Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Oaxaca I: Dzikie Południe Meksyku > MEKSYK


Tuan de Paso Tuan de Paso Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MEKSYK / Oaxaca / Hierve el Agua / Hierve el AguaMiasto Oaxaca. Pierwszy przystanek na południu Meksyku. Po niebezpiecznej, autostopowej przeprawie znalazłem się w stolicy najbardziej zróżnicowanego etnicznie i kulturowo stanu Meksyku. Zbudowane z zielonej skały miasto nad wyraz tętniło życiem, a jego najbliższe okolice skrywały niesamowite miejsca, o których opowiadano jeszcze bardziej niesamowite historie. Najbardziej zapadły mi w pamięć spetryfikowane wodospady Hierve el Agua, które wydawały się leżeć na najdalszym możliwym krańcu świata oraz historia nigdy niepodbitego plemienia los Mixes.

MIASTO OAXACA
Licząca około pół miliona mieszkańców Oaxaca była stolicą stanu o tej samej nazwie. Przez kolejnych kilka dni miałem się zatrzymać u Criz, która mieszkała w spokojnie zapowiadającej się okolicy gdzieś na obrzeżach centrum. Rezydując w jednym z bardziej alternatywnych ośrodków meksykańskiej sztuki, Criz miała okazją poznać wielu podróżników z całego świata, głównie z Ameryki Południowej. Liczne spotkania sprawiły, że mówiła obecnie czystym argentyńskim akcentem i zainspirowana opowiadaniami rozpoczynała naukę wyrabiania rękodzieł, których sprzedaż miała sfinansować planowaną autostopową podróż do Patagonii.



W przeciwieństwie do większości Meksykanów, Criz była podróżniczką mojego pokroju. Pomimo stosunkowo młodego wieku, podczas samotnych, autostopowych wypraw zdążyła już zwiedzić większą część Republiki. Przez długi czas nie była świadoma istnienia Couchsurfingu; podróżowała staromodnym sposobem zagadywania ludzi na głównych placach, czy na imprezach i nocowania u nowo poznanych osób. Z biegiem czasu jej sieć kontaktów w całym Meksyku była tak rozległa, że w niemal każdym mieście znajdywała nocleg u znajomych znajomych. Couchsurfingu używała jedynie do przyjmowania wędrowców u siebie, gdy nudziło jej się w Oaxaca, gdzieś pomiędzy kolejnymi podróżami.

Większość przygód poznałem już w autobusie, gdy po szybkim zrzuceniu plecaka wyszliśmy na spacer zapoznawczy z miastem. Pomimo bycia stolicą drugiego najbiedniejszego stanu Republiki, Oaxaca prezentowała się nadzwyczaj okazale jak na meksykańskie warunki. Głównym budulcem użytym do konstrukcji większości ważniejszych budynków była wydobywana w okolicznych wzgórzach szlachetna, zielona skała, la Cantera Verde. Masywne budynki centrum budziły zachwyt i szacunek, a tętniącego życiem, zadbanego deptaku nie powstydziłoby się żadne miasto prosperującego centrum kraju. Bogactwo różnorodności kulturowej podsycane wiecznie żywymi, lokalnymi tradycjami było widać na każdym kroku, a sfinansowana dochodami z turystyki restauracja historycznego centrum zdecydowanie dodawała miastu szyku.



Już pod koniec pierwszego dnia w stolicy poznałem ciemniejszą stronę południa Republiki. Kilkanaście lat wcześniej przemysł turystyczny zaczął sprzedawać Oaxaca jako jeszcze nieodkryty kierunek z ogromnym potencjałem. Całkiem realny wtedy wizerunek wielokulturowej i alternatywnej prowincji z pięknymi plażami sprawił, że stan zaczął być masowo odwiedzany przez zagranicznych turystów. Nierównomierny zastrzyk kapitału do poszczególnych grup obywateli oraz niechlubna konieczność oczyszczenia centrum spowodowały liczne konflikty, a rozwarstwienie społeczne z roku na rok było coraz bardziej widoczne. Oaxaca stała się miniaturką całej Republiki, gdzie blask wspaniałej stolicy był dostrzegalny z drugiego końca świata, a dogorywająca prowincja trochę przymierała głodem.

Pierwsze oznaki nierówności było zaledwie kilka kroków od ścisłego centrum, praktycznie w każdym kierunku. Fasady budynków były zdecydowanie skromniejsze, a ubóstwo było mocno naznaczone w aparycji mieszkających tam ludzi. Poza chronicznie niebezpieczną okolicą centralnego targu, w tygodniu mojego przyjazdu zaczęło być głośno o nadzwyczaj licznych, zbrojnych napadach przy głównej alei prowadzącej do osiedla Criz. Dlatego też, już pierwszego dnia rozpoczęliśmy zwyczaj wracania do domu truchtem, lub taksówką z ostatniego bezpiecznego punktu na obrzeżach centrum.



KUCHNIA I SZTUKA
W świetle dziennym reprezentacyjne budynki stolicy wyglądały jeszcze dumniej aniżeli poprzedniego dnia. La Cantera Verde jeszcze wyraźniej się mieniła, centralny deptak tętnił życiem, a słońce świeciło przyjemniej niż kiedykolwiek. Spacery urozmaicone były walorami kulinarnymi stanu Oaxaca, który oferował sporo rzeczy niedostępnych w pozostałych częściach Republiki. Wspaniałą przygodę z lokalną kuchnią rozpocząłem drugim śniadaniem w parku na obrzeżach centrum.

Podczas konsumpcji pierwszego z siedmiokolorowych mole w parku na obrzeżach centrum dosiadali się tylko do mnie zaciekawieni przybyszem lokalsi i polecali mi kolejne dania od spróbowania. Na przestrzeni odkrywania kolejnych smaków, lista nieustannie się powiększała nie dając mi przy tym nigdy możliwości skosztowania wszystkiego, co stan miał do zaoferowania. Po kilku pomniejszych przekąskach na ulicy, gdzieś w połowie dnia zdecydowałem się na czterodaniowy obiad na patio w pół opuszczonym, zapuszczonym budynku ukrytym w bocznych uliczkach, dwie przecznice od głównego deptaka. Przypadkiem okazało się, że było to również ulubione miejsce Criz; jeszcze tego samego dnia rozpoczęliśmy wspaniałą tradycję ostatniej kolacji w tym klimatycznym miejscu.

Po spotkaniu się z Criz w drugiej połowie dnia poszliśmy do rekomendowanego mi wcześniej muzeum sztuki współczesnej. Poza wystawą prezentującą relacje kobiet, które świadomie zrzekły się macierzyństwa na rzecz innych wartości, największe wrażenie zrobiła na mnie ekspozycja skoncentrowana na oddaniu konfliktowej atmosfery najbardziej wysuniętej na wschód jednostki administracyjnej stanu Oaxaca: Istmo. Region wydawał się być ciekawym. Warunki atmosferyczne tam panujące pozwoliły na skonstruowanie największej elektrowni wiatrowej w Ameryce Łacińskiej; prowincja posiadała obfite złoża ropy naftowej, rafinerię, liczne zakłady przemysłowe oraz jeden z większych portów w tej części Republiki.

Pomimo pozornie uprzywilejowanej pozycji, mocne zróżnicowanie etniczne lokalnej ludności, korupcja rządu federalnego oraz rabunkowa polityka stolicy stanowej sprawiły, że region stał się jednym z niebezpieczniejszych i bardziej konfliktowych w całym Meksyku: ambasady krajów zachodnich zaklasyfikowały Istmo jako zdecydowane no-go, a w radiu codziennie było słychać o protestach, blokadach dróg i kolejnych znalezionych ciałach. Jak w przypadku historii całej Ameryki Łacińskiej, bogactwa naturalne stały się paradoksalnie największym przekleństwem zniewolonych rdzennych mieszkańców. Wychodząc z muzeum utwierdziłem się w przekonaniu, że autostopowa przeprawa przez Istmo po drodze do Chiapas była jednym prawidłowym sposobem jakiegokolwiek poznania jego mieszkańców i zagłębienia się w tamtejszą sytuację

Oaxaca kręciła się wokół kuchni i sztuki. Po niekrótkiej wizycie w muzeum poszliśmy na lokalny targ, gdzie oprócz podziwiania uznanych w całej Republice rękodzieł miałem okazję spróbować tejate. Esencja smakowa tego prekolumbijskiego napoju Bogów opierała się na surowych nasionach kakaowca, trzcinie cukrowej, mieszance kilku rodzajów orzechów i odrobinie magii. Oryginalny, rześki smak sprawił, że napój z miejsca stał się moim faworytem. Niemniej jednak, pomimo zapewnień o uniwersalności i szerokiej dostępności tejate na terenie całego stanu, była to moja pierwsza i zarazem ostatnia sposobność degustacji.

Wąska uliczka prowadząca ze ścisłego centrum do prosperujących, północnych dzielnic miasta była w całości wyłożona la Cantera Verde. Surowość zielonej skały w połączeniu ze znakomicie dobranym, skąpym oświetleniem tworzyły po zmroku całkiem magiczną i jakkolwiek symboliczną atmosferę. Korzystając z dobrych warunków atmosferycznych, usiedliśmy na tarasie jednego z ciekawszych barów stolicy Oaxaca i podziwiając widok na koncertowe wzgórze Guelaguetza sączyliśmy bezalkoholowe napoje w ten spokojny piątkowy wieczór.

Criz stroniła od alkoholu ze względu na okres przygotowania do ceremonii pejotl mającej odbyć się gdzieś na prowincji w przyszłym tygodniu. Psychodeliki stanowiły wyraźnie naznaczoną część tożsamości kulturowej Oaxaca; zdecydowanie wzbogaciły kreatywność i różnorodność lokalnej sztuki. Można je było dostać wszędzie, bez najmniejszego trudu. Najwyższa jakość lokalnych darów natury przyczyniła się też do ogłoszenia stanu Oaxaca hipisowskim rajem Meksyku oraz napływu zachodnich turystów, którzy w kolejnych transach coraz bardziej poszukiwali siebie i sensu życia. Psychoaktywne substancje jeszcze nigdy nigdzie nie były tak nieprzyzwoicie tanie i tak powszechnie tolerowane przez ludzi każdego pokroju.

Niemal w ostatnim momencie przed podjęciem decyzji o powrocie do domu zdecydowaliśmy się na performance w jednym z bardziej alternatywnych barów-teatrów w Oaxaca. Występ odbył się w przestronnie pustej, całkowicie pomalowanej na czarno sali. Publiczność ustawiona została w samym centrum, a trzy niezależne wątki fabularne rozgrywały się naprzemiennie w trzech różnych kątach sali, zmuszając przy tym widzów do ciągłego dostosowywania pozycji. Spektakl był  prawdopodobnie jednym z ciekawszych tego roku, gdyż poza pretensjonalnie płytkimi okrzykami nowocześnie postępowych aktywistów, nieskrępowany niczym trans oddał na scenie mocz do małej plastikowej toalety, a chwilę później ciężarna kobieta wycisnęła do kieliszka mleko ze swojej prawej piersi, po czym jednym naturalnym haustem dokonała konsumpcji.

OKOLICE OAXACA
Trzeciego dnia z samego rana pojechaliśmy autobusem kilkanaście kilometrów za miasto, by zobaczyć największe drzewo na świecie. Liczący blisko dwa tysiące lat el Árbol del Tule zdrowo się trzymał, a jego przetrwanie nie było wspomagane ludzką ręką. W bardzo nieodległej przeszłości klasy wszystkich szkół z okolic stolicy Oaxaca przyjeżdżały tutaj na zakończenie roku w celu zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia podczas zespołowego obejmowania całego drzewa. Z biegiem czasu, coraz większy napływ turystów sprawił, że Árbol del Tule został ogrodzony, a możliwość obejrzenia go z bliska biletowana. O jakimkolwiek dotykaniu nie było już mowy.

Przez dłuższą chwilę kontemplowaliśmy w ciszy majestat olbrzyma, który widział jak rosną w siłę i upadają kolejne imperia prekolumbijskich Indian. Widział też hiszpańskie ludobójstwo czasów kolonialnych, walkę o niepodległość, Rewolucję Meksykańską i cały ten bajzel ostatnich lat agresywnego kapitalizmu pod skrzydłami większego brata. Árbol del Tule towarzyszył ludności Oaxaca od zawsze, był żywym świadkiem wszystkich wydarzeń tej ziemi.

Po nasyceniu się widokiem majestatycznego drzewa i obfitym śniadaniu w pobliskiej restauracji wróciliśmy stopem do stolicy by następnie wsiąść do autobusu w okolicach centrum i podjechać do rodzinnego miasta Criz po drugiej stronie miasta. Ze średnio atrakcyjnego Ocotlán podjechaliśmy bezpośrednio na festiwal mezcala do niewielkiej osady Santa Catarinas Minas, gdzie kilkanaście lat temu znajdowała się kopalnia zielonej skały należąca do dziadka Criz. Festiwal odbywał się na szkolnym boisku pod wielkim plastikowym dachem. Poza darmową degustacją mezcala, lokalni rolnicy i bimbrownicy prezentowali proces produkcji szlachetnego trunku do mocno podpitej publiki.

Widząc ogólne niezainteresowanie zawiłościami branży zdecydowanie wcześniej zakończono część wykładów, by płynnie przejść do kluczowego punktu programu. Zaproszono publiczność do rozsunięcia się na wszystkie strony dzięki czemu scena została znacząco poszerzona. Trwający dwie godziny występ folklorystycznych zespołów tanecznych z różnych części Oaxaca miał w sobie coś wyjątkowego. Ogrom różnorodności stylizacji ubioru, czy sposobu tańczenia sprawił, że coraz bardziej zachwycałem się dywersyfikacją kulturową i mocną tożsamością poszczególnych regionów stanu. Spektakl skończył się tak samo niespodziewanie jak rozpoczął i na kilka minut po jego zakończeniu widzowie do spółki z artystami ponownie rzucili się do nieskrępowanej i nielimitowanej konsumpcji mezcala. Wychodząc trochę żałowaliśmy, że nie zobaczymy finału tej wspaniałej, swojskiej biesiady.

Bezpośrednio z terenu festiwalu złapaliśmy stopem ciężarówkę prowadzoną przez arcysympatycznego młodzieńca, który jechał na wybrzeże i zaproponował nam podwózkę aż do samego Puerto Escondido. Ponieważ oboje mieliśmy perspektywę wyjazdu na plażę w najbliższych tygodniach, po pięciu minutach dyskusji zdecydowaliśmy się zrezygnować ze spontanicznej kąpieli w oceanie i wypiciu wody z kokosa tego dnia. Chwilę później wyskoczyliśmy z ciężarówki na rozwidleniu dróg i niemal od razu wskoczyliśmy na pakę pickupa, który podwiózł nas dwa kilometry dalej, na najbliższą stację benzynową. Po krótkich dwóch minutach czekania zatrzymało się dobrze prezentujące auto z dwoma pasażerami.

Będący kierowcą, elokwentny dżentelmen po 40-stce pochodził z miasta Meksyk. Do Oaxaca został po raz pierwszy wysłany kilkanaście lat wcześniej przez ekskluzywną, stołeczną restaurację w celu znalezienia rzetelnego dostawcy mezcala. W ówczesnych czasach trunek był zdecydowanie niszowym produktem i tak naprawdę niewiele osób zdawało sobie sprawę z jego istnienia. Gustavo prędko zaczął działać na własną rękę i z czasem został praktycznie jedynym pośrednikiem pomiędzy większością stołecznych restauracji, a lokalnymi producentami mezcala. Kolejnym krokiem było postawienie wszystkiego na jedną kartę i wzięcie sporego kredytu. Przy pomocy rozbudowanej już sieci kontaktów zdołał kupić małą i nikomu nie znaną destylarnię na prowincji. W kilka lat od zera zbudował jedną z silniejszych marek na krajowym rynku: Los Danzantes.

Gustavo jako dziecko chodził z rodzicami do legendarnej polskiej restauracji w stolicy Meksyku. Po wizycie Karola Wojtyły Mazurka była kultowym miejscem wśród katolickich elit kraju. Poza kuchnią, podobała mu się też polska muzyka, z Kapelą ze Wsi Warszawa na czele. Będąc wcześniej tego roku na targach alkoholowych w Berlinie jeszcze bardziej zainteresował się Polską jako perspektywicznym i potencjalnie chłonnym rynkiem na nieznanego jeszcze nad Wisłą mezcala. Po blisko godzinnej, przyjemnej konwersacji i rekomendacji Kieślowskiego i Żuławskiego z mojej strony, Gustavo podrzucił nas dosłownie na główny deptak. Po obfitym posiłku, udaliśmy się jeszcze do alternatywnej kawiarni na koncert smutnego francuskiego muzyka, po czym zmęczeni już dniem pełnym wrażeń, leniwie potruchtaliśmy do domu.

Po całość artykułu oraz ładne zdjęcia zapraszam na mojego bloga :)

http://www.tuandepaso.com/meksyk-miasto-oaxaca/

Zdjęcia

MEKSYK / Oaxaca / Hierve el Agua / Hierve el AguaMEKSYK / Oaxaca / Hierve el Agua / Hierve el Agua IIMEKSYK / Oaxaca / Oaxaca / Stolica Oaxaca

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

05-30
Z emigracji do Hiszpanii, czyli gdzie zamieszkać na emeryturze

Każdy pracujący człowiek, przynajmniej raz w roku potrzebuje dłuższego urlopu, by zregenerować siły, odpocząć psychicznie od codziennych zajęć i w miarę możliwości zrealizować marzenia. Może to być wycieczka do egzotycznego kraju, wyjazd do rodziny lub remont w domu. Tak czy inaczej, chodzi o to, by dzień urlopu nie przypominał dnia codziennego i przynosił zadowolenie. Z reguły urlop planuje się z wyprzedzeniem, śledząc oferty biur turystycznych, sprawdzając ceny biletów lub wolne terminy fachowców od remontów.

06-01
Urlop na Ukrainie, tak, nie?

Ile osób słysząc propozycje urlopowe dotyczące tego kraju tylko się uśmiechnie? Czy słusznie? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie opisując relacje z mojego pobytu u naszych sąsiadów.

05-10
ROSJA - rozmowy trochę nietypowe...
05-06
Gruzja jest piękna! Na pewno?...
05-04
Wokół Wysp Brytyjskich - część pi...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl