Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Chiny - Szanghaj > CHINY


jedrzej jedrzej Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie CHINY / Szanghaj / Szanghaj / Pudong wieczorem Jako cel naszej trzeciej wyprawy do Chin, wybraliśmy część wschodnią tego kraju, najbardziej rozwiniętą pod względem infrastruktury transportu i przemysłu. Podróż postanowiliśmy zacząć w Szanghaju. Kolejnymi etapami miały być Góry Żółte oraz góry Lu Shan. W planach były również miasta Nankin, Suzhou i Hangzhou. Przeznaczyliśmy na to wszystko 25 dn

W podróży do Chin skorzystaliśmy z usług Areoflotu, który oferował najniższą cenę biletu z Warszawy do Szanghaju (1800 PLN). Muszę przyznać, że wybór był trafny. Samoloty były bardzo wygodne, dużo miejsca na nogi, a i jedzenie też było dobre. Ciekawostką może być to, że podczas lotu obowiązuje całkowita prohibicja.
Po wylądowaniu na lotnisku Pudong w Szanghaju, staramy się wymienić pieniądze. Kurs wynosi 6,09 yuana za 1 dolara a ponadto jest pobierana prowizja lotniskowa w wysokości 50 yuanów, niezależnie od wysokości wymienianej sumy. W tej sytuacji wymieniamy w automacie jedynie 50 USD. W biurze Shanghai Airlines za 1100 RMB kupujemy bilety lotnicze, na 26 września, do Tunxi (Huang Shan) i możemy już opuścić lotnisko.
Do miasta można się dostać na kilka sposobów: metrem linią nr 2, magnetyczną kolejką Maglew a potem metrem, autobusem lub taksówką. Wybieramy drugą możliwość. Bilet na kolej magnetyczną kosztuje 50 yuanów, ale w przypadku okazania biletu lotniczego cena jest niższa (40 yuanów). Przez sześć minut mknie się z prędkością 300 km/godz. Potem trzeba się przesiąść do metra, bilet kosztuje 4 yuany.
Podróżowanie metrem w Chinach jest bezpieczne. Perony od torowiska są oddzielone wysokim płotem lub ścianą, wykonanymi z przeźroczystego materiału. Dopiero po zatrzymaniu się pociągu w ogrodzeniu otwierają się drzwi zsynchronizowane oczywiście z drzwiami wagonu i podróżny może wejść (wyjść) do pojazdu. Taki system uniemożliwia przypadkowe zepchnięcie osoby pod nadjeżdżający pociąg ale również samobójstwo. Kupno biletu także nie sprawia cudzoziemcowi żadnego kłopotu. Po wybraniu wersji językowej na ekranie wyświetla się plan metra i wystarczy dotknąć nazwy żądanej stacji oraz podać ilość biletów, aby wyświetliła się całkowita cena za przejazd. Informacja podczas jazdy jest na tyle czytelna, że nam nie zdarzyło się pomylić stacji. To co powyżej napisałem odnosi się do metra w Szanghaju i Nankinie, z których korzystaliśmy podczas tegorocznego pobytu. Nie pamiętam jak wyglądało podróżowanie metrem w Pekinie w 2005 roku.
Na pierwszy pobyt w Szanghaju zarezerwowaliśmy hotel Eiffelton w południowej części Pudongu w pobliżu mostu Nanpu i terenów EXPO 2010. Na miejscu okazało się, że jest to duży kompleks, w którym oprócz części hotelowej znajduje się kryta pływalnia, pole treningowe do golfa a nawet prywatna klinika położnicza. Pokój w cenie promocyjnej kosztuje 220 PLN, ale biorąc pod uwagę, że hotel posiada 5 gwiazdek nie jest to wygórowana cena. Za 50 yuanów od osoby, dokupujemy jeszcze „chińskie śniadanie” w formie bufetu.
Po zameldowaniu się w hotelu idziemy coś zjeść. W pobliżu są niestety tylko chińskie gar kuchnie. Wybieramy jedną, menu jest po chińsku, właściciel też nie mówi w żadnym języku, wybieramy zatem dania, kierując się ceną. Najwyższa cena w jadłospisie to 13 yuanów. Dostaję wieprzową racicę, ryż i jakąś zupę.
Po tak smacznym posiłku przeprawiamy się promem przez Huangpu i całe popołudnie i wieczór spacerujemy po Bundzie. Z promenady roztacza się widok na słynne wieżowce Pudongu usytuowane po przeciwnej stronie rzeki. Można je podziwiać bądź krytykować, ale jedno jest pewne, dzielnica ta symbolizuje potęgę i pracowitość narodu chińskiego.
Rano idziemy do budynku głównego na śniadanie. Płacimy przy wejściu do restauracji i możemy jeść do woli. Menu jest bardzo bogate. Do wyboru są różne pierogi gotowane na parze (z nadzieniem lub bez), zupy, kiełki, ryż, gotowane i surowe warzywa i.t.p. Są też grzanki, sery, wędliny, gotowane jajka. Można się napić kawy z ekspresu, herbaty, soku ze świeżych owoców i oczywiście mleka sojowego.
Po śniadaniu jedziemy metrem na Nanjing Lu, główny deptak szanghajski. W Investment Bank wymieniamy walutę. Kurs jest przyzwoity 6,24 RMB za 1 USD. Następnie odwiedzamy jeden ze słynnych domów towarowych. Na sześciu piętrach setki stoisk wypełnionych różnymi towarami. Wybór jest ogromny. Oczywiście nie mamy zamiaru nic kupować, interesuje nas wyłącznie atmosfera tego miejsca.
Z Nanjing Lu wychodzimy na Plac Ludowy, centrum Szanghaju. Między innymi znajduje się tu Muzeum Szanghajskie, nasz kolejny cel. Ekspozycja muzeum składa się z olbrzymiej ilości różnych przedmiotów wykonanych na terenie Chin w ciągu pięciu tysięcy lat chińskiej cywilizacji. Dłużej zatrzymujemy się w salach gdzie wystawiana jest ceramika, wyroby z nefrytu i brązu. Przejście wszystkich sal zajmuje nam ponad cztery godziny. Myślę, że na dokładne zwiedzenie potrzeba co najmniej całego dnia. Godny uwagi jest fakt, że wstęp był bezpłatny.
Zmęczeni odpoczywamy w muzealnej herbaciarni. Ja zamawiam herbatę longjing tzn. smocza studnia. Podobno jest to najlepsza zielona chińska herbata. Czajniczek dla jednej osoby kosztuje 55 yuanów. Rzeczywiście smak jest delikatnie cierpki z odrobiną słodyczy i pozostaje dość długo w ustach.
Po wyjściu z muzeum jemy w ulicznym barze naleśniki z warzywnym farszem a następnie idziemy w kierunku Nanshi (starego miasta). Resztę dnia spędzamy spacerując po zatłoczonych zabytkowych uliczkach, pełnych sklepików i straganów z żywnością. Przy okazji kupuję adapter pozwalający na korzystanie z chińskich gniazdek elektrycznych a Ania wymienia pasek w zegarku. Wieczorem za yuana od osoby przeprawiamy się promem na Pudong i pieszo wracamy do naszego hotelu.
Przy wejściu na prom zauważam znak zakazujący plucia na chodnik. Wielkością i kształtem przypomina nasze drogowe znaki zakazu. Plucie i charkanie w miejscach publicznych jest niestety w Chinach bardzo popularne. I choć od czasów olimpiady jest karalne, idąc ulicą nader często słyszy się ten charakterystyczny odgłos.
Po powrocie zamierzamy obejrzeć cały kompleks, w którym mieszkamy. Szczególnie interesujący jest duży plac ogrodzony siatką wysoką na kilkanaście metrów. Młodzi Chińczycy ćwiczą tutaj grę w golfa, głównie uderzenia wysyłające piłeczkę na jak największą odległość. Sądząc po samochodach, którymi podjeżdżają nie są to biedni ludzie.
Rano, po śniadaniu, pakujemy nasz bagaż i około 11-tej opuszczamy hotel. Samolot odlatuje o 14.20 z lotniska Hongqiao.

Szanghaj po raz drugi.

Rano pakujemy bagaż i idziemy na przystanek autobusu. Wcześniej podjeżdża taksówka. Kurs na dworzec kolejowy w Sozhou, kosztuje, zgodnie z licznikiem, 13 yuanów. Dzisiaj jedziemy najszybszym pociągiem CRH, rozwijającym prędkość 310 km/h. Przejazd na szanghajski dworzec główny zabiera pół godziny. Aby dojechać do Placu Ludowego, w pobliżu którego jest ulokowany nasz hotel, musimy podjechać kilka przystanków metrem nr 4 i przesiąść się na linię nr 2. Hotel Lijing, w którym mamy rezerwację jest położony w samym centrum Szanghaju kilkadziesiąt metrów od stacji metra na Placu Ludowym.
Płacimy za dwie noce, chociaż w pełni wykorzystamy tylko jedną. Nasz samolot odlatuje o drugiej w nocy, tak że musimy opuścić pokój około dwudziestej trzeciej. Recepcjonista prosi o 300 yuanów depozytu. Nie mamy już tylu yuanów. Wymiana też się nam nie opłaca. Koszt taksówki na lotnisko to kwota rzędu 150 - 170 RMB pozostałoby nam około 150 yuanów, z którymi nie wiadomo co zrobić. Proponuję zatem jako depozyt 50 USD. Recepcjonista jest lekko skonsternowany, widać że nie wie co ma zrobić. Dopiero jak płacimy za pokój w yuanach uspokaja się i bierze dolary jako depozyt, wydając nam pokwitowanie. Powód jego zachowania wyjaśnił się dopiero jak odbieraliśmy depozyt, oddając mi banknot zapytał z jakiego kraju pochodzą te pieniądze. Okazało się, że recepcjonista nigdy wcześniej nie widział dolarów amerykańskich. W cenie mamy chińskie śniadanie w hotelowej restauracji na trzecim piętrze.
Zostawiamy nasz bagaż i jedziemy zwiedzić ogrody Yu i bazar Yu Yuan. Z autobusu wysiadamy w pobliżu typowego chińskiego bazaru, pełnego straganów z odzieżą i sprzętem gospodarstwa domowego. Trudno jest nawet przejść, gdyż cały plac jest zastawiony rowerami i motorowerami. Trochę się zgubiliśmy, szukając ogrodów Yu. Nie możemy znaleźć wyjścia z plątaniny wąskich uliczek pełnych małych sklepików i gar kuchni. Decydujemy się na zjedzenie posiłku. W odróżnieniu od naszego pierwszego obiadu w tej podróży, zjedzonego też w gar kuchni w Szanghaju, ten obiad był nawet smaczny. W końcu trafiamy na słynny bazar Yu Yuan, przeznaczony dla bogatych turystów. Jest to dystrykt zabudowany bogato zdobionymi, dużymi budynkami w stylu chińskim, w których znajdują się restauracje i magazyny znanych światowych marek. Znajdujemy też wejście do ogrodów Yu.
Ogrody Yu zbudowane w XVI wieku przez cesarskiego urzędnika są modelowym przykładem tradycyjnych ogrodów w stylu Suzhou. Spędzamy w nich trzy godziny, oglądając miniaturowe góry i jeziora. Mamy szczęście i trafiamy na koncert wykonany na tradycyjnych porcelanowych chińskich instrumentach. Muzycy są również ubrani w stroje z epoki.
Po wyjściu z ogrodów Yu spacerujemy po bazarze ale jest zbyt wiele ludzi i zbyt głośno jak dla nas, idziemy więc w kierunku starego miasta i dalej pieszo do Placu Ludowego. W Family Markt, który odkryliśmy w pobliżu naszego hotelu, robimy zakupy na kolację. Cały wieczór spędzamy na Nanjing Lu, głównym deptaku Szanghaju.
To nasz ostatni dzień w Chinach. Przedpołudniem planujemy zwiedzić Świątynię Nefrytowego Buddy oraz dawną Koncesję Francuską. Popołudnie i wczesny wieczór zamierzamy spędzić na Nanjing Lu i Bundzie; wizytówkach Szanghaju.
Żeby się dostać do Świątyni Nefrytowego Buddy, położonej w zachodniej części miasta, musimy dojechać metrem do dworca głównego skąd jest już bezpośredni autobus w okolice świątyni. Kompleks, ogrodzony wysokim murem, składa się z kilku pawilonów umieszczonych na osi północ – południe oraz pawilonów pomocniczych. Najcenniejszym eksponatem jest statua Buddy wykonana z nefrytu.
Po wyjściu ze świątyni łapiemy autobus jadący do parku Fuxing, leżącego w dawnej Koncesji Francuskiej.
W drugiej połowie XIX wieku, po przegraniu wojen opiumowych, rząd cesarski musiał się zgodzić na tworzenie przez mocarstwa zachodnie dzielnic eksterytorialnych w chińskich miastach. W tym okresie w Szanghaju powstało kilka takich dzielnic utworzonych przez Anglików, Amerykanów, Francuzów i Japończyków. Dzielnice te przetrwały do końca Drugiej Wojny Światowej.
Park Fuxing został wybudowany w stylu parków europejskich. Celem budowy było dostarczenie miejsca wypoczynku francuskim urzędnikom i ich rodzinom. Obecnie wypoczywają w nim Chińczycy. Spacerujemy w cieniu dużych drzew, głównie platanów, obserwując Chińczyków ćwiczących taijiquan lub grających w domino czy trik-traka przy kamiennych stolikach.
Architektura budynków na otaczających park ulicach do złudzenia przypomina południe Francji. Zwiedzamy rezydencję Sun Yat-sena oraz Zhou Enlaia, premiera w rządzie Mao Zedonga. W małej prywatnej restauracji jemy obiad. Na popołudniową kawę wybieramy typowo francuskie bistro, gdzie dostajemy pyszne cappuccino w cenie znacznie przekraczającej francuską. Spacer kończymy na ulicy Huaihai, najdroższej, pod względem cen apartamentów i sklepów, ulicy w Szanghaju. Na Plac Ludowy wracamy autobusem.
W recepcji zamawiamy taksówkę na lotnisko na 22.30. Odpoczywamy w pokoju i późnym popołudniem wybieramy się na pożegnalny spacer po Nanjing Lu i Bundzie. Do hotelu wracamy wieczorem.
Po dwudziestej drugiej schodzimy do recepcji, taksówka już czeka. Odbieramy depozyt i opuszczamy hotel. Do lotniska Pudong mamy około 50 kilometrów. Całą trasę jedziemy autostradą biegnącą estakadą na wysokości drugiego piętra, tak że na miejscu jesteśmy po niecałej godzinie.
Lotnisko praktycznie jest puste. Trwa tylko odprawa pasażerów do Moskwy. Kolejka jest bardzo długa i posuwa się powoli. Wynika to stąd, że wielu podróżnych to handlarze wiozący swój towar w kartonowych pudłach, które są zbyt ciężkie. W końcu przychodzi nasza kolej. Nasz bagaż ma przepisową wagę zostajemy więc szybko odprawieni. Również odprawa paszportowa przebiega bardzo sprawnie. W barze wypijam ostatnią podczas tego pobytu w Chinach kawę i przechodzimy do poczekalni. Startujemy punktualnie. Tym razem lecimy Boeingiem. Jest również wygodny jak Airbus, którym lecieliśmy do Szanghaju. Lot w tym kierunku trwa o prawie dwie godziny dłużej, ale w Moskwie jesteśmy punktualnie. Lądujemy w tak gęstej mgle, że nie widzę części skrzydła samolotu, chociaż siedzę przy oknie tuż obok. Prędzej poczułem, że wyładowaliśmy niż zobaczyłem pas startowy.
Po dwugodzinnym postoju w Moskwie odlatujemy do Warszawy gdzie lądujemy w pełnym słońcu. Niestety na samolot do Wrocławia musimy czekać ponad cztery godziny.
Był to bardzo udany wyjazd. Trzecia odsłona Chin zafascynowała mnie nie mniej niż dwie poprzednie. Tym razem zobaczyłem kraj nie ustępujący pod względem rozwoju najbogatszym krajom świata. Wschodnio chińskie koleje i autostrady są bardzo nowoczesne. W miastach działa świetnie zorganizowane metro i komunikacja autobusowa. Hotele oferują dobrze wyposażone pokoje w rozsądnych cenach. Liczne publiczne toalety są czyste i dostępne nieodpłatnie. Zmienił się również obraz społeczeństwa. Obserwowani przez nas Chińczycy w przeważającej większości wyglądali na zadowolonych z życia. Tak, jak w poprzednich pobytach w Chinach widać było duże zróżnicowanie społeczne, tak obecnie można zaobserwować coraz liczniejszą klasę średnią. Jest to grupa ludzi, których stać na wyjazd świąteczny, opłacenie wysokich wstępów do zabytków, jeżdżących swoimi samochodami i ubranych w markowe ciuchy. Na pewno nie jest tak w całych Chinach. Prowincje Zhejiang, Jiangsu, Jianxi, Anhui oraz oczywiście Szanghaj to najbardziej rozwinięte pod względem poziomu życia prowincje.









Zdjęcia

CHINY / Szanghaj / Szanghaj / Pudong wieczoremCHINY / Szanghaj / Muzeum Szanghajskie / chińskie brązyCHINY / Szanghaj / Muzeum Szanghajskie / chińskie mebleCHINY / Szanghaj / Szanghaj / Pudong nocąCHINY / Szanghaj / Szanghaj / rzeka HuangpuCHINY / Szanghaj / Szanghaj / Świątynia Nefrytowego Buddy

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl