Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Bliskie spotkanie z Devils Tower > USA


LidiaR LidiaR Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie USA / Wyoming / Devils Tower National Monument / Widok z drogi do Devils TowerW słabo zaludnionej północno-wschodniej części stanu Wyoming z płaskich, niekończących się mil prerii wystrzeliwuje nagle w niebo bez wyraźnej przyczyny ogromny kształt. Ni to wieża, ni to wulkan. Wielki, blisko 400-metrowy bazaltowy słup pośrodku niczego, z wyżłobionymi w monolicie kolumnami i szerokim płaskim szczytem nie przypomina żadnej innej góry czy skały na świecie. Imię, które nadano mu oficjalnie podczas proklamacji w 1906 r. tego pierwszego Narodowego Pomnika USA przez prezydenta Theodore Roosevelta to „Devils Tower”, czyli Diabelska Wieża. W tłumaczeniu zgubiło się oryginalne nazewnictwo zamieszkujących te tereny plemion Indian, w którym zamiast diabła mamy niedźwiedzia („Bear Lodge” albo „Bear’s Teepee”, czyli Namiot Niedźwiedzia). To do Devils Tower zmierzają z różnych stron świata „zaproszeni” przez obcą cywilizację bohaterowie pamiętnego filmu Stevena Spielberga „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”.

Zdjęcia: Devils Tower National Monument, Wyoming, Widok z drogi do Devils Tower, USA
Devils Tower National Monument, Wyoming, Widok z drogi do Devils Tower, USA



„Są w naturze rzeczy, które przynoszą sercu człowieka niespotykaną ciszę; jedną z nich jest Devils Tower”, pisał o tej nietypowej skale indiański poeta z plemienia Kiowa Navarre Scott Momaday. My również poczuliśmy się zaproszeni do tego, by tej ciszy doświadczyć i wybraliśmy się w podróż do Devils Tower z Rapid City w Południowej Dakocie. Stamtąd to około 4 godzin jazdy, najpierw przez połacie smaganych wiatrem pól Dakoty z ich śnieżnobiałym słońcem i dalekim horyzontem, a potem przez łagodne rolnicze pagórki Wyoming.

Monotonia krajobrazu nie nudzi nas ani nie działa na nas usypiająco – przestrzenie Dakoty i Wyoming dają niesłychane poczucie wolności, swobody, ekspansji. Wiatr pomaga nie czuć obezwładnienia wysoką temperaturą. Fakt, że horyzont widoczny jest dużo dalej niż w Massachusetts i wielu innych miejscach, które do tej pory odwiedziliśmy, sprawia, że mięśnie oczu, przyzwyczajonych do bliższych odległości i barier widzenia, rozluźniają się, a myśli nabierają rozmachu i dystansu. Ścigamy się z wiatrem. Czuć niemal, jak nasze własne granice powiększają się, rozrastają, obejmują sobą już nie tylko nas i naszą podróż, ale i motocyklistów na autostradzie i mieszkańców tych terenów, a także ich historię, może nawet wszystkich poprzednich mieszkańców, aż po czasy, gdy cały ten ląd pokrywał ocean...

Gdy góra zaczyna być widoczna z autostrady, wewnątrz zaczyna rezonować jej daleki dźwięk. Jeden wyraźny, mocny, wznoszący się ton, daleki od wszystkich zakłóceń w dole: dróg, drzew, domów, samochodów, traw. Cisza przez wysokie C. W świecie nieustannych rozpraszających bodźców, drobnych dźwięków, ta jedna mocna nuta pośrodku monotonnego płaskiego krajobrazu jest niewyobrażalnym kontrastem. To wizualny „szok”, który budzi wewnątrz nieuświadomioną tęsknotę za jej wysokością, sięgającą płachty nieba tajemnicą. Jest niby zawołanie, wezwanie. To niezwykłe miejsce jak magnes przyciąga nie tylko wspinaczy, „skałkowców”, którzy przyjeżdżają tu tłumnie od dekad i mówią o nieodpartym pociągu do zdobycia Devils Tower. Ściągają tu też poeci, pisarze, artyści malarze, fotograficy, miłośnicy filmu Spielberga i zjawisk paranormalnych, badacze i wielbiciele kultur Native Americans oraz zwykli turyści, których góra zaciekawia wizualnie i którzy odwiedzają ją, ponieważ jest pierwszym Narodowym Pomnikiem w sieci Parków Narodowych USA.

Dla Indian z Północnych Równin Devils Tower jest święta. Przywołuje ich od ponad 10 tysięcy lat. Blisko 14 plemion uznaje to miejsce za święte i nieporównywalne pod względem mocy z żadnym innym na ich dawnych ziemiach, m.in. Indianie Lakota, Dakota, Nakota, Czejeni, Kiowa, Szoszoni... Dla ludów z plemienia Kruków skała wyrosła za dwiema siostrami, oddzielając je bezpiecznie od Wielkiego Niedźwiedzia. W legendzie ludów Kiowa sióstr było siedem i uciekły na drzewo przed swoim bratem zamienionym w niedźwiedzia. Drzewo wystrzeliło w górę, by pomóc im uciec aż do gwiazd i siostry wskoczyły na niebo, zostając gwiazdozbiorem Plejad. Niedźwiedź szarpał pazurami korę grubego pnia drzewa (zastanawiałam się, czy został potem Wielką Niedźwiedzicą?) – stąd gigantyczne pionowe żłobienia w skale, kolumny, ślady niedźwiedzich pazurów. Lakota Sioux nazywają górę Mato Tipila (Bear’s Lodge) i twierdzą, że to tu Wielki Niedźwiedź przyniósł Indianom język i moce lecznicze.

Zdjęcia: Devils Tower National Monument, Wyoming, Wspinacze na Devils Tower, USA
Devils Tower National Monument, Wyoming, Wspinacze na Devils Tower, USA



Jest wiele świętych narracji wokół tej szczególnej góry i do dziś odbywają się wokół niej specjalne ceremonie. Jak czytamy w broszurach rozdawanych w centrum turystycznym, najwięcej odbywa się ich podczas przesilenia wiosenno-letniego. Dlatego przez cały czerwiec park wokół Pomnika zamknięty miał być dla turystów w poszanowaniu dla tradycji i rytuałów, które odbywają się tu w miejscach nieznanych białym. Było to pierwsze i jedyne w USA tego typu rozporządzenie. Niestety, znaleźli się jego przeciwnicy, utrzymujący, że zamknięcie pogwałciło pierwszą poprawkę do Konstytucji, ponieważ zarządzone zostało z powodów religijnych. Sprawę skierowano do sądu i zamknięcie zmieniło się w rekomendację, dobrowolne respektowanie odosobnienia i ceremonii Indian w czerwcu przez wspinaczy. Jak się okazało, niektórzy je respektują, inni nie. W międzyczasie Służby Parku przeprowadziły etnograficzne badanie, którego rezultaty jasno przekonywały, że wieża powinna być zamknięta dla wspinaczy przez cały rok. Nie spotkało się ono jednak z żadnym echem.

Wzdłuż szlaków, w lesie, na drzewach i skałach można dostrzec modlitewne flagi i znaki. Specjalne tablice proszą o uszanowanie tradycji rdzennych mieszkańców i niezakłócanie mocy modlitewnych flag, niedotykanie ich, a nawet niefotografowanie. Niektórzy spośród turystów uznają to najwyraźniej za zabawny zabobon, bo nie tylko dotykają flag, ale i zawieszają własne, zrobione np. ze skarpetek („żart” jest naprawdę godny pożałowania). Idziemy krótszym, bliższym podstawy góry szlakiem. Mijamy turystów wdrapujących się na wielkie odłamy skalne (odpadłe fragmenty kolumn) u podnóży. Wszyscy zadzierają głowy do góry, komentując między sobą widok, próbując dojrzeć wspinaczy.
Jest ich na skale trójka. Schodzą teraz w dół po linie po kolei, mikroskopijni, ale wielcy w swoim wyczynie, który dla wspinaczy takich jak my, ograniczających się do szlaków pod Devils Tower, jest nie do pojęcia. Jak wspinaczka bohatera filmu „Free Solo”, choć ci tutaj akurat posługują się linami i wspierają nawzajem (są jednak także liczne wejścia na Devils Tower, które odbywały się solo i bez rozbudowanego ekwipunku czy zabezpieczeń). Ludzkie mrówki na skale przyprawiają niektórych o ciarki na plecach. Dla mnie są dowodem na to, że wiara czyni cuda - jeśli wsparta jest odwagą, ciężką pracą i odrobiną szaleństwa. I prawdopodobnie poczuciem konieczności, zakorzenionym głębiej niż osobowość wspinacza. Podczas takich wspinaczek nie ma miejsca na bycie gdzie indziej niż zawsze w „teraz” – jeden niepotrzebny gest, ruch, myśl, emocja i świat się kończy.

Spomiędzy skalnych płyt wyrastają drzewa, przeważnie młodziutkie ciemne sosny ponderosa. Z ich gałęzi powiewają kolorowe wstążki i zawiązane w supełki szmatki z nieznaną zawartością, barwami przypominające tybetańskie flagi modlitewne. Smugi koloru pośród wszechobecnej zieleni i szarości intrygują i przyciągają uwagę. Wokół płaskiego szczytu skały kołują orły, jastrzębie i sokoły, jakby chciały pokazać nam wszystkim, że jest ważny powód, dla którego również one obdarzają Devils Tower szczególną atencją.

Jako pierwsi weszli na szczyt góry – po drabinie z kołków wbijanych w skalne szczeliny – 4 lipca 1893 r. dwaj miejscowi farmerzy. Wyczyn był lokalnym wydarzeniem, rozreklamowanym w okolicy niczym festiwal. Wspinaczy, którzy zawiesili na szczycie flagę amerykańską, oglądało ponad 1000 osób. Dwa lata później wyczyn powtórzyła, jako pierwsza kobieta, żona jednego z nich. Pierwszego wejścia z użyciem technik wspinaczkowych dokonał w roku 1937 niemiecki alpinista Fritz Wiessner. Najczęściej wspominanym „zdobyciem” szczytu Devils Tower jest jednak lądowanie skoczka spadochronowego George’a Hopkinsa w październiku 1941 r. George pragnął udowodnić, że możliwe jest wylądowanie na ograniczonej niewielkiej (80 m średnicy) powierzchni. Niemożliwe okazało się dla światowej sławy spadochroniarza, niestety, samodzielne zejście z wierzchołka skały na ziemię. Lina, którą zrzucić miał mu samolot, wylądowała poza jego zasięgiem, na zboczu góry. Zanim uratowała go grupa profesjonalnych wspinaczy, George spędził na omiatanym przez silne wiatry szczycie kilka dni, wspierany przez „zrzuty” z samolotów, dla których niemożliwe było lądowanie na tak małym terenie i przy takim wietrze. Miał okazję lepiej niż ktokolwiek inny poznać faunę i florę żyjącą na wierzchołku Devils Tower – bo jest on zamieszkały przez owady, ptaki i myszy polne i porośnięty roślinnością. Akcję ratunkową prowadzoną przez alpinistę Jacka Durrance, która w międzyczasie stała się słynna w całym kraju, oglądało pod Wieżą blisko siedem tysięcy widzów.

Dziś co roku wspina się na skałę około pięciu tysięcy osób. Autorytety indiańskie wypowiadają się na temat „dobrowolnego zamknięcia dla wspinaczy” negatywnie. W jednym z artykułów dla lokalnej prasy Waylon Black Crow mówi dziennikarce, że wspinanie się na Świętą Górę Indian jest wyrazem całkowitego braku szacunku. Porównuje Devils Tower do ogromnego krzyża – “To jak sportowa wspinaczka na gigantyczną zabytkową świętą figurę krzyża. Czy pozwolono by komuś wspinać się na wielki zabytkowy krzyż?”... Ale brak szacunku dla świętych miejsc nie jest jedynym problemem Indian z pobliskich rezerwatów. Rezerwat Pine Ridge jest najbiedniejszym regionem w całych Stanach. Bieda, epidemie i alkoholizm są smutną puentą historii wielu związanych z górą potomków rdzennej ludności. Kontrast pomiędzy biedą tych, którzy pragną, by górę pozostawić nietkniętą a uprzywilejowaniem społecznym amatorów wspinaczek, którzy z reguły są ludźmi bogatymi (koszt sprzętu!) i najwyraźniej niezainteresowanymi „zabobonami” i „legendami” Native Americans wybrzmiewa u podnóży Devils Tower może nie głośniej niż jej specjalna, pełna mocy cisza, ale także w sposób szczególny. Szczególnie bolesny.

Zdjęcia: Devils Tower National Monument, Wyoming, Jeden ze szlaków wokół Devils Tower, USA
Devils Tower National Monument, Wyoming, Jeden ze szlaków wokół Devils Tower, USA



Idziemy powoli najbardziej popularnym szlakiem, The Tower Trail, wzdłuż otaczających podstawę skały bazaltowych pierścieni. Z bliska Devils Tower jest jeszcze bardziej majestatyczna i niezwykła. Jej kształt, kolory, kąt pochylenia zmieniają się co kilkanaście metrów. Trasę urozmaicają wielkie odłamki skalne o najdziwniejszych kształtach, porosłe mchem, spalone piorunami i powalone wichurami drzewa. Skruszone fragmenty kolumn. Wysokie ciemne sosny i paprocie są jak kolejne warstwy w teatrze cieni. Pomiędzy nimi odkłada się leśny zapach i chłód. Za drzewami czasem miga prześwit panoramy z rzeką Belle Fourche i czerwonymi od zawartości żelaza piaskami w niższych partiach. Decydujemy się odpocząć na jednej z ławek wzdłuż szlaku. Parę metrów przed nami, bliżej podnóża skały, na kamieniach siedzi młoda indiańska para z dzieckiem w spacerówce. Dziecko jest ciche. Rodzice siedzą wyprostowani, milczący, twarzami do Devils Tower. Mijają długie minuty, ich plecy nie poruszają się, skała słucha ich bezgłośnej rozmowy. Las lekko szeleści. My też nie znajdujemy słów, które byłyby lepsze od tej wspólnej ciszy.

Zdjęcia: Devils Tower National Monument, Wyoming, Przed burzą, USA
Devils Tower National Monument, Wyoming, Przed burzą, USA



„Ta wyniosła i samotna skała ... jest tak wyjątkowym przykładem efektów erozji wietrznej w wysokich górach, że winna być cudem natury, jak i obiektem historycznych i naukowych badań” pisał w deklaracji ustanowienia Devils Tower Narodowym Pomnikiem prezydent Roosevelt. Najbardziej popularnym wytłumaczeniem cudu jest historia intruzji wulkanicznej, czyli wypchnięcia magmy i jej zastygnięcia pod powierzchnią ziemi. Wg tej teorii, płynna magma z wnętrza planety stworzyła głębinowe skały, które wypchnęły w górę i odsłoniły stopniowo ruchy tektoniczne i miliony lat erozji miękkich wartw gleby. Porfir – bo taki jest materiał skalny Devils Tower - skrystalizował się z stygnącej i kurczącej się magmy w sześcioboczne graniastosłupy – kolumny, ślady niedźwiedzich pazurów. Zdarzenia sprzed 50-65 milionów lat.

Kolumny, ich skręt, mają w sobie zatrzymaną wibrację ruchu, który ukształtował je miliony lat temu. Zastygła w dramatycznym wypiętrzeniu, Devils Tower jest jak rzeźba ilustrująca jakiś nieprawdopodobny, naznaczony wysiłkiem wzrost. Jako ceramiczce posługującej się głównie technikami lepienia bez koła, tylko przy pomocy rąk (tak pracowali Indianie Lakota i tak wyrabiają też swoją ceramikę ponoć do dzisiaj), ten kształt jednoznacznie kojarzy mi się z siłą palców ciągnących glinę w górę i rysujących w niej ślad tego ruchu. Zupełnie, jakby góra była fragmentem miękkiej ziemi, wyciągniętej na powierzchnię płaskiego Wyoming przez wielkie dłonie, by ukazać ich siłę i kreatywną moc.

Zatrzymana w swojej drodze w górę szerokim płaskim cięciem, Devils Tower jest przez to jeszcze bardziej dramatyczna. Jeszcze bardziej nie mieści się w naszych krajobrazowych przyzwyczajeniach, zestawach skojarzeń. Rozbija je, wychodzi poza, jest transgresją – i jako taka dobrze „siedzi” w swojej amerykańskiej nazwie. Budzi bowiem niepokój, burzy znany porządek, ma w sobie coś niemal złowieszczego. Dla mnie symboliczne jest jednak też to, jak jasna i spokojna jest z bliska jej monumentalna obecność. Jeśli ktoś przypisywałby jej moc magiczną, powiedziałabym, że to musi być biała magia.



Sześć narodów ma najbardziej bezpośrednie historyczne i geograficzne związki z Devils Tower: Arapaho, Cheyenne, Crow, Kiowa, Lakota i Shoshone. Jako miejsce świętych narracji i rytuałów Indian, skała ta uważana jest za przestrzeń, w której świat fizyczny przenika się z duchowym.

Wspinaczka na szczyt skały zajmuje przeciętnie 6 godzin, ale rekord ustanowił ekspert, który dokonał tego wyczynu w 18 minut. Choć wspinacze przyczyniają się co roku do erozji wieży, ich wpływ na kruszenie skały nie jest tak znaczący, jak wpływ gorąca latem i zimna zimą. Temperatury w Wyoming potrafią być ekstremalne.

Tereny parku wokół Devils Tower zamieszkują licznie zwierzęta, m.in. urocze pieski preriowe (w dużych koloniach czy też „miasteczkach” norek i tuneli), kojoty, wiewiórki, lisy, jelenie, myszy, zające, jeżozwierze...

Więcej zdjęć z Devils Tower National Monument wkrótce na moim blogu

Zdjęcia

USA / Wyoming / Devils Tower National Monument / Widok z drogi do Devils TowerUSA / Wyoming / Devils Tower National Monument / Wspinacze na Devils TowerUSA / Wyoming / Devils Tower National Monument / Jeden ze szlaków wokół Devils TowerUSA / Wyoming / Devils Tower National Monument / Przed burzą

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl