Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

FRA LI MONTI czyli Droga Przez Góry dzień 10 > FRANCJA


yansza yansza Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_1Etap Capanelle-Prati

Etap IX E’Capanelle - de Prati
Dzisiaj to przegięliśmy. Słońce już wysoko na niebie, a my dopiero się zwlekamy. Godzina 7.00 to rzeczywiście trochę późno na pobudkę. Rozumujemy jednak tak, skoro pierwsza część etapu jest łatwa i prowadzi między drzewami, a druga chociaż trudna to też idzie przez las, to nie ma znaczenia, czy dojdziemy na 13.00 czy na 15.00. Przekonani, że jesteśmy najmądrzejsi na tym campingu, a może i na całym świecie, zbieramy swój dobytek i z wyższością żegnamy ostatnie ekipy wychodzące na szlak. Rzeczywiście, trasa zaczyna się dosyć przyjemnie. Są co prawda niewielkie podejścia i zejścia, ale nie sprawiają nam one większych problemów. Z maszerowaniem w cieniu jest różnie i czasami słońce daje „popalić”, ale udajemy, że wszystko jest OK., żeby nie zaburzać wykreowanego na campingu uwielbienia dla naszej inteligencji. O tej części trasy nie mogę wiele napisać, oprócz tego że idziemy. W którymś odcinku pisałem, o spotkanym dziku i nadmieniłem, że dzikie świnie jeszcze będą. Dobrze że spotkaliśmy je dzisiaj po drodze, bo nie miałbym, nomen omem, „żywcem” o czym pisać. Zastaliśmy je w czasie południowej sjesty, co miało tą dobrą stronę, że nie trzeba było ganiać za nimi, żeby im zrobić zdjęcie. Tak więc żywiec nażarł się kasztanów i wypoczywa sobie w cieniu. Zastanawiam się jak wyglądają polowania Korsykan na te dzikie świnie, bo jeśli zarzynają je w czasie takiego odpoczynku to gratuluję im odwagi i sprytu wymaganego do ich upolowania. Koło psa nie odważyłem się położyć, ale między świniami to miejsce wymarzone dla mnie. Szkoda, że tak późno wyszliśmy i czas nagli. Może nauczyłbym się od nich „bardziej elegancko” jeść, bo jak pamiętacie mam z tym problem. Marek wyciągnął swój nóż i mruczy pod nosem, że ostrze może być trochę za krótkie. Nie wiem o co mu chodzi i raczej się nie dopytuję. Na wszelki wypadek jednak ponaglam go do wyruszenia, „bo nas zima tu zastanie”. Bardzo niechętnie rusza dalej. Mam niejasne przekonanie, że uratowałem jakieś istnienie. Marek jest trochę naburmuszony. Rozumiem go, polska kiełbasa już mu się skończyła, a ta korsykańska nie jest z jego bajki. Dla pocieszenia mówię, że ciało świni jest biochemicznie bardzo podobne do ciała człowieka, a on na to, że mi, to i mentalnie też do nich bardzo blisko… Inne jego komentarze były mniej pochlebne. Bez większych już przygód dochodzimy do przełęczy Bocca di Verdi. To kolejne miejsce na szlaku, do którego dochodzi droga. Na przełęczy biorą swój początek rzeki, z których jedne spływają do morza na zachodzie, a drugie - na wschodnie Korsyki. Jest więc częścią wododziału, podobnie jak większa część GR20. Miejsce wygląda na przyjemne. Przewodnik zaleca, by tutaj zakończyć etap i nocować w pobliskim schronisku. My jednak mamy w planie dotrzeć do schroniska Prati i jedyny kłopot to taki, że aby się tam dostać trzeba bardzo stromą wychodnią wgramolić się na 1840 m. Ociągamy się trochę, Marek robi zdjęcia ja zwiedzam tutejszy camping, ale skoro nas to nie minie, to lepiej zacząć już teraz zanim całkiem się rozleniwimy. Szlak, żeby nie było żadnych wątpliwości, co nas czeka, od razu idzie pionowo w górę. Słyszę jeszcze charakterystyczne kliknięcie przełącznika, który w Marka głowie właśnie przeskoczył w pozycję „podejście” i już „biegiem” gramolimy się na Bocca d’Oru. Po drodze, wyprzedzamy Jean-Michela z Mimi. Co to za imię? Muszę koniecznie dzisiaj zapytać Jean-Michela, bo mi to spokoju nie daje. Następny w kolejce do wyprzedzania jest Damien, tych gości co mają takie same jak my namioty zgubiliśmy już na samym początku trasy, ale zapomniałem o tym napisać. Docieramy na przełęcz zmasakrowani. Obaj. Oznacza to, że Marek też się męczy, co jest dla mnie niejakim zaskoczeniem. Widok z przełęczy zamglony, jednak można rozpoznać, że do morza i cywilizacji coraz bliżej. Z przełęczy do schroniska prowadzi krótkie zejście. I na tym właśnie zejściu spotykamy objuczone zwierzęta, konie i muły, które wyprzedzają nas przed samym schroniskiem. Dziwiły nas te wory na ich grzbietach, ale myślimy sobie, że tutaj gardien prowadzi „Supermarket” i właśnie wiozą zaopatrzenie. Jak się okazało to nie była dostawa do „Tesco”. Te toboły to, o zgrozo, rzeczy turystów, którzy pokonują szlak. Idą tylko z małymi plecaczkami z wodą, a ich manele wiozą na tych biednych zwierzętach. Na każdym worku jest kartka, z nazwiskiem właściciela. Nie wiem, co o tym myśleć. Ja jednak, nawet gdybym miał sposobność i pieniądze na taki rodzaj turystyki, to bym się nie zdecydował. Jakoś to nie pasuje do „ducha” GR20.
Tradycyjnie zaczynamy od rezerwacji miejsca, opłat i prysznica. Dalsza kolejność jest dowolna. Czasami rozbijamy namiot i później jemy, a innym razem namiot nie może się doczekać rozłożenia. Po tych wszystkich czynnościach gospodarczych, przychodzi do nas Stephane i zaprasza nas na mały apertif, ale to dopiero wieczorem, jak Jean-Michel z Mimi dotrą i trochę się oporządzą. Zresztą już ich widać, że schodzą do schroniska. Przechodzimy chyba na nowy, wyższy, poziom naszej znajomości, wnioskuję po tym zaproszeniu. Pole namiotowe wokół schroniska jest duże i rozciągają się z niego wspaniałe widoki na wschodnie wybrzeże. Marzą się nam już plaże i pełne sklepy, ale jeszcze trochę trzeba przejść. Doskonale wiem, że Michel Fabrickant, twórca szlaku GR20 nie popuści do samego końca. Jestem pewny, że przygotował coś na zakończenie, żebyśmy na długo zapamiętali tą trasę. I nie pomyliłem się. Tymczasem, odpoczywamy przy namiocie i Marek ogląda swoje buty, które już całkiem „wysiadły”. Podeszwa pęknięta na całej długości. Mamy poważne wątpliwości, czy wytrwają do końca. Marek mówi, że choćby miał iść w sandałach, to już teraz nie zrezygnuje, na 4 etapy przed końcem. Moje buty też mają ubytki w podeszwie, ale to nic groźnego, bez problemu dojdę w nich do końca. Zauważam też, że pod dużymi palcami u nóg zrobiły mi się paskudne pęcherze. Nie czułem ich w czasie marszu i nie przeszkadzały mi, dopóki ich nie zauważyłem. Przyklejam na nie plaster na pęcherze „Compeed”. Pomocna rzecz, polecam. Mam też niewielki pęcherz na zewnętrznej stronie małego palca, ale popełniam błąd i lekceważę go. Zrozumiem to dopiero nazajutrz.
Po jakimś czasie widzę, że Stephane kiwa do nas, potwierdzając zaproszenie. Siadamy wszyscy razem i Stephane rozdaje napoje, każdemu według wcześniejszego zamówienia. Mimi wróciła po coś do namiotu, więc korzystam z okazji i pytam Jean-Michela, jak jego żona ma na imię, skoro zwraca się do niej Mimi. Okazuje się, że to od Mirelle. Bardziej podoba mi się pełne imię niż zdrobnienie. Mirelle zaskakuje mnie pytaniami, bo najbardziej ją interesuje sytuacja gospodarcza w Polsce. Pyta o dług publiczny, palnąłem 50 proc., bo tak mi się gdzieś obiło o uszy. A jak tam bezrobocie, maleje? W zależności od pory roku, odpowiadam wymijająco. Dodając, że w zimie u nas budowy stają, ponieważ zdarza się mróz poniżej -30 stopni Celsjusza Zaskakuje to wszystkich, łącznie z Markiem, a nie, Marka chyba nie, bo rozmowa toczy się po francusku, a on woli angielski. Jeszcze większe zaskoczenie wywołuję, gdy im mówię, że w Polsce euro nie jest oficjalnym środkiem płatniczym. Na jakim oni świecie żyją? Jestem pewny, że gdy im powiedziałem o tym mrozie, przesunęli w swojej świadomości naszą wschodnią granicę gdzieś w okolice Syberii. Nie byłem im dłużny i bezczelnie pytam o zarobki we Francji, trochę się motają, ale dowiaduję się, że zarabiają około 1500 euro na rękę. Stephane ma jeszcze jakieś dodatki jako „fonctionnaire” (jest celnikiem, mam nadzieję, że pamiętacie). Wyduszę z niego szczegóły, ale na osobności. Mówię im o butach Marka. Chyba się orientuje, o czym mowa, bo już zaczyna się denerwować. Marek, jak zdążyliście zauważyć, jest całkiem inny niż ja. Nie lubi mówić o swoich problemach, czy kłopotach. Nawet jak go coś boli, czy jest zmęczony, ciężko to z niego wyciągnąć. Ja natomiast, całkiem odwrotnie. Bez zahamowań mówię o swoich wpadkach, wypadkach, czy nawet wadach.
Francuzi są bardzo zaniepokojeni stanem jego butów, co go wkurza jeszcze bardziej. Mówię im, że Marek nigdy się na nic nie skarży i jak trzeba będzie, to pójdzie boso. Zmieniają mu natychmiast ksywkę z Marka czekolady na Człowieka z żelaza i - o dziwo - wspominają coś o Wajdzie. Komunikują nam też, że jutro będziemy w schronisku, w którym można kupić buty. Jutro, to my będziemy mieć trzy etapy do końca i musiałbym zgłupieć do reszty, żeby buty kupować, ale to już jest przeznaczone dla mnie i nie tłumaczę Francuzom, co powiedział. Pewnie i tak się domyślili.
Służące za przegryzkę orzeszki, już się kończą w porcelanowej miseczce, którą zastępuje moja menażka, pora więc wracać do namiotu. W drodze powrotnej widzimy, że ten gość, co ma taki namiot jak my, rozbił się niedaleko nas. Marek, mówi żeby tylko się nie pomylił i nie wlazł do naszego namiotu. Gdy przechodzimy obok niego ostrzega nas ze śmiechem, żeby się któryś z nas nie pomylił i nie wszedł do jego namiotu. Zastanawiam się jakie jest prawdopodobieństwo, że obydwóm to samo przyszło na myśl. Stwierdzam jednak, że duże i odrzucam myśl, że coś razem kombinują. Zresztą, rozumuję, facet do nas nie wejdzie na trzeciego, bo nie ma takiej fizycznej możliwości, a jak Marek polezie do niego to się wreszcie wyśpię „na salonach” mając cały namiot dla siebie. Przekonany, że nie ma dla mnie złego rozwiązania wsuwam się do śpiwora i z radością konstatuję, że materac w dalszym ciągu „trzyma”. Cdn.

Zdjęcia

FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_1FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_2FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_3FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_4FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_5FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_6FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_7FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_8FRANCJA / Korsyka / Capanelle-Prati / Na szlaku_10_9

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl