony jazdą zdecydowałem się zatrzymać w Białogrodzie nad Dniestrem. Po drodze zaczepiłem miejscowego motocyklistę. Vitalij okazał się właścicielem dobrze prosperującego przedsiębiorstwa. Nie tylko pomógł mi znaleźć nocleg, ale następnego dnia spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o sytuacji w jego kraju. Jest dumny, że wychował synów na uczciwych i pracowitych ludzi, sam wydaje się być kapitalistą pełną gębą, podkreśla, że uczciwie płaci podatki, krytykuje korupcję i powszechną apatię. Mimo to nie widzi przyszłości bez wschodniego sąsiada i narzeka na rozerwanie więzi z Rosją, co uderzyło silnie w życie prywatne wielu osób mających bliskich po drugiej stronie granicy. Sam Białogród jest miastem łączącym w sobie postsowiecki rozkład z kolorytem Besarabii i niezwykłą historią tego regionu, z którą związane jest powstanie twierdzy Akerman. Jest to prawdopodobnie jedna z największych w tej części Europy zachowanych warowni średniowiecznych, a jej początki sięgają szóstego wieku naszej ery. Nocą Białogród należy do miejscowego półświatka i ludzi, którzy, odniosłem wrażenie, nie umiejąc wyjechać z tej oazy stagnacji i stają się jej nierozerwalną częścią, bez czasu, bez przyszłości. Wylegają na ulice szukając towarzystwa lub możliwości upicia się. Dniem miasto ożywa, nieliczne kafejki tętnią życiem, nikt nie mówi tu po ukraińsku, nikomu nie podoba się to, co dzieje się w kraju. W rozmowach da się wyczuć lęk przez tym, co przychodzi z zachodu. Ludzie nie kryją podziwu dla osiągnięć Europy, ale nie sposób zapomnieć słów jednego z bywalców stylizowanej na paryską modłę kawiarni przy placu targowym: „Pozwólcie nam żyć po naszemu. Zrozumcie, my nie umiemy i nie chcemy żyć tak jak wy”.

Po Białogrodzie przyszła kolej na Odessę. Spędziłem tam trzy niezapomniane dni. Nie sposób opisać atmosferę tego „miasta radości”, jak określają je tubylcy, którzy na pytanie, za kogo uważają się pod względem narodowości, często odpowiadają, że są po prostu Odesytami. I fakt, Odessa to kulturowo państwo-miasto z korzeniami sięgającymi czasów starożytnych. To tu znajdowały się osady greckie pozostawiające po sobie dziś bogate znaleziska archeologiczne. To tu w XIX wieku, w tym jednym z najszybciej rozwijających się miast carskiej Rosji rządy objął ogromnie w Odessie popularny do dziś francuz Armand-Emmanuel du Plessis, książę de Richelieu. To on w dużej mierze odpowiada za obecny charakter miasta. Nie sposób nie wspomnieć, że tu tworzył Isaak Babel świetnie oddając przedwojenny duch miasta w Opowiadaniach odeskich, w których szczególnie dużo miejsca poświęca nieistniejącej dziś prawie, bandyckiej dzielnicy Mołdawianka. Wreszcie to tu doszło do jednego z najbardziej makabrycznych wydarzeń ukraińskiego 2014 roku, krwawej rozprawy na Placu Kulikowe Pole. Odessę przenikają tysiące niezwykłych historii, opowieści i anegdot. Jest to miasto unikalne, niezwykłe, barwne, czasem trochę kiczowate, kosmopolityczne, ale co ważne, pełne dobrej aury i wydaje się, że nic nie jest w stanie tego zmienić.

Czas naglił, droga wzywała. W związku z licznymi sugestiami Ukraińców i opinią uzyskaną od żołnierzy blokpostu na trasie Odessa – Mariupol podróż swoją zakończyłem w Chersonie rezygnując tym samym z podróży do Donbasu. Gdybym mógł zostać tam dłużej może miałoby to sens, ale jechać tam dla kilku fotografii na tle miejsc, gdzie ginęli ludzie, wydawało mi się wtedy jakąś oznaką braku szacunku dla zmarłych. Chersoń - portowe miasto, które jest amalgamatem tego, co „dobre z sowieckich czasów”, beczkowozów z kwasem, beztroskich spacerów w słońcu z lodami na patyku, pustych ulic i południowego charakteru wypalonej słońcem niskiej zabudowy, która przywodzi skojarzenia z Sycylią. Niekwestionowaną atrakcją Chersonia jest widok z mostu obwodnicy na niezwykle szeroki w tym miejscu Dniepr. Mój czas z Ukrainą dobiegał końca. Skierowałem się w kierunku Kijowa i skręcając na zachód na Winnicę i Lwów w ciągu dwu dni wróciłem do Krakowa.


Ukraina to unikalny do podróżowania bardzo zróżnicowany kraj, który zachował bogactwo kultur, a i znikający już bezpowrotnie z Europy nastrój epoki sowieckiej. Być może jest to ostatni moment, by wrócić do tamtych czasów, sfotografować stare autobusy, ciężarówki, gospodarstwa domowe i niezwykły styl życia wschodnich regionów. Co warte uwagi, w wersji ukraińskiej chłonie się te wrażenia z ogromną przyjemnością. W karpackich wsiach można znaleźć komfortowe miejsca dla odpoczynku wśród gór, a rejon Odessy dostarcza mnóstwa pięknych plaż i innych turystycznych letnich atrakcji.


Drogi:
Jakość dróg na Ukrainie jest bardzo zróżnicowana od fatalnych do bardzo dobrych. Najgorsze odcinki na mojej trasie znajdowały się na Zakarpaciu i odcinku Umań-Winnica. Pomimo złej jakości dróg przemieszczanie się na motocyklu wydawało mi się bezpieczne, a to za sprawą bardzo małego natężenia ruchu drogowego i małych prędkości rozwijanych przeze mnie i innych uczestników ruchu. Ze względu na jakość nawierzchni prędkości powyżej 100 km na godzinę są zazwyczaj trudne do rozwinięcia. Charakterystycznymi defektami nawierzchni są szerokie koleiny i ostre podłużne garby będące efektem wyciskania asfaltu ze strefy koleiny. Na bezpieczeństwo jazdy ma też pozytywny wpływ ciepły suchy klimat Ukrainy.

Służby mundurowe:
W 2015 roku drogówka na Ukrainie praktycznie nie istniała (została zlikwidowana). Dlatego ani na pomoc ani na nauczkę z ich strony nie było sensu liczyć. Przy drogach spotykało się liczne posterunki (tzw. blokposty). Im bardziej na wschód tym bardziej militarny miały charakter. Ich zadaniem było kontrolowanie pojazdów w związku z możliwym przemieszczeniem separatystów. Obecnie na Ukrainie ma miejsce reforma policji (chyba najbardziej efektywna ze wszystkich reform), dlatego na dzień dzisiejszy oczekiwałbym większej obecności służb patrolowych.

Bezpieczeństwo:
Ludność jest przyjazna, nie spotkałem się z żadnymi aktami agresji, a fakt, że trwa wojna wyczuwało się jedynie w osobistych rozmowach z ludźmi oraz w związku z obecnością wojskowych drogowych posterunków. Im dalej na wschód tym mniej bezpiecznie i zwiększało się prawdopodobieństwo zwykłego bandyckiego napadu (była to ogólna opinia, z którą się spotkałem). Moim zdaniem na terenie całej Ukrainy ryzykowne było pozostawienie motocykla bez opieki ze względu na możliwość kradzieży sprzętu (wyjątkiem może są karpackie wsie). Nie było jednak większych problemów ze znalezieniem chronionych miejsc parkingowych, czy to bezpłatnie \\\"u gospodarza\\\", czy na różnego typu parkingach płatnch z ochroną całodobową.

Noclegi:
Polecałbym tanie hoteliki, których jest pod dostatkiem (150-250 hrywien), a w Karpatach kwatery prywatne (jeszcze taniej). Brakuje pól kempingowych. Nocowanie pod namiotem wchodzi w grę na dziko u rzek w miejscu gdzie rozbijają się miejscowi.

Języki:
Rosyjski otwiera wszystkie drzwi, ukraiński tylko na zachodzie kraju, angielski raczej nie ma praktycznego zastosowania.

Ceny:
Jest to obecnie prawdopodobnie jedno z najtańszych turystycznie państw w Europie posiadające niezłą bazę turystyczną, ogromną ilość zabytków i ciekawych miejsc, a przy tym zadawalający poziom usług hotelowych. Nocowałem w hotelach lub apartamentach (mieszkanie z pełnym wyposażeniem), gdzie cena za noc nigdy nie przekraczała 40 zł, a poziom serwisu i czystość odpowiadała europejskim noclegom za około 50 euro. Jeśli do tego dodać ceny w zajazdach i barach (np. kawę zamawia się za 1-3 zł, pełny obiad to około 10 zł) oraz paliwa po 3 zł za litr, to okazuje się, że podróżowanie po tym kraju jest nie tylko fascynujące, ale i nie wymaga skrupulatnego kontrolowania wydatków. Szczególnie tanie są: pieczywo, muzea i wszelkiego rodzaju usługi transportowe. Dla turystów „anglojęzycznych” można oczekiwać w niektórych przypadkach zawyżania cen usług, zatem może warto się targować.

Mapa:
Mapę z przebiegiem całej trasy znajdziecie na stronie:
http://zonolux.blox.pl/html

Zdjęcia

UKRAINA / Obwód czerniowiecki / Boyany / StepUKRAINA / Zakarpats'ka oblast / Rachów / RachówUKRAINA / Zakarpats'ka oblast / Yasina / Dolina Cisy - na drugim planie zabytkowy most kolejowyUKRAINA / Chernivets'ka oblast / Chocim / Twierdza ChocimMOłDAWIA / Bielecki / okolice Bielce (Balti) / Długa prosta przez równinę MołdawiiNADDNIESTRZE / Zazuleni / Popencu / Widok na Naddniestrze (prawa strona kadru)MOłDAWIA / Rezina / Klasztor Tipova / Wykuty w urwisku prawego brzegu Dniestru średniowieczny monastyr w Tipovej - jedno z pomieszczeńUKRAINA / Odessa Oblast / Białogród nad Dniestrem / Białogrodzki kwasUKRAINA / Odessa Oblast / Odessa - Gorsad / Odeska sielanka - centralny park miejskiUKRAINA / Odessa Oblast / Odessa - Arkadia / Odessa - zajezdnia tramwajowa przy plaży ArkadiaUKRAINA / cheroński / Chersoń / Chersoń - środek transportu miejscowego MPKUKRAINA / Winnicki / Winnica / Poranek w Winnicy

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

tytuł licznik ocena uwagi
Motocyklem przez Ukrainę 37 Artykuł o realiach podróżowania po południowo-zachodniej Ukrainie i Mołdawii. Zawiera mapę.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl