Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Jezioro Czerwone > NORWEGIA


Opowiadacz Opowiadacz Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie POLSKA / Puszcza Romincka / Gołdap / lasTekst opowiada jak dziwnie czasami splatają się losy odległych miejsc i ludzi, którzy nigdy się nie spotkali chociaż tak wiele przecież mają razem wspólnego.
Promuje tez książkę o mojej podróży, wraz z synem, niewielkim jachtem po wodach Zachodniego Svalbardu.
https://allegro.pl/szpiczasty-lad-czyli-zaglowka-po-wodach-arktyki-i7427537076.html

Jezioro Czerwone w Puszczy Romnickiej. Prastare świerki, gąszcz traw i plątanina gałęzi na piętnaście metrów z głębi lasu nie widać nawet toni jeziora. Plątanina zagubionych ścieżek i dróg wyznaczonych tylko zarośniętymi podszyciem przesiekami po których czasem tylko trop ząjąca, bezszelestny ślad lisa i głośne trzaski łamanych gałęzi kiedy we dwu, słusznej postury błądzimy pomiędzy świerkami i wśród pni niebotycznych sosen prosto jak strzelił wyznaczających drogę do wieczornego nieba.

Zdjęcia: Gołdap, Puszcza Romincka, las, POLSKA
Gołdap, Puszcza Romincka, las, POLSKA


Znad rosyjskiej granicy idzie wał czarnych chmur, zakrywa słońce i kładzie się na jeziorze białą linią wzburzonej wody. Przedwieczorne światło z nadmiarem czerwieni w tle i tym czarnym wałem w przestworzach. Jest parno, pot zlewa oczy i przykleja koszulę do ciała. Przelatująco mimo komarzyca zawraca Immelmannem i z przewrotu na plecy lotem pikowym wbija mi się w kark.
PAC.
Na pustym jeziorze samotny windsurfer halsuje, zdaje się, wprost pod burzowy walec.

Zdjęcia: Gołdap jezioro czerwone, Puszcza Romincka, łódź, POLSKA
Gołdap jezioro czerwone, Puszcza Romincka, łódź, POLSKA


Idziemy, trawersując stromą skarpę z jednej strony skrajem lasu, z drugiej tuż nad brzegiem, który staje się podmokły i porośnięty łoziną. Wprost na północ, wprost na silnie strzeżoną granicę Federacji Rosyjskiej. Z determinają mijamy słup graniczny. Pomalowany w biało czerwoną jodełkę zostaje za nami. Znajdujemy się teraz w strefie delikatnie przygranicznej Unii Europejskiej.
Do duchoty otaczającego powietrza strużką spływającego po plecach potu dołącza się ledwo uchwytne wrażenie nadchodzącego końca świata. Z północnego horyzontu dochodzą pomruki nadchodzącej nawałnicy.
Kilka jeszcze kroków, kilka ruchów ramion rozsuwających gałęzie i wśród pierwszych kropli deszczu rysuje się na ziemi betonowy zarys, ostatni ślad na ziemi szefa sztabu Luftwaffe, przecieram ręką napis na płycie.
Generaloberst der Flieger od siedemdziesięciu prawie lat spoczywa tutaj, nad brzegiem Czerwonego Jeziora w zapomnianej przez ludzi mogile.

Zdjęcia: Gołdap, Puszcza Romincka, huba, POLSKA
Gołdap, Puszcza Romincka, huba, POLSKA


Stukot wielkich kropel jak delikatne bębny na poczatek pogrzebowego marszu Zygfryda. Gdzieś z trzewi ziemi, delikatnie, ledwo słyszalnie, pojedynczo najpierw by w pospiesznym szepcie narastać coraz bardziej, coraz szybciej.
Głos pioruna nagły i wstrzasający niczym zawodzenie Brunhildy.
Szkwał targnął gałęziami, poruszył liście i walec burzy runął na nas deszczem przemaczając błyskawicznie i na wylot w szybko tężejącej ciemności nocy.

Zdjęcia: Gołdap, Puszcza Romincka, krowa, POLSKA
Gołdap, Puszcza Romincka, krowa, POLSKA


[...]
- Kazimierzu, Konsul rosyjski zaprasza. Czy lecisz z nami,helikopterem?
- Rosyjskim? Nie.
- Skąd taki brak zaufania?
- To nie brak zaufania, to doświadczenie.
Kazimierz zanim został mechanikiem okrętowym przez dwa pełne wrażeń lata służby wojskowej był mechanikiem lotniczym w Ludowym Wojsku Polskim. Mi-8 to solidna maszyna, chociaż niekoniecznie ten egzemplarz, który Kazio obejrzał już przez lornetkę i zdecydował, że nie poleci.
Poleci, nie poleci, ktoś i tak musi zostać w bazie, a skoro wszyscy lecą to Kazio moze zostać.
Dni wydarzenia toczą się błyskawicznie, przed chwilą zaledwie tkwiłem pośrodku fiordu z unieruchomionym silnikiem prądem odpływu wędrując w stronę Ameryki. Ci cholerni ekolodzy zafundowali sobie przyczepny silnik czterosuwowy, który we wszystkich parametrach miał być lepszy od podobnych cały cykl pracy zamykających w dwu suwach.
We wszystkich oprócz bezawaryjnego działania. O kant potłuc zasadę pływania tutaj po fiordzie we dwie łodzie, bo jedna zawsze przecież może pociągnąć drugą. Z perspektywy tego coraz bardziej dojrzewającego pływu i beznadzieii szarpania rozruchowego sznurka własne przecież zarzadzenia wydawały mi się tak głęboko przemyślane i ze wszech miar słuszne...
Tomkowi trzy dni wcześniej urodziła się córka i, biorąc pod uwagę, że we dwu właśnie beznapędowym pontonem wypływamy na Północny Atlantyk nawet nie nie będę mógł jej, kiedy dorośnie, opowiedzieć jaki ojciec był dzielny.
Głupim zawsze szczęście sprzyja. Tym razem objawiło się w postaci zarzuconego sprzętem, głównie agregatem dwieście dwadzieścia do zasilania aparatury badawczej, (a kurcze balade, tyle razy im powtarzałem, że kiedyś ich te dwieście dwadzieścia na amen kopnie) pontonu badaczy oceanograficznych.
Nic nie mówię bo nawet cumy dla holu nie mam a agregatowcy mają. Ciągną nas tym swoim dwusuwem na krótkiej lince a zaraz nad głową, wśród wibracji powietrza, potworny łomot schodzącego znad szczytu Czybyszewa ruskiego MI-8 z pełnym dobrych chęci konsulem na pokładzie.
Kaziu z rozsądkiem poprzestał na lornetce a tymczasem aluminiowa, nie pierwszej już młodości ważka nabiera pędu przy rozkręcaniu wirnika. Łomot jest straszny ale, nieprawdopodobne, rośnie. Siedzimy na gołych elementach konstrukcji, kto bardziej fartowny na jakimś worku z zawartością niewiadomą. W tyle kadłuba tam gdzie na zdjęciach reklamowych się on rozchyla na dwie części, na tych rozchylanych i zabezpieczonych tylko pogiętym drutem drzwiach tylnej rampy załadunkowej ze znudzonymi minami, na rozkładanych leżakach turystycznych siedzi dwu Rosjan, którzy pogrążeni w rozmowie nie zwracają zupełnie uwagi ani na rosnący łomot ani na zardzewiały drut w roli drzwiowego bezpiecznika. W kabinie pilotów są dwa fotele, dla pilotów właśnie, i pomiędzy nimi przykryta kocem ławeczka z dwu desek, dla mechanika.
Kiedy wibracja radaru, zamontowanego pośrodku kokpitu tak by mogli go widzieć obaj piloci, i mechanik, osiągneła poziom przy którym nie tylko nie dało się tam użyć precyzyjnie żadnego pokretła, ale i obraz się rozmywał na kształt jakiś mgławicowy, potężna maszyna drgnęła i z lekkim przechyłem na prawą burtę uniosła w powietrze. Zamajaczyły w dole anteny satelitarne naszej bazy, psie budy i zaraz już pojedyncze tylko kępki zielonej tundry, glacjalne rozlewiska, biały przybój pomiędzy wysepkami szkierów.
Po prawej ogromny masyw Arie, lecimy poniżej szczytu mijając pokryte gołoborzem żleby na przemian ze smugami śniegu w dolinkach i, w górę, przez grań na drugą stronę miniaturowy lodowiec, dziewięćset metrów prawie pionowej ściany, tej samej z której spadł Janek cudem jakimś robiąc sobie tylko niewielką krzywdę. Po lewej ptasie wyspy i ocean aż po kres horyzontu.
Pilot trzyma maszynę po brzegu, przeskakuje mniejsze zatoczki, utrzymuje lot tuż nad krawędzią Torella, największego pod względem masy niesionego przez siebie lodu lodowca Svalbardu. Jest odpływ i w prawo od lodowca z morza wystają czarne skałki pomiędzy rozlewiskami, postrzępione, poszarpane, bezładnie rozrzucone, surowe. Z okien kabiny pilota w jasnej masie lodu czernią odcinają się potężne nunataki. Kiedy pudło śmigłowca unosi się w powietrzu łomot turbiny nie jest już odgłosem dominującym, dominuje świst rozcinanego łopatami powietrza. Pilot zgrabnie zawija w prawo, ustawia maszyne pod wiatr i po mistrzszowsku, bez jednego drgnięcia, osadza ciężką maszynę na płaskowyżu. Trzyma turbiny i wirnik na obrotach, z kabiny wyskakuje mechanik i obiega maszynę patrząc czy podwozie w trzech punktach podparcia pewnie osiadło na kamiennym podłożu. Staje przed kabiną pilota i dłonią pokazuje żeby w dół. Podmuch wiatru od wirników porusza i turla co mniejsze kamienie, drugi pilot zmienia skok wirnika i wielotonowa maszyna ugina najpierw opony a potem, kiedy całym swoim ciężarem oprze się na gruncie, dobija amortyzatory do pozycji normalnej postojowej. Pilot w dalszym ciagu trzyma obroty wirnika, w każdej chwili gotów interweniować wzlotem w górę na najmniejsze drgnięcie podwozia w niewłaściwym kierunku. Mechanik jeszcze raz obiega całą maszynę, ponownie staje przed pilotem i skrzyżowawszy ręce daje znak, że w porządku. Pilot błyskawiczne na tablicy rozdzielczej przestawia całą masę przełączników, odwraca się do towarowej kabiny i do swojego towaru daje przyzwolenie, że można wysiadać. Pomimo świadomości całkowitej, że w tym typie śmigłowca stojący na ziemi człowiek nie ma szans żadnych by zahaczyć o obracający się wirnik to instynkt samozachowawczy powoduje, że się towar pochyla ile się da do gruntu i pędzi przed siebie byle dalej od tych gwizdnięć o coraz większym interwale, w miarę stawania śmigieł.
Kamienna pustynia, cyrk kamienny otoczony majaczącymi w oddali górami. Pośrodku aluminiowe truchło. Junkers J88A z powietrznej floty Generalobersta Hansa Jeschonnka. Junkers kierowany z pociągu dowodzenia Robinson nad Jeziorem Czerwonym w Puszczy Rominckiej na rozpoznanie meteorologiczne tego szlaku niżów, które po szerokości Wyspy Niedźwiedziej nieprzerwanie maszerują posępnym szeregim arktycznej zamieci pomiędzy Norwegią a Szpicbergenem stanowiącym tak dobrą przykrywkę arktycznych konwojów przed argusowym okiem podobnych do tego, leżącego w pyle, samolotów. Woda Morza Grenlandzkiego latem miewa od zera do trzech, czterech stopni celsjusza. Nie ma znaczenia czy do przymusowego lądowania zmusiała załogę awaria silnika, oblodzenie czy szczęśliwy pocisk wystrzelony z frachtowca.
Niemiecki pilot nie chciał spadać do morza. Dosiągnął nad pokryty śniegiem ląd i, rozbijając maszynę, wylądował na równinie, która zdawała mu się płaską. Podwozie strzeliło, prawa goleń obuta w lotniczą oponę made in France, legła na skalistym podłożu, lewa złożyła się pod skrzydło, które szczęsliwie ocalało, samolot uderzył o ziemię ogonem i rozpadł się na dwie części. Załoga, niemieckim zwyczajem, zgromadzona w kupie w przodzie maszyny, ocalała. Samotna na całej wyspie bo chwile wcześniej alianci ewakuowali do Wielkiej Brytanii wszystkie górnicze osady a kopalnie podpalili.
Wśród resztek samolotu w półokręgach, tak jak były zgromadzone w nieistniejących już magazynkach, leżą pociski. Bezużyteczne i nikomu nieprzydatne. Grupa Polaków i Rosjan pochyla się nad aluminiowym wrakiem na którym jeszcze można rozpoznać zarys złamanego krzyża swastyki. Przerwany w locie cwał Walkirii, bezgłośny już, bezdźwięczny i, złamany.

Zdjęcia: Svalbard Zachodni, Szpicbergen, Junkers JU88, NORWEGIA
Svalbard Zachodni, Szpicbergen, Junkers JU88, NORWEGIA

Zdjęcia

POLSKA / Puszcza Romincka / Gołdap / lasPOLSKA / Puszcza Romincka / Gołdap jezioro czerwone / łódźPOLSKA / Puszcza Romincka / Gołdap / hubaPOLSKA / Puszcza Romincka / Gołdap / krowaNORWEGIA / Szpicbergen / Svalbard Zachodni / Junkers JU88

Dodane komentarze

Jasiek-pies pustyni dołączył
03.05.2017

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl