Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Most na rzece Czu > KIRGIZJA


Opowiadacz Opowiadacz Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie KIRGIZJA / Issyk Kul / Jakaś wiocha / KąpieliskoKirgistan III Wsiemirnyje Igry Koczewnikow

Ruski nadmorski kurort. Wszystko tutaj jest ruskie, począwszy od pomalowanego na złoto Lenina przy wejściu, po kobierce czerwonych kwiatów pomiędzy asfaltowymi alejkami. Drewniane ławki modelu z lat pięćdziesiątych, klikupiętrowe pawilony w stylu śródziemnomorskim, z daleka, z widoku poprzez gęstwę zacieniających wszystko krzaków, przypominajace pierwowzory. To że tam gdzieś wybita szyba, czy skrzydło okna na jednym zawiasie, wyrwane z futryny, to mniejsza. Niebieskie niebo nad głową, szum plażowego rejwachu przed nami, alejka zacieniona starymi akacjami plątaniną gałęzi splecionych w górze, przepuszczających światło tylko w postaci plam zielonkawych półcieni. I szara biełka na powykrzywianym ze starości asfalcie. Nikogo i niczego sie nie boi, przycupnęła na tylnych łapkach, puszysty ogon zawinęła pod siebie i koralikami czarnych ślepków lustruje publikę. W kilku susach, śledzona wzrokiem przez stare Rosjanki porozsiadane każda przy swoim stoliku z pamiątkami, kolorowymi cukierkami, miodem z miejscowej pasieki, podbiega do małej dziewczynki, która zachwycona puszystym zwiarzątkiem chwyta mamę za rękę - mamasza, mamasza, gajku nada...
I nagle... tiszina, jakby ktoś ręką obciąl wszystkie głosy, cisza, zdaje się, że nawet ptaki zamarły w locie. Nikt nie zgasił słońca i nikt nie uciszył pobliskiej plaży ale jakby mróz przeszedł i scisnał gardła żelazną okową. Szara wiewiórka zastrzygła frędzelkowatymi uszami i czmychnęła na drzewo drąc pazurkami korę w tym niby korkociągu dokoła pnia, ku niebu. Wszystkie te baby nagle przestały plotkować i zachwalać swój towar, środkiem ścieżki idzie grupa postawnych mudżahedinów. Słyszę jak Bałot wciąga gwałtownie nosem powietrze i niemal widzę jak się prostuje mi za plecami.
Kto oni zacz?
Wszyscy widzą, że z Afganistanu.
- Na igry prijechali. Ani tiepier nasze druzja...
Idą jak statek po zarosniętym kanale, roztrącają mierzwę przed soba, mijają i pozostawiają za sobą w wirach rozbełtanych emocji.
Trzecie Igrzyska Nomadów, III World Nomad Games, III Wsiemirnyje Igry Koczewnikow, Czołpon Ata 2018.
Trzy dni wcześniej przekraczamy granicę, most na rzece Czu. Rzeka Czu rozdziela Kazachstan od Kirgistanu, jest życiodajnym ciekiem wodnym nawadniajacym nie tylko połowę pól uprawnych tego kraju ale, poprzez system zbiorników retencyjnych zbierajacych wody z topniejących wiosną śniegów Tien Szan, także kraje sąsiednie, głównie Uzbekistan.
Jedziemy furgonetką dnem kotliny serią karkołomnych serpentyn poprzez góry w kierunku na Issyk Kul, drogą krajową A365. Wczoraj spadł deszcz, co w dolinach było lokalną sensacją a w górach opad zabielił szczyty i jakby pudrem posypał ich poszarpane grzbiety. Ruch niewielki, do Czerwonego Mostu mamy Czu po lewej, po serii zakrętów przejżdżamy mostem na przeciwległy brzeg. Wąskim pasem ziemi pomiędzy szosą a rzeką wśród rachitycznych jakiś traw srebrzy sie nitka kolejowych torów.
- Etot Niemcy postroili.
- Germańce?
- Plennyje, w tysiacza dziewiatsot sorok trietim.
To ci spod Stalingradu. Mieli tutaj swój Krasnyj Most, na rzce Czu.
Nasi, w tym czasie, dobijali do Palestyny.
Reprezentacyjny hipodrom Kirgistanu usytuowany jest nad brzegiem ogromnego jeziora Issyk Kul, pomiędzy dwoma turystycznymi wioskami, kilkanaście kilometrów od lotniska w Tamczy. Tamczy jest tylko wioską i punktem orientacyjnym, pas startowy służy do obsługi samolotów miejscowych nababów dla wypoczynku przybywajacych nad to bajeczne jezioro. Z nadbrzeżnej szosy wyglądajace jak włosta Riviera. Tyle, że bezludna i bezustannie słoneczna no i Alpy Apuańskie nijak się mają do Tien Szan, nad głową. Szosa od lotniska do stadionu rozszerza się do, niezaznaczonych, czterech pasów i staje sie gładka niczym stół bilardowy. Wrażenie, poprzez kontrast, jest oszałamiajace, milknie hurgot i, raptem, dwudziestosześcioletni volkswagen T4 na chińskich oponach, sunie bezszelestnie niczym limuzyna jakaś.
Hipodrom, i halę sportową obok, zgrabnie tworzacych jeden sportowy kompleks budowali niedawno Francuzi.
- Toże plennyje?
- ;-) Niet, za diengi.
W hali do zapasów Gazprom, no, jakby niet, sędziowie drukuja Rosjanina. Nie znam sie na zapasach zupełnie ale przecież widzę. widzą zresztą wszyscy na sali, ale nikt nie protestuje.
Widocznie tak musi być.
Na wieczornym otwarciu zawodów, oficjalnym, bo zapasy toczą się, i drukują, juz od rana, ma być obecnych pieciu prezydentów i jeden premier z Europy. Wszędzie wojsko, na drogach policja, umundurowani funkcjonariusze przy szosie co sto metrów. Po jednej stronie szosy, po drugiej także, z przesunięciem, co sto, zatem migaja przy drodze niczym słupy telegraficzne. Rano do Gazpromu na zapasy wpuszczają nas bez żadnych udziwnień, po południu, na pięć godzin przed terminem otwarcia, szosa jest zamknięta dla ruchu samochodowego i pieszgo po trzy kilometry w każdym z kierunków. Zatrzymuja nas od Czołpon Ata na punkcie kontrolnym. Nie ma żartów, wojsko w polowych mundurach, kałachy, psy, policja, milicja i jakie tam jeszcze formacje. Dalej tylko autobusem organizatorów, po sprawdzeniu przez psa na okoliczność dynamitu i biletu przez milicję. Bez biletu nielzia. Bilet mamy elektroniczny w telefonie, no ale wot, siurpryza, internet nie łączy.
Jest konfuzja, obustronna. Pomimo jednak całego tego sztafarzu, to albo były instrukcje, albo przeważyła jednak naturalnie przynależna Kirgizom życzliwość, bo w to, że można mieć jakiś bilet w telefonie, w to nie uwierzył żaden z licznie nas tam sprawdzających - Nu, dawaj - ruch ręki i siedzimy w autobusie, który podrzuca nas pod sama bramę stadionu.
Czteropasmowa droga jak wymieciona, tylko tu i ówdzie grupki posiadających bilety. Nastepna kontrola przy zastawionej zaporami bramie na parking. Podchodzimy trzy razy, przy czwartym podejsciu wpuszczaja nas na słowo, ze mamy bilet w tym telefonie, tyle, że nie działa. To że nie działa to nikogo nie wzrusza, rozpatrywana jest jedynie opcja, czy to w ogóle jest możiwe. Bałot zostaje na zewnatrz, nas wpuszczają na parking. Pusty on i wymieciony, olbrzymi. Trzy następne bramy bronią stadionu. Podchodzimy do najbliższej i pokazujemy telefon.
- Nada żdat. - Żdajem. - siedzimy na murku wprost pod palącym słoncem Azji Środkowej. Znowu próbujemy, znowu nas nie wpuszczają, po następnym kwadransie na widok telefonu pytają tylko - szto eto? - tieliefon - nada żdat - żdajem.
Zaczyna mnie cisnąć. Parking, sto na sto metrów, za nami ściana muru otaczającego stadion, przed nami przestrzen, na końcu przestrzeni z rzadka porozrzucane, niebieskie, plastikowe budki na kształt tojtoja. Idę przez plac. Za mna przebiega truchtem oddział specnazu. Tak mają napisane na panterkach - Specnaz. Czuje się jak na strzelnicy. Daleka jest droga...
Po powrocie mobilizuje dziecko - Musimy ich podejść psychologicznie, idziemy do innego wejścia, tutaj już jesteśmy spaleni.
- Excuse me, we have two tickets in my phone...
- Ok. Lets go!
Przeszliśmy, nie było to wcale takie proste jak by sie wydawało; bardzo niewielka ilość biletów na otwarcie Igrzysk była rozprowadzona przez internet . Akurat przypadkiem udało nam się dwa, z Polski, kupić, ale przechowywane w chmurze nie mogły się objawić dlatego, że ze wzgledów bezpieczeństwa pięciu prezydentów, i jednego premiera, internet na stadionie został zablokowany. Taka tam kwadratura koła, którą po wielu niepowodzeniach udało nam sie w końcu rozwiazać przy pomocy sympatycznego Rosjanina w cywilu, który się nagle wśród mundurowych Kirgizów, niespodziewanie, objawił. I jego, dziwnie jakoś działajacego, połączenia z internetem w scyrylizowanym telefonie...
Jest już noc, po zmroku, stadion pełen, wszystkie miejsca zajete. Strzałem z lasera zaczyna się przedstawienie, "Drzewo Życia" w dziewięciu aktach, w pełnym galopie woltyżerów przedstawiających nieprawdopodobne figury konnej jazdy. Na jeden okrzyk znikają z koni, na drugi pojawiaja się w siodłach. Stoją na koniach jeźdźcy płci obojga w kolorowych strojach. Tłumy nomadów ruszają na podbój, cywilizacja przychodzi z Chin, rozwija się, upada, konie galopują, światła świecą.
Zaczyna się pochód Nomadów.
Idą grupami, każda poprzedzana tabliczka z nazwą nomadycznego państwa, kazda z pocztem sztandarowym i bardziej lub mniej liczną, grupą reprezentantów.
Idą Nomadowie z USA, z Francji, Kazachstanu, Węgier, z Niemiec, Polski, Indonezji i pięćdziesięciu innych jeszcze wsiech stran mira.
Idą Uzbeki, idą Tatary, idą Turcy, publiczność żywiołowo reaguje na każdą ekipę oczywiście najbardziej oklaskując miejscowych. Tak naprawdę to rozgrywka pomiędzy Kazachstanem i Kirgistanem, do której, w niektórych dyscyplinach, dołączają Uzbecy i Rosjanie. Ale cieszą się wszyscy, jest reprezentacja Szkocji w kiltach, kibice z Niemiec zawiesili cały sektor niemieckimi flagami, jakiś entuzjasta wymachuje gwiaździstą flagą UE, toże Giermaniec ...
Rozwijają czerwony dywan, w dwu częściach, na dwieście metrów. Z loży honorowej gdzie siedzi pieciu prezydentów, i jeden premier, wychodzi prezydent Kirgistanu i idzie. Idzie, idzie, idzie witany oklaskami, oświetlony reflektorami. Stadion, nomadzi wszystko zamiera, jest tylko smuga światła z reflektora, czerwony dywan i ubrany w nienaganny garnitur Sooronbaj Dżeenbekow. Idzie, staje, mówi, wita Prezydenta Kazachstanu, Prezydenta Uzbekistanu, Prezydenta Turcji, Przewodniczacego Autonomicznej Republiki Turkiestanu i pana premiera Wiktora Orbana.
W dwu słowach po rosyjsku - uważa za otwarte, dalszego ciągu przemówienia, po kirgisku już nie bardzo słucham ale publiczności sie podoba, główna trybuna wychodzi n ajezioro, na którym ani jednego światełka. Tylko chłodny powiew idzie od wody chłodząc nieco rozpalone czoła i tłumy wymachujace czerwonymi, kirgiskimi choragiewkami z papieru, które każdy widz dostał, w torbie, wraz z kolorową czapeczką przy wejściu na trybuny.
Prtezydent, umiejętnie modulujac głos, kończy przemówienie, prostuje sie i w tym momencie z czarnego jeziora wypryskuja w górę girlandy sztucznych ogni. Czerwone kule zamieniaja sie w zielone przecinki, szybują ku niebu na spotakanie pomarańczowych gwiazd majestatycznie opadajacych na spadochronów.
Pokaz z prawdziwie wschodnim przepychem.
Jest letnia noc nad ciepłym jeziorem, entuzjastu publiki nie studzi nawet konieczność odczekania godziny w kuluarach zanim, po amknieciu imprezy, nie otworzą bram. Bezpieczeństwo przede wszystkim, zanim wypuszczą publike wyjeżdżaja kawalkady oficjeli.
wszędzie Specnaz. Wchodzę do stadionowej toalety a tam... wszystkie pisuary obstawione przez postaci w panterkach, z uzbrojeniem i napisem specnaz na plecach panternych olimpijek nałożonych na pasiaste podkoszulki...
Jeden cywil i piętnastu uzbrojonych...
Wychodzimy w końccu na czarny asfalt czteropasmówki, tłum sie rozprasza do samochodów zaparkowanych po wszystkich mozliwych i niemozliwych placach, krzakach i poboczach. Błyskają w mroku światła latarek, panie w pantofelkach po kamienistych ściezkach. Nasz przewodnik wychodzi nam na spotkanie i przechwytuje posród egipskich ciemnosci kirgiskiego przedmieścia.

Zdjęcia

KIRGIZJA / Issyk Kul / Jakaś wiocha / Kąpielisko

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl