Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Cesarskie miasta cz. I > CHINY


igebski igebski Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie CHINY / Pekin / Teatr Czerwony / Legenda Kung fuDwutygodniowy objazd części Państwa Środka: pociągami, autokarami, rikszami, meleksami, metrem, statkami i łodziami :) W tej części m.in. o wielkim chińskim murze, placu Tiananmen, Zakazanym Mieście, Świątyni Nieba, herbaciarni, wytwórni pereł, pandach wielkich.

Lotnisko w Pekinie jest drugim największym na świecie. Posiada aż trzy terminale. Sporym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że po odbiór bagażu trzeba było jechać pociągiem. Wcześniej jednak musieliśmy przejść przez procedurę skanowania linii papilarnych palców oraz pozować do zdjęć en face.

Zdjęcia: Teatr Czerwony, Pekin, Legenda Kung fu, CHINY
Teatr Czerwony, Pekin, Legenda Kung fu, CHINY



Przed terminalem czekał na nas autokar z lokalnym przewodnikiem. W drodze do hotelu nasz polski pilot udzielał nam niezbędnych rad i informacji. W tym miejscu chcę podkreślić, że Tomek Szatiło, o którym już wcześniej czytałem pozytywne opinie, wywiązał się znakomicie ze swojej roli. Mimo stosunkowo młodego wieku, jest bardzo doświadczonym, kompetentnym i niezwykle wykwalifikowanym przewodnikiem. Jego poziom wiedzy o Chinach (i nie tylko, bo obsługuje także programy wycieczek po Izraelu i Gruzji) jest naprawdę imponujący. Na początek pokazał nam, jak odróżniać prawdziwe banknoty stu juanowe od fałszywych. Otóż te podrabiane pod dotykiem palców są na całej powierzchni gładkie, natomiast w przypadku prawdziwych wyczuwa się chropowatość na włosach wszechobecnego Mao Zedonga.

Zdjęcia: Teatr Czerwony, Pekin, Legenda Kung fu 2, CHINY
Teatr Czerwony, Pekin, Legenda Kung fu 2, CHINY



Kurs juana jest sztywny. Za dolara otrzymuje się 6.30 juana, za euro zaś 7,50. Walutę można wymienić w banku lub w specjalnej maszynie (w tym przypadku z prowizją) lub u lokalnego przewodnika bez żadnych dodatkowych kosztów. Skorzystałem oczywiście z tej ostatniej opcji.

Mamy połowę marca, ale w okolicach Pekinu wiosna jest już w rozkwicie. Dogłębniej przekonam się o tym za dwa dni, gdy słońce dotkliwie spiecze mi łysinę. Już od pierwszego dnia otrzymujemy w autokarze po butelce wody o pojemności 0,55 litra. Podobnie jest we wszystkich hotelach (łącznie było ich 7).
Po godzinnej jeździe docieramy do hotelu Dafang (podobnie jak pozostałe ma 4 gwiazdki). Oprócz wspomnianej wody do dyspozycji mamy czajnik, herbatę, sejf, telewizor i wifi. Niestety, w Chinach nie działają Google, Facebook ani Messenger. Można natomiast korzystać ze skrzynek pocztowych na Wirtualnej Polsce i na Onecie.
Na kolację jedziemy do restauracji Taishuxi. Nasza grupa liczy 31 osób. Zajmujemy więc trzy stoły. Na każdym z nich jest obrotowy szklany blat. Kelnerki stawiają na nim kolejne dania. Przed sobą mamy małe talerzyki, szklanki na piwo, kubki na herbatę, pałeczki oraz widelce. Jest ryż, dużo gotowanych warzyw, kawałki mięsa, jakieś grzyby i piwo Harbin (po szklaneczce na osobę). Kolejne półmiski opróżniają się błyskawicznie. Każdy chce spróbować lokalnych potraw, ale niektórzy najwyraźniej są bardziej głodni, żeby nie powiedzieć – łakomi, bo często zdarza się, że do ostatniej osoby dociera tylko puste naczynie.
Sobota, 16.03,19

Zdjęcia: Tiananmen, Pekin, Mao, CHINY
Tiananmen, Pekin, Mao, CHINY



Charakterystyczną cechą grupowych wyjazdów turystycznych są wizyty w lokalnych wytwórniach, sklepach i warsztatach rzemieślniczych. Zazwyczaj piloci i przewodnicy mają w tym swój wymierny interes. Za doprowadzenie grupy w określone miejsce otrzymują bowiem konkretne korzyści. Tak więc, będąc w Maroku, na pewno trafimy do garbarni skór w Fezie, w sąsiedztwie której będzie dobrze zaopatrzony sklep z wyrobami ze skóry. W miasteczku Essaouira zapoznamy się natomiast z ofertą produktów z drewna tui. W okolicach Agadiru trafimy na olejek arganowy. Jeżeli pojedziemy do Egiptu, to niechybnie będziemy namawiani do zakupu papirusów lub przedmiotów z alabastru. W Kairze zaś na pewno trafimy do „zaprzyjaźnionej’ perfumerii. W Turcji zaoferują nam wyroby ceramiczne i zaprowadzą do zakładu kamieniarskiego specjalizującego się w obróbce onyksu. Nie ominie nas też propozycja odwiedzenia tzw. fabryki wyrobów skórzanych. W greckich Meteorach poznamy technikę pisania ikon i oczywiście ofertę ich zakupu. W Hiszpanii (zwłaszcza na terenie Katalonii), Rumunii i Mołdawii uraczą nas winem i bogatą ofertą sprzedażową tegoż trunku. Z kolei w Indiach kuszeni będziemy różnorodnymi przyprawami i herbatami, dywanami i kamieniami szlachetnymi. W Amsterdamie odwiedzimy szlifiernię diamentów i oczywiście zaopatrzony dobrze sklep. I tak dalej, i tak dalej.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Marmurowa łódź, CHINY
Pekin, Pekin, Marmurowa łódź, CHINY



Zazwyczaj jednak te komercyjne wstawki nie dominują nad programem wycieczki jako takiej. Ot, zdarzają się dwie lub trzy w trakcie jednej imprezy. Wyjątkiem potwierdzającym tę regułę są Chiny. Tutaj praktycznie nie ma dnia, aby zorganizowany turysta nie był postawiony przed dylematem: kupić czy nie kupić. Biura turystyczne wraz z lokalnymi kontrahentami układają programy w ten sposób, że nie można ominąć „cudownych” okazji. Nie są to bowiem fakultatywne imprezy, na które można wykupić bilet lub też z nich zrezygnować.
My zaczęliśmy zwiedzanie Chin od herbaciarni w Pekinie. Wysłuchaliśmy najpierw wykładu o nieskończonej ilości gatunków herbat. Zdołałem z tego zapamiętać tylko tyle, że herbaty dzielimy na sześć podstawowych grup: zieloną, białą, czerwoną, żółtą, oolong i czarną. Dalej to już czarna magia… Potem był pokaz parzenia poszczególnych gatunków i degustacja z malutkich czarek. A na końcu, rzecz jasna, sklep z półkami uginającymi się pod ciężarem herbat i ich cen. Nieco później w sklepiku mieszczącym się w bocznej uliczce natknąłem się na te same herbaty, tyle że trzykrotnie tańsze.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Pałac Letni, CHINY
Pekin, Pekin, Pałac Letni, CHINY



W Pekinie uwagę zwracają czyste ulice. Każdy papierek jest natychmiast podnoszony przez czujnych pracowników, a kurz neutralizowany przez jeżdżące niemal na okrągło polewaczki.
Z herbaciarni udajemy się na słynny Plac Tiananmen. Przed wejściem szczegółowa kontrola. Na samym placu i wokół niego pełno funkcjonariuszy różnych służb. Na tym największym na świecie placu miało miejsce wiele ważnych wydarzeń, m.in. proklamowanie przez Mao Zedonga CHRL w 1949 roku. Jednakże Brama Niebiańskiego Spokoju, bo to znaczy po chińsku Tiananmen, zapisała się w powszechnej świadomości w związku z protestami w 1989 roku. Co prawda sama masakra (dokładna liczba ofiar do dzisiaj nie jest znana) miała miejsce poza placem, ale pozostał on jej niemym symbolem. Nie znajdzie się tu bowiem żadnej tablicy pamiątkowej czy nawet symbolicznego znicza. Ten temat jest tabu. Na tym ogromnym placu (800 x 300 m) stoją tylko dwa obiekty: mauzoleum Mao Zedonga i kolumna z pomnikiem Bohaterów Ludu.

Idąc w kierunku północnym przechodzimy do Zakazanego Miasta. Nad bramą wisi tu 6-metrowy portret Mao Zedonga. Tutaj również czeka nas szczegółowa kontrola. Nie wolno wnieść nawet zapalniczki, co zresztą w Chinach jest normą we wszystkich obiektach publicznych, nawet w pociągach. Do pałacowego kompleksu, bo tym w istocie jest Zakazane Miasto, ciągną tłumy turystów. Dlatego ograniczono dzienną sprzedaż biletów do 75 tysięcy. Kolejne pałacowe pawilony pokazują nam historię miejsca będącego rezydencją aż 24 cesarzy z dynastii Ming i Qing. Uwagę zwracają kunsztowne zdobienia dachów i innych elementów tych budowli.
Za cesarskimi ogrodami znajduje się Park Jingshan ze Wzgórzem Węglowym pośrodku. Z tego ostatniego jest doskonały widok nie tylko na Zakazane Miasto, ale też na nowoczesne dzielnice Pekinu. Niegdyś w tym parku odpoczywali cesarze wraz ze swoimi świtami. Obecnie w dawnych pawilonach cesarskich znajduje się biblioteka i szkoła muzyczna, a park służy jako miejsce rekreacji.

Zdjęcia: ZOO, Pekin, Panda wielka, CHINY
ZOO, Pekin, Panda wielka, CHINY



Godzinę później jesteśmy już w Pałacu Pokoju i Harmonii. Jest to jedna z najważniejszych i największych świątyń buddyzmu tybetańskiego. Przed każdym pawilonem stoją metalowe pojemniki, w których spala się trociczki. Wokół unosi się gryzący w nozdrza dym. Dobrze, że chociaż papierosów nie pozwala się tu palić. Jak w każdej świątyni lamaistycznej, znajdziemy tu modlitewne młynki i thanki (malowane lub haftowane obrazy o tematyce religijnej). W Pawilonie Wiecznej Szczęśliwości (jednym z pięciu na terenie obiektu) znajduje się posąg Buddy Maitreji o wysokości 18 metrów, wyrzeźbiony z pnia sandałowca o łącznej długości 26 m (część wkopana jest w ziemię).

Po południu odwiedzamy tradycyjne chińskie domostwo w dzielnicy hutongów (stare parterowe domy o zwartej zabudowie, wąskie uliczki). Właściciel, starszy mężczyzna z długimi farbowanymi włosami, sygnetem na palcu i cygarem w ustach z pobłażaniem patrzył jak nasza 31 osobowa grupa bez opamiętania obfotografowywała jego włości. Oczywiście, był już do tego przyzwyczajony. No i, nie ukrywajmy, nie gościł nas bezinteresownie. Pośród mebli i rozmaitych bibelotów uwagę zwracał wiszący na ścianie obraz z wizerunkami pięciu postaci, bez których nie istniałby komunizm: Marks, Engels, Lenin, Stalin i oczywiście Mao Zedong.
Wizytę w hutongach zakończyliśmy kilkunastominutową przejażdżką rikszami.

Po kolacji pojechaliśmy do Czerwonego Teatru na przedstawienie „Legenda Kung fu” (30 USD). To trwające 70 minut barwne widowisko opowiada historię młodego mnicha, który z biegiem czasu staje się mistrzem Kung fu i Zen. Spektakl jest zarazem fantastycznym pokazem wschodnich sztuk walki.
Tak na marginesie, chińska publiczność ma zwyczaje nieco odbiegające od europejskich. Wielu Chińczyków przemieszcza się po teatrze podczas przedstawienia, konsumuje jakieś przekąski albo po prostu chrapie. Na koniec zaś, zanim jeszcze aktorzy wyjdą ukłonić się, chińscy widzowie już tłoczą się przy wyjściach.
Niedziela, 17.03

Zdjęcia: Wzgórze Węglowe, Pekin, Pawilon, CHINY
Wzgórze Węglowe, Pekin, Pawilon, CHINY



Drugi dzień zwiedzania Pekinu rozpoczął się od wizyty w obiekcie o szumnej nazwie Świat Pereł. Tradycyjnie najpierw odbył się krótki wykład o hodowli pereł słodkowodnych (w Chinach prowadzi się ją dopiero od lat siedemdziesiątych ub. wieku). Dowiedzieliśmy się więc, że małżom słodkowodnym wszczepia się kawałek nabłonka, z którego potem wytwarza się woreczek perłowy z perłą w środku. Pouczono nas też o sposobach odróżniania pereł prawdziwych od podrabianych. Otóż w przypadku oryginalnych pereł po zarysowaniu nie zostaje szrama. Prawdziwe są też wtedy, gdy nie ściemnieją w ogniu lub gdy po próbie nadgryzienia zgrzytają w zębach.
Skoro już byliśmy wyedukowani, to zaproszono nas do sklepu. W ogromnej hali znajdowało się mnóstwo gablot i stolików z wyrobami z pereł. Były nie tylko naszyjniki, bransoletki czy kolczyki. Oferowano także szeroką gamę kosmetyków wytworzonych na bazie pereł (najtańszy krem 100 juanów, czyli 57 zł)). Ba, zachęcano do ich zakupu opowieścią o cesarzowej Cixi , która miała spożywać perłowy proszek, dzięki któremu zachowała młody wygląd. Potwierdzać to miał wiszący na ścianie portret, który wykonano jej w wieku 70 lat. Osobiście nie przekonało mnie to do żadnego zakupu.

Kilkadziesiąt kilometrów od Pekinu znajduje się Dolina Mingów, na terenie której są grobowce 13 z 16 cesarzy tej dynastii. Po przyjeździe przeszliśmy kilkusetmetrowy odcinek tzw. Drogi Duchów. Wzdłuż niej ustawiono 12 par posągów różnych zwierząt. Są wśród nich realne, jak słonie, wielbłądy i konie oraz mityczne (qilin, xiezhi). Dalej mijamy 12 posągów mandarynów i dochodzimy do marmurowej Bramy Smoka i Feniksa. Święta droga otoczona jest szpalerem drzew, zieleniejących się właśnie wiosennymi listkami. Wchodząc do pawilonu Stałych Łask przekraczamy bardzo wysokie progi. Napotkamy je jeszcze w wielu innych świątyniach i pałacach. Miały one zapobiegać przedostawaniu się złych mocy.
Grobowiec cesarza dzieli się na strefy sacrum i profanum. W pawilonie kolumny i sufity wykonane są z drzewa sandałowego.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Świątynia Nieba, CHINY
Pekin, Pekin, Świątynia Nieba, CHINY



Wczesnym popołudniem dojeżdżamy do Badaling (ok. 70 km od Pekinu). Tutaj udostępniony jest do zwiedzania fragment wielkiego muru chińskiego. Zbudowany został około 1505 roku, a odrestaurowany ponad 60 lat temu. Rocznie odwiedza go ponad 100 milionów osób. Niektóre odcinki są płaskie, inne zaś pną się stromo w górę. Wielu turystów kurczowo trzyma się barierek przy schodzeniu z co bardziej ostro nachylonych schodów. Mur usytuowany jest na wysokości około tysiąca metrów. Wokół rozciągają się góry. Słoneczna aura umożliwia podziwianie widoków, a lekki wiatr skutecznie chłodzi spocone nieco po wspinaczce czoło. Łącznie spaceruję po murze przez 1,5 godziny. Miłym zaskoczeniem są toalety w pobliżu jednej ze strażnic. Zresztą w kwestii publicznych toalet Chiny wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie; jest ich wszędzie dużo i są bezpłatne.
Co do samego Wielkiego Muru Chińskiego, to narosło wokół niego wiele legend, choćby ta o jego widoczności z kosmosu. Nie do końca jasna jest też jego długość. Jedne źródła mówią, że ma 21 kilometrów, inne zaś wspominają o 8851 km. Różnice te wynikają też ze sposobów liczenia. Jedni uwzględniają naturalne przeszkody (rzeki, grzbiety górskie), inni liczą tylko fizyczne odcinki muru.

Kolację zjadamy w Grand Hotelu, a zaraz po niej wybieramy się na wieczorne zwiedzanie Pekinu (koszt 25 USD). Najpierw przejeżdżamy cztery przystanki metrem, a potem spacerujemy przez pełne szklanych wieżowców centrum biznesowe. Po drodze mijamy wielki ekran (długi na 250 metrów) zawieszony na wysokości mniej więcej piątego piętra nad ziemią. Wyświetlane są na nim reklamy i krótkie filmiki. Na chwilę wchodzimy też do wielkiego domu towarowego. Na koniec odwiedzamy dzielnicę handlową, gdzie przy jednej z uliczek znajdują się stragany z tzw. polnym ptactwem. Można tu popróbować pieczonych ptaków, żółwi, skorpionów, owadów i tp. Wcześniej jednak degustujemy wódkę ryżową, którą miejscowy przewodnik nalewa do plastikowych kubków bezpośrednio na ulicy. Dość mocna.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Świątynia Nieba 2, CHINY
Pekin, Pekin, Świątynia Nieba 2, CHINY

>

Wracamy do hotelu autokarem, przejeżdżając między innymi obok placu Tiananmen. Przewodnik włącza nam muzykę. Melodie wydają się znane, choć słów nie można zrozumieć. Tak, tak! To chińska wersja discopolowych przebojów zespołu Bayer Full.
Dzisiaj przeszedłem łącznie 22 400 kroków. Kupiłem czapkę za 50 juanów i pamiątkowe magnesy na lodówkę (10 sztuk za 30 juanów stargowane z 60)
18.03 poniedziałek
Po trzech nocach opuszczamy hotel Dafang. Od przewodnika nabywamy cztery butelki likieru żeńszeniowego po 100 juanów za jedną.

Przyjeżdżamy do Świątyni Nieba. W oczy rzuca się ogromna przestrzeń, na której mieści się kompleks sakralnych budowli taoistycznych. Odwiedzali go cesarze z dynastii Ming i Qing podczas dorocznych ceremonii, podczas których modlono się o obfite plony.

Zdjęcia: Dolina Mingów, Pekin, Święta Droga, CHINY
Dolina Mingów, Pekin, Święta Droga, CHINY



Na parking wychodzi się przez drewniany tunel. Jest on pokryty oryginalnymi malowidłami. W tunelu starsi Chińczycy grają w karty lub w madżonga. Kobiety coś haftują lub szydełkują. Inni uprawiają tai chi.
Przed południem przyjeżdżamy do centrum tradycyjnej medycyny chińskiej. O jej zaletach opowiada nam miejscowy profesor (przynajmniej tak go tytułują). Co ciekawe, całkiem nieźle mówi po polsku. Dysponuje również slajdami w naszym języku. Dowiadujemy się zatem, że medycyna chińska stosuje leki z lukrecji przeciwko AIDS. Są one podobno trzykrotnie skuteczniejsze niż amerykańskie. Inną ciekawostką jest operacja zaćmy, którą w 1976 roku przeprowadził w ciągu pięciu minut prof. Tang Youzhi. Użył przy tym tylko złotej igły. Pacjentem był sam Mao Zedong. Według naszego profesora lekarze specjalizujący się w chińskiej medycynie tradycyjnej są w stanie postawić diagnozę na podstawie czterech parametrów: obserwacji, zapachu i słuchania, zadawania pytań oraz analizy pulsu. Na potwierdzenie tych słów na salę wchodzi kilkoro profesorów (dziwnie młodych jak na taki stopień naukowy) i diagnozuje chętnych z naszej grupy. Bezpłatnie. Płaci się tylko za przepisane zioła. W niektórych przypadkach, gdy sam badany opowie o swoich chorobach, przyznają iż medycyna chińska jest bezradna. W tym samym czasie rehabilitanci wykonują masaż stóp za jedyne 30 juanów. Potem proponują zakup olejków i kremów. Za dodatkową opłatą chcą też masować barki. W wypadku odmowy wyraźnie okazują swoje niezadowolenie.
W południe odwiedzamy ZOO, a konkretnie pawilon z pandami wielkimi. Te do niedawna zagrożone wyginięciem zwierzęta mają się obecnie dobrze. Podobno zaczęły się rozmnażać po tym, gdy umożliwiono im oglądanie filmów pornograficznych. Możliwe, bo ogólnie są bardzo leniwe. Zazwyczaj tylko śpią i obżerają się pędami bambusa.
O czternastej przyjeżdżamy do Pałacu Letniego usytuowanego nad jeziorem Kunming pod Pekinem. Cały kompleks pałacowy nazywany jest Ogrodem Naturalnej Harmonii. Rzeczywiście, urzeka on przepychem i rozmachem. Nad brzegiem jeziora zbudowany jest zadaszony ganek o długości jednego kilometra. Pokryty jest on, podobnie jak ten przy Świątyni Nieba, tysiącami malowideł. Wychodząc z tego niby tunelu natrafiamy na marmurową łódź, tkwiącą nieruchomo przy brzegu jeziora. Wybudowano ją na zlecenie cesarzowej Cixi (tej od sproszkowanych pereł).

Zdjęcia: Badaling, Pekin, Wielki Mur, CHINY
Badaling, Pekin, Wielki Mur, CHINY



Podobnie jak w innych miejscach, jest tu wielu turystów. Głównie Chińczyków. Niektórzy z nich przyjeżdżają z odległych prowincji, w których rzadko można ujrzeć Europejczyka. Jesteśmy więc dla nich sporą atrakcją. Niektórzy robią nam zdjęcia z ukrycia, inni natomiast proszą o pozowanie.
Po powrocie do Pekinu odwiedzamy obiekty olimpijskie z czasów IO w 2008 roku. Spacerujemy po błoniach i oglądamy stadion w kształcie ptasiego gniazda, wieżę telewizyjną i znicz olimpijski.
Na kolację otrzymujemy między innymi kaczkę po pekińsku. Są to cieniutkie plasterki kaczych piersi zawijane w małe naleśniki. Do tego podawane są pokrojone w wąskie paski warzywa, które można maczać w sosie. Porcje raczej symboliczne. Na szczęście były też inne potrawy.


Zdjęcia: Badaling, Pekin, Wielki Mur 2, CHINY
Badaling, Pekin, Wielki Mur 2, CHINY



O godzinie 20.40 wsiadamy do pociągu i odjeżdżamy do Xi’an. Przy wejściu na dworzec przechodzimy przez kontrolę biletów, bagażu i paszportów. Bilety są sprawdzane ponownie przy wejściu na peron i do pociągu. W każdym przedziale są cztery łóżka. Do dyspozycji pasażerowie mają kapcie i wrzątek. Każdy wagon ma dwie toalety: europejską i azjatycką (tu załatwia się w stylu alpejskim). Niestety, brak papieru toaletowego.

19.03 wtorek
O 8.30 przyjeżdżamy do Xi,an. Za nami 1184 km przejechane w 11 godzin i 43 minuty. Większość tego czasu przespałem. Xi’an przez 1300 lat było stolicą Chin. Obecnie liczy około 10 milionów mieszkańców, co przy Szanghaju czy Pekinie czyni je niewielkim miastem. Szczyci się najdłuższymi murami miejskimi w Chinach (14 km). Uchodzi za początek jedwabnego szlaku.
Zatrzymujemy się w hotelu Tianyou. Pokój jest duży. Do dyspozycji osobne łóżka, 4 gniazdka i przeszklone ściany łazienki.

Zanim udamy się do muzeum armii terakotowej, czeka nas najpierw wizyta w zakładzie produkcji terakoty. Oczywiście nie jest to typowy zakład produkcyjny, lecz jego namiastka, skrojona pod turystów. Ot, garstka gliny w kącie i kilka pracownic markujących wyrabianie. Za to za ścianą obrazy niczym w mitycznym sezamie. Wyroby z terakoty są niewątpliwie ładne, ale niesamowicie drogie, np. replika czterech żołnierzy armii terakotowej kosztuje tutaj 450 juanów. Ponadto można tu nabyć meble, dywany, biżuterię i masę mniej lub bardziej przydatnych bibelotów. Oczywiście cały czas słyszymy, że tylko tutaj można kupić oryginalne przedmioty, a w innych miejscach na pewno wcisną nam podróbki.
Docieramy wreszcie do mauzoleum wielkiej armii terakotowej. Liczy ona około 8 tysięcy figur. Zostały odkryte w 1974 roku podczas kopania studni, po przeszło dwóch tysiącach lat od zakopania. Do zwiedzania udostępniono je już w 5 lat później. Mamy tu trzy pawilony, muzeum i sklep z pamiątkami. Tłumy turystów. Bilet kosztuje 120 juanów. Przy wejściu podwójna kontrola. Pracownicy sami wkładają bilety do automatu. Zwiedzamy przez 2 godziny. Część terakotowych figur nie jest jeszcze odkopana i spoczywa w ziemi od czasu pogrzebu pierwszego cesarza Qin Shi.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Wzgórze Węglowe, CHINY
Pekin, Pekin, Wzgórze Węglowe, CHINY



W okolicy piękne ogrody z kwitnącymi różami.
Z mauzoleum przemieszczamy się na mury miejskie, gdzie spędzamy prawie godzinę. Po drodze widzieliśmy rowerzystę z rozwaloną głową, leżącego na ulicy w kałuży krwi. Tu trzeba zaznaczyć, że sporo Chińczyków przemieszcza się na skuterach i rowerach. Generalnie jeżdżą płynnie i bezpiecznie, ale rzadko który ma na głowie kask.

Na kolację zaserwowano nam 16 rodzajów pierogów. Wystarczyło zjeść po jednym z każdego talerza, aby poczuć się sytym. Po tej pierogowej uczcie udaliśmy się autokarem na wieczorne zwiedzanie Xi’an (25 USD). Najpierw pojechaliśmy nad jezioro Południowe, nad którym pięknie odbijały się w wodzie fasady podświetlonych budynków.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Zakazane Miasto, CHINY
Pekin, Pekin, Zakazane Miasto, CHINY



Następnie bajecznie oświetlonym deptakiem podążyliśmy w stronę Wielkiej Pagody Dzikiej Gęsi. Co kilkadziesiąt metrów spotykaliśmy grające zespoły lub pojedynczych muzyków, śpiewaków i mimów. Wśród przewalających się tłumów nie było widać osób pijanych czy też narkomanów. Za narkotyki zresztą w tym kraju można zarobić czapę.
Zatrzymaliśmy się przed wspomnianą wyżej pagodą, żeby obejrzeć pokaz tańczących fontann. Podobne show widziałem już w Pradze oraz w Barcelonie. Wszędzie przyciągało tłumy widzów.
20.03 Środa

Opuszczamy hotel o dziewiątej i jedziemy do muzeum Xi’an. Przechodzimy przez park obok Małej Pagody Dzikiej Gęsi. Spotykamy tu kilka osób ćwiczących tai chi przy dźwiękach muzyki.
Po krótkiej wizycie w muzeum Xi’an zostajemy zaproszeni na lekcję kaligrafii. Siadamy w ławkach. Na pulpitach przed nami leży papier ryżowy, obok stoi kałamarz z tuszem i pędzelkiem. Przy tablicy zaś oczekuje nas nauczycielka. Wprowadza nas pokrótce w tajniki języka i znaków. Jest to oczywiście bardzo skomplikowane, bo w Chinach obok urzędowego mandaryńskiego jest wiele innych języków, które nazywa się dialektami. Tak czy owak, zanim zacznie się poważną naukę, trzeba opanować 201 podstawowych znaków. My mamy za zadanie wykaligrafować tylko jeden. Bo też nie chodzi o to, żeby nas czegoś nauczyć, ale - o czym przekonujemy się za chwilę – pokazać ornamenty wychodzące spod pędzelka kolejnego profesora. Podobno tworzy je za darmo, ale należy zapłacić za materiały. Jakby nie patrzeć, za kartkę z kwiatuszkami i znakami symbolizującymi szczęście lub miłość trzeba wybulić 100 juanów.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Zakazane Miasto 2, CHINY
Pekin, Pekin, Zakazane Miasto 2, CHINY



W samo południe docieramy do dzielnicy ludu Hui. Ta mniejszość muzułmańska wywodzi się prawdopodobnie z Persów i Arabów przybyłych tu przed wiekami jedwabnym szlakiem. Oglądamy z zewnątrz drewniany meczet, bo do środka nie wolno wchodzić, po czym udajemy się na muzułmański bazar. Robimy tu trochę mniej lub bardziej potrzebne zakupy, np. herbatę, figi czy przyprawy.
Ireneusz Gębski

Zdjęcia

CHINY / Pekin / Teatr Czerwony / Legenda Kung fuCHINY / Pekin / Teatr Czerwony / Legenda Kung fu 2CHINY / Pekin / Tiananmen / MaoCHINY / Pekin / Pekin / Marmurowa łódźCHINY / Pekin / Pekin / Pałac LetniCHINY / Pekin / ZOO / Panda wielkaCHINY / Pekin / Wzgórze Węglowe / PawilonCHINY / Pekin / Pekin / Świątynia NiebaCHINY / Pekin / Pekin / Świątynia Nieba 2CHINY / Pekin / Dolina Mingów / Święta DrogaCHINY / Pekin / Badaling / Wielki MurCHINY / Pekin / Badaling / Wielki Mur 2CHINY / Pekin / Pekin / Wzgórze WęgloweCHINY / Pekin / Pekin / Zakazane MiastoCHINY / Pekin / Pekin / Zakazane Miasto 2

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl