Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

FRA LI MONTI czyli Droga Przez Góry dzień 16 > FRANCJA


yansza yansza Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie FRANCJA / Korsyka / Ajaccio / Ajaccio_1Ajaccio- czyli Droga Przez Góry, opis kolejnego, 16-tego już dnia podróży.

Ajaccio
Autobus do Ajaccio mamy o 8.50. Do miejsca odjazdu mamy niedaleko, więc wstajemy o 7.30 i nie spiesząc się, po porannej toalecie, pakujemy dobytek. Mamy też czas na obserwowanie pary rowerzystów szykujących się do wyjazdu. Niezły pomysł na zwiedzanie, chociaż nie wiem, czy akurat Korsyki, gdzie drogi są wąskie i kręte, więc nagłe i gwałtowne spotkanie z samochodem jest wielce prawdopodobne. Przy takiej formie zwiedzania Korsyki trzeba też pamiętać o kilkukilometrowych podjazdach, które mogą dać porządnie w kość. Idziemy na „dworzec” i cierpliwie czekamy smażąc się w porannym słońcu. Przyglądając się jak obsługa czyści jacht Marek mówi, że „pasowałaby” mu taka robota. Ja się nie wypowiadam z obawy, żeby moim przełożonym nie przyszło do głowy ułatwić mi podjęcia takiej decyzji i nie blokować kariery czyściciela szyb na jachcie, zwalniając mnie w trybie natychmiastowym. Autobus przyjeżdża punktualnie. Siadamy blisko kierowcy, aby móc obserwować drogę przez przednią szybę. U nas morze znajduje się na jednym końcu kraju, a góry na drugim. Od dziecka mamy więc zakodowane, że wakacje spędzamy, albo nad morzem, albo w górach. Tutaj mamy jedno i drugie naraz, niczym w słynnej reklamie „Wash and Go”. Po początkowej dezorientacji, można łatwo pokonać ten schemat myślowy, wykształcony przez geograficzne ukształtowanie naszego kraju. Gdy na jednym z przystanków zabieramy pasażerkę nieprzeciętnej urody, nasze zainteresowanie przednią szybą ogranicza się do momentów gwałtownego hamowania, na ostrych zakrętach nad przepaścią. Dojeżdżamy na miejsce po trzech godzinach podróży.
Ajaccio to największe miasto na Korsyce, około 60 000 mieszkańców. Jest stolicą departamentu 2A (Korsyka-Południowa). Stolicą drugiego departamentu 2B (Korsyka-Wysoka), jest Bastia. Do 1975 roku Korsyka była jednym departamentem o numerze 20. Jednak ambicje obu miast i permanentny konflikt pomiędzy nimi doprowadził do podziału. Dla wyjaśnienia, tak w skrócie, podział administracyjny Francji wygląda następująco Region, Departament, Okręg, Kanton, Gmina. Korsyka jest Regionem o tej samej nazwie (o specjalnym statusie) podzielonym na 2 departamenty. Musimy znaleźć camping. W zasadzie camping jest nam potrzebny tylko po to, żeby pozbyć się bagażu. Przespać moglibyśmy się na plaży, ale plecaków już tam nie zostawimy. GPS pokazuje, że najbliższy camping znajduje się w odległości około 2 km. Po dziewczynę, za którą tak się oglądałem w autobusie, że aż mi coś w szyję „wlazło”, podjeżdża taki samochód, że nam szczęki opadły. Dziewczyna pojechała, a ja żeby obejrzeć się do tyłu muszę się teraz obracać jak wilk, całym ciałem. Idziemy za GPS-em w stronę campingu i po drodze zauważamy dworzec kolejowy. Jutro mamy w planach podróż pociągiem do Bastii, więc wstępujemy sprawdzić godzinę odjazdu. Jeden jest o 8.00 a drugi chyba o 15.00. My decydujemy się pojechać tym porannym. Trochę wcześnie, mając na uwadze odległość od campingu, ale nie mamy wyjścia. Podróż trwa 4 godziny i tym popołudniowym bylibyśmy za późno w Bastii. Droga na camping zaczyna prowadzić pod górę. Zastawiamy się czy na Korsyce nie ma jakiejś specjalnej ustawy, według której 50 proc. obiektów użyteczności publicznej musi się znajdować - na górze. Jesteśmy coraz wyżej a do campingu jeszcze kawałek drogi. Idziemy cały czas „na GPS-a”, wreszcie napotykamy znak potwierdzający, że to dobry kierunek. Uspokojeni wstępujemy do Leclerc-a. Pierwszy szok już minął, więc zakupy wyglądają dużo spokojniej niż w Porto-Vecchio. Kupujemy coś na obiad, ale postanawiamy zjeść już na campingu. Do campingu dochodzimy za około 20 min. I cały czas pod górę. W recepcji przyjmuje nas bardzo miła „mademoiselle”. Tłumaczy nam, że brama campingu jest zamykana o 22.00 i wręcza nam pilota, którym możemy ją otworzyć, jeśli wrócilibyśmy po tej godzinie. Zabiera mi dowód osobisty i mówi, że zostanie oddany przy zwrocie pilota do bramy. Jest z tym kłopot, bo chcemy wyjść wcześnie i nie będzie komu zwrócić tego pilota o 6.00 rano. Nie martwimy się tym na razie i idziemy na miejsce wyznaczone nam przez recepcjonistkę. Camping Les Mimosas, bo tak się nazywa, jest bardzo przyjemny. Miejsca pod namioty oddzielone są od siebie. Co prawda tylko rzadkim żywopłotem, ale daje to namiastkę intymności. Jest też stół, co nam bardzo odpowiada. Węzeł sanitarny, zupełnie przyzwoity. Zresztą na wszystkich trzech campingach na wybrzeżu, na których spaliśmy, były takie. Zawsze czyste i zawsze dostępne. Do sprzątania zamykano tylko część, a z drugiej można było korzystać. Za pobyt na jedną noc płacimy po 7,30 euro od osoby (łącznie już z namiotem), co przy cenie najtańszego hotelu w granicach 70 euro za pokój dwuosobowy jest kwotą niewielką. Poza tym w sezonie ciężko jest dostać miejsce w hotelu bez wcześniejszej rezerwacji. Rozbijamy namiot, posilamy się i ruszamy z powrotem w dół. Ponieważ jest już po południu, a my chcemy wreszcie poplażować chociaż trochę, postanawiamy, że odwiedzimy tylko dom, w którym urodził się Napoleon Bonaparte i potem prosto na plażę. Przed wyjściem pytam jeszcze recepcjonistki jak dojść do domu Napoleona. Okazuje się, że to kawał drogi, jeszcze za miejscem, na którym wysiedliśmy z autobusu. To znaczy, że czeka nas około 4 km marszu. Mijamy po drodze pomniki. Na jednym z nich stoi Jean Charles Abbatucci, kolejny sławny generał, którego wydała korsykańska ziemia. Jego nazwisko jest wygrawerowane na Łuku Triumfalnym w Paryżu. Na kolejnym Napoleon Bonaparte, najsłynniejszy Francuz, urodzony na Korsyce miał czterech braci, Joseph, Lucien, Louis i Jerome. Cała piątka jest na pomniku. Oczywiście mam na myśli Napoleona I, bo jak wiemy Francja miała ich trzech. Napoleon II - to syn Napoleona I, a Napoleon III - to bratanek Napoleona I, syn brata Louis-a. Z tymi koligacjami rodzinnymi to mam zawsze problem, gubię się już, gdy dochodzi do trzeciego pokolenia. Docieramy wreszcie do domu w którym urodził się Napoleon Bonaparte. W malutkim ogrodzie obok domu rośnie drzewo pomarańczowe. Pomarańcze z niższych gałęzi obdarł ktoś już przed nami. Byliśmy niepocieszeni, ale przynajmniej mogliśmy się dowartościować mówiąc, „ludzie są beznadziejnie pazerni, nic nie uszanują”. Ja się zastanawiałem, czym można by strącić te rosnące wysoko, ale skoro nic nie znajduję, potwierdzam powyższe stwierdzenie z dezaprobatą kiwając głową. Dzwoniąc do domu dowiaduję się, że moja córka Agnieszka jest w Paryżu. Tablica na domu Napoleona przypomniała mi, że ona urodziła się w ten sam dzień, co Napoleon I. Skojarzyłem fakty i myślę sobie, no tak, zaczyna się. W powrotnej drodze do Polski spotkałem się z nią, ale okazało się, że nie wywołała żadnej rewolucji, oprócz tej finansowej oczywiście. Dochodzimy do morza przechodząc po murach, a jakże by inaczej, cytadeli. Jesteśmy wreszcie na plaży, o której marzyliśmy od dawna. Na plaży jest niewiele osób, bo i godzina zrobiła się dosyć późna. Woda w morzu czysta i ciepła. Korzystamy więc z kąpieli i łapiemy ostatnie promienie słońca. Na plażę przyszedł gość z kuszą. Przebiera się w piankowy strój do nurkowania i pewnie będzie polował. W razie czego wychodzimy z wody, czort wie na co lub kogo chce polować. Mam wrażenie, że największą przyjemność sprawia mu popisywanie się przed gapiami. Ponad godzinę trwa to przedstawienie zanim się wreszcie zanurzył, kawałek przepłynął i się wrócił. Może zrezygnował, ponieważ my wyszliśmy z wody? Z plaży wracamy, gdy zapada już zmrok. Przechodzimy przez miasto obok kafejek i restauracji, ale nie potrafię jakoś wyczuć takiej atmosfery jak w Bonifacio. Na kolację wstępujemy do pizzerii. Pizza jest niezła i lokal przyjemny, zabawiamy więc tu chwilę i na camping docieramy przed godziną 23.00. Brama jeszcze otwarta i czeka na nas Pani z moim dowodem, mówiąc, że skoro tak rano wychodzimy to możemy zdać teraz pilota do bramy, a ona odda mi dowód. Tak też zrobiliśmy. Zastanawiam się tylko jak my rano wyjdziemy z campingu, skoro brama będzie zamknięta, a my nie mamy jej czym otworzyć. Będziemy się rano martwić, myślę sobie. Po wieczornej toalecie jeszcze siadamy przy stole, oczywiście nie przy pustym i dyskutujemy o sensie istnienia. Jutro zmieniamy wybrzeże zachodnie na wschodnie. Pora więc już spać.


Zdjęcia

FRANCJA / Korsyka / Ajaccio / Ajaccio_1FRANCJA / Korsyka / Ajaccio / Ajaccio_2FRANCJA / Korsyka / Ajaccio / Ajaccio_3FRANCJA / Korsyka / Ajaccio / Ajaccio_4FRANCJA / Korsyka / Ajaccio / Ajaccio_5

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl