Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Jeziora Kolsai - perełki na sznurze Tienshan > KAZACHSTAN


Leoncjo Leoncjo Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie KAZACHSTAN / Południowy-wschód / Okolice wsi Saty / ZiratTrzy tygodnie z namiotem w Kazachstanie i Kirgizji. Łącznie 14000 km, z tego połowa lokalnymi środkami transportu, autostopem i na piechotę. Upalne stepy, malownicze kaniony, szafirowe jeziora i jurty pośród ośnieżonych szczytów. Nie sposób zawrzeć to w jednej relacji, więc zainteresowanym proponuję lekturę w odcinkach. W tym o niezwykle urokliwych jeziorach wysokogórskich - Kolsai I, II, III.

Prawdziwość powiedzenia „Co się odwlecze, to nie uciecze?” sprawdziła się następnego dnia. Podobnie jak wówczas zakładaliśmy konieczność przemaszerowania przez step do kanionu, tak wychodząc z niego byliśmy święcie przekonani, że ktoś nas z niego wywiezie. W obu przypadkach założenia się nie sprawdziły. Wyjście na drogę było formą demonstracji naszego zdecydowania. Manifestacją potencjału i witalności a nie chęci spędzenia trzech godzin na marszu w upale po żwirowym trakcie. Los jednak tym razem powiedział: „Sprawdzam!” Pierwsze kilometry minęły nam na rozmowie. Suchość w gardle spowodowała, że zapał do dyskusji osłabł i dalej szliśmy w milczeniu. Każdy z bardzo nielicznie przejeżdżających samochodów witaliśmy z nadzieją, nawet te jadące w drugą stronę, wszak będą musiały wrócić. Niestety, wracających było bardzo mało i żaden nie zareagował na machanie. Łykaliśmy wzniecany kołami kurz i rozczarowanie. Po sześciu, może siedmiu kilometrach pogodziliśmy się z koniecznością pokonania całej drogi na nogach i wówczas zatrzymał się przy nas samochód z trójką bardzo młodych Kazachów. Pozostałe kilka kilometrów przejechaliśmy w ścisku lecz trawestując inne, znane powiedzenie czyż nie „...lepiej kiepsko jechać aniżeli wygodnie iść”?
Co do „kiepskości” jazdy, to wkrótce mieliśmy się przekonać, że podróżowanie małym, osobowym samochodem z plecakiem na kolanach, wcale nie jest taką złą opcją. Ledwo przeszliśmy na drugą stronę szosy prowadzącej do Kegen i granicy z Kirgistanem, zatrzymała się nieduża ciężarówka. Kierowca zadeklarował możliwość podwiezienia nas w pobliże parku Kolsai więc wdrapaliśmy się na pakę. To, co tam zastałem wzbudziło moje poważne wątpliwości, czy skorzystać z tej „okazji” ale było za późno. Samochód szarpnął i ruszył. Na deskach solidnie wysmarowanych zaschniętym łajnem leżały zwoje drutu i kratownice zbrojeniowe. Przy burcie, niczym nie zabezpieczona butla z gazem spawalniczym a pod ścianą szoferki narzędzia, kubły. Usadowiliśmy się na tym wszystkim, jak tylko się dało. Samochód pędził na złamanie karku a my skupiliśmy całą uwagę i siły na utrzymaniu się na skrzyni ładunkowej. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów ciężarówka zatrzymała się gwałtownie a kierowca oświadczył, że za zdeklarowaną wcześniej kwotę powinniśmy wysiąść w tym miejscu. Staliśmy na pustej drodze pośród stepu. Tienszan majaczyły niebiesko-białą wstęgą gdzieś na horyzoncie. „Ewidentnie łajdak usiłuje nas naciągnąć” - pomyślałem, a głośno zapytałem: „Gdie eti ozjera? Wy dumajetie szto ja idiot?” „Ozjera nachoditsja tam, w gorach. Wy dołżni płatit bolsze” odparł szofer i spokojnie zapalił papierosa. „Nie ma mowy, wysiadamy”- powiedziałem i zeskoczyłem na pobocze. „Nje wołnujetsja, ja poszutił” powiedział dowcipniś i uśmiechnął się szeroko, demonstrując kolekcję złotych zębów. Kolejne kilkadziesiąt kilometrów przejechaliśmy po wyboistej, dziurawej drodze, wyraźnie jednak prowadzącej w stronę gór. Samochód ponownie zatrzymał się na skrzyżowaniu, tuż przed zjazdem na Żałanasz. Tym razem to naprawdę był koniec jazdy. Ciężarówka zdążała właśnie do tej miejscowości a jeziora znajdują się za wsią Saty, w przeciwnym kierunku. W lokalnym sklepie dowiedzieliśmy się, że możemy spróbować zatrzymać „Kamaza”. Wprawdzie pierwszy nadjeżdżający samochód był chińską wersją ogromnego Mann`a ale dla nas nie miało to znaczenia. Wypełniona gorącym asfaltem ciężarówka jechała bardzo wolno ale kiedy kierowca wziął na hol zepsutą cysternę, tempo spadło do poziomu sprawnego chodziaża. Stalowa lina rwała się co kilka kilometrów, co wymuszało nieprzewidziane postoje. Mieliśmy zatem sporo czasu na podziwianie widoków a te warte były uwiecznienia. Szczególnie, szeroka, rozległa dolina pośród gór, przecięta środkiem wartką rzeką. Na jej końcu był cel naszej podróży – cztery wysokogórskie jeziora Kolsai-Kaindy. Kiedy dotarliśmy do miejscowości Saty, było zbyt późno na kontynuowanie podróży. Rozbiliśmy namiot nad rzeką mając nadzieję, że pasące się niedaleko stado krów, idąc do wodopoju zechce łaskawie wyminąć namiot a nie wdeptać go razem z nami w trawę.
Rankiem stanęliśmy na poboczu drogi prowadzącej w góry. Pierwszy samochód jaki zatrzymaliśmy prowadzony był przez dwóch strażników leśnych. Po krótkich negocjacjach jechaliśmy stromo pod górę, usiłując utrzymać kiepskie śniadanie w żołądkach. Stary osobowy Volkswagen, mimo fatalnego stanu wnętrza doskonale sobie radził z drogą przeznaczoną dla „terenowców”. Po kilku kilometrach zatrzymaliśmy się przed szlabanem. W baraku stojącym obok dopełniłem uciążliwych formalności, zapłaciłem stosowną opłatę i pojechaliśmy dalej. Jeśli dotychczasową drogę wcześniej uznałem za uciążliwą, to następny odcinek był zdecydowanie gorszy. Na ostatnim podjeździe koła buksowały w luźnych kamieniach i tylko dzięki oryginalnej technice jazdy dojechaliśmy na wyrwany wzgórzu, niewielki parking. Rozciągający się przed nami widok był oszałamiający: pomiędzy stromo opadającymi zboczami gór połyskiwało idealnie czystą wodą jezioro. Na przeciwległym, dosyć odległym brzegu, szeroką deltą wpływał do niego strumień. Podążając wzrokiem za jego ginącymi w gęstwinie krzewów strugami napotyka się górę, której zwieńczenie pobłyskiwało bielą leżącego tam śniegu. Wszystko to na tle głębokiego błękitu nieba.
Kazachowie nie przejawiają przesadnie wybujałej wyobraźni, przynajmniej w kwestii nazw. Kolsai, to zarówno fragment Tienshan, jak i park narodowy, rzeka. Trzy wysokogórskie jeziora, będące celem podróży ludzi z całego świat nazywają się ..., Kolsai I, Kolsai II, Kolsai III. Położone są odpowiednio na 1800, 2250 i 2700 m.n.p.m. Pierwsze z nich ma kształt nerki. Zbocze z prawej strony jest zdecydowanie mniej zarośnięte i tędy prowadzi wąska ale dosyć wygodna ścieżka, którą bez większego wysiłku można dotrzeć do zasilającego jezioro w wodę strumienia. Z lewej strony także jest ścieżka ale pomijając kilka polan i osuwisk biegnie lasem. Jest wąska, z dużym zróżnicowaniem wzniesień i wieloma przeszkodami w postaci przegradzających ją pni, gołoborzy, skał. Z tych też powodów, jedynie osoby idące do czegoś na kształt schroniska i biwakowicze wybierają ten szlak. Pewnym utrudnieniem na częściej uczęszczanym szlaku są konie. Wielu turystów decyduje się na oglądanie okolicy z wysokości końskiego grzbietu. Na koniach przemieszczają się także patrole parku oraz żołnierze. Ścieżka jest zbyt wąska, żeby można się było na niej wyminąć, dlatego piechurzy zmuszani są do „wskakiwania” na skarpę, umożliwiając przejście czworonogom. Mniej więcej w połowie drogi, na wybrzuszeniu „nerki” znajduje się naturalny punkt widokowy. Dla osób obserwujących brzegi z parkingu lewa strona wydaje się być bardziej przyjazna, ponieważ początkowe kilkadziesiąt metrów szlaku wyłożone jest kładką z desek. To ułatwienie kończy się w lesie, z którego wychodzi się na rozległą polanę z malowniczym zejściem do wody. Idealne miejsce na biwak czy piknik. Na terenie parku swobodnie można rozbijać namioty a nawet palić ogniska. Wspomniana polana ma nawet przygotowane do tego miejsca a nad samą wodą stoi stalowa, wysoka na półtorej metra, „koza”. Dalej szlak robi się co raz trudniejszy. Wysoki, ciężki plecak stanowi tam poważny problem, ze względu na nisko wiszące gałęzie, gęste krzewy i osuwające się spod nóg kamienie. Droga do drugiego jeziora jest kontynuacją szlaku, biegnącego prawą stroną. Jedynym oznakowaniem są słabo widoczne, rzadko pojawiające się niebieskie strzałki. Dłuższy czas idzie się wzdłuż strumienia, który tylko w miejscu, w którym wpada do Kolsai I zwalnia swój nurt. Na stromych stokach pędzi jak oszalały, tocząc olbrzymie ilości czystej, zimnej wody. Pomiędzy Kolsai I i II różnica wzniesień wynosi około 500 metrów na dystansie kilku kilometrów. Początkowo szlak nie jest uciążliwy. W miarę wchodzenia staje się stromy a głębokie wklęśnięcia podmokłego gruntu, korzenie i wystające głaz czynią go dosyć trudnym. W kilku miejscach, na polanach lub niewielkich wypłaszczeniach są ławy z pni. Pojawiające się niebo pomiędzy wysokimi drzewami, stromy, błotnisty szlak przechodzący w trawiastą ścieżkę są oznakami, iż Kolsai II jest już blisko. Wychodząc z lasu najpierw napotkamy głaz a tuż za nim widok na jezioro. Tu także są dwie ścieżki. Jednak tym razem prawa jest trudniejsza a właściwie ślepa. Prowadzi do urwiska, które trzeba obejść pnąc się gęstym lasem w górę zbocza. Idąc w lewo trzeba przejść zaimprowizowanym mostkiem na drugą stronę strumienia. Tuż obok całe zbocze przygotowane jest do biwakowania. Małe wypłaszczenia pozwalają rozbić niewielki namiot lub rozpalić ognisko. Jest też kilka miejsc ze stołami i ławami z surowych kłód. Idąc wzdłuż brzegu jeziora przechodzi się przez łąki pokryte właściwie wyłącznie ziołami i kwiatami. Dziko rosną tam także szczaw, cebula, czosnek. Zapach jest tak intensywny, że ma się ochotę zatopić w gęstej zieleni. Wzgórza po lewej stronie są zaskakująco łagodne, praktycznie pozbawione drzew. Prawa strona pokryta jest gęstym lasem, z poplątanym głębokim poszyciem. Patrząc z góry jezioro ma specyficzny kształt co sprawia, iż zawsze któraś jego część jest niewidoczna. Woda w nim jest lodowata, czysta i smaczna. Brak jakichkolwiek świateł powoduje, że nocą gwiazdy zdają się być w zasięgu ręki. Trzeciego jeziora nie dane nam było zobaczyć z bliska, zatem mogę jedynie wyrazić swoje przekonanie, oparte o wrażenia z dwóch pierwszych, co do jego urody. Bez wątpienia, tak jak Kolsai I jest celem bardzo licznych grup ludzi, do drugiego docierają tylko bardziej wytrwali (ewentualnie majętniejsi, opłaciwszy wierzchowca i przewodnika), tak trzecie jest oazą spokoju, bowiem trzeba mieć dobrą kondycję, żeby się tam wspiąć.




Zdjęcia

KAZACHSTAN / Południowy-wschód / Okolice wsi Saty / ZiratKAZACHSTAN / Południowy-wschód / Tienszan, jeziora Kolsai / HarmoniaKAZACHSTAN / Południowy-wschód / Tienszan, jeziora Kolsai / UrwiskoKAZACHSTAN / Południowy-wschód / Tienszan, jeziora Kolsai / DiplodokKAZACHSTAN / Południowy-wschód / Tienszan, jeziora Kolsai / 2500 mnpmKAZACHSTAN / Południowy-wschód / Tienszan, jeziora Kolsai / Kazachskie KAZACHSTAN / Południowy-wschód / Tienszan, jeziora Kolsai / Łąka pełna ziół

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl