Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Mundo Maya – Hormiguero, Hochob, Dzibilnocac, Tabasqueño (XIV) > MEKSYK


gastropoda gastropoda Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MEKSYK / Campeche / Chenkoh / Znak drogowy Mundo MayaJeszcze jedne ruiny w stylu Rio Bec przy trasie Chetumal – Escarcega oraz trzy w stylu Chenes, sporo na północ.

Hormiguero
Po pobycie w Belize znów docieram do Xpujil. W budce wejściowej do ruin otrzymuję trochę interesujących mnie informacji o ruinach w stanie Campeche. Najważniejsze dla mnie jest ich położenie i ewentualnie jak do nich dotrzeć. Najbliższe, których jeszcze nie znam to Hormiguero, 22 km na południe. Następna grupa kilku miejsc znajduje się 150 km na północ w okolicy Dzibalchen. Ruszam do Hormiguero. Na szosie wylotowej na południe nie ma praktycznie ruchu, bo w tamtym kierunku nie ma prawie osad. Całkowicie przemoczonego zabiera mnie mikrobus. Po 14 km wysiadam i pozostałe 8 km idę pieszo. Droga jest pełna pęknięć i wygląda jak po trzęsieniu ziemi. Do wejścia do ruin dochodzę już w ciemnościach. Dzięki uprzejmości dozorców nocuję pod dachem maleńkiego muzeum.
Poranek jest szary i chłodny, a do tego wieje wiatr, pogoda zupełnie jak w Polsce jesienią. Jest na tyle chłodno, że ubieram dodatkową koszulę. Budowle są podobne do budowli w Chicanna, które jest niedaleko. Odrestaurowane są dwa obiekty, a w wielu kopcach widać częściowo odkopane fragmenty murów, a nawet ornamenty. Budowle Hormiguero są zbudowane w stylu Rio Bec. Cechą charakterystyczną tego stylu są dwu- lub trójdzielne świątynie, pionowe ściany i wysokie pomieszczenia wewnętrzne. Rzadko spotykane w tym regionie są okrągłe kolumny i ładnie wyprofilowane naroża świątyń. Większa świątynia ma dwie wieże, a cała frontowa ściana ozdobiona jest kamiennym ornamentem, którego centralną częścią wokół wejścia jest zębate zwierzę (wg dozorcy krokodyl). Mniejsza świątynia jest zbudowana na dość wysokiej platformie i z boków ma dwie baszty. Cała świątynia jest ozdobiona ornamentem z głowami boga deszczu Chaca na wszystkich narożach. Ponieważ jeden z dozorców wraca samochodem do Xpujil, więc mogę się z nim zabrać.

Hochob
Xpujil. Staję na prawie martwej szosie na północ. Prawie martwej, bo tylko od czasu do czasu przejeżdża taksówka. Mija godzina za godziną, pogoda się poprawia, a ja nie posuwam się nawet o kilometr. W końcu jadę, choć niedaleko, bo kilkanaście kilometrów do wioski Zoh Laguna, do której jeżdżą te wszystkie taksówki. Wokół pustka selvy. Tkwię kolejne godziny, ale teraz nie mija mnie już żaden pojazd. Po sześciu godzinach rezygnuję z jazdy tą drogą i zatrzymuję pierwszy samochód jadący do Xpujil. W okolice Dzibalchen będę musiał jechać bardzo okrężną drogą przez Campeche, ten objazd to ponad 450 km, ale widzę, że nie mam wyboru. W Xpujil dziękując kierowcy za podwiezienie pytam się dokąd jedzie dalej. Okazuje się, że do Campeche, ale przez ... Dzibalchen. Chce tylko kupić coś do jedzenia i picia i zaraz rusza. W pickupie oprócz kierowcy jest jeszcze drugi facet – to kierownik przedsiębiorstwa budującego drogi. Jadą tą trasą, aby opisać dokładnie miejsca na szosie wymagające remontu. A szosa jest rzeczywiście zła, bo na krótkim odcinku do Zoh Laguna jest wiele miejsc bez nawierzchni, ale z głębokimi dołami i samochody jadą 5 km/h. Wreszcie jadę. Teren jest płaski i bardzo rzadko zamieszkały. Między Xpujil a Dzibalchen jest tylko jedno skupisko kilku wsi. W Dzibalchen wysiadam już dobrze po zachodzie słońca. Na zocalo jest jakaś niewielka fiesta. Miasteczko jest zamieszkałe głównie przez Mayów. Na skraju spokojnego miasteczka łatwo znajduję gospodarstwo, gdzie mogę na skrawku trawy rozbić namiot. Ziemia jest wysuszona i kamienista. Niebo pełne gwiazd, marzec na tym terenie jest środkiem pory suchej. Leżąc w namiocie obserwuję gwiazdy świecące bardzo jaskrawo. Gwiazda Polarna jest tuż nad horyzontem, a księżyc jest cienką kołyską.
Dzień zaczyna się bardzo miło. Gospodarz przynosi mi na śniadanie owoc papai, a w czasie rozmowy jego żona donosi bułki z miodem i kakao. Moi gospodarze to Indianie Maya, jak prawie wszyscy mieszkańcy na tym terenie. Takie momenty lubię. Ciepło i słonecznie, a my siedzimy przed skromnym domem i rozmawiamy. W Meksyku i w całej Ameryce Łacińskiej kontakty z ludźmi nawiązuje się łatwo. Żegnam się z gościnnymi Mayami i ruszam do odległego o 13 km Hochob. Do Chenkoh jadę okazją, a z tej niewielkiej wsi mam jeszcze 4 km na pieszo do ruin. Droga wiedzie wśród lichych pól kukurydzy. Teren jest płaski i tylko gdzieniegdzie jest niewielki pagórek. Na jednym z niewielkich wzniesień leżą ruiny Hochob, w języku Mayów Yucateca oznacza to miejsce, gdzie zbiera się kukurydzę. Styl, w jakim zbudowane są miasta Mayów na tym obszarze nazwano Chenes. Styl jest zbliżony do stylu Rio Bec, cechą wyróżniającą są ozdobne kamienne grzebienie na świątyniach i duże podziemne zbiorniki na wodę, na potrzeby ludności i do nawadniania pól w okresie suszy. Otwór do komory jest niewielki, dorosły człowiek może się z trudem przecisnąć, ale same komory są duże, mają po wiele tysięcy litrów pojemności. Deszcz spływał do środka z wybrukowanego wokół otworu placu. Dziś większość z nich jest zniszczona przez korzenie drzew. Zarówno świątynie, jak i zbiorniki są na szczycie wzgórza. Odrestaurowane są trzy budowle wokół plaza central. Wszystkie mają duże pomieszczenia, fronty ozdobione bogatą ornamentyką, a na dachu kamienne grzebienie. Największa i najdłuższa budowla ma dwie wieże z widocznymi pozostałościami oryginalnej czerwonej farby. Wśród prawie bezlistnych drzew obchodzę całe wzniesienie. Jest sporo kopców kryjących nie odkryte budowle. Robi się niesamowicie upalnie, gdy wracam do Chenkoh.

Dzibilnocac
Ruiny są tuż przy wsi. Dzibilnocac jest na całkowicie płaskim terenie i zajmuje bardzo duży obszar, ale tylko budowla centralna jest częściowo zrekonstruowana, reszta to kopce. Budowla centralna to zespół trzech wież połączonych pomieszczeniami mieszkalnymi. Wstęp jest bezpłatny, ale jak się dowiaduję od dozorcy niemalże nikt tu nie zagląda. Plac centralny jest wyjątkowo dokładnie wysprzątany i to się rzuca w oczy. Placów jest więcej, a wokół każdego wiele kopców, niektóre pełne rumowisk kamieni. Po wejściu na najwyższy kopiec mam rozległy widok na pozostałe, bo drzewa porastające teren są małe i mizerne. Jestem tu niecałą godzinę wracając ponownie do Dzibalchen.

Tabasqueño
Strefa archeologiczna Tabasqueño jest oddalona od Dzibalchen o kilka kilometrów. Połowę przejeżdżam, połowę przechodzę. Droga jest kamienista i prawie biała od wapieni. Na wzgórzu wśród bujnej zieleni lasu jest mnóstwo kopców i kilka odrestaurowanych obiektów. Odbudowę ukończono zaledwie miesiąc temu, więc budowle (szczególnie zrekonstruowane fragmenty) lśnią bielą wapiennych kamieni. Tu również wstęp jest darmowy. Grupa centralna to mała piramida mająca po obu stronach strome schody, a na szczycie dużą czworoboczną świątynię z wysokim kamiennym grzebieniem na dachu, dużym pomieszczeniem wewnątrz i ozdobioną na narożach wizerunkami boga Chaca. To bardzo piękna budowla, a widok po prostu zapiera dech w piersiach. Pozostałe dwa boki piramidy zabudowane są ciągiem kilku jednoizbowych domów, można by rzec, że to budownictwo szeregowe. Domy są całkowicie odbudowane, a wewnątrz zachowały się jeszcze oryginalne tynki z przebłyskującą tu i ówdzie niebieską i czerwoną farbą. Unikalną rzeczą są rysunki na tynku, a ponieważ są dość chaotyczne podejrzewam, że to pewnie gryzmoły dzieci starożytnych Mayów. Tynkowane były tylko ściany, bo łukowe sklepienia mają farbę bezpośrednio na kamieniach. To jedne z najlepiej zachowanych domów, jakie do tej pory oglądałem, bo przeważnie korzenie drzew niszczyły dachy i pomieszczenia ulegały poważnemu zniszczeniu. Przy sąsiednim placu na rumowisku pełnym kamieni, przypominającym trochę gołoborze stoi kwadratowa wieża o pionowych ścianach. Dotąd takiej budowli nigdzie nie widziałem i dopiero dozorca wyjaśnia, że jest to zegar i kalendarz słoneczny. Jest to najprawdopodobniej jedyna taka budowla w całym Świecie Mayów. Wieża z kamieni ma kilka metrów wysokości, a przy szczycie ma z trzech stron (zachód, północ, wschód) wypuszczone niewielkie kamienie, po dwa ze strony wschodniej i zachodniej – to zegar i jeden płaski od strony północnej – to kalendarz pokazujący czerwcowe przesilenie słoneczne. Dozorca tłumaczy mi dość długo działanie zegara-kalendarza. Tabasqueño to trzecia strefa, którą dzisiaj zwiedzam, więc nic dziwnego, że zachód słońca zastaje mnie pośród niezwykłych budowli.


Meksyk
1. Hormiguero – Campeche – styl Rio Bec
2. Hochob – Campeche – styl Chenes
3. Dzibilnocac –Campeche – styl Chenes
4. Tabasqueño – Campeche – styl Chenes, wieża zegarowa z kalendarzem

Zdjęcia

MEKSYK / Campeche / Chenkoh / Znak drogowy Mundo Maya

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl