Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

NAGALAND zupełnie inne Indie > INDIE


Wiesław Wiesław Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie INDIE / NAGALAND / NAGALAND / LUDZIENagaland to mało popularny zakatek Indii, tuż przy granicy z Birmą. Pojechałem tam mając nadzieję na spotkanie Konjaków, to podobno potomkowie łowców głów.

Na zakończenie mojej przygody z Indiami wybrałem się do Nagaland. To stan dość odległy od popularnych turystycznie miejsc w Indiach. Powód który skłonił mnie do tej decyzji to KONYAKOWIE. Jest to grupa etniczna zamieszkująca pogranicze indyjsko-birmańskie. Jak w przypadku wielu tego typu grup, ich świat odchodzi. Warto więc zobaczyć to co jeszcze zostało.
Przyjechałem do MON, stolicy dystryktu o tej samej nazwie. Już tu widać odmienność. W całym mieście spotkałem zaledwie kilku „standardowych” Hindusów, większość to ludność miejscowa. Nie ma tak popularnych w całych Indiach ulicznych garkuchni. Nie ma też restauracji, jedyny taki obiekt był zamknięty. W zasadzie jest tylko jeden dość drogi hotel. Inne hotele typu nora lub buda były zamknięte. Po załatwieniu kilku podstawowych spraw pojechałem do LONGWA. Kupa złomu udająca autobus ledwo jechała ale jakoś dawała sobie radę na bardzo krętej i wąskiej drodze. Ponieważ jest tylko jeden autobus dziennie, nie ma innego wyjścia i trzeba z niego skorzystać. Do Longwa przyjechałem późnym popołudniem. Zaraz po wyjściu z autobusu usłyszałem wrzaski ( raczej mało przyjazne ) dużej ilości dzieci. Zakwaterowałem się w ruinie która kiedyś była Guest Housem. To ponure miejsce z powybijanymi szybami w oknach, na ogół dość brudne i odpychające. W moim pokoju były wprawdzie szyby w oknach ale nie dało się ich zamknąć co było mało przyjemne zwłaszcza w nocy kiedy szalała burza. Szef tego przybytku zapytany o możliwość dostania jakiegoś posiłku, wskazał sąsiednią chatę. Była to standardowa chata składająca się z dwóch części. Pierwsza to część mieszkalna a druga to kuchnia. Kuchnię stanowi ognisko na którym przygotowuje się posiłki. Ponieważ nie ma komina, dym unosi się swobodnie i wydostaje ( lub nie ) szczelinami w dachu zrobionym z liści palmowych. Na obiad dostałem porcję ryżu, kilka ziemniaków, dwa jajka na twardo i jakieś cierpkie, łykowate zielsko. Wszystko bez soli czy innych przypraw. Na zakończenie poczęstowano mnie herbatą i była to miła niespodzianka. Herbatę parzy się w bambusie przez co nabiera ona specyficznego i dość ciekawego smaku.
Pomimo szalejącej burzy noc przespałem spokojnie. Na śniadanie poszedłem do znanej mi chaty. Dostałem to samo co poprzedniego dnia na obiad ( przez cały czas mojego pobytu wszystkie posiłki były takie same ) Ponieważ pogoda była znośna wyszedłem na „obchód”. Wieś leży na szczycie podłużnego wzgórza. Widoki są dość ciekawe mimo sporego zamglenia. To co mnie zaskoczyło to zachowanie dzieci. W innych krajach równie biednych, w których byłem, dzieci były radosne, ciekawskie czasem trochę nieufne. Tu od początku zachowywały się dość agresywnie. Kilkuosobowym grupom przewodził zwykle jakiś większy wyrostek. Wrzeszczał ( domyślam się że to jakieś wyzwiska ) pozostali najczęściej powtarzali za nim. Pokazywanie języka, plucie, rzucanie ziemią i kamieniami to standard. Jakakolwiek reakcja z mojej strony powodowała ucieczkę całej grupy na bezpieczną dla nich odległość i ponowne wrzaski połączone z rzucaniem kamieniami. Nie było to zbyt sympatyczne ale też nie stanowiło zagrożenia z uwagi na sporą odległość z jakiej zwykle rzucały. Prawdziwe zagrożenie stanowili chłopcy w wieku 8-10 lat, którzy strzelali z procy dość dużymi kamieniami. Szczęśliwie dla mnie nie zdarzyło się aby któryś trafił, w przeciwnym wypadku mogłoby być bardzo nieciekawie. Jednej z grup przewodziły dwie dziewczynki. Zachowywały się standardowo tzn wrzeszczały, pluły i rzucały kamieniami. Zdarzyła się sytuacja w której ( korzystając z bliskiej obecności starszych ) odważyły się i podeszły bezpośrednio do mnie. Ponieważ zachowywałem się spokojnie, zaczęły się dokładnie przyglądać. Najbardziej intrygowała je moja biała skóra. Po kilku chwilach próbowały sprawdzić ( jak na bzdurnym filmie ) czy nie jestem pomalowany. Lekko drapały, próbowały też przy pomocy śliny „zmyć” biały kolor. Same miały skórę żółto-brązową. Próba zakończyła się śmiechem i gorącą dyskusją między dziećmi. Rozdałem cukierki ( zawsze je mam przy sobie ) i rozstaliśmy się jak sądziłem przyjaźnie. Wracałem za godzinę przechodząc obok spotkanych wcześniej dzieci ( pod przywództwem dziewczynek ) ale sytuacja wróciła do normy. Znowu były wrzaski, plucie i rzucanie kamieniami. I tak było każdego dnia ilekroć przechodziłem obok miejsc opanowanych przez grupki dzieci.
Chodziłem po wsi z nadzieją spotkania jakiegoś Konyaka. Było kilku ale nie zgodzili się na zrobienie zdjęcia. Podobnie jak przedstawiciele innych grup mieszkający w tej wsi. Pewnego razu chciałem zrobić zdjęcie starszej kobiecie, która wyszła z bardzo ładnie zdobionej chaty. Zanim ( na migi ) przekazałem jej o co mi chodzi, podszedł młody mężczyzna. Powiedział że to jest jego matka, przekazał jej o co mi chodzi a mnie zaprosił do wnętrza chaty. Taka chata przypomina duży wielorodzinny hangar gdzie są boksy zajmowane przez poszczególne rodziny. Ku mojemu zaskoczeniu w pierwszym pomieszczeniu siedział starszy KONYAK. Miał standardowo wytatuowaną twarz i duże ozdoby w uszach. Siedział nic nie mówiąc, grzebał w ognisku i co chwilę pluł czymś brunatnym. To był ojciec mężczyzny który mnie zaprosił do chaty. Trochę posiedzieliśmy, zrobiłem kilka zdjęć i mężczyzna zaprosił mnie do swojej chaty. Tam siedział kolejny starszy gość, brat poprzedniego. Znowu trochę posiedzieliśmy, wypiliśmy herbatę parzoną w bambusie, zrobiłem kilka zdjęć i pożegnałem sympatycznych gospodarzy. Przy okazji dowiedziałem się że tatuaże na piersiach Konyaków nie są wyrazem ich upodobań estetycznych ale są świadectwem ich dokonań. Jakich nie pytałem. Potem spotkałem jeszcze innego Konyaka, siedział nad urwiskiem i przygotowywał mieszankę ziołową do żucia. Ten dla odmiany nie miał tatuażu na twarzy ale za to miał naszyjnik z metalowych głów. Ich ilość też nie jest przypadkowa. Mile mnie zaskoczył bo nie sprzeciwiał się robieniu zdjęć.
Po kilku dniach pobytu w Longwa wyjechałem opuszczając piękną okolicę, smutnych dorosłych i mało sympatyczne dzieci.

Kilka Informacji praktycznych
1. Przy wjeździe do NAGALAND nie potrzeba permitu jak to jest podawane w oficjalnych informacjach. Cudzoziemcy mają obowiązek zgłosić się w ciągu 24 godzin na posterunku policji w stolicy dystryktu. Potrzebna jest kopia paszportu ( strona główna i strona z wizą ), nie ma żadnych opłat.
2. Bank w MON nie wymienia waluty, bankomat przyjmuje tylko karty banku ATM. Kiedy chciałem wymienić pieniądze, poradzono mi abym pojechał do Dimapur (300km) i tam dokonał wymiany
3. W MON był tylko jeden hotel HELSA COTTAGE za miejsce w dwójce zażądano 1000Rs ( bez śniadania)
4. W Longwa nie ma w sklepach wody butelkowanej.




Spotkałem smutnych Konjaków ale byli to jak dotąd najciekawsi ludzie ze wszystkich spotkanych dotychczas w innych krajach

Zdjęcia

INDIE / NAGALAND / NAGALAND / LUDZIEINDIE / NAGALAND / NAGALAND / LUDZIEINDIE / - / NAGALAND / LUDZIEINDIE / nagaland / NAGALAND / ludzie

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl