Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Iran - trzy tygodnie podróżowania samodzielnie lub w towarzystwie miejscowych. > IRAN


AdamBB AdamBB Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie IRAN / - / Teheran / Widok z wieży Milad na Teheran północnyW październiku i listopadzie 2017r spędziłem 21 dni podróżując po Iranie. To była moja pierwsza podróż poza Europę samodzielnie. Generalnie pomimo dość napiętego planu i obaw na początku, radziłem sobie dobrze i udało się zrealizować plan prawie w całości. Poniżej opisuję kilka ciekawszych historii i zdarzeń z wycieczki. Dodatkowo zamieszczam artykuł "Iran - informacje praktyczne i ciekawostki".

Walutą irańska jest Rial, ceny często są podawane w Tomanach.
1 Toman = 10 Riali.
1000 Tomanów = 10 000 Riali = niecały 1 PLN (w czasie mojej podróży).
Ceny podawane przeze mnie będą w tysiącach tomanów (w Iranie też często w ten sposób się podaje ceny), więc jeżeli gdzieś jest napisane 25 tzn 25 000 Tomanów, czyli około 25zł. W niektórych przypadkach ceny będą w innej walucie i wtedy będzie to zaznaczone.



Przelot do Iranu i wiza

17.10.2017, Manchester, jest moja kolej na odprawę bagażową. Kobieta na stanowisku odprawy Turkish Airlines patrzy do paszportu - nie widząc wizy pyta, czy będę wyrabiał ją po przylocie oraz jak długo zamierzam być w Iranie. Mój pobyt nie przekracza miesiąca, a więc nie ma problemu, mogę lecieć :). Po czterech godzinach od startu podziwiam Istambuł w nocy podczas lądowania. Tamtejsze lotnisko jest duże i nowoczesne. Zgodnie z tablicą wylotów, co 5 minut jest ich gdzieś 2-5 pomimo nocnej pory. Trzeba przyznać - niezły ruch. Kolejne 3 godziny lotu i około 5 rano ląduję w Teheranie. Po wyjściu z samolotu idę do toalety i gdy wracam, jest już w miarę pusto. Fakt, że przyleciałem linią turecką, miał duże znaczenie. Przylecieli ze mną głównie Turcy i Irańczycy - jedni i drudzy nie potrzebują wizy. Zatem przy okienku, gdzie się ją dostaje, jest w miarę pusto. Stoi tam również jakaś grupka Azjatów. Irański urzędnik tłumaczy jednemu z nich, że ma wpisać w formularzu swój phone number, używa również zwrotu cell number. Niestety ten pan totalnie nie rozumie, o co chodzi, a inni nie wiadomo dlaczego, nie pomagają mu (też nie rozumieją?). Kupuję ubezpieczenie za 15$. Podobno jak w swoim ubezpieczeniu nie jest wyraźnie napisane, że dotyczy ono Iranu, tylko jest napisane "cały świat", to trzeba w Iranie kupić tamtejsze ubezpieczenie. Ja takie mam, więc kupuję - zresztą może się przydać. Teraz kolej na wizę. Wypełniam mały formularz, płacę 90$ w jednym okienku, daję dowód wpłaty, paszport, ten formularz i potwierdzenie zakupu ubezpieczenia w drugim okienku. Czekam dłuższą chwile, słyszę swoje nazwisko, odbieram paszport i mam wizę. Zakup ubezpieczenia i wyrobienie wizy zajęło jakieś pół godziny :). Następnie pokazuję paszport na kontroli, znudzony urzędnik wbija pieczątkę i mogę już podróżować po Iranie. Chce wymienić pieniądze w kantorze na lotnisku - kursy bardzo dobre, ale ze względu na posiadanie małej ilości irańskiej gotówki kantor jest skłonny wymienić mi jedynie 20 funtów. Idę jeszcze do informacji spytać, gdzie jest stacja metra (wiem że jest, a nie widzę żadnych znaków). Ignoruję taksówkarzy i ich historie, że metra nie ma, albo że metro nie dowiezie mnie prosto do hotelu. Na stacji okazuje się, że muszę czekać 1,5 godziny - metro dopiero odjechało, a wcześnie rano kursuje rzadko. Kosztuje ono 1 za przejazd z lotniska do miasta (około 40km) :). Postanawiam wrócić i spróbować wymienić więcej waluty oraz kupić kartę SIM. Niestety inne kantory są zamknięte, a w placówkach banków nie chcą wymienić pieniędzy (albo w ogóle, albo jedynie euro i dolary). Jeśli chodzi o telefon, to też albo placówki zamknięte, albo nie mieli kart. Wracam na stację metra, jadę jakieś 1,5 godz z dwoma przesiadkami i dojeżdżam do miejsca oddalonego 0,5km od hotelu.



Pierwszy dzień - Teheran

Przyjeżdżam do hotelu około 10 przed południem. Dostaję darmowe śniadanie, chociaż moja doba hotelowa zacznie się po południu, a wliczone śniadanie powinno przysługiwać mi dopiero jutro. Idę na miasto i w biurze Irancell kupuję kartę SIM, płacę 30 i wystarcza na cały pobyt (korzystanie z mapy przez internet, parę smsów i rozmów lokalnych, 2 krótkie rozmowy do Polski). W kantorze rezygnuję z wymiany po tym, jak pracownik daje mi niższy kurs od tego na tablicy za to, że chcę wymienić dużą kwotę :D. Dużą tzn. 250 funtów. Spaceruję po mieście i rozglądam się za innymi kantorami, ale niestety nic nie znajduję. Jadę do wieży Millad (jedna z najwyższych na świecie). Widok z niej na miasto, a szczególnie na jego północną część, jest rewelacyjny. Obok wieży ogrody, dalej budynki - również trochę wieżowców, a za nimi wysokie góry. Tam też dziewczyna w kasie zgadza się wymienić niewielką ilość funtów. Kolejny cel to muzeum dywanów. Dwóch taksówkarzy studiuje moją mapkę w przewodniku Lonely Planet, żeby dowiedzieć się jak tam dojechać. W końcu jeden mnie zabiera. Jeszcze po drodze pyta przypadkowych ludzi, jak tam trafić i w końcu jestem na miejscu. Żeby zwiedzać muzeum trzeba ubrać woreczki na buty (jak w szpitalu), choć eksponaty są nie na podłodze, tylko na ścianach. Poza dywanami z wzorami są też takie przedstawiające jakieś obrazki. Potem jadę do "wieży" Azadi zbudowanej dla uczczenia obchodów 2500-lecia Imperium Persów. Tak właściwie to jest budynek o ciekawej konstrukcji a nie wieża. Niestety gdy tam docieram, jest już ciemno, ale jest ona ładnie oświetlona. W pobliżu znajduje się jeden z dworców autobusowych i wielki postój taxi. Tutaj też wielu prywatnych kierowców zatrzymuje się na drodze, mówi dokąd jedzie i jak komuś ze stojących obok drogi odpowiada kierunek, to może się dosiąść za opłatą. Akurat wtedy był okres, kiedy dużo ludzi wraca z pracy do domów. Ja również, po zjedzeniu pizzy w jednym z pobliskich lokali, wracam do hotelu.


Wieża Azadi



Meczet - pierwszy raz

Będąc w Teheranie postanawiam zobaczyć meczet Imama Chomeiniego znajdujący się przy bazarze. W środku oczywiście są ludzie, którzy się modlą, ale są też tacy co siedzą i nic nie robią, ktoś się bawi telefonem, ktoś czyta gazetę... Mówię o Irańczykach. Nie tak to sobie wyobrażałem. Tak przy okazji, kilka dni później dowiedziałem się od przewodnika, że kształt meczetu (kopuła i 2 minarety po bokach) symbolizują głowę i ręce wzniesione do modlitwy.

Meczet Imama w Isfahanie

Meczet w Teheranie


Irańskie małżeństwo spotkane w Teheranie północnym

Postanawiam zobaczyć Niavaran Complex z pałacem szacha Rezy Pahlaviego, ostatniego szacha Iranu odsuniętego od władzy podczas rewolucji islamskiej. Znajduje się u stóp gór na północnym krańcu miasta. Zasady takie, jak w przypadku Golestan Complex, który zwiedzałem wcześniej. Płacimy za wejście do kompleksu oraz do tych budynków, które chcemy zobaczyć. Jeżeli chcemy zwiedzić wszystko, to cena dla obcokrajowców w przypadku obu kompleksów wynosi około 80 za każdy z nich, dla Irańczyków kilkanaście. Ta polityka cenowa dotyczy wszystkich miejsc do zwiedzania. Ja wybieram pałac i "garaż" z Rolls-royce’ami oraz rowerkami i motorkami dzieci szacha. Gdy przeglądam mapkę kompleksu, podchodzi do mnie dziewczyna i mówi, że ona z mężem też będą zwiedzać ten kompleks i jak chcę, to mogę do nich dołączyć. Czyżbym wyglądał na zagubionego, czy może po prostu chciała nawiązać kontakt z obcokrajowcem? Zgadzam się. Byłem umówiony w Teheranie z jedną osobą poznaną wcześniej przez internet podczas "wyrabiania sobie kontaktów wśród localsów". Niestety podobno nie mogła się spotkać, bo coś wypadło, to chociaż teraz mam okazję poznać jakichś Irańczyków. Dziewczyna (Peymaneh) mówi bardzo dobrze po angielsku, jej mąż nie zna tego języka. Zwiedzamy razem pałac - nie muszę nawet czytać opisów miejsc, bo ona mi wszystko wyjaśnia. Mieszkają w Teheranie i była tu już nie raz. Słyszę Polaków rozmawiających ze sobą - dyskutują o jakże ważnym "problemie" z dostępem do Facebooka w Iranie. Potem para ma w planie zwiedzanie biblioteki. Ja nie kupiłem wstępu, ale załatwiają mi wejście za darmo. Później ja zwiedzam budynek z pojazdami, oni czekają na zewnątrz. Na koniec pytają o moje plany na dalszą część dnia i po mojej odpowiedzi postanawiają do mnie dołączyć. Bardzo dobrze, bo planowane miejsca do zobaczenia są poza zasięgiem sieci metra i trzeba by brać taxi, a oni mają auto ;) Jedziemy do galerii handlowej - chcę zobaczyć jakąś nowoczesną w stolicy i porównać z naszymi. Ściany ze szkła, w środku prawie tak jak u nas. Bardzo drogo - może być ta sama marka a ceny nawet 2 razy wyższe. Pytam o irańskie marki. W odpowiedzi słyszę, że tu prawie wszystko jest zagraniczne. Robię zdjęcie - przybiega jakiś ochroniarz i mówi, że nie wolno. Irańczycy mówią mu coś i odpowiada już bardziej spokojny, że OK, ale żebym więcej nie robił. Jedziemy na kebaba, oni zamawiają dla każdego z nas cały zestaw z różnymi dodatkami i nie chcą, żebym zapłacił za siebie. Potem jedziemy do parku Mellat. Mieszkańcy Teheranu (szczególnie północnego) lubią tu spędzać czas, zwłaszcza teraz, ponieważ jest piątek. W Iranie czwartek to odpowiednik naszej soboty, a piątek - naszej niedzieli. Dużo osób urządza pikniki, gra muzyka, w tle widać góry, słońce zachodzi. Idziemy na deser. Chcę się jakoś odwdzięczyć, bo w końcu wożą mnie i postawili mi obiad. Wpadam na pomysł i pytam czy widzieli niepapierowe banknoty. Odpowiadają, że nie. W UK ostatnio został wyemitowany plastikowy banknot 10 funtów i mam taki akurat w portfelu. Pokazuję - są zachwyceni. Mówię więc, żeby go sobie zachowali. Protestują, ale protest zostaje szybko zakończony. Dostajemy deser (nigdy czegoś takiego nie jadłem), ale Peymaneh mówi, że nie jest dobry i żebym go nie jadł. Reklamują go i wychodzimy. Robi się już ciemno, więc kończymy zwiedzanie. Peymaneh zaprasza mnie do domu. Niestety jutro muszę wcześniej wstać, więc odmawiam, ale zapewniam, że przed odlotem do nich wpadnę. Informuje mnie również, że gdyby mi brakło pieniędzy, to żebym dał znać.... Wracamy razem, jako że oni mieszkają w południowej części miasta. Wysiadam po drodze obok stacji metra i wracam do hotelu.

Gdy zbliża się koniec mojej wycieczki Peymaneh dzwoni i pyta, kiedy przyjadę. W ostatni dzień podróży po przyjeździe do Teheranu rano, zabierają mnie z dworca kolejowego. Następnie zatrzymujemy się na śniadanie w lokalu i jedziemy do domu rodzinnego męża dziewczyny. Para jest świeżo po ślubie i jeszcze nie ma swojego mieszkania. Zgodnie z umową / zasadami to rodzina pana młodego ma zapewnić mieszkanie. Peymaneh poprzednim razem powiedziała mi, że ona chce mieć duże mieszkanie i ojciec jej męża obiecał takie kupić. Mieszkanie do którego przyjeżdżamy to część budynku i w tej części wszystkie piętra (w sumie 3 lub 4 poziomy) i klatka schodowa są ich. Biorę prysznic i jadę sam na miasto. Zwiedzam m.in. muzeum klejnotów znajdujące się w podziemiach banku. Można tam zobaczyć biżuterię i wiele rzeczy zdobionych drogimi kamieniami np. naczynia ozdobne, broń, tron. Jest również globus, na którym obszary wodne to kamienie w jednym kolorze, a ląd składa się z kamieni w innym kolorze. Wieczorem wracam, jemy kolację, rozmawiamy. Koło północy mąż odwozi mnie na lotnisko. Żona musi iść na rano do pracy i on nie pozwala jej, żeby jechała z nami. Jeszcze parę słów o łazience. Żadnych półek, haczyków. Za to są haczyki w kuchni zaraz przy drzwiach do łazienki. Czyli gdy biorę prysznic to mój ręcznik oraz ubranie wisi w kuchni ;) Kuchnia jest bezpośrednio połączona z salonem, w którym wszyscy siedzą. Na szczęście w kuchni przed drzwiami do łazienki jest zakręt, co powoduje, że jedynie z kuchni ktoś może mnie widzieć jak wychodzę. Przyznam, że tak średnio się czułem w takich warunkach :D

Pałac Szacha w kompleksie Niavaran



Wycieczka pociągiem do Sari

Nie miałem tego w planie na początku, ale poznani przez internet Irańczycy sugerowali, żeby odwiedzić północny Iran. Bo tam jest ładnie, bo jest zielony, inny niż reszta kraju, bo to popularny rejon turystyczny wśród miejscowych. Przeczytałem również o malowniczej trasie kolejowej biegnącej przez góry z Teheranu do Sari. I pomyślałem sobie - pojadę, zobaczę góry z pociągu, zobaczę jak krajobraz zmienia się dość szybko z półpustynnego w "zielony" i odwiedzę północny Iran. Chcę wejść na peron i dowiaduję się, że najpierw muszę iść na posterunek policji znajdujący się w budynku dworca. Super - no to idę. Policjant patrzy do paszportu, robi parafkę na bilecie i teraz mogę wejść na peron. Później na innych dworcach kolejowych nie musiałem tego robić. Pociąg wygląda tak sobie, przedział 6 miejscowy, jedna kobieta i sami mężczyźni. Są Turcy i Irańczycy, nikt dobrze nie mówi po angielsku. Są zaciekawieni i nastawieni przyjaźnie. Nawet jak chcę zrobić zdjęcie to mi otwierają okno pociągu, czasem sami sugerują, gdzie jeszcze bym mógł fotkę zrobić :). Jedziemy - widoki rzeczywiście ładne. Jest sporo tuneli, chwilami jesteśmy wysoko i widać wioski pod nami. Konduktor zna angielski. Gdy przechodzi, czasem zagada - pyta o rodzinę, pracę, wiek. To czego się dowie, mówi moim współpasażerom, a oni z zaciekawieniem słuchają. Mnie z kolei chce się śmiać. Po drodze jest dłuższa przerwa na stacji na modlitwę. Później poznaję jeszcze starszego pana z innego przedziału. Umie trochę po angielsku - mówi, że jest nauczycielem ekonomii. Przyjeżdżamy na miejsce jakieś 0,5 godziny przed czasem. Po wyjściu wspomniany nauczyciel przedstawia mi swoją żonę (sporo młodszą) i syna czekających na niego na dworcu. Zaprasza mnie też do domu, ale nie mam zbyt wiele czasu i muszę odmówić.





Hamadan - zakwaterowanie w perskim mieszkaniu i kolega poznany przez internet

Przyjeżdżam do Hamadan. Zgodnie z planem miałem się zatrzymać u poznanego przez internet Sadegha. Po małych problemach (autobus był spóźniony i zatrzymał się gdzieś przy drodze, zamiast wjechać na dworzec, bateria prawie rozładowana, do tego miałem problem zrozumieć go mówiącego przez telefon) wreszcie udaje nam się spotkać. Dowiaduję się, że niestety nie może mi dać zakwaterowania z powodu problemów z gazem i mogę nocować w hotelu, albo w mieszkaniu u jego znajomych. Ta druga opcja byłaby tańsza i kosztowałaby jakieś 10 funtów za noc. Wybieram więc ją i jedziemy na miejsce. Wita nas pani domu (jak się potem okazało - w moim wieku), w środku jest jeszcze mała córeczka, a mąż jest poza domem. Wreszcie mam okazję zobaczyć perskie mieszkanie. W salonie oczywiście perskie dywany. Na ścianie wisi niewielki "obraz w ramce" - czytaj: ręcznie zrobiony przez panią domu dywan wyglądający jak obraz i oprawiony. Do tego jeden dywan jest w trakcie robienia, więc mam okazję zobaczyć stanowisko do robienia dywanów. Obok jest kartka-wzór zapisana perskimi znakami informująca, w którym miejscu jakich kolorów użyć. Łazienka bardzo mała - tylko prysznic zamontowany na górze (żadnej kabiny) i małe półeczki. Umywalka znajduje się w toalecie, która w sumie jest większa od łazienki. Po pewnym czasie przychodzi mąż, albo brat pani domu i zabiera ją i jej córkę. Okazuje się, że zostawiają mieszkanie mi... Jestem w szoku! Sadegh później pyta, czy może zostać, czy chcę zostać sam na mieszkaniu na noc. Nie wiem czy to było tylko takie grzecznościowe pytanie, czy rzeczywiście gdybym wybrał drugą opcję, zostawiliby mieszkanie tylko mi. Oczywiście zgadzam się, żeby został. Z powodu problemów żołądkowych nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Jeśli dobrze pamiętam to jest on częściowo Turkiem, a częściowo Kurdem.



W następny dzień pożyczamy samochód i jedziemy do jaskini Ali Sadr. Sagedh sugeruje, że może do nas dołączyć jego koleżanka dobrze znająca angielski. Jestem "za" i jedziemy we trójkę. Standardowo są dwie ceny biletów wstępu. Dla obcokrajowców jest jakieś 3 razy drożej w tym przypadku. Zgodnie z planem przed wejściem i przy kasie nic nie mówię, nie stoję obok sprzedawcy biletów, mam czapkę z daszkiem. Do tego w budynku, z którego się wchodzi do jaskini, jest trochę ciemno. Oni kupują bilety i udało się kupić dla mnie bilet taki, jakie są dla Irańczyków:). Wracając zatrzymujemy się jeszcze w mały miasteczku znanym ze sprzedaży wyrobów glinianych, również ręcznie zdobionych.



Kolejny dzień to wyjazd do Kermanszah. Poznana wczoraj Sara decyduje się jechać z nami. Myślę - skoro jedziemy we trójkę to można by wynająć samochód. Tak też robimy, choć okazuje się, że to ja sam mam za niego zapłacić. Ostatecznie mieszkanie też kosztuje mnie 20 funtów zamiast 10 za noc. Dodatkowo Sagedh rano informuje mnie, że dostał telefon od szefa i musi być na 17:00 w pracy (chociaż wziął urlop). Jeśli nie przyjdzie, to musi zapłacić 50 kary i albo wracamy przed 17:00 (czytaj: jedziemy jakieś 180km w jedną stronę po to, żeby na miejscu być 1,5-2 godz. i wracać), albo ja mam zapłacić tą karę. No cóż - zgadzam się. Gdy się rozliczamy, dolicza mi również przejazd taksówką z dworca do miejsca zakwaterowania zaraz po moim przyjeździe - przy taksówkarzu upierał się, że to on zapłaci. W końcu jedziemy do Kermanszah. Po drodze spotykamy samochód jadący z przeciwka poboczem ponad rowem - jedna para kół z jednej strony rowu a druga z drugiej :). Zatrzymujemy się w Bisotun i mamy okazję zobaczyć płaskorzeźbę wykutą wysoko na skale oraz rzeźbę Herkulesa. W Kermanszah główną atrakcją jest Taq-e Bostan - płaskorzeźby znajdujące się we wnękach wykutych w skale i ładnie podświetlone w nocy. Wstęp kosztuje 20 żeby zobaczyć 3 rzeźby znajdujące się obok siebie. Są widoczne z za ogrodzenia a mając dobry zoom w aparacie można zrobić przyzwoite zdjęcia. W pierwszej chwili postanawiam nie wchodzić na teren "płatny" i poczekać na towarzyszy. Gdy zmieniam zdanie i wchodzę, dowiaduję się, że Sadegh właśnie kupił dla mnie bilet, bo skoro przyjechałem tutaj, to bez sensu byłoby nie zobaczyć tych płaskorzeźb z bliska. Potem dowiaduję się, że muszę mu oddać pieniądze.... OK - i tak chciałem tam wejść, ale takie podejście "kupiłem coś dla Ciebie bez żadnych konsultacji z Tobą, a teraz masz mi oddać pieniądze" jest denerwujące. Wracamy. Podczas tych dwóch dni podróży Sadegh często zatrzymuje się żeby spytać ludzi o drogę. Nawet na rondzie, żeby spytać stojącego tam policjanta. Gdy widzę, że pomimo pytania się o drogę, ma problem z wyjazdem z miasta, sprawdzam na telefonie mapę Google. Następnie mówię, żeby się cofnął do poprzedniego ronda, skręcił w prawo i potem ciągle prosto. Po chwili przekonywania go w końcu korzysta z mojej rady, ale jeszcze na tym prostym odcinku parę razy zatrzymuje się, żeby spytać o drogę, chociaż mówię mu, że już tylko prosto.... Przecież co taki Polak jak ja może wiedzieć, którędy jechać w Iranie. Po powrocie Sara zaprasza mnie do swojego mieszkania. Niestety jest już wieczór, a ja mam nocny autobus do Isfahan i muszę odmówić :(. Gdy jedziemy taksówką na dworzec (jest jeszcze trochę czasu do odjazdu), Sadegh sugeruje krótki wypad do wodospadu pod miastem. Jest już ciemno, ale jest oświetlony. Gdy taksówkarz chce 50 za przejazd tam i potem na dworzec, a targowanie się nic nie daje, rezygnuję. Powiedziałem wtedy chyba mniej więcej coś takiego "OK, to jedziemy na dworzec". Sadegh niestety "zrozumiał", że jestem zainteresowany i ostatecznie zobaczyłem przeciętny wodospad w nocy za 50. Podsumowując mam mieszane uczucia - z jednej strony sporo mi pomógł podczas tych 3 dni, z drugiej jego zachowanie było niekiedy denerwujące. Z pozostałymi poznanymi Irańczykami było inaczej.






Isfahan

Gdy jadę z dworca do hotelu taksówką, kierowca pyta, skąd pochodzę. Po mojej odpowiedzi liczy 1-10 po polsku robiąc tylko jeden błąd.

W Isfahanie spędzam trochę czasu z Mahsa - znajomą poznaną jakieś 2 lata temu na portalu do wymiany językowej. Szukałem wtedy ludzi do konwersacji po angielsku w ramach nauki, a dodatkowo rozmawiając z nią miałem okazję dowiedzieć się czegoś na temat kontrowersyjnego Iranu. A więc znaliśmy się trochę czasu, sporo ze sobą rozmawialiśmy, no i w końcu miałem okazję ją spotkać na żywo.

Raz gdy czekam na nią w parku, przychodzi dwóch małych chłopców. Jeden wyciąga telefon i zaczyna nagrywać, a drugi podchodzi do mnie i wymieniamy parę zdań po angielsku. Wita się, przedstawia, pyta o imię, skąd jestem itp. Potem żegna się i zadowoleni odchodzą. Będą mieli czym się pochwalić przed rodziną i kolegami :).

Będąc w meczecie przy placu Naqsh-e Jahan widzę miejsce, gdzie można porozmawiać z duchownym na tematy związane z islamem. Jest tam plakat informujący o tym z napisem "Free friendly talks with the clerics". Spotykam też irańskiego żołnierza, który chwali się, że zna paru polaków, również parę polskich słów. Łącznie z tym na k.

Plac Naqsh-e Jahan

Plac Naqsh-e Jahan i widok na meczet Imama

Zabytkowy most Khaju

Most Khaju - dolna część

Zabytkowy most Shahrestan - najstarszy w Isfahanie

Bazar w Isfahanie



Wycieczka po pustyni i oazach, nocleg w wiosce na pustyni

Dwa dni spędzone na wycieczce, jak w tytule, należą do najlepszych podczas mojego pobytu w Iranie. Kupiłem prywatną wycieczkę na pustynię w irańskim biurze podróży ze względu na bardzo dobrą cenę oraz pewne trudności z organizacją czegoś takiego samodzielnie. Teoretycznie mógłbym podróżować w tamtym rejonie sam, ale nie byłoby szans zrobić w 2 dni tego co zrobiłem. Wycieczka zaczyna się w Jazd. Do mojego hotelu przyjeżdża przewodnik Reza i wyjeżdżamy. Najpierw jedziemy do Garmeh, gdzie mam możliwość pospacerować po jednej z najładniejszych oaz w Iranie oraz zobaczyć w środku popularny Ateshooni Guesthouse i zjeść tam obiad. W tej oazie / wiosce znajduje się dużo palm. Ja oazę wyobrażałem sobie jako miejsce, gdzie na środku jest woda, dookoła rośliny, głównie palmy i dalej pustynia. W rzeczywistości oaza to często jakaś wioska na pustyni - budynki, pola uprawne, rośliny. Potem jedziemy do kolejnej oazy - Farahzad, gdzie oglądam zachód słońca na pustyni oraz nocuję w pensjonacie w stylu tradycyjnym z dziedzińcem na środku budynku, pod gołym niebem. Farahzad, w przeciwieństwie do Garmeh, jest położony obok pustyni piaszczystej, ale jako oaza wygląda gorzej. W następny dzień po śniadaniu mam godzinną jazdę na wielbłądzie po pustyni. Potem jedziemy nad "słone jezioro" - w praktyce jest ono wyschnięte. Reza decyduje się wjechać na nie, niestety przypadkiem przebija oponę i stojąc na tymże "jeziorze" dokładnie w południe musi ją wymienić. Następnie jedziemy do kolejnej oazy - Ezmirghan - położonej niedaleko Tabas. W Lonely Planet nie ma żadnych informacji na jej temat, ale w relacjach z wycieczek pisanych przez Polaków pojawia się ona dość często. Jest położona w dolinie i pomiędzy palmami uprawia się tu... ryż :) Potem jeszcze wizyta w warsztacie zajmującym się wymianą opon i wracamy do Jazd.


Opuszczona wioska Kharanaq

Garmeh - oaza

Garmeh - wioska. Za zagrodą pensjonat Ateshooni

Oaza Farahzad na horyzoncie




Słone jezioro

Oaza Ezmirghan

Oaza Ezmirghan



Młody kombinator w Jazd

Skończyłem zwiedzanie Jazd, wykwaterowałem się z hotelu i chcę jechać na dworzec. Łapię taxi, zatrzymuje się młody prywatny kierowca, ustalamy cenę i jedziemy. Tak przy okazji - chciał 2 razy tyle, co płaciłem z dworca do hotelu, ale szybko sprowadziłem go z obłoków na ziemię. Podczas jazdy pyta, dokąd chcę jechać autobusem i po otrzymaniu odpowiedzi (Sziraz) zaczyna mówić, że o tej porze (było koło 15-16) nie ma tam autobusów. Podobno były jakieś koło południa, a potem będą jeszcze wieczorem. Jestem zaskoczony, bo Lonely Planet mówi o częstym kursowaniu autobusów pomiędzy tymi miastami. Chłopak mówi również, że o tej porze jest przerwa na dworcu i nie kupię biletu w kasie, jedynie w mieście w biurze agencji turystycznej. Zaczyna również pytać czy byłem w .... i tu wymienia różne atrakcje turystyczne Jazdu. Widać, że chciałby mnie powozić po mieście i zarobić. Odpowiadam, że byłem i że chcę teraz jechać do Szirazu. Jedziemy do biura agencji i tam dowiaduję się, że najbliższy autobus jedzie o 23. Nie wierzę, że nic wcześniej nie ma, więc tenże chłopak sugeruje jazdę do biura innej agencji, w której może będą sprzedawać bilety na jakiś wcześniejszy autobus. Na miejscu okazuje się, że jest autobus o 17:30, ale bilet kosztuje 72 (sporo). Wyciągam przewodnik, sprawdzam - autobus VIP na tej trasie powinien kosztować 36... Pytam dlaczego tak drogo - pracownica odpowiada: "bo to VIP". Myślę sobie - nawet jeżeli w kasach na dworcu mają sjestę to powinna się wkrótce kończyć - i mówię do chłopaka, że chcę jechać na dworzec.
- Prosto na dworzec?? - pyta zdziwiony.
- TAK!! Prosto na dworzec - odpowiadam.
Te biura agencji turystycznych były bardzo blisko siebie i nic nie płaciłem dodatkowo za jeżdżenie do nich. W końcu jedziemy na dworzec. Na miejscu bez problemu kupuję bilet i płacę 36. Autobus jedzie o 17:30 i przed północą jestem w Szirazie. W hotelu okazuje się, że chyba brakuje im pokoi i mam trójkę z łazienką, pomimo że zarezerwowałem jedynkę bez łazienki. I to w tej samej cenie :D.

Wieża milczenia na obrzeżach Jazd

Ogród Dowlat Abad w Jazd

Jazd - stare miasto



Wycieczka do Persepolis taksówką

Potrzebuję zrobić pranie, więc biorę taxi do najbliższej pralni. Na miejscu nie mogę się dogadać, więc dzwonię do koleżanki Iranki i proszę, żeby spytała pana w pralni, ile chce za pranie i na kiedy będzie gotowe. Następnie daję mu telefon, chwilę gadają. Gdy dostaję go z powrotem, ona poza odpowiedzią pyta również, jakie mam plany na później... Okazuje się, że taksówkarz (który ciągle jest z nami) chętnie by mnie gdzieś zawiózł. Dobrze kombinuje - przecież ten turysta z zachodu nie pojechał do pralni, żeby tam siedzieć, tylko oddać pranie i potem będzie chciał jechać gdzieś dalej. I raczej będzie jechał taksówką:). Mam w planie Persepolis tego dnia i myślę "można by w sumie teraz tam pojechać". Mówię więc do koleżanki, że jeśli on zaoferuje dobrą cenę to możemy jechać do Persepolis. To jest jakieś 50-60 km z Szirazu. Taksówkarz życzy sobie 100 (tam i z powrotem z czekaniem na mnie, gdy będę zwiedzał) i ponieważ cena jest atrakcyjna, wyjeżdżamy do Persepolis. Wyciągam aparat, żeby zrobić zdjęcie 5-cio gwiazdkowego hotelu opartego o skałę. Taksówkarz pokazuje, żeby jemu też zrobić zdjęcie... no to robię. Zatrzymujemy się w sklepie, gdzie kupuję wodę. Taksówkarz pokazuje na mnie i mówi do sprzedawców "Ameryka", na co oni kiwają z powagą głowami. W trakcie jazdy zauważam, że samochód nie ma szybek w lusterkach a prędkościomierz ciągle pokazuje 0 :) Mimo wszystko jedziemy. Na miejscu spędzam 2,5 godziny zamiast ustalonej 1,5. Chciałem nie tylko obejść te ruiny starożytnej perskiej stolicy i zobaczyć muzeum, ale także poczytać coś w przewodniku o konkretnych częściach tego miasta, żeby wiedzieć więcej. Nie spodziewałem się, że to zajmie aż tyle. Trochę obawiam się reakcji kierowcy, ale po powrocie on tylko pokazuje na zegarek z lekkim uśmiechem. Ja w odpowiedzi informuję go, że dopłacę 20. Podczas powrotu on daje mi swój telefon - ktoś chcę ze mną rozmawiać.
- Masz mu zapłacić teraz - słyszę.
- Dlaczego? - pytam. Zaczynam myśleć, że pewnie się zdenerwował, że tyle musiał czekać i teraz chce mnie skasować, i zostawić gdzieś po drodze.
- Bo on musi zatankować, a nie ma pieniędzy na paliwo - odpowiada mój rozmówca.
AHA, no to już teraz rozumiem, dlaczego wcześniej pokazywał mi banknot o wartości około 2zł...

Persepolis

Twierdza Karim Khana - Sziraz

Meczet Nasir al-Mulk - Sziraz

Naranjestan-e Ghavam Pawilon - Sziraz



Pobyt nad Zatoką Perską z grupą Irańczyków

Będąc w Szirazie, robię jednodniową wycieczkę nad Zatokę Perską, a dokładniej do niewielkiego miasteczka Assaluyeh. Plan jest taki, że mam tam spotkać dziewczynę poznaną przed wyjazdem przez internet. Mają tam też być jej znajomi, którzy podróżują z nią po tym regionie. Razem mamy zobaczyć las namorzynowy oraz Naiband - zatokę z malowniczym skalistym wybrzeżem. Generalnie miasteczko Assaluyeh i okolica znane są raczej z wydobycia ropy i gazu. Jeśli chodzi o turystykę, w przewodniku nic nie ma na temat tego regionu (mam na myśli znacznie większy obszar od miasta i jego okolic). Również Irańczycy często nie wiedzą nic o jego turystycznych walorach. Po 11 w nocy wyjeżdżam z Szirazu. W autobusie są głównie mężczyźni. Jak mówi poznany na dworcu Irańczyk siedzący koło mnie - ludzie jadą tam głównie do pracy (ropa, gaz). A ponieważ jest ona ciężka, to pracują tam prawie sami mężczyźni. Przyjeżdża się tu na kilka lub kilkanaście dni, pracuje się codziennie i potem wraca się na parę dni do domu. On też jedzie pracować. Koło piątej rano docieramy do celu. Jako że o tej porze wszystko jest zamknięte (łącznie z budynkiem dworca), zgodnie z radą wspomnianego Irańczyka idziemy przeczekać do szóstej w pokoju modlitw. Zapach tam nie należy do najlepszych, ale nie mam wyboru - staram się jakoś przesiedzieć i przeczekać do otwarcia budynku dworca. Klimat w tym mieście jest zupełnie inny, niż w innych miejscach Iranu. Mimo wczesnej pory jest ciepło i wilgotno. W końcu rozstaję się z nowo poznanym chłopakiem. On idzie do pracy, a ja próbuję znaleźć jakiś lokal, albo chociaż sklep, żeby kupić coś do jedzenia. Na dworcu, wbrew moim oczekiwaniom, nic nie ma. Niestety nic nie znajduję i zadowalam się resztkami jedzenia i słodyczami, które mam ze sobą. Potem idę nad morze i w międzyczasie kontaktuję się z koleżanką, ponieważ jest już w miarę "normalna" pora dnia. Ona próbuje ustalić, gdzie dokładnie jestem, jednak moje tłumaczenia nie wiele dają. W końcu za jej radą daję w tym celu telefon taksówkarzowi siedzącemu w samochodzie w pobliżu. On z nią rozmawia i po chwili dowiaduję się od niej, że mam podjechać w pewne miejsce i oni mnie stamtąd wezmą. Pytam taksówkarza "ile?", odpowiada "2". Myślę - to pewnie gdzieś blisko - wsiadam i jedziemy. Jednak kurs nie jest bardzo krótki i już wiem, że będzie drożej. Na miejscu okazuje się, że 20. Bez przesady. Witam się z koleżanką, która podeszła do taksówki i od razu się skarżę ;)
- On chce za ten kurs 20. Nie jest to przesada?
Mansoureh (tak ona ma na imię) zaczyna coś dyskutować z taksówkarzem. Podczas tej rozmowy on nawet wyjmuje kartkę i coś na niej rysuje! Ostatecznie płacę 15.
Poznaję jej kolegów i koleżanki (jak się później dowiaduję, studiowali razem na uczelni biotechnologię) i jedziemy zobaczyć las namorzynowy. Potem jedziemy nad zatokę. Tam Irańczycy robią piknik pod jednym z drzew. Pomimo początku listopada temperatura przekracza 30 stopni, więc cień jest potrzebny. Gotują nawet makaron. Siedzimy, jemy, rozmawiamy, gramy w karty. Mają grę podobną do Makao z tym, że są inne karty funkcyjne i mają inne funkcje. Później zaczynamy jeździć po rejonie i szukać miejsca, gdzie można by bez problemu zejść do wody. Wybrzeże jest skaliste, czasem są pionowe ściany, ale w końcu znajdujemy odpowiednie miejsce i idziemy popływać. Dziewczyny pływają ... w tym, w czym chodziły wcześniej. Poza tym Irańczycy mają również kamizelki umożliwiające unoszenie się na wodzie bez żadnych umiejętności. W końcu robi się ciemno, kończymy pływanie i żegnamy się. Część osób zostaje w tym regionie a część wraca do Szirazu (w sumie są 3 samochody). Ja jadę z nimi do Szirazu, gdzie docieramy koło północy. Mimo mojej sugestii, nie chcą żadnych pieniędzy za przewiezienie mnie jakieś 300km. Podsumowując: dzień chociaż zaczął się niezbyt ciekawie, okazał się być jednym z najlepszych podczas tej wycieczki.

Las namorzynowy nad Zatoką Perską






Podróż nocnym pociągiem z Andimeszku do Teheranu

Po skończeniu zwiedzania miejsc Suza, Szusztar i Choqa Zanbil następuje ostatni długi przejazd w trakcie mojej podróży - z Andimeszku do Teheranu. Jest to około 650 km i jadę nocnym pociągiem około 13 godzin. W 6 osobowym przedziale z miejscami do spania jedzie ze mną pięciu Irańczyków w różnym wieku. Najstarszy z nich (około 50-60 lat) trochę zna angielski i zostaje tłumaczem pomiędzy mną a resztą osób nie znających tego języka w ogóle. Standardowo jak w takich sytuacjach, budzę ciekawość miejscowych. Jeden z pasażerów jest w moim wieku i daje mi jakieś słodycze i przekąski w ramach prezentów. W pewnym momencie nie mam już miejsca, żeby to chować. Gdy wyciągam aparat, żeby zrobić jakieś wspólne zdjęcia, wywołuję "lawinę zdjęć". Oni też wyciągają telefony i robią zdjęcia mi lub sobie ze mną. W szczytowym momencie 3 osoby robią mi równocześnie zdjęcie i już nie wiem, w stronę którego telefonu patrzeć i się uśmiechać :). Chłopak w moim wieku wziął również ode mnie email i po powrocie do domu dostałem od niego wiadomość z naszym wspólnym zdjęciem.

Historyczny system wodny - Szusztar

Kompleks świątynny Choqa Zanbil

Ruiny pałacu Dariusza - Suza



Worek cukierków w sklepie za darmo

Przed powrotem do Anglii postanowiłem dokupić jeszcze parę rzeczy, żeby zabrać ze sobą. W sklepie spożywczym wybieram kilka cukierków/czekoladek na wagę i idę z nimi do kasy. Jest ich na oko jakieś pół kilo. Pytam, ile mam zapłacić, a sprzedawca mówi, że nic. Gdzieś słyszałem o takim zwyczaju w Iranie, że czasem z grzeczności mówią, że nic - ale trzeba zapłacić. Zatem dopytuję dalej, jednak sprzedawca nie zmienia zdania. Pokazuję mu telefon, żeby napisał (może ja go źle rozumiem), a on pisze 00000. Mówi, że jestem tu gościem i mam te cukierki w prezencie. Głupio mi tak wziąć, więc kładę 10 na ladę, dziękuję i chcę wyjść. Jednak drugi pracownik stojący na mojej drodze do drzwi zatrzymuje mnie i nakazuje mi tą dyszkę zabrać. Ostatecznie poddaję się. Dostałem około pół kilo cukierków od zupełnie obcego sprzedawcy w sklepie...

Most Tabiat i widok na północny Teheran



Mapa mojej trasy



Wyjaśnienie:
- czerwone kropki - tam nocowałem
- niebieskie kropki - tam jedynie byłem
- kolejność zwiedzania zgodnie z numeracją
- jeżeli linia prowadzi do miejsca X, ale to miejsce ma wyższy numer niż kolejne miejsce Y, tzn że przyjechałem do miejsca X, zakwaterowałem się i najpierw pojechałem zobaczyć miejsce Y, a potem X. Tak jest np. w przypadku Jazdu czy Szirazu.

Gdybym nie czytał relacji z podróży do Iranu pisanych przez innych Polaków, byłbym bardzo zaskoczony tym, co widziałem i doświadczyłem w tym kraju. Będąc przygotowanym - spodziewałem się wielu rzeczy. Obawiałem się trochę, czy będę w stanie zrobić / zobaczyć / zwiedzić to, co zaplanowałem, gdyż było tego dużo. Ostatecznie jestem zadowolony z tego, co udało się zrealizować. Jeśli chodzi o wybrany termin - to był strzał w dziesiątkę. Słońce prawie cały czas i temperatury w sam raz dla mnie.

Zdjęcia

IRAN / - / Teheran / Widok z wieży Milad na Teheran północnyIRAN / - / Teheran / Wieża AzadiIRAN / - / Isfahan / MeczetIRAN / - / Teheran / Meczet w środkuIRAN / - / Teheran / Kompleks Niavaran - pałac szachaIRAN / Północ / Trasa Teheran - Sari / Góry Alborz - widok z pociąguIRAN / - / Hamadan / IRAN / - / Blisko Hamadan / Jaskinia Ali-SadrIRAN / - / Bisotun / Rzeźba HerkulesaIRAN / - / Kermanszah / Taq-e BostanIRAN / - / Isfahan / Plac Naqsh-e JahanIRAN / - / Isfahan / Plac Naqsh-e Jahan nocą - widok na Meczet Królewski / ImamaIRAN / - / Isfahan / Zabytkowy most KhajuIRAN / - / Isfahan / Zabytkowy most Khaju - dolna częśćIRAN / - / Isfahan / BazarIRAN / - / Okolice Jazd / PustyniaIRAN / - / Okolice Jazd / Kharanaq - stara opuszczona wioskaIRAN / - / Pustynia Dasht-e Kavir / Garmeh - oazaIRAN / - / Pustynia Dasht-e Kavir / Garmeh - wioskaIRAN / - / Pustynia Dasht-e Kavir / Pustynia z oazą FarahzadIRAN / - / Farahzad - centrum kraju / Jazda na wielbłądzie IRAN / - / Pustynia Dasht-e Kavir / Góry na pustyniIRAN / - / Pustynia Dasht-e Kavir / Wielbłądy spotkane przy drodze na pustyniIRAN / - / Pustynia Dasht-e Kavir / Słone jezioro (wyschnięte)IRAN / - / Okolice Tabas / Oaza EzmirghanIRAN / - / Okolice Tabas / Oaza EzmirghanIRAN / - / Jazd / Wieża milczenia - tu zoroastrianie zostawiali ciała swoich zmarłych ptakom na pożarcieIRAN / - / Jazd / Ogród Dowlat AbadIRAN / - / Jazd / Stare miasto - JazdIRAN / - / Persepolis / Persepolis - ruiny starożytnego perskiego miastaIRAN / - / Sziraz / Twierdza Karim KhanaIRAN / - / Zatoka Nayband należąca do Zatoki Perskiej / Las namorzynowy IRAN / - / Zatoka Nayband należąca do Zatoki Perskiej / Skaliste wybrzeże nad Zatoką PerskąIRAN / - / Zatoka Nayband należąca do Zatoki Perskiej / Skaliste wybrzeże nad Zatoką PerskąIRAN / - / Sziraz / Meczet Nasir al-MulkIRAN / - / Sziraz / Naranjestan-e Ghavam PawilonIRAN / - / Szusztar / Historyczny system wodnyIRAN / - / W pobliżu Szusztar / Kompleks świątynny Choqa ZanbilIRAN / - / Suza / Ruiny pałacu DariuszaIRAN / - / Teheran / Most Tabiat i  widok na Teheran północnyIRAN / - / Iran / Mapa trasyIRAN / - / Isfahan / Zabytkowy most Shahrestan - najstarszy w Isfahanie

Dodane komentarze

dmk82 dołączył
03.09.2012

dmk82 2018-03-31 15:09:22

No okazuje się że byliśmy tam w podobnym czasie. Polecam absolutnie odwiedziny miasta Sanandaj w Kurdystanie, objazdówkę po okolicy i miasteczko na skalach Palangan. Mam dużo kontaktów do ludzi w Sanandaj, zdecydowanie była to najlepsza część mojej podróży, gdzie to podróżny jest atrakcją turystyczną:)

mmaJola dołączył
11.01.2018

mmaJola 2018-03-22 16:51:40

"Dziekuje bardzo za relacje. Skorzystam z niej duzo, bo wybieram sie do tego kraju od dawna. Pozdrawiam."

Andy10 dołączył
03.12.2011

Andy10 2018-03-12 20:39:53

Witaj Adamie, fajna relacja z podrozy, tez mialem w planie indywidualny wypad do Iranu w 2016 roku ale musialem zmienic plany, ale wszystko jeszcze przedemna, moj plan zwiedzania byl zblizony ale nieco inny, przylot ze Stambulu do Teheranu , nocny przejazd pociagiem na poludnie do Shiraz + okolice Shiraz (Persepolis+Necropolis),pozniej Kerman nastepnie Yazd , nastepnie perla Iranu -Isfahan pozniej Kerman , Qom i na koncu Teheran , dystans ok 3k kilometrow w 14 dni, pozdrawiam Andrzej

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

05-30
Z emigracji do Hiszpanii, czyli gdzie zamieszkać na emeryturze

Każdy pracujący człowiek, przynajmniej raz w roku potrzebuje dłuższego urlopu, by zregenerować siły, odpocząć psychicznie od codziennych zajęć i w miarę możliwości zrealizować marzenia. Może to być wycieczka do egzotycznego kraju, wyjazd do rodziny lub remont w domu. Tak czy inaczej, chodzi o to, by dzień urlopu nie przypominał dnia codziennego i przynosił zadowolenie. Z reguły urlop planuje się z wyprzedzeniem, śledząc oferty biur turystycznych, sprawdzając ceny biletów lub wolne terminy fachowców od remontów.

06-01
Urlop na Ukrainie, tak, nie?

Ile osób słysząc propozycje urlopowe dotyczące tego kraju tylko się uśmiechnie? Czy słusznie? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie opisując relacje z mojego pobytu u naszych sąsiadów.

05-10
ROSJA - rozmowy trochę nietypowe...
05-06
Gruzja jest piękna! Na pewno?...
05-04
Wokół Wysp Brytyjskich - część pi...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl