Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

V cz Chiny w dwa tygodnie: Pekin - Pingyao - Xi'an - Luoyang - Pekin raz jeszcze > CHINY


Jolenka Jolenka Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie CHINY / Pekin / Świątynia Nieba / Pekin Świątynia NiebaPora na powrót do Pekinu! Tym razem poczytajcie o Świątyni Nieba, Jing Shan – Wzgórzach Widokowych, Wielkim Murze, Pałac Letni, Wioska olimpijska, Kaczce po pekińsku.

O 19:30 mamy pociąg do Pekinu, mamy poczucie, jakbyśmy wracali do domu . Wagon soft sleeper ma przedziały zamykane. W każdym przedziale są cztery łóżka; dwa na dole i dwa na górze oraz własny, jeden na przedział dystrybutor wrzątku. Z głośniczków leci muzyka, jest miło i przytulnie. W wagonie jest też przyzwoita łazienka, w której można np. umyć zęby. Soft sleeper jest super. Jedziemy z parą starszych Chińczyków, którzy bardzo opornie, na migi poprosili nas, żebyśmy im odstąpili miejsce na dole. Miejsca na dole są droższe, ale dla nas nie miało większego znaczenia, a nie wyobrażam sobie starszej pani wspinającej się na wyższe łóżko, bo nie było to takie łatwe, a my sobie z tym mogliśmy poradzić bez problemu. W przedziale jest dużo miejsca na bagaże, nie trzeba się stresować. Po zajęciu miejsc zrobiliśmy sobie na kolację polskie chińskie dania instant i położyliśmy się spać słuchając relaksującej muzyczki z przedziałowych głośniczków.

Zdjęcia: Pociąg, Luoyang - Pekin, Soft Sleeper, CHINY
Pociąg, Luoyang - Pekin, Soft Sleeper, CHINY



20 IX Pekin

Podróż soft sleeperem minęła przyjemnie, pewnie nawet byśmy się dobrze wyspali, ale nasi mili chińscy współpasażerowie nie mogli spać i cały czas gdzieś chodzili, a wracając nie umieli otworzyć drzwi i szarpali nimi dłuższy czas aż nie pozostały w nas nawet resztki snu.
Wracając do Pekinu czuliśmy się, jakbyśmy wracali do domu, polubiliśmy to miasto. Z dworca zachodniego, na który przyjechał nasz pociąg dostaliśmy się do centrum z dwoma przesiadkami (na jednym bilecie oczywiście) szybko i sprawnie. Z bagażami udaliśmy się do Hyde hostelu, w którym mieszkaliśmy poprzednio i zarezerwowaliśmy ponownie. Zostawiliśmy na recepcji bagaże, umyliśmy się i postanowiliśmy skorzystać z faktu, że jest wcześnie rano i pojechać do Tiantan - Świątyni Nieba.

Autobusem 729 przejechaliśmy trzy przystanki (1Y/os), pogoda była piękna, okazało się, że w Pekinie jednak słońce może przedrzeć się przez smog.
Bilety zniżkowe do parku były tylko dla studentów z Chin, więc kupujemy normalne za 35Y/os. W parku jest bardzo wielu ludzi, wszyscy uprawiają jakąś formę aktywności fizycznej; od spacerów ze staruszkami lub niepełnosprawnymi, po tai chi, taniec, układy taneczne z białą bronią, odbijanie piłeczkami, gimnastykę, po kaligrafowanie na chodniku pędzlem maczanym w wodzie.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Kalifrafia na ziemi, CHINY
Pekin, Pekin, Kalifrafia na ziemi, CHINY



Po obejściu parku idziemy zobaczyć jeszcze piękny Qinian Dian; Pawilon Modlitwy o Dobroczynny Urodzaj, który znajduje się na wielu widokówkach z Pekinu. Jest to trzypiętrowa, okrągła budowla, przy tworzeniu której nie użyto ani jednego gwoździa.

Zdjęcia: Świątynia Nieba, Pekin, Pekin Świątynia Nieba, CHINY
Świątynia Nieba, Pekin, Pekin Świątynia Nieba, CHINY



Po przedpołudniu w pekińskim parku pojechaliśmy na śniadanie - kluseczki ze szpinakiem (10Y) oraz piwko (10Y). Potem wróciliśmy do Hyde, aby się zakwaterować. Po ożywczym prysznicu znów wyruszamy, tym razem piechotą przez Tiannanmen do Jing Shan; Wzgórza Widokowego mieszczącego się za zakazanym miastem. Po drodze jemy jeszcze lokalny przysmak; szaszłyk z małych jabuszek oblany lukrem. Wstęp na wzgórze kosztuje zaledwie 2Y/os. Widok z góry jest fantastyczny, świetnie widać całe Zakazane Miasto z jego złotymi dachami oraz dużą część Pekinu. Jest upalnie, więc postanawiamy zaryzykować i spróbować lodów, które wszyscy tutaj dookoła nas jedzą. Lody mają biało-przezroczysty kolor i smakują jak woda zmieszana z mlekiem zamarznięta wokół patyka; No bez szału.

Zdjęcia: Wzgórze Widokowe, Pekin, Wzgórze Widokowe, CHINY
Wzgórze Widokowe, Pekin, Wzgórze Widokowe, CHINY



W drogę powrotną też udajemy się piechotą, pomimo intensywnych namów ze strony sympatycznego rikszarza, który, jak się okazało, był osobą najlepiej mówiącą po angielsku ze wszystkich, jakie spotkaliśmy w Chinach. Nadal też chyba nienauczeni świętej prawdy; w Chinach nigdzie nie jest blisko. Do pokoju wróciłam tak zmęczona, że zasnęłam po trzech łykach piwa. Po drzemce, zrelaksowani poszliśmy wieczorem na fantastyczną kolację do naszej stałej knajpki. Był szpinak z orzechami i czosnkiem (moje ulubione danie), makaron z warzywami i tofu gong bao (z chili, orzechami i ogórkiem w sosie), do tego dwa piwka i za wszystko zapłaciliśmy 55 Y (około 27 zł) ; tak to można. W knajpce oprócz nas byli sami Chińczycy, więc było tak brudno na podłodze, że nie do wiary. Chińczycy wszystkie śmieci i resztki jedzenia wyrzucają/wypluwają na ziemię.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Kolacja ze szpinakiem, CHINY
Pekin, Pekin, Kolacja ze szpinakiem, CHINY



Po kolacji kupiliśmy baijiu, ażeby zrobić z niego drinka z colą… Nie był to dobry pomysł. Aromatyczne, bimbrowate baijiu w połączeniu z czymś jeszcze smakuje fatalnie, jeśli już pic, to czyste.
W między czasie jeszcze zweryfikowaliśmy jakość pokoju De Lux w naszym hostelu. Jako że nie było już możliwości zarezerwowania pokoju standard, to byliśmy zmuszeni do zakupu pokoju De Lux, oczywiście droższego, na Booking.com była informacja, że taki pokój jest z patio (ale nie kojarzyliśmy z poprzedniego pobytu, aby tu były jakieś możliwości na patio). Zapytaliśmy więc na recepcji o co chodzi z tym De Lux. Zapłaciliśmy więcej, a pokój wygląda identycznie, jak ten ekonomiczny, który mieliśmy przy poprzednim pobycie, być może skierowali nas do niewłaściwego pokoju? Ostatecznie dostaliśmy odpowiedź, że pokój De Lux różni się od zwykłego tym, że jest szerszy… o pół metra. Po tej cennej informacji poszliśmy do naszego deluxa nacieszyć się luksusem podwyższonego standardu.

21.IX
Dziś wstajemy wcześniej niż zwykle. Czas na zobaczenie tego, co było naszą pierwszą myślą, kiedy w ogóle powstał pomysł podróży do Chin… Dość sztampowo oczywiście, chodzi o Mur Chiński, który od dawna bardzo chcieliśmy zobaczyć na żywo.
Parę wskazówek, jak dostać się na Mur, bo okazało się, że to nie takie proste: Najpierw metrem ze stacji Qianmen (linia 2, pętla wokół centrum) pojechaliśmy 8 stacji do Jishuitan. Ze stacji Jishuitan trzeba wyjść wyjściem A i jak się wyjdzie, to nie iść na wprost, tylko w przeciwną stronę (!), potem około 0,5 km piechotą (po drodze mija się masę różnych przystanków autobusowych, ale one nie są właściwe, trzeba iść dalej i dalej), w końcu dochodzi się do małego dworca (nazwa De Sheng Men – to chyba nazwa dzielnicy czy coś) na którym jest sporo ludzi i wielkie zamieszanie. Na tym dworcu wsiadamy w autobus nr 887 do Badaling, cena biletu to 12Y/os, a podróż w jedną stronę trwa około 1 godziny, w zależności od natężenia ruchu w Pekinie. Od miejsca postoju autobusów do wejścia na Mur jest jeszcze około 0,5 km piechotą. Kasy biletowy są tuż przy wejściu na Mur, a nie przy parkingu (tam są tylko budki z jedzeniem i pamiątkami).
Po drodze do kas kupujemy sobie „kanapkę” – ciepły, świeżo robiony naleśnik z jajkiem, cebulą, sałatą i jakimś dużym czipsem, kosztuje 10Y i jest raczej średnio smaczne.

Bilety na Mur kosztują 45Y/os, ale udaje nam się kupić studenckie po 25Y/os, pani przy kasie nawet nie poprosiła o dokumenty. Badaling jest najbliżej Pekinu oraz najłatwiej tutaj dojechać, co wiąże się niestety z faktem, że jest tam tłum ludzi, dziki tłum. Wchodząc na mur możemy obrać jeden z dwóch możliwych kierunków – mur południowy lub mur północny. Obserwujemy, że większość osób idzie w prawo na mur północny, więc podążamy w przeciwnym kierunku – na mus południowy. Już po chwili zrozumieliśmy, dlaczego osoby piszące porady dla osób wybierających się do Chin zawsze piszą, aby iść na mur w wygodnym obuwiu… Tak miejscami naprawdę jest bardzo stromo i spacer po murze to nie relaks, tylko wspinaczka, bardzo przyjemna, ale też męcząca (szczególnie w upale). W planie mieliśmy, aby iść jak najdalej w jedną stronę, liczyliśmy, że po godzinnym lub dwugodzinny marszu powinniśmy dość do etapu, gdzie będzie pusto lub prawie pusto i będziemy mogli podziwiać mur w spokoju. Po około 40 minutach marszu okazało się jednak, że mur jest zamknięty (wcześniej nie ma na ten temat żadnych informacji, chyba, że po chińsku cos było ), a zwiedzanie ograniczone do krótkiego obszaru, na tyle krótkiego, że w całości jest oblężony przez zwiedzających i żeby porobić zdjęcia, na których wyglądałoby że jesteśmy tylko my i mur, to trzeba się było dobrze nagimnastykować. Więc wybierając się na mus w Badaling nie liczmy na dłuższy spacer po murach oraz na jakąś formę samotności i spokojnego podziwiania tego fantastycznego jednak zabytku. Po rozczarowaniu zamkniętym przejściem w części południowej, wróciliśmy i poszliśmy na część północną. Tak okazało się, że na części południowej to w sumie było jeszcze całkiem pusto, bo na części północnej było gorzej niż na jarmarku – maaaaaaasa Chińczyków. Do części północnej bowiem dochodzą dwie kolejki, a wygodni Chińczycy lubią z takich rzeczy korzystać, bo jeśli można dojechać, to po co iść?! No to część idzie, cześć dojeżdża pierwszą kolejką, a kawałek dalej do tych dwóch grup dołącza jeszcze jedna z drugiej kolejki i nastaje ludzki armagedon.

Zdjęcia: Mud Chiński, Pekin, Mur Chiński, CHINY
Mud Chiński, Pekin, Mur Chiński, CHINY



Na początku jakoś się przeciskamy i dzielnie brniemy do przodu, potem krótka przerwa na zimne piwko przytargane w plecaku (o jak dobrze ), potem spoglądamy raz jeszcze na tłum i dajemy za wygraną, nie mamy już siły i cierpliwości, a tłum gęstnieje i gęstnieje, więc uciekamy. Jeśli możemy coś zasugerować przyszłym podróżnikom, to faktycznie do Badaling jest najłatwiej dojechać, ale może warto podjechać trochę dalej i mieć kawałek muru tylko dla siebie i nie obserwować z niego autostrady biegnącej tuż obok, bo zaburza to nieco piękno krajobrazu.
Po południu wracamy do Pekinu, nadal jest piękna, upalna pogoda. Do Pekinu wracamy autobusem 877, koszt 12Y/os. Do autobusu jest jedna kolejka, jak my staliśmy, to była długa, ale szła szybko, bo co chwilę podjeżdżał kolejny autobus. Po zakupie biletu trzeba go mieć przy sobie całą drogę, bo zdarzają się kontrole, u nas autobus zatrzymano na poboczu i jakaś pani inspektor weszła i po kolei wszystkim sprawdzała bilety.
W drodze z metra do hostelu postanawiamy kupić trochę owoców, bo zauważyliśmy, że niezbyt zdrowo się odżywiamy tutaj, praktycznie żadnych witamin, w Polsce codziennie jemy warzywa i nabiał, a tutaj cały czas węglowodany i tłuszcze – taka kuchnia . Za kistkę winogron oraz jednego banana płacimy 13Y, czyli prawdopodobnie około 3 – 4 razy drożej niż Chińczycy, jest tutaj specjalna stawka dla białych, a my znów zapomnieliśmy ustalić cenę przed zakupem – kolejna nauczka – jeśli nie ma z góry zapisanych cen, zawsze trzeba zapytać.
Po południu relaks, owoce i polskie chińskie zupki. Wieczorem udajemy się w poszukiwaniu bankomatu, bo zaplanowaliśmy jeszcze kilka wydatków większych związanych z pamiątkami dla siebie i rodziny, a pieniądze się już kończą. W Bank Of China obok nas bankomat nie chciał współpracować, więc lekko się zestresowaliśmy, ale kawałek dalej, przy tej samej ulicy (Qianmen Dajie) znaleźliśmy kilka bankomatów obok siebie i jeden z nich był uprzejmy dać nam trochę pieniędzy.
Z lepszym samopoczuciem i gotówką w portfelu wędrujemy po sklepach i znajduję przepięęęęęęęęeeekną sukienkę, przymierzam rozmiar M (mój normalny rozmiar to S/M), okazuje się, że nawet się nie zapnę, rezygnuję przygnębiona, potem w kolejnym sklepie jest ta sama sukienka, przymierzam tym razem XL (to przecież Chiny) i jest jedynie trochę za szeroka, no ale nie leży jednak idealnie. Odpuszczam temat… Po krótkim czasie stwierdzam jednak, że jak jej nie kupię, to będzie mi się śniła po nocach, bo jest wyjątkowo piękna… W końcu w trzecim z kolei sklepie po przymiarce za trzymaną przez panią ekspedientkę szmatą, decydują się na zakup, wierząc z magiczne ręce mojej teściowej, która z maszyną do szycia potrafi zdziałać cuda (i zdziałała, jak się okazało po powrocie). Kontynuując naszą zakupową wycieczkę zainteresowaliśmy się wszędobylskimi efekciarskimi, bardzo mocnymi laserami sprzedawanymi na Qianmen. Spodobały nam się bardzo (trochę miej ich cena, ale świadomość że w Polsce kosztuje to znacznie więcej łagodziła ten ból), ale w końcu po długich negocjacjach dokonujemy zakupu i jesteśmy zadowoleni.
Po długich i owocnych zakupach idziemy na zasłużoną nagrodę – pyszną kolację w naszej ulubionej knajpce. Dzisiaj kurczak z ogórkiem w sosie sojowym (18Y), fasolka szparagowa (18Y) w drobno zmieloną wieprzowiną (była tak słona, że nie dało się przełknąć) oraz ogromnymi ilościami chili – było to dla mnie niejadalne, ale przynajmniej się ubawiliśmy tym, że wydawało nam się, że już się umiemy tutaj dogadać. Za moje pytanie czy danie z obrazka (ta fasolka) jest na ciepło czy na zimno (najprostszymi słowami – hot or cold?) pan kelner w końcu powiedział że hot (czyli tak jak chciałam, żeby to było ciepłe danie), upewniłam się raz jeszcze, czy to na pewno jest hot (gorące), pan żarliwie potwierdził, że tak, tak – hot! Więc chcąc mi zrobić dobrze dał mi zimną fasolkę nienormalnie ostrą (jego rozumienie „hot”, gdzie więcej było chili niż fasolki . Do tego dwa piwka. Jutro w planie słynna kaczka po pekińsku.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Hot fasolka, CHINY
Pekin, Pekin, Hot fasolka, CHINY



22 IX
Dzisiaj za oknem jest pochmurnie, pogoda się trochę zepsuła, więc nie spieszymy się rano. Dziś zamierzamy zwiedzić Pałac Letni. Z Qianmen (linia 2) jedziemy do Xizhimen, tam przesiadamy się na linię nr 4 i wysiadamy na stacji Beigongmen. Po wyjściu ze stacji trzeba iść w lewo, a dokładnie obrócić się o 180 stopni i iść.

Wejście do Pałacu kosztuje 30Y/os, lub 60Y/os jeśli chcemy bilet ze wstępami do wszystkich obiektów w środku (pojedyncze bilety można dokupić już po wejściu jeśli chcemy). Kupujemy bilet za 30Y. Kompleks jest ogromny, okazuje się, że spokojnie można poświęcić calutki dzień na pobyt tam. Jest to naprawdę bardzo duży teren z licznymi świątyńkami, altanami, wielkim jeziorem, ogrodami… Jest co oglądać. My nie spędziliśmy tam bardzo wiele czasu (2,5h), bo pogoda była średnia. Po wyjściu bardzo głodni idziemy do pobliskiego KFC na happy hours i cały zestaw kosztuje nas 15Y/os.

Zdjęcia: Pałac Letni, Pekin, Pałac Letni - marmurowa łódź, CHINY
Pałac Letni, Pekin, Pałac Letni - marmurowa łódź, CHINY



Po obiedzie jedziemy do wioski olimpijskiej – z Beigongmen do Haidian Huang, w Haidian Huang przesiadka w linię nr 10 do Beitucheng, potem przesiadka w linię nr. 8 i jeden przystanek do Olimpic Sports Center.

Podziwiamy piękny stadion – ptasie gniazdo i tablice z wyrytymi nazwiskami zdobywców medali olimpijskich w 2008 roku, robi to wrażenie i cieszy, bo są tam wyryte też polskie nazwiska.

Zdjęcia: Pekin, Pekin, Tomasz Majewski tablica, CHINY
Pekin, Pekin, Tomasz Majewski tablica, CHINY



Wracając wsiadamy w linię nr. 8, która już bezpośrednio łączy się z naszą linią nr 2, którą docieramy do domu. Chwila wytchnienia w pokoju i wyruszamy na zakup kolejnych prezentów.

Ważna wskazówka, trzeba się targować, koniecznie. Chińczycy w większości uwielbiają się targować i bądźmy pewni, że sprzedając nam coś „za darmo już całkiem”, nadal dobrze na tym zarabiają. Tak gdzie możliwe jest targowanie się bardzo łatwo schodzimy z ceny co najmniej o połowę, a może się okazać, że półgodzinnym targowaniu się i zrobieniu zakupów za mniej niż połowę ceny wyjściowej, pójdziemy kawałek dalej do sklepu gdzie te samy rzeczy będą jeszcze taniej niż je kupiliśmy „za darmo”. Tak więc szczególnie przy zakupach pamiątek warto poświęcić trochę czasu i zrobić mały zwiad w różnych uliczkach, im mniejszy ruch turystyczny, tym ceny powinny być niższe.
Kupiliśmy masę ładnych rzeczy, dla siebie do domu piękny zestaw pałeczek oraz butelkę chińskiego wina. Nie wiemy czego możemy się po tym winie spodziewać, bo nie jest to popularny trunek w tej części Chin. Chińczycy piją przede wszystkim piwo oraz swoje baijiu, wino stoi na półkach raczej jako ekstrawagancja dla turystów.

Wieczorem nadeszła pora na wyczekaną kolację z pekińską specjalnością. W naszej ulubionej knajpce zamówiliśmy kaczkę po pekińsku. Jest to najdroższe danie w większości restauracji, ale podobno nie można wyjechać z Pekinu bez spróbowania go. Stwierdziliśmy, że całej kaczki nie zjemy i poprosiliśmy o połowę tylko. Cena za połowę to 50Y (cała to 88Y), do tego jeszcze dwie przystawki i dwa piwka. Nasza super kolacja nie do końca wyglądała tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Najpierw dostaliśmy na talerzu skórę z odrobiną mięsa przy skórze i tłuszczu, do tego naleśniki, cebulka i ogórek. Potem przyszły kości do obgryzienia. Skubnęliśmy trochę mięsa spod skóry, obgryźliśmy kości no i czekaliśmy niecierpliwie na to mięso z połowy kaczki… Czekaliśmy, czekaliśmy… Ale nic już nie przyszło. Okazało się, że ta odrobina skóry i kości to była w ich mniemaniu właśnie połowa kaczki. Byliśmy bardzo, bardzo zawiedzeni. Doszliśmy do wniosku, że cena 88Y za kaczkę, to nie jest cena za kaczkę, ale pewnie za jakąś porcyjkę, a my tej porcji wzięliśmy pół. Wiemy, że tradycyjnie podaje się mięso ze skórą, ale niestety u nas była prawie sama skóra, więc ledwo poczuliśmy w ogóle smak mięsa. Generalnie ta kolacja, która miała być najlepszym kulinarnym doświadczeniem w Chinach, była naszą największą porażką. Była to nasza najdroższa i jednocześnie najgorsza kolacja. Wracamy najedzeni przystawkami i piwem mając poczucie, że nie spróbowaliśmy ich najsłynniejszego dania.

23 IX
No i przyszedł w końcu dzień wyjazdu. Pakujemy swoje rzeczy i wszystkie prezenty, nawet się pomieściło. Na śniadanie idziemy do naszej śniadaniowej knajpki, zamawiamy więcej niż zwykle – dla Sławka kluski ze szpinakiem, a z racji, że ja już trochę nie mogę patrzeć na te kluski, zamawiam pierogi z mięsem. Do tego dwa rodzaje sałatki – razem kosztowało to 20Y tylko.
Wracamy do hostelu po polary, bo leje, wieje i jest bardzo zimno, a my się przeziębiliśmy w między czasie. Poszliśmy kupić jeszcze pocztówki i jakieś ostatnie drobiazgi do domu. Po powrocie do Hyde rozgrzewamy się herbatą (w Chinach w każdym pokoju jest czajnik i kubeczki) i prysznicem. Chwila na relaks, dopakowanie się do końca i o 12:00 się wykwaterowujemy. Mamy bardzo dużo czasu wolnego teraz, więc w planie było jechać coś zwiedzać jeszcze, ale pogoda jest okropna, a my przeziębieni coraz mocniej więc odpuściliśmy już, zamiast tego wzięliśmy aspirynę i poszliśmy coś zjeść. Poszliśmy do McDonalda na happy hour – 3 zestawy (kanapka, frytki i cola) – 45Y (tylko 15Y za zestaw). Potem wizyta na poczcie i zakup znaczków (4,5Y/znaczek). W naszym pieczołowicie obliczonym budżecie nie policzyliśmy sobie kartek i znaczków, więc musieliśmy raz jeszcze wybrać się do Bank of China i wymienić resztkę dolarów trzymaną na „jak by co”.
Pogoda się poprawiła, przestało podać i wiało mniej, więc wybraliśmy się na długi spacer gdzieś przed siebie. Zupełnie przypadkowo dotarliśmy do miejsca, które bardzo chcieliśmy zobaczyć, ale nie wiedzieliśmy, gdzie się ono znajduje. Była to alejka obrzydliwości, czyli słynne miejsce, gdzie można zjeść przedziwne rzeczy (i obleśne dla większości Europejczyków).

Alejka zaczynała się straganem z żywymi (sic!!!) skorpionkami nabitymi na patyczki w celu ugrillowania na świeżo, dalej były maleńkie kurczątka w całości (ze wszystkim w środku) nabite na patyk i upieczone na grillu, jadło się je z patyka jak watę cukrową. Jak zobaczyłam, jak starsza Chinka wcina takie kurczątko odsłaniając mu wnętrzności jednym większym gryzem to

zrobiło mi się niedobrze. Poza tym były tam najróżniejsze flaki, jakieś dziwne wnętrzności, grillowane, duże, paskudne pająki, rozgwiazdy itp. Generalnie tłum ludzi i dużo osobliwości kulinarnych. Warto zobaczyć i może coś spróbować, choć żadne z nas się nie odważyło tknąć czegokolwiek.

Wracamy w stronę Tiananmen, żeby raz jeszcze przejść się po placu. Jest już bogato przystrojony (święto narodowe tuż tuż), wszędzie jest masa kwiatów, nowo powstałe klomby, powiewające dumnie czerwone flagi, wielki sztuczny bukiet kwiatów pośrodku oraz bardzo wielu mundurowych. Przy wejściu na plac bardzo dokładne kontrole – obmacywanie, sprawdzenie torebek, a nawet odkręcanie termosów, aby skontrolować ich zawartość, ale to tylko w przypadku Chińczyków, my przechodzimy jak byśmy byli przezroczyści.
Potem jeszcze spacer po uliczkach targowych i kolejne targowanie się i zejście do 1/3 ceny. Chińczyk nie chciał odpuścić, więc powiedzieliśmy że nie chcemy już, odwróciliśmy się i odeszliśmy, wtedy zaczął za nami krzyczeć, że ok, że może być taka cena, ale że to już za darmo oczywiście oddaje.
Powrót do hotelu i odpoczynek przy piwku. Lot mieliśmy w nocy (23:55), więc wieczorem zebraliśmy graty, pożegnaliśmy się i ogarniając już lepiej kwestie transportowe pojechaliśmy metrem na lotnisko. Ze stacji Qianmen linią nr 2 do przystanku Dongzhimen, tam przesiadka na szybką kolej już bezpośrednio na lotnisko. Przed Dongzhimen z głośniczków idzie informacja po angielsku, że tutaj mają wysiąść osoby, które chcą dojechać do lotniska, potem na stacji kupuje się bilety na szybki pociąg i jedzie tanio i prosto na lotnisko (bez stania w korkach), zdecydowanie polecamy tę formę podróży na i z lotniska.
Na lotnisku dość długa kolejna do odprawy… A potem długa podróż, w Dubaju parę godzin na sen. Po przylocie do Dubaju ucieszyłam się, że już koniec ze słuchaniem charkających Chińczyków i w tym momencie usłyszeliśmy potężne, obleśne charknięcie i glut poleciał do kosza na śmieci. Fuj. Po kilkugodzinnej przerwie w Dubaju rano lot do Warszawy. W Warszawie wsiadamy w opóźniony chyba z godzinę pociąg (żeby poczuć, że jesteśmy w Polsce;) ) do Krakowa. Chorzy, potwornie zmęczeni, ale bardzo zadowoleniu, wracamy do domu mając poczucie, że byliśmy tam chyba z miesiąc.

Zdjęcia

CHINY / Pekin / Świątynia Nieba / Pekin Świątynia NiebaCHINY / Pekin / Wzgórze Widokowe / Wzgórze WidokoweCHINY / Pekin / Mud Chiński / Mur ChińskiCHINY / Pekin / Pałac Letni / Pałac Letni - marmurowa łódźCHINY / Luoyang - Pekin / Pociąg / Soft SleeperCHINY / Pekin / Pekin / Kalifrafia na ziemiCHINY / Pekin / Pekin / Kolacja ze szpinakiemCHINY / Pekin / Pekin / Hot fasolkaCHINY / Pekin / Pekin / Tomasz Majewski tablica

Dodane komentarze

lenk dołączył
02.03.2012

lenk 2014-06-21 20:34:45

"Prosto ale ze szczegółami, które mogą się przydać. Bardzo dziękuję ;)"

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl