Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

FRA LI MONTI czyli Droga Przez Góry dzień 14 > FRANCJA


yansza yansza Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie FRANCJA / Korsyka / Paliri-Conca / Na szlaku_14_1Etap Paliri-Conca

Etap XIII Paliri - Conca
Wstajemy w trochę lepszych nastrojach, niż się kładliśmy. Uciekającym czasem w ogóle się nie przejmujemy, wychodzimy na szlak dopiero po godzinie 8.00. Trasa ma być łatwa i przyjemna, coś na kształt ostatniego etapu Wyścigu Pokoju, gdzie już nikt się nie ściga, nie męczy i wszyscy jadą wolniutko w zgodzie. Jednak Michel Fabrickant, który w 1972 roku tyczył szlak, albo nigdy nie słyszał o Wyścigu Pokoju, albo ma to daleko w …poważaniu. Zaczynamy od podejścia, żeby nam się w głowie nie poprzewracało. Potem jest zejście w pobliżu Punta di l’Anima Damnata - „Szczyt Potępionej Duszy” – co do mnie to ja już jestem dość przerażony. Nie muszą mnie dodatkowo straszyć nazwami z piekła rodem. Następnie szlak idzie na jednym poziomie, co jeszcze akceptujemy. Natomiast o żadnych wspinaczkach nie chcemy słyszeć. W pewnym momencie Marek zapędza się za daleko i krzyczy do mnie żebym nie szedł za nim, bo nie widzi znaków. Rozglądam się za biało-czerwonym oznaczeniem i znajduję go dużo powyżej niż zszedł Marek. Musi wrócić pod górę kilkadziesiąt metrów. Znów się dostało Bogu ducha winnemu Fabrickantowi, jego mamusi, tatusiowi i wszystkim przodkom do czwartego pokolenia. Droga zaczyna prowadzić zakosami pod górę i to coraz bardziej stromo. Marek od tego momentu taki zły, że „bez kija nie podchodź”. Nie odzywam się więc, żeby go dodatkowo nie drażnić. Idziemy energicznie pomimo upału. Na tyle energicznie, że dwie starsze Włoszki, które wymijamy, schodzą ze strachu na skraj ścieżki jakby przepuszczały stado rozjuszonych byków. Od tych zakosów już mi się w głowie zawraca. Na domiar złego, zakosy mają to do siebie, że sprawiają wrażenie zakończenia podejścia, a tu nagle nawrót i dalej pod górę. Ja sobie cały czas powtarzam, to już ostanie podejście, dasz radę, to już ostatni raz. Wychodzimy wreszcie na Bocca di u Sordu (1040 m). Z przełęczy są niezłe widoki, ale dzisiaj mój nadworny fotoreporter nie jest w nastroju do robienia zdjęć. Nie zatrzymujemy się w zasadzie nigdzie, idziemy, a właściwie prawie biegniemy chcąc jak najszybciej zakończyć trasę. Droga za przełączą prowadzi w dół przez jakąś godzinę. Potem znowu wspinamy się na kolejną przełęcz Bocca d’Usciolu. Nie zauważyłem zmiany tempa pomiędzy schodzeniem, a wchodzeniem. Morduję więc pod górę znowu sobie powtarzając, to już ostatni raz, jeszcze tylko to jedno podejście. To naprawdę był ostatni raz na tym szlaku. Od momentu przejścia przez „bramę” kończącą GR20, (jest to wąska szczelina pomiędzy dwiema skałami przypominająca drzwi), idziemy już tylko w dół. Szybko dochodzimy do asfaltowej drogi, którą idziemy jeszcze kilka kilometrów. Dochodzimy wreszcie do tablicy gratulacyjnej oznajmiającej koniec GR20, ale tu też się nie zatrzymujemy. Pytam jeszcze ludzi w restauracji o drogę do campingu i nareszcie jesteśmy na miejscu. Trasę, którą przewodnik przewidywał na 5 godzin pokonaliśmy w niecałe 4 godziny. W schronisku niespodzianka, w barze, a właściwie to restauracja, siedzi Stephane nad kopiatym talerzem owoców morza. Witamy się serdecznie i pytam go, dlaczego nie pojechał do Porto-Vecchio na prom. Mówi, że prom ma wieczorem (czyli nie musiał się tak spieszyć), a wyjeżdża za godzinę. Mówię mu, że cieszę się ze spotkania. On też miał nadzieję, że dojedziemy na miejsce przed jego odjazdem. Dziękuję mu za udaną operację na moim palcu, dzisiaj już go prawie wcale nie czułem. Pytam o Jean-Michela, ale on już poprzedniego dnia „wybył” do swojej rodziny odpoczywającej w Porto-Vecchio. Na campingu jest też Damien. Mówi, że wyszedł dzisiaj przed 6.00, aby uniknąć upału. W czasie gdy Stephane „znęca się” nad krewetkami i krabami, my korzystamy z ciepłego prysznica. Marek wyszedł spod niego odmieniony. Zdenerwowanie całkiem mu przeszło. Mówi, że już był tak zmęczony, że chciał to jak najszybciej skończyć. Ja natomiast jestem w formie. Miałem chwilę słabości na podejściu, ale czułem się całą drogę znakomicie. Ponieważ na campingu nie ma kuchni dla śpiących pod namiotem, pytam obsługę, czy mogę skorzystać z tej w schronisku. Mówią mi, że raczej nie, bo to jest dla tych co tam mieszkają. Po co się pytałem?, wyrzucam sobie, trzeba było skorzystać bez pytania. Pożyczamy więc kuchenkę od Damiena i gotujemy zdobyczną zupę ze schroniska w Paliri. Uprosiłem też kelnerkę żeby nam sprzedała bagietkę, które mają w restauracji i podają do zamawianych posiłków. W ten sposób nasze zapasy jedzenia zostały zredukowane do zera. Nie martwimy się jednak. Pieniądze mamy, z głodu nie zginiemy. Robimy zdjęcia swoich butów, Marek swoje zabiera do Polski, bo jak odnajdzie paragon to zareklamuje, ja swoje wyrzucam jako zbędny już balast, podobnie jak kijki. Postanawiamy iść z Markiem pozwiedzać wieś. Na drzwiach do pomieszczeń pryszniców było napisane, że jeżeli ktoś chce jechać rano do Porto-Vecchio powinien to zgłosić u obsługi schroniska, aby zarezerwować miejsce. My jednak postanawiamy sprawdzić czy jest wcześniej rano jakiś inny transport, a przy okazji może uda się zrobić jakieś zakupy. Jednak jedyny malutki sklep jest zamknięty. Jest przecież niedziela. We wsi szybko się przekonujemy, że Gite d’etap La Tonnelle, jak się nazywa nasze schronisko, w Conca ma monopol na wszystko; na noclegi, wyżywienie i transport. Postanawiamy zaraz po powrocie zapisać się na ranny kurs o 9.00. Conca to niewielka miejscowość i jedyną jej atrakcją jest to, że jest końcowym etapem GR20. Jest jednak ładnie utrzymana i miło się tu spaceruje. Na miejscu jest kościół, jednak dzisiaj msza jest odprawiana w innej miejscowości. Jest tak mało wiernych, że msze odbywają się rotacyjnie, co niedziela w innej okolicznej wiosce. Idziemy do tablicy gratulacyjnej, przy której musimy koniecznie zrobić sobie zdjęcie. Po powrocie idę zarezerwować miejsce w busie. Już się zapisało kilka osób, miejsca coraz mniej. Zaglądamy też do budynku schroniska, jest kuchnia, z której nam nie pozwolono skorzystać i są też lodówki. Teraz już się nie pytam tylko od razu ładuję wodę do zamrażalnika. Do campingu dociera małżeństwo, o którym już kilka razy wspominałem, że się poznamy. No to przyszła wreszcie pora. Przedstawiam Wam Sylvie i Patricka. Mieszkają w Tuluzie, na południu Francji. Chodzą po górach i poprzedniego roku „zrobili” szlak „Dookoła Mont Blanc”, o którym już pisałem. Oni również namawiają nas na ten szlak. Pokazują nawet zdjęcia, które im się zachowały w telefonie komórkowym. Robimy sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie. Wędrówkę z Calenzany rozpoczęli w tym czasie co my, jednak pierwszą tą trudną część, szli inną drogą, aby ominąć między innymi Le Cirque de la Solitude. Do GR20 dołączyli dopiero po 5 pierwszych etapach, na przełęczy Col de Vergio. Podobnie jak my mają teraz w planach zwiedzanie Korsyki. Pytam w jakich miastach planują się zatrzymać? Odpowiadają, że w takiej kolejności: Porto-Vecchio, Bonifacio, Propriano i Ajaccio, skąd mają samolot. Kolejność jest logiczna ze względu na położenie tych miast. My podobnie jak oni, tylko Propriano nie było w naszych planach i dalej nie ma. Slyvie jest pedantką, wyciąga notes, w którym ma zanotowane nazwy campingów w tych miastach, wraz z cenami. Rozkłady autobusów (też miałem, ale durny wywaliłem), pomiędzy tymi miastami i wykaz zabytków, które warto zwiedzić. Nauczeni przez Włochów z pierwszego etapu, robimy zdjęcia tych notatek. Zostawiamy wreszcie Sylvie i Patricka w spokoju, żeby mogli odpocząć. Zastanawiamy się z Markiem nad kolacją. Pieniędzy mamy sporo, ale w górach, z powodu niepewności, wykształcił się psychiczny opór przed ich wydawaniem. Nie wiadomo co będzie, czy pieniądze nie będą potrzebne w razie jakiegoś wypadku? Może trzeba będzie wylecieć wcześniej i kupić nowe bilety na samolot? Uświadamiamy sobie, że po zejściu z gór nasza sytuacja jest już stabilniejsza. Pokonujemy więc ten psychiczny opór i idziemy na kolację do restauracji. Pokonaliśmy go dosyć skutecznie, ponieważ zamawiamy najdroższe danie z karty, antrykot, czyli po prostu stek. Do tego napoje i deser. Pisałem, w którymś odcinku, że Marek i ja mamy różne gusta kulinarne. Jest jednak coś, co nas łączy… Obaj jesteśmy amatorami surowego mięsa. W domu, kotlety mielone nasze żony muszą robić w ukryciu, ponieważ zjadamy im mięso zanim zdążą je usmażyć. Większość ludzi gdy marynuje karkówkę na grilla to traktuje to jako obróbkę wstępną, dla nas to faza końcowa i to często zbędna. Ponownie zdaję sprawę że po powrocie muszę stanowczo ograniczyć National Geographic, zwłaszcza programy o drapieżnikach.
Wobec powyższego stek zamówiliśmy krwisty. Podano go z sosem grzybowym, pieczonymi ziemniakami i warzywami. Palce lizać. Mam świadomość, że większość czytających nie podziela naszych zachwytów nad surowym mięsem, a wręcz dostaje torsji na samą myśl. Za całość, łącznie z napiwkiem, płacimy 70 euro. Nie żałujemy jednak. W restauracji jest duży telewizor, a dzisiaj finał Mistrzostw Europy. Do restauracji przyszło sporo ludzi z Conca, oglądamy razem mecz, jest wesoło i „urzędujemy” tutaj do północy. Pamiętacie tego chłopaka, który w Prati zgłosił gardienowi, że dziewczyna ma problemy z zejściem? Właśnie przyszedł, nie wiem ile etapów dzisiaj przeszedł, ale słania się na nogach. Wtedy w Prati był sam, teraz jest z dziewczyną i psem. Jak widać niektórzy nawet na GR20 potrafią sobie życie układać. Pytam go, o tego psa, mówi, że przyplątał się kilka dni temu w górach i od tej pory z nim idzie. O dziewczynę boję się zapytać, żeby nie uzyskać takiej samej odpowiedzi. Wolę wierzyć, że się poznali i pokochali na szlaku. Kanał „Romantica” też do odstawki, podobnie jak ten o zwierzętach. Są też te dwie Niemki ze schroniska d’Asinau. Będą jutro z nami jechać do Porto-Vecchio. Chłopak z dziewczyną i psem też chciał rano jechać, ale już zabrakło miejsc. Mecz się skończył, ludzie też chyba myślą już o jutrzejszym dniu, bo atmosfera trochę „padła”, więc i my szykujemy się do spania. Regulujemy rachunek za nasze pozostałe zamówienia i idziemy się myć i spać. Tak oto skończyła się nasza wędrówka, po górach. Chociaż spędziliśmy na Korsyce jeszcze kilka dni zwiedzając ją, ale to już jest całkiem inna bajka…Cdn.



Zdaję sobie sprawę, trasę przeszliśmy bez zdobywania okolicznych szczytów, czy też omijając tzw warianty alpejskie, kótre są trudniejsze do przejścia. My mamy jednak po 50 lat i znając swoje ograniczenia taka wędrówka była wydarzeniem w naszym życiu.

Zdjęcia

FRANCJA / Korsyka / Paliri-Conca / Na szlaku_14_1FRANCJA / Korsyka / Paliri-Conca / Na szlaku_14_2FRANCJA / Korsyka / Paliri-Conca / Na szlaku_14_3FRANCJA / Korsyka / Paliri-Conca / Na szlaku_14_4FRANCJA / Korsyka / Paliri-Conca / Na szlaku_14_5

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl