Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

GRUZJA OD BATUMI PO KAZBEG ( 09.09 do 17.09.2013) > GRUZJA


bea77 bea77 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie GRUZJA / KAZBEGI / KAZBEGI / KAZBEG  5032M Gruzja pojawia się na wielu listach "must see". Polecamy więc kolejną relację z tego kraju. Mamy nadzieję, że dzięki opisom naszej użytkowniczki, nic nie umknie Waszej uwadze ;-)

Dzień 1

Wylot z Katowic następował tuż po północy.

Samolot wyrusza planowo i ledwo udaje mi się trochę zasnąć, już jesteśmy na miejscu, jest godzina 5 rano z minutami, w Gruzji przesuwamy zegarki 2 godziny do przodu. Na lotnisku nie ma zupełnie nic, żadnych sklepów czy barów. Słyszę na szczęście komunikat po angielsku, iż marszrutki do Tbilisi, Batumi, Kutaisi czy Mestii stosują przed lotniskiem. Wcześniej muszę nabyć bilet na wyznaczonym stanowisku na lotnisku. Nie mam jeszcze lokalnej waluty LARI, więc płacę w Eur i dostaję resztę w Lari, na lotnisku bowiem nie ma żadnego kantoru. Koszt marszrutki do Kutaisi to jakieś 3 LARI, 1 LARI = 2PLN
Wysiadam na końcowym przystanku, gdzie robi to też reszta pasażerów tuż przy Mc Donald. Wyciągam moje zapiski, które opisują jak dotrzeć do hostelu i idę przed siebie szukając jakiegoś przystanku autobusów miejskich, podjezdza autobus, jednak nie mam pojęcia gdzie wysiąść, staram się jakoś dogadać z kierowcą, ten jednak nie mówi ani po angielsku ani po rosyjsku, pokazuje mu mapkę i w końcu jakoś mnie nakierowuje gdzie wysiąść, punktem odniesienia ma być restauracja Minzani
W końcu spotykam jakąś kobietę i staram się łamanym rosyjskim wytłumaczyć o co mi chodzi, z problemami bo z problemami ale jakoś się po części dogadujemy i trafiam na właściwy kierunek .

Po drodze mijam kantor, gdzie wymieniam pieniądze, dolary na LARI. Wciąż maszeruje, pytając po drodze różnych ludzi, okazuje się, że mój hostel jest naprawdę daleko od przystanku autobusu, do tego część drogi muszę pokonać pod górę, do tego po drodze z kostki brukowej. Gdybym wiedziała od początku jaka odysea mnie czeka, pewno wzięłabym taxi spod Mc Donalda. Już myślałam, że nigdy nie dojdę, aż w końcu trafiam na mój Hostel Kutaisi, jedyny który zarezerwowałam z wyprzedzeniem przez internet.

Witam się z Kote, który to jest gospodarzem tego miejsca, dostaje pokój, łazienka jest wspólna. Szybko przekonuje się, iż hostel jest pełen Polaków, nie było żadnej innej narodowości, jednak cóż w tym dziwnego, skoro Kote mówi po polsku.

Hostel ten służył większości albo jako stacja początkowa albo końcowa pobytu w Gruzji. Po załatwieniu formalności- nocleg kosztuje 20 LARI, wkrótce się przekonuję, iż w Gruzji wiele noclegów jest właśnie w tej cenie. Poznaje tam od razu parę Polaków. Między nami wywiązuje się rozmowa: oni dobrze przygotowani z planem w ręku i wynajętym autem, pytam czy mogę się dołączyć w dniu dzisiejszym i zwiedzać wspólnie z nimi, tak na pewno dużo więcej zobaczę, w zamian oferuje dorzucenie się do kosztów wynajmu auta.
Po szybkim śniadaniu wyruszamy w trasę, pierwsza na liście jest zjawiskowa Jaskinia Prometeusza, trochę błądziliśmy zanim trafiliśmy. Jaskinia jest naprawdę piękna, trasa liczy koło 1 km, koszt wstępu koło 10 LARI, osobno była też opcja przepływu łodką w jaskini, dodatkowe 8 LARI, jednak moi znajomi nie decydują się, więc jedynie zwiedzamy jaskinie. Ma piękne formy, do tego wszystko ładnie podświetlone w różnych kolorach. Muszę przyznać, iż to najpiękniejsza jaskinia jaka dotąd widziałam, a do tego praktycznie zero turystów, w naszej grupie było max 15 osób.

Następny punkt zwiedzania to PARK SATAPLIA i jego Jaskinia, koszt wstępu też koło 10 LARI, Park ten przedstawia ślady dinozaurów, które kiedyś tam występowały, też ma kilka figur tych zwierząt, choć jest to bardziej atrakcja dla dzieci. W końcu dochodzimy do jaskinii, jednak nie jest nawet w połowie tak ładna jak poprzednia, jest trochę krótsza a formy wewn niej nie są, aż tak ciekawe, widocznie rozpoczęliśmy w złej kolejności zwiedzanie.

Na koniec wycieczki zostawiamy sobie dwa Monastry, które są przy wjeździe do miasta, Motsameta oraz Gelati, są dość blisko siebie. Szczególnie podobał mi się drugi z nich, w środku bowiem były piękne stare freski na ścianach .

W końcu po wyczerpującym dniu wracamy do hostelu, znajomi postanawiają odpocząć , ja jednak decyduje jeszcze podejść do Katedry Bagrati z XI w, która jest jakieś 10 min pieszo od hostelu.

Zdążam praktycznie tuż przed zamknięciem, koło 19h, muszę przyznać katedra dużo bardziej podoba mi się z zewn niż od wewn, wewn wydaje się dość pusta.

Zdjęcia: KAZBEGI, KAZBEGI, KAZBEG  5032M , GRUZJA
KAZBEGI, KAZBEGI, KAZBEG 5032M , GRUZJA



DZIEŃ 2

Wstaję koło 8h, żegnam się ze znajomymi, gdyż oni wyruszają w kierunku Mestii a ja natomiast w kierunku ACHALCYCHE.
Tym razem biorę taxi z hostelu pod Mc Donalda – koło 5 Lari skąd odjeżdżają marszrutki w różnych kierunkach.

Taksówkarz mówi tylko po rosyjsku i jakoś znów kaleczę, ale pomaga mi i po przepytaniu kilku kierowców marszrutek wskazuje mi właściwą, wszystkie bowiem mają napisy w alfabecie gruzińskim i mimo iż trochę uczyłam się alfabetu przed wyjazdem, muszę się przezwyczaić do czytania tabliczek. Marszrutka ma odjazd za 2h, wkładam więc bagaż ale nigdzie się nie oddalam w obawie przed jego utratą , mimo iż kierowca zapewnia że nic się nie stanie.

Czas mija i po około 1,5h słyszę od kierowcy iż marszrutka już „ Nie rabotajet” i wskazuje mi inną, ludzie którzy czekali ze mną, część przesiada się na kolejną a część rezygnuje.

Także już na początku się przekonuje, iż ciężko mieć sztywny plan, gdyż część rzeczy nie da się przewidzieć. W końcu koło 13.30h odjeżdżam marszrutką w kierunku Achalcyche – to już dość blisko do granicy z Armenią. Na miejsce dojeżdżam koło 17h, dworzec autobusowy nie wygląda być centrum miasteczka, jednak już stamtąd dostrzegam twierdzę, którą chcę zobaczyć. Przyznam, że robi wrażenie. Koło dworca zaczepia mnie kobieta i oferuje pokój. Zgadzam się obejrzeć lokum, mieszka 100m od stacji więc wstępnie odpowiada, jak zwykle moja komunikacja jest dość ograniczona bo oczywiście jedynie możemy rozmawiać po rosyjsku.

W końcu oglądam pokój koszt też 20 LARI( dodatkowe 10 LARI śniadanie), jest dość staromodny ale czysty i na jedną noc może być, jednak najgorsza niespodzianka dopiero przede mną, okazuje się, że nie mają właściwie łazienki. Kąpiel polega na polewaniu się kubkiem ciepłej wody, którą podgrzali mi w wielkim garnku, reasumając łazienka to tragedia, a raczej jej brak.

Nie chciałam tracić czasu na szukanie nowego loku więc godzę się z sytuacją.

W końcu czasu ruszam zobaczyć twierdzę, jest otwarta do koło 20h, część można zobaczyć gratis, na pozostałą część należy wykupić bilet w cenie 10 LARI.
Zwiedzam całą twierdzę, jest tego sporo, ale warte zobaczenia.

Zdjęcia: BRZEG MORZA CZARNEGO-BATUMI, BATUMI, BRZEG MORZA CZARNEGO-BATUMI , GRUZJA
BRZEG MORZA CZARNEGO-BATUMI, BATUMI, BRZEG MORZA CZARNEGO-BATUMI , GRUZJA



Dzień 3

Wstaję rano, po dość niedobrym i skromnym śniadaniu, udaje się na dworzec marszrutek, kupuję bilet w okienku- 5LARI do Wardzia i o 10h wyruszam w stronę Wardzii, docieram na miejsce koło 11.30, wysiadając z pojazdu już widać w całej okazałości kompleks skalny .

Kupuję bilet- 10 Lari i ruszam najpierw asfaltową drogą w górę, zajmuje mi jakieś 20 min dotarcie do bram skalnego miasta.

Jest to system wąskich ścieżek gł na zewn zabezpieczonych barierkami, a obok widać wykute pieczary w skale, gdzie kiedyś żyli mieszkańcy Wardzi, jest opcja przejścia jakiś 100m wąskim tunelem wewnątrz jednak z uwagi na brak towarzystwa innych turystów, po dwóch próbach jednak się wycofuje, jest za ciasno i za ciemno, zwycięża obawa przed ewent wężami czy pająkami. Decyduję się obejść kompleks z zewn. Jest też tam świątynia, jednak drzwi są zamknięte i nie ma możliwości zwiedzania.

W ciągu 1,5 oglądam skalne miasto i wracam na parking, jednak okazało się, że mimo, iż kierowca mówił, iż wraca o 13h z powrotem do Achalcyche, przychodzę kilka minut przed, jednak okazało się, że marszrutka już odjechała, musiała się zapełnić wcześniej.

Powrotną marszrutkę udaje mi się złapać koło 15h. Zaczyna padać, pierwszy raz odkąd wylądowałam w Gruzji, nawet się ochłodziło. Docieram do Achalcyche koło 17h, szybko odbieram swój bagaż i ruszam z powrotem na stację marszrutek, na szczęście praktycznie co godzinę odjeżdża jakaś w kierunku Tbilisi z przystankiem w Borjomi. Podróż zajmuje mi koło godziny. Wysiadam i znów chodzę rozglądając się za jakimś hostelem.

W końcu zachodzę w boczną uliczkę pod górę, tuż naprzeciw przystanku, gdzie wysiadłam i widzę jakiś Hostel, nie ma nawet nazwy a właścicielka pracuje w jakiejś przychodni lekarskiej obok, jest pielęgniarką. Okazuje się, iż praktycznie ma pusty hostel i godzi się pobrać ode mnie zapłatę tylko od 1 osoby – ponownie 20 LARI, mimo, iż pokój jest 3 osobowy. Pokój schludny, łazienka też i jest wspólna, jedynie dość chłodno w nocy. Zostawiam rzeczy i wyruszam jeszcze na mały rekonesans dot Parku Zdrojowego.

Gdy docieram do Parku zaczyna się robić ciemno, więc nie pozostaje nic innego jak wrócić kolejnego dnia .

Zdjęcia: CMINDA SAMEBA TBILISI, TBILISI, CMINDA SAMEBA TBILISI, GRUZJA
CMINDA SAMEBA TBILISI, TBILISI, CMINDA SAMEBA TBILISI, GRUZJA



Dzień 4


Rano wyruszam w kierunku stacji kolejki wąskotorowej na drugim końcu miasta, którą zamierzam dojechać do Bakuriani, dostaję instrukcje od właścicielki hostelu, ponoć są dwa pociągi dziennie pierwszy o 6.30 a drugi o 11h, podróż odcinka 32km trwa koło 2,5h.

Niestety po przyjściu na stację widzę, iż nie ma ani żywej duszy, kasy też pozamykane, nie wygląda więc to dobrze, pytam 3 różne osoby i dostaję 3 różne odpowiedzi, w tym taką, iż ten pociąg w ogóle już nie kursuje. W końcu udaje się namówić na taxi za 20 LARI w dwie strony. Trasa sama w sobie dość malownicza, bardzo zalesiona, jednak same miasteczko Bakuriani nie ma nic ciekawego, nie ma nawet praktycznie, gdzie coś zjeść, wszystko pozamykane poza małym kioskiem sprzedającym chapachuri, placki te można kupić praktycznie wszędzie. Męczę jednak taksówkarza by mnie zabrała na stację kolejki wąskotorowej, którą to miałam przyjechać, bowiem nie chcę dać za wygraną.

Proszę by dopytał człowieka obsługującego stację o ten pociąg i ponoć o 14h ma odjeżdżać z powrotem do Borjomi, jednak po dotychczasowych doświadczeniach wciąż wątpię, aż zauważam informacje turystyczną , kobieta mówi dobrze po angielsku i dopiero teraz się uspokajam wierząc, że mogę wrócić kolejką z powrotem. Odprawiam więc taksówkarza.

Czekam i czekam z niecierpliwością, aż w końcu wyłania się moim oczu kolejka, która właśnie musiała o 11h odjechać z Borjomi.
Pociąg ma 2 wagony, pierwszą i drugą klasę, wszyscy praktycznie pakują się do 2 klasy, nawet Niemieccy turyści, wagon bowiem jest bardziej zabytkowy, tyle, że nie ma klimatyzacji, bilet kosztuje tylko 2 LARI.
Odjazd następuje tuż po 14h i koło 17h znów jestem na dole w Borjomi. Podróż faktycznie przebiega przez gęstwinę lasów, momentami wyłaniają się szczyty pobliskich gór, sama miejscowość Bakuriani leży na wysokości 1700m . Pociąg ma kilka przystanków, dojeżdża do małych wiosek usytuowanych praktycznie na polanach lasów. Przejażdżka była warta mojego uporu.

Po powrocie do miasta wyruszam do Parku Zdrojowego, jest naprawdę ładnie utrzymany, sporo zieleni i przez całość wzdłuż płynie górski potok, przy samym wejściu do parku jest źródełko słynnej z czasów ZSRR wody Borjomi, ludzie przychodzą napełniając butelki, ja też mam małą butelkę z sobą, najpierw jednak próbuje smaku wody. Muszę przyznać , iż ma specyficzny smak i zapach, który w pierwszym momencie raczej nie przypada do gustu, wynika to pewno z dużej liczby minerałów.

Przy wejściu do Parku jest też mini kolejka linowa, czynna od 10h do 22h. Można nią wyjechać na samą górę i spojrzeć na Park i miasto z dużej wysokości, Park bowiem otaczają góry .


Zdjęcia: BATUMI , BATUMI, DESZCZOWE BATUMI, GRUZJA
BATUMI , BATUMI, DESZCZOWE BATUMI, GRUZJA



Dzień 5 i Dzien 6

Dziś wyruszam już do Tbilisi, moja marszrutka odjeżdża o 9h- koszt 13 LARI, co godzinę są odjazdy do stolicy , jednak trzeba zawsze pamiętać, że większość marszrutek nie jeździ późnym wieczorem. Podróż do stolicy trwa koło 3,5h .

W Tbilisi marszrutka ma 2 przystanki, jedna gdzieś na mieście w drodze na dworzec, druga na samym dworcu gł Didube, wysiadam na tym drugim. Wkoło widzę niezliczoną ilość marszrutek w każdy zakątek Gruzji, masa ludzi oraz stoisk z różnymi kramami, począwszy od warzyw a skończywszy na rybach i mięsie, wszystko wystawione bez lodówki, mimo, iż na zewn panuje duży upał. Teraz w Tbilisi ponownie czuję, iż jest gorąco. Obok stacji marszrutek jest stacja metra.

Najpierw kupuję w okienku kartę miejską, do której się doładowuje bilety, kartę tą można oddać, gdy wyjeżdżamy z Tbilisi i zwrócą za nią koło 2 Lari, jednak ja zostawiam ją sobie na pamiątkę.

Nie wiem nawet do końca gdzie wysiąść, wg przewodnika najbardziej centralna ulica to Aleja Rustawelli, więc tam decyduje się wysiąść, następnie udaje się w dół ulicy szukając jakiegoś lokum, wchodzę do jednego z nich nie ma miejsc, szukam więc dalej, aż w końcu niżej przy samej gł ulicy znajduje Hostal Boombully, przy nr 24.

Są tam 3 opcje, pokój 2 osobowy ze wspólną łazienką -80 lari i dwa domy mieszane, jeden na 6 osób, drugi na 8 osób. W tym 6 osobowym są już 2 dziewczyny, jednak ponoć praktycznie wcale ich nie ma w hostelu. Drugi jest pusty. Decyduje się na 6 osobowym z 2 lokatorkami. Cena za noc 33 LARI z dostępem do wspólnej łazienki i kuchni . Będzie to moje pierwsze doświadczenia spania w tzw dormitorium z obcymi ludźmi. Cóż brałam to pod uwagę, gł w miejscach gdzie noclegi są drogie.

Coż Tbilisi przypomina jakąkolwiek stolicę europejską, pełno tu turystów , na ulicach sporo przechodniów. Zaczynam spacer ulicą Rustavelli w dół w kierunku ratusza, z jednej strony widać budynek Teatru Rustavelli, wstępuje do monastyru Kaszwetii – z każdym monastyrem , kolejny wydaje mi się b podobny do poprzedniego, naprzeciw monastyru znajduje się okazały gmach Parlamentu

Dalej dochodzę do placu Wolności wraz z górującym nad nim pomnikiem Sw Jerzego, tu też znaduje się Ratusz Miejski. Idę dalej wąskimi uliczkami Starego Miasta – są dość urokliwe, wstępuję do jednej z winniarni, by w końcu delektować się gruzińskim winem, zamawiam też deskę serów.

Następnie dochodzę do okolic Łaźni Siarkowych, z zewnątrz robią wrażenie , są dwie opcje, jedna dla „ bogatszych turystów” cena 50 Lari za prywatną komnatę z łaźnią i druga dla zwykłych mieszkańców, gdzie przychodzą się zwyczajnie umyć czy wykonać depilację – wstęp 5 Lari.To z tej drugiej opcji decyduję się skorzystać następnego dnia i wrażenia raczej nie są szczególne. Instalacje b skromne i kilka natrysków w gł łaźni, no ale przynajmniej „ zaliczam” ten punkt Tbilisi.

Zdjęcia: KAZBEGI, KAZBEGI, MIASTECZKO KAZBEGI , GRUZJA
KAZBEGI, KAZBEGI, MIASTECZKO KAZBEGI , GRUZJA



Udaję się także kolejką linową do Twierdzy Narikała, gdzie także stoi pomnik Matki Gruzji, podobny pomnik widziałam w Kijowie, tyle, że tam miał inną nazwę, ale był też taki wysoki i górował nad miastem jak i tutaj.


Sama twierdza to raczej ruiny , ma też obok monastyr, jednak był wówczas zamknięty, więc po obejściu wkoło tego co można było zobaczyć.

Następnym punktem zwiedzania jest po drugiej stronie rzeki jest Swiątynia Cminda Sameba, ponoć największa na całym Kaukazie. Budowla jest b.nowoczesna, podłogi z granitu, sporo ikon i wielki plac i schody prowadzące do kościoła. Jest zupełnie inna od odwiedzonych dotąd monastyrów i to chyba najładniejsza budowla w Tbilisi, oświetlona nocą dobrze widoczna z wielu części miasta.

Na koniec dnia jeszcze w drodze powrotnej do hostelu udaję się obejrzeć Most Pokoju- w dość specyficznym kształcie. Z jego okolic po drugiej stronie naprzeciw widać też Pałac Prezydencki.


Ostatnim punktem jest Katedra Sioni, już jest prawie ciemno, wchodzę do środka, oglądam gł atrakcje świątyni tj Krzyż Sw Nino.
Dzień kończę moim ulubionym chinkali w DOMU CHINKALI blisko mojego hostelu na ulicy Rustawelli.

Przyznam, iż to był strzał w dziesiątkę, ciekawy wystrój, różne rodzaje chinkali, tu znalazłam moje ulubione z serem, kolejnego dnia również wracam w to samo miejsce na kolację.

Zdjęcia: MONASTYR GELATI , KUTAISI, MONASTYR GELATI  , GRUZJA
MONASTYR GELATI , KUTAISI, MONASTYR GELATI , GRUZJA



Drugi dzień w Tbilisi miałam zamiar przeznaczyć na wyjazd do Mcchety – dawnej stolicy Gruzji, jednak plany pokrzyżowała mi chęć wysłania pocztówek z Gruzji.

Znalezienie poczty to była prawdziwa odysea, krążyłam po 3 miejscach, zanim w końcu znalazłam pocztę, ludzie podawali mi sprzeczne informacje lub w ogóle nie wiedzieli gdzie jest poczta. Pierwszy raz w swoich podróżach kosztowało mnie tyle zachodu znalezienie placówki pocztowej.


Poczta to po gruzińsku POSTA i znajduje się na ulicy Gorgasali nr 44 czy 46, koszt wysyłki jednej pocztówki to 5 LARI a poczta może iść 2-3 tygodnie-takie dostałam instrukcje.

Niestety za dużo czasu straciłam szukając poczty i musiałam zrezygnować z wycieczki do oddalonej o około 30km byłej stolicy Gruzji.

Wykorzystuje więc czas na znalezienie stacji kolejowej i zakup biletu do Batumi za kilka dni, słyszałam bowiem, że przy zakupie tego samego dnia w sezonie może nie być miejsc. Dworzec kolejowy znajduje się przy stacji metra Saguris Moedani. Kupuję bilet na 14.09 na 22.30 do Batumi, w drugiej klasie z miejscami do leżenia – koszt 27 LARI.

Wszystko więc załatwione, następnego dnia mam w planach udać się Gruzińska Drogą Wojenną do Kazbegi.

Zdjęcia: KAZBEGI, KAZBEGI, OKOLICE KAZBEG , GRUZJA
KAZBEGI, KAZBEGI, OKOLICE KAZBEG , GRUZJA



Dzień 7

Znów wstaję rano by być jak najszybciej na stacji Didube i złapać jedną z pierwszych marszrutek do Kazbegi-oddalonego od granicy z Rosją tylko o 9km. Mój transport odjeżdża o 9h i kosztuje 10 lari, tym razem siedzę w najnowszej marszrutce jaką dotąd jechałam. Wszystko wygląda optymistycznie, przemierzamy Gruzińską Drogę Wojenną, droga staje się coraz bardziej kręta, mijamy zbiornik Zinwali.

W pól drogi marszrutka się psuje, coś wycieka spod spodu, nie wiem czy to paliwo czy olej, mój rosyjski jest mocno ograniczony, więc pozostaje czekać, jedyne co wiem, że nikt konkretnie nie mówi ile to potrwa, łapiemy więc opóźnienie.

Naprawa potrwała ostatecznie koło godziny i koło 14h jestem na placu głównym w Kazbegi.

Wtedy podchodzi do mnie starsza kobiecina i oferuje nocleg. Jak zwykle znikomość rosyjskiego powoduje, że komunikacja zawęża się do niezbędnych słów, prowadzi mnie pod górkę po brukowanej słabo drodze a ja mam tylko nadzieję, iż nie odpadną mi kółka od walizki. W końcu dochodzimy na miejsce- łącznie jakieś 10 minut od gł placu – Hostel Taliko, choć nie ma żadnej wywieszki. Dostaję pokój 2 osobowy, ale jako, iż nie ma ruchu płacę za osobę a nie za cały pokój-standardowe 20 Lari. Pokój jak większość w tych cenach ze starymi meblami, wspólną łazienką na podwórzu, ale choć jest ciepła woda.

Szybko zostawiam walizkę i wychodzę do baru” Cafe 5032m” z widokiem na Kazbeg, jednak przykrywają go chmury i widać tylko minimalną jego część.

Siadam na zewnątrz, mimo iż miasteczko jest na wysokości koło 1900m przygrzewa słońce i jest dość ciepło –koło 20 stopni.

W Cafe 5032m trafiam na Polaków z którymi zwiedzałam okolice Kutaisi , chwilę rozmawiamy, mimo iż zarówno oni jak i ja zamierzamy dotrzeć do kościółka Cminda Sameba na wysokości 2170m, każde z nas ma inny plan. Oni nie chcąc ryzykować, iż wynajęte auto nie da rady po terenowej drodze prowadzącej do monastyru wynajmuje taxi za 50 LARI aż pod sam kościółek. Ja decyduje się na wejście pieszo, tą opcję jak widzę wybiera niewielu turystów. Mimo iż nie jestem zaprawiona w górskich podejściach daję radę, choć momentami jest ciężko. Gdy docieram na górę widoki naprawdę były warte zachodu, szkoda jedynie, iż Kazbeg wciąż przykrywały chmury.

Sam kościółek jak inne podobny, ale dla samych widoków na tej wysokości warto było się wspiąć.

Potem już szybkie zejście inną scieżką, tuż za kościółkiem, by zdążyć zanim się zrobi ciemno.

Zdjęcia: SKALNE MIASTO WARDZIA , WARDZIA, SKALNE MIASTO WARDZIA , GRUZJA
SKALNE MIASTO WARDZIA , WARDZIA, SKALNE MIASTO WARDZIA , GRUZJA



Dzień 8

Dziś się już nie spieszę, siedzę i spoglądam na tą górę, nie mam jakiś wielkich planów, bowiem dziś muszę wrócić do Tbilisi.

Decyduję się na spacer po okolicy wzdłuż rzeki, rzut okiem na miasteczko, które okala ze wszystkich stron Kaukaz, jest cicho, mało turystów, naprawdę mam uczucie, że czas się zatrzymał. Mimo iż wolę morze, żal mi opuszczać Kazbegi.

Cóż nastała godzina odjazdu, o 15,30 wyrusza moja marszrutka do Tbilisi, dojeżdżam do stolicy koło 19h, udaję się od razu na dworzec kolejowy.

W końcu nadchodzi czas wsiadania do pociągu – odjazd 22.30, pociąg podstawiają jakieś 40 minut wcześniej
Przedział jest 4 –osobowy, po dwa łóżka na górze i dwa na dole.Jest też poszewka od pościeli i poduszka – które to trzeba pobrać u konduktora.

Jedzie ze mną para Ukraińców z którymi zamieniam kilka słów na ile potrafię , gdyż jak zwykle po rosyjsku. Mam kupiony bilet do Batumi, jednak dowiaduje się, że pociąg jedzie też przez Ureki, gdzie
są czarne piaski i nachodzą mnie wątpliwości czy wysiąść wcześniej, Ukraińcy polecają Kobuleti, jako spokojne i tańsze miasteczko, jedną stację przed Batumi.

Zdjęcia: TWIERDZA ACHALCYCHE NOCĄ, ACHALCYCHE, TWIERDZA ACHALCYCHE NOCĄ, GRUZJA
TWIERDZA ACHALCYCHE NOCĄ, ACHALCYCHE, TWIERDZA ACHALCYCHE NOCĄ, GRUZJA



Dzień 8

Koło 6.30 rano dojeżdżam do Batumi, zanim pociąg zatrzymuje się na stacji jadę wzdłuż brzegu morza, jednak w odróżnieniu od upalnego Tbilisi, tu wszystko mocno zachmurzone, jednak zagniewane może oferuje piękny widok. Na stacji mocno pada deszcz, podróżnych atakują taksówkarze, oczywiście wywijam się od natrętów i wsiadam do autobusu miejskiego tuż obok stacji.

Pytam kierowcy by wskazał mi gdy dojedzie do centrum Batumi. Wysiadam i jak zwykle udaje się na poszukiwaniu jakiegoś lokum, wchodzę do kilku hosteli, wszędzie sporo drożej niż oczekiwałam.

Ostatecznie wracam do pierwszego z nich gdzie udaje mi się stargować cenę do 50 LARI za noc, hostel Globus. Łazienka jak zwykle wspólna i dostęp do kuchni, jednak pokój chyba najbardziej obskurny ze wszystkich, za to najdroższy. Cóż jednak tu nauczyłam się nie narzekać. Mimo desczu jest ciepło a to już coś.
Odsypiam do południa niedobór snu z pociągu i wychodzę na rekonesans.
Pierwsze kroki kieruję na wybrzeże, kamienista plaża, ale cóż o tym wiedziałam od początku.

Znów leje jak z cebra, jednak skoro przyjechałam to trzeba coś robić zamiast tkwić w pokoju, chodzę trochę po mieście

Niestety z Ogrodu Botanicznego nici, za bardzo pada by jeszcze gdzieś jechać.
Wieczorem udaje się na pokaz Tańczących Fontann, szkoda, że wciąż pada, jednak muzyka i widok rekompensują w części brak pogody. Utwory jakie grają są różne od klasycznych aż po rozrywkowe.

Tuż obok jest promenada morska i widać tu się koncentruje całe życie miasta, jest sporo restauracji, chodzę oglądam, jednak w końcu wracam do hostelu, nie chcę kusić losu, na ulicach widać sporo Turków.

Zdjęcia: TWIERDZA ACHALCYCHE, ACHALCYCHE, TWIERDZA ACHALCYCHE, GRUZJA
TWIERDZA ACHALCYCHE, ACHALCYCHE, TWIERDZA ACHALCYCHE, GRUZJA



Dzień 9

W końcu widzę, iż nie pada, wybór więc jest oczywisty, plaża. Najpierw jednak udaje się kupić bilet powrotny tj. tym razem do Kutaisi Airport. Stacja marszrutek jest dość blisko hotelu i obok jest też biuro. Z tego udało mi się ustalić do Tbilisi przez Kutaisi odjeżdżają marszrutki praktycznie co godzinę. Kupuję bilet na 19h i udaję się na plaże, dziś wypożyczam leżak.

Wykładam się w stronę słońca i odpoczywam, od czasu do czasu spoglądając na morze. Z plaży udaję się do supermarketu kupić ser gruziński, który chcę przywieźć do Polski, potem jeszcze wstępuję do kościoła. Na koniec odbieram walizkę i udaję się na marszrutkę.

Odjeżdża punktualnie o 19h, jednak od samego początku drogi mam już wątpliwości, bowiem wydaje dziwne dźwięki. Nie pomyliłam się, w trakcie drogi do Kutaisi samochód gaśnie z 4 razy i odpalają go otwierając maskę auta. Poza tym kierowca jedzie jak wariat, jest ciemno, nieraz wyprzedza pod górę na trzeciego, nie zatrzymuje się przed przejazdem kolejowym. W tym momencie myślę by dojechać w jednym kawałku na lotnisko.

Koło 22h docieram na lotnisko. Samolot ma planowany odlot o 6h rano, więc dla wszystkich jest to noc oczekiwania na lotnisku.




Gruzja to miejsce gdzie kazdy znajdzie cos dla siebie , bardzo roznorodna i co wazne nie zatłoczona jescze turystami .Zaluje , ze nie udalo mi sie zobaczyc Swanetii - zostawiam to na kolejna wizyte w Gruzji

Zdjęcia

GRUZJA / KAZBEGI / KAZBEGI / KAZBEG  5032M GRUZJA / BATUMI / BRZEG MORZA CZARNEGO-BATUMI / BRZEG MORZA CZARNEGO-BATUMI GRUZJA / TBILISI / CMINDA SAMEBA TBILISI / CMINDA SAMEBA TBILISIGRUZJA / BATUMI / BATUMI  / DESZCZOWE BATUMIGRUZJA / KAZBEGI / KAZBEGI / MIASTECZKO KAZBEGI GRUZJA / KUTAISI / MONASTYR GELATI  / MONASTYR GELATI  GRUZJA / KAZBEGI / KAZBEGI / OKOLICE KAZBEG GRUZJA / WARDZIA / SKALNE MIASTO WARDZIA  / SKALNE MIASTO WARDZIA GRUZJA / ACHALCYCHE / TWIERDZA ACHALCYCHE NOCĄ / TWIERDZA ACHALCYCHE NOCĄGRUZJA / ACHALCYCHE / TWIERDZA ACHALCYCHE / TWIERDZA ACHALCYCHE

Dodane komentarze

bea77 dołączył
15.07.2013

bea77 2014-11-06 18:45:27

Gbalon dziękuję za doceninie artykułu , Gruzja owszem jest ciekawa i piekna . Moje podróznicze marzenia coraz częściej się spełniają, z tego względu zaczęłam niedawno pisać bloga , serdecznie zapraszam na inne relacje z moich podróży na www.wnieznaneblog.wordpress.com

qbalon dołączył
03.02.2013

qbalon 2014-11-01 13:39:45

Fajna relacja, wiele cennych informacji, zyczę dalszych ciekawych podróży. Miałem okazję odwiedzić Gruzję kilka razy, będą tam na pewno jeszcze niejeden raz.,

krogulec59 dołączył
27.01.2013

krogulec59 2014-06-13 23:49:13

Szkoda że nie byłaś w Machecie,powiem tak,ja poczułem coś nieuchwytnego i nieopisywalnego w 2 miejscach na Ziemi-to właśnie Macheta i Jerozolima.Pozdrawiam.

bea77 dołączył
15.07.2013

bea77 2014-05-26 18:32:41

ja niestety nie widziałam tam żadnego kantoru , ale mogło to wynikać z tego , iż lądowałam o 5.30 rano a odlot również miałam o 6 rano ..

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2014-05-22 09:10:13

Na lotnisku jest kantor, tuż obok odprawy paszportowej; kurs całkiem przyzwoity (jak na lotnisko). Dzięki za info o Grocie Prometeusza - muszę nadrobić (widziałem tylko Sataplię). Swanetia, Mcchetta - następnym razem koniecznie. Pozdrawiam....

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl