Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Najniebezpieczniejszy region Meksyku > MEKSYK


Tuan de Paso Tuan de Paso Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MEKSYK / Puebla / Puebla / Zachód Słońca w PueblaKrótki wpis z samego początku większej wyprawy do najbardziej odległych i najdzikszych zakątków południowych rubieży Republiki. Odwiedzona przez mnie Puebla miała okazać się najspokojniejszą i najbardziej europejską z wielkich, meksykańskich aglomeracji. Sielankowa atmosfera panująca w mieście znalazła odzwierciedlenie w tekście. Niemniej jednak, najciekawszym kąskiem jest tutaj druga część relacji, w której opisałem moje karkołomne i nieświadome łapanie stopa w najniebezpieczniejszym regionie Meksyku, gdzie każdy z przejeżdżających kierowców miał w oczach strach człowieka walczącego o przetrwanie.

WSZYSTKIE NIEPRZESPANE NOCE
Przeprawa z zamieszkałego przeze mnie wzgórza na obrzeżach monstrualnej stolicy Republiki, aż do bramek przy autostradzie po przeciwnej stronie miasta zajęła mi blisko trzy godziny. Mimo licznych przestróg i całkiem realnego zagrożenia napadem z bronią w ręku w busach na zachodnich rubieżach stolicy, cała podróż przebiegła bezproblemowo i zupełnie bezstresowo; kilka spędzonych w Meksyku miesięcy oraz kilka solidnych przygód sprawiło, że zdążyłem już zobojętnieć na codzienne niebezpieczeństwa Ameryki Łacińskiej. Radosny nastrój i ochocze pomachanie mi na szczęście przez funkcjonariuszy policji federalnej, którzy pilnowali porządku na bramkach wziąłem za dobry omen. Ochoczo zabrałem się za łapanie stopa pośród wypalonych przez meksykańskie słońce łąk i pól uprawnych kukurydzy, mając tuż za plecami dymiący wulkan Popocatépetl.



Po pięciu minutach czekania zostałem zgarnięty przez pracownika sądu federalnego, który jechał odwiedzić swojego syna w Puebla. Juan Carlos lubił rytm meksykańskiego życia i pomimo niewąskich horyzontów, nigdy nie był jakoś szczególnie zainteresowany poznawaniem innych krajów. Posiadał rozległą wiedzę na temat zachodnich zwyczajów, historii świata, bieżącej polityki europejskiej , ale zwyczajnie nie potrzebował nic więcej aniżeli spokojnej obserwacji życia planety ze swojego Meksyku. Poza kilkoma wizytami u rodziny w Stanach, Juan Carlos nie zamierzał więcej podróżować za granicę. Lata praktyki w zawodzie adwokata sprawiły, że umiejętności oratorskie stały u mojego kompana na całkiem wysokim poziomie i gdyby nie moje szczere oddanie dla eksploracji świata i entuzjastyczne okoliczności początku pięknej wyprawy na południe Republiki, to na przestrzeni naszej półtoragodzinnej podróży pomiędzy stanami byłby może i w stanie przekonać mnie do bierniejszego uczestniczenia w życiu planety.



Juan Carlos niespiesznie podwiózł mnie niemal pod sam dom Sol, która w ostatniej chwili zaakceptowała moje podanie na Couchu. Długi weekend spowodowany narodowym świętowaniem Dnia Niepodległości sprawił, że parne ulice Puebla były tego dnia niemal całkowicie opuszczone przez wszelkie życie. Wydawało się, że poza mną, w całej dzielnicy nie było dosłownie nikogo. Po kilku minutach marszu w ciszy i napajaniu się niedowierzaniem w skalę porzucenia trzymilionowego miasta przez wszystkich jego mieszkańców, dotarłem do domu, w którym miałem spędzić kilka kolejnych dni.

Sol była była niezależnie działającą menadżerką kultury i na przestrzeni kolejnych lat współpracy ze wszystkimi typami artystów, zdążyła poznać całą lokalną śmietankę towarzyską. W momencie kiedy się poznawaliśmy była w trakcie organizowania kilku niezależnych projektów i regionalnych wydarzeń kulturowych mających na celu decentralizację meksykańskiej sztuki i odebranie sporego kawałka tortu hegemonistycznej stolicy pełniącej rolę jedynego liczącego się ośrodka sztuki. Podobnie jak dwójka mieszkającego z nią rodzeństwa, Sol szczerze kochała podróże i dzięki Wszystkim Nieprzespanym Nocom oraz gustowaniu w muzyce techno Warszawa była mocnym punktem na mapie powoli planowanej wyprawie do Europy.



San budynek w którym mieszkało rodzeństwo położony był w odległej gdzieś o kilometr od ścisłego centrum dzielnicy La Paz, która przedstawiana mi była jako najbardziej kultowy rejon Puebla. Inspirowane śródziemnomorską architekturą, oryginalnie wyglądające patio wprowadzało rodzinną atmosferę pośród lokatorów budynku. Punktem centralnym małego, czteropokojowego mieszkania był salon. Zamiast zagracenia go przedmiotami codziennego użytku, młodzi ludzie zdecydowali się umieścić tam pastelowo pomalowane ławki, ładny antyczny stół i kilka równie antycznych, co stylowych artefaktów, ze sporych rozmiarów teleskopem na czele. Ten minimalistyczny wystrój równie dobrze można by było znaleźć w małej kawiarence położonej przy wąskiej uliczce gdzieś na południu Francji.

PUEBLA
Podczas pierwszego spaceru w zwykły dzień roboczy trzymilionowa Puebla urzekła mnie swoją spokojną, sielankową atmosferą średniej wielkości miasteczka położonego gdzieś na skraju Bieszczad. Życie płynęło tutaj zdecydowanie wolniej aniżeli w Meksyku, czy Guadalajarze, a nieliczne deptaki były porównywalnie zadbane i nasączone stylem, jak wąskie uliczki Guanajuato. Sama Puebla znana była przede wszystkim z rekordowej ilości blisko czterystu barwnych kościołów oraz majestatycznej Katedry położonej tradycyjnie w samym centrum miasta. Przez większą część epoki kolonialnej Hiszpanie wysyłali plany architektoniczne wszystkich okazalszych budynków bezpośrednio z metropolii i w tym przypadku gdzieś po drodze ktoś się zwyczajnie pomylił. Gdy kilkadziesiąt lat po rozpoczęciu konstrukcji zdano sobie z tego sprawę, było już za późno na naprawienie błędu: stołeczną katedrę wybudowano w Puebla i vice versa.



Na przestrzeni ostatnich lat Puebla stała się prężnie działającym ośrodkiem akademicko-przemysłowym. 50-letnia historia fabryki Volkswagena przełożyła się na relatywnie dużą grupę europejskich osadników i rozbudowaną infrastrukturę rozrywkową dla pracowników wyższych stanowisk. Wraz z rozwojem przemysłu do góry pięły się również lokalne ośrodki badawcze, a miejskie uczelnie z roku na rok zdobywały coraz większy prestiż i uznanie na arenie krajowej. Z czasem Puebla stała się atrakcyjną alternatywą do studiowania w zbyt zatłoczonej stolicy. Wymiana kulturowa, przedsiębiorczość migrantów z czterech stron świata i otwarty na nowości, chłonny rynek dzieci zamożnych rodziców spowodował, że restauracje oferujące kuchnie z całego świata zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu, a scena muzyki elektronicznej stała na naprawdę wysokim poziomie. Puebla bez dwóch zdań była najbardziej zeuropeizowanym z meksykańskich miast.

Poza intensywnym poznawaniu solidnej na tle Republiki oferty gastronomicznej oraz spoglądania na znane monumenty, godziny samotnej tułaczki po mieście spędziłem na eksploracji nieskończonej ilości stylowych patio w stylu andaluzyjskim, które przeważnie pełniły rolę osi lokalnej społeczności, a wspaniale różnorodna i dopieszczona architektura większości z nich posłużyła tłem niejednej fotografii ślubnej, teledyskom i kilku filmom dokumentalnym. Poza nielicznymi problemami z dostaniem, lub wydostaniem się do co bardziej prywatnych, lub opuszczonych kamienic, doświadczenie poznawania codziennego życia różnych grup społecznych w dziesiątkach różnorodnych przybytków było jednym z wartościowszych punktów wizyty w Puebla.

Pod koniec drugiego dnia mojego pobytu w mieście udaliśmy się wraz z całą trójką rodzeństwa oraz ich przyjacielem na wspólne podziwianie zachodu słońca z jednego z wyżej położonych punktów miasta. Forty były miejscem wspaniałego zwycięstwa świeżo niepodległego Meksyku nad francuskim agresorem blisko 200 lat temu. Bitwa była jedną z większych wiktorii w historii Republiki i w znacznym stopniu przyczyniła się do wzmocnienia meksykańskiej tożsamości narodowej. Na wiele sposobów zwycięstwo dodało Meksykanom skrzydeł i pozwoliło otrząsnąć się z przegranej amerykańskiej napaści podczas której kraj stracił blisko połowę swojego terytorium.

Widok na całą metropolię wraz z dymiącym się w tle, masywnym wulkanem Popocatépetl i rozmowy o wszystkim w dobrym towarzystwie stworzyły atmosferę jednego z najlepszych zachodów słońca w ostatnim czasie, a ja w nieodległej przyszłości miałem sobie zdać sprawę, że pogawędki na granicy dnia i nocy oraz wspaniale prezentująca się ognista kula, która majestatycznie zachodziła gdzieś tam za Pacyfikiem i za wszystkimi pasmami gór Sierra Madre miały być istotniejszymi punktami refleksji i rozkoszy dla oczu podczas wyprawy na południowe rubieże Republiki.

Przechadzając się później bardziej alternatywnymi ulicami szeroko pojętego śródmieścia i nierzadko spostrzegając gruzowiska oraz budynki, których oznakowanie jasno dawało do zrozumienia, że w najbliższym czasie mogły się one zawalić, poruszony został temat wrześniowego trzęsienia ziemi oraz jego wpływu na miejską tkankę. Wstrząsy pozbawiły życia 46 osób, kilkanaście budynków runęło, kilkaset zostało przeznaczonych do rozbiórki, a tysiące rodzin w mniejszym, lub większym stopniu zostało dotkniętych przez katastrofę. Przetrwanie ikonicznego kościoła w Cholula stanęło pod znakiem zapytania, a położony kilkadziesiąt kilometrów od miasta wulkan Popocatépetl stał się bardziej aktywny niż kiedykolwiek. Na kilka tygodni miasto, podobnie zresztą jak cała centralna część Republiki pogrążyło się w chaosie.

W przypadku Puebla był to negatywny impuls, który rozpocząć miał lawinę nieszczęść spadającą na miasto. Nastąpił exodus expatów, którzy mogli sobie pozwolić na ucieczkę z metropolii, a ruch turystyczny zdecydowanie się zmniejszył. Napady z bronią w ręku w środkach komunikacji publicznej stały się coraz bardziej powszechne, a cały Meksyk obiegały wiadomości o porzuconych ciałach dziewczyn, które znajdowano gdzieś na obrzeżach miasta. Życie nocne powoli zamierało, ulicami zaczął rządzić strach, a opowiadając szalone historie z przeszłości, młodzi ludzie przeważnie zaczynali od frazy „w czasach, gdy w Puebla było jeszcze bezpiecznie...”.

HUACHICOLEROS
Czwartego dnia, jeszcze przed wschodem słońca, wyruszyłem autobusem w okolicy bramki autostopowej na dalekich obrzeżach miasta. Przyzwyczajony raczej niedługim czekaniem przy meksykańskich drogach, z każdą kolejną minutą byłem coraz bardziej zdziwiony, że nikt nie zdecydował się mnie zabrać. Z początku nie byłem świadomy, dlaczego podczas trzygodzinnego machania kciukiem przy drodze w pełnym słońcu większość z przejeżdżających kierowców patrzyło na mnie ze szczerym zdumieniem mieszanym z jeszcze szczerszym strachem. Zgrabnie wyglądająca trasa do sąsiedniego stanu Oaxaca miała okazać się jedną z trudniejszych i na swój sposób nieciekawie ciekawszych podczas tej wyprawy.

Zimowe słońce było tego dnia naprawdę piekielne i każda minuta bezskutecznego czekania wprawiała mnie coraz bardziej w stan pobłażliwego, acz wyraźnie naznaczonego obłędu. Spadająca ostrość umysłu i nieistniejąca już prawie trzeźwość oceny sytuacji były nieciekawym scenariuszem w świetle nadchodzących wiadomości. Wymachując trochę bezmyślnie mizernie wyglądającą tabliczką starałem się jeszcze mizerniej uśmiechać do smutnych przejeżdżających kierowców i nie myśleć przy tym o kończącym się zapasie wody i oddalającej się perspektywie dotarcia tego dnia do celu.

Mój los zaczął się odmieniać, gdy w pewnym momencie kilkanaście metrów za mną niespodziewanie zatrzymała się ciężarówka, której kierowca najwidoczniej musiał sprawdzić stan techniczny pojazdu. Pomimo widocznego strachu w jego oczach, mój przesadnie udawany, europejski akcent zdołał go jakimś cudem przekonać do podrzucenia mnie na kolejne większe skrzyżowanie autostrad, które znajdowało się gdzieś na granicy trzech stanów, jakieś sto kilometrów na wschód.

Antonio pochodził z Chiapas i gdzieś na początku rozmowy potwierdził moje podejrzenia - zabrał mnie tylko dlatego, że byłem obcokrajowcem i dobrze patrzyło mi z oczu. Chwilę później absolutnie poważnym głosem powiedział, że właśnie przejeżdżaliśmy przez najniebezpieczniejszy region w całej Republice. Zupełnie nieświadomy jakichkolwiek problemów wschodnich rubieży stanu Puebla i nieuświadomiony też przez nikogo na mojej drodze zostałem całkowicie zaskoczony i prawdopodobnie tylko wyraz tępego obłędu podsyconego udarem słonecznym złagodził grymas zdziwienia na mojej twarzy.

Prawie wszyscy Meksykanie zgodnie uznawali sytuację w całym kraju za nieciekawą, jednak zawsze zdecydowanie najciężej było gdzieś daleko od ich miejsca zamieszkania, w jakichś odległych krainach o których słyszeli tylko w mediach. Ludzie z północy jednomyślnie twierdzili, że najgorzej było na terytorium Movimiento Zapatista tuż przy Gwatemali, podczas gdy cała reszta była absolutnie przekonana, że to właśnie przy granicy ze Stanami ginęło zawsze najwięcej osób i to w zdecydowanie najbardziej parszywych okolicznościach. W tej sytuacji wyjątkowe było to, że do tej pory jeszcze nikt nigdy z takim spokojem i zdecydowaniem nie wskazał samego serca piekła.

Gdy Antonio konspiracyjnym głosem zaczął mi nakreślać przyczyny problemów lękających ten zapomniany przez wszystkich kawałek Meksyku, jakikolwiek podświadomy sceptycyzm musiał przepaść w tym momencie na zawsze. Źródłem wszelkich nieszczęść były poprowadzone wzdłuż całej autostrady ropociągi, którymi aż do stolicy Republiki płynęła całość cennego surowca wydobywanego w Zatoce Meksykańskiej. Kilka miesięcy po objęciu urzędu, nowo wybrany gubernator stanu Puebla, José Antonio Gali Fayad, zaprosił zorganizowane grupy przestępcze z całej Republiki do kradzieży meksykańskiej ropy. Przedsięwzięcie okazało się nadzwyczaj rentowne, przez co do stanu przybywało coraz więcej rzezimieszków zainteresowanych szybkimi pieniędzmi. Skala rozbojów rosła wykładniczo, a w kręgach przestępczych czuć było niezdrowe podekscytowanie atmosferą gorączki czarnego złota.

W niedługim czasie mafia różnymi sposobami weszła w posiadanie większości działek przy autostradzie. Zaczęto na nich masowo uprawiać sałatę i kukurydzę, których używano do przykrywania nielegalnych odwiertów, a następnie skradzionej ropy na skradzionych ciężarówkach. Ze względu na nowoczesne systemy namierzania i relatywnie dużą skuteczność służb federalnych w znajdowaniu pojazdów, każda ciężarówka mogła być użyta do transportu surowca tylko raz, po czym zostawiano ją gdzieś przy drodze. Gdzieś na polach i szutrowanych drogach na całej długości tego przeklętego odcinka autostrady widać było dziesiątki nowiutkich, skradzionych i porzuconych pojazdów.

Spora rotacja i coraz szybciej rosnące zapotrzebowanie na transport cennego surowca wymagały aktywnego pozyskiwania nowych ciężarówek. W czasach mojej podróży na tym króciutkim, dwustu kilometrowym odcinku autostrady porywano około pięciu-dziesięciu aut dziennie. Nie była to już sporadyczna kradzież, gdzieś tam, raz na jakiś czas. Pomimo regularnych patroli policji federalnej, meksykańskiej armii, a nawet marines, znikające ciężarówki stały się absolutnie normalnym zjawiskiem, którego nikt nie był w stanie w żaden sposób powstrzymać. Rentowność całego przedsięwzięcia dodatkowo zwiększała możliwość upłynnienia oryginalnie przewożonego towaru na czarnym rynku, tuż przed załadowaniem pojazdu ropą i kapustą.

Lokalne grupy przestępcze szybko stały się potężnymi organizacjami, które terroryzując lokalnych mieszkańców coraz bardziej wykraczały poza swoją podstawową działalność i z biegiem czasu czuły się coraz bardziej bezkarne. Punktem kulminacyjnym była sytuacja, kiedy bandyci usypali na torach sporych rozmiarów górę kamieni, która skutecznie zmusiła pociąg towarowy do zatrzymania się. Kilkadziesiąt skradzionych pojazdów różnej wielkości otoczyło pociąg i w niecałe dziesięć minut zdołano rozładować dosłownie wszystko. Pomimo, że Puebla coraz bardziej przypominała dziki zachód, wiadomości dziwnym trafem nigdy nie dotarły do głównej narracji krajowych mediów, a większość Meksykanów absolutnie nie zdawała sobie sprawy z hulającego bezprawia w samym centrum Republiki.

Gdzieś pod koniec naszej wspólnej przejażdżki Antonio beznamiętnym głosem zaczął opowiadać o swoim własnym doświadczeniu sprzed miesiąca, kiedy płacąc myto na tej samej bramce z której mnie tego dnia zgarnął, do jego ciężarówki weszło dwóch zamaskowanych oprychów. Po kilku minutach bicia do nieprzytomności i wyciągnięciu wszystkich potrzebnych informacji, złodzieje wyrzucili go z ciężarówki i najzwyczajniej w świecie odjechali. Cała akcja rozegrała się w biały dzień, na oczach przekupionego funkcjonariusza policji federalnej i przestraszonych pracowników obsługujących kasy. Antonio twierdził, że i tak miał szczęście, gdyż nie wszyscy jego koledzy po fachu przeżyli takie spotkanie. Pomimo całkiem traumatycznego doświadczenia oraz postępującego procesu sądowego mającego na celu wykluczyć jego ewentualną zmowę z przestępcami, sytuacja na rynku pracy zmusiła mojego towarzysza do kontynuowania przejazdów na tej samej trasie, na tych samych warunkach.

Jako, że pozostawienie mnie na opuszczonym i całkowicie niezagospodarowanym skrzyżowaniu autostrad gdzieś pośrodku piekła nie wróżyło mi sporych szans na przeżycie Antonio zdecydował się mnie wysadzić kilkadziesiąt kilometrów dalej niż początkowo planowaliśmy, czyli na kolejnej bramce poboru opłat. U podnóży ośnieżonego Pico de Orizaba miałem tym razem łapać samochody jadące z wybrzeża. Żegnając się, Antonio gwarantował, że mocno zaznaczona obecność uzbrojonych po zęby żołnierzy wzbudzi większe zaufanie mających dobre intencje kierowców i zwiększy tym samym moje szanse na dojechanie żywym do celu.

Więcej na moim blogu :)

http://www.tuandepaso.com/meksyk-huachiloreos-puebla/

Zdjęcia

MEKSYK / Puebla / Puebla / Zachód Słońca w PueblaMEKSYK / Puebla / Puebla / Widok na Popocatepetl, PueblaMEKSYK / Puebla / Puebla / Malownicze Uliczki Puebla, MeksykMEKSYK / Puebla / Puebla / Muzeum Baroku w Puebla, Meksyk

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

08-07
Prezent dla Podróżnika - 5 obłędnych pomysłów!

Niezależnie od kierunku, który obierzecie w tym roku, zachęcamy Was do odkrycia najlepszych globtroterskich akcesoriów i stylowych gadżetów, które w piękny sposób uzupełnią podróżniczy ekwipunek.

08-05
Dobry smartfon wody się nie boi, czyli o telefonach wodoszczelnych.

Jeśli nie nam samym, to z pewnością któremuś z naszych bliższych czy dalszych znajomych przydarzyła się feralna sytuacja, kiedy trzeba było łowić smartfon w wodzie niczym ryby. Ktoś inny z kolei mógł zapomnieć wyciągnąć go ze spodni przy gorączkowym nastawianiu pralki. Nie mówiąc o naglącej potrzebie skorzystania z jakiejś aplikacji pod strugami lejącego deszczu.

07-29
Do Charkowa na piwo i nie tylko...
07-28
Nie tylko Lofoty i Nordkapp...
07-25
Przejażdżka rowerowa z widokiem n...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl