Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Przedsmak Północy Meksyku > MEKSYK


Tuan de Paso Tuan de Paso Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MEKSYK / Zacatecas / Zacatecas / Widok z Bufa"Gdzieś podczas wyczekiwanego od dawna obiadu przy polnej drodze  na Zacatecas zaszczepił we mnie nigdy niezrealizowany pomysł udania się jeszcze dalej na północ, na pełną skorpionów, kowbojów i narcos pustynię kraju, aż do Tijuany i dziewiczych plaż Dolnej Kalifornii. Pomimo, że północ uważałem do tej pory za typowy region no-go, to podczas tej wyprawy zacząłem się przekonywać, że pewnego dnia powinienem to zrobić: powinienem przejechać stopem od Ushuaia w Argentynie aż do Alaski, pokonać całą drogę Panamericana i przedrzeć się z południowego ekstremum planety, aż na samą północ, a potem najlepiej jeszcze w zimę pieszo przejść cieśninę Beringa i wrócić stopem przez Syberię, aż do Europy..."

DROGA NA PÓŁNOC

W Guanajuato normalna autostopowa logika nie miała racji bytu. Zamiast męczyć się w autobusie zmierzającym krętymi uliczkami śródmieścia na wylotówkę, zacząłem łapać stopa w okolicach centrum, tuż przed wydrążonym pod masywną górą tunelem, który wychodził wprost na bramki przy autostradzie w zadowalającym mnie kierunku. Widok dziesięciu dżentelmenów stojących przed tunelem podpowiadał mi, że jest to najszybsza i przy okazji społecznie akceptowana forma wydostania się z miasta. Wskakując kilka sekund później na pakę pickupa wiedziałem, że to będzie dobry dzień na machanie kciukiem i przypomniały mi się wspaniałe czasy autostopowego rajdu po Maroku, gdzie przechodziło dosłownie wszystko i gdzie pierwszy raz zaczynaliśmy łapać w samym centrum dwumilionowego Tangeru i gdzie przez trzy dni z rzędu wracaliśmy stopem z festiwalu w środku nocy.



Na bramce poboru opłat poznałem studenta ekonomii który wracał stopem do rodzinnego domu w Leon. Oczywiście, kolega skądś tam kojarzył Berniego. Dziwnym sposobem wyrzucono nas z terenu autostrady i musieliśmy zmachać kciukiem tuż przed bramkami, co opóźniło sukces o jakieś 10 minut, po których to zatrzymał się pickup z podejrzanym towarzystwem, które właśnie jechało odwiedzić kolegów w więzieniu. Po jakiejś godzinie wietrznej jazdy na pace wyrzucili mnie na obwodnicy Leonu i tym samym moja druga przejażdżka z innymi autostopowiczami tego dnia dobiegła końca.

Przez kolejne pół godziny próbowałem łapać stopa na rampie obwodnicy, co było pomylonym pomysłem, gdyż najwidoczniej z tego kierunku nikt o tej porze nie jechał dalej na północ i tylko złapałem kilka niepotrzebnych promieni słonecznych i nawdychałem się zbyt wielu spalin. Przebiegając pod wiaduktem przez sześć pasów autostrady znalazłem się na właściwej jezdni obwodnicy, gdzie łączyły się dwie rampy z obu stron. Gdzieś pomiędzy dźwiękiem klaksonów poznałem sympatycznego Meksykanina z wiadrem, który sprzedawał przekąski na odległej o 20 kilometrów bramce i właśnie jechał stopem do pracy. Był zadowolony ze swojej pracy, zarabiał całkiem nieźle i w trakcie postoju zaproponował mi darmową przekąskę. Po pięciu minutach przyjemnego gaworzenia zgarnął nas jeden z zaprzyjaźnionych tirowców, którzy zawsze go zabierali. Koniec końców, kierowca zdecydował się mnie zabrać dalej aniżeli na bramki, bo aż na samo rozwidlenie autostrad prowadzących do Guadalajara i Zacatecas.



Kolejny kierowca wyglądał jak typowy Teksańczyk, a jego akcent i opowieści perfekcyjnie wprowadziły mnie w klimat północnego Meksyku do którego właśnie zmierzałem. Przez kilka lat mieszkał on w Chicago, gdzie ze względu na kolor skóry przeważnie brali go za Polaka. Znudzony powierzchownością życia w Stanach, które jego zdaniem nadawały się tylko do szybkiego zarabiania pieniędzy przez krótki czas, wrócił do Meksyku i prowadził szczęśliwe życie w rodzinnym Jalisco. Twierdził, że ludzie z jego stanu, oraz sąsiadującego Aguascalientes są najsympatyczniejsi w kraju i że region ten był prawdziwym sercem Meksyku. Na wjeździe do Aguascalientes zaznajomił mnie pokrótce z twórczością lokalnego artysty, Jose Posada, który zasłynął stworzeniem wizerunku La Calavera Catrina - Pani Śmierć. Opowiadał, że Meksykanie z północy są jeszcze większymi zgrywusami i śmieją się dosłownie ze wszystkiego. Jako, że śmierć jest częścią ludzkiego życia, naturalną koleją rzeczy musiała prędzej czy później zostać obiektem żartów i poddana karykaturze. Wkrótce potem nasza rozmowa dobiegła końca gdzieś na dalekich przedmieściach Aguascalientes po właściwej stronie miasta, na ostatniej prostej do Zacatecas.

Ze względu na zmęczenie słońcem, wietrznymi przejażdżkami na pakach i zaangażowaniem intelektualnym w rozmowach z kierowcami na przestrzeni całego niemal już dnia, wcale nie miałem ochoty łapać stopa przez najbliższe pół godziny i rozmarzonym wzrokiem patrzyłem na pobliski krawężnik obierając w myślach trzymane w plecaku mango. Zdałem sobie sprawę, że mimo krótkiego czekania przy drodze, gdzieś wyparował mi cały dzień i od rana nic jeszcze nie zjadłem. Trochę jak na złość, w momencie kiedy już rozkładałem obozowisko i zmęczonymi ruchami wygrzebywałem mango, bez pytania i bez machania, zatrzymał się samochód i jego kierowca zaproponował mi podwózkę prosto do Zacatecas. Pomimo że poprzeczka zawieszona przez poprzedniego kompana była zawieszona wysoko, to mój kolejny kierowca był jednym z ciekawszych rozmówców tej wyprawy i żałowałem tylko, że przez brak glukozy i sombrero docierała do mnie tylko połowa z tego co mówił.



MEKSYKAŃSKI PODRÓŻNIK

Eduardo w młodości wiele podróżował po całym Meksyku. Swoją eksplorację kraju rozpoczynał autostopem, a po ukończeniu studiów złożył się z przyjacielem na starego Garbusa, którym, bez grosza przy duszy, wyruszyli ze stolicy kraju w kierunku Cancun. Znający się na mechanice młodzieńcy zdecydowali się baczyć na zepsute przy drodze samochody i naprawiać je za odpowiednią opłatą, co w tamtych czasach było całkiem intratnym zajęciem. Samo wyjechanie z miasta Meksyk zajęło im pięć dni, a na plaże Cancun dotarli z kieszeniami wypchanymi pieniędzmi i przez kilka tygodni żyli jak królowie.



Gdzieś pod koniec pierwszej opowieści swojego życia, na autostradzie zastał nas niespodziewany korek i samochody były kierowane na małe, wiejskie dróżki, co oznaczało dodatkowe wydłużenie się i tak już okrutnie długiego dnia autostopowicza. Gdy zapytałem się, czym mogło być to spowodowane, z największym spokojem i zupełnie beznamiętnym głosem, Eduardo odpowiedział, że prawdopodobnie miało miejsce wyrównanie rachunków pomiędzy grupami narcos zwieńczone kolejną strzelaniną, które ostatnio nawiedzały południowe rubieże stanu Zacatecas. Z tym samym spokojem kontynuował narrację o tym, jak to miesiąc temu jechał tą samą trasą i znienacka jadący przed nim samochód osobowy został ostrzelany przez kilku zamaskowanych dżentelmenów w pickupie i że nikt tej przygody nie przeżył. Mówił o tym jak o najzwyczajniejszej na świecie rzeczy; tak jakby relacjonował ceny awokado i dorastanie ślimaczka winniczka na przestrzeni jego pierwszych miesięcy życia. Prędko zrozumiałem, że siła przyzwyczajenia do częstych podróży na północ kraju sprawiła, że podczas całej akcji nie przerwał nucenia lecącej w radiu piosenki i rozmyślania o niebieskich migdałach; kolejny dzień, kolejna strzelanina.



Chwilkę później, tak jakby poprzednia rozmowa w ogóle nie miała miejsca i jakbyśmy w ogóle nie przejeżdżali właśnie obok miejsca gdzie ostrzelane auto wpadło w przydrożne drzewo, Eduardo zaczął mnie przekonywać że Meksyk wcale nie jest taki niebezpieczny jak się wydaje i że stopując z głową nie mam się absolutnie czego obawiać. Z opinią tą absolutnie się zgadzałem od dłuższego czasu, niemniej jednak w danych okolicznościach wydźwięk był co najmniej dziwny. Gdzieś podczas wyczekiwanego od dawna obiadu przy polnej drodze  na Zacatecas zaszczepił we mnie nigdy niezrealizowany pomysł udania się jeszcze dalej na północ, na pełną skorpionów, kowbojów i narcos pustynię kraju, aż do Tijuany i dziewiczych plaż Dolnej Kalifornii. Pomimo, że północ uważałem do tej pory za typowy region no-go, to podczas tej wyprawy zacząłem się przekonywać, że pewnego dnia powinienem to zrobić: powinienem przejechać stopem od Ushuaia w Argentynie aż do Alaski, pokonać całą drogę Panamericana i przedrzeć się z południowego ekstremum planety, aż na samą północ, a potem najlepiej jeszcze w zimę pieszo przejść cieśninę Beringa i wrócić stopem przez Syberię, aż do Europy.



Będąc na obrzeżach Zacatecas postanowiłem odpuścić już wycieczkę do centrum i udałem się z moją host, na zaległe zakupy do supermarketu, podczas których szybko przełamaliśmy lody. Będąca nauczycielką i opiekunką trudnej młodzieży Dasia miała sposobność wyjechania dwa razy na stypendium do Francji i raz do Stanów, a w momencie naszej rozmowy była w trakcie udzielania odpowiedzi na kilka ofert pracy, głównie z krajów anglojęzycznych. Była jedną z niewielu Meksykanek bardziej zainteresowanych poznaniem Ameryki Łacińskiej aniżeli Europy i właśnie planowała roczną podróż edukacyjną na południe, gdzie w pierwszej kolejności miała się nauczyć tańczyć tango w Argentynie i tą opowieścią skończył się ten długi autostopowy dzień.

Cały artykuł oraz więcej zdjęć znajdziesz na moim blogu, pozdrawiam ! :)

http://www.tuandepaso.com/meksyk-zacatecas-przedsmak-polnocy/

Zdjęcia

MEKSYK / Zacatecas / Zacatecas / Widok z BufaMEKSYK / Zacatecas / Zacatecas / Klatka z PółnocyMEKSYK / Zacatecas / Zacatecas / Kolonialne UliczkiMEKSYK / Aguascalientes / Aguascalientes / Trening TorreroMEKSYK / Aguascalientes / Aguascalientes / Dachowanie w Meksyku

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

05-30
Z emigracji do Hiszpanii, czyli gdzie zamieszkać na emeryturze

Każdy pracujący człowiek, przynajmniej raz w roku potrzebuje dłuższego urlopu, by zregenerować siły, odpocząć psychicznie od codziennych zajęć i w miarę możliwości zrealizować marzenia. Może to być wycieczka do egzotycznego kraju, wyjazd do rodziny lub remont w domu. Tak czy inaczej, chodzi o to, by dzień urlopu nie przypominał dnia codziennego i przynosił zadowolenie. Z reguły urlop planuje się z wyprzedzeniem, śledząc oferty biur turystycznych, sprawdzając ceny biletów lub wolne terminy fachowców od remontów.

06-01
Urlop na Ukrainie, tak, nie?

Ile osób słysząc propozycje urlopowe dotyczące tego kraju tylko się uśmiechnie? Czy słusznie? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie opisując relacje z mojego pobytu u naszych sąsiadów.

05-10
ROSJA - rozmowy trochę nietypowe...
05-06
Gruzja jest piękna! Na pewno?...
05-04
Wokół Wysp Brytyjskich - część pi...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl