Artykuły i relacje z podróży Globtroterów
pomoc medyczna na Ukrainie > UKRAINA
paragon
relacje z podróży
Wyjeżdżaj±c na wakacje raczej nie my¶limy o rzeczach nieprzyjemnych, które mog± nas spotkać. Ale niestety, czasem zdarza się, że i nam przytrafia się małe nieszczę¶cie. A je¶li podróżujemy z dziećmi, prawdopodobieństwo wzrasta dwukrotnie.
Podróżuj±c od lat, zawsze asekurowali¶my się dodatkowym ubezpieczeniem, wykupowanym na konkretny okres wyjazdu w jednej z licznych na rynku firm ubezpieczeniowych. Jad±c na Ukrainę moja apteczka zabrana z Polski wręcz "pękała w szwach", ale człowiek nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego...
Kilka dni przed powrotem do domu mój 9-letni syn obudził się rano ze spuchniętym policzkiem. Ponieważ na nic się nie uskarżał, postanowili¶my realizować plan na ten dzień, mianowicie zwiedzanie Białogrodu nad Dniestrem (ok. 100km od Odessy). Niestety, po południu, po wyj¶ciu z twierdzy policzek syna wygl±dał już monstrualnie, choć nadal nic go nie bolało. Zdecydowali¶my się pokazać go jakiemu¶ ukraińskiemu specjali¶cie.
Na ulicy zapytałam jedn± sympatyczn± mieszkankę, gdzie mogę szukać pomocy ze spuchniętym dzieckiem. Dokładnie wytłumaczyła mi, gdzie znajdę przychodnię. Kiedy wreszcie tam dotarli¶my okazało się, że to poliklinika stomatologiczna.
Super! - pomy¶lałam, lepiej nie mogli¶my trafić.
Budynek przychodni to trzypiętrowa szaro-bura bryła z mnóstwem drewnianych, starych okien i dużymi szklanymi drzwiami wej¶ciowymi. Po prawej stronie od wej¶cia znaleĽli¶my rejestrację - malutkie okienko,a w nim starsz± kobietę z siwym kokiem. Była bardzo zaskoczona, kiedy tłumaczyłam jej nasz przypadek. Zaczęła zakładać nam kartę, musiałam jej zapisać cyrylic± wszystkie dane dziecka. Kazała nam czekać pod gabinetem na pierwszym piętrze, aż przyjdzie lekarz. Ale wcze¶niej powiedziała, żeby jedno z rodziców poszło do apteki i kupiło rękawiczki sterylne. Nawet słowem nie wspomniała o ubezpieczeniu, płatnej wizycie czy jakichkolwiek rozliczeniach.
Pół godziny póĽniej przyszła pani doktor, malutka, korpulentna osóbka z mił± aparycj±. Poprosiła nas do gabinetu i usadziła syna w fotelu. Gabinet wygl±dał bardzo skromnie. Fotel pamiętał pewnie czasy moich rodziców, ale było czysto, co mnie nieco uspokajało. Fachowym okiem zerknęła pani doktor na policzek (założywszy wcze¶niej zakupione przez nas rękawiczki) po czym poinformowała nas, że musi to zobaczyć chirurg, bo ona się nie podejmuje. Wzięła nasz± kartę i zaprowadziła piętro wyżej pod gabinet chirurga. Tam już czekał na krzesełkach i pod ¶cianami spory tłumek ludzi ze zbolałymi minami. Wszyscy gapili się na nas, a ja czułam się jak atrakcja turystyczna.
Do gabinetu zostali¶my poproszeni bez kolejki, po prostu wyszła pielęgniarka i usłyszeli¶my: " Rebienok iz Polszy, pażałusta!". Wszyscy z korytarza odprowadzili nas wzrokiem. Pomieszczenie, do którego weszli¶my, było dużo większe od poprzedniego, ale równie biedne. Ze ¶cian odłaziła zielona lamperia, na podłodze kafelki spękały ze staro¶ci, a metalowa spluwaczka była cała zardzewiała od wody. Na szczę¶cie pan doktor miał swoje rękawiczki, które założył zanim zacz±ł ogl±dać buzię syna i czysty zielony fartuch. Zaczęli¶my prowadzić ciekaw± konwersację, on posługiwał się rosyjskim językiem medycznym, a ja próbowałam to ogarn±ć. Stanęło na tym, że trzeba usun±ć zęba (na szczę¶cie mleczak!), bo w tej temperaturze, jaka teraz panuje, ropień będzie rósł bez opamiętania i sam antybiotyk nie pomoże.
Otworzył star± skrzypi±c± szafkę z narzędziami wisz±c± na ¶cianie i wyj±ł duż± metalow± strzykawkę - kiedy¶ tak± widziałam na filmie, u nas powszechne s± jednorazówki - na widok której moje dziecko już nie wytrzymało i wybuchnęło płaczem. Nie bardzo mogłam się skupić na pocieszaniu syna, gdyż bacznie obserwowałam, czy igła jest jednorazowa i czy wszystkie narzędzia s± wyjmowane z wysterylizowanych opakowań. Były!
Oszczędzę opisu krwawego zabiegu. Usuwanie zęba trwało może trzy minuty - po jednej na każdy korzeń. Lekarz nawet nie poczekał, aż znieczulenie zacznie działać i nie przeszkadzało mu, że dziecko wije się na fotelu z bólu. Po wszystkim dostali¶my kawałek kartki z zapisanymi lekami do wykupienia w aptece i opu¶cili¶my gabinet. Byłam cała spocona, trzęsły mi się ręce, a serce waliło jak oszalałe. Przy wyj¶ciu zaczepiła nas rejestratorka z okienka i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Sceptycznie popatrzyłam na zapłakanego syna i zaczęłam szczerze w to w±tpić. Zapytałam czy co¶ płacimy, a ona tylko wzruszyła ramionami - "nie nużna"
Po wykupieniu leków (w tym antybiotyk - BEZ RECEPTY! i lek przeciwzapalny) poszli¶my do sklepu i kupili¶my najzimniejsz± butelkę piwa, jak± udało się nam znaleĽć w lodówce. Przyłożona do policzka, dawała synowi jako takie ukojenie.
Kilka dni przed powrotem do domu mój 9-letni syn obudził się rano ze spuchniętym policzkiem. Ponieważ na nic się nie uskarżał, postanowili¶my realizować plan na ten dzień, mianowicie zwiedzanie Białogrodu nad Dniestrem (ok. 100km od Odessy). Niestety, po południu, po wyj¶ciu z twierdzy policzek syna wygl±dał już monstrualnie, choć nadal nic go nie bolało. Zdecydowali¶my się pokazać go jakiemu¶ ukraińskiemu specjali¶cie.
Na ulicy zapytałam jedn± sympatyczn± mieszkankę, gdzie mogę szukać pomocy ze spuchniętym dzieckiem. Dokładnie wytłumaczyła mi, gdzie znajdę przychodnię. Kiedy wreszcie tam dotarli¶my okazało się, że to poliklinika stomatologiczna.
Super! - pomy¶lałam, lepiej nie mogli¶my trafić.
Budynek przychodni to trzypiętrowa szaro-bura bryła z mnóstwem drewnianych, starych okien i dużymi szklanymi drzwiami wej¶ciowymi. Po prawej stronie od wej¶cia znaleĽli¶my rejestrację - malutkie okienko,a w nim starsz± kobietę z siwym kokiem. Była bardzo zaskoczona, kiedy tłumaczyłam jej nasz przypadek. Zaczęła zakładać nam kartę, musiałam jej zapisać cyrylic± wszystkie dane dziecka. Kazała nam czekać pod gabinetem na pierwszym piętrze, aż przyjdzie lekarz. Ale wcze¶niej powiedziała, żeby jedno z rodziców poszło do apteki i kupiło rękawiczki sterylne. Nawet słowem nie wspomniała o ubezpieczeniu, płatnej wizycie czy jakichkolwiek rozliczeniach.
Pół godziny póĽniej przyszła pani doktor, malutka, korpulentna osóbka z mił± aparycj±. Poprosiła nas do gabinetu i usadziła syna w fotelu. Gabinet wygl±dał bardzo skromnie. Fotel pamiętał pewnie czasy moich rodziców, ale było czysto, co mnie nieco uspokajało. Fachowym okiem zerknęła pani doktor na policzek (założywszy wcze¶niej zakupione przez nas rękawiczki) po czym poinformowała nas, że musi to zobaczyć chirurg, bo ona się nie podejmuje. Wzięła nasz± kartę i zaprowadziła piętro wyżej pod gabinet chirurga. Tam już czekał na krzesełkach i pod ¶cianami spory tłumek ludzi ze zbolałymi minami. Wszyscy gapili się na nas, a ja czułam się jak atrakcja turystyczna.
Do gabinetu zostali¶my poproszeni bez kolejki, po prostu wyszła pielęgniarka i usłyszeli¶my: " Rebienok iz Polszy, pażałusta!". Wszyscy z korytarza odprowadzili nas wzrokiem. Pomieszczenie, do którego weszli¶my, było dużo większe od poprzedniego, ale równie biedne. Ze ¶cian odłaziła zielona lamperia, na podłodze kafelki spękały ze staro¶ci, a metalowa spluwaczka była cała zardzewiała od wody. Na szczę¶cie pan doktor miał swoje rękawiczki, które założył zanim zacz±ł ogl±dać buzię syna i czysty zielony fartuch. Zaczęli¶my prowadzić ciekaw± konwersację, on posługiwał się rosyjskim językiem medycznym, a ja próbowałam to ogarn±ć. Stanęło na tym, że trzeba usun±ć zęba (na szczę¶cie mleczak!), bo w tej temperaturze, jaka teraz panuje, ropień będzie rósł bez opamiętania i sam antybiotyk nie pomoże.
Otworzył star± skrzypi±c± szafkę z narzędziami wisz±c± na ¶cianie i wyj±ł duż± metalow± strzykawkę - kiedy¶ tak± widziałam na filmie, u nas powszechne s± jednorazówki - na widok której moje dziecko już nie wytrzymało i wybuchnęło płaczem. Nie bardzo mogłam się skupić na pocieszaniu syna, gdyż bacznie obserwowałam, czy igła jest jednorazowa i czy wszystkie narzędzia s± wyjmowane z wysterylizowanych opakowań. Były!
Oszczędzę opisu krwawego zabiegu. Usuwanie zęba trwało może trzy minuty - po jednej na każdy korzeń. Lekarz nawet nie poczekał, aż znieczulenie zacznie działać i nie przeszkadzało mu, że dziecko wije się na fotelu z bólu. Po wszystkim dostali¶my kawałek kartki z zapisanymi lekami do wykupienia w aptece i opu¶cili¶my gabinet. Byłam cała spocona, trzęsły mi się ręce, a serce waliło jak oszalałe. Przy wyj¶ciu zaczepiła nas rejestratorka z okienka i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Sceptycznie popatrzyłam na zapłakanego syna i zaczęłam szczerze w to w±tpić. Zapytałam czy co¶ płacimy, a ona tylko wzruszyła ramionami - "nie nużna"
Po wykupieniu leków (w tym antybiotyk - BEZ RECEPTY! i lek przeciwzapalny) poszli¶my do sklepu i kupili¶my najzimniejsz± butelkę piwa, jak± udało się nam znaleĽć w lodówce. Przyłożona do policzka, dawała synowi jako takie ukojenie.
Wnioski: służba zdrowia biedna, ale fachowa. Wszyscy byli dla nas życzliwi i pomocni, wszystko dobrze się skończyło. A syn?... Cóż, na pewno wróci jeszcze na Ukrainę, w końcu zostawił tam kawałek siebie :-)
Dodane komentarze
AB1 2013-08-27 21:49:54
Przeczytałem z zainteresowaniem. Mimo kilkakrotnego pobytu na Ukrainie nie mam do¶wiadczeń z służb± zdrowia. Kilka razy natomiast prosili¶my o pomoc w aptekach. Ze zrozumieniem podchodzono do naszych pró¶b. Ostatnio nawet przestali¶my wykupywać dodatkowe ubezpieczenie. Poprzestajemy na doł±czonym do rachunku bankowego, które też ponoć obejmuje zdarzenia zdrowotne. :)Przydatne adresy
Brak adres w do wy wietlenia.
Inne materia y
Dział Artykuły
Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.
Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.















