Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Torres del Paine > CHILE


el_gato el_gato Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie CHILE / Torres del Paine / Torres del Paine / TorresLegendarne krajobrazy, zapierające dech w piersiach.... Wiatr będący codziennym towarzyszem... Poczytajcie o jednym z najwspanialszych miejsc do kilkudniowego trekkingu na świecie.

El Calafate. Znowu wczesna pobudka, na szczęście w pokoju mam łazienkę. Już o 7:30 jestem na dworcu autobusowym i wypatruję busa takiego, jak na zdjęciu w necie, gdy go rezerwowałem. Zbliża się godzina odjazdu i zaczyna się robić nerwowo -podjeżdżają autokary różnych firm. Rezerwację robiłem wyjątkowo z Polski, ponieważ ze względu na napięty plan bałem się, że w sezonie może zabraknąć miejsc. Zagadałem dwie babki po hiszpańsku, okazało się, że biuro Ruta Chile załatwiło dla mnie miejsce w fajnym autokarze. W tym kraju jest mnóstwo przewoźników i łatwo nie odnaleźć się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Jechaliśmy do Puerto Natales 5,5h, czas i krajobraz płynęły leniwie. Ciekawy kontrast - autokar w bezkresnej przestrzeni na szutrowej drodze. Rozmawiałem przez ten czas z sąsiadem Humberto z Sao Paulo, który jest dziennikarzem i miłośnikiem gór. Opowiadałem mu o Tatrach i Orlej Perci. Dużo czasu spędziliśmy na granicy leżącej dosłownie w polu, niedaleko miejscowości Cerro Castillo. Skanowano bagaż w poszukiwaniu żywności, której przewóz jest w większości zakazany. Zapomniałem o serku, który czekał w siatce na fotelu przede mną.

Zdjęcia: Cerro Castillo, Magallanes, Przejście graniczne..., CHILE
Cerro Castillo, Magallanes, Przejście graniczne..., CHILE



Puerto Natales - punkt wypadowy do parku Torres del Paine. Od razu na dworcu kupuję bilet na jutrzejszy autobus, który (jak się okaże), był w stanie technicznym skazującym go raczej na pocięcie na żyletki. Spacerkiem idę do hostelu - nie jest zły, ale drogi! 23$ za nocleg w 9 osobowym pokoju. Ruszam na miasto wymienić pieniądze i zrobić zakupy. Wydaję na nie w przeliczeniu aż 70$! No ale coś trzeba jeść w parku, tam będzie jeszcze drożej. Taka ciekawostka - nie dają reklamówek i nie można ich kupić! A ja stoję z wózkiem pełnym jedzenia... Jakaś babcia lituje się i szuka dla mnie kartonu po produktach za parę peso. Robię marny obiad, porządkuję rzeczy i idę na miasto, a może... na wieś? Co 2 dom to rudera, widać biedę. Domy buduje się tu z profili aluminiowych i płyty OSB. Ale trzeba przyznać, że na brzegu jeziora / zrobili ładny plac zabaw i ścieżki rowerowe. Centrum również wygląda lepiej, jest tam parę fajnych restauracji, ale niestety budżet pozwala tylko na makaron i zupkę z proszku. Wałęsa się dużo bezdomnych psów. Rano, jeszcze w El Calafate podzieliłem się z dwoma moim śniadaniem, a dziś wygłaskałem jednego, który ze smutną miną podchodził do ławki, na której zrobiłem przerwę.

Wstaję o 6, bo są tylko 2 łazienki, a na piętrze kilkanaście osób. Już o 7:30 mam autobus do parku narodowego Torres del Paine. Autokar zdecydowanie nie jest on pierwszej młodości, przy kole coś terkocze, może przegub? Jednak po dwóch godzinach szczęśliwie docieram na miejsce. Przez okno widać trzy wieże na tle ciemnych chmur. Okazało się, że mój plan wziął w łeb. Nie ma szans, żeby zdążyć na katamaran, trzeba najpierw wypełnić formularz przy wejściu do parku (Laguna Amarga), kupić bilet, obejrzeć film instruktażowy w siedzibie parku. Szczególny nacisk kładzie się na uświadomienie zagrożenia pożarem, niestety znaczna część parku poszła już z dymem z powodu nieodpowiedzialnych turystów. Mam wielkie szczęście że jest pogoda! Widać z daleka cel każdego z odwiedzających -trzy granitowe giganty wznoszące się prawie dwa kilometry powyżej lustra wody położonego u ich stóp jeziorka. Postanawiam więc całkiem zmienić plan, czyli rozpocząć wędrówkę od innej strony parku niż zamierzałem. A plan był całkiem chytry -w trakcie pięciodniowej wędrówki skonsumować zapasy jedzenia (o 4 małych piwach nie wspomnę), aby na lekko zrobić najtrudniejsze podejście. Wracam do autokaru, kierowca nie może znaleźć mojego plecaka... Pot skrapla się na moim czole, tłumaczę mu: una mochilla naranja. Szuka, szuka i krzyczy: No, amarilla!! Najwyraźniej mamy inne postrzeganie kolorów.

Znajduję transport pod Hostería las Torres, czyli miejsce, skąd wyruszam pod wieże. Busik ma kolor zgniłozielony, a ilość pasażerów oraz plecaków sugerowałaby nieco większy pojazd ;-) Ruszamy niemrawo i już po niedługim odcinku natrafiamy (w cudzysłowiu) na schody: po przejechaniu niewielkiego mostu trzeba ruszyć pod górę, a tymczasem z góry zjeżdża coś podobnego do naszego środka transportu. Staczamy się z powrotem w dół, żeby po chwili przystąpić do ataku. Cudem udaje nam się pokonać wzniesienie i docieramy do Hosteria las Torres, miejsca, skąd zaczyna się szlak w kierunku Campamento Chileno. Na marginesie, zdecydowałem się na pokonanie tzw. trasy W, której nazwa pochodzi od kształtu na mapie. Średnio zajmuje ona 5 dni. Istnieje również opcja zrobienia trasy O, czyli dookoła parku (9 dni). Dobra, czas rozpoczynać wędrówkę po krótkiej pogawędce z Chilijczykami, wybierającymi się do obozu dla wspinaczy. W planie mam nocleg w Campamento Torres. Potworny upał, dosłownie wgryzam się zębami w szlak, próbując zrobić kolejny krok. Widzę grupę dziewczyn schodzących z góry.
- No tengo fuerza.. - wzdycham.
- Animo, animo!

Robię przerwę przy schronisku Chileno, zjadam jedna z puszek licząc, że waga plecaka trochę się zmniejszy. Decyduję się iść dalej. Jest to mordercza walka o każdy krok, na plecach 2 plecaki, jedzenie na cały tydzień, słońce pali, kurz wpada do ust jak plankton w paszczę wieloryba. Sprawdza się przysłowie: jak trwoga, to do Boga. Raz się potykam, upadłbym do przodu i został przygnieciony plecakiem, na szczęście ratują mnie kijki. Nagle na trasie zauważam, że zgubiłem okulary słoneczne zahaczone o koszulkę. Dramat! Bez okularów w górach nie da rady. Zostawiam bagaż w krzakach i cofam się 150m. Leżą obok ścieżki! Akurat przechodziła parka z Austrii. Słyszę : lucky you! Idziemy chwilę razem.
- Też chcesz nocować w Campamento Torres? - pytają, widząc mój wielki plecak.
- Tak, rano chcę się wybrać na legendarny wschód słońca, które na czerwono oświetla wieże.
- A masz pozwolenie na nocleg?
- Nie mam, ale liczę, że jak będzie miejsce, to nie powinno być problemu.
- My też nie mamy pozwolenia. No nic, na nas już czas!

Uciekają mi, są młodsi i z mniejszymi plecakami. W powietrzu czuło się cwaniactwo, po prostu chcieli na pewno mieć wolne miejsce pod namiot. Docieram do campingu ledwo żywy, obtarte ramiona, spalony od słońca mimo kremu. Jest dużo wolnego miejsca. Woła mnie strażnik, jego mina nie wróży nic dobrego. Nie mam pozwolenia na nocleg, które dostaje się przy Laguna Amarga albo w Campamento Italiano.
- Nie ma mowy, wracaj do Chileno.
- Ale przecież są wolne miejsca!
- Tak, ale bez pozwolenia nie można. Wiesz, że nam codziennie wypływają gówna z kibla?
- Nie mam siły.
- Odpocznij i wracaj.

Jestem załamany, siadam na kamieniu. Postanawiam wziąć mały plecak i resztką sił wejść na samą górę zobaczyć wieże. Do małego plecaka biorę jedną puszkę piwa - to taki system motywacyjny ;-) Podejście jest bardzo trudne i strome, same kamloty. Widok na górze rekompensuje jednak wszystko: 3 wspaniałe wieże wznoszące się o 1,8km (!) w górę od miejsca w którym stoję. Siedzę i patrzę, a w lagunie chłodzi się nagroda. Mija czas, niedaleko na kamieniu siedzi Amerykanin, ale zamiast skupić się na wieżach, patrzy w wodę. Czytam w jego myślach: \\\"To niemożliwe, może ktoś zgubił, zapomniał... zimne. Jak ja bym wypił zimne... \\\" Decyduję się rozwiać jego wątpliwości, gadamy chwilę i śmiejemy się z sytuacji.

Zdjęcia: Torres del Paine, Torres del Paine, Torres, CHILE
Torres del Paine, Torres del Paine, Torres, CHILE



Po godzinie wracam na dół po plecak, idąc w stronę Chileno znów spotykam poznanych Austriaków. Gadamy całą drogę, łatwiej zapomnieć o bólu i zmęczeniu. Austriacy - cwaniacy również nie mieli pozwolenia na nocleg, ale myśleli, że jak przez godzinę będą zbierać chrust dla strażników, to pozwolą im zostać na górze :-) Nic z tego. Zamiast noclegu mieli wolontariat. Niby w tym rejonie nie ma jeleni, ale jednak parka się znalazła. Swoją drogą, pomysłowi ci strażnicy. Rozbijam namiot nad samym potokiem, mało jest równych miejsc pozbawionych kamieni. Gotuję obiad - zupa szpinakowa z makaronem. Szału nie ma, ale zmęczonemu wszystko smakuje. W łazience praktycznie woda nie leci, ale po odstaniu swojego w kolejce biorę krótki prysznic.

Musiałem się wyspać po wczorajszym dniu. Żegnam się z Austriakiem, wymieniamy się namiarami. Okazuje się, że ma na imię Maximilian i pracuje w dużym banku w Wiedniu. Po śniadaniu postanawiam ograniczyć mój bagaż. Targałem ze sobą statyw (1 kg) z myślą o świcie pod wieżami, oddaję go strażnikowi ze schroniska podobnie jak solidną kłódkę z Polski, która okazuje się być za gruba do zapinania szafek w hostelach. O 10 ruszam w kierunku Los Cuernos. Trasa jest tak piękna że zapominam o nowym skrócie i idę dłuższą drogą. Nie szkodzi, pogoda dopisuje, jest gorąco i nie ma słynnych porywistych wiatrów. Widzę bezkresne przestrzenie o rozmaitym ukształtowaniu, na które słońce rzuca cień płynących chmur. Kompozycje kolorów zmuszają do częstych postojów i sięgania po aparat. Moją uwagę zwracają kępy zielonożółtych roślin, które jak się później okaże, są bardzo nieprzyjemne - mają małe kuleczki z kolcami, których nie sposób powyciągać z materiału. Wpadłem kiedyś w nie z moją koszulką i całe plecy miałem podrapane.

Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Widok ze szlaku w kierunku campament Los Cuernos, CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Widok ze szlaku w kierunku campament Los Cuernos, CHILE



Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Za siedmioma górami..., CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Za siedmioma górami..., CHILE



Trasę pokonuję w 6h, mimo sezonu spotykam mało osób. Docieram na camping, na którym są zbudowane platformy z płyty, na których stawia się namioty. Nierówny teren nie pozwala na inny sposób rozbicia namiotu. Licząc na spokojną noc przymocowuję go jedynie dwoma sznurkami Na szczęście na górze nie czuć wiatru. Kupuję najdroższe piwo na świecie - ok. 11 USD i idę na kamienistą plażę. Nadal nie ma zasięgu ani internetu, żadnych wieści z domu. Medytuję na brzegu, patrząc na rozbijające się fale jeziora. Nic, trzeba wracać do namiotu. Jutro ciężki dzień, postaram się nastawić budzik na 5:15, żeby zrobić całą zaplanowaną trasę. Przy namiocie zagaduje mnie sąsiadka.
- Cześć, skąd jesteś?
- Z Polski.
- O to z daleka! Jan Paweł II, święty człowiek... A w którą stronę idziesz?
- Od Hosteria Las Torres do Paine Grande.
- Ja odwrotnie, jutro zmierzam do Chileno.
Rozmawiamy jeszcze chwilę, pokazujemy sobie zdjęcia, które do tej pory zrobiliśmy.

Leje w nocy, gdy dzwoni budzik też leje. Kiedyś musiał nadejść ten dzień, inaczej zwątpiłbym, czy wszystko co do tej pory przeczytałem o pogodzie w Patagonii jest prawdą. Wstaję w końcu o 6:30, zwijam mokry namiot, żegnam się z sąsiadką i o 7:20 ruszam w trasę. Dostaję od niej kawałek suszonego mięsa, odwdzięczam się tabliczką gorzkiej czekolady. Do campingu Italiano docieram po 2h, widoki nieustannie wprawiają mnie w euforyczny stan.

Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Na szlaku z Mirador Britanico, CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Na szlaku z Mirador Britanico, CHILE



Zostawiam duży plecak przy guarderii, przepakowuję rzeczy i na lekko ruszam koło lodowca Francés w kierunku mirador Britanico (punkt widokowy). Nie da się tego wyrazić słowami. Lodowiec co pewien czas wydaje grzmot, wyrzucając na dół lód z wodą. Kaskady wody pędzą w rzece, wyprzedzając się nawzajem i nakładając na siebie. Zieleń razi wiosenną świeżością na tle szarych skał, pokrytych gdzieniegdzie śniegiem. Nieskalana natura. Na samej górze jem śniadanie i podziwiam widoki, siedząc na szczycie wielkiego głazu.

Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Mirador Britanico, CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Mirador Britanico, CHILE



Wracając po drodze siadam na skale i jem garściami żurawinę, której jest mnóstwo. Na początku nie byłem pewien, czy to rzeczywiście żurawina, ale później stała się najlepszym uzupełnieniem makaronowo - zupkowej diety.
- Mam nadzieję że zobaczymy się jutro? - powiedział schodzący spokojnym krokiem w dół Amerykanin, a na jego twarzy wędrował żartobliwy uśmiech.
- My w Polsce na co dzień żyjemy w lasach i znamy się na tym, co natura stworzyła dla człowieka. - powiedziałem ja, mistrz ciętej riposty.
Porozmawialiśmy w miłej atmosferze, byłem pełen podziwu dla tego człowieka koło 70-tki, tak odmiennego od współczesnego stereotypu ociężałego Amerykanina, wpieprzającego chipsy i coca colę.

Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Żurawina, CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Żurawina, CHILE



Spacer przez Dolinę Francuską (Valle Frances) zajął mi z odpoczynkiem 5,5h. Biorę duży plecak i idę na camping Paine Grande, gdzie zaplanowałem nocleg. Większość terenu po drodze jest spalona. Ścieżka prowadzi wśród kikutów osmolonych drzew. Jest to skutek głupoty izraelskiego turysty, który rozpalił ognisko za pomocą papieru toaletowego. 17.600 ha parku narodowego poszło z dymem. W trakcie prezentacji przy Laguna Amarga, gdzie kupowałem bilet wstępu, informowano o obowiązującej karze wieloletniego więzienia za wzniecenie pożaru.

Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Widok z campingu Paine Grande, CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Widok z campingu Paine Grande, CHILE



Zaczyna mocniej wiać. Mocniej, coraz mocniej... Po 2h marszu pod kątem iluśtam stopni ok. 17 jestem ledwo żywy na campingu. Też nie ma internetu i nie działają komórki. Rozbijam namiot i idę po piwo do sklepu. Sprzedawczyni mając mnie pewnie za bogatego gringo, najpierw chciała mnie orżnąć na wymianie dolarów, a następnie \\\"zapomniała\\\" wydać reszty, o którą musiałem się po hiszpańsku upomnieć. Powiedziałem jej, że jeszcze liczyć umiem. W restauracji ruch jak w ulu - pełno stonki amerykańskiej, przypływającej na jeden dzień do parku razem z biurem podróży. Coś strasznego, uciekam stamtąd. Ustawiam się w godzinnej kolejce do prysznica, obserwując jakiegoś gościa, który łazi po taśmie zawieszonej na wysokości. Szybkie pranie, ciuchy wieszam na krzaku, wiatr je wysuszy, o ile rano nie będą na środku jeziora.

Wstaję o 6:10, o 6:30 jestem już w trasie. Czeka mnie długa droga aż do mirador Grey za schroniskiem (widok na lodowiec). Najlepiej wstawać wcześnie, nie ma jeszcze ruchu na szlaku, spotykam raptem dwie osoby. Widoki jak zwykle wspaniałe, trochę zepsute przez spalony las. Pływające góry lodowe na szarym jeziorze, malownicze oczka wodne pokryte rzęsą, rzeczka Rio Olguin pędząca w wąskim kanionie pod mostkiem...

Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Jeziorko na szlaku do Mirador Grey, CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Jeziorko na szlaku do Mirador Grey, CHILE



Docieram do schroniska po 3,5h, tak jak na mapie, mimo że nie mam dużego plecaka. Jem śniadanie - tosty z margaryną i serem. Po drodze tradycyjnie już podjadam borówki i żurawinę. Jeszcze 15 min i wchodzę na punkt widokowy lodowca Grey - jest rzeczywiście szary. Ładny, choć na tle Perito Moreno wygląda jak ubogi krewny.

Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Lodowiec Grey, CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Lodowiec Grey, CHILE



Na brzegu jeziora jest możliwość wypożyczenia kajaka i podpłynięcia bliżej (ale nie za blisko! lodowca, jednak czas mnie goni, trzeba zrobić jeszcze 11km z powrotem do Paine Grande. O 14:20 docieram do namiotu - TRASA W POKONANA!!!

Czas na krótkie podsumowanie:
1. Łączny czas pokonania trasy 30h 45min
2. Pokonany dystans 53,5km (mniej więcej)

Zdjęcia: Torres del Paine, Patagonia, Lago Pehoe, CHILE
Torres del Paine, Patagonia, Lago Pehoe, CHILE



Rano wstaję, zwijam dobytek. Jedne gacie, które suszyły się na drzewku, najwyraźniej odleciały. O 10:00 przypływa katamaran. Na zakup biletu trzeba mieć gotówkę w peso.Po dopłynięciu zostawiam duży plecak koło cafeterii, idę 15 min nad wodospad Salto Grande. Robię parę zdjęć, siedzę sobie i patrzę. Do autobusu sporo czasu. W końcu wracam, czekam na łące. Ruszamy. W Puerto Natales idę do hostelu El Patagonico. Super atmosfera, czuję się jak w domu. Piję wino, po kilku dniach przerwy szybko uderza do głowy. Rano pobudka, autobus do El Calafate o 8:00. W autobusie niespodzianka, koło mnie siada Marcela, pielęgniarka z Chile, która też nocowała na Campamento Los Cuernos. Gadamy prawie całą drogę 5,5h ćwiczę mój hiszpański. Po drodze upał. W El Calafate żegnamy się, dostaję od niej na pamiątkę banknot, na którym są wieże z Torres del Paine :-)


Wspaniałe miejsce dla miłośników przyrody. Mimo odwiedzenia parku w szczycie sezonu nie było tłumów na szlaku (oprócz campingu Paine Grande). Podobno ostatnio pojawiła się konieczność rezerwacji miejsc na campingach, więc radzę sprawdzić przed wyjazdem.

Zdjęcia

CHILE / Torres del Paine / Torres del Paine / TorresCHILE / Patagonia / Torres del Paine / Widok ze szlaku w kierunku campament Los CuernosCHILE / Patagonia / Torres del Paine / Za siedmioma górami...CHILE / Patagonia / Torres del Paine / Na szlaku z Mirador BritanicoCHILE / Patagonia / Torres del Paine / Mirador BritanicoCHILE / Patagonia / Torres del Paine / ŻurawinaCHILE / Patagonia / Torres del Paine / Widok z campingu Paine GrandeCHILE / Magallanes / Cerro Castillo / Przejście graniczne...CHILE / Patagonia / Torres del Paine / Jeziorko na szlaku do Mirador GreyCHILE / Patagonia / Torres del Paine / Lodowiec GreyCHILE / Patagonia / Torres del Paine / Lago Pehoe

Dodane komentarze

baobab-ka dołączył
02.10.2015

baobab-ka 2017-07-19 17:01:04

No dobra, zajrzałam raz jeszcze, żeby utrwalić... I co ja mam teraz powiedzieć, hę??? :) A tekst jest świetny i czekam na kolejne, ot, co :) Nitka, a TY się sprężysz i w 3 dni zrobisz tę trasę :)))))

el_gato dołączył
20.03.2012

el_gato 2017-07-18 19:48:28

Nitkaska, jak się sprężysz, zrobisz w 4 dni :-)

1. Puerto Natales -Laguna Amarga - przejście pod wieże - zejście do Chileno
2. Chileno - Italiano (wcześniejsza rezerwacja)
3. Italiano - Mirador Britanico - Paine Grande - Campamento Grey (długi odcinek)
4. Campamento Grey - Paine Grande - katamaran - Puerto Natales

nitkaska dołączył
21.05.2011

nitkaska 2017-07-17 22:54:22

"Baobab-ka jest w najwyższej lidze ze swoimi tekstami, ale ten Twój jest super :)
Kurde...6 dni... tyle nie mamy :("

el_gato dołączył
20.03.2012

el_gato 2017-07-17 21:53:50

Baobab-ka, Twoje teksty są nie do pobicia :-)

baobab-ka dołączył
02.10.2015

baobab-ka 2017-07-17 21:46:23

Na szczęście... tengo una mochilla verde .... przynajmniej tego koloru pomylić nie można... chyba...hm...
Świetnie napisany tekst i moc wskazówek dla tych, co mają Torres w planach :)

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl