Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

FRA LI MONTI czyli Droga Przez Góry dzień 11 > FRANCJA


yansza yansza Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_2Etap Prati-D'Usciolu

Etap X Prati - d’Usciolu
Budzimy się wcześnie. Jest przed godziną 5.00, gdy zaczynamy się przygotowywać do wymarszu. Nie pamiętam dokładnie o której wychodzimy na szlak, ale zbieranie dobytku, mycie i śniadanie, przeważnie zajmuje nam nieco ponad godzinę. W każdym razie ruszamy razem z większością ekip. Ponieważ trasa zaczyna się dosyć stromym podejściem, szybko zostawiamy większość wędrujących za nami. Oprócz Stephena, ma się rozumieć, bo ten od Carozzu, gdy odciążył plecak, jakby dostał skrzydeł. Na szczyt Punta della Capella (2041m) dochodzimy w świetnej formie. Dokucza mi tylko ten pęcherz na małym palcu, którego wczoraj tak nierozważnie zlekceważyłem. W czasie marszu staram się trzymać podkurczone palce, żeby uchronić je przed ocieraniem. Niewiele to pomaga, a poza tym bardzo niewygodnie jest maszerować z podkurczonymi palcami. Przed samym szczytem, zauważamy konia, jakby obietnicę transportu na dalszą część trasy:-) Zejście do najniżej położonego punktu na trasie Bocca di Lapparo (1525 m) jest trudne, a miejscami bardzo trudne, gdzie trzeba sobie pomagać rękami. Idziemy cały czas w słońcu i zaczynamy to odczuwać. Ja generalnie zawsze się obficie pociłem, a przy takim słońcu i z tym worem na plecach to się ze mnie formalnie leje. Wody jak zawsze zabieram dużo i chociaż każdy litr to dodatkowy kilogram, nie próbuję nigdy zmniejszać wagi plecaka kosztem wody. Po drodze też korzystam z każdego źródła lub strumienia, żeby się napić i uzupełnić zapasy. Po zejściu do przełęczy Bocca di Lapparo wchodzimy do lasu. I chociaż szlak zaczyna się piąć stromo w górę, (to już staje się nudne, do góry i na dół, do góry i znowu na dół), to pozwala trochę odpocząć od słońca. Podejście jest ciężkie i dziękuję Opatrzności za ten las. Dochodzimy do przełęczy Bocca di Punta Mozza i wydaje się nam, że to już koniec mordęgi. Jak już pisałem, na GR20 nic nie jest takie jak się wydaje. Las się skończył, a prawdziwie strome podejście dopiero się zaczyna. Musimy się wyspinać na kolejną przełęcz Bocca di a Furmicula (1950 m) i dopiero z niej zejść do schroniska d’Usciolu. Wspinaczka jest bardzo ciężka, dodatkowo złudzenie, że to już koniec podejścia, odebrało mi resztkę sił. Teraz rozumiem okrucieństwo dawanej i zabieranej nadziei. Całkiem zapominam o bolącym palcu. Znowu moje kroki stają się coraz krótsze i wolniejsze. Szukam jak najmniejszych kamieni, na których stawiam stopy, żeby nie podnosić wysoko nogi. Mam wrażenie, że to podejście się nie skończy. Wychodzimy jednak wreszcie na Bocca di a Furmicula. Na przełęczy odpoczywamy chwilę, czego dowodem są zdjęcia prezentujące widoki, jakie się z niej rozciągają. Aby dojść do schroniska, trzeba jeszcze pokonać ostre zejście z przełęczy. Zejście jest strome i kamieniste. Każdy krok powoduje dobijanie palców do czubka buta, co nie najlepiej wpływa na stan mojego małego palca. Zejście do schroniska zajmuje nam ponad godzinę. Staram się myśleć o czymś przyjemnym, już mam przed oczami plaże pełne roznegliżowanych dziewczyn i morze dające ulgę od upału. A myślałem, że fatamorgana występuje tylko na pustyni… Trzeba jednak wrócić do rzeczywistości, tym bardziej, że przy takim roztargnieniu, mogę nie mieć tyle szczęścia, co przy poprzednim upadku i może nie skończyć się na guzie. Wreszcie widać już schroniskowe, służbowe namioty. Przy każdym schronisku, są rozbite namioty dla tych, którym brakło miejsca w schronisku, a nie noszą namiotów.
W schronisku zastajemy tylko Stephana. Zdołał się jeszcze rozbić niedaleko budynku schroniska. Pozostałe miejsca w tej okolicy są zajęte przez namioty służbowe. Właściwe pole namiotowe jest kilkadziesiąt metrów poniżej i jest to o tyle niedogodne, że do sklepiku i źródła trzeba za każdym razem się wyspinać. Jednak Stephane wcale nie wyszedł na tym najlepiej, że ma blisko schronisko. Zaraz wytłumaczę dlaczego. Na razie jednak dochodzimy do schroniska i idziemy prosto do gardiena, który urzęduje akurat w sklepiku. Regulujemy za pobyt i rozglądamy się po sklepie. Zaopatrzenie ma rewelacyjne. Chleb, melony, pomarańcze i inne owoce. Konserwy rybne, puszki z moim ulubionym cassouletem i …. buty. Rzeczywiście, można kupić buty! Marek jednak nawet ich nie ogląda, zadowalając się sokiem, melonami, pomarańczami, czekoladą i chlebem. Ja oczywiście chleb, cassoulet, kiełbasa i ser, prosto od korsykańskich owiec. To znaczy, ser od owiec, kiełbasa z moich ulubionych świnek. Schodzimy do pola namiotowego znajdującego się poniżej. Pod namiot wybieramy doskonałe miejsce z ławkami, co też będzie miało znaczenie dla dalszego przebiegu wydarzeń tego wieczoru. Wracam się jeszcze do sklepiku, ale gardien już gdzieś polazł. Czekam chwilę, ale się nie doczekałem. Zły, że wspinałem się tutaj na darmo, schodzę do naszego obozowiska. Oglądam też swój palec. A właściwie to pęcherz na nim, bo nic innego nie widać, tak się powiększył. Po kąpieli muszę na niego przykleić plaster. Mam nadzieję, że pomoże. Te pęcherze, które zaopatrzyłem w Prati nie dokuczały mi prawie wcale. Co do butów Marka, to czarna rozpacz. Kamienie wchodzą pod pękniętą podeszwę i gniotą niemiłosiernie. Pamiętacie jak pisałem, że „maratończycy”, czyli Jean-Marie i Patricia, idą w adidasach. Nie przyszło mi wtedy do głowy zapytać, czy te buty im wytrzymują marsz w takim trudnym terenie i czy nie czują kamieni przez podeszwę. Prysznic mamy niedaleko. Ładujemy się pod niego i tutaj niespodzianka na miarę wygranej w lotto. Ciepła woda. I to jest właśnie ten element, który powoduje, że Stephane stracił na tym, że rozbił się obok schroniska. Korzystał oczywiście z prysznica w schronisku, gdzie woda była lodowata. Prysznic, chociaż nie wygląda najlepiej, reprezentuje średni standard na szlaku GR20, jeśli chodzi o wyposażenie. Woda do niego doprowadzona jest wężami z dużej odległości. Woda w wężach jest tak nagrzana, że momentami aż za gorąca. Korzystamy więc z przyjemnej kąpieli, pamiętając jednak, że po nas przyjdą jeszcze inni. Pranie robimy już w umywalni, żeby nie marnować ciepłej wody. Na kamieniach rozwieszamy pranie, a na ławce układamy specjały ze sklepiku. Suszą się też materace i śpiwory, bo nasz namiot jest taki, że „nie oddycha” i po nocy wewnątrz wszystko pływa, tak jest mokro. Docierają wreszcie Jean-Michel z Mirelle. Mimi wygląda na wykończoną. Mówimy im o ciepłej wodzie pod prysznicem i zachęcamy do skorzystania przed innymi. Nie chcą nam uwierzyć i myślą, że żartujemy. Decydują się jednak i też, tak jak my, są mile zaskoczeni. Ta woda musi rzeczywiście być doprowadzona z bardzo daleka, bo jeszcze kilka ekip się wykapało i były zachwycone. Ponieważ myśmy pierwsi to odkryli i byliśmy rozbici niedaleko prysznica, z dumą informowaliśmy wszystkich o tej ciepłej wodzie, jakby to była nasza zasługa. Musiało być coś w naszej postawie, bo wszyscy nam dziękowali, jakbyśmy rzeczywiście osobiście grzali pod kotłem. Zastanawiałem się w pewnym momencie, czy nie popełniliśmy błędu nie pobierając opłat. Jean-Michel zapowiedział, że dzisiaj to on i Mimi fundują aperitif, ponieważ mają małą uroczystość. Miejsce zbiórki wyznaczono na naszej posiadłości z powodu jej okazałości i luksusów w postaci ławek. Okazało się, że nasze francuskie małżeństwo ma dzisiaj rocznicę ślubu. „Okrągłą” 34 rocznicę ślubu. Dzisiaj Mimi już mnie nie męczyła pytaniami z makroekonomii. Raz mnie tylko zapytała, czy w Polsce są sklepy „Decathlon”. W pierwszej sekundzie, trochę mnie to ubodło i już miałem ją zapytać czy we Francji znają muszle klozetowe, czy używają tylko „tureckich” ubikacji takich jak prawie wszystkie na tym szlaku. Zreflektowałem się jednak, że nie miała na myśli polskiego zacofania. Spostrzegła, że mamy koszulki Kalenji i spodnie Quechua, czyli sprzęt popularnych marek sprzedawanych właśnie w sieci sklepów Decathlon. Coś się robię nerwowy, co jest zupełnie do mnie niepodobne. Chyba muszę się przerzucić na bezkofeinową kawę. Zaraz, przecież ja nie piję żadnej kawy. No to już nie wiem co robić. Dobrze, że nie wypaliłem z tym kiblem. Odpowiedziałem, że u nas jest sporo sklepów Decathlon, lecz raczej w dużych miastach. Jednak sprzęt, o który jak się domyśliłem (całe szczęście w samą porę) pyta, kupowaliśmy w Paryżu, w czasie naszego dwudniowego pobytu przed odlotem na Korsykę, w decathlonie na La Defense. Poprzez uprzejmą i wyczerpującą odpowiedź chciałem przeprosić nieświadomą niczego sympatyczną Mirelle. Dalsza część „imprezy” też upłynęła w bardzo miłej atmosferze. Gdy rozmowa zeszła na temat jutrzejszego etapu, Stephane stwierdził, że jest dużo trudniejszy niż dzisiejszy. To wtedy w oczach Mimi zobaczyłem przerażenie. Zrozumiałem, że skoro nam było ciężko, to co dopiero ona przeżywała. Kobieta nie przywykła do chodzenia po górach, zwłaszcza z ciężkim plecakiem. Szkoda mi się jej zrobiło i próbowałem trochę złagodzić to stwierdzenie, mówiąc że na każdym etapie jest ciężko i jakoś dochodzimy. Nie było to zbyt błyskotliwe, ale się starałem, poza tym trzeba wziąć pod uwagę moją ograniczoną swobodę wypowiedzi w obcym języku. Nie wiedziałem wtedy, że bardziej powinienem martwić się o siebie, a nie o nią. Mimi już jednak podjęła decyzję i na nic się zdały moje żałosne próby uspokojenia jej. Co postanowiła, dowiedziałem się dopiero na drugi dzień. Na zakończenie, gdy goście zaczynają się zbierać, zapraszam wszystkich na aperitif w następnym schronisku. Skoro staje się to tradycją, to teraz nasza kolej. Dzień był ciężki, a jutro ma być jeszcze gorzej. Co chwila teren campingu spowijają chmury, co ogranicza widoczność. Do końca zostało 3 etapy. Zastanawiam się więc, gdzie jest ta łatwa południowa część GR20? No dobra, trzeba się wyspać. Cdn.

Zdjęcia

FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_2FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_3FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_4FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_5FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_6FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_7FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_8FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_9FRANCJA / Korsyka / Prati-Usciolu / Na szlaku_11_10

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl